Reklama

Anioły chodzą po ulicach

2019-05-21 13:10

Z Janem Stolarskim rozmawiał Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 42-44

Krzysztof Tadej
Jan Stolarski – piłkarz, trener i założyciel klubu Rozwój Warszawa

Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Zderzenie, ból i krzyk. Od tego momentu radykalnie zmieniło się życie niespełna 21-letniego piłkarza
Z Janem Stolarskim o dramatycznych chwilach na piłkarskim boisku, walce o powrót do zdrowia i wierze w Boga rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – Dramat rozpoczął się cztery lata temu – 28 lutego 2015 r., w sobotę po południu.

JAN STOLARSKI: – Byłem na testach w drużynie KS Łomianki. Szukałem drużyny, w której mógłbym grać, rozwijać się. Rozgrywaliśmy sparing z warszawskim zespołem z Ursynowa. Byłem środkowym pomocnikiem. Nieźle dla mnie układał się ten mecz. W 30. minucie minąłem dwóch zawodników i zbyt mocno wypuściłem piłkę. Chciałem wślizgiem ją zatrzymać, bo zbliżała się do bocznej linii boiska. Nie zauważyłem, że obrońca przeciwników również zrobił wślizg. Doszło do zderzenia.

– Sytuacja, jakich wiele na piłkarskim boisku.

– Niestety, nie w tym przypadku. Zawodnik kolanem trafił mnie w piszczel. Krzyknąłem, poczułem ogromny ból. Od razu spuchła mi noga. Po chwili próbowałem wstać, ale nie mogłem. Nikt mi nie pomógł. Nie było opieki medycznej. Pomyślałem, że muszę dojść do szatni, żeby tam się położyć. Ani trener, ani kierownik drużyny nie wezwali karetki. Machnęli ręką. Potem nikt się mną nie interesował. Z największym trudem dotarłem do szatni, a sparing trwał.

– A później? Po meczu?

– Trener spytał, czy będę z nimi grał w kolejnych meczach. „Nie wiem, czy dam radę, bo nie wiem, jak poważny jest uraz” – odpowiedziałem. Mówiłem, że bardzo boli mnie noga i nie jestem w stanie pójść na autobus, żeby pojechać do domu. Kierownik drużyny podwiózł mnie pod mój blok. Z największym trudem dotarłem na trzecie piętro. Położyłem się, ale w nocy ból był nie do wytrzymania. Z mamą i bratem pojechaliśmy na ostry dyżur do szpitala.

– I zaczął się kolejny horror...

– Lekarz dyżurujący chciał mi od razu wstawić nogę w gips, bez prześwietlenia. Nie zgodziłem się. Dali mi środek przeciwbólowy i odesłali do domu.

– A gdybyś się zgodził, to...

– Już bym nie miał nogi. Tak mówili później lekarze. Po powrocie do domu czułem się fatalnie. Mdlałem. Postanowiliśmy pojechać na dyżur lekarzy sportowych do prywatnej kliniki. Jak dojechaliśmy, to lekarz niemal złapał się za głowę. Powiedział, że mam krwiaka, ciśnienie krwi w nodze jest krytyczne, robi się zakrzep i natychmiast trzeba mnie operować. Ale dodał, że musimy zapłacić. Doszliśmy do kasy i okazało się, że trzeba wpłacić aż 13 tys. zł. Nie mieliśmy pieniędzy.

– Ktoś pojechał do domu po oszczędności?

– W domu ani na kontach także nie mieliśmy takiej sumy. Pochodzę z niezamożnej rodziny. Z mamą i bratem Karolem mieszkaliśmy w malutkiej, 19-metrowej kawalerce na warszawskiej Woli. W najstarszym, przedwojennym bloku. Było tak ciasno, że wannę mieliśmy w kuchni, a jak rozłożyliśmy wieczorem łóżko i fotele, to praktycznie nie było wolnego miejsca. Mieszkaliśmy bez taty. Nigdy go nie poznałem. Po prostu opuścił mamę, gdy się dowiedział, że jest w ciąży. Nieraz w dzieciństwie było ciężko. Jak dorośliśmy z bratem, to zaczęliśmy dorabiać. W swoim życiu byłem już kucharzem, kelnerem, układałem chodniki na budowie, roznosiłem ulotki. Nie miałem oszczędności, żeby zapłacić za operację.

– Co się stało później?

– Postanowiliśmy wrócić do państwowego szpitala. Poprosiliśmy lekarza prywatnej kliniki, żeby wypisał skierowanie. Na czerwono podkreślił konieczność natychmiastowej operacji. Gdy stamtąd wyjeżdżaliśmy, to pomyślałem sobie, jak straszny jest dzisiejszy świat. Kto nie ma pieniędzy, to w prywatnej przychodni czy szpitalu nie uzyska pomocy. Po prostu zostawią cię z problemem. Możesz stracić nogę, umrzeć, bo liczą się tylko pieniądze.

– Dojechaliście do szpitala i...

– Na dyżurze był inny lekarz. Zrobił kolejne badania. Powiedział, że to skandal, iż jego kolega wypuścił mnie w takim stanie. Zarządził natychmiastową operację. Minuty decydowały o tym, czy uratuje mi nogę, czy będzie musiał ją amputować. Wszystko działo się w błyskawicznym tempie. Na sali operacyjnej nie było czasu na podanie leków przeciwbólowych. Dostałem wacik w usta, żebym nie odgryzł sobie języka. Nacięto mi nogę. Krwiak wypłynął. Poczułem ulgę.

– Po powrocie na salę... umierałeś.

– Podczas operacji przecięto mi naczynia krwionośne. Kiedy przywieziono mnie na salę, krew lała się na podłogę. Sytuacja była krytyczna. Traciłem przytomność. Ludzie po operacjach, którzy leżeli obok, krzyczeli, żeby natychmiast przyszli lekarz i pielęgniarki. Ale oni zniknęli. Po prostu gdzieś sobie poszli.

– Horror.

– Tak poznałem warunki panujące w polskim szpitalu. Kiedy wreszcie pojawił się lekarz, od razu zdecydował, że zabiera mnie na kolejną operację. Tym razem zszyli mi naczynia krwionośne. Kiedy to się zakończyło, wróciłem na salę i zacząłem odzyskiwać siły. Wróciło mi życie, ale wkrótce przeżyłem kolejne trudne chwile.

– To znaczy?

– Zapytałem lekarza, kiedy będę mógł wrócić na boisko. Spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział, że w piłkę to będę mógł co najwyżej pograć sobie na komputerze. Byłem zdruzgotany. Przecież całe życie marzyłem o graniu...

– Co Ci wtedy pomogło?

– Mocny charakter i wiara w Boga. Powiedziałem sobie, że wrócę na boisko bez względu na to, w której będę grał lidze. Na sali modliłem się po swojemu. Prosiłem Boga o pomoc. Gdyby nie wiara, tobym nic nie osiągnął. Nie miałbym odwagi wstać i walczyć dalej.

– Kiedyś powiedziałeś: „Bóg miał dla mnie plan”.

– Postanowiłem, że jak wyzdrowieję, to będę pomagał innym. Wiedziałem, że wielu chłopaków chce grać w piłkę, ale nie może się przebić do żadnego klubu. Tak jak w moim przypadku – nie mieli pomocy trenerskiej ani menadżerskiej. Potrzebowali kogoś, kto by ich zachęcił, wskazał im drogę, doprowadził do sukcesu. Poczułem, że Bóg chce, bym pomagał chłopakom, którzy w życiu popełnili jakieś błędy, chcą wyjść na prostą i grać w piłkę.

– Ale wcześniej sam musiałeś powrócić do zdrowia.

– Spotkałem ludzi, którzy mi pomogli. Okazuje się, że anioły, dobrzy ludzie, chodzą po ulicach. Można ich spotkać w codziennym życiu. Dla mnie taką osobą okazał się Jacek Magiera – były piłkarz i trener Legii Warszawa, obecnie trener piłkarskiej reprezentacji Polski do lat 20. Poznał go przez przypadek mój brat Karol, który też jest piłkarzem. Wiedział z gazet, kim jest, i po prostu podszedł do niego w tramwaju. Zapytał, czy może przyjść na testy do Legii. Wymienili się telefonami. To wydarzyło się przed moją kontuzją. Po wyjściu ze szpitala zadzwoniliśmy do Jacka i to właśnie on mi pomógł. Bezinteresownie! Dzięki niemu mogłem rozpocząć rehabilitację w Legii Warszawa, a potem treningi.

– Ale również tam przeżyłeś moment załamania...

– Któregoś dnia po rehabilitacji w szatni zobaczyłem zawodników w moim wieku. Byli uśmiechnięci, pełni sił, mieli kontakty. Pomyślałem o swoim życiu. Kontuzja, groźba amputacji nogi, powolne dochodzenie do sprawności... Przyszło mi do głowy, że tak naprawdę, jeśli wrócę na boisko, to będę mógł grać najwyżej w okręgówce. Rozpłakałem się. Zobaczył to Jacek Magiera. Zapytał, dlaczego płaczę. A potem powiedział, że w swojej karierze widział może 3-4 płaczących piłkarzy. „I wiesz co się później stało?” – spytał. Okazało się, że wszyscy zagrali w reprezentacji Polski. Odpowiednio mnie zmotywował i znowu zacząłem walczyć.

– W jednym z wywiadów przypomniałeś również powiedzenie: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”.

– Przed kontuzją miałem dużo kolegów i znajomych. O niektórych myślałem, że są przyjaciółmi. Jak doznałem kontuzji, to nikt się nie odzywał. Pustka. Od czasu do czasu ktoś o coś zapytał na Facebooku. Ale pojawili się ludzie, o których mogę dzisiaj powiedzieć, że są prawdziwymi przyjaciółmi. Oni mi pomagali. Tak samo jak moja rodzina. Dlatego przetrwałem najcięższe chwile.

– Po rehabilitacji dochodziłeś do pełnej sprawności. I zacząłeś pomagać innym...

– Wróciłem na boisko. Zacząłem grać w drużynie OKS Start Otwock w III lidze. Był to dla mnie wielki sukces, bo przecież przed kontuzją grałem w lidze okręgowej. Jednocześnie marzyłem o założeniu klubu piłkarskiego. Przekonałem do tego kilku kolegów. Na Facebooku zaprosiliśmy zainteresowanych na pierwszy trening. Przyszło ponad 50 osób! Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak powstał klub Rozwój Warszawa. Zgłosiliśmy się do rozgrywek i zaczęliśmy grać w ostatniej lidze.

– Mieliście sprzęt, sponsorów, boisko?

– Nie, kompletnie nic. Tylko marzenia i zapał do gry. Do dzisiaj nie mamy swojego boiska i wynajmujemy je, gdy mamy grać „u siebie”. Startowaliśmy bez zaplecza, sponsorów. Treningi odbywały się na łąkach, na orlikach, gdzie nie było wymiarowych bramek, i na zapomnianych boiskach. Obok jednego z nich była stajnia. Właściciel pozwolił nam się tam przebierać. Ponieważ na boisku nie było żadnego oświetlenia, jeden z kolegów przywiózł z budowy lampy ledowe. Przejeżdżający na rowerach ludzie zatrzymywali się i nie dowierzali, że drużyna, która występuje w rozgrywkach, może trenować w takich warunkach. Ale szło nam nieźle. Po pierwszym sezonie awansowaliśmy do wyższej ligi.

– A jak jest obecnie?

– Gramy w klasie A. Zajmujemy jedno z czołowych miejsc. Marzymy, żeby awansować do wyższej klasy. Chcielibyśmy, żeby ktoś nam pomógł w rozwoju klubu. To jest bardzo trudne, ale moje doświadczenie pokazało, że nigdy nie można się poddawać. Lekarze twierdzili, że już nigdy nie wybiegnę na boisko, a stało się inaczej. Wielu ludzi pukało się w czoło, gdy zakładałem klub piłkarski, a teraz nieźle sobie radzimy. O sukcesie decydują pasja, marzenia, determinacja i chęć osiągnięcia sukcesu.

– Czego jeszcze nauczyło Cię to doświadczenie?

– Inaczej patrzę na świat i ludzi. Bardziej doceniam drugiego człowieka. Wiem, że często sukcesy rodzą się w bólach. Trzeba pokonywać trudności i się nie załamywać. I nieraz cierpieć, żeby osiągnąć coś wartościowego. Często powtarzam maksymę: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. A także słowa słynnego piłkarza – Pelégo: „Sukces to nie przypadek. To ciężka praca, wytrwałość, nauka, analiza, poświęcenie, a przede wszystkim miłość do tego, co robisz”. Po tym, co mnie spotkało, wiem, że życie w ciągu kilku chwil może się radykalnie zmienić. Ale wtedy trzeba walczyć i nigdy się nie poddawać.

Tagi:
rozmowa

Abby Johnson odpowiada lewicowym mediom: to Planned Parenthood wypowiedziało mi wojnę!

2019-11-05 12:13

Redakcja

Bohaterka filmu „Nieplanowane” stała się obiektem ataków lewicowych mediów w Polsce. Stawiają jej one zarzut o karierowiczostwo i chęć zyskania popularności. – To Planned Parenthood zaczęło tę wojnę, nie ja – odpowiada Abby.

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

W ostatnich dniach lewicowe media w Polsce ostro zaatakowały Abby Johnson, byłą menedżer kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która przeszła głęboką przemianę i teraz staje w obronie nienarodzonego życia. To na podstawie jej poruszającej historii, opisanej w książce „Nieplanowane” powstał film, który kilka dni temu wszedł do polskich kin.

Takie portale jak wyborcza.pl czy tokfm.pl stawiają Abby zarzut karierowiczostwa. Powołują się przy tym na oskarżenia amerykańskich mediów lewicowych, które od lat atakuję Johnson. Abby wypowiedziała bowiem wojnę najpotężniejszej organizacji aborcyjnej na świecie.

Według lewicowych mediów w Polsce, Abby odeszła z Planned Parenthood ponieważ miała problemy finansowe a zaatakowanie tej organizacji miało jej przysporzyć popularności i pieniędzy. Innym zarzutem, stawianym Johnson, jest to, że jej rezygnacja nie była efektem przemiany, lecz wiązała się z zarzutami, jakie stawiali jej przełożeni. Dotyczyły one podobno niewłaściwego wypełniania obowiązków. Zgodnie z tą narracją, Abby odeszła z pracy, by uprzedzić zwolnienie.

Tylko u nas Abby zdecydowanie odnosi do tych zarzutów. – Czy chciałam pieniędzy i popularności? To nie są argumenty merytoryczne. Ale odpowiem na nie: każdy, kto zobaczy film i sięgnie po moją książkę dowie się, że to nie ja zaatakowałam Planned Parenthood. Nie byłoby ani książki, ani filmu gdyby nie pozew i ataki ze strony tej organizacji. To ich komunikaty i groźba zamknięcia mi ust sądowym zakazem, skłoniły mnie do tego, by głośno powiedzieć, co dzieje się za drzwiami klinik aborcyjnych. To Planned Parethood wypowiedziało tę wojnę, nie ja – wyjaśnia Abby.

Zarzuty o złe wypełnianie obowiązków zawodowych? – To jest po prostu nieprawda. Dzisiaj myślę o tym z żalem, ale byłam skutecznym i dobrym pracownikiem. To cechy pożądane w normalnej pracy, niestety ja byłam kimś takim jako dyrektor kliniki aborcyjnej. Awansowałam tam, na kilka miesięcy przed rezygnacją otrzymałam nawet tytuł pracownika roku. Żałuję tego, co robiłam, ale musicie wiedzieć, że decyzja o odejściu z kliniki aborcyjnej była moją świadomą decyzją. To ja zakwestionowałam politykę organizacji polegającą na realizacji celu zwiększania ilości aborcji. Dla nich zaczęło się liczyć tylko to, bo z tego były największe zyski – mówi Johnson.

Film „Nieplanowane” wszedł na ekrany kin 1 listopada. Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem, w której Abby opowiada swoją historie. Johnson jako menedżer kliniki aborcyjnej podpisała 22 tys. zgód na aborcję, dokonała też aborcji na dwójce własnych dzieci. Po kilku latach pracy w klinice zobaczyła sam zabieg aborcyjny na własne oczy. Wtedy zdecydowała się porzucić świetnie płatną pracę i związała się z obrońcami życia.

Od wielu lat Abby odsłania kulisy i mechanizmy działania przemysłu aborcyjnego. Niedawno nawróciła się także na katolicyzm, dostrzegając w Kościele konsekwentnego obrońcę życia i godności człowieka.


Przeczytaj także: Szatan posługuje się kłamstwem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dekalog uległości Duchowi Świętemu

2019-11-15 12:49

o. Emiliano Antenucci / eSPe

Duch Święty jest najczęściej pomijaną osoby Trójcy Przenajświętszej. Dlaczego tak rzadko zauważamy Jego działanie w naszym życiu? Co zrobić, aby otworzyć swoje serce na powiem miłości Ducha Świętego? Jak rozpocząć tą niesamowitą, przemieniającą człowieka relację z Wspomożycielem Duchem? Idealną pomocą może okazać się Dekalog uległości Duchowi Świętemu, autorstwa ks. Gaspariniego. Oto on:

Graziako

Duch Święty mówi po cichu. Całkowicie szanuje twoją wolność. Jego miłość jest mocna i dyskretna. Wystarczy odrobina pychy i płytkości, a przestaje się odzywać. On milczy – milczy i czeka.

Jeżeli Duch Święty nie daje spokoju, to znaczy, że chodzi o jakiś palący problem. Duch Święty nalega, sygnalizując jakieś zło, a wówczas trzeba otworzyć oczy. Każda zwłoka w przyjęciu tego ostrzeżenia do wiadomości skutkuje poważnymi szkodami w naszym życiu duchowym, natomiast ochocza reakcja nas odnawia i usposabia do słuchania tego głosu.

Sekret radości polega na nieustannym radowaniu Ducha Świętego. Trzeba zaczynać od małych, konkretnych spraw. Każdy akt pokory i wielkoduszności podsyca radość, którą Duch Święty w nas zasiewa. Duch Święty nieustannie działa, trzeba Mu tylko na to pozwolić.

Duch Święty ciągle do nas mówi, poucza nas i kształtuje. Jest On wierną miłością i stosuje najprostsze środki: natchnienia, rady kochających nas osób, przykłady, świadectwa, lektury, spotkania, wydarzenia.

Słowo Boże jest główną anteną nadawczą Ducha Świętego. To znaczy: ucz się czytać Słowo Boże, upraszając Ducha, nigdy nie czytaj bez Niego. Karm się Słowem Bożym, wzywając Ducha Świętego. Módl się Słowem Bożym w Duchu Świętym. Ilekroć bierzesz do ręki Pismo Święte, najpierw nastaw się na słuchanie Ducha, a potem módl się – módl się do Niego. Dzięki Słowu Bożemu nauczysz się rozpoznawać głos Ducha.

Nieustannie dziękuj Duchowi Świętemu za to, co dla ciebie robi. Twoje życie od chrztu, aż po śmierć, jest nieprzerwanym, tajemniczym ciągiem darów Ducha Świętego. Od twoich narodzin do samej śmierci ciągnie się złota nić Jego darów, splatająca całe twoje życie.

Zły duch imituje Ducha Świętego i ze wszystkich sił stara się udaremniać Jego dzieło. Szatan małpuje Boga, ściąga od Niego. On także wysyła swoje podszepty, swój przekaz, swoich heroldów. Czasami, kiedy zaglądacie do mediów massowych, jego wysłannicy już tam czekają. Jednakże potężny Duch Święty jednym tchnieniem przewraca Szatana.

Częstokroć znieważamy Ducha Świętego w ten sposób, że nie odnosimy się do Niego jak do osoby. Zawsze to podkreślam, ponieważ nie traktujemy Go jako osoby. A przecież to Jezus powierzył nas Duchowi Świętemu i powiedział: „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co ja wam powiedziałem” (J 14, 26).

Jezus obiecał, że Ojciec da Ducha każdemu, kto będzie Go prosił. Nie powiedział, że Ojciec daje Ducha temu, kto zasługuje, lecz każdemu, kto prosi. Trzeba zatem prosić z wiarą i wytrwałością.

Duch jest miłością Bożą wlaną w nasze serca. Im bardziej żyjemy miłością, tym mocniej trwamy w Duchu Świętym. Im bardziej podążamy za głosem egoizmu, tym dalej odchodzimy od Ducha Świętego. On jednak nigdy nie rezygnuje, lecz nieustannie pobudza do miłości.

ks. Andrea Gasparino (Szkoła Modlitwy)

Fragmenty pochodzą z książki o. Emiliano Antenucciego pt. „Sztuka rozeznawania. Duchowy kompas na każdy dzień” wyd. eSPe, Kraków 2019, która ukazała się pod patronatem „Niedzieli”

link do książki: eSPe księgarnia

CZYTAJ DALEJ

Reklama

IPN złożył zażalenie dot. umorzenia sprawy prowokacji SB wobec bł. ks. Jerzego Popiełuszki

2019-11-16 21:38

Radio Maryja

Do warszawskiego Sądu Apelacyjnego wpłynęło zażalenie Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące umorzenia sprawy prowokacji wobec bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Chodzi o postępowanie wobec oskarżonych o podrzucenie w 1983 roku przez SB do mieszkania kapłana materiałów go obciążających.

Archiwum

W październiku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że przestępstwa zostały popełnione i że były zbrodniami komunistycznymi, ale nastąpiło przedawnienie.

Prokuratorzy IPN nie zgodzili się z tą oceną sądu. Według nich prowokacja na Chłodnej stanowiła zbrodnię przeciwko ludzkości, które się nie przedawniają.

Prof. Jan Żaryn, historyk, odnosząc się do sprawy ocenia, że jej dalszy bieg zależy od kwestii woli, a nie jednoznacznego kwalifikowania prawnego.

– Po stronie sądu widać, że takowej woli nie ma, aby podtrzymać tę możliwość orzekania w sprawach dotyczących przestępstw szczególnie z lat stanu wojennego i późniejszych. Zapewne w rzeczywistości prawnej sąd potrafi udowodnić, że takich możliwości nie posiada. Moim zdaniem nie posiada bardziej woli niż możliwości. Tak to trwa od 1989 roku. Wola to jest bardzo trudna kategoria do udowodnienia, oceny, bo to przecież zależy od ludzi, którzy gdzieś w swym sumieniu albo pracują na rzecz sprawiedliwości albo tez uchylają się od tego zadania – wskazuje prof. Jan Żaryn.

Zabójców ks. Popiełuszki w sprawie tzw. prowokacji na Chłodnej oskarżył pion śledczy IPN. Oskarżeni nielegalnie weszli do mieszkania kapłana przy ul. Chłodnej w Warszawie i pozostawili w nim amunicję, materiały wybuchowe oraz ulotki i wydawnictwa, których posiadanie było wtedy zabronione.

Następnie SB doprowadziło do ich ujawnienia w wyniku przeszukania mieszkania, co spowodowało wdrożenie przeciw kapelanowi ,,Solidarności” postępowania karnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem