Reklama

Sylwetki

Ksiądz z wyrokiem

Sługa Boży ks. Roman Kotlarz jest postacią poza Radomiem prawie nieznaną. Poświęcony mu film „Klecha” może to zmienić

Niedziela Ogólnopolska 35/2019, str. 44-45

[ TEMATY ]

wspomnienia

stock.adobe.com

Ks. Roman Kotlarz grany przez Mirosława Bakę.

Komunistyczna bezpieka inwigilowała ks. Kotlarza przez całe lata. Ale za szczególnie niebezpiecznego wroga uznano go, gdy w czerwcu 1976 r. błogosławił uczestników protestów w Radomiu, a potem głosił kazania, w których upominał się o prawa robotników.

Wielokrotnie bity przez tzw. nieznanych sprawców na plebanii w podradomskim Pelagowie zmarł 18 sierpnia, niecałe dwa miesiące po Czerwcu ’76 – nieprzypadkowo jest uznawany za jedną z ofiar tamtych wydarzeń. W końcu ubiegłego roku rozpoczął się proces jego beatyfikacji.

Postać wraca

Jacek Gwizdała, reżyser „Klechy”, o wszczęciu procesu dowiedział się rok po rozpoczęciu zdjęć do filmu. Postać ks. Kotlarza chodziła za nim od lat; usłyszał o nim dwadzieścia parę lat temu, gdy produkował dokumentalny tryptyk „Miasto z wyrokiem” – o przyczynach, przebiegu i skutkach wydarzeń 1976 r. w Radomiu.

Reklama

– Postać księdza była nieznana. A był, jak to określam, pierwszą sutanną na proteście robotniczym w Polsce. Nie było takiego księdza w 1956 r. w Poznaniu ani w 1970 r. na Wybrzeżu. W Radomiu pojawił się ksiądz z wiejskiej parafii w Pelagowie – mówi Jacek Gwizdała.

Dokument „I cicho ciało spocznie w grobie” z 1999 r. skupiony był na posłudze i śmierci księdza. Jeszcze nie było mowy o fabule; gdy jednak kilka lat temu Gwizdała reżyserował film „Kamień” o zapomnianym Czerwcu ’76, historia ks. Romana wróciła. – Stał się dla mnie ważną postacią, która wyprzedziła epokę Solidarności – przyznaje reżyser. – To był wielki kapłan, a jednocześnie prawdziwy duszpasterz, który opiekował się swoimi owieczkami.

Wiara i krzyż

Potrafił zjednywać sobie sympatię ludzi. Kazania wygłaszał prostym językiem, w sam raz dla przeciętnego wiernego. Młodych ludzi otaczał opieką, uczył ich nie tylko modlitwy, ale także np. posługiwania się nożem i widelcem. Upowszechniał wiedzę, szczególnie historyczną, której próżno było szukać w podręcznikach.

Bronił też wiary i krzyża, gdy mówił o sprawach niewygodnych dla władz. Ostrzegał, że rząd, który prześladuje Kościół, długo nie powojuje. Zdarzało się, że zwierzchnicy, chcąc uniknąć konfliktów z miejscowymi władzami, wnioskowali o przeniesienie go do innych parafii.

Gdy trafił do Pelagowa, konflikty z władzami nie ustały. W 1970 r. wszczęto nawet postępowanie w związku z jego działalnością, rzekomo szkodliwą dla państwa. To, co najgorsze, zdarzyło się dopiero, gdy w końcu czerwca 1976 r. w Pelagowie pojawili się esbecy z grupy „D” – tajnej specjalnej jednostki do walki z Kościołem metodami mniej konwencjonalnymi.

Jest prawie pewne, że śmierć ks. Kotlarza to skutek działań esbeków. Został on brutalnie pobity, a wszystko miało wyglądać na bandycki napad. Według prokuratury, duchownego pobili nieżyjący już funkcjonariusze. Jacek Gwizdała uważa, że gdyby zabójców złapano i skazano, to żyliby ks. Jerzy Popiełuszko i inni duchowni, którzy zostali zabici przez „nieznanych sprawców”. Nie odważono by się ich zabić.

Był tylko ksiądz

Nie było jeszcze KOR-u, ROPCziO, Solidarności, był samotny ksiądz z wiejskiej parafii pod Radomiem, który potrafił przeciwstawić się władzy. Przypadkowo natknął się w Radomiu na pochód robotników, którzy wyszli z zakładów w proteście przeciw podwyżkom cen żywności. Ze stopni kościoła Świętej Trójcy pobłogosławił demonstrantów.

Miał odwagę pobłogosławić protestujących, a potem opowiedzieć o tym z ambony. To przesądziło o jego losie. Na zachowanym, spisanym przez bezpiekę, tekście kazania ks. Kotlarza naniesiono notatkę, by przekazać go płk. Zenonowi Płatkowi, szefowi grupy „D” w IV Departamencie MSW. Oznaczało to wyrok na kapłana.

Ksiądz okazał się – według wiedzy Jacka Gwizdały – jedyną postacią w Kościele, która upominała się z ambony o prześladowanych robotników. W 1981 r. Solidarność jako warunek porozumienia się z komisją rządową postawiła wyjaśnienie śmierci ks. Kotlarza. Mieczysław Rakowski, jako wicepremier w ówczesnym rządzie Wojciecha Jaruzelskiego, nie wyraził na to zgody. Musiał znać kulisy tej sprawy.

Pierwsze śledztwo w sprawie śmierci ks. Kotlarza wszczęto w 1976 r. Dotyczyło ono jednak... rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o tej śmierci i było skierowane przeciwko Jackowi Kuroniowi, który działał w KOR. W 1980 r. o. Hubert Czuma SJ zgłosił sprawę do prokuratury. W tamtej atmosferze jej wyjaśnienie nie było wykluczone.

Cechy „Mistrza”

Po wprowadzeniu stanu wojennego sprawa została umorzona. Co ciekawe, decyzję uzasadniono niewykryciem sprawców. Mimo to prokurator nie bał się napisać w uzasadnieniu, że ksiądz był bity. – To ważne stwierdzenie. Męczeństwo potwierdzone przez tych, którzy znęcanie się nad księdzem nadzorowali i kryli, chyba zadecyduje o beatyfikacji ks. Kotlarza – zaznacza Jacek Gwizdała.

Za podstawę scenariusza filmu „Klecha” posłużyła powieść „Powiedzcie swoim” Wojciecha Pestki. Reżyser nad fabułą pracował razem z autorem książki. I w niej, i w filmie pojawia się postać „Mistrza” – esbeka, szefa grupy „D”. Ma on cechy kilku osób z tego środowiska.

„Mistrza” zagrał Piotr Fronczewski. Nie trzeba było długo go namawiać. Przeczytał książkę i powiedział: Jedziemy. To on prowadzi nas w filmie przez historię ks. Kotlarza. Odwiedza go postulator procesu beatyfikacyjnego. Z tej rozmowy przenosimy się w lata 70. ubiegłego wieku i dowiadujemy się o działalności ks. Kotlarza, jego życiu, o tym, jak był inwigilowany, bity i prześladowany.

Szkolne śledztwo

Konsultantem twórców filmu jest ks. dr Szczepan Kowalik, który, jak sam twierdzi, przez większość życia był blisko związany z postacią sługi Bożego. W końcu lat 90. razem z kilkoma kolegami z VI LO w Radomiu przygotował na konkurs Ośrodka KARTA pracę o ks. Kotlarzu. Konkurs wygrali, a praca miała spory wpływ nie tylko na śledztwo. – Rozmawialiśmy z milicjantem, który opisał swoją libację z kolegami z resortu. Jeden z nich przyznał się, że jako ostatni bił ks. Kotlarza – mówi ks. Kowalik. – Milicjant potwierdził to w prokuraturze. Choć, jak się okazało, esbek już nie żył, znacznie zbliżyliśmy się do prawdy o śmierci księdza. Najpewniej znamy nazwisko tego, który zabił.

Praca i postać ks. Kotlarza miały wielki wpływ także na dalsze życie Szczepana Kowalika. W dużym stopniu przyczyniły się do podjęcia przez niego studiów historycznych, a także do odkrycia powołania i do wstąpienia do seminarium duchownego.

Do dziś postać ks. Kotlarza jest obecna w życiu ks. Kowalika. Kończy on kolejną publikację nt. księdza, znalazł się też w składzie specjalnej beatyfikacyjnej Komisji Historycznej, która bada okoliczności i gromadzi dokumenty związane z życiem i męczeństwem księdza z Pelagowa.

Pelagów w Sadkowie

Ekipa filmowa starała się dbać o szczegóły także w scenografii. Dawny drewniany kościół w Pelagowie został rozebrany, teraz stoi tam nowy. Ale ołtarz, prezbiterium, meble z zakrystii się zachowały. Filmowcy przenieśli je do pobliskiego kościoła w Sadkowie, który „grał” świątynię w Pelagowie. Filmowy ksiądz posługuje więc przy autentycznym ołtarzu, dotyka autentycznego kredensu.

– Do Radomia wjeżdżam na motorowerze, mijam grupy młodzieży, a potem dostrzegam robotników na wózkach – opowiadał dziennikarzom grający ks. Kotlarza Mirosław Baka. – Potem to wszystko przeradza się w protest, ludzie zaczynają krzyczeć: „Chcemy chleba!”, a ja wchodzę na stopnie kościoła i zaczynam ich błogosławić... Byłem szczerze wzruszony. Mam nadzieję, że te emocje udało się przenieść na ekran.

Premiera filmu odbędzie się wiosną przyszłego roku. Opóźnienie wynika z tego, że nie wszystkie instytucje, które to obiecały, dały pieniądze. Niektóre zaczęły kwestionować wymowę filmu. Koproducentem „Klechy” jest radomska Kuria. – To pozwoliło nam przebrnąć przez kłopoty, także finansowe – podkreśla reżyser. – Co ważne, nasi partnerzy rozumieją, że nie da się dziś zrobić o Kościele filmu cukierkowego, na kolanach.

„Klecha” na „Kler”?

O ks. Kotlarza upomniał się w 1977 r. abp Karol Wojtyła – ogólnie w Błotnicy, w czasie koronacji Matki Bożej Błotnickiej, a w 1991 r. – już jako papież Jan Paweł II – wprost w Radomiu. Kapłan z Pelagowa długo jednak pozostawał w cieniu, co Jacek Gwizdała tłumaczy ostrą akcją dezinformacyjną SB, która miała na celu podważenie moralnego prowadzenia się księdza. Ciągnęło się to przez 20 lat.

„Klecha” ma nie tylko upamiętnić ks. Romana Kotlarza i protest z Czerwca 1976 r., ale też być hołdem złożonym kapłanom, którzy byli doświadczani w czasach PRL.

„Tym to ważniejsze – czytamy w eksplikacji – że wiele skrytobójczych mordów i śmiertelnych przypadków pobicia i torturowania kapłanów niekryjących swego negatywnego stosunku do komunistycznej władzy nie zostało do dzisiaj wyjaśnionych”.

Film nie jest – jak to mówiono kilka miesięcy temu – odpowiedzią na osławiony „Kler” Wojciech Smarzowskiego. Chyba że ktoś tak chce go odczytać. – Nie wiedzieliśmy, że taki film powstaje – podkreśla Jacek Gwizdała. O „Klerze” usłyszeliśmy, gdy kończyliśmy zdjęcia do „Klechy”.

2019-08-27 12:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kelner Pana Boga

Czego Krzysia w szeregach Liturgicznej Służby Ołtarza nauczono, Krzysztof wykonuje do dziś, niestrudzenie... Krzysztof Widawski służy przy ołtarzu od 36 lat

Piętnastego marca 1983 r. władze PRL oficjalnie zaprosiły Papieża do złożenia wizyty w ojczyźnie, a we wrocławskiej parafii św. Antoniego przy ul. Kasprowicza trwały próby przed przyjęciem 70 chłopców do grona ministrantów. – Pamiętam, to była sobota, uroczystość św. Józefa. Po półrocznym kursie zostałem ministrantem. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że wraz z datami ślubu i narodzin moich dzieci był to najszczęśliwszy dzień mojego życia – opowiada Krzysztof.

W męskim gronie

Zaczęło się zwyczajnie. Po I Komunii św. służbę przy ołtarzu zaproponował Krzysiowi tata. Odmówił. Potrzeba było czasu i kolegi. – Jeździłem sobie na rowerze i spotkałem kumpla z klasy. Zapytałem go dokąd idzie, a on mi odpowiedział, że na zbiórkę ministrancką. Poszedłem z nim. I zostałem. Chłopców było 200! Prócz służby przy ołtarzu, łączyło ich latem boisko, zimą stół do ping-ponga. – Każdy marzył, żeby w rozgrywkach trafić na mnie, bo to był pewny awans! – śmieje się Krzysztof. – Po meczach chodziliśmy z zaprzyjaźnionym zakonnikiem na lody. To środowisko kształtowało nasze wartości, naszą męską tożsamość.

Służba nie drużba

A cóż począć, gdy chętnych dwa razy więcej, niż strojów? Wcześniej wstawać! Zdarzyło się, że aby służyć na Roratach, Krzyś czekał na mrozie od 4.43. Jednak wzorowa frekwencja upoważniała do chodzenia po kolędzie, a to była szansa na odwiedziny u koleżanek… Ministranckie życie to małe zwycięstwa i porażki. Nasz bohater dość szybko został lektorem, ale za tempem awansu nie nadążył głos. Kiedyś stwierdził, że zaśpiewa Alleluja. Po aklamacji Kościół zamarł. Wierni nie mogli dostroić się do kantora. Podszedł do niego kapłan i pouczył: „Jak się nie umie śpiewać, to się nie śpiewa”. Od tamtego zdarzenia minęły 33 lata i choć pan Krzysztof w Eucharystii stara się uczestniczyć każdego dnia, psalm ośmielił się zaśpiewać dopiero w tym roku.

– Będąc chłopcem uwielbiałem Adwent. My do Boga lgniemy duszą i zmysłami. Odpowiednie nastrojenie zmysłów podprowadza nas do ducha, a Roraty to nastrój i wysiłek zwieńczony nagrodą. Człowiek jest cudnie zmęczony po Pasterce i zasypia z radością, że Jezus przyszedł na świat i można świętować – mówi Krzysztof. – Teraz lubię bogate liturgicznie Triduum Paschalne. Intrygujący dźwięk kołatek, oczekiwanie na modlitwę o jedność Kościoła z Żydami (wtedy trzeba wyjść po krzyż) i przejmujący śpiew „Ludu mój, ludu” w czasie jego adoracji. Potem wielkosobotnie poranne czuwanie przy Bożym Grobie i wreszcie cudna Msza rezurekcyjna.

Jest jeszcze jedno nabożeństwo, za którym przepada – Transitus, czyli pamiątka przejścia św. Franciszka do wieczności. Urzeka go klimat tej modlitwy: ciemny kościół, mnisi ze świecami. Kilka lat temu Krzysztof spełnił swe marzenie, by przeżyć wspomnienie świętego w Porcjunkuli. Pojechał z przyjacielem i trochę się rozczarował, bo tamtejsze obchody są bardzo huczne. Jednak październikowe wyjazdy do Asyżu stały się męską tradycją.

Bliżej się nie da

Warto zaznaczyć, że w życiu Krzysztofa służba do Mszy św. nigdy nie konkurowała ze służbą rodzinie – jeśli do kościoła idzie z żoną, zawsze trwa przy niej w ławce (wyjątkiem jest Triduum Paschalne).

– Dlaczego od 36 lat służę? Jako geograf mam podejście przestrzenne: im bliżej, tym lepiej. Odnoszę wrażenie, że przy ołtarzu Pan Bóg lepiej słyszy mnie, a ja Jego. Radością dla mnie jest fakt, że od kilku lat służą także nasi synowie, a żona jest z nas wszystkich dumna. Ministrantura to niezasłużony i nieuświadomiony dar. Ministrantem jest się do końca.

CZYTAJ DALEJ

Katolicy i Orkiestra

Niedziela Ogólnopolska 11/2003

W Polsce od kilkunastu już lat słyszymy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wśród katolików akcja Jerzego Owsiaka ma swoich zwolenników i przeciwników. Stosunek do WOŚP wyraźnie pokazuje różne nurty polskiego katolicyzmu. Katolicy sympatyzujący z Wielką Orkiestrą uważają, że akcja Jerzego Owsiaka to piękna inicjatywa. Ich zdaniem, Kościół w Polsce przeszedł ewolucję w ocenie WOŚP - od negacji i dystansu po aprobatę. Natomiast katolicy dystansujący się od Wielkiej Orkiestry nazywają akcję Jerzego Owsiaka "graniem na ludzkich uczuciach" oraz "laicyzacją działalności charytatywnej". Orkiestra jest zjawiskiem bardzo złożonym, w którym dobro miesza się ze złem. Szlachetności wolontariuszy i darczyńców towarzyszy ideologia Wielkiego Dyrygenta, który promuje wizję życia obcą chrześcijaństwu.

Argumenty zwolenników

Po pierwsze - podstawowym argumentem zwolenników WOŚP jest cel akcji, tzn. zakup sprzętu medycznego do leczenia chorych dzieci. Po drugie - w opinii zwolenników akcja Jerzego Owsiaka jest dobrą zabawą. Po trzecie - Wielka Orkiestra budzi wrażliwość dzieci, młodzieży i dorosłych na ludzi potrzebujących, szczególnie na potrzebujące pomocy noworodki. Po czwarte - zwolennicy akcji Jerzego Owsiaka podkreślają, że druga niedziela stycznia integruje nasze społeczeństwo wokół wspólnego dobra.

Filantropia a miłosierdzie

Przeciwnicy WOŚP nie negują racji jej zwolenników, ale ukazują drugą stronę akcji Jerzego Owsiaka. Pierwszy argument przeciwników stanowi przekonanie, że Wielka Orkiestra jest typową oświeceniową filantropią, która dzisiaj bardzo często zastępuje miłosierdzie chrześcijańskie. Filantropia (gr. phileo - kocham, anthropos - człowiek) to idea przyjaznego odnoszenia się do każdej istoty ludzkiej z racji wspólnoty w tym samym człowieczeństwie. W filantropii przedmiotem miłości nie jest konkretna osoba, ale ludzkość jako zbiorowość. Natomiast miłość chrześcijańska, w przeciwieństwie do filantropii, ma zawsze charakter osobowy. Terminologia chrześcijańska nie zna "umiłowania ludzkości". Jej podstawową zasadą jest "miłość bliźniego". Owocem miłości chrześcijańskiej jest miłosierdzie. W postawie miłosierdzia chodzi o pomoc bliźniemu płynącą z potrzeby serca. Pomagam drugiemu, ponieważ mu współczuję i widzę w nim bliźniego, z którym mamy wspólnego Ojca w niebie. Oświeceniowa filantropia jest obca chrześcijaństwu. Dla katolików wzorem ewangelicznego miłosierdzia nie jest medialny gwiazdor Jerzy Owsiak, ale Matka Teresa z Kalkuty, osoba wewnętrznie prawa, żyjąca w przyjaźni z Bogiem, kochająca innych ludzi i świadcząca pomoc bez rozgłosu.
Cele filantropii mogą być bardzo szlachetne. To nie zmienia jednak faktu, że filantropia nie jest miłosierdziem, ale jego świecką namiastką. Wartość moralna filantropii nie jest sama w sobie pozytywna, ale zależy od okoliczności i intencji działającego. Oceniając wartość moralną akcji Jerzego Owsiaka, musimy uwzględnić nie tylko zebrane pieniądze, ale także okoliczności i intencje ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie. W przypadku WOŚP mamy do czynienia z filantropią, która w sposób niezwykle mocny podkreśla wymiar zabawy. Dla wielu uczestników akcji Jerzego Owsiaka zabawa staje się celem pierwszorzędnym, a pomoc innym schodzi na drugi plan. Niektórzy wyznają szczerze: "Pomagam, bo się przy tym dobrze bawię". W ten sposób dobroczynność staje się ubocznym efektem rozrywki. Zresztą sam Wielki Dyrygent przyznał w rozmowie ze Zbigniewem Nosowskim, opublikowanej w czerwcu 2000 r. w miesięczniku Więź, że rozpoczynając Orkiestrę, myślał o "hucpie, zabawie, happeningu, a wyszło wielkie przedsięwzięcie".

"Róbta, co chceta"

Drugim argumentem przeciwników WOŚP jest kultura luzu, którą promuje w mediach Wielki Dyrygent. Najgłębiej wyraża ją powiedzenie: "Róbta, co chceta". Styl życia proponowany przez Jerzego Owsiaka to przyzwolenie na rozprzężenie moralne. Zgodnie z tą perspektywą - młodzi ludzie mogą robić, co chcą, jeśli tylko raz do roku chodzą z serduszkami.

Koszty Organizacji

Trzecim argumentem krytycznym są koszty organizacji Wielkiej Orkiestry. Sama transmisja telewizyjna kosztuje TVP kilka milionów złotych. Telewizja publiczna lansuje całą imprezę "za darmo", czyli za pieniądze podatników. Do kosztów transmisji trzeba doliczyć organizację imprez w dziesiątkach polskich miast za publiczne pieniądze. Potężne sumy wydaje się w ciągu roku na plakaty, billboardy, reklamę. Kto policzył, ile kosztują organizowane w drugą niedzielę stycznia koncerty i pokazy sztucznych ogni? Niektórzy podejrzewają, że koszty organizacji Wielkiej Orkiestry mogą przewyższać zebrane fundusze.

Co dziesiąta złotówka

Czwarty argument to tzw. działania statutowe Fundacji WOŚP. Każdego roku 10% pieniędzy zebranych w ramach akcji Jerzego Owsiaka przeznacza się m.in. na wynagrodzenia, utrzymanie biura, samochody oraz organizowanie Przystanku Woodstock. Z tego wynika, że co dziesiąta złotówka dawana w styczniu Orkiestrze idzie na cele, których być może ofiarodawca nie akceptuje.

Woodstock

Piątym argumentem krytycznym jest Przystanek Woodstock. Został on pomyślany jako podziękowanie i możliwość wspólnej zabawy dla wolontariuszy WOŚP. Przystanek jest organizowany za pieniądze Orkiestry. Z biegiem lat stał się największym koncertem rockowym w naszym kraju. Naoczni świadkowie mówią o pijanych tłumach kołyszących się w rytm ostrej muzyki, powszechnie dostępnych i używanych narkotykach, "dzikim seksie" itp. Największe wrażenie wywołują obrazy nagich ciał tarzających się w błocie. Jeden z ewangelizatorów na Przystanku Jezus opowiadał, że duchowni muszą wysłuchiwać od "pokojowej młodzieży" Woodstocku niezliczonej ilości wściekłych wyzwisk, obietnic zaszlachtowania w nocy oraz bluźnierstw rzucanych pod adresem Boga i Kościoła. Siostra zakonna, pisząca o Przystanku Woodstock w dominikańskim miesięczniku W drodze, zatytułowała swoją relację tak: Widziałyśmy przedsionek piekła.

Hare Kryszna

Szósty argument to powiązania Jerzego Owsiaka z bardzo groźną sektą Towarzystwa Świadomości Kryszny. Jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych sekt działających w naszym kraju. Hare Kryszna jest zakazana w wielu państwach. Doktryna i etyczny charakter tej sekty są całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem. Na Przystanku Woodstock największy namiot, tuż przy głównej scenie koncertowej, należy do Pokojowej Wioski Kryszny. Można odnieść wrażenie, że Towarzystwo Świadomości Kryszny ma duży wpływ na oficjalną ideologię Przystanku Woodstock.

Wolontariusze

Siódmy argument odnosi się do sposobu naboru wolontariuszy. W wielu miastach w przygotowania do Wielkiej Orkiestry angażują się szkoły, przedszkola, domy kultury i inne instytucje publiczne. W niektórych szkołach odwołuje się zajęcia lekcyjne, ponieważ dzieci muszą przygotować się do akcji Jerzego Owsiaka. Co więcej, słyszałem o szkole wyższej, w której zaliczenie danego przedmiotu było uzależnione od zaangażowania w WOŚP. Nie wolno nikogo w ten sposób zmuszać i nie wolno angażować instytucji publicznych w działania tylko jednej z wielu organizacji charytatywnych.
W tym kontekście wątpliwość budzi także wiek wolontariuszy. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem - w zbiórce pieniędzy mogą brać udział tylko osoby pełnoletnie. Dla WOŚP czyni się wyjątek. Czy wiek wolontariuszy i brak zabezpieczeń skarbonek nie są czasami pokusą, zachętą do nieuczciwości?

Niesprawiedliwość medialna

Ósmy argument krytyczny to nagłaśnianie przez media akcji Jerzego Owsiaka przy jednoczesnym pomijaniu innych działań charytatywnych. Po ósmym finale WOŚP w jednym z dzienników przeczytaliśmy: "Wielka Orkiestra gra raz w roku. W jej cieniu przez cały rok z mniejszym medialnym wsparciem działają inne organizacje charytatywne, których pomoc nie jest tak efektowna, ale bywa, że większa". Obowiązkiem mediów publicznych jest sprawiedliwe informowanie społeczeństwa o wszystkich działaniach dobroczynnych. Wystarczy porównać czas antenowy WOŚP z czasem przeznaczonym dla Caritas, PCK, PAH, lokalnych organizacji i wielu placówek kościelnych, aby głęboko zdumieć się absurdalnością sytuacji, w której żyjemy.

Poglądy

Dziewiąty argument dotyczy osobistych poglądów Jerzego Owsiaka. Wielki Dyrygent jest typowym luzakiem i swojakiem. O Radiu Maryja mówi, że je "spłukuje", ponieważ jest "radiem agresywnym, poniżającym ludzi" i wyzwalającym u odbiorców "najniższe instynkty". Z jednej strony Jerzy Owsiak chce pomagać noworodkom, z drugiej - jest zwolennikiem prawa do zabijania dzieci nienarodzonych. Czy katolikom wolno ratować chore dzieci pod sztandarami człowieka, który opowiada się za zabijaniem tych jeszcze nienarodzonych?

Fundament etyczny III RP

Dziesiąty argument to postrzeganie WOŚP jako dziecka kultury lewicowo-liberalnej, która zwalcza kulturę konserwatywno-religijną. W lutym 2000 r. Roman Graczyk opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł pt. Demokratyczna asceza i jej wrogowie. W perspektywie dziennikarza Gazety święta narodowe 11 Listopada i 3 Maja są dla współczesnej młodzieży martwą tradycją. "Bo choć my autentycznie cieszymy się z odzyskanej wolności - podkreśla Roman Graczyk - nie potrafimy już tego wyrazić w kategoriach, które «kręciłyby» młodzież. A Owsiak, owszem, «kręci». (...) Jeśli chcemy odkryć etyczny fundament nowej, demokratycznej Polski, pomyślmy nad fenomenem Orkiestry".
Dla przedstawicieli kultury lewicowo-liberalnej moralnego fundamentu naszej Ojczyzny nie stanowi tradycja powstańcza, katolicyzm, dwudziestolecie międzywojenne czy mit "Solidarności". Ich zdaniem, naszym nowym fundamentem etycznym może być natomiast Orkiestra lub coś podobnego do niej. Nie ulega wątpliwości, że akcja Jerzego Owsiaka to także pewien projekt kulturowy. Wielka Orkiestra jest wyraźnym przykładem walki kultury lewicowo-liberalnej z tradycyjnym polskim etosem, zbudowanym na gruncie wartości narodowych i religijnych. W Orkiestrze chodzi nie tylko o pomoc chorym i biednym dzieciom, ale także o duchowy kształt naszego kraju.

* * *

Jednym z cieni polskiego katolicyzmu jest brak profetyzmu w sprawach społecznych. Wydaje się, że przejawem tej słabości jest także brak spójnej oceny religijno-etycznej WOŚP z perspektywy światopoglądu katolickiego. Katolicy w Polsce powinni usłyszeć od swoich duszpasterzy opinię Kościoła na temat "wielkiej młodzieżowej mszy" Jerzego Owsiaka. Nie wolno nam zapominać, że w dyskusji o Wielkiej Orkiestrze chodzi nie tylko o ocenę konkretnej akcji charytatywnej, ale także o kondycję naszego katolicyzmu i etyczny fundament III Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Oświadczenie świdnickiej kurii: ksiądz oskarżany o sprowokowanie bójki ma status pokrzywdzonego

2020-01-28 20:53

[ TEMATY ]

kapłan

kapłan

wikipedia.org

W nawiązaniu do informacji medialnych nt. bójki z udziałem ks. Andrzeja A. na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maryja Śnieżna” na Górze Iglicznej świdnicka kuria podkreśla, że w związku z wydarzeniem toczy się postępowanie karne, w którym ksiądz ma statut pokrzywdzonego. W oświadczeniu przesłanym KAI kuria wyraża też ubolewanie, że w licznych relacjach medialnych dotyczących sprawy przedstawia się jej przebieg w sposób odmienny, niż został ustalony przez organy ścigania, usiłując przypisać winę księdzu kustoszowi.

Publikujemy oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej:

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej ws. toczącego się postępowania karnego wobec czynów dokonanych w sanktuarium na Górze Iglicznej.

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, że przed Sądem Rejonowym w Kłodzku toczy się postępowanie karne w sprawie sygn. akt II K 521/19 przeciwko Bartoszowi H. o czyn z art. 157 § 2 k.k. Akt oskarżenia w tej sprawie wniosła Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej.

Zarzucany oskarżonemu czyn obejmuje spowodowanie w dniu 25 grudnia 2016 r., po zakończonej Mszy Świętej, na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maria Śnieżna” na Górze Iglicznej obrażeń ciała u księdza kustosza. Ksiądz ten ma w ww. sprawie status pokrzywdzonego i korzysta z uprawnień procesowych takich, jakie przepisy prawa przewidują dla wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.

Do Sądu Rejonowego w Kłodzku Prokuratura Rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej skierowała też akt oskarżenia obejmujący zarzut obrazy uczuć religijnych w trakcie wspomnianego zajścia z 25 grudnia 2016 r. Według informacji Kurii, przewód sądowy w tej sprawie nie został jeszcze otwarty.

Kuria Biskupia z ubolewaniem przyjmuje przy tym liczne relacje medialne dotyczące tych spraw, w których przedstawia się przebieg zajścia w sposób odmienny niż został ustalony przez organy ścigania, i w których winę za spowodowanie zajścia usiłuje się przypisać księdzu kustoszowi sanktuarium na Górze Iglicznej.

Kuria w Świdnicy liczy na to, że obie wyżej wskazane sprawy zostaną wyjaśnione przez Sąd i oświadcza, że nie będzie ich w żaden sposób komentowała.

Ks. dr Daniel Marcinkiewicz rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej

---

Przypomnijmy, że bójka z udziałem ks. kustosza Andrzeja A. na terenie Sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości „Maryja Śnieżna” na Górze Iglicznej miała miejsce po pasterce 2016 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję