Reklama

Felietony

Co będzie, jak szkodę na duszy poniesiemy?

Nie wiem, jak będzie 29 marca, kiedy ten numer Niedzieli trafi do większości Czytelników. Mam nadzieję, że będzie inaczej, ale dziś, kiedy piszę ten krótki tekst, chyba każda rozmowa zahacza w ten czy inny sposób o koronawirusa. Także w Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu, gdzie pracuję, rozmawialiśmy dziś rano o zakazanych Mszach św. we Włoszech. Ksiądz biskup Grzegorz Kaszak mówił, że dzwonił do znajomego proboszcza z północy Włoch, gdzie jest najwięcej przypadków chorobowych. Ów ksiądz ma 87 lat, ale nadal pracuje w parafii, bo nie ma kto. Nasz biskup pytał m.in. o opiekę nad chorymi. Włoski kapłan odpowiedział, że chodzi tylko do ciężkich przypadków w domu opieki, który znajduje się na terenie jego parafii.

Reklama

Tak. We Włoszech stała się dla mnie osobiście, i pewnie dla większości osób wierzących, rzecz niewyobrażalna. Przez miesiąc, być może dłużej, katolicy nie będą mieli dostępu do Mszy św. Wiadomo już, że niektórzy nie mogą się z tym pogodzić i namawiają księży, aby w tajemnicy odprawili dla nich Najświętszą Ofiarę z obawy przed sankcjami, które grożą za złamanie nakazu. Mimowolnie nasuwa się skojarzenie z czasem katakumb, choć te też są dziś zamknięte.

Co daje zakazywanie Mszy św.? Czy to zgromadzenie ludzkie niesie takie same zagrożenie jak koncert, wycieczka, dyskoteka czy inne? Wydaje się, że ryzyko jest mniejsze. Zresztą po prawdzie to chodzi o coś innego. Tak samo jak szczepionki, której jeszcze nie ma i nie wiadomo, czy będzie, tak samo jak higieny, lekarstw czy kwarantanny potrzebujemy w tym trudnym czasie miłości i solidarności. Tych potężnych sił duchowych, których rezerwuarem jest Eucharystia – Uczta Miłości. Koronawirus sprawił bowiem, że boimy się siebie. Ten lęk powiększa dystans między nami, a nawet zamiast współczucia wzbudza w nas czasami niechęć i wrogość.

Gdy się jeszcze Chrystusa podda kwarantannie, to rzeczywiście marny nasz los. Nic nas nie uratuje, „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16, 26).

2020-03-25 12:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tolerancja – ale nie dla katolików

2020-09-23 09:47

Niedziela łódzka 39/2020, str. VII

[ TEMATY ]

felieton

tolerancja

Kościół św. Krzyża w Warszawie

Kościół św. Krzyża w Warszawie

Pan Jezus to ma ciężko. Zwłaszcza na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Niedawno również tam odziano figurę Chrystusa tęczową flagą i anarchistyczną chustką. Ponadto w Szczecinie pojawiły się napisy wzywające do nienawiści do duchownych. Na paradzie środowisk LGBT w Słubicach kolejny raz sprofanowano wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Szczęście w kolorze biało-czerwonym

2020-09-23 09:43

Niedziela Ogólnopolska 39/2020, str. 20-21

[ TEMATY ]

ludzie

Anna Bandura

Natalia Kostina, projektantka mody i jej 12-letnia córka Alina znalazły swój nowy, polski dom w Krakowie

Natalia Kostina, projektantka mody
i jej 12-letnia córka Alina znalazły
swój nowy, polski dom w Krakowie

Polska jest dla nich wzorem troski o rodzinę, strażnikiem chrześcijańskich wartości, a także doskonałą przestrzenią do pracy i rozwoju. Tutaj chcą budować swoje życie, na nowo.

Obywatelka Kirgistanu, etniczna Ukrainka, Natalia Kostina, z wykształcenia muzykoznawca i projektantka mody, od półtora roku mieszka w Krakowie. Artiom i Anastazja, młodzi rodzice z Białorusi, 2 miesiące temu osiedlili się w Białymstoku. Dzień Migranta i Uchodźcy, obchodzony w Kościele 29 września, jest doskonałą okazją, by poznać ich historie.

Z dalekiego kraju

– Moje serce jest tu, w Polsce – mówi Natalia Kostina, która w 2019 r. przeniosła się do stolicy Małopolski. Decyzja o przeprowadzce z Kirgistanu do kraju nad Wisłą poprzedzona była trudnymi doświadczeniami wywołanymi falą kulturowych, społecznych i politycznych przemian w ojczyźnie projektantki. Do niedawna Rodzina Kostinów prowadziła szczęśliwe życie w Kirgistanie. Natalia przez 20 lat zarządzała dobrze prosperującą firmą odzieżową w Biszkeku; zatrudniała 70 osób. Regularnie wyjeżdżała na targi mody do Moskwy, gdzie prezentowała swoje kolekcje. Po rozpadzie Związku Radzieckiego nastąpiły zmiany.

– Coraz częściej słyszałam od Kirgizów, żebym wracała do Rosji, chociaż nie jestem Rosjanką, bo urodziłam się w Kirgistanie – mówi Natalia. To przyniosło jej poczucie wyobcowania, które nasilało się w kolejnych latach. – Do Biszkeku przyjeżdżało coraz więcej muzułmanów, zaczęła się upowszechniać obca dla nas kultura. Zmienił się język, nie miałam w moim sklepie muzułmańskiej odzieży – dodaje. Przychody rodziny zaczęły spadać. Pracownicy firmy, ze względów ekonomicznych, wyjeżdżali do Rosji. Ostatecznie, 2,5 roku temu, projektantka sprzedała swój podupadający biznes. – Niestety, świat dookoła nas się zmieniał i nie potrafiliśmy tego zatrzymać – wyznaje Natalia.

Problemem był również poziom edukacji w kirgiskich szkołach. Na uniwersytetach szerzyła się korupcja – coraz częściej ostateczny wpływ na oceny z egzaminów miała nie zdobyta wiedza, a wysokość wręczonej łapówki. – To było trudne, bo chcieliśmy, żeby dzieci uzyskały dobre wykształcenie, a poziom nauczania w Biszkeku nie spełniał naszych oczekiwań – tłumaczy Natalia.

Nasz wybór

Gdy najbliższe osoby zaczęły wyjeżdżać za granicę, państwo Kostinowie również rozważali przeprowadzkę. Małżeństwo zastanawiało się nad zamieszkaniem w Europie. – Miałam przyjaciółki w Niemczech, ale dla mnie to bardzo odległy światopoglądowo kraj, zresztą jak wszystkie państwa Europy Zachodniej. Rozważaliśmy przeprowadzkę do Czech, ale gdy przeczytałam, że prawie wszyscy mieszkańcy są niewierzący, również skreśliłam je z listy. Pomyślałam też o ich północnym sąsiedzie. I... zatrzymałam się na dłużej – podkreśla.

Jak wyznaje, tym, co przeważyło o wyborze Polski, była silna wiara Polaków. – Co znaczy wiara? Wiara to znaczy Bóg; to wartości chrześcijańskie, rodzina. Wszystko, co jest nam bliskie – mówi z przejęciem.

Wybór nowego miejsca zamieszkania był dopiero początkiem. Aby otrzymać wizę, pani Natalia musiała podjąć starania o znalezienie polskiego pracodawcy, który zgodziłby się przejść przez żmudny proces wyrabiania dokumentów pracowniczych. Konieczna była również podróż rodziny do Kazachstanu, bo w Kirgistanie nie ma polskiej ambasady. – Przez pół roku zbierałam dokumentację i uczyłam się języka polskiego. Pojawił się człowiek, który chciał mnie zatrudnić. Pojechałam do ambasady i dostałam wizę – tylko ja. Moje dzieci i mąż – nie – opowiada.

Opatrzność czuwa

– Na szczęście Pan Bóg od początku o wszystko się zatroszczył – mówi Natalia. – Znalazłam pokoik na Ruczaju w Krakowie, u starszej pani, która przekazywała mi wiedzę o Polsce, opowiadała np. o czasach wojny. Przez Facebooka poznałam kobietę z Kirgistanu, która do dziś jest moją przyjaciółką, bratnią duszą, siostrą. Później, dzięki Bożemu prowadzeniu, zaczęłam nawet śpiewać w chórze w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Gdybym 3 lata temu próbowała wyobrazić sobie swoją przyszłość, to nigdy bym nie wpadła na coś podobnego – wyznaje z uśmiechem. Kurs języka polskiego okazał się źródłem największej radości. – Pokochałam język polski. Mam wrażenie, że lekcje zawsze trwają za krótko! – dodaje. Po 8 miesiącach przyszła upragniona wiadomość – zgoda na przyjazd 12-letniej córki, Aliny.

Obecnie Natalia realizuje się jako projektantka w luksusowej firmie odzieżowej. Tę możliwość otrzymała tuż po zakończeniu kwarantanny narodowej. Jej córka uczy się w szkole podstawowej; jest otoczona życzliwymi nauczycielami i uczniami. – Teraz czekamy na przyjazd męża i syna. Tu chcemy budować nasz nowy dom – podsumowuje.

Postawić na rozwój

Artiom i Anastazja, 25-latkowie z Białorusi, rodzice kilkumiesięcznego Andrzejka, w Polsce, kraju swoich przodków, poszukują nowych możliwości rozwoju. – Przeprowadziliśmy się do Białegostoku na początku sierpnia. Postanowiliśmy zamieszkać tutaj, bo miasto jest niewielkie, dobre na początek. Chcemy tu podszkolić język polski, a później przenieść się do Warszawy – mówi młoda mama.

Małżonkowie ukończyli studia prawnicze i marzą o tym, aby móc pracować w swoim zawodzie. Emocjonalne wsparcie okazują Artiomowi i Anastazji ich rodzice chrzestni, którzy mieszkają pod Białymstokiem. – Myśleliśmy o tym, żeby przyjechać tu już w czasach narzeczeństwa. W końcu po ślubie, a także po rocznym kursie językowym złożyliśmy stosowne dokumenty – mówi Artiom.

Tęsknota za polskimi korzeniami była jedną z motywacji do przeprowadzki. Aklimatyzacja nie przebiegała jednak bez przeszkód, dlatego że małżonkowie zostali niemalże sami – bez przyjaciół, rodziców i rodzeństwa, a bariera językowa utrudniała im budowanie nowych relacji. – Mnie jest trudniej, bo będąc na urlopie macierzyńskim, jestem codziennie w domu z synem. Mąż adaptuje się szybciej, gdyż chodzi do pracy. W wolnym czasie oglądamy filmy w języku polskim, aby jak najszybciej móc swobodnie rozmawiać. Staramy się nawiązywać relacje z sąsiadami, jeździmy do naszych chrzestnych – mówi nieśmiało Anastazja.

W wolnym czasie rodzina poznaje Białystok. Spacery po starówce i przystanki w maleńkich kawiarniach sprawiają rodzinie mnóstwo radości. Artiom gra też w piłkę ręczną z miejscową drużyną. W Polsce czują się bezpiecznie i widzą lepszą przyszłość dla swoich dzieci.

– Cieszymy się, że mogliśmy tu zamieszkać. Mamy to, co dla nas najważniejsze – Kościół. Mamy też przed sobą nowe doświadczenia i wyzwania, czyli naukę języka oraz wychowanie syna w dwujęzyczności. Wierzymy, że wszystko się ułoży – mówi Anastazja.

Imiona bohaterów z Białorusi zostały zmienione

CZYTAJ DALEJ

Bp Jeż: trzeba na nowo przywrócić honor małżeństwu i rodzinie

2020-09-30 20:21

[ TEMATY ]

bp Jeż

bp Andrzej Jeż

TV Niedziela

Bp Andrzej Jeż

Bp Andrzej Jeż

"Trzeba zrobić wszystko, by na nowo przywrócić honor małżeństwu i rodzinie" - apelował biskup tarnowski Andrzej Jeż podczas Mszy św. w parafii św. Pawła w Bochni z okazji 25-lecia Oddziału Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Przypominając słowa papieża Franciszka, biskup mówił, że rodzina nie tylko, że nie jest odpowiednio ceniona, to jeszcze nie chce się jej rozumieć.

„Widząc zagrożenia czyhające dziś na rodzinę, Franciszek przekonuje, jak dobrą, piękną i prawdziwą sprawą jest zakładanie rodziny, bycie rodziną dzisiaj. Jest ona niezbędna dla przetrwania świata i przyszłości ludzkości” - podkreślił bp Jeż.

Biskup tarnowski mówił również w homilii o tym co mogą zrobić dziś kobiety i mężczyźni, matki i ojcowie, by chronić rodzinę.

„Po pierwsze, powinni na nowo odbudować swoją wspólnotę z Bogiem. On bowiem jest gwarantem silnej i zdrowej rodziny. Po drugie, małżonkowie muszą mieć dla siebie czas i muszą też mieć czas dla swoich dzieci. Nie można również wychowania dzieci oddawać wyłącznie w ręce tzw. ekspertów. Jest to pewnie dla wielu wygodne, by zrzucić na innych trudy wychowania własnych dzieci, niemniej jednak w dłuższej perspektywie ma to katastrofalne skutki” - powiedział Pasterz Kościoła tarnowskiego.

Bp Andrzej Jeż podkreślił, że podobnie jak trzeba z wysiłkiem budować materialny dom, tak również trzeba włożyć wiele starań, by zbudować ten żywy dom, którym jest rodzina. Wskazywał, że fundamentem takiego domu jest łaska sakramentu małżeństwa.

„Przekonano miliony ludzi, że etyka chrześcijańska odbiera im szczęście, że jest represyjna i nienowoczesna. Małżeństwa, które nie podejmują moralności przykazań popadają często w serię niszczących procesów, a małżeństwa, które usiłują żyć Ewangelią są silne, mocne, szczęśliwe, spełnione. Wierność w obliczu prób zmiękczania nauki Ewangelii, wytrwałość w obliczu wszelkiego rodzaju nacisków i mód była przez wieki mocą Kościoła Chrystusowego. I tak musi pozostać ” - dodał bp Andrzej Jeż.

Msza św. z okazji 25-lecia Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w parafii św. Pawła w Bochni zakończyła kilkudniowe obchody, które zorganizowano pod hasłem „Rodziny w służbie rodzinom”. Zorganizowano m.in. projekcję filmu „Nieplanowane”, wykład, misterium ewangelizacyjne. Ponadto grupa parafian była na Jasnej Górze na pielgrzymce małżeństw i rodzin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję