Reklama

Proboszcz Roku zainspirowany Krzeszowem

2019-07-10 09:42

Marek Perzyński
Edycja legnicka 28/2019, str. VII

Marek Perzyński
Ks. dr Ryszard Staszak z metropolitą wrocławskim abp. Józefem Kupnym i parafianami przed ołtarzem głównym archikatedry

Ks. Ryszard Staszak – proboszcz w podwrocławskich Sulistrowic zafascynowany postacią księcia Bolka II pochowanego w Krzeszowie, sanktuarium diecezji legnickiej, otrzymał decyzją wiernych z archidiecezji wrocławskiej tytuł Proboszcza Roku

Statuetkę wręczył 24 czerwca br. – w święto Wrocławia i archikatedry wrocławskiej – osobiście metropolita wrocławski abp dr Józef Kupny. Uroczystość odbyła się w archikatedrze pod koniec Mszy św. W stallach zasiadał m.in. sufragan legnicki bp Marek Mendyk.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 28/2019 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Tagi:
proboszcz

Miejsce wybrane przez Maryję

2019-06-04 13:09

Rozmawia Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 23/2019, str. 6

Z gwardianem i proboszczem franciszkańskiej parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Horyńcu-Zdroju, o. Waldemarem Czerwonką rozmawia Adam Łazar

Adam Łazar
O. Waldemar Czerwonka

ADAM ŁAZAR: – Czym dla horynieckiej parafii są Nowiny Horynieckie?

O. WALDEMAR CZERWONKA: – Nowiny Horynieckie to miejsce objawień Matki Bożej. W tym miejscu – jak podaje tradycja, w 1636 r. trzykrotnie Matka Boża objawiła się trójce dzieci z rodziny Sadowych: 12 czerwca, 2 sierpnia i 8 września. Zachęcała ich i prosiła, by powiedzieli ludziom, aby tu przychodzili się modlić i prosili Pana Boga, by nawała wojenna, jaka groziła, nie przeszła przez tę ziemię. W miejscu objawień wytrysnęło źródełko. Mieszkańcy Nowin Horynieckich wznieśli krzyż, przy którym się modlili, potem postawili drewnianą figurę Matki Bożej, a w latach kolejnych kaplicę. Od dziesiątek lat w Nowinach Horynieckich był i jest największy odpust w okolicy ku czci św. Antoniego Padewskiego. Nowiny Horynieckie są zatem miejscem kultu maryjnego i św. Antoniego. Oprócz aspektu duchowego dla wielu Nowiny Horynieckie kojarzą się z czystą źródlaną wodą, która leczy choroby oczu, z dobrym klimatem i pięknym otoczeniem.

– Są to poważne argumenty, aby tu prowadzić inwestycje...

– Początkowo traktowałem Nowiny Horynieckie jako jedną z kaplic dojazdowych naszej parafii. W 2012 r. otwarły mi się oczy. Byłem zaskoczony ilością przyjeżdżających tu ludzi, przystępujących do spowiedzi i uczestniczących w niedzielnej Mszy św. Wówczas zrodził się pomysł zagospodarowania terenu. Na to zwracali też uwagę moi rozmówcy. Skarżyli się, że nie ma na czym usiąść, nie ma sanitariatów, dojście do kaplicy po deszczu to błotnista droga. Obok kaplicy zbudowaliśmy polowy ołtarz, a przed nim zamontowaliśmy wystarczającą ilość ławek. Każdy ma miejsce siedzące. Drogę dojazdową i ciąg pieszy utwardziliśmy kostką brukową.

– Kolejna rozpoczęta inwestycja to Chata Pielgrzyma…

– Chcemy w Nowinach Horynieckich stworzyć infrastrukturę pielgrzymkowo-turystyczną. Budujemy obiekt, który nazwaliśmy Chatą Pielgrzyma. Ma służyć pielgrzymom i turystom. Będzie możliwość dłuższego zatrzymania się tutaj, gdyż na piętrze będzie 30 miejsc noclegowych. Będzie także możliwość nabycia pamiątek, wypicia kawy, spożycia posiłku, będą też miejsca parkingowe. W dużej sali na parterze można będzie prowadzić akcję duszpasterską. Zechcemy ten dom pielgrzyma oddać do użytku w przyszłym roku.

– Słyszałem, że są kolejne plany inwestycyjne.

– W planie mamy budowę Ogrodu Biblijnego, który będzie miejscem spotkania się ze Słowem Bożym. Jesteśmy na etapie projektowania tego ogrodu.

– Od 20 lat do tego miejsca w drugą niedzielę maja pielgrzymują strażacy ochotnicy z całego powiatu lubaczowskiego. Czy są inne grupy zawodowe, które spotykają się tutaj na modlitwie?

– Są. Wkrótce będą pielgrzymować tutaj funkcjonariusze straży granicznej. Modlą się w tym miejscu myśliwi w dniu swego patrona św. Huberta. Parafia św. Karola Boromeusza w Lubaczowie pod przewodnictwem proboszcza ks. Romana Karpowicza pielgrzymuje pieszo w dniu odpustu św. Antoniego. Przyjeżdżają pielgrzymi z innych terenów i zamawiają tu Msze św.

– Jakie formy kultu maryjnego propaguje wasza parafia?

– Oprócz niedzielnych Mszy św. o godz.12.30, odbywają się nabożeństwa fatimskie. W tym roku 13 maja sprzed kościoła parafialnego wyruszyła procesja do Nowin Horynieckich z figurą Matki Bożej Fatimskiej i tam odprawiona została o godz. 17.00 Msza św. z procesją wokół kaplicy. Tak będzie każdego miesiąca. Od 4 maja w kaplicy Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Nowinach Horynieckich rozpoczęliśmy nabożeństwo wynagradzające Matce Bożej za grzechy przeciwko Niepokalanemu Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Nabożeństwo to odbywa się przez pięć pierwszych sobót miesiąca i trwać będzie do września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polskie małżeństwo członkami watykańskiej dykasterii

2019-07-18 17:12

Rozmawiała Marta Mastyło / Kraków (KAI)

Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi - mówi dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, która wraz ze swoim mężem, dr. Piotrem Bonarkiem, powołani zostali na członków watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ekspertka opowiada o swoim małżeństwie, wychowaniu piątki dzieci i zadaniach, jakie małżonkom stawia w nowej posłudze Ojciec Święty.

Grzegorz Gałązka

Marta Mastyło (UPJPII): Została Pani z mężem powołana do Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Co przyczyniło się do tego, że Ojciec Święty Franciszek właśnie Państwu powierzył tę funkcję?

Dr Aleksandra Brzemia-Bonarek: Razem z mężem otrzymaliśmy informację we wrześniu ubiegłego roku. Zadzwonił telefon z Rzymu, żeby nas przygotować, zanim o fakcie dowiedzielibyśmy się z prasy. Później otrzymaliśmy dokument podpisany przez Sekretarza Stanu.
Ja nawet nie wiedziałam, że jestem wśród osób nominowanych do tej funkcji, cała ta procedura była objęta tajemnicą, nie mam pojęcia skąd taki wybór. Ale co ważne – jako małżeństwo jesteśmy członkiem dwuosobowym. Wśród członków dykasterii są trzy pary małżeńskie i mamy działać jako para, oprócz nas są jeszcze członkowie indywidualni.

- UPJPII: Porozmawiajmy więc o Pani rodzinie, małżeństwie, życiu zawodowym. Wspólnie poszukajmy odpowiedzi, co mogło sprawić, że dokonano w Watykanie takiego a nie innego wyboru?

- Jestem związana z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie od 2007 roku, czyli od mojego doktoratu, ale etatowo zatrudniona zostałam w 2011 r. Jestem prawnikiem kanonistą, skończyłam Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w zakresie dwóch kierunków – prawa i prawa kanonicznego, mam dwa dyplomy. Początkowo pracowałam jako adwokat kościelny przy sądach metropolitalnych w Katowicach i w Krakowie. A od 2010 roku jestem obrońcą węzła małżeńskiego przy Sądzie Metropolitalnym w Krakowie. Tutaj pracuję też w katedrze kanonicznego prawa procesowego na Wydziale Prawa Kanonicznego.
W wieku 25 lat wyszłam za mąż, mój mąż jest biochemikiem fizycznym, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Osiedliliśmy się tutaj w Krakowie ze względu na naukowy charakter pracy męża na uniwersytecie. W trakcie 19 lat małżeństwa porodziły nam się dzieci: mam 18-letniego Pawła, 16-letniego Filipa, który jest dzieckiem niepełnosprawnym, ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną, później urodziły się dziś 10-letnia Krysia, 5-letni Jaś i 10-miesięczny Marcin.
Nie udzielam się w parafii, nie należę do żadnej grupy charyzmatycznej, nigdy nie byłam w oazie. Dlatego nie w naszej aktywności wspólnotowej należy szukać wytłumaczenia.

- UPJPII: Szukamy dalej… Może dla wielu osób, które Państwa znają, stanowicie po prostu jakiś wzór rodziny.

- My na pewno nie jesteśmy rodziną specyficzną, choć mamy dzieci więcej niż statystycznie. Mamy niepełnosprawnego syna, a to bardzo zmienia sposób funkcjonowania naszej rodziny, ponieważ musimy pod niego różne rzeczy ustawiać, on jest taką osią. On potrzebuje naszej opieki, jak również opieki swojego rodzeństwa.
Często jestem pytana o czym z mężem rozmawiamy, co nas łączy, bo prawnik kanonista i biochemik fizyczny to są absolutnie dwa różne światy, dwie metodologie itd. Ja nie do końca rozumiem to, czym zajmuje się mój mąż, w sensie naukowym, mnie to po prostu matematycznie przerasta. Natomiast pochodzimy z podobnych środowisk, obydwoje z Górnego Śląska i wartości charakterystyczne dla tego regionu są nam wspólne.
Myśmy się znali wcześniej z widzenia, ale poznaliśmy się dopiero na studiach, a konkretnie w pociągu. Ja jeździłam z Warszawy, mąż z Krakowa, ale z Katowic do rodzinnej miejscowości podróżowaliśmy już tym samym pociągiem.

- UPJPII: Wsiedliście do tego jednego pociągu i udaliście się we wspólną podróż przez życie. Czy są jakieś reguły, normy niezachwiane, jeżeli chodzi o rodzinę, w kwestiach wychowania dzieci?

- Ja jestem zwolennikiem rodziny różnopłciowej. Mężczyzna i kobieta tworzą rodzinę i inne „konfiguracje” są dla mnie po prostu sprzeczne z biologią, która w sensie ewolucji nas przecież determinuje. Zatem nie zgadzam się na to, aby osoby tej samej płci mogły adoptować dzieci. Drugą kwestią jest trwałość rodziny, w czym pomaga sformalizowanie związku. Myślę, że to publiczne określenie się bycia mężem i żoną daje bardzo solidną podstawę do tego, aby wziąć za rogi te obowiązki i te przyjemności, które się z tym łączą i próbować na tym bazować.
Oczywiście najlepiej, jeśli deklaracja życia wspólnego dla wierzących odbywa się w formie religijnej, ale w przypadku, gdy niektórzy nie mogą, to myślę także o wyłącznie cywilnych związkach. Widzę to na podstawie mojego doświadczenia z sądu kościelnego, że rzeczywiście w tych związkach, które są niesformalizowane, zawsze istnieje ta łatwiejsza możliwość „wyjścia z piaskownicy”, o wiele trudniej to zrobić, gdy się jest zorganizowanym w tej komórce podstawowej jaką jest małżeństwo, także to cywilne. Małżeństwo, czy to cywilne czy to kanoniczne, takie instytucjonalne, daje duże prawdopodobieństwo trwałości, o wiele większe niż związki nieformalne, jak na przykład konkubinaty.

- UPJPII: Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, zgadzacie się absolutnie we wszystkim? Macie pięcioro dzieci, przy czym każde z nich ma na pewno inny charakter, inną wrażliwość.

- Nie chciałabym jakoś laurkowo naszego małżeństwa pokazywać, ale wychowujemy dzieci w wolności „do”, a nie w wolności „od”. Staramy się traktować je podmiotowo, uwzględniając ich autonomię już od samego początku, już od etapu niemowlęctwa. Jak mały nie chce jeść kaszki, to nie musi, ale musi zjeść coś innego w miejsce kaszki. To funkcjonuje na takiej samej zasadzie odpowiednio w przypadku dzieci starszych. Ale wolność nie znaczy, że dzieci mogą robić wszystko, obowiązki w domu muszą być, ale te obowiązki muszą być naszymi obowiązkami wspólnymi. To nie jest tak, że ja wymagam od moich dzieci, by poszły w niedzielę do kościoła, a ja nie idę, bo wtedy przestaję być dla nich wiarygodna.
Jest jedno dziecko, które praktycznie nie ma żadnych obowiązków, to niepełnosprawny w stopniu znacznym Filip. Obowiązkiem moich dzieci jest w pewnym stopniu dbać o brata, ale równocześnie nie chcę ich obciążać nim na tyle, żeby czuły się przytłoczone faktem, że są w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, bo i tak jest im wiele rzeczy odbieranych właśnie przez to, że Filip ma pewne swoje stereotypy, zachowania i ograniczenia w kontaktach ze społeczeństwem. Np. na wakacje jeździmy do spokojnych, znanych mu miejsc, a zwiedzanie miast jest niemożliwe do realizacji.
Nie mam recepty na to, jak należy wychowywać dzieci. Myślę, że każda mama to wie intuicyjnie. Każda rodzina jest inna, nigdy nie podjęłabym się bycia osobą, która miałaby być jakimś wyznacznikiem. Nie czuję się profesjonalistką, chociaż jestem matką wielodzietną. Nasze dzieci też są różne, każde z nich urodziło się na innym etapie małżeństwa, pracy zawodowej; jedne w bloku, inne już w domu. Starsze się bawiły na placu zabaw pomiędzy blokami, a młodsze mają swój ogródek. To wszystko ma wpływ na wychowanie, na to jak się rozwijają.

- UPJPII: A sferę duchową należy pielęgnować razem?

- W zależności od osobistych zdolności i uwarunkowań. Nie ma dla wszystkich tej samej recepty.
Ja jestem człowiekiem ekstrawertycznym, mój mąż jest raczej introwertyczny. Taki człowiek, któremu bliższa jest praca w laboratorium. Nie lubi wielkich wystąpień publicznych, choć lubi wykładać, ale wystąpienia publiczne nie są jego żywiołem. My wszyscy w rodzinie jesteśmy nazbyt różnorodni. Np. 10-letnie dziecko jest głodne w danym momencie, Filip, ten niepełnosprawny, jest głośny, trudno nam byłoby w jednym czasie uklęknąć do wspólnego różańca. Natomiast kwestie wiary rozwiązuje się poprzez liczne rozmowy z dziećmi.
U nas nie ma tak, że „Pan Jezus jest w kościele”, a poza tym toczy się jakieś inne, normalne życie. Dla nas te sfery sacrum i profanum przenikają się ze sobą. Uważamy, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności i dla nas cały czas ma miejsce ten cud stwarzania świata w postaci chociażby kwitnienia kwiatów, poprzez wszystko co się wokół dzieje.
Naszym dzieciom zwracamy na to uwagę właśnie w kontekście tego Bożego stworzenia. Mój syn najstarszy jest i jakoś nie ma w nim żadnej fazy buntu przeciwko religii. Lubię z dziećmi porozmawiać, na przykład o czym była mowa na kazaniu. Rozmowy teologiczno-religijne powinny być częścią życia każdego inteligenta, ponieważ mamy życie duchowe i powinniśmy je w sobie rozwijać.
Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi. Myśmy się „skompresowali” i może stąd właśnie na nas padł wybór.

- UPJPII: To istotne, by mama i tata mówili jednym głosem?

- Tak. W sprawach kluczowych dzieci muszą mieć fundament solidny, żeby się czuły bezpieczne. Więc musimy w sprawach najważniejszych mówić jednym głosem. Dobrze jest to sobie ustalić wcześniej i oczywiście nie w ich obecności. Nie jest dobrze, gdy dzieci dostają z różnych stron inny przekaz. One do pewnego momentu potrzebują bardzo jasnego stanowiska. Odcienie szarości poznają z czasem, jak są coraz starsze, do tego też ich trzeba przygotować. Świat nie jest czarno-biały, ale warto mieć czarno-białe ideały, bo one pozwalają mieć ten kompas później.

- UPJPII: Dotknęliście już Państwo tego, czego wymaga od was nowa funkcja?

- Byliśmy na pierwszym spotkaniu w dykasterii. Pojechaliśmy z mężem i z dwójką naszych dzieci. Przedstawiliśmy się sobie.
Dykasteria mieści się na Zatybrzu w bardzo dużym czteroskrzydłowym budynku. W kwietniu trwały tam jeszcze takie ostatnie szlify remontowe przed listopadem, kiedy odbędzie się pierwsze zebranie plenarne wszystkich członków dykasterii. Będzie w nich uczestniczyć papież Franciszek. Mają trwać trzy dni. Odbywają raz do roku. To są takie nasze obowiązkowe spotkania, kiedy musimy pojechać do Rzymu.
Oprócz tego odbywają się jeszcze spotkania robocze, ich częstotliwość jest już kwestią bardziej indywidualną. Wiadomo, że te osoby, które mieszkają bliżej, będą na nich częściej. Prefekt dykasterii kard. Kevin Farrell bardzo ceni sobie nowinki technologiczne. Stąd, gdy poszliśmy do tej dykasterii, to mimo remontu, widać było jak nowoczesne jest to miejsce. Każdy z pokoi jest zaopatrzony w ergonomiczne meble i we wszystko co potrzebne do robienia telekonferencji. Pokoje, w których odbywać się będą dyskusje i rozmowy, są już przygotowane dla tłumaczy kabinowych. Wśród świeckich członków dykasterii, pochodzących przecież z różnych krajów, dominuje język angielski.
Członków dykasterii jest kilkudziesięciu. Są to księża, a pośród nich kilku biskupów, są też siostry zakonne, osoby z laikatu, poszczególne osoby świeckie i trzy małżeństwa. Jeżeli chodzi o Polaków, to jesteśmy jedyni w tym gronie. Dwie pary są z Europy, a jedna z Azji.
W ogóle ta dykasteria to bardzo umiędzynarodowiona instytucja. Pracownicy pochodzący z różnych państw w większości mieszkają we Włoszech, ale w pracy wspomagają nas jeszcze konsultorzy, są to osoby wyróżniające się jakąś szczególną wiedzą w danym zakresie. Nie są oni stałymi pracownikami dykasterii, ale są wzywani w sytuacjach, gdy potrzebna jest ich ekspercka opinia. Wśród nich też są zarówno duchowni jak i osoby świeckie, także w małżeństwie, jak i samotne.

- UPJPII: Jak wyglądało to pierwsze spotkanie?

- Pokazano nam zakres spraw, które zostaną nam przekazane do zapoznania się. To są takie jakby programy badawcze, którymi przez najbliższych 5 lat ma zająć się dykasteria.

- UPJPII: Dykasteria jest w jakikolwiek sposób decyzyjna, czy po prostu wydaje opinie, z którymi można, ale i niekoniecznie trzeba się liczyć?

- Dykasterie i kongregacje to są jakby takie ministerstwa przy papieżu. Dykasteria to organ wykonawczy i opiniujący dla papieża, pamiętajmy przecież, że w Kościele nie ma demokracji, tylko hierarchia.
Działalność dykasterii można było niedawno zauważyć w sytuacji starań o ocalenie Vincenta Lamberta, Francuza, który w stanie minimalnej świadomości przeżył 11 lat. O jego życie walczyli jego rodzice, episkopat Francji, a także sam papież Franciszek i właśnie dykasteria.

- UPJPII: Proszeni o opinie musicie robić jakieś badania, czy opieracie się państwo głównie na własnej wiedzy i doświadczeniu? Zastanawia mnie, ile czasu będziecie musieli państwo poświęcić temu zadaniu?

- Dlatego kardynał tak szpikuje te pomieszczenia dykasterii różnymi urządzeniami technicznymi, gdyż jest bardzo praktyczny i chciałby te nasze wyjazdy do Rzymu ograniczyć do minimum, a żebyśmy się przede wszystkim kontaktowali z nim i z jego pracownikami za pomocą telekonferencji. Tak w większości będą wyglądać nasze spotkania. Byliśmy pytani, czy możemy mieć w domu szerokopasmowy internet, abyśmy mogli się porozumiewać nie tylko z nim, ale także z innymi równolegle. Ja byłam pod wrażeniem tej nowoczesności, przy zachowaniu wszystkich wymogów architektonicznych.

- UPJPII: Ucieszyła się Pani otrzymaną nominacją, czy przestraszyła kolejnego obowiązku?

- Gdy powiedział mi o tym zaprzyjaźniony ksiądz profesor, to poprosiłam go, żeby sobie tak nie żartował. Mój mąż nazywa siebie accidental member, przypadkowym członkiem. On się zdziwił najbardziej. Ale dostaliśmy takie sygnały, że Ojcu Świętemu chodziło o to, aby wśród członków znalazły się takie osoby, które prawdziwie żyją, w rzeczywistym świecie, który być może dla części duchowieństwa pozostaje zupełnie nieznany. Nie byliśmy z klucza, z ludzi którzy krążą cały czas po orbicie probostwa i szkółki parafialnej, szczególnie mój mąż żyje w realiach środowiska, które jak przychodzi w niedzielę do kościoła to jest dobrze.

- UPJPII: Macie taką świadomość, że będziecie mieć wpływ na losy świata w tych dziedzinach, którymi zajmuje się dykasteria?

- Jeżeli dostanę jakieś zadanie, to je będę musiała wykonać najlepiej jak potrafię, ponieważ może to być jedyna okazja, żeby przedstawić coś, co może być później tym kamykiem do ogródka zmian.
Obliguje mnie to do bardzo rzetelnej i obiektywnej pracy, bo Ojciec Święty pewnie będzie oczekiwał od nas rzeczywistego pochylenia się nad sprawą. On nie chce, żeby to były komplementy, nie chce pochlebstw, mówienia, że wszystko jest w porządku, wszystko ładnie. Wymaga analizy jakiegoś zagadnienia. Być może dlatego nasza metodologia naukowa była papieżowi potrzebna.

- *** Małżonkowie są pracownikami naukowymi: Aleksandra – Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Piotr – Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Są rodzicami pięciorga dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W niedzielę rozpoczyna się Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa

2019-07-19 10:11

tk / Warszawa (KAI)

Pod hasłem „Ochrzczeni i posłani niesiemy Chrystusa” obchodzony będzie XX Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa i tegoroczna „Akcja św. Krzysztofa”. Po raz kolejny organizacja MIVA Polska zaprasza kierowców, aby za każdy bezpiecznie przejechany kilometr wpłacili 1 gr na środki transportu dla misjonarzy. W tym roku tydzień św. Krzysztofa potrwa od 21 do 28 lipca.

Arkadiusz Bednarczyk

Jak co roku, Tygodniowi św. Krzysztofa towarzyszy misyjna „Akcja św. Krzysztof”. Ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska podkreśla, że akcja ta jest apelem do kierowców, żeby podziękować za szczęśliwe przejechane kilometry i jako dziękczynienie podarować swój grosz na pojazdy misyjne. – Ta akcja to też modlitwa za kierowców, błogosławieństwo pojazdów i apel o bezpieczne podróże – mówi.

MIVA Polska stworzyła także „Dekalog Kierowcy”, który w konkretny sposób jest propozycją do wdrążania przykazań Bożych w ruchu drogowym przez kierujących pojazdami. – Prowadzący pojazd ma być chrześcijaninem także na drodze, nie tylko w kościele, w domu czy też w miejscu pracy. Ma pokazywać to w swoim sposobie prowadzenia pojazdu i odnoszenia się do innych użytkowników drogi – tłumaczy ks. Kraśnicki.

Dodaje, że samo święcenie pojazdów we wspomnienie św. Krzysztofa nie wystarczy, bowiem najważniejsze jest to, by to błogosławieństwo "dotknęło" świadomości kierującego tym pojazdem.

W 2018 r. w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. zł na. Za te pieniądze zakupiono środki transportu dla misjonarzy w 34 krajach świata. Było to: 40 samochodów, 3 busy, 2 ambulanse; 2 traktory; 1 moto-taczka; 64 motocykle i motorowery; 516 rowerów; 3 łodzie; 2 quady; 3 skutery śnieżne; 5 wózków inwalidzkich; 3 konie i 3 wozy. Najwięcej środków transportu zakupiono dla Afryki, następnie dla Ameryki Południowej i Azji, 11 wspomoże misjonarzy w innych regionach.

"Misjonarze coraz bardziej oczekują pomocy ze strony MIVA Polska" – mówi ks. Kraśnicki dodając, że w dawniejszych latach pomoc w zakupie środków transportu pochodziła głownie z organizacji "Kirche in Not" (Kościół w potrzebie). "Cieszymy się, że na to zapotrzebowanie możemy odpowiadać coraz lepiej" - dodaje duchowny.

Z okazji nadchodzącego Tygodnia św. Krzysztofa, MIVA Polska przypomniała opracowany przez siebie Dekalog Kierowcy. Oto jego treść:

"Jesteś kierowcą na drodze i nie jesteś na niej sam. Ponad wszystkim jest Pan Bóg Twój, więc zawsze o tym pamiętaj:

1. Nie będziesz egoistą na drodze, 2. Nie będziesz ostry w słowach, czynach i gestach wobec innych ludzi, 3. Pamiętaj o modlitwie i uczczeniu św. Krzysztofa, kiedy wyruszasz w drogę - umiej też podziękować, 4. Szanuj pieszych, 5. Nie zabijaj - bądź trzeźwy, 6. Zapnij pasy - będziesz bezpieczny, 7. Nie bądź brawurowy w prędkości, 8. Nie narażaj siebie i innych na niebezpieczeństwo, 9. Pomagaj potrzebującym na drodze, 10. Przestrzegaj przepisów drogowych, szanuj pracę naszej Policji".

MIVA Polska podaje też tragiczne statystyki: w ubiegłym roku na polskich drogach zginęło aż 2843 osób, czyli o 12 więcej niż w roku poprzednim.

***

MIVA Polska powstała w Roku Jubileuszu 2000 jako agenda Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

Konferencja Episkopatu Polski na swoim 370. Posiedzeniu Plenarnym dnia 7 października 2015 roku powołała MIVA Polska jako kościelną publiczną osobę prawną i zatwierdziła statut MIVA.

Rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 25 marca 2016 r. MIVA Polska otrzymała osobowość prawną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem