Reklama

Wiadomości

Pandemia głodu

Odblokowanie eksportu ukraińskiego zboża przez Morze Czarne poprawi sytuację żywnościową w niektórych ubogich krajach, ale nie zmniejszy globalnej skali głodu. W Polsce i Europie jedzenia nie zabraknie, lecz będzie ono droższe; czasem z powodu naszej naiwności.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wyjazd do Tanzanii był marzeniem Moniki i Krzysztofa z Gdańska. Kiedy więc pod koniec czerwca dostali zaproszenie od znajomego architekta, który pracuje na Zanzibarze przy budowie kurortu, od razu kupili bilety dla siebie i dwójki dzieci. Na miejscu zamieszkali na strzeżonym osiedlu. Mieli własnego kucharza (bo tak taniej) oraz ochroniarza, który dbał o ich bezpieczeństwo na wycieczkach. A te były bajeczne. Najpierw safari, a potem nurkowanie, łowienie ryb w Oceanie Indyjskim itd.

Po powrocie do domu Krzysztof opowiadał jednak znajomym nie tylko o egzotycznej faunie i florze; znacznie częściej i bardziej emocjonalnie mówił o ochroniarzu Anthonym, który ukradkiem chował do torby pozostawione przez nich jedzenie. Mężczyzna, po przeliczeniu, zarabiał dziennie niecałe 10 zł. Tyle musiało wystarczyć do przeżycia 6-osobowej rodzinie. Nic dziwnego, że każdą kromkę chleba, kawałek ciasta czy pizzy owijał w serwetki i zabierał do domu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Tam jest tak pięknie, że uśmiechasz się do siebie i myślisz: jestem w raju. Ale trudno o dobre samopoczucie, kiedy dowiadujesz się, że większość miejscowej ludności zjada tylko jeden posiłek dziennie – mówi Krzysztof. I podkreśla: – W Polsce mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak przerażająca jest bieda na świecie. A bezpośrednie z nią zetknięcie zmienia postępowanie. Nas w każdym razie zmieniło.

Coraz gorzej

Reklama

Do osób mających najlepsze informacje o tym, jak wygląda problem ubóstwa w skali globalnej, należy David Beasley. Ten 65-letni amerykański polityk stoi na czele oenzetowskiego Światowego Programu Żywnościowego (WFP).

W grudniu 2020 r. Beasley, w imieniu WFP, odebrał Pokojową Nagrodę Nobla. W trakcie tej uroczystości powiedział: „Nagroda Nobla jest nie tylko wyrazem podziękowania, ale też nawoływaniem do działania”. Słowa te miały poruszyć sumienia możnych tego świata, ale nie za bardzo się to udało, bo 4 miesiące później – w marcu 2021 r. – Beasley wypowiedział się zdecydowanie ostrzej: „Jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań, w najbliższych miesiącach może nas czekać klęska głodu o biblijnych rozmiarach”. I znowu jego ostrzeżenie okazało się wołaniem na puszczy. Możemy tak stwierdzić po lekturze opublikowanego niedawno raportu ONZ pt. „Stan bezpieczeństwa żywnościowego i odżywiania na świecie”.

Z dokumentu wynika, że w 2021 r. z powodu głodu cierpiało 828 mln ludzi. Było to o 46 mln więcej niż w 2020 r. i o ponad 150 mln więcej niż w momencie wybuchu pandemii COVID-19. W ubiegłym roku łącznie ok. 2,3 mld ludzi było pozbawionych bezpieczeństwa żywnościowego. Z tego aż 924 mln w dużym stopniu, co oznacza wzrost o ponad 200 mln w ciągu minionych 2 lat.

Skutki tej sytuacji są tragiczne, zwłaszcza dla najsłabszych. A są nimi ludzie starsi, kobiety i dzieci. O tych ostatnich Catherine Russell, dyrektor generalna UNICEF, powiedziała: „Jeśli kiedykolwiek spotkałeś dziecko w stanie ostrego niedożywienia, nigdy tego nie zapomnisz!”.

Reklama

Raporty o najmłodszych mieszkańcach naszej planety, którzy żyją w piętnastu najbiedniejszych krajach świata, wskazują, że życie 8 mln dzieci jest obecnie zagrożone. Niemal 150 mln nieletnich ma m.in. zahamowany wzrost z powodu spożywania zbyt małych porcji jedzenia. Najbardziej śmiertelna forma niedożywienia dotyka 45 mln dzieci do 5. roku życia. Oznacza to, że rówieśnikom naszych przedszkolaków można podawać tylko jedzenie terapeutyczne. Normalne kanapki, zupy czy drugie dania zagrażałyby ich życiu. Wszystko z powodu ekstremalnego osłabienia wynikającego z długotrwałego niedożywienia.

Globalne skutki wojny

Regionami o najwyższym wskaźniku głodu na świecie są Afryka Subsaharyjska i Azja Południowa. Dla mieszkających tam ludzi obecny rok jest gorszy niż poprzednie lata z powodu... napaści Rosji na Ukrainę. Dane Światowego Programu Żywnościowego nie pozostawiają w tym względzie złudzeń: od momentu wybuchu wojny liczba osób żyjących w skrajnym głodzie wzrosła do 345 mln!

Stało się tak, ponieważ oba kraje należą do największych eksporterów produkcji rolno-spożywczej w skali globalnej. Ukraina była dotąd światowym liderem w handlu olejem słonecznikowym – wysyłała go za granicę w ilościach większych niż cztery kolejne kraje łącznie. Kijów zajmował też drugie miejsce w eksporcie rzepaku, czwarte – w sprzedaży kukurydzy, a piąte – w sprzedaży pszenicy i jęczmienia. W tej ostatniej kategorii prowadziła Rosja, która była największym eksporterem zboża na świecie i drugim eksporterem nasion słonecznikowych.

– Ukraina i Rosja to wiodący eksporterzy zbóż, dlatego po wybuchu wojny w Ukrainie ich ceny wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent, bo mniejsza podaż oznacza wyższą cenę, a do tego dochodzi efekt psychologiczny – tłumaczy w rozmowie z Niedzielą dr Wiesław Łopaciuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w Warszawie.

Reklama

Rosja sprzedaje mniej m.in. dlatego, że kraje zachodnie nałożyły na nią sankcje. Ale wcześniej to Rosjanie bombardowali i podpalali ukraińskie pola oraz zablokowali transport na Morzu Czarnym. A to właśnie tamtymi szlakami – z portów w Odessie, Czarnomorsku i Jużnym – Kijów wysyłał 60% zbóż, m.in. na Bliski Wschód i do Afryki.

Ukraińskie porty udało się odblokować pod koniec lipca, dzięki porozumieniu podpisanemu w Stambule. Statek z kukurydzą wypłynął 1 sierpnia w kierunku Libanu. – Jest to dzień wytchnienia dla świata, szczególnie dla przyjaciół na Bliskim Wschodzie, w Azji i Afryce – skomentował Dmytro Kułeba, szef ukraińskiej dyplomacji.

W portach nad Morzem Czarnym Ukraińcy mają 20 mln t zboża z poprzednich żniw. Potrzeba więc nie dni, ale miesięcy „wytchnienia” oraz setki statków, aby jak najszybciej przetransportować zboże do czekających na nie krajów. Ale nawet gdyby to się udało, nie oznaczałoby to przełomu – uważają eksperci. – Bez zmiany systemu i większego uniezależnienia od niestabilnych źródeł upraw takie kryzysy będą się powtarzać – ocenił Graham Gordon z Katolickiej Agencji Rozwoju Zagranicznego w rozmowie z Radiem Watykańskim.

300 tys. w Bidibidi

Przedstawiciele organizacji pozarządowych coraz głośniej mówią, że wojna w Ukrainie „przykryła” ich dramaty, np. tragiczną sytuację chrześcijan w Iraku i Syrii. – 90% ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Zmierzamy do katastrofy humanitarnej – tak oceniła sytuację w Syrii s. Annie Demerjian z Aleppo, która na początku lipca wzięła udział w konferencji zorganizowanej przez brytyjską sekcję PKWP.

Reklama

Obok Libanu, Syrii i Iraku pilnej pomocy potrzebują mieszkańcy: Afganistanu, Wenezueli, Kamerunu, Konga, Etiopii, Haiti, Mali, Mozambiku, Nigru, Sierra Leone, Somalii, Sudanu oraz Zimbabwe i Republiki Środkowoafrykańskiej (RŚA).

– Misjonarze mówili, że coraz trudniej zorganizować im żywność dla swoich podopiecznych. Wynika to z faktu, że rośnie jej cena, a oni mają tyle samo środków, co wcześniej – opowiada Niedzieli ks. Paweł Antosiak z dzieła Pomoc Kościołowi w Potrzebie, który odwiedził także Ugandę, gdzie znajduje się Bidibidi. Jest to największy na świecie obóz dla uchodźców. Obecnie mieszka w nim 300 tys. osób, głównie kobiety i dzieci. – Wbrew temu, co mówią niektórzy, konsekwencje wojny w Ukrainie są globalne. W Bidibidi np. mogą doprowadzić do tego, że trzeba będzie ograniczyć racje żywnościowe. A już 2 lata temu, po wybuchu pandemii COVID-19, zostały one ograniczone o połowę. W praktyce oznacza to, że uchodźcy otrzymują jeden posiłek dziennie. Najczęściej jest to maniok lub ryż z warzywami. Ryż z mięsem jest co najwyżej raz w roku – mówi ks. Antosiak.

W ocenie kapłana, problemy, z którymi zmagają się narody afrykańskie, wynikają także stąd, że te kraje nadal są eksploatowane. Nie przez kolonialne rządy, ale przez biznes. I tak np. w RŚA masowo wycinane są lasy, co wyjaławia ziemię. Kiedy przychodzi pora deszczowa, woda spływa i szybciej robi się sucho. Ale to nie interesuje odbiorców drewna w Europie czy w krajach arabskich.

Reklama

– W Sudanie Południowym od kilku lat na przemian pojawiają się susza, powódź i szarańcza. Ludzie nie mają z czego żyć ani jak żyć, więc uciekają – tłumaczy ks. Antosiak i dodaje: – Ci z Sudanu na razie uciekają do Bidibidi, ale inni młodzi Afrykańczycy patrzą na Europę.

Przed falą uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki ostrzega też Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex). Specjaliści od migracji natomiast, którzy kiedyś rozróżniali uchodźstwo ekonomiczne i z powodu wojny, teraz w swoich opracowaniach piszą o „uchodźcach klimatycznych”.

– Globalny kryzys głodu najpierw doprowadzi do takich wystąpień jak arabska wiosna, a następnie uwolni wielką falę migracji – taki scenariusz przyszłości nakreślił Tony Blair, były premier Wielkiej Brytanii.

Nie tylko więc wojny czy konflikty wewnętrzne, ale również pandemia i zmiany klimatyczne są przyczynami narastającego w ostatnich latach kryzysu żywnościowego. Jego dalszą konsekwencją może być masowa migracja z rejonów nienadających się do życia. Bank Światowy szacuje, że swoje miejsce zamieszkania z powodu klimatu może opuścić ponad 130 mln ludzi. Większość z nich pojedzie w kierunku Europy.

Polska i Europa

Reklama

Stary Kontynent ma swoje problemy. Obecnie jego mieszkańcy narzekają na wysoką inflację i spowodowany nią duży wzrost cen żywności. W Europie jednak jedzenia nie zabraknie, chociaż ogólna produkcja rolna w państwach unijnych będzie w tym roku nieco mniejsza niż w ubiegłym. Komisja Europejska przewiduje, że tegoroczne plony zbóż będą niższe o 2,5%. W Polsce, według prognoz, spadek wyniesie ok. 1%, ale we Włoszech mówi się o stratach sięgających w niektórych regionach ok. 30%. Główną przyczyną jest susza.

Fale 40-stopniowych upałów odnotowano w krajach Południa, takich jak: Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, ale też u naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy już wcześniej obliczyli, że z powodu upałów, suszy czy powodzi tracą średniorocznie ponad 6,5 mld euro. Zmiany atmosferyczne najmocniej uderzają w leśnictwo i rolnictwo.

Mimo mniejszych zbiorów zboża Europa ma nadal 40 mln ton nadwyżki, które może przeznaczyć na eksport. Nadwyżkę ma także Polska – 5-6 mln ton. Pod koniec lipca Główny Urząd Statystyczny podał, że tegoroczne zbiory zboża (bez kukurydzy) wyniosą 26,6 mln ton. Jak może się to przełożyć na ceny na rynku?

– Ceny zboża już są wyższe niż w poprzednich latach i ta sytuacja się utrzyma. Oznacza to, że producenci zboża będą zadowoleni, ale konsumenci i producenci żywca, w tym trzody chlewnej, już nie – wyjaśnia dr Łopaciuk i dodaje: – W dalszej perspektywie sytuacja producentów zbóż może się pogorszyć, ponieważ znacząco rosną koszty produkcji, m.in. nawozów, których głównymi producentami są Rosja i Białoruś. A to będzie oznaczało dalszy wzrost cen także dla konsumentów.

Reklama

Ostatnie tygodnie w naszym kraju pokazują, że nie trzeba wojny, aby ceny gwałtownie podskoczyły. Wystarczy manipulacja wywołująca panikę. Przekonaliśmy się o tym na przykładzie cukru. Jego cena poszybowała, choć nie było ku temu podstaw, bo cukier obecnie dostępny pochodzi z ubiegłorocznych zbiorów, a te były znacznie wyższe niż krajowy popyt. Wyprodukowano ok. 2 mln t cukru, a nasza konsumpcja to 1,5-1,7 mln t. Co więc się stało, że niektórzy za kilogram cukru płacili nawet 9 zł, choć kilka tygodni wcześniej kosztował mniej niż 4 zł?

„Wielkie globalne sieci handlowe (...) mogą sobie pozwolić na zamrożenie ogromnych kwot w postaci zmagazynowanego «starego» i taniego cukru (...), więc wykupują cały dostępny w magazynach i hurtowniach «stary» i tani cukier i limitują jego sprzedaż, po to, aby uwolnić swoje zapasy w momencie oczyszczenia rynku z zapasów „starego” i taniego cukru i sprzedać go ze znacznie większym zyskiem, przy okazji wybijając mniejszą konkurencję, która na skup zeszłorocznego cukru na taką skalę pozwolić sobie nie może. Jest to czysta spekulacja” – napisała Iza Solecka, przedstawiająca się na Facebooku jako osoba związana z rolnictwem.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że zapomnieliśmy o niedalekiej przeszłości. W 2011 r. media także pisały o „kosmicznych cenach cukru”. I takie były. I wtedy magazyny cukru też były pełne. Nie wyciągamy więc wniosków z przeszłości. A powinniśmy uczyć się i my, i decydenci, bo problemy same się nie rozwiążą.

Wyzwania na teraz

Graham Gordon uważa, że obecny kryzys żywnościowy powinien skłonić polityków do „przemyślenia, jak działa globalny system żywienia, oraz powstrzymania postępujących zmian klimatu, by takie sytuacje (jak obecnie – przyp. A.T.) nie powtarzały się w przyszłości”.

Z poważnego namysłu nie jesteśmy zwolnieni także my, konsumenci. Po pierwsze – aby w przyszłości nie ulegać panice i w konsekwencji nie przepłacać. A po drugie – żeby kupować adekwatnie do potrzeb.

– Pierwszym rodzinnym postanowieniem po powrocie z Tanzanii było to, żeby nigdy w naszym domu nie marnowało się jedzenie – zapewnia Krzysztof i przyznaje, że wcześniej kupowali za dużo i niejednokrotnie żywność zdążyła się popsuć, zanim ją zjedli. Podobnie dzieje się w wielu naszych domach. Szacunki wskazują, że w Polsce i w pięćdziesięciu trzech innych krajach rocznie w koszach ląduje 931 mln t (!) jedzenia. A przecież część z tego, co się u nas marnuje, mogłaby trafić do ludzi głodujących. Warto o tym pamiętać, gdy będziemy się wybierać na najbliższe i każde kolejne zakupy.

2022-08-16 12:29

Oceń: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

FAO: walka z głodem na świecie będzie kosztować o 240 miliardów euro więcej

[ TEMATY ]

głód

DVIDSHUB / Foter.com / CC BY

Chcąc zlikwidować do 2030 roku głód na świecie konieczne są w ciągu najbliższych 15 lat dodatkowe inwestycje w wysokości 240 miliardów euro rocznie. Informuje o tym wspólny raport, przedstawiony 10 lipca w Rzymie przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Światowy Program Żywnościowy (WFP) oraz Międzynarodowy Fundusz Rozwoju Rolnictwa IFAD.

Z raportu wynika, że kluczową rolę w walce z głodem odgrywa długofalowe wsparcie dla drobnych rolników i lokalnych przedsiębiorstw w regionach wiejskich. “Jeśli będziemy nadal postępowali tak jak obecnie, wówczas w 2030 roku będziemy mieli w dalszym ciągu 650 milionów głodnych ludzi na świecie” - powiedział dyrektor generalny FAO Jose Graziano da Silva. Wyjaśnił, że 240 miliardów euro odpowiada ok. 0,3 proc. światowego produktu brutto. „Sądzę, że to stosunkowo niewielka cena za położenie kresu głodowi" - dodał dyrektor FAO.
CZYTAJ DALEJ

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Afryka i Azja: rośnie liczba powołań kapłańskich

2026-04-29 07:27

[ TEMATY ]

Afryka

azja

Vatican Media

Ponad 5 tysięcy nowych seminarzystów w ciągu jednego roku – tak dynamiczny wzrost powołań kapłańskich odnotowano w Afryce i Azji. Dane Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła pokazują wyraźny rozwój Kościoła w regionach misyjnych, gdzie – jak podkreślają duszpasterze – wciąż silnie odczuwana jest potrzeba kapłanów.

Jak podaje miesięcznik Il Timone, w roku akademickim 2024–2025 liczba seminarzystów osiągnęła ponad 88 tysięcy w 801 seminariach. Rok wcześniej było to blisko 83 tysięcy w 778 ośrodkach. Oznacza to wzrost o ponad 5 tysięcy powołań oraz powstanie 23 nowych seminariów w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję