Reklama

Niedziela Lubelska

Ludzie – Miejsca – Wydarzenia

Wąwolnicka Madonna czeka

Niedziela lubelska 34/2019, str. 6-7

[ TEMATY ]

Matka Boża

Ks. Mieczysław Puzewicz

Procesja z figurką Matki Bożej

W każdą czwartą sobotę miesiąca do Wąwolnicy przyjeżdża blisko półtora tysiąca ludzi, biorą udział w nabożeństwie o uzdrowienie dusz i ciał. Prowadzi je ks. inf. Jan Pęzioł, dawny kustosz sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej. Od maja do września codziennie w samo południe kaplica Matki Bożej wypełnia się pielgrzymami biorącymi udział we Mszy św., zwykle przewodniczy jej ks. Jan. Najwięcej pątników przybywa do sanktuarium w pierwszą niedzielę września, na główny odpust.

Oddany Maryi

Całe kapłańskie życie ks. Jana Pęzioła związane jest z obrazami Matki Bożej. Najpierw modlił się przed Jej ikonami w Polichnie, Kumowie i Potoku, potem w kaplicy maryjnej w Kalinówce. Najbardziej zapamiętał obraz Matki Bożej Królowej Polski z Zagłoby, namalowany w 1904 r. na klęczkach przez słynnego polskiego malarza Józefa Chełmońskiego. Obrazy Matki Bożej przywołują sen z dzieciństwa, jako 12-letni wówczas chłopak ks. Jan szedł błotnistą drogą, ciągle zapadając się. Z jednej strony była przy nim Matka Boża, z drugiej św. Michał Archanioł, z tyłu gromada diabłów, spychających chłopaka w bagno. Co chwilę jednak we śnie pojawiała się kapliczka dająca schronienie. – Od tamtej pory staram się codziennie choć chwilę spędzić przed tabernakulum i obrazem Maryi. Wtedy czuję się całkowicie zabezpieczony – mówi Ksiądz Infułat. Od ponad 40 lat tym schronieniem jest kaplica Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy, gdzie ks. Jan był proboszczem i kustoszem, a obecnie pełni posługę egzorcysty.

Ma w swoim życiorysie osobisty cud, zawdzięcza ocalenie życia Maryi. W jego małego fiata uderzyła rozpędzona ciężarówka, kierowca był pewien, że zmiażdżył auto z kierowcą, ale ks. Jan samodzielnie wydostał się z malucha i skomentował: – Matka Boża zawsze mnie chroni! Okazało się, że ciężarówka tylko zahaczyła o malucha i wlokła go za sobą przez 50 metrów.

Reklama

Zdrowie dla ciała i duszy

Duży brulion, czyli „Księgę Łask”, ks. Pęzioł założył zaraz po przybyciu do Wąwolnicy, w 1978 r. Wszystkie cuda zapisuje odręcznie, z datami, okolicznościami, są nawet nazwy chorób i szpitale, w których potwierdzano autentyczność uzdrowień.

Jeden z pierwszych cudów, który mocno zapadł w pamięć ks. Jana, dotyczył historii trzyletniej Magdy, chorej na raka mózgu. W Lublinie orzeczono, że nie ma szans na przeżycie, odesłano ją do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam ponowna diagnoza potwierdziła ciężki stan dziewczynki. Ordynator zaproponował przewiezienie jej szpitalną karetką z powrotem do Lublina, w towarzystwie pielęgniarki. Doradzał, że tak będzie lepiej, bo transport zwłok odbywałby się na koszt rodziny. Ojciec dziecka, za namową babci, pojechał do Wąwolnicy. – Dlaczego nie do Krasnobrodu, gdzie mieli najbliżej? – zastanawia się Ksiądz Infułat. – Bo babcia pamiętała z opowieści rodzinnych, że tam Matka Boża dokonuje cudów. Ojciec razem z dwójką krewnych modlili się przez godzinę przed figurką Matki Bożej, potem wyruszyli do Lublina, żeby czekać na karetkę z dzieckiem. Matka Magdy jechała z nią w ambulansie i dokładnie pamięta, że dziewczynka ocknęła się tuż przed Rykami, co wprawiło w zdumienie pielęgniarkę. Kiedy ojciec dotarł do Lublina, Magda była świadoma i poruszała się samodzielnie. Wkrótce zaczęła wracać do zdrowia; dziś ma już ponad 40 lat.

Cuda dotyczą także przemian duchowych. Ks. Jan nie zapomni wizyty mężczyzny, który wparował na nabożeństwo w samych slipkach i podkoszulku. Kapłan odprawiał wtedy Mszę św., ledwo powstrzymał się, aby nie wyprosić intruza z kaplicy. Ze zdziwieniem zobaczył, że mężczyzna przystępuje do Komunii św. Okazało się, że w trakcie Mszy św. spojrzał na figurkę Maryi, a potem przystąpił do spowiedzi, po 50 latach od ostatniej. Do Wąwolnicy trafił jako turysta, chciał obejrzeć dawne wzgórze zamkowe.

Reklama

Księga łask rośnie

Od millennium chrztu Polski da się zauważyć ożywienie kultu maryjnego w Wąwolnicy. Po kasacie zakonów w XIX wieku dawna tradycja nawiedzania sanktuarium znacznie osłabła, nie sprzyjały jej także czasy okupacji i komunizmu. Koronacja figurki Matki Bożej Kębelskiej w 1978 r. stanowiła mocny impuls do odnowy czci oddawanej Maryi. Obecnie co roku przybywa tutaj kilkaset pielgrzymek z całego kraju. Indywidualni pątnicy przyjeżdżają także z zagranicy, coraz więcej spotkać można Ukraińców. Rośnie także liczba wpisów w „Księdze Łask”, jest już ich ponad 300, a ks. Pęzioł twierdzi, że zapisał najwyżej 60 procent cudów.

W Wąwolnicy Maryja ciągle czeka na swoje dzieci i chętnie uprasza im wszelkie łaski. W tym roku uroczystości maryjne odbędą się w sobotę 31 sierpnia i niedzielę 1 września.

2019-08-21 11:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niewiasta Eucharystii

2020-05-18 10:47

[ TEMATY ]

Matka Boża

Fatima

Eucharystia

Maryja

Ewa Melerska

Figura Matki Bożej w parafii pw. Świętego Michała Archanioła w Toruniu

„Z dalekiej Fatimy donośnie brzmi dzwon. Zjawienie Maryi ogłasza nam on. Ave, Ave, Ave Maria! Zdrowaś, zdrowaś, zdrowaś Maryjo” - śpiewamy podczas nabożeństw i świąt maryjnych w naszej Ojczyźnie, począwszy od Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na zakopiańskich Krzeptówkach.

Refleksje o Matce Najświętszej przywołują nam w pamięci teksty Nowego Testamentu, w których Matka Jezusa wypowiada niewiele słów, a głównie rozważa Boże tajemnice. Wielkim bogactwem Kościoła są również orędzia Maryi, wypowiadane przez Nią podczas objawień w Lourdes, Fatimie czy w Polsce, m.in. w Gietrzwałdzie, Licheniu, Świętej Lipce oraz w wielu innych miejscowościach. Każde z objawień, zatwierdzone przez Kościół kryje w sobie przesłanie Maryi dla danego kraju i całego świata. Ze względu na ogromną wartość Orędzia Fatimskiego dla naszych czasów i jego związek z Eucharystią, dotkniemy w naszych refleksjach historii i znaczenia objawień Matki Najświętszej w Fatimie, w Portugalii.

Dar dla Kościoła i świata

Historia Objawień Fatimskich zawiera okres od maja do października 1917 r. Był to czas trwania pierwszej wojny światowej, kiedy w Portugalii panował reżim antykościelny. Spotkania trojga dzieci z Maryją odbywały się w miasteczku Fatima, w miejscu zwanym Cova da Iria, gdzie dzieci wypasały owce. Pastuszkowie to: dziesięcioletnia Łucja dos Santos oraz rodzeństwo Marto: Hiacynta (7 lat) i Franciszek (9 lat). Dzieci pochodziły z podfatimskiej wioski Aljustrel. Od marca 1916 r. przez ponad rok Anioł, który przedstawił się jako Anioł Pokoju i Anioł Stróż Portugalii, przygotowywał je na spotkania z Matką Bożą. Wysłannik z niebios zapoznał dzieci z zagadnieniem wynagradzania Bogu za grzechy ludzi, zachęcał je do umartwień jako zadośćuczynienia dla ratowania grzeszników, co przyczyni się do pokoju w Portugalii i na świecie oraz nauczył dzieci modlitwy: „O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Proszę, byś przebaczył tym, którzy nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i nie kochają Ciebie”. Anioł zapewnił pastuszków, że Serca Jezusa i Maryi uważnie słuchają ich słów i próśb.

Bł. Maria Karłowska w ślad za Aniołem z Fatimy zachęca i przypomina swoim siostrom: „W błogosławiony dzień naszej Profesji Zakonnej tak jak nasz Oblubieniec ofiarowałyśmy życie nasze za zbawienie Dusz! A więc to życie już do nas nie należy i kropla po kropli musi płynąć za Dusze, nie zatrzymując nic dla siebie, oddać je winniśmy owieczkom, do których życie nasze należy. Nasze najmniejsze czynności, nasze modlitwy, nasze cierpienia, wszystko co stanowi życie nasze, im powinno być poświęcone!” (Zakonnica Pasterka w samotności)

Komunia Święta wynagradzająca

Pewnego dnia wysłannik niebios udzielił dzieciom fatimskim Eucharystii. Siostra Łucja wspomniała później, że podczas ekstazy eucharystycznej dzieci doświadczyły realnej obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Biskup Joao Venancio z Fatimy, mówiąc o istocie orędzia fatimskiego, wskazał, że Fatima to wynagradzanie, a przede wszystkim Eucharystia i Komunia św. wynagradzająca. Eucharystia jest bowiem najwyższą formą wynagradzania Bogu za grzechy ludzi. Świadczy o tym wizja Anioła z kielichem w dłoni, nad którym unosiła się Hostia Najświętsza. Spływające z niej do kielicha krople Boskiej Krwi są dowodem na to, że jest to Ofiara Kalwarii. Podczas udzielania dzieciom Komunii św. Anioł wypowiedział słowa zawierające ideę wynagradzania: Bierzcie i pijcie Ciało i Krew Jezusa, okrutnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie przewinienia i pocieszajcie swojego Boga. Dzięki Komunii św. dzieci z ochotą przyjęły apel Maryi o przyjmowanie cierpień i umartwień w intencji wynagradzania Bogu za grzechy świata i nawrócenie grzeszników.

W czasie lipcowego objawienia Matka Boża również odwołuje się do Komunii św. wynagradzającej. Po ukazaniu dzieciom przerażającej wizji piekła i przepowiedzeniu wojen, prześladowań Kościoła oraz cierpień papieża, Maryja mówi, że przybędzie ponownie, aby zażądać praktyki nabożeństw Komunii św. wynagradzającej w pierwsze soboty miesiąca. Ta praktyka wysunie się na czoło nabożeństw fatimskich. Najdonioślejszy apel o Komunię św. wynagradzającą Matka Boża przekazała Łucji podczas widzenia w Tuy, w czerwcu 1929 roku. Łucja zobaczyła przybitego do krzyża Jezusa. Z rany na piersiach spływały do kielicha krople krwi. Pod krzyżem stała Matka Boża. Widzenie to potwierdza, że Maryja jest obecna w tajemnicy Eucharystii. Tak jak na Golgocie, jest blisko ofiary Krzyża, a więc również blisko Eucharystii, będącej bezkrwawym powtórzeniem Ofiary Krzyża. Dlatego Maryja jest Matką Eucharystii (Por. Wincenty Łaszewski, Fatima, Stuletnia Tajemnica – Nowo odkryte dokumenty 1915-1929, Wyd. Fronda 2015).

A Matka Pasterka zachęca nas, by naśladować Jezusa i Maryję: „Mamy mówić z Jezusem: „Daję życie moje za owce moje”! Ale niech te słowa będą prawdą, szczerą prawdą! Wtedy z jaką pociechą wymówimy w ostatnią godzinę naszego życia: „Wykonało się”, dałam wszystko, dałam siebie samą ukochanym owieczkom Oblubieńca mego!” (Zakonnica Pasterka w samotności)

Przesłania Maryi dla świata

Dzień 13 maja 1917 r. otwiera serię sześciu spotkań dzieci fatimskich z Piękną Panią, którą zakończy cud słońca w dniu 13 października 1917 r. Maryja w rozmowach z dziećmi przy każdym spotkaniu powtarza swe usilne prośby o codzienne odmawianie różańca, przyjmowanie cierpienia jako zadośćuczynienie za grzechy i o nawrócenie grzeszników. Niepokalana zwraca się przez dzieci do Ojca Świętego i biskupów Kościoła o poświęcenie świata i Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Przedstawia również wolę Jezusa, by rozszerzyć po świecie kult Jej Niepokalanego Serca i Pięciu Pierwszych Sobót Miesiąca, co jest ratunkiem dla świata. Orędzia Matki Najświętszej dzieci zatrzymują przeważnie dla siebie, szczególnie Trzecią Tajemnicę Fatimską, o co prosi je Maryja. Dopiero św. Jan Paweł II w 2000 r. za Bożym natchnieniem decyduje się objawić ją światu.

Dnia 13 maja 1930 r. Kościół oficjalnie potwierdził wiarygodność objawień Matki Bożej w Fatimie. Niezwykłą rangę nadało Fatimie poświęcenie Kościoła i całego rodzaju ludzkiego Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał Pius XII 8 grudnia 1942 r. Papież Jan Paweł II po zamachu na jego życie wyraźnie wskazał na Fatimę w świetle Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej prorokującej o cierpieniu i prześladowaniu Papieża i Kościoła. Teologowie, a pośród nich kard. Józef Ratziner, późniejszy papież Benedykt XVI, zauważają, że dzięki poświęceniu się Niepokalanemu Sercu Maryi, jakiego dokonała Portugalia w 1931 r., kraj ten został zachowany od rewolucji komunistycznej i zachował neutralność podczas II wojny światowej. Nasza Ojczyzna decyzją Episkopatu Polski poświęciła się Niepokalanemu Sercu Maryi w 1946 r., co w porównaniu z naszymi sąsiednimi krajami, które tego nie uczyniły, złagodziło wpływ komunizmu na nasze społeczeństwo. Proroctwa Fatimy czynią Boga gwarantem, że wszystko jest w Jego mocy, ale wybierając dobro i zalecenia Matki Bożej możemy ochronić siebie i obronić świat od zguby doczesnej i wiecznej.

Bł. Maria Karłowska przestrzega nas przed obojętnością wobec zbawienia ludzi: „Czy to prawda, że daję życie moje za Dusze? Pewnie często ani nie myślę o tym, jakby do mnie nie należały wcale? Jakbym nigdy nie powiedziała: „Oto jestem”, „Oto idę!” Daję życie moje za Dusze, które są Twymi owieczkami, a które odtąd stają się moimi! Czy gotowa jestem ponieść śmierć za Dusze? Umrzeć sobie - to znaczy wyrzec się swoich wygód, upodobań, umartwiać się... Czy mogłabym, czy śmiałabym powiedzieć, że oddaję życie - kiedy czasem wzbraniam się oddać jakąś maleńką rzecz?” (Zakonnica Pasterka w samotności)

Wotum dla Maryi od Polaków

Dnia 6 czerwca 2017 r. Polski Episkopat w obecności przedstawicieli najwyższych władz państwowych i licznej rzeszy wiernych uczestniczyli w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w uroczystej Eucharystii, której uwieńczeniem było ponowienie Aktu zawierzenia siebie i całej naszej Ojczyzny przemożnej opiece Matki Najświętszej. Owocem zawierzenia oraz wdzięczności Bogu i Maryi za ratowanie naszej Ojczyzny w latach kryzysów i niewoli było ufundowanie monstrancji, która przedstawia Matkę Bożą, zwaną Niewiastą Eucharystii, która w swym sercu niesie Chrystusa. W późniejszym czasie przekazano ten dar do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

Oto fragment homilii wygłoszonej w Fatimie podczas uroczystości przekazania monstrancji jako Wotum od Polaków: „Bijące na cztery strony świata dzwony bazyliki Matki Najświętszej w Fatimie dzisiaj przywołały nas, Polaków, z różnych stron naszego kraju, a nawet spoza jego granic, abyśmy oddali cześć Chrystusowi Panu właśnie tutaj, na tym świętym miejscu. W biciu tych fatimskich dzwonów zawarty jest również ton przejmującej przestrogi. Już raz, w 1917 r. i później, zlekceważono orędzie Najświętszej Maryi Panny. Następstwem tej duchowej głuchoty ze strony bardzo wielu ludzi był wybuch II wojny światowej oraz rozlewająca się z Rosji na cały świat fala ateizmu, która okrucieństwem swych prześladowań skierowanych przeciwko świętemu, katolickiemu i apostolskiemu Kościołowi dotknęła miliony jego wiernych synów i córek. Dotknęła ona także samego Ojca Świętego Jana Pawła II, który stał się ofiarą zamachu w dniu 13 maja 1981 r. Nasz dar, który pragniemy przekazać Sanktuarium w Fatimie: srebrna monstrancja w kształcie Matki Bożej, „Niewiasty Eucharystii” (por. Ecclesia de Eucharistia, nr 53), noszona tutaj podczas procesji eucharystycznych niech mówi ona wszystkim, że z tak dalekiej od Polski Fatimy dobiega do naszego kraju donośny głos dzwonów wzywający nas do nawrócenia, pokuty i modlitwy. Że bardzo pragniemy właśnie tego, aby „Polonia sit semper fidelis” – aby „Polska była zawsze wierna” Chrystusowi, Odkupicielowi człowieka i Jego Przenajświętszej Matce. Amen”. (Abp Marek Jędraszewski Metropolita Krakowski).

Niepokalane Serce Maryi zwycięży

Jakże radosna dla nas i pełna nadziei jest ta obietnica Maryi, którą jako pierwsze usłyszały fatimskie dzieci. Moje Niepokalane Serce zwycięży! Co to oznacza? Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację Boga jest silniejsze niż karabiny i oręż wszelkiego rodzaju. Fiat wypowiedziane przez Maryję, to słowo Jej serca, zmieniło bieg dziejów świata, ponieważ Ona wydała na ten świat Zbawiciela - ponieważ dzięki Jej «Tak» Bóg mógł się stać człowiekiem w naszym świecie i pozostaje nim na zawsze. Od tamtej pory nabiera mocy słowo: «Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat» (J 16,33). Orędzie z Fatimy wzywa nas, byśmy zaufali tej obietnicy (Joseph Kard. Ratzinger Prefekt Kongregacji Nauki Wiary).

- Maryjo, Królowo Polski i Niewiasto Eucharystii -

módl się za nami!

CZYTAJ DALEJ

Uleczony z głuchoty – cud Jana Pawła II w dniu urodzin

2020-05-18 17:04

pixabay

zdjęcie ilustracyjne

O nagłej chorobie chłopca, walce o zdrowie i interwencji Jana Pawła II 18 maja 2012 r., w którą wierzy cała rodzina, opowiada mama.

Jesteśmy rodzicami trójki dzieci, synowie są najstarsi, a najmłodsza jest córka. W maju 2012 r. nasz najstarszy syn nagle stracił słuch w lewym uchu. Już po pierwszych badaniach było wiadomo, że głuchota jest idiopatyczna, czyli niewiadomego pochodzenia. I całkowita.

Był maj, szykowaliśmy się do I Komunii Świętej młodszego synka, starszy był wtedy w czwartej klasie. To była sobota, po obudzeniu powiedział nam, że coś się dzieje z uchem, że nie słyszy. Syn od dzieciństwa chorował na zapalenie uszu, za każdym razem przebieg był bolesny, więc byliśmy bardzo wyczuleni na każdą informację dotyczącą uszu. Po kilku telefonach udało nam się umówić wizytę u laryngologa, ale pani doktor nie stwierdziła żadnych zmian zapalnych, skierowała nas, na cito, na badanie słuchu. Wynik tympanometrii był szokujący, wyniki kolejnych badań również: całkowita utrata słuchu. Lekarka po badaniu BERA (ABR), czyli słuchowych potencjałów pnia mózgu, wyjaśniła nam obrazowo, że nerw słuchowy syna reaguje dopiero na bodźce dźwiękowe równe bodźcom młota pneumatycznego…

Wdrożono leczenie sterydowe, wykonano dokładne badania głowy, również pod kątem zmian naczyniowych i nowotworowych, ale nie znaleziono przyczyny utraty słuchu. Tę nagłą głuchotę przypisano wreszcie przewlekłemu zapaleniu uszu, ale na wszelki wypadek, aby skorzystać ze wszystkich możliwości, skierowano nas na tlenoterapię w komorze hiperbarycznej i zalecono noszenie aparatu słuchowego, którego dobór miał się odbyć w jednej z poradni po zakończeniu terapii tlenem.

Syn był w szpitalu, skierowanie otrzymaliśmy 11 maja, kwalifikację do komory wyznaczono na 16, a po niej pierwszy zabieg tlenoterapii, wyznaczony na 18 maja.

I Komunia Święta młodszego syna miała odbyć się 13 maja, o godz. 9.00. Żyliśmy jak w transie, między szpitalem, domem i kościołem. Nie było zgody na wypis ze szpitala, tylko na kilkugodzinną przepustkę w niedzielę, ale i tak byliśmy szczęśliwi, że uda nam się przeżyć to wielkie święto razem, w komplecie. Rano mąż pojechał do szpitala, przywiózł nasze przerażone dziecko i pojechaliśmy do kościoła. Już kilka godzin później, jeszcze przed popołudniowym nabożeństwem, z ciężkim sercem, musieliśmy go zawieźć z powrotem. W szpitalu został dziadek, mój tato, bo nie chcieliśmy, aby syn był sam w takim dniu.

Skąd się wziął Jan Paweł II w tej historii?

Jest kilka przesłanek, że to, co wydarzyło się 18 maja 2012 r. stało się dzięki jego wstawiennictwu za naszego syna.

Po pierwsze – to jego imiennik. Po drugie syn miał od wczesnego dzieciństwa niezwykłe, nieinspirowane przez nas, nabożeństwo do Papieża. Na tyle duże i głębokie, że na rocznicę jego I Komunii Świętej zabraliśmy go na beatyfikację Jana Pawła II do Rzymu. Siedział na chodniku, w tłumie ludzi, zmęczony, ale urzeczony i szczęśliwy - to jedno z ważniejszych wydarzeń, które czasem i dziś wspomina.

Po trzecie – gdy usłyszeliśmy diagnozę o głuchocie i rozpoczęliśmy dramatyczną walkę o odzyskanie jego słuchu, byliśmy w trakcie, właściwie na progu, przygotowań do kolejnej I Komunii Świętej w naszej rodzinie – jego brata. Pamiętam, że w sobotę, 12 maja, uklękłam przed synkiem i spytałam, czy wie, że w dniu I Komunii Pan Jezus niczego swoim dzieciom nie odmawia. Odpowiedział, bardzo poważnie, ale w swoim stylu, że wie, bo już mu to mówiłam, i że już zdecydował o co Go poprosi: żeby brat wyzdrowiał. To była chwila gorących łez, ale też powrotu nadziei i spokoju.

No i po czwarte – data. Wszystko, o co gorąco modliliśmy się przez trzy tygodnie walki o zdrowie syna wydarzyło się 18 maja, w dniu urodzin Karola Wojtyły. Jak to było?

To był piątek, rano zabrałam syna do szpitala, gdzie miała odbyć się pierwsza sesja tlenoterapii z 14, które zalecono. Ubrany zgodnie z zaleceniami miał ze sobą żelki do żucia na ewentualne bóle w uszach – miał żuć, szczęka miała pracować. Był jedynym dzieckiem w czasie tego zabiegu, inni chorzy to byli ludzie dorośli. Komora hiperbaryczna wyglądała jak duży wagon, z wygodnymi, osobnymi miejscami do siedzenia. Syn wszedł, a ja usiadłam na zewnątrz i otworzyłam komputer, żeby przez godzinę trwania zabiegu popracować. Nikt nie mógł przewidzieć tego, co się stało za chwilę.

Nie upłynął kwadrans, a na dużym podglądzie zobaczyłam moje dziecko, które leży na podłodze, całe w drgawkach. Zrobiło się ogromne zamieszanie, usłyszałam że „chłopak nam schodzi”, a później sprawy toczyły się już bardzo szybko. Po otwarciu komory był nieprzytomny, wokół biegali lekarze, a ja dzwoniłam do męża kompletnie bezradna i przerażona. Gdy wreszcie udało się go przywrócić… pamiętam jego oczy, nie mogłam z nim nawiązać kontaktu, oczopląs był taki silny – zresztą trwał jeszcze przez wiele godzin – ręce były wiotkie, ciało w takim drgawkowym drżeniu…

Po pierwszym rozpoznaniu – był pomysł, że to zatrucie tlenem - karetką pojechaliśmy do innego szpitala. Razem z ratownikiem trzymaliśmy duży, rozpłaszczony worek foliowy, bo przez cały czas wymiotował. Pamiętam, że się bałam, ale że w środku – nie wiem skąd – byłam spokojna. Czułam, jakoś czułam, że to nie koniec, że coś się wydarzyło, jakbyśmy zdawali jakiś egzamin. W karcie przyjęcia na Oddział Neurologii Dziecięcej wpisano pod datą 18 maja 2012 r.: "udar mózgu w trakcie terapii hiperbarycznej". Zaczęły się godziny z uporczywym bólem głowy, oczopląsem, wymiotami, słabością. Pierwsze rozpoznanie to były mózgowe napady niedokrwienia i zespoły pokrewne. Musieliśmy czekać, aż wylewy w głowie się wchłoną, obrzęk mózgu ustąpi.

Pamiętam, że gdy przyjechał mąż zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie zostawiłam mój samochód. Dopiero po chwili skojarzyłam, że tu przyjechałam karetką, a moje auto stoi od rana na parkingu szpitala z komorą hiperbaryczną. wszystko zeszło na dalszy, odległy plan. Na szczęście młodsze dzieci były pod opieką moich rodziców, którzy zaraz po pierwszej diagnozie przyjechali do nas, by pomóc i przejąć część obowiązków.

To wszystko wydarzyło się 18 maja – udar i zagrożenie życia. Ale wtedy, w komorze, wydarzyło się coś, o czym dowiedzieliśmy się później, dopiero z wyników kolejnych badań. W głowie naszego syna była mikro torbiel neuroglejowa, która – tak twierdzą lekarze – zaczęła uciskać na nerw słuchowy i powodować głuchotę. Udar, do którego doszło w komorze, był jak wybuch małej bomby w głowie…ale w jego następstwie naczynie odbarczyło się i uwolniło nerw!

W rezultacie dziś syn słyszy – pozostał niedosłuch, ale w stopniu niewielkim. Dla kogoś, kto nie zna tej historii, w stopniu zupełnie niezauważalnym. Nigdy też nie założył aparatu słuchowego. Nawet nie zdążyliśmy zapisać się na wizytę do poradni.

Po zakończeniu leczenia neurologicznego pojechaliśmy z synem do Kajetan, do Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. Pamiętam spotkanie z prof. Henrykiem Skarżyńskim, który zapoznał się z dokumentacją i historią choroby syna. Powiedział wtedy, że gdyby nie ten samoistny, spowodowany wysokim ciśnieniem „wybuch”, głuchota nigdy by nie ustąpiła. Torbiel, nawet jeśli ktoś by ją końcu wypatrzył na obrazie w czasie Angio –TK głowy, zostałaby zakwalifikowana jako nieoperacyjna. Była umiejscowiona tak, że ewentualny zysk z udanej operacji był zbyt mały, by ryzykować taką ingerencję. Ten kontrolowany „wybuch” był jedynym sposobem, ale my, ludzie, tak jeszcze naczyń w głowie kontrolować nie potrafimy.

Minęło osiem lat. Każdy 18 maja jest dla nas dniem szczególnym – nie tylko wspominamy, ja czasem uronię łzę ukradkiem, ale przede wszystkim dziękujemy – bo my naprawdę wierzymy, że to prezent od Jana Pawła II w dniu jego własnych urodzin – wtedy 92.

*Świadectwo mamy - na prośbę jej dorosłego dziś syna - jest anonimowe, personalia i dokumentacja choroby są znane redakcji. Może kiedyś sam zdecyduje się opowiedzieć tę historię.

CZYTAJ DALEJ

Piontkowski: uczniowie, którzy wrócą do szkoły będą mieli częściowo zajęcia dydaktyczne, pozostali nadal zdalne

2020-05-25 09:30

[ TEMATY ]

szkoła

PAP

Uczniowie klas I-III szkół podstawowych, którzy wrócą do szkoły będą mieli częściowo zajęcia dydaktyczne, a ci wszyscy, którzy do szkoły nie wrócą będą mieli nadal nauczanie na odległość - powiedział w poniedziałek minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski.

Od poniedziałku w szkołach podstawowych będą organizowane zajęcia dla klas I-III i konsultacje dla ósmoklasistów. Forma zajęć dla uczniów klas I-III będzie uzależniona od warunków epidemicznych panujących na terenie danej gminy, w której szkoła się znajduje oraz od możliwości spełnienia wytycznych ministra edukacji, ministra zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego.

Minister edukacji pytany był w poniedziałek w Polskim Radu 24 m.in. o to jak będzie organizowana opieka i nauka dla uczniów, którzy wrócą do szkoły.

"Przypomnę, że od 25 marca obowiązek szkolny w Polsce realizowany jest poprzez nauczanie na odległość. Ze względu na epidemię koronawirusa musieliśmy inaczej zorganizować naukę. Ten obowiązek nadal będzie w ten sposób realizowany zwłaszcza wobec tych dzieci, które nie zostaną posłane do szkół. Przypomnę, że to nie jest pierwszy etap, kiedy dzieci mogą wracać do placówek opiekuńczo-wychowawczych, czy dydaktycznych, bo od 6 maja umożliwiliśmy otwarcie przedszkoli, a teraz otwarcie szkół dla klas I-III" - powiedział Piontkowski.

"Nie zgodzę się z opinią, że nie wiadomo jak ta opieka ma wyglądać, jak ma wyglądać pobyt dzieci w szkole. Zarówno przy otwieraniu przedszkoli, jak i teraz przy otwieraniu szkół dla klas I-III wydaliśmy bardzo szczegółowe wytyczne, które są uzgodnione z Głównym Inspektorem Sanitarnym oraz Ministrem Zdrowia, gdzie wskazaliśmy, że chociażby grupy dzieci, które znajdą się w szkołach powinny być zdecydowanie mniejsze niż tradycyjnie. Będę one liczyły nie więcej niż 12 dzieci, a w szczególnych przypadkach 14 dzieci. Mówimy też o takiej zmianowości pobytu dzieci w przestrzeniach wspólnych, jak korytarze, stołówki, sale gimnastyczne, bądź boiska szkolne, bo dzieci będą mogły tam być" - przypomniał szef MEN.

Jak mówił, zakładane jest, że w pierwszej kolejności poślą dzieci do szkoły ci rodzice, którzy mają kłopot z połączeniem życia zawodowego, pracy lub powrotu do pracy z opieką nad dzieckiem. "To oni w pierwszej kolejności powinni z tej możliwości skorzystać" - wskazał.

"Dzieci, które trafią do szkoły będą miały częściowo zajęcia dydaktyczne, a ci wszyscy, którzy do szkoły nie wrócą będą mieli nadal nauczanie na odległość" - powiedział minister.

Pytany o możliwość pogodzenia tych dwóch rodzajów nauczania zaznaczył, że "od początku wyraźnie mówiliśmy w rozporządzeniach dotyczących zdalnego nauczania, że to nie zawsze musi być nauczania tylko i wyłącznie on-line przed komputerem". Zwrócił uwagę na to, że w domach uczniów jest różna możliwość dostępu do komputera, gdy jest kilkoro dzieci i rodzice pracujący zdalnie. "Nie da się tego zorganizować tak, że zajęcia będą tylko i wyłącznie w czasie rzeczywistym przed ekranem monitora" - zaznaczył.

"Wyraźnie mówiliśmy, że praca na odległość, to także kontakt z dziećmi w innej formule, czy poprzez dziennik elektroniczny, przez pocztę mailową. Część zadań dziecko może wykonać samodzielnie, czy we współpracy z rodzicami i dopiero potem jakimś efektem swojej pracy może dzielić się przez maila wysłanego z powrotem do nauczyciela" - zaznaczył Piontkowski. Przypomniał, że także telewizja i radio oferują cykl programów dla dzieci, które można wykorzystać w nauczaniu.

Minister edukacji odniósł się też do tego, że małe dzieci trudniej jest upilnować tak by zachowały dystans. "My nie zakładamy, że dzieci będą cały czas w odległości dwóch metrów od siebie, bo wydaje się to absurdalne i nie do spełnienia. Dlatego zakładamy, że będzie to ta sama, stała grupa uczniów, którą będzie się opiekowała podobna grupa nauczycieli, tak, aby był to kontakt tej samej grupy ludzi. Gdyby - nie daj Boże - doszło do zarażenia, któregoś z dzieci, czy nauczyciela, to będzie to wąska grupa osób, a nie całe przedszkole, czy cała szkoła" - mówił Piontkowski.

Zaznaczył, że "podobne metody wprowadzają inne kraje w Europie, tylko nieliczne, tak jak kraje skandynawskie, próbują w pełni wracać do szkół". "W większości krajów europejskich jest jakaś forma ograniczenia czy to liczby dzieci, czy sposobu prowadzenia zajęć" - powiedział szef MEN. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję