Reklama

Całun Turyński piątą Ewangelią

„Jeśli wizerunek na całunie jest wizerunkiem Jezusa, to wówczas chrześcijanie mają dowód Jego śmierci i zmartwychwstania” – mówi Bernardo Hontanilla

2020-06-24 09:57

Niedziela Ogólnopolska 26/2020, str. I-VIII

Nie ma drugiego takiego wizerunku biczowanego, a następnie ukrzyżowanego Człowieka, który tak bardzo rozgrzewałby emocje zwolenników i przeciwników jego autentyczności, a tym samym tak mocno angażował autorytety naukowe. Tysiące badań naukowych Całunu Turyńskiego pozwoliły oznaczyć na nim grupę krwi – AB, wykazały obecność w krwi barwnika żółci, wykryły obecność komórek nabłonka skóry od ran zadanych biczem rzymskim, a także ujawniły istnienie drobin aloesu. Prawdziwą sensacją było odkrycie naukowców z NASA w 1976 r., że odbicie na Całunie jest trójwymiarowe. Dzięki temu zrekonstruowano prawdziwy, trójwymiarowy obraz twarzy i całego ciała Człowieka z całunu. Wśród różnych szczegółów okazało się, że na zamkniętych powiekach Jezusa są widoczne odciski drobnych monet, bitych przez Poncjusza Piłata między rokiem 30 a 32 naszej ery. Można było zobaczyć ranę w boku, na nadgarstku oraz krew spływającą po przedramionach, która rozlała się między włóknami i została zatrzymana w szczelinach. Natomiast w tyle głowy widać duży pęk włosów odpowiadający żydowskiej modzie z I wieku.

Ponadto z całunowego odbicia dowiadujemy się, że Jezus miał brodę, długie włosy, ważył około 65 kg, miał 180 cm wzrostu i był praworęczny. Wiele emocji wzbudza przebicie boku Jezusa, z którego wypłynęła krew i woda (J 19, 33-34). Woda – to oczywiście osocze pochodzące z serca. Jest to niepodważalny dowód, że człowiek ten już nie żył. Naukowcy doliczyli się na wizerunku około 600 różnego rodzaju ran, co uświadamia nam, że męka i śmierć Chrystusa na krzyżu była o wiele bardziej okrutna, niż moglibyśmy sobie to wyobrazić.

To zadziwiające, że na dziewiętnaście wieków przed odkryciem fotografii na chropowatym lnianym płótnie o wymiarach 4,36 x 1,10 m powstał fotograficzny negatyw obrazu ciała Człowieka, zawierający informacje dokładnością odpowiadające współczesnej technice fotograficzno-elektronicznej. Co jednak najbardziej emocjonujące: na Całunie jest jeszcze inny rodzaj odbicia, ktore powstało w wyniku tajemniczego i naukowo niewytłumaczalnego lekkiego przypalenia, znajdującego się tylko na powierzchni włókien, bedącego efektem działania silnego promieniowania od wewnątrz, spowodowanego przez wybuch i wygaśnięcie w milionowym ułamku sekundy jakiegoś tajemniczego źródła energii, decydującego także o procesie powstania oryginalnego wizerunku. Tajemnicza energia wyzwalająca się z wnętrza ciała Człowieka spowodowała, że krew na płótnie zdematerializowała się, podczas gdy na powierzchni tkaniny utrwaliły się raz na zawsze jej dokładne ślady, tak jak i całego ciała, pozostawiając przyszłym pokoleniom dosłownie „migawkowe zdjęcie Zmartwychwstania” (Ian Wilson, „Całun turyński”, Kraków 1984).

Reklama

Nie ma wątpliwości, że jest to tkanina licząca 2 tys. lat, a więc zapewne może to być autentyczne płótno grobowe Chrystusa. Amerykańscy naukowcy z Instytutu Badań Kosmicznych NASA, po serii skomplikowanych badań, wydali oświadczenie, w którym stwierdzają: „Dla nas, uczonych, możliwość sfałszowania odbicia na Całunie byłaby większym cudem aniżeli zmartwychwstanie Chrystusa, oznaczałoby to bowiem, że nauka XX wieku nie dorównuje umysłowi fałszerza z XIV w., co chyba jest niedorzecznością”.

Inne naukowe badania wykazały ponad wszelką wątpliwość, że ciało Ukrzyżowanego nie było w kontakcie z Całunem dłużej niż 36 godzin, ponieważ na płótnie nie znaleziono najmniejszych śladów jego rozkładu. Z całą też pewnością ciało nie zostało wyjęte z płótna, tkanina nie była zdarta, ani nie została rozwinięta, ponieważ takie czynności zostawiłyby bardzo wyraźne ślady. Musiała więc nastąpić jakaś tajemnicza przemiana ciała, które w niewytłumaczalny dla nauki sposób przeniknęło przez płótno, zostawiając na nim trójwymiarowy negatyw. W ten sposób całun wskazuje na nieprzeniknioną tajemnicę zmartwychwstania.

W ostatnim czasie po raz pierwszy przebadał obraz Człowieka z całunu specjalista chirurgii plastycznej prof. Bernardo Hontanilla Calatayud, z Kliniki Uniwersyteckiej Nawarry (Pampeluna, Hiszpania), który udokumentował w nim oznaki życia. Wyniki swoich badań opublikował w czasopiśmie „Scientia et Fides”, które ukazuje się również w Polsce, nakładem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Reklama

Profesor przebadał postać Człowieka z całunu pod kątem zjawisk, które zachodzą w ciele człowieka po jego śmierci, w szczególności zaś śmierci zadanej przez ukrzyżowanie. Na podstawie rozwoju stężenia pośmiertnego zanalizował pozycję ciała odbitego na całunie oraz zajął się analizą bruzd twarzowych, które wskazują, czy osoba zmarła, czy jeszcze żyje. Według profesora, Osoba owinięta tym płótnem była żywa w momencie utrwalenia się Jej wizerunku.

Jak zauważa, logiczne jest, że osoby dokonujące pochówku w momencie składania ciała do grobu wyprostowały zesztywniałą osuniętą nisko na pierś głowę – tak jak uczyniły wcześniej z ramionami – oraz przemogły sztywność tułowia, by ciało przylegało do skalnej półki grobu. Jeśli osoby te zdołały przemóc zesztywniałe odwiedzenie ramion tak, by nawet doprowadzić je do osi ciała, równie łatwo przyszło im wyrównanie głowy i tułowia do powierzchni, na której spoczęły zwłoki. Podobnie nogi zostały rozciągnięte płasko na kamieniu. Innymi słowy ciało nie zostało pogrzebane w takim stanie, w jakim znajdowało się zaraz po zdjęciu z krzyża, w pozycji opadającej tułowia, szyi i nóg oraz z nadmiernym odwiedzeniem ramion. Tymczasem wizerunek na całunie przedstawia szyję w pozycji lekkiego zgięcia, które powoduje uniesienie głowy i wyraźniejsze odbicie twarzy na lnianym płótnie, lepiej przez to przylegającym. Asymetryczne zgięcie kolan, ud i kostek powoduje oparcie podeszwy prawej stopy na płótnie oraz jedynie pięty stopy lewej. Z drugiej strony zauważamy też, że długość całości wizerunku jest mniejsza w tej części płótna, która osłaniała część przednią ciała, względem długości wizerunku odbitego na części tylnej płótna. I dalej, wizerunek przedstawia lewą nogę nieco bardziej zgiętą niż prawą, a także delikatnie zwróconą do wewnątrz.

Z kolei bruzdy nosowo-wargowe na martwej twarzy się rozluźniają i zanikają. Jest to początek zwiotczenia pośmiertnego. Tymczasem obraz bruzd na twarzy utrwalonej na całunie w pierwszym momencie każe nam myśleć, że osoba widoczna na płótnie albo jest żywa, albo należy wyjaśnić to jakimś zjawiskiem zachodzącym po śmierci. Pozycja asymetrycznego zgięcia nóg, nachylenie głowy, a nade wszystko widok na twarzy bruzd nosowo-wargowych i umieszczenie dłoni na wysokości podbrzusza mogą wskazywać na to, że mamy do czynienia z osobą, która właśnie zaczyna wstawać, a co za tym idzie – że jest to świadome napięcie mięśni. Ów dynamiczny obraz, jeśli pominąć teksty historyczne zawarte w Ewangeliach, mógł powstać w jakimkolwiek momencie, licząc od zamknięcia grobu do upływu 30 godzin po śmierci, lecz kiedy osoba była żywa.

Profesor uważa, że wizerunek powstał kiedy Człowiek ten był żywy, a nie martwy, gdyż znajdują się na nim znaki statyczne, właściwe osobie zmarłej (ślady biczowania, krwawienie przedśmiertne i pośmiertne), a zarazem prezentuje on dynamiczne oznaki życia (zaznaczone bruzdy nosowo-wargowe, położenie dłoni, a także gesty podnoszenia się, będące w sprzeczności z naturalną sekwencją pojawiania się oznak stężenia pośmiertnego.

Wszystkie dotychczasowe badania stwierdzają, że pozycja Człowieka z całunu jest typowa dla ciała po śmierci. Tymczasem na całunie „widać odciśnięty wizerunek żywego Człowieka” – zapewnia Bernardo Hontanilla. Pozycja ciała pokazuje ten pierwszy i początkowy gest podnoszenia się” – pisze chirurg. „Racjonalne jest myślenie, że jeśli całun okrywał ciało Jezusa, to chciałby On pokazać na tym samym przedmiocie nie tylko oznaki śmierci, ale także Zmartwychwstania” – dodaje.

„Jeśli te wszystkie ślady, które znajdują się na całunie, połączymy z tym, co opisują Ewangelie, to zauważymy, że wszystko się zgadza w zupełności, nie tylko w śmierci, ale także w zmartwychwstaniu. Zarównie statyczne oznaki śmierci jak też dynamiczne oznaki życia znajdują się na tym samym przedmiocie. Jeśli wizerunek na całunie jest wizerunkiem Jezusa, to wówczas chrześcijanie mają dowód Jego śmierci i Zmartwychwstania” – mówi Bernardo Hontanilla.

Ścisła metodologia naukowa wskazuje, że to lniane płótno, jakim jest całun, z całą pewnością jest prześcieradłem pogrzebowym z czasów Chrystusa, że zostało w nie zawinięte martwe ciało ukrzyżowanego Człowieka o nadzwyczajnym pięknie i fizycznej doskonałości w sposób dokładnie opisany w Ewangeliach. Międzynarodowi eksperci medycyny sądowej, anatomopatologii i kryminologii jednoznacznie orzekli, że krew w tkaninie całunu świadczy o tym, że były w niego owinięte skrwawione zwłoki ludzkie. Do tej pory wiadomo było, że ukrzyżowany Człowiek został owinięty w to płótno, gdy był już martwy.

Badania prof. Bernarda Hontanilla pozwalają wysunąć wnioski, że obraz widoczny na Całunie Turyńskim przedstawia żywą osobę, nie zaś martwe ciało, jak dotąd było opisywane. Jeśli nie uwzględnimy narracji ewangelicznej, na tę chwilę nie jesteśmy w stanie wyjaśnić pochodzenia wizerunku ani z punktu widzenia materialnego, ani formalnego, i należałoby go uznać za dzieło sztuki stworzone przez wyjątkowego geniusza. I odwrotnie – analizując porządek zdarzeń opowiedzianych w Ewangeliach, stwierdzamy, że istnieje całkowita zgodność danych obserwowanych na wizerunku i narracji ewangelicznych opisujących zarówno śmierć, jak i zmartwychwstanie Jezusa.

Całun Turyński jest i pozostanie szczególną relikwią, która porusza sumienia i wzywa do podjęcia decyzji przyjęcia lub odrzucenia Osoby Chrystusa. Tutaj nie można pozostać obojętnym i dlatego siły zła robią wszystko, aby zniszczyć tego kłopotliwego świadka śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Już kilkakrotnie były podejmowane próby spalenia całunu oraz deformowania o nim prawdy. Całun Turyński nieustannie zaprasza do ogarnięcia go również oczami wiary. A wiara podpowiada, że gdy spoglądamy na całun, doświadczamy w jakimś sensie paschy Jezusa.

Wizerunek całunowy, będąc w doskonałej zgodności z ewangelicznym opisem męki, śmierci i złożenia w grobie Jezusa, był od dawna przez teologów nazwany Piątą Ewangelią Męki Chrystusa, Jego Krwią napisaną.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

To jest CUD!

2020-07-07 10:03

[ TEMATY ]

Radio Maryja

Maryja

Tak skwitowała urzędniczka SANEPID-u wyniki testu na koronawirusa ojców franciszkanów z Niepokalanowa. 107 testów i wszystkie ujemne.

To nie możliwe, aby w tak dużej społeczności nikt nie miał pozytywnego wyniku. Wszystko zaczęło się w piątek, 26 czerwca 2020 r. Wieczorem karetka pogotowia zabrała jednego z braci do szpitala. Brat ten wrócił do klasztoru z urlopu 22 czerwca. Czuł się nie najlepiej dlatego pojechał do lekarza. Dostał antybiotyki i wrócił do klasztoru.

W klasztorze w ciągu tych kilku dni miał kontakt bezpośredni z około 30 braćmi. Według pracownika SANEPID-u kontakt bezpośredni, to taki, w którym dana osoba przebywała z zarażonym minimum 15 minut, w odległości mniej niż 2 metry.

Brat jest między innymi fryzjerem, ostrzygł w tym czasie kilku braci. Ponadto całą wspólnotą spotykamy się na posiłkach w refektarzu i kilka razy dziennie w kaplicy na modlitwie. Nieświadomi zagrożenia nikt nie unikał z nim kontaktu. W ciągu tych pięciu dni pobytu w klasztorze po urlopie brat ten był w wielu miejscach wspólnego przebywania.

Chory po wykryciu korona wirusa został przewieziony do szpitala jednoimiennego w Warszawie i przebywa tam do dnia dzisiejszego. Jest podłączony do respiratora. Jego płuca oddychają w 60 %. Jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Do szpitala zakaźnego trafił jego rodzony brat i bratowa oraz 90-letnia mama, która jest na OIOMI-e. Stan naszego współbrata jest nadal poważny, ale stabilny. Kiedy w sobotę 27 czerwca dotarła do klasztoru informacja o koronawirusie naszego współbrata, strach padł na wszystkich. Zrozumieliśmy, że to nie żarty. Zostaliśmy natychmiast objęci przez SANEPID kwarantanną do 10 lipca. Została zamknięta bazylika dla udziału wiernych oraz wszystkie miejsca pracy, w których pracują osoby z zewnątrz. Wprowadziliśmy zalecenia SANEPIDU co do ograniczenia spotkań między sobą. Z twarzy zniknął uśmiech, usta zakryły maseczki. Przeszliśmy w internetowy reżym nabożeństw.

Od współbraci z innych klasztorów, parafian, sympatyków naszego sanktuarium, naszych rodzin i znajomych otrzymaliśmy wiele wsparcia duchowego i materialnego, za co z serca wszystkim dziękujemy. Wielu zapewniało nas o modlitwie.

Czekaliśmy z niecierpliwością na piątek, 3 lipca. W tym dniu zrobiono nam wymazy. Teraz pozostało tylko czekać na sobotę, jak na wyrok. Dzięki Bogu z piątku na sobotę było comiesięczne czuwanie modlitewne przed pierwszą sobotą. Tym razem byli tylko zakonnicy. Odmówiliśmy trzy części różańca przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie była Msza św. Razem z nami przez internat modliło się kilkaset osób.

Przyszła pierwsza sobota, 4 lipca, a z nią comiesięczne spotkanie „Oddaj się Maryi”: konferencja, świadectwa, Msza św. z zawierzeniem wszelkich spraw Matce Bożej oraz nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

Wszystko jak co miesiąc ale bez udziału wiernych. Można nas było oglądać przez YouTube na kanale NIEPOKALANÓW oraz słuchać transmisji przez Radio Niepokalanów. Pomimo pustki w bazylice czuło się obecność ludzi, że są tu z nami, że tak jak my zawierzają się Niepokalanej. To św. Maksymilian nauczył nas, aby ze wszystkim przychodzić do Niej.

Była to najspokojniejsza pierwsza sobota od 4 lat. Nikt nie prosił o poświęcenie dewocjonaliów, chwilę rozmowy, spowiedź. Tak cicho jak nigdy. Spokojnie można było zjeść posiłek, odpocząć i dalej czekać na „wyrok”. Chyba już każdy w klasztorze brał pod uwagę różne scenariusze. Po południu okazało się, że wyniki będą dopiero w niedzielę.

Wieczorem, w trakcie codziennego różańca odmawianego w kaplicy św. Maksymiliana w intencji zakończenia epidemii, rozdzwoniły się dzwony na bazylice. Cóż to może być, czy nie daj Boże coś niedobrego się stało z naszym chorym bratem, ale w klasztorze nie ma takiego zwyczaju, a może Ojciec Święty zachorował?

Pytań było wiele.

Na Apel Maryjny wchodzi do kaplicy św. Maksymiliana gwardian klasztoru i ogłasza przez mikrofon: wyniki na koronowirusa wszystkich braci są ujemne. Według urzędniczki SANEPID-u: To jest CUD !!!

Przez cały okres epidemii nie zdarzyło się nigdzie w Polsce, a być może i na świecie, aby nikt, z tak dużej grupy mającej kontakt z osobą zarażoną, nie został zarażony. Zanim gwardian ogłosił wyniki wraz z pracownikiem SANEPID-u kilka razy sprawdzał listy. 100 % zdrowych.

Chwała Bogu!

Niepokalana po raz kolejny pokazała, że troszczy się o swój Niepokalanów. Odbieramy tę łaskę jako znak, że Matce Najświętszej podoba się to, co od kilku lat robimy: pierwsze soboty z zawierzeniem, wspólny Różaniec, nabożeństwa pokutne i Msze święte za grzechy aborcji, pielgrzymki pokutne, czuwania nocne, Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, które już za miesiąc odbędzie się po raz Czwarty, Sztafeta Różańcowa i wiele innych. Niech ta Boża interwencja będzie iskrą, która zapali nasz naród nową miłością do Boga i ludzi i wleje w nasze serca wiarę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Tak jak 100 lat temu Maryja przyszła z pomocą naszym przodkom, ukazując się bolszewikom i przepędzając ich spod Warszawy, tak niech w naszych czasach przyjdzie nam z pomocą i zwycięży naszych wrogów.

Dziękujemy Wam, że z nami byliście. Polecamy każdego z Was Maryi i życzymy abyście doznali, jak dobra i czuła jest nasza MATKA.

Franciszkanie z Niepokalanowa

Ogłoszenie o. Grzegorza Szymanika - gwardiana Niepokalanowa o wynikach badań.

"Zawierz się Maryi, nasza Mama nigdy Ciebie nie zawiedzie."

CZYTAJ DALEJ

Europa Wschodnia przypomina nam, czym powinna być Europa

2020-07-13 10:00

[ TEMATY ]

komentarz

Europa

yourtube.com

Jestem zachwycony krajami Europy Środkowej i Wschodniej, które bronią swojej kultury, cywilizacji i tradycji. Ich opór wobec naszej, zachodniej propagandy i obrona koncepcji narodu suwerennego i zakorzenionego w historii są godne podziwu – twierdzi Éric ZEMMOUR. Jego wypowiedzi ukazały się na portalu Wszystko Co Najważniejsze.

Jak czytamy na stronie wsztkoconajwazniejsze.pl:

Narody Europy Środkowej i Wschodniej nie występują przeciw Europie, jak czasem francuscy komentatorzy polityczni raczą (w moim przekonaniu niesprawiedliwie) uważać. Stają one natomiast naprzeciw tego, co chcemy bezrefleksyjnie narzucić w imię enigmatycznych wartości europejskich.

Europa to cywilizacja trwająca od zawsze, wybudowana na fundamentach chrześcijańskich i grecko-romańskich, której wierne pozostały jedynie narody Europy Środkowej i Wschodniej.

To dyskusja, którą prowadzić możemy w nieskończoność, jednak jedno jest “techniczną prawdą”. Prawdą, której zaprzeczamy. Przyzwyczailiśmy się do oskarżania „populistów” o sprowadzanie na Europę chaosu politycznego i problemów, które stają się naszą rzeczywistością, kiedy ci dochodzą do władzy. Tymczasem władza jest w ich rękach od lat. Przede wszystkim dlatego, że są skuteczni i rozumieją lepiej, niż my kiedykolwiek będziemy w stanie, swoje społeczeństwa.

Orbán wygrywa wszystkie wybory. Francuska prawica nie wygrywa żadnych. Dopiero „populiści” Europy Środkowej i Wschodniej odpowiedzieli na to, czego naprawdę chce klasa nieuprzywilejowana. Nikt inny.

Za pojęciem suwerenności podąża samodzielne kreowanie swojej rzeczywistości politycznej, której utratę Europa Wschodnia poznała za sprawą licznych imperiów – w tym osmańskiego – które okupowały Węgry przez trzy wieki. Pamięć o tych czasach w narodzie węgierskim pozostaje żywa mimo upływu lat.

Pragnienie suwerenności narodu oraz pamięci historii, która nie pozwala zapomnieć o Europie, jest wyraźne w Budapeszcie i w Warszawie. Do Polski miałem szczęście przyjechać w 2019 roku na zaproszenie redakcji „Wszystko co Najważniejsze”. Nie zgodziliśmy się ze sobą tylko w stosunku do Rosji, kiedy powiedziałem, że podziwiam ten kraj i popieram sojusz francusko-rosyjski.

Należy to zrozumieć. Między Rosją a Polską wojna toczy się od setek lat. I to nie zawsze Polska była ofiarą imperialnej i złej Rosji, zupełnie nie, a wręcz odwrotnie. To Rosja była ofiarą wielkiej, imperialnej Polski, która najeżdżała ją latami i dzieliła. Ukraina, złączona więzami historii z Rosją, przez długi czas stanowiła terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dzisiaj Polska znajduje się pod wpływem rosyjskiego terroru. Nic dziwnego, że stosunki obu tych krajów są napięte.

Dzisiaj przerzucili całe zakupy militarne na dostawy od wyłącznie jednego partnera, zapominając o naszych relacjach. Zwłaszcza, że to my płacimy składki do wspólnego budżetu i przyjmujemy polskich pracowników. Jesteśmy o wiele bardziej związani z Polską niż Polacy z Amerykanami, lecz dynamika naszych obecnych stosunków nie jest dobra.

Zadaniem Francji w nowej odsłonie stosunków międzynarodowych jest rozproszenie obaw Polaków i pogodzenie ich z Rosjanami. Taka jest historyczna rola Francji, historycznej przyjaciółki Polski i Rosji.

Funkcjonujemy w specyficznych relacjach społecznych i politycznych, w których reguły moralne wiodą często prym nad decyzjami politycznymi. Ostatnie 40 lat udowodniło, że wyzwoleniu jednostki towarzyszy wyzwolenie rynku i dominacja tego rynku nad jednostką. Polacy pozostają często narodem surowym, szczególnie w kwestiach moralnych, religijnych, o czym świadczy ich przywiązanie do Kościoła katolickiego. Ale znowu – konieczne jest zrozumienie ich skomplikowanej historii.

Dzisiaj, po czterdziestu latach „wyzwalania” Francji, nie jestem pewien, czy nie tęsknię za jej surowością etyczną lat 60.

Kolejna kalka, stereotyp, uproszczenie obecne w naszym myśleniu o Polsce, to wymiar sprawiedliwości. A przypomnę, że jeszcze niedawno we Francji dyskutowaliśmy o François Fillonie, przytaczając jego sprawę jako przykład tyranii wymiaru sprawiedliwości w polityce i demokracji. Tej tyranii Polacy nie chcą – i się nie mylą. Podobna sytuacja miała miejsce w historii Francji, i to wcale nie w czasach reżimu Vichy czy w czasach de Gaulle’a, ale w Trzeciej Republice, która dochodząc do władzy po roku 1870, śpieszyła się, żeby przeprowadzić czystki wśród sędziów, zarówno tych zbyt katolickich, jak i zbyt bonapartystycznych. Sędziowie przejęli władzę, chociaż powinni jej stanowienia bronić. Wobec tego zjawiska kierowane są polskie reformy.

Istnieją dwie koncepcje demokracji: demokracja, w której rządzi lud, i demokracja, w której jedna z władz zaczyna dominować, między innymi sędziowska. Tymczasem zarówno w Polsce, jak i we Francji władza ma pozostać w rękach ludu, na wzór słów de Gaulle’a: „We Francji sąd najwyższy to lud”.

Éric Zemmour

Wystąpienie w CNews. Autor był gościem 5-lecia “Wszystko Co Najważniejsze” w czerwcu 2019 r.

Zobacz więcej: wszystkoconajwazniejsze.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję