Reklama

Drugie życie starych obiektów

2019-04-30 09:16

Anna Skopińska
Edycja łódzka 18/2019, str. 4-5

Marian Zubrzycki
W pracowni

– Mody się zmieniają, ale trzeba zadbać, by zachować pewną ciągłość historii i jeśli są rzeczy, które można ocalić, to nie należy ich wyrzucać ani niszczyć – mówi Joanna Zajączkowska-Kłoda, łódzka konserwator zabytków, która w swojej pracowni przywraca starym przedmiotom życie, zachowując to, co w nich najcenniejsze – duszę

Obrazy, ramy, rzeźby, elementy wystroju powracają do stanu pierwotnego i dalej mogą cieszyć oczy. Jednak, jak tłumaczy, choć wokół jeszcze dużo rzeczy pozostało nieodkrytych, choćby w starych kościołach, gdzie często pod warstwami farb kryją się bezcenne polichromie, to – gdy nie ma środków ani wizji – najlepiej „zostawić to na lepsze czasy”. Bo to, co pod spodem – przetrwało, bo jest przykryte, a to, co na wierzchu – wbrew pozorom dobrze chroni.

I opowiada niesamowite historie z prac konserwatorskich w Tarnowie Pałuckim i Krotoszynie, gdzie restaurowane są drewniane świątynie. Pokazuje też obrazy, jakie trafiły do jej pracowni – to dzieła artystów ludowych przedstawiające Matkę Bożą i świętych. Niektóre zniszczone, inne w dobrym stanie. – Odzyskanie wielu rzeczy wymaga czasu, ale jest możliwe – podkreśla. Tak, jak barokowy obraz św. Mateusza zakupiony przez jednego z kolekcjonerów w Czechach, gdzie sztuka sakralna nie cieszy się zainteresowaniem. Był podarty, zniszczony. Po renowacji jest piękny. Jednak żaden kościół, żadna parafia go nie chce...

Nie zatracić duszy

Joanna Zajączkowska-Kłoda, pokazując restaurowane dzieła, opowiada też o pracy konserwatora, o trudnych decyzjach czy nawet błędach, jakie się zdarzają. – Największym problemem w konserwacji jest to, że wiele obiektów po renowacji zatraca duszę – mówi. Dlatego tak potrzebne, by prace zawsze nadzorował ktoś, kto włoży w nie swoją osobowość. I kto będzie mieć czas, by obiekt poznać.

Reklama

Zwraca też uwagę na zachowanie ludzi, których świadomość opiera się o wartość finansową danego obiektu. – Zawsze tłumaczę, że są rzeczy, które wartości materialnej nie mają, ale mają za to wartość sentymentalną czy historyczną – podkreśla. Podaje też przykłady zastępowania dobrych rzeczy pozornie lepszymi. – W kościołach często montowane są ogrzewania podłogowe, więc zrywa się podłogę, robi prace, a na wierzchu przykrywa wszystko granitem sprowadzonym z Chin. To obce naszej kulturze, bo w Polsce stosowano piaskowce i wapienie – tłumaczy konserwator. – Oczywiście, lepiej myje się granit, ale nie można tracić czegoś bezpowrotnie – dodaje.

Szacunek to kultura

Podaje też inne przykłady niszczenia istotnych z punktu widzenia historii obiektów – pewnie nieświadomego, ale realnego. Tyle, że jeśli coś podlega ochronie, bo jest zabytkiem, to na wszelkie prace musi wyrazić zgodę konserwator. – Jest za mało osób, które nadzorują ochronę zabytków, w wielu wypadkach pracownicy urzędów konserwatorskich nie mają fizycznie czasu przejrzeć dobrze wniosku – mówi. Dlatego apeluje o wrażliwość do zwykłych ludzi. I pokazuje ramy uratowane z małej prowincjonalnej kaplicy, które leżały porąbane na kawałki i przygotowane do spalenia w piecu. – Tu zostały posklejane, uzupełnione – są już uratowane i czekają na pozłocenie. To skrzydła boczne jakiegoś ołtarza.

Wskazuje też przykład kaplicy Scheiblera z ewangelickiego cmentarza na Ogrodowej w Łodzi. – Ponieważ tu dorastałam – na moich oczach została rozwalona: cały wystrój wnętrza, ludzie wchodzili i wybijali witraże, dewastowali. To świadczy o kulturze narodu – podkreśla. Dlatego kolejny raz powtarza: – Ratujmy, nie wyrzucajmy.

Serce się kraje

I zaznacza, jak aktualne jest to w przypadku kościołów. – Widziałam, jak były rozbierane organy, a piszczałki cynowe wyrzucano przez okno i pod murem kościoła leżał cały zwal piszczałek, albo stalle, które nie mieściły się na auto, zostały przecięte piłą... – opowiada i mówi, jak na taki widok kraje się serce. Nie tylko konserwatora, ale chyba każdego, kto ma w sobie jakąś historyczną czy emocjonalną wrażliwość. Podaje przykład kościoła, w którym pod koniec lat siedemdziesiątych całkowicie zamalowano wnętrze i to w bardzo dobry sposób – dobry technicznie. – A pod spodem, w kaplicach bocznych, zostały zamalowane bardzo dobre iluzjonistyczne ołtarze, dzieło ucznia Franciszka Smuglewicza, teraz trzeba napisać projekt, zdobyć pieniądze na to, by to odzyskać – mówi. – To cały absurd, że są podejmowane decyzje, nawet działania, by pomalować kościół – pytanie tylko: po co, dlaczego? Bo nawet jeśli te iluzjonistyczne ołtarze nie całkiem są wspaniałe, to wystarczyło ich nie ruszać – podkreśla.

Przypomina też historię z Tarnowa Pałuckiego. – W dokumentach znaleziono ślad prośby o jego rozbiórkę i wybudowanie z jego pozostałości kaplicy na miejscowym cmentarzu. Ale nie było na to pieniędzy, więc ludzie nie rozebrali kościoła i on dzięki temu nadal stoi. W środku jest instrument, na który prawdopodobnie swoje utwory komponował Adam z Wągrowca. Wszystko wskazuje na to, że instrument ocalał do dzisiaj, bo nikt nie miał pieniędzy, by zmienić go na coś fantastycznego i lepszego. Teraz jest to ewenement na skalę europejską – dodaje Joanna Zajączkowska-Kłoda.

Jej apel o szanowanie tego, co należy do przeszłości, dotyczy wszystkich. – Przy konserwacji trzeba starać się zachować maksimum oryginału. W większości wypadków, gdy ktoś mówi, że jakaś tam belka jest uszkodzona i trzeba ją wymienić, jest tak, że można nie wymieniać tylko ją uzupełnić, podratować, a nie od razu wyrzucać – zapewnia. Bo – według niej – poczucie estetyki przysłowiowego pana Janka czy Zdzisia niekoniecznie odpowiada prawdzie. Przypomina też, że należy mieć świadomość, że są rzeczy, które muszą kosztować. – Jeśli coś jest złocone, to powinno być złocone, a nie zastępowane materiałem z marketu. Po prostu niektóre rzeczy trzeba robić po Bożemu – mówi.

Niczym lekarz

Wskazuje też na piękno zawodu konserwatora. – Jesteśmy niczym lekarze, choć nasi pacjenci nie krzyczą i mam nadzieję, że nic ich nie boli, ale mają duszę i to niezwykłą – stwierdza.

Joanna Zajączkowska-Kłoda namalowała m.in. obraz Matki Bożej Ostrobramskiej do łódzkiego kościoła Miłosierdzia Bożego na Teofilowie. To bliski oryginału wizerunek. Artystka posłużyła się obrazem z kościoła na Rudzie, który powstał w 1927 r. Jej replika zyskała sukienkę wykonaną przez znanego rzeźbiarza jubilera Mariusza Drapikowskiego.

Oprócz projektów na terenie całej Polski w łódzkiej pracowni restauruje też sztukę współczesną. Nigdy nie odmawia osobom proszącym o renowację, bo uważa, że wszystko można uratować i dać przedmiotom drugie życie.

Tagi:
zabytki

Reklama

4,6 mln zł na wrocławskie zabytki

2019-07-03 08:41

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 27/2019, str. VIII

W parafii pw. św. Anny w Praczach Odrzańskich wiceprezydent Jakub Mazur oraz miejska konserwator zabytków Agata Chmielowska przekazali pieniądze na remonty zabytków. Gospodarzem spotkania był ks. Zdzisław Syposz, proboszcz parafii

Archiwum UM Wrocław
Uroczyste przekazanie decyzji o dofinansowaniach

Sukcesywnie od 2001 r. remontujemy kolejne elementy kościoła. W tym roku pieniądze przeznaczymy na remont prospektu organowego, ale przed nami jeszcze odnowienie samych organów – mówił proboszcz w czasie spotkania.

Pierwsza w tym roku edycja konkursu „Ochrona zabytków i dziedzictwa kulturowego we Wrocławiu” została rozstrzygnięta. Środki zostaną wykorzystane na prace konserwatorskie, restauratorskie i budowlane w obiektach zabytkowych. Dzięki przyznanym pieniądzom zostaną naprawione dachy kościołów, elementy elewacji zabytkowych świątyń, wykonana renowacja i wymiana stolarki okiennej i drzwiowej w domu św. Anny w Trzebnicy, a także naprawa zabytkowego tramwaju LH SSB 1217 Juliusz z 1925 r.

Miejsce uroczystości zostało wybrane nieprzypadkowo, gdyż parafia św. Anny w Praczach Odrzańskich w poprzednich latach była beneficjentem konkursu, a dziś może pochwalić się efektami prac konserwatorskich.

– Formuła tego konkursu sprawia, że to zaangażowanie opiekunów zabytkowych obiektów jest kluczowe. To dzięki ich aktywności historyczne dziedzictwo naszego miasta ma szanse odzyskać dawną świetność. Bardzo się cieszę, że możemy w tym pomagać – mówił w czasie przekazywania umów wiceprezydent Wrocławia. – Wrocław jest wśród polskich miast w absolutnej czołówce jeśli chodzi o wydawanie środków na remonty zabytków. Więcej pieniędzy na ten cel przeznacza tylko Warszawa – mówiła Agata Chmielowska, miejska konserwator zabytków. – Efekty naszych działań możemy obserwować w wielu miejscach Wrocławia. W zeszłym roku dofinansowanie uzyskała m.in. parafia pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku, wyremontowano także zabytkowy wagon tramwajowy Konstal 102.

Beneficjentami dotacji z budżetu Miejskiego Konserwatora Zabytków w 2019 r. w pierwszej edycji konkursu są m.in.: kościół uniwersytecki, kościół św. Elżbiety, kościół św. Stanisława, Doroty i Wacława, parafia Najświętszej Maryi Panny na Piasku, katedra wrocławska, parafia kościoła polskokatolickiego św. Marii Magdaleny, Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej, parafia św. Anny, Zgromadzenie Sióstr Szkolnych De Notre Dame, diecezja wrocławsko-gdańska obrządku greckokatolickiego, Klub Sympatyków Transportu Miejskiego, kościół św. Henryka we Wrocławiu, parafia św. Michała Archanioła i Inspektoria Towarzystwa Salezjańskiego św. Jana Bosko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

1 grosz za 1 kilometr

2019-07-16 11:47

Marian Banasik
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 23

„Ochrzczeni i posłani niesiemy Chrystusa” – pod takim hasłem obchodzony jest w dniach 21-28 lipca br. XX Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa wraz z misyjną Akcją św. Krzysztof – 1 grosz za 1 km szczęśliwej jazdy na środki transportu dla misjonarzy.

W tym roku akcja odbywa się w perspektywie zbliżającego się Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego (październik 2019), ogłoszonego przez papieża Franciszka. W swoim komunikacie przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji bp Jerzy Mazur SVD podkreśla: „W tym czasie, wpatrując się w postać św. Krzysztofa, którego imię w języku greckim oznacza «niosącego Chrystusa», otaczamy naszą troską polskich misjonarzy i misjonarki na całym świecie i w odpowiedzi na ich prośby pragniemy ofiarować im pomoc w zakupie środków transportu. Za organizację tej pomocy odpowiedzialna jest powołana przez Konferencję Episkopatu Polski misyjna organizacja – MIVA Polska (Mission Vehicle Association). (...) MIVA Polska zachęca do szczególnej modlitwy za wszystkich poruszających się po drogach, aby wszyscy docierali szczęśliwie do celu podróży. Przypomina też o odpowiedzialności użytkowników za bezpieczeństwo na drogach i konieczności tworzenia kultury oraz wzajemnego szacunku na drogach”.

Przekazane każdego roku podczas Tygodnia św. Krzysztofa i Akcji św. Krzysztof środki transportu są niezbędne w różnorakiej pomocy świadczonej przez misjonarzy i misjonarki przez dzieła dobroczynne czy rozwojowe, szczególnie na rzecz ubogich, chorych i potrzebujących. Ułatwiają one również pracę ewangelizacyjną misjonarzom, którzy często pracują i służą w bardzo trudnych warunkach.

Bp Mazur podaje konkretne fakty: w ubiegłym roku dzięki zebranym funduszom MIVA Polska zrealizowała 97 projektów w 34 krajach świata na 647 różnych pojazdów dla misjonarzy: 40 samochodów (najczęściej terenowych), 3 busy, 2 ambulanse, 2 traktory, 1 mototaczkę, 64 motocykle i motorowery, 516 rowerów dla katechistów, 3 łodzie, 2 quady, 3 skutery śnieżne, 5 wózków inwalidzkich, 3 konie i 3 wozy. Z pomocy skorzystali misjonarze Fidei Donum, bracia i księża oraz siostry zakonne, a także misjonarze świeccy. Łącznie przekazana suma wyniosła 2 719 085,22 zł.

MIVA Polska powstała w Roku Jubileuszu 2000 jako agenda Komisji Episkopatu Polski ds. Misji. Konferencja Episkopatu Polski na swoim 370. Posiedzeniu Plenarnym 7 października 2015 r. powołała MIVA Polska jako kościelną publiczną osobę prawną i zatwierdziła jej statut. Rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 25 marca 2016 r. MIVA Polska otrzymała osobowość prawną.

Więcej informacji na stronie: www.miva.pl .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Usiąść u JEGO nóg

2019-07-21 17:56

Beata Pieczykura

– Cieszymy się, że w naszej wspólnocie goszczą redaktorzy „Niedzieli”.

Beata Pieczykura/Niedziela

Pisma, które ponad 90 lat służy Kościołowi i Polsce. Mam nadzieję, że „Niedziela” zagości w naszych domach naszej parafii – powiedział do licznych wiernych ks. Andrzej Chrzanowski, proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Makowiskach 21 lipca w ramach Niedzieli z „Niedzielą”.

Zobacz zdjęcia: Dzień z „Niedzielą” w Makowiskach
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem