Reklama

Kościół

Zmarł kucharz biedaków

Dino Impagliazzo, znany również jako „kucharz ubogich”, zmarł w Rzymie. Karmił codziennie ponad 300 osób między stołecznymi stacjami kolejowymi wraz z podążającymi za nim od lat wolontariuszami. Osobowość świata katolickiego i społecznego, był członkiem Ruchu Focolari Chiary Lubich i Wspólnoty Sant'Egidio. Urodził się na wyspie La Maddalena 91 lat temu, ale przez całe życie mieszkał w Rzymie. Każdego lata wracał na swoją wyspę, by spotykać się ze swymi przyjaciółmi i łowić ryby...

Niedziela Ogólnopolska 38/2020, str. 6-8

Forum/Reuters/REMO CASILLI

Był założycielem i prezesem stowarzyszenia RomAmor które zajmuje się dożywianiem bezdomnych i biednych ludzi na ulicach Rzymu, ale także odbudową więzi osób w trudnej sytuacji. Pogrzeb odbędzie się we wtorek 27 lipca o godzinie 11:00 w kościele Santa Maria in Trastevere w Rzymie.

Przypominamy nasz ubiegłoroczny wywiad z Dino Impagliazzo.

Reklama

Pomaganie ubogim nadaje sens życiu i czyni człowieka szczęśliwym – mówi Dino Impagliazzo w rozmowie z ks. Jarosławem Grabowskim

Ks. Jarosław Grabowski: Zostałeś odznaczony przez prezydenta Republiki Włoskiej Sergia Mattarellę medalem, którym uhonorowano tylko 32 osoby – otrzymują go „bohaterowie naszych czasów, nagrodzeni za wielkie zaangażowanie w różnych dziedzinach, którzy są przykładem dla kraju”. Dino, czujesz się bohaterem?

Dino Impagliazzo: Nie czuję się bohaterem. Gdy zadzwonili do mnie z Sekretariatu Prezydenta z informacją o tej nagrodzie, powiedziałem coś w stylu: „Żartujecie sobie ze mnie?”, i odłożyłem słuchawkę. Zadzwonili drugi raz. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że to prawda. Pomyślałem sobie: „Mamma mia, Dino, taka nagroda!”. A potem się ucieszyłem: jeśli prezydent Włoch nagradza osobę, która zajmuje się ubogimi, to znaczy, że ta nagroda jest dla wszystkich opiekujących się biednymi, bo my jesteśmy jak bracia.

Byłeś zaskoczony, że prezydent Włoch interesuje się ubogimi?

Myślę, że w ten sposób chciał zachęcić instytucje publiczne, by robiły coś więcej dla biednych. Poza tym jest osobą wierzącą, chrześcijaninem...

Reklama

Współczesny człowiek potrzebuje bohaterów, wzorów do naśladowania. Czy sądzisz, że ktoś, kto pomaga biednym i głodnym, tak jak ty, może się stać przykładem dla młodych ludzi?

Starszy człowiek – mam 90 lat – który dzień i noc pracuje dla ubogich na ulicy, to trochę dziwne zjawisko. Zwłaszcza kiedy inspiruje innych do czynienia podobnie. To zaczyna interesować opinię publiczną. Nie potrafię policzyć, ile telewizji z całego świata odwiedzało nas, by przeprowadzić wywiad ze mną i moim zespołem. Chcieli zobaczyć to „zjawisko”, które ma miejsce w Rzymie. A Rzym dla wielu to także miasto papieża, który ciągle mówi o ubogich, dlatego uważam, że nasza praca może się stać inspirująca dla młodych.

Zacząłeś wiele lat temu – od przygotowywania kanapek dla bezdomnych na dworcu Tuscolana w Rzymie. Twoje zaangażowanie społeczne rosło dzięki pomocy rodziny, sąsiadów i parafii. W 2006 r. założyłeś stowarzyszenie RomAmor, które dziś liczy 300 wolontariuszy i przygotowuje posiłki dla ponad 200 osób. Ale wszystko zaczęło się od rodziny. Razem z żoną Fernandą staraliście się pomagać innym. Czy to prawda?

Pamiętam, jak to się stało. Pewnego dnia, gdy przechodziłem koło dworca w Rzymie, zaczepił mnie obcy człowiek i poprosił: „Kup mi kanapkę”. Zwykle ludzie się nie zatrzymują, ale ja postanowiłem go wysłuchać. Zrozumiałem, że takich jak on, ludzi, którzy mieszkają na ulicy i potrzebują pomocy, jest wielu. Zawróciłem do domu i powiedziałem to żonie. Popatrzyliśmy na siebie: a dlaczego by nie zrobić 10 kanapek? I tak się zaczęło, od 10 kanapek. A potem liczba potrzebujących rosła. Wtedy przyszło mi do głowy, żeby poprosić o pomoc sąsiadów z bloku. Udało się. Podzieliliśmy pracę między siebie. Utworzyliśmy stowarzyszenie RomAmor (Roma – Rzym, Amore – miłość – przyp. J.G.). Rzym – w którym mieszka papież, gdzie nie ma fabryk, a zarabia się na usługach i turystyce – powinien być miastem, w którym ludzie szanują się i kochają. Ta koncepcja jest podstawą działania naszej grupy.

Stowarzyszenie RomAmor zajmuje się nie tylko przygotowywaniem kanapek...

Tak. Patrzymy trochę szerzej. Raz w tygodniu, np. we wtorki, idę na dworzec Tuscolana lub Ostiense, gdzie zastaję 180 głodnych. Zwykle przewidujemy: będzie 180 osób – przygotowujemy jedzenie dla 200-250, to nie jest problem. Wszyscy moi współpracownicy dobrze wiedzą, że z każdym z tych ludzi powinniśmy szukać osobistej relacji, aby pomóc im także w innych potrzebach. Jeśli ktoś jest głodny – to dlaczego jest głodny? Zwracamy baczną uwagę na poszczególne osoby, którym pomagamy, żeby nie tylko je nakarmić, ale także pomóc im w powrocie do normalności. Kiedy wydajemy posiłki, zazwyczaj na chodnikach, na placu przed dworcem siedzi 100-200 osób. Podajemy jedzenie na tacach. Wpadłem na pomysł, aby przynajmniej część wolontariuszy siadała obok tych ludzi i jadła razem z nimi – z psychologicznego punktu widzenia jest to bardzo ważne.

Nie pytacie, kim są? Katolikami, prawosławnymi, muzułmanami?

Nie. Nasi – przepraszam za określenie – klienci to przede wszystkim mężczyźni. Jest też mała garstka kobiet, które pochodzą głównie ze Wschodu (Rumunia, Mołdawia). Przyjechały kiedyś do Włoch, aby pracować jako pomoc domowa. Potem znalazły się w trudnej sytuacji.

Jest wśród Was także ksiądz – czyli udzielacie też pomocy duchowej?

Przede wszystkim chcielibyśmy jak najdokładniej zrozumieć sytuację każdego z tych ludzi. W grupie jest więc również kilku lekarzy, kilku pracowników opieki społecznej, kilku prawników itp.

Czy zdarza się też, że ksiądz ich spowiada?

Jak widzą księdza, to często proszą tylko o pieniądze (śmiech).

U nas jest podobnie.

Są księża, którzy spędzają z tymi ludźmi czas, prowadzą z nimi ważne rozmowy duchowe – ale nie wnikamy w szczegóły, a ksiądz zachowuje tajemnicę.

Czy zapadła Ci może w pamięć jakaś wyjątkowa sytuacja lub osoba, z którą rozmawiałeś?

Raczej nie. Tutaj wszystko i wszyscy są wyjątkowi. Każdy ma jakiś problem i trzeba go wysłuchać. A sytuacje są bardzo zróżnicowane, przychodzą też ludzie z problemami psychicznymi...

Czy któraś z osób, którym pomagacie, zapytała Cię, dlaczego to robicie?

Myśl o tym, że służymy ludziom bezinteresownie, na początku bardzo wszystkich dziwiła. Potem stopniowo przekonywali się, że to prawda. Jeśli przychodzisz co tydzień i robisz to samo, to cię poznają. Każdego z nas znają z imienia. Ale gdy ktoś nowy dołącza do grupy, zwykle jest podejrzliwy. Na szczęście w krótkim czasie mu to przechodzi.

Nigdy nie nazywasz ich ubogimi, ale braćmi. Co oznacza dla Ciebie służba braciom?

Podstawą wszystkiego jest dla mnie modlitwa Pana Jezusa do Ojca przed śmiercią, która powinna się wypełnić: aby byli jedno (por. J 17, 21 – przyp. J.G.). A potem – Jezus zawsze opowiadał się za ostatnimi, podkreślał, że trzeba im pomagać: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25, 40 – przyp. J.G.). To są, według mnie, fundamenty chrześcijaństwa. Miłość, zwłaszcza do ludzi przeżywających trudności. Jeśli jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami, musimy do tego dążyć. Jezus powiedział: aby to czynić, trzeba też się modlić, i sam tak postępował. Ale modlitwa bez uczynków nie ma wartości. Kiedy idziemy do kościoła i tylko uczestniczymy w liturgii, ale potem jesteśmy bezproduktywni, to nasze chrześcijaństwo jest bezwartościowe. Biskupi, kapłani powinni inspirować nas, ludzi świeckich, do odgrywania w pełni naszej roli.

Niektórzy z pewnością nie zgodzą się z Tobą, gdyż twierdzą, że współczesny Kościół staje się zbyt charytatywny i robi to, co należy do obowiązków państwa. Kościół natomiast działa w sakramentach.

Nie zgadzam się z takim podejściem. Jezus, gdy odchodził, przekazał nam swoją wolę i musimy pamiętać, że są to Jego ostatnie słowa. Niech wszyscy będą jednością, „jak Ty, Ojcze, i Ja jedno jesteśmy”. A potem: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34 – przyp. J.G.). Zatem On prosił nas o to. Modlitwa jest potrzebna, ale cel jest zawsze ten sam: zrealizowanie przykazania miłowania Boga i bliźniego.

Jesteś blisko papieża Franciszka, zaprosiłeś go nawet do Waszej kuchni... Czy Ojciec Święty przyszedł?

Do mojej grupy nie, ale wiele razy odwiedził biednych. Był w Caritas, przyszedł do bezdomnych. Teraz jest kard. Konrad Krajewski, który rozumie ubogich i realizuje myśl, o której mówiłem. Chyba po raz pierwszy taki kardynał został specjalnie do tego wybrany.

Jak przekonujesz ludzi, by służyli innym?

Z pomaganiem jest tak, że jeśli zaczniesz podążać tą drogą, jeśli się na niej odnajdziesz, to będziesz kontynuował ją prawie bez wysiłku. Oznacza to, że nic ci już nie ciąży, nic nie jest problemem. Jesteś na właściwej ścieżce i spotykasz na tej drodze myślących i czujących podobnie. Nikogo nie przekonuję. Ludzie, którzy chcą pomagać, zawsze się jakoś spotkają.

Najważniejszą wartością dla Dina Impagliazzo, kucharza biedaków, jest posługa braciom?

Tak, ale posługa sama w sobie niewiele znaczy. Chodzi o posługę wykonywaną w odpowiednim duchu. A to oznacza, że musimy się przyzwyczaić do bycia bardziej chrześcijanami w relacjach międzyludzkich.

Tłumaczenie z języka włoskiego: Agnieszka Gałązka

Dino Impagliazzo
pochodzi z Sardynii, ukończył prawo na uniwersytecie w Sassari. Mieszka w Rzymie. Wraz z żoną Fernandą mają czwórkę dzieci. Jeden z synów – Marco jest prezydentem obecnej dziś w ponad 70 krajach Wspólnoty Sant’Egidio, której celem jest m.in. niesienie pomocy ubogim na peryferiach świata.
By pomagać skutecznie i na większą skalę, 14 lat temu założył stowarzyszenie RomAmor, które pomaga bezdomnym, emigrantom, byłym więźniom oraz ludziom starszym z okolic stacji kolejowych Tuscolana i Ostiense w Rzymie.
W lutym został uhonorowany przez prezydenta Włoch Sergia Mattarellę tytułem „Bohater naszych czasów”. Podczas uroczystości wręczenia tego tytułu powiedział do zgromadzonych:
„Najpiękniejszą rzeczą na świecie jest miłość bliźniego”.

2020-09-16 11:30

Ocena: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niemcy: tysiące uczestników „Marszu dla życia” w Berlinie

2021-09-19 08:09

[ TEMATY ]

życie

Niemcy

marsz dla życia

marciaperlavita.it

10. Marsz dla Życia, Rzym 2021

10. Marsz dla Życia, Rzym 2021

Około 4,5 tys. osób uczestniczyło 18 września w 17. „Marszu dla życia”, wspólnie protestując przeciw tzw. „wspomaganej śmierci” i przerywaniu ciąży. Demonstrację przygotowało niemieckie stowarzyszenie Prawo do Życia (BVL), skupiające 15 organizacji.

Według organizatorów, odbywający się rokrocznie „Marsz dla życia” jest największym w Niemczech zgromadzeniem na rzecz ochrony życia. Przeciwko temu ponownie wybuchają na nowo protesty, których uczestnicy żądają „prawa do seksualnego samookreślenia” i do nieograniczonej dopuszczalności aborcji.

CZYTAJ DALEJ

We władzy… „ekspertów”

Przy okazji pandemii dowiedzieliśmy się, jak nisko upadła nauka i jak mocno została wzięta na smycz przez wielkie koncerny farmaceutyczne.

Wkroczyliśmy w epokę z trudem maskowanej tyranii. Jeszcze mamią nas tym, że obowiązuje ustrój demokratyczny, jeszcze twierdzą, że media służą do informowania i edukacji... ale przecież dobrze już widzimy, co się wyłania z tej dwuletniej mgły. Pysk epoki jest odrażający. Oto ci, którzy posiadają zbyt wiele, postanowili zniewolić ostatecznie tych, którzy posiadają niewiele. Ponieważ tych, którzy niewiele posiadają, jest większość, więc jest to świadoma i bezczelna tyrania mniejszości (i to nikłej) wobec ogromnej masy, która nie ma już zupełnie nic do powiedzenia. Wybory stały się atrapą, za kulisami czają się bowiem ci, którzy sprawiają, że i tak ich rozstrzygnięcia muszą być zgodne z wcześniej przyjętym scenariuszem. Pozorna demokracja państw narodowych została całkowicie wydrążona przez pasożyta finansów. Wielkie korporacje, banki i fundusze poruszane są niewidzialnymi nićmi, które wiodą do ciągle tych samych dłoni. Wielkie pieniądze skupiane są w coraz węższych kręgach i prowadzą na szczyt finansowej piramidy. Tam już nie liczy się sama chęć zysku i posiadania, tam są bowiem ci, których nic już nie limituje – oni mają wszystko i mogą mieć jeszcze więcej, jeśli zechcą. Oni zresztą – po przeczytaniu tego felietonu – uruchomią wszelkie sprężyny, aby jego autor został zupełnie zamilczany lub też przedstawiony w psychiatrycznym świetle. Ogromna koncentracja kapitału sprawia, że posiadający go ludzie przypisują sobie boskie atrybuty. Starają się zapanować nad całą resztą mieszkańców naszej planety, której zasoby zgromadzili w swoich rękach. Gdyby jednak wszystko się wydało, gniew milionów zmiótłby ich z powierzchni ziemi, maskują zatem, kluczą, ukrywają swoje intencje i... konsekwentnie powiększają swoją – niczym niekontrolowaną – władzę. Edukację ustawili tak, że każdy przejaw zdrowego myślenia tępiony jest drwiną, śmiechem, izolacją. Po prostu nie wolno tak myśleć i już! Nie wolno patrzeć im na ręce. Oni mają zarządzać nami jak „Partią Zewnętrzną” z Roku 1984 Orwella, mają mieć wszelkie potencje do podejmowania decyzji ważących na naszym losie.

CZYTAJ DALEJ

V Bolesławiecki Marsz dla Życia i Rodziny

2021-09-19 19:32

ks. Waldemar Wesołowski

Ulicami Bolesławca przeszedł V Marsz dla Życia i Rodziny pod hasłem „Tato – bądź, prowadź, chroń”.

Po kilkuletniej przerwie to wydarzenie powróciło na ulice miasta. Bolesławiecki marsz był jedynym, jaki odbył się na terenie diecezji legnickiej. Odbył się w łączności z marszem ogólnopolskim, jaki odbył się w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję