Reklama

Ludzie – Miejsca – Wydarzenia

Lekarze na misjach

2019-07-24 11:33

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 30/2019, str. 5

Archiwum Centrum Wolontariatu
Anna Żuławska w kenijskim szpitalu

Dojeżdżamy do Drug. Przerażający widok. Kolonia dla 100 osób mieści się na uboczu wioski, tuż obok ogromnego miejskiego wysypiska śmieci. Mieszkania to maleńkie lepianki z gliny, w powietrzu aż gęsto od much. Po placu biegają małe, brudne i niedożywione dzieciaki. Znają już dr Helenę i resztę zespołu. Proszą o poradę lekarską. Siadamy pod drzewem na jedynych w kolonii metalowych krzesłach. Zaczynamy badanie i wydawanie leków. Dzieci nie mają trądu, ale ich rodzice przeszli to doświadczenie i pozostały im zniekształcenia kończyn – tak opisywała swoje doświadczenie na misjach pierwsza medyczna wolontariuszka z Lublina.

W Indiach

Magdalena Rojek, lekarka z Lublina, wyjechała do Jeevodaya we wschodnich Indiach w 2001 r. Jej kilkumiesięczna wyprawa zapoczątkowała serię pięknych dzieł misyjnych podejmowanych przez różne środowiska duszpasterskie w naszej archidiecezji. Jej posługę zorganizowało i wspierało lubelskie Centrum Wolontariatu.

Jeevodaya („Świt życia”) to ośrodek obejmujący jednocześnie szpital dla trędowatych, przychodnię lekarską, ale także przedszkole, szkołę i kościół; założone dokładnie 50 lat temu przez polskiego pallotyna i lekarza o. Adama Wiśniewskiego. Przez ostatnie 30 lat kieruje nim Helena Pyz, doktor medycyny z Warszawy, sama poruszająca się przy pomocy kul lub wózka inwalidzkiego. Ośrodek utrzymuje się z ofiarności ludzi, głównie polskiej emigracji z USA. W Lublinie promotorem pomocy dla Jeevodaya była nieżyjąca już prof. Elżbieta Krukowska z KUL, pierwsza prezes polskiego Towarzystwa Przyjaciół Trędowatych. Pod jej wpływem do Indii pojechała wspomniana lekarka, a potem jeszcze dwie inne wolontariuszki: Dominka Puacz ze Świdnika oraz Edyta Masternak, wychowawczyni ze Schroniska dla Nieletnich w Dominowie.

Reklama

Praca na misjach przynosiła mocne doświadczenia. Magda wspominała: – Ilustracją ubóstwa naszych pacjentów niech będzie ta historia: Przyszła młoda kobieta z 4-miesięczną dziewczynką, w domu ma jedną starszą córkę, troje dzieci zmarło. Gdy karmiła małą, okazało się, że podaje jej mleko w butelce po olejku do włosów, nie stać jej było na zwykłą, plastikową butlę. Mleko było bardzo rozwodnione. Dr Helena dała kobiecie i butelkę, i mleko w proszku.

W Afryce

Na podobnej placówce, z tym że na Madagaskarze, pracował jako wolontariusz dr Stefan Ciszewski, emerytowany chirurg z Lublina i dawny ordynator szpitala przy ul. Staszica. – Zawsze myślałem, że gdy skończę pracować zawodowo, będę sobie po prostu odpoczywał w moim domku pod Lublinem. Ale gdy patrzyłem, jak odchodził od nas Jan Paweł II, zrozumiałem, że ja jeszcze mogę coś z siebie innym dać, tak jak to do końca życia robił nasz Papież – mówił w jednym z wywiadów. Dr Ciszewski pracował w szpitalu dla trędowatych w Maranie, osadzie, którą założył ponad 100 lat temu słynny apostoł trędowatych, jezuita bł. o. Jan Beyzym. Lubelski lekarz, pomimo chirurgicznej specjalizacji, podczas misji bywał na zmianę kardiologiem, ginekologiem i farmaceutą. Kolejnymi krajami jego posługi były Kongo i Rwanda.

W niezwykłej misji 8 lat temu uczestniczyła Anna Żuławska z Centrum Wolontariatu, początkująca wówczas lekarka z Lublina. „Jamhuri ya Afya – Republika Zdrowia” to projekt zrealizowany w szpitalu Cottolengo w wiosce Chaaria w Kenii. Przez ponad trzy miesiące wolontariuszka sprawowała codzienną opiekę nad pacjentami, często asystowała przy zabiegach lub operacjach. Odwiedzała także przychodnię w pobliskiej wiosce Mukothima. – Cottolengo jest szpitalem, gdzie miesza się mnóstwo problemów, nie tylko zdrowotnych. Głód, choroby i łzy cierpienia mieszają się z codziennym uśmiechem, życzliwością i optymizmem. Często pojawiają się łzy i to nie tylko ze strony pacjentów, ale także ze strony bezsilnych wolontariuszy, kiedy umiera kolejna osoba, a pewne jest, że gdybyśmy byli w Europie, udałoby się jej pomóc – mówiła lekarka.

W tę tradycję od kilku lat włącza się lubelska fundacja AfricaMed, założona przez młodych lekarzy wysyłających wolontariuszy do pracy w szpitalach w Afryce. W tym roku służyć będą m.in. w szpitalu misyjnym w tanzańskim Muganie. Lekarze podejmujący posługę wśród chorych i ubogich w różnych miejscach na świecie są znakomitymi ambasadorami polskości i naszej archidiecezji.

Tagi:
misje trąd

Dr Szałata: trąd rodzi się z biedy

2019-01-27 09:28

Kazimierz Szałata / Warszawa (KAI)

Trąd rodzi się z biedy – przypomina dr Kazimierz Szałata, prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau, niosącej pomoc trędowatym i cierpiącym z powodu ubóstwa. Dziś, w ostatnią niedzielę stycznia, obchodzony jest 66. Światowy Dzień Trędowatych – dzień solidarności z dotkniętymi tą straszną choroba i walki z trądem chciwości i egoizmu najbogatszych. Przed kościołami na całym świecie – również w wielu parafiach w Polsce - odbywać się będzie zbiórka pieniędzy dla potrzebujących.

Archiwum Kazimierza Szałaty

Publikujemy tekst autorstwa dr Kazimierza Szałaty, prezesa Fundacji Polskiej Raoula Follereau:

Obchodzony w ostatnią niedzielę stycznia Światowy Dzień Trędowatych jest znakomitą okazją do uświadomienia nam, że dawno zapomniana u nas choroba stanowiąca symbol największego ludzkiego cierpienia wcale nie zniknęła z powierzchni ziemi, ale wciąż stanowi zagrożenie dla mieszkańców najuboższych zakątków świata a towarzyszy jej głód i nędza. To także okazja do przypomnienia wielkiego, wielowiekowego dzieła Kościoła katolickiego na rzecz tych, którymi nikt nie chciał się zajmować. Warto też przy tej okazji zauważyć, że wraz z nienotowaną dotąd falą emigracji przywędrowała z powrotem do Europy. Oczywiście tutaj, gdzie mamy dostępne antybiotyki, nie jest on tak groźny, jak w Afryce, czy w Azji. Ale jest to choroba zakaźna, której inkubacja trwa nawet kilka lat, więc może się okazać, że nie są to tylko odosobnione przypadki.

Trąd, to nie tylko choroba

On najdawniejszych czasów chorzy na trąd budzili lęk i trwogę. Byli uważani za potępieńców, skazanych na niewymowne cierpienia z powodu własnych, lub cudzych grzechów. Zachorowanie na trąd było jednoznaczne ze skazaniem chorego na wykluczenie z rodziny i życia społecznego. Z obawy przed zarażeniem wyrzucano nieszczęsnych, cierpiących ludzi poza ludzkie siedziby, by tam w odosobnieniu, w głodzie i chłodzie dogorywali bez żadnej opieki. Nawet wtedy, gdy trędowaty mógł się zbliżać do ludzkich domostw, musiał z daleka sygnalizować, kim jest. I właśnie nad takim człowiekiem ulitował się niegdyś Pan Jezus, oczyszczając go z trądu. Oczyszczając, to znaczy nie tylko lecząc go z choroby, ale zdejmując z niego przekleństwo bycia „nieczystym”. Ten niezwykły gest Naszego Pana Jezusa Chrystusa znalazł swoich naśladowców wśród najwierniejszych Jego uczniów. Dzięki temu trędowaci przez całe stulecia znajdowali pomoc przy kościołach, katedrach i klasztorach, gdzie powstawały leprozoria i przytułki dla najuboższych. Nie można było wyleczyć trędowatego, ale można mu było zapewnić ludzkie warunki życia, można było zawsze pielęgnować i opatrywać niegojące się rany. Dobrze o tym wiedzieli ludzie święci jak św. Franciszek, św. Marcin, św. Damian, św. Teresa z Kalkuty i rzesza innych świadków cierpiącego Chrystusa na ziemi. Byli wśród nich Polacy, że wspomnę tu legendę Madagaskaru, polskiego jezuitę z Wołynia o. Jana Beyzyma, o. Adama Wiśniewskiego ze zgromadzenia ojców pallotynów, werbistę o. Mariana Żelazka z ośrodka Jevodaya w Indiach czy legendarną opiekunkę trędowatych Ugandzie dr Wandę Błeńską. Dziś ich pracę kontynuują dziś między innymi: s. Róża Gąsior ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego (Angola), s. Marcela Deptuła ze zgromadzenia sióstr misjonarek Świętej Rodziny (Zambia), s. Noemi Świeboda ze zgromadzenia św. Józefa oraz niestrudzona lekarka dr Helena Pyz (Indie).

Wyobraźnia miłosierdzia

Kiedy w 1943 roku Raoul Follereau wraz z przełożoną sióstr Matki Bożej od Apostołów s. Eugenią Ravasią podjęli się gigantycznego zadania odmienienia losu chorych na trąd, doskonale wiedzieli, że chodzi o chorobę nieuleczalną. Zdawali sobie tez sprawę, że na świecie było wówczas ponad 20 milionów trędowatych zagubionych w niedostępnych, odciętych od świata miejscach. Mimo to, z ufając Bożej Opatrzności rozpoczęli światową akcję na rzecz najbiedniejszych z biednych. Bo mieli coś, co papież Jan Paweł II nazwał wyobraźnią miłosierdzia.

Zaczęli od wybudowania pierwszej wzorcowej wioski Adzopé na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Miało to być miejsce, w którym chorzy będą pielęgnowani, leczeni, ale też będą mogli normalnie żyć, pracować, zakładać rodziny i uczyć się. By zdobyć środki na budowę kolejnych wiosek w Afryce, Azji, Ameryce Południowej, czy na dalekich wyspach Pacyfiku Raoul Follereau 32 razy objeżdża kulę ziemską z jedną konferencją i jednym przesłaniem: „Bóg jest miłością”. Jeśli doświadczamy Bożej Miłości, winniśmy się tym doświadczeniem dzielić. Jeśli natomiast wiemy, że Bóg nas kocha, to wszystko jest możliwe.

Był czas, kiedy po odkryciu skutecznej terapii pozwalającej wyleczyć człowieka z trądu wydawało się, że choroba ta szybko przejdzie do historii. Co prawda udało się w ciągu ostatnich trzydziestu lat wyleczyć około 16 milionów chorych, ale o całkowitej likwidacji trądu coraz trudniej nam marzyć. Od prawie dziesięciu lat każdego roku notuje się około 200 tysięcy nowych zachorowań. Dodatkowo do dziś nie wiemy ilu naprawdę jest chorych na trąd, który występuje głównie tam, gdzie nie ma dostatecznych struktur medycznych a chorzy przybywają z niedostępnych miejsc, dokąd zapuszczają się często tylko najodważniejsi misjonarze.

Przywrócić do życia

Aktualnie strategia walki z trądem koncentruje się nie tyle na samej terapii, ile na diagnostyce i rehabilitacji. Trędowaty może bowiem wcześniej, czy później uwolnić się od trądu, pod warunkiem, że ktoś dotrze do niego i zastosuje leczenie. Nie zawsze jednak stosowana terapia może przywrócić człowiekowi sprawność. Niewyleczony w porę trąd bezlitośnie okalecza człowieka, czyniąc go czasem niezdolnym do samodzielnej egzystencji. Niestety większość wykrywanych dziś przypadków, stanowią chorzy z zaawansowaną postacią trądu. Stąd we wszystkich leprozoriach większość pacjentów, to chorzy wyleczeni z trądu, ale niezdolni do powrotu do normalnego życia. Drugim etapem terapii jest chirurgia przywracająca sprawność kończyn, protezowanie i szeroko pojęta rehabilitacja, w tym, rehabilitacja społeczna. Bo dziś można wyleczyć się z trądu, pozostając w swoim środowisku na zawsze trędowatym, któremu nie jest łatwo założyć rodzinę, znaleźć pracę i swoje miejsce wśród sąsiadów. Tym powrotom do normalności służy między innymi Światowy Dzień Trędowatych w ramach którego organizuje się uroczyste nabożeństwa i festyny mające na celu rehabilitację ludzi dotkniętych trądem.

Nadzieja?

Nadzieja na poprawę losu trędowatych jest, bo wciąż są ludzie gotowi nieść im pomoc. Największą instytucją działającą na rzecz trędowatych jest współpracująca z misjonarzami na całym świecie Fundacja Follereau, której częścią jest mająca swoją siedzibę na terenie Diecezji Warszawsko-Praskiej Fundacja Polska Raoula Follereau. Dzięki środkom zbieranym przez tą Fundację, dzięki naszym misjonarzom pracującym wśród chorych, dzięki modlitwie, jaka w Światowy Dzień Trędowatych płynie z naszych Kościołów i domów ta nadzieja płynie także z Polski. Z nadzieją śledzimy także postępy w dziedzinie badań naukowych na trądem, w tym badań nad dotąd jeszcze nie istniejącą szczepionką, która mogłaby pomóc zradykalizować walkę z tą wciąż straszną chorobą. Czekamy na skuteczniejszą i szybszą terapię antybiotykową pozwalającą uniknąć trwałych okaleczeń. Ale zdajemy sobie doskonale sprawę, że nigdy nie wygramy walki z trądem, jeśli nie wygramy walki ze skrajnym ubóstwem, które sprzyja rozwojowi tej trądu. Taki jest wniosek z wieloletnich badań nad światowej sławy epidemiologia prof. Christiana Jonsona z Uniwersytetu Abomey w Beninie. Dokąd ludzie nie będą mieli dostępu do wody pitnej, dokąd nie podniesiemy higieny codziennego życia, dokąd nie zlikwidujemy obszarów, w których nie istnieją żadne struktury ochrony zdrowia, gdzie rodzące się dzieci nie mają szans na to, że spotkają w swym życiu lekarza, trąd będzie zbierał swoje tragiczne żniwo.

***

Fundacja Raoula Follereau jest największą międzynarodową instytucja niosąca pomoc trędowatym. Dzięki jej rozsianym po całym świecie placówkom i przedstawicielstwom, pomoc dociera tam, gdzie są najpilniejsze potrzeby. W Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Raoula Follereau zrzeszona jest też Fundacja Polska Raoula Follereau. Niesie ona pomoc trędowatym, cierpiącym z powodu głodu, ubóstwa i analfabetyzmu. Oprócz wsparcia szpitali i ośrodków dla chorych, fundacja buduje studnie, współfinansuje ośrodki dożywiania i edukacji dzieci. Fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej, utrzymuje się wyłącznie z indywidualnych ofiar.

Fundację Polską Raoula Follereau można też wesprzeć poprzez wpłatę na konto:

87 1240 1082 1111 0000 0387 2932

Więcej informacji: www.follereau.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przebaczenie w praktyce

2019-11-19 12:02

Ks. Jarosław Grabowski

Przebaczenie to jedno z największych i najtrudniejszych wymagań, jakie stawia nam wiara chrześcijańska. Gdyby istniało jedno słowo wyrażające sedno chrześcijańskiego przesłania, byłoby nim niewątpliwie słowo : „przebaczenie”.

slonme/pl.fotolia.com

Mamy przebaczać: naszym wrogom, nieprzyjaciołom, tym, którzy nas skrzywdzili, a nawet tym, którzy zadali nam cierpienie. Jak bardzo jest to trudne, dobrze o tym wiemy. Codziennie jednak wypowiadamy słowa modlitwy: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (por. Mt 6, 12).

Podstawą przebaczenia jest odkupienie. To znaczy, że dobry Bóg wyzwolił nas z niewoli grzechu i zła. Przez grzech, który oddzielił ludzkość od Boga, wszyscy zasłużyli na potępienie. Ale w Jezusie Chrystusie – Odkupicielu człowieka – Bóg okazuje nam miłosierdzie, darowuje nam nasze długi. Ten akt przebaczenia wiele kosztuje. Krzyż Chrystusa jednak pokazuje jasno, że Pan Bóg nie przebacza grzechów, za które grzesznik nie żałuje, których nie pragnie naprawić. Przebaczenie nie polega na udawaniu, że zło nie istnieje, na zapominaniu o złu.

Przebaczyć to znaczy, pamiętając zło, stawić czoło całej jego odrazie, to znaczy żałować za nie i pokutować. Przebaczenie to wyrzeczenie się zarówno uraz, jak i pragnienia ich wyrównania (zemsty). Na poziomie emocji przebaczenie oznacza zanik osobistych animozji, pretensji, a na poziomie konkretnych działań oznacza anulowanie długu czy sprawiedliwej kary. Jezus stawia warunek: jeśli prosisz Boga o przebaczenie, musisz przebaczyć tym, którzy cię skrzywdzili. Na zakończenie Modlitwy Pańskiej, zawartej w Ewangelii według św. Mateusza, Jezus mówi wprost: „Jeśli bowiem darujecie ludziom ich przewinienia, to również i wam daruje Ojciec Niebieski” (6, 14-15).

Przebaczenie nie oznacza pobłażliwości wobec zła, zgorszenia czy wyrządzonej krzywdy. Wyjście z dobrą wolą naprzeciw komuś, kto nas skrzywdził, wymaga wielkiej siły ducha, wewnętrznej wolności, a przede wszystkim wymaga głębokiej i żywej wiary. Aby naprawdę szczerze wyznać: „przebaczam ci!”, na przykład wobec żałującego swych czynów mordercy bliskiej osoby, trzeba mieć wielką motywację, która płynie z wiar. Trzeba mieć wiarę, aby powiedzieć: „przebaczam Ci!”. To jest siła i odwaga!.

„Przebaczenie oczyszcza mnie, nie zaś mojego winowajcę. Przebaczenie oczyszcza z pragnienia odwetu” (ks. Józef Tischner). Wydaje się ono niejako sprzeczne z rozumem, bo ten zawsze będzie się sprzeciwiał, będzie szukał odwetu, wyrównania krzywd. Dlatego przebaczenie w gruncie rzeczy jest dziełem serca, a nie rozumu.

Przebaczenie w praktyce nie jest prostym gestem, nad którym potrafimy zapanować. Ono jest drogą, procesem wyzwalania się, którego nie możemy podjąć inaczej, jak tylko współdziałając z łaską Bożą. Najważniejsze jest nasze zdecydowanie się na przebaczenie, nasze: „chcę przebaczyć”. To jest punkt wyjścia do dalszej pracy nad przebaczeniem, które stopniowo ma ogarnąć nasze serce.

Ono jest trudne, ale możliwe. Zdolność przebaczenia jest oznaką naszej wielkości i duchowej siły. Jesteś wielki, gdy potrafisz przebaczyć.

Fragmenty pochodzą z książki: ks. Jarosław Grabowski „Przewodnik dla pytających o wiarę” wyd. Edycja św. Pawła, Częstochowa 2014 Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polacy pokonują Słowenię i już oficjalnie jadą na Mistrzostwa Europy

2019-11-19 22:43

wpolityce.pl

Meczem ze Słowenią Polacy kończą udane kwalifikacje do mistrzostw Europy. Polacy pokonali reprezentację Słowenii 3-2. Ostatnie spotkanie eliminacji było też pożegnaniem z kadrą Łukasza Piszczka.

TVP Sport

Polacy już przed meczem w Warszawie ze Słowenią mieli zagwarantowane pierwsze miejsce w grupie, jednak do spotkania podeszli w pełni profesjonalnie z motywacją i wielkim zaangażowaniem.

Trener Jerzy Brzęczek już przed meczem mówił: Gramy na swoim stadionie, chcemy walczyć o zwycięstwo, o trzy punkty i to jest nasz główny cel.

Polacy zwyciężyli 3-2 po golach: Góralskiego, Lewandowskiego i Szymańskiego i już oficjalnie mogą rozpocząć przygotowania do przyszłorocznych Mistrzostw Europy, które tym razem odbędą się nie w jednym kraju, ale w miastach wielu państw europejskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem