Reklama

Świat

Amerykańska droga nie dla nas

Położone w Kalifornii, jednym z najbardziej lewicowych stanów USA, San Francisco jest istotnym miastem w kontekście analizy wpływu LGBT na kraj oraz historii wywalczania przez to środowisko kolejnych praw i przywilejów w Stanach Zjednoczonych.

2020-07-21 12:05

Niedziela Ogólnopolska 30/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

komentarz

USA

Mikołaj „Vonsky” Teperek/Niepoprawny Dyplomata

Parady środowisk LG BT to dziś w USA częsty widok

To właśnie tam znajduje się Castro – jedna z pierwszych tzw. gejowskich dzielnic, określanych po drugiej stronie Atlantyku mianem „Gay village”. Są to specjalnie wydzielone rejony dużych amerykańskich metropolii zdominowane przez przedstawicieli społeczności LGBT, w których funkcjonują także restauracje, kluby oraz puby deklarujące się jako miejsca dedykowane i sprzyjające homoseksualistom. Początkowo te powstające w latach 70. i 80. XX wieku dzielnice miały kiepską reputację i pozostawały zarezerwowane dla ludzi nieakceptowanych przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Czasem tworzone były one przez heteroseksualną większość, która próbowała odseparować w ten sposób homoseksualistów, czasem przedstawiciele społeczności LGBT traktowali dzielnice-getta jako formę schronienia oraz miejsca dające możliwość życia w otoczeniu podobnych ludzi. W przywołanym wcześniej San Francisco udzielono również pierwszego w USA ślubu parze homoseksualnej. Był 12 lutego 2004 r.

Rewolucja dzieci kwiatów

Przełomowa zmiana w podejściu do środowiska LGBT nastąpiła w Ameryce za sprawą hippisowskiej rewolucji kulturowej lat 60. W 1965 r. w Stanach Zjednoczonych zezwolono na jawne funkcjonowanie klubów gejowskich. To właśnie one stały się zalążkiem pierwszych tęczowych dzielnic. W Nowym Jorku, na Manhattanie, taką dzielnicą mieszkaniową stał się Greenwich Village, gdzie otworzono jeden z pierwszych pubów dla homoseksualistów. W 1966 r. w restaurację tę zainwestowała mafia. Zorganizowana przestępczość widziała w tęczowym biznesie doskonałą okazję do zarobienia dużych pieniędzy. Przedstawiciele amerykańskiego półświatka gromadzili także informacje o swoich klientach, a następnie szantażowali bogatych gejów i lesbijki – grozili im dekonspiracją, gdyby odmówili płacenia pieniędzy za dochowanie ich tajemnicy.

Walka o małżeństwo

Jeszcze do niedawna w Ameryce problem tzw. małżeństw homoseksualnych pozostawał sprawą nierozwiązaną na poziomie federalnym. W praktyce oznaczało to, że poszczególne stany miały w tej kwestii całkowitą niezależność i mogły takie śluby uznawać bądź nie. Pierwszym, który zalegalizował związki jednopłciowe, był stan Massachusetts (maj 2004 r.) Mimo to jeszcze przez wiele lat amerykańskie społeczeństwo w większości sprzeciwiało się lewicowej redefinicji instytucji małżeństwa, co skutkowało zakazem ślubów homoseksualnych obowiązującym wówczas w większości stanów USA.

Reklama

Jak jest obecnie? Według badania opinii publicznej z maja, przeprowadzonego przez Instytut Gallupa, poziom poparcia dla „małżeństw” jednopłciowych w USA osiągnął rekordowy pułap. Tego typu związki akceptuje aż 67% Amerykanów, natomiast zaledwie 31% jest im przeciwnych. Jeszcze pod koniec lat 90. liczby te były dokładnie odwrotne.

Przełomowy moment nastąpił w 2015 r., kiedy wyrokiem amerykańskiego Sądu Najwyższego „małżeństwa” homoseksualne zostały zalegalizowane we wszystkich amerykańskich stanach. Sędziowie uznali, że konstytucja USA zabrania dyskryminowania na tym tle osób homoseksualnych. Chociaż większość stanów zaakceptowała decyzję sądu bez protestów, republikańscy gubernatorzy trzech stanów: Teksasu, Luizjany oraz Missisipi wyrazili wobec niej swój sprzeciw. Ówczesny prokurator generalny Teksasu podkreślił, że pracownicy stanowi mogą odmówić udzielenia ślubu parze homoseksualnej, jeżeli czyn ten stoi w sprzeczności z ich przekonaniami religijnymi.

– Niestety, generalnie wewnątrz amerykańskiego establishmentu jest zgoda na to, by wspierać postulaty LGBT. Wyjątek czyni tutaj prawica religijna, szczególnie głośne są prawica protestancka ze środkowych stanów czy środowiska tzw. Alt-Right, które poparły ostatnio Donalda Trumpa – mówi w rozmowie z Niedzielą prof. Adam Wielomski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, redaktor naczelny pisma Pro Fide Rege et Lege.

Reklama

Kwestia adopcji

Latem 2012 r. na łamach czasopisma naukowego Social Science Research amerykański socjolog z Uniwersytetu Texas w Austin prof. Mark Regnerus opublikował wyniki swoich badań, które wskazywały, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne nie czują się bezpiecznie, są mniej stabilne emocjonalnie oraz gorzej radzą sobie w dorosłym życiu w porównaniu ze swoimi rówieśnikami dorastającymi w tradycyjnych rodzinach. Wśród osób wychowywanych przez ojca geja aż 24% miało myśli samobójcze, natomiast w przypadku dorastania z matką lesbijką odsetek ten wynosił 12%. Dla porównania w tradycyjnych rodzinach lub przy samotnie wychowującym rodzicu zaledwie 5% dzieci zostało w życiu dorosłym dotkniętych przez dramatyczne myśli samobójcze. Osoby dorastające w związkach jednopłciowych ponad dwukrotnie częściej borykały się także z problemami na rynku pracy. Wśród osób wychowywanych przez matkę lesbijkę odsetek bezrobotnych wyniósł aż 28%, w przypadku ojca geja było to odpowiednio 20%, natomiast zaledwie 8% Amerykanów, którzy dorastali w tradycyjnej rodzinie, borykało się z problemem braku zatrudnienia. Aż 31% dzieci wychowywanych przez matkę lesbijkę oraz 25% – przez ojca geja doświadczyło później, już jako osoby dorosłe, wykorzystywania seksualnego. W przypadku osób dorastających w tradycyjnych rodzinach odsetek ten wynosił znacznie mniej – 8%. Co wskazywałoby na większą podatność tych pierwszych na doświadczenie krzywdy natury psychologiczno-emocjonalnej.

Jaka przyszłość?

Gdy został ogłoszony wyrok Sądu Najwyższego legalizujący „małżeństwa” homoseksualne we wszystkich amerykańskich stanach, Partia Republikańska nie podjęła już wysiłków na rzecz zmiany tego stanu rzeczy – nawet wówczas, gdy konserwatyści kontrolowali obie izby Kongresu oraz Biały Dom. Kwestia ta przestała być w USA znaczącą osią sporu ideologicznego, a przypieczętowaniem tej dziejowej rewolucji kulturowej stało się relatywnie wysokie poparcie dla związków jednopłciowych przez republikańskich wyborców, które osiąga obecnie poziom ok. 49%.

Wielu prominentnych przedstawicieli Kościoła katolickiego w USA, choć cały czas podkreśla, że stosunki homoseksualne są grzechem, na przestrzeni lat także zmieniło swoją retorykę względem osób LGBT na łagodniejszą i bardziej otwartą wobec tej społeczności. Dla części komentatorów Kościół nie robi wystarczająco dużo, by zatrzymać trend akceptacji „małżeństw” LGBT czy adopcji dzieci przez te związki.

– Amerykański Kościół katolicki w sumie poddał tę sprawę. Pamiętajmy, że już Leon XIII potępiał herezję tzw. amerykanizmu, czyli poddania zasady katolickiej pod osąd demokratycznej większości. Nie dochodzą do mnie sygnały, aby amerykańscy katolicy byli w tej kwestii specjalnie stanowczy. Niestety, sprawy tej bronią już tylko radykalni protestanci, których w Waszyngtonie nikt nie traktuje poważnie, acz do tego grona zalicza się obecny wiceprezydent USA – mówi prof. Adam Wielomski.

USA rozwiązały również kwestię adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Stało się tak za sprawą wyroku Sądu Najwyższego USA z czerwca 2017 r., który zalegalizował tego typu adopcje we wszystkich amerykańskich stanach.

Ocena: +2 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W sprawie drugiego ślubu Jacka Kurskiego

2020-07-28 12:29

[ TEMATY ]

komentarz

ślub

opinie

PAP

Niedawno w mediach pojawiła się informacja o ślubie kościelnym Pana Jacka Kurskiego. Chciałbym choć ogólnie odnieść się do niektórych zarzutów, które pojawiły się po tym fakcie, a do napisania tego artykułu skłoniły mnie rozmowy z ludźmi, którzy wyrażali swój niepokój, a także pewne prasowe tytuły, między innymi takie jak: „Być jak Jacek Kurski. Jak unieważnić ślub kościelny”.

Oczywiście z różnych komentarzy możemy się dowiedzieć, jakie ekspresowe tempo przybrał sam proces, a także jakie znajomości i ile pieniędzy trzeba mieć, aby uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa. Mam świadomość, że nie da się w krótkim tekście opisać całej procedury kanonicznej, ale kilka jej wątków może rozwiać niektóre wątpliwości, które rodzą się także w ludziach wierzących. Moim moralnym obowiązkiem jest trzymanie się faktów, a więc od początku…

Pierwszą sprawą jest terminologia. Świeccy dziennikarze zachowali pewną dozę przyzwoitości, ujmując w cudzysłów sformułowanie „rozwód kościelny”. Ostatecznie czytelnik dowie się, że w Kościele nie ma rozwodów, ale pojęcie „unieważnienia małżeństwa” jest nagminnie nadużywane.

Prawda jest taka, że biskupi nie „unieważniają małżeństwa”, a sam proces dotyczy ewentualnego stwierdzenia nieważności małżeństwa, czyli czy zaistniała ważna umowa małżeńska, czy też na skutek jakiejś przyczyny lub przyczyn małżeństwo od samego początku nie było ważnie zawarte.

Biskup diecezjalny jest oczywiście pierwszym sędzią, ale w praktyce rzadko korzysta z tego przywileju i to kolegium sędziowskie zwane składem czy turnusem, po przeprowadzeniu całego dochodzenia, wydaje decyzję w postaci wyroku.

Sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa zastrzeżone są dla kolegium składającego się z trzech sędziów (czasami są wyjątki od tej zasady: jeżeli w diecezji lub sąsiednim trybunale nie ma możliwości ustanowienia trybunału kolegialnego może orzekać sędzia jednoosobowy, będący duchownym, który jednak winien sobie dobrać dwóch asesorów; w Rocie Rzymskiej zdarza się, że sądzenie spraw o nieważność małżeństwa powierzone jest kolegium składającemu się z pięciu sędziów). Rozwodów kościelnych więc nie ma, nie istnieje pojęcie „unieważnienia” małżeństwa, ale każdy z małżonków po rozpadzie związku ma prawo do procesu i do zbadania ewentualnej nieważności małżeństwa.

Czas postępowania, czyli ile trwa proces?

Nie wiem na ile fakty mieszały się z plotkami w przekazach medialnych dotyczących Pana Kurskiego, ale w jednej relacji pisano o 2-letnim procesie, w innych o trochę krótszym.

Okraszone było to czasami obraźliwymi komentarzami, ile i komu trzeba zapłacić za przyśpieszenie procesu. Nie wiem czy 2 lata procesu to jest ekspresowe tempo. Jak powinno być i ile powinien trwać proces? Prawodawca kościelny podpowiada, aby „sprawy w trybunale pierwszej instancji nie przeciągały się powyżej roku”, sędziowie i trybunały mają zatem starać się jak najszybciej, ale z zachowaniem sprawiedliwości, zakończyć sprawy. Wiadomo, że wskazany czas to pewien ideał i od obsady personalnej sądu, ilości spraw w konkretnym trybunale, miejsca przebywania stron i świadków zależy, czy da się w tym czasie przeprowadzić cały proces, ale znam sądy kościelne, które spokojnie radzą sobie z przeprowadzeniem instrukcji dowodowej i wydaniem wyroku w przeciągu roku od złożenia skargi powodowej. Zupełnie inny czas postępowania przewidziany jest na przeprowadzenie tzw. procesu skróconego, ale jest to proces rzadki, w którym nieważność małżeństwa wydaje się oczywista. Taka forma procesu zastrzeżona jest dla biskupa diecezjalnego (biskupa stojącego na czele kościoła partykularnego). Rozumiem, że czasami wierni porównują swój czas oczekiwania na wyrok czy dekret, ale proszę pamiętać, że przed wejściem w życiu dokumentu Mitis Iudex Dominus Iesus postępowanie w przypadku decyzji pozytywnej było dwuinstancyjne, a czasami sprawa trafiała do trybunału trzeciego stopnia postępowania, natomiast po reformie papieża Franciszka wyrok stwierdzający po raz pierwszy nieważność małżeństwa może stać się wykonalny (gdy strony i obrońca węzła małżeńskiego rezygnują ze złożenia apelacji) i taki sposób niewątpliwie przyczynił się do skrócenia całej procedury. Nie da się zatem jeden do jednego porównać i przełożyć procesów przed 2015 rokiem i po tym czasie.

Meritum procesu, czyli przyczyna nieważności

Tak naprawdę nie wiemy, jaka była przyczyna nieważności małżeństwa w przypadku Pana Jacka Kurskiego, a także jakie argumenty i okoliczności zostały wskazane i zebrane w instrukcji dowodowej. Fakt jest taki, że kolegium sędziowskie uznało z moralną pewnością, że wspomniane małżeństwo zostało zawarte w sposób nieważny. Nie będę wymieniał przyczyn nieważności małżeństwa, ale dotyczą one zarówno przeszkód do zawarcia małżeństwa, braku przepisanej prawem formy kanonicznej i wreszcie wad zgody małżeńskiej. Przyczyn jest sporo, ale nie oznacza to automatycznie, że dla każdego coś się trafi. Niektórzy, zaskarżając swoje małżeństwo, wskazują w skardze powodowej prawie wszystkie przyczyny wymienione w Kodeksie prawa kanonicznego, ale działa to bardziej według metody „na chybił trafił” i niekoniecznie ma przełożenie na pozytywny wyrok. Adwokaci kościelni, którzy pomagają stronom w redakcji skargi powodowej, wiedzą, że należy „dobrać” jeden lub kilka najbardziej prawdopodobnych tytułów ewentualnej nieważności, odpowiadających historii poznania się stron, kojarzenia się małżeństwa i przebiegu życia małżeńskiego. Czas trwania małżeństwa, posiadanie dzieci, błogosławieństwo papieskie nie mają aż tak wielkiego znaczenia (są to tylko okoliczności, które mogą, ale nie muszą potwierdzać domniemanie o ważności związku małżeńskiego). Należy pamiętać, że generalnie małżeństwo cieszy się przychylnością prawa i uznaje się je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego.

Zamiast zakończenia

Nie ma wątpliwości, że Pan Jacek Kurski jest osobą publiczną i w stosunku do niego łatwiej formułować zarzuty niż do wielu wiernych, którzy uzyskali pozytywny wyrok stwierdzający nieważność małżeństwa. Im nikt nie wypomina, w jakim kościele i z udziałem ilu gości brali ślub kościelny. Wydaje mi się, że nie ma co spekulować czy obligować Kościół do wypowiedzenia się w tej sprawie. Rokrocznie sądy kościelne w Polsce wydają kilka tysięcy decyzji i nie trzeba się tłumaczyć z poszczególnych wyroków. Sędziowie i współpracownicy trybunału są zobligowani do zachowania tajemnicy urzędowej i nie ma podstawy, aby formułować wnioski w stosunku do określonego sądu kościelnego, aby publicznie wypowiadał się o przebiegu tego konkretnego postępowania. Natura spraw o nieważność małżeństwa dotyczy bardzo często delikatnych i intymnych spraw, których nie powinno się ujawniać na forum publicznym.

CZYTAJ DALEJ

Liban: Polscy strażacy podsumowują działania z libańskimi służbami; w poniedziałek powrót do kraju

2020-08-09 16:23

[ TEMATY ]

Liban

wybuch

strażacy

AP/EPA/WAEL HAMZEH

Polscy strażacy zakończyli w niedzielę działania poszukiwawczo-ratownicze w Bejrucie. Funkcjonariusze podsumowują je wraz z libańskimi służbami. Do kraju wrócą w poniedziałek wieczorem; wyruszy po nich samolot z dodatkową pomocą dla stolicy Libanu.

W ten wtorek doszło do eksplozji w składach bejruckiego portu, gdzie od kilku lat przechowywano saletrę amonową, zmagazynowaną tam bez niezbędnych zabezpieczeń. Wybuch był tak silny, że było go słychać na Cyprze oddalonym od Bejrutu o 240 km. Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej (azotanu amonu) wcześniej skonfiskowanej przez władze.

Gotowość do natychmiastowego wyjazdu do działań ratowniczych w Libanie polscy strażacy zgłosili już następnego dnia. Samolot PLL LOT ze strażakami, zespołem medycznym, psami oraz sprzętem medycznym, lekami i środkami opatrunkowymi wystartował do Bejrutu w środę po godz. 23 z warszawskiego Lotniska Chopina. Na lotnisku w Bejrucie wylądował w czwartek po godz. 2.

W skład grupy strażaków weszło: 39 ratowników grup poszukiwawczych z Warszawy, Poznania, Łodzi, Nowego Sącza, czterech ratowników chemicznych oraz cztery psy. Grupą dowodził st. bryg. Mariusz Feltynowski, kierujący wcześniej działaniami ratowniczymi w czasie misji po trzęsieniach ziemi na Haiti i w Nepalu.

Razem ze strażakami poleciał 11-osobowy zespół medyczny z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. W jego skład weszli zarówno lekarze, jak i specjaliści ds. pomocy humanitarnej, którzy na miejscu zajmowali się m.in. oceną potrzeb i rozdziałem pomocy, w taki sposób, by trafiała ona do osób najbardziej potrzebujących.

Polska baza operacji ratowniczej usytuowana była w odległości 300 metrów od epicentrum wybuchu. W czwartek ratownicy dostali do dyspozycji strefę, w której mogli prowadzić działania operacyjne - nazwany roboczo "strefą J" obszar obejmował cywilny sektor poza samym portem. Z mapy ilustrującej podział stref wynika, że polskim strażakom przydzielono największy z obszarów. Obok Polaków zgodę na tak zaawansowane działania otrzymali tylko Francuzi. Działania, które zaczęto od rozpoznania sytuacji z użyciem psów ratowniczych i sprzętu do lokalizacji, prowadzono w dwóch zespołach od piątku do niedzieli.

Jak poinformowała na Twitterze straż pożarna, w niedzielę funkcjonariusze zakończyli działania poszukiwawczo-ratownicze. "Strażacy zwijają bazę operacji i w poniedziałek po południu wylecą do Polski" - czytamy. W następnym wpisie PSP dodała, ze Polscy strażacy podsumowują działania poszukiwawczo-ratownicze z libańskimi służbami.

W rozmowie z PAP rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej st. kpt. Krzysztof Batorski poinformował PAP, że strażacy powinni wylądować w kraju w poniedziałek ok. godz. 19. Samolot, który po nich przyleci, przywiezie dodatkową pomoc dla stolicy Libanu, m.in. sprzęt medyczny i maseczki przekazane przez Ministerstwo Zdrowia.

Wtorkowa eksplozja pochłonęła co najmniej 158 ofiar, ok. 6 tysięcy osób zostało rannych. W centrum libańskiej stolicy w sobotę wybuchły gwałtowne protesty. Protestujący wtargnęli m.in. do ministerstwa spraw zagranicznych, domagając się ustąpienia i ukarania władz.(PAP)

autorka: Sonia Otfinowska

sno/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Święty Antoni nauczycielem bliskości z Chrystusem

2020-08-09 22:39

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

– Niech wierni przybywający do sanktuarium doświadczają przemożnego wstawiennictwa św. Antoniego, doznają pociechy w strapieniach i umocnienia w radościach – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, ogłaszając kościół pw. św. Antoniego z Padwy w Zakopanem archidiecezjalnym sanktuarium.

W homilii arcybiskup nawiązał do fragmentu Ewangelii opisującego Jezusa kroczącego po wodach wzburzonego jeziora. – To zdarzenie ma charakter symboliczny. Pan Jezus szedł przez ziemię dobrze czyniąc, głosząc Bożą prawdę, wypędzając złe duchy i uzdrawiając – zaznaczył i dodał, że każdy uczeń Chrystusa, pomimo słabości i upadków, musi naśladować swojego Mistrza. Metropolita przypomniał, że po kilku latach, nad tym samym jeziorem, św. Piotr wyznał Chrystusowi miłość, którą ostatecznie potwierdził apostolską działalnością.

– Historie ludzi, którzy idą za Chrystusem na przekór temu światu, odkrywamy w życiu wielu świętych, także u św. Antoniego Padewskiego – podkreślił. – Św. Antoni szedł za Chrystusem zatroskany o to, by mógł coraz bardziej Go poznawać, kochać i skuteczniej głosić Ewangelię całemu ówczesnemu światu (…). Św. Franciszek i inni współbracia byli uderzeni mocą, z jaką św. Antoni głosił Boże prawdy, jego mądrością, wspaniałym głosem i pięknym słowem (…). Słuchały go tłumy, nauczał na placach miast – mówił arcybiskup i zwrócił uwagę na dwa niezwykłe wydarzenia z biografii świętego. Pierwsze z nich miało miejsce w Rimini, którego mieszkańcy wzgardzili przekazywaną im przez Antoniego prawdą Ewangelii. W odpowiedzi na ich zachowanie święty wygłosił kazanie do ryb. Drugie zdarzenie dotyczyło wygłodniałego muła, który przed spożyciem posiłku, ukląkł przed Najświętszym Sakramentem. – Inna piękna legenda mówi, że św. Antoniemu ukazało się Dzieciątko Jezus i go pocałowało. Trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego i bardziej wzruszającego niż to, że Chrystus przychodzi pocałować kogoś, wyrażając swoją miłość i wdzięczność za wierność – kontynuował metropolita i wyjaśnił, że w ikonografii święty Antoni przedstawiany jest z małym Chrystusem w objęciach.

– Św. Antoni patronuje wszystkim stanom, trudnym sprawom i wielu zawodom. Dlaczego tak jest? – pytał arcybiskup. – Św. Antoni uczy, by być blisko z Chrystusem, iść przez świat z prawdą, która zwycięża i nie bać się dziejowych burz. Jest dla nas wzorem nieugiętej wiary i miłości, z jaką trzeba wychodzić do każdego człowieka, by w imię Chrystusa mówić: „Bóg cię kocha. Zależy Mu na twoim zbawieniu. Nawróć się, zmień swoje życie”. W świetle ostatnich wydarzeń targających naszą Ojczyznę, widzimy, że postawa, jakiej uczy nas św. Antoni, jest nam niezwykle potrzebna. Mamy nie lękać się Chrystusowej Ewangelii, z radością i miłością głosić ją światu, nie tracąc nadziei, że ci, którzy są daleko i z wrogością odnoszą się do symboli chrześcijańskiej wiary, powiedzą kiedyś na wzór św. Piotra: „Panie, ratuj mnie” – mówił metropolita. – Niech ta świątynia, ogłoszona jako sanktuarium św. Antoniego, promieniuje dobrocią Bożą, głęboką ludzką wiarą i radością tych, którzy dzięki św. Antoniemu doświadczą jak dobry i słodki jest nasz Pan – zakończył.

Prośbę o erygowanie zakopiańskiego sanktuarium skierował do metropolity krakowskiego proboszcz parafii i przełożony klasztoru OO. Bernardynów, o. Antoni Kluska, który dostrzegł wzrastające zainteresowanie wiernych postacią św. Antoniego z Padwy. – Jest to wielki i ważny święty na dzisiejsze czasy, kiedy tak wielu ludzi pogubiło się we współczesnym świecie – mówił.

Początki działalności bernardynów pod Tatrami sięgają 1902 roku. Zakupiono wówczas dla chorych zakonników dom wypoczynkowy, gdzie znajdowała się niewielka kaplica zakonna św. Antoniego z Padwy. Od sierpnia 1939 r. dom był zamieszkały na stałe. W związku z zamknięciem przez niemieckich okupantów kaplic w „Księżówce” i u sióstr urszulanek na Jaszczurówce, bernardyni pełnili posługę duszpasterską w swej kaplicy, gdzie sprawowali sakramenty i nabożeństwa. W 1950 r. rozpoczęto rozbudowę dotychczasowej świątyni, przy zachowaniu stylu zakopiańskiego. Nowy kościół został poświęcony w 1959 r. W 1976 r. kard. Karol Wojtyła powierzył bernardynom duszpasterstwo parafialne na Bystrem, Kozińcu i Antałówce, a w 1984 r. kard. Franciszek Macharski erygował parafię pw. św. Antoniego z Padwy.

Wewnątrz kościoła, w głównym ołtarzu, znajduje się figura św. Antoniego z Padwy wykonana z drewna modrzewiowego przez zakopiańskiego rzeźbiarza Pawła Szczerbę w 1951 r. Figurę otaczają liczne wota. W kościele odbywa się całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, na którą szczególnie chętnie przybywają udający się w góry turyści.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję