Reklama

Franciszek

Franciszek jedzie do Sarajewa

W sobotę 6 czerwca Franciszek złoży jednodniową wizytę w Sarajewie – stolicy Bośni i Hercegowiny. Ta trzecia podróż papieża do kraju europejskiego (poza Włochami) i ósma w ogóle będzie przebiegała pod hasłem: „Pokój wam” (Mir vama). Zapowiadając ją 1 lutego, Ojciec Święty oznajmił, że pojedzie do „drogich narodów, aby dodać otuchy tamtejszym katolikom oraz przyczynić się do umocnienia braterstwa, pokoju, dialogu międzyreligijnego i przyjaźni”. Na program jedenastogodzinnej wizyty składają się: spotkanie z władzami Bośni i Hercegowiny, Msza św. na stadionie, spotkania ekumeniczne i międzyreligijne z biskupami, duchowieństwem i osobami konsekrowanymi oraz młodzieżą.

[ TEMATY ]

podróże

Grzegorz Gałązka

Do hasła papieskiej podróży nawiązuje logo, które przedstawia białego gołębia z gałązką oliwną – symbol pokoju, oraz stylizowany krzyż w kolorach czerwonym i niebieskim, między ramionami którego umieszczono wizerunek Ojca Świętego i trójkąt symbolizujący gra-nice Bośni i Hercegowiny. Użyte tam kolory: biały, błękitny, żółty i czerwony nawiązują do flag tego kraju i Chorwacji.

Przebudowa i korupcja

Franciszek nadal pozostaje wierny swojej programowej linii odwiedzania peryferii świata, miejsc, w których panuje trudna sytuacja polityczna. Jego kolejna europejska wizyta nie pro-wadzi do wielkich ośrodków pielgrzymkowych czy miejsc związanych z ważnymi rocznicami kościelnymi w 2015 r. Papież wyrusza do Sarajewa, które obok chorwackiego Vukovaru należy do miast najbardziej dotkniętych przez krwawą wojnę domową na Bałkanach. Wybuchła ona na początku lat 90. XX w. – na fali niepodległościowych dążeń narodów wchodzących w skład dawnej Jugosławii. Podczas trzyletniego oblężenia miasta życie straciło ponad 10 tys. mieszkańców, a Sarajewo stało się symbolem zaciętych walk i bezsensownych śmierci.

Reklama

Ojciec Święty przybywa obecnie do kraju, w którym trwa przebudowa państwa wieloetnicznego i wieloreligijnego. Kraju uczącego się pokojowego współistnienia i rozliczania trudnej przeszłości, czemu towarzyszą korupcja i niepokoje społeczne.Papież z Argentyny zachęci z pewnością jego mieszkańców i władze do poważnych wysiłków w celu znalezienia rozwiązania skomplikowanej sytuacji oraz przypomnienia o sobie wspólnocie międzynarodowej.

Sarajewo już raz gościło Ojca Świętego – 12-13 kwietnia 1997 r. odwiedził je św. Jan Paweł II, odprawiając tam Mszę św. podczas śnieżnej zamieci. Ten sam papież przybył do Bośni i Hercegowiny ponownie 6 lat później – 22 czerwca 2003 r., tym razem do Banja Luki, gdzie ogłosił błogosławionym świeckiego Chorwata (ale związanego z tym krajem) – Jana Merza (1896-1928).

Program

Reklama

Samolot z papieżem na pokładzie przyleci na lotnisko międzynarodowe w Sarajewie o godz. 9.00. Pół godziny później na placu przed pałacem prezydenckim odbędzie się ceremonia po-witania, po czym Franciszek odbędzie rozmowę z trzyosobowym Prezydium Republiki i spotka się z przedstawicielami władz, do których wygłosi przemówienie. O godz. 11.00 na stadionie Koševo rozpocznie się Msza św. pod jego przewodnictwem i z jego homilią. Udział w liturgii zapowiedziało 70 tys. osób. Oprócz miejscowych oczekiwani są pielgrzymi z Chorwacji, Serbii, Macedonii, Słowenii oraz chorwackie wspólnoty z Niemiec, Austrii i Włoch.

Po obiedzie z miejscowymi biskupami i krótkim odpoczynku w nuncjaturze apostolskiej na godz. 16.20 zaplanowane zostało spotkanie w katedrze z kapłanami, zakonnicami, zakonnikami i seminarzystami. O 17.30 rozpocznie się spotkanie ekumeniczne i międzyreligijne w prowadzonym przez franciszkanów ośrodku międzynarodowym, a o 18.30 – spotkanie z młodzieżą w Archidiecezjalnym Ośrodku Młodzieżowym im. Jana Pawła II. W czasie wszystkich tych zgromadzeń papież wygłosi przemówienia. O 19.45 na stołecznym lotnisku odbędzie się krótka ceremonia pożegnalna, po czym o 20.00 samolot z Franciszkiem na pokładzie odleci do Rzymu, gdzie spodziewany jest o 21.20.

W cieniu tragicznej historii

Bośnia i Hercegowina zajmuje szczególne miejsce na naszym kontynencie – obok Albanii jest to najbardziej zislamizowane państwo w Europie. Muzułmanie stanowią jedną trzecią jego mieszkańców. Jako republika związkowa dzisiejsza BiH wchodziła w skład Jugosławii (od 1918 r. było to Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców – SHS, jako Jugosławia istniała w latach 1929-2002), od początku stanowiąc jej część najbardziej zróżnicowaną etnicznie, narodowo i religijnie, a przy tym najbardziej zacofaną.

Na obliczu współczesnej Bośni i Hercegowiny największe piętno wywarła toczona w pierwszej połowie lat 90. minionego stulecia najstraszniejsza i najkrwawsza wojna w Europie po II wojnie światowej. Obok ludobójstwa Ormian, Żydów, mordów stalinowskich i w Rwandzie należy ona do najstraszniejszych i najciemniejszych kart historii XX w. Wybuchła, gdy przez całą ówczesną Federację Jugosławii przetoczyła się fala dążeń niepodległościowych. Doprowadziła do wystąpienia z niej Słowenii i Chorwacji, które w czerwcu 1991 r. ogłosiły niepodległość. Belgrad – nie mogąc się z tym pogodzić – wysłał do zbuntowanych republik wojska, rozpoczynając krwawą wojnę, zwłaszcza w Chorwacji.

Wkrótce potem w ślady secesjonistów poszła Bośnia i Hercegowina, która w wyniku referendum na przełomie lutego i marca 1992 r. ogłosiła w kwietniu niepodległość. I tu władze federalne, w których większość stanowili Serbowie, zareagowały zbrojną interwencją. Tak rozpoczęła się niszczycielska wojna – znacznie krwawsza niż wcześniej w Chorwacji – która trwała 3,5 roku. Pochłonęła od 97 tys. do 110 tys. ludzi, a ponad 1,8 mln skazała na bycie uchodźcami. Walki zakończyło podpisanie 14 grudnia 1995 r. porozumienia w amerykańskim Dayton.

Na jego mocy Bośnia i Hercegowina została podzielona na dwie autonomiczne części: Republikę Serbską oraz muzułmańsko-chorwacką Federację Bośni i Hercegowiny. Pierwszą zamieszkują w większości prawosławni Serbowie, drugą – katoliccy Chorwaci i muzułmanie. Ponadto istnieją różne niezależne kantony, co w sumie doprowadziło do powstania bardzo złożonej i w dużym stopniu niesprawnej struktury politycznej i administracyjnej. Obie części kraju posiadają odrębne rządy i parlamenty. Tylko nieliczne kompetencje (w tym sprawy zagraniczne, polityka monetarna i celna) należą do rządu centralnego.

Wojna spowodowała nie tylko ogromne zniszczenia i straty w ludziach, lecz także duże zmiany w strukturze religijnej. Obecnie na 3,8 mln ludności blisko połowę stanowią muzułmanie, 30 proc. to prawosławni, a katolików jest ok. 450 tys. Przed wojną było ich tam nie-mal dwukrotnie więcej – 824 tys. Szczególnie dramatyczna sytuacja katolików jest w Republice Serbskiej ze stolicą w Banja Luce. Przed wojną żyło tam ich 220 tys. – teraz ok. 34,4 tys. Na obszarze tym istnieje tylko jedna diecezja – banjalucka, której ordynariusz bp Franjo Komarica jest obecnie przewodniczącym episkopatu BiH.

Samo Sarajewo nie jest już miastem wieloetnicznym, gdyż chrześcijan wyparli stamtąd muzułmanie, stanowiący obecnie 85 proc. sponad 527 tys. mieszkańców. W archidiecezji sarajewskiej, której metropolitą jest kard. Vinko Puljić, przed wojną żyło ponad 520 tys. katolików, teraz jest ich nieco ponad 182 tys.

Krytycy porozumienia z Dayton mówią, że de facto stanowi ono furtkę dla czystek etnicznych i umacniania się utworzonych siłą podczas wojny obszarów narodowościowych.

Konflikt nie religijny, lecz polityczny?

Zdaniem kard. Vinko Puljicia istniejące obecnie problemy mają charakter polityczny i administracyjny, a nie religijny. Po wizycie Jana Pawła II w 1997 r. rozpoczęła działalność Rada Międzyreligijna, której członkami są przedstawiciele islamu, prawosławia, katolicyzmu i judaizmu. Na jej czele stoi co roku przedstawiciel innego wyznania, a gremium to organizuje m.in. konferencje teologiczne.

Rada stara się, zresztą nie bez sukcesów, ułożyć współistnienie głównych wspólnot wyznaniowych, toteż występująca nadal dyskryminacja katolików to nie tyle sprawa wewnętrzna tego kraju, ile raczej skutek pewnych zaszłości geopolitycznych. Purpurat uważa, że Stany Zjednoczone reprezentowały w Dayton interesy muzułmanów, a Europa była w tej sprawie najpierw podzielona, a później zupełnie obojętna. – Wszyscy woleliby, żeby katolików nie było – mówi kard. Puljić i dodaje, że ostatnio się to nieco zmienia i jest nadzieja, że tę pozytywną tendencję umocni papieska wizyta.

Katolicy – obywatele drugiej kategorii

W wyniku wojny Kościół katolicki nie tylko stracił prawie połowę swych wiernych, którzy albo zginęli, albo musieli opuścić swoje strony ojczyste i na ogół dotychczas do nich nie wrócili, ale poniósł również wielkie straty materialne. Na terenie archidiecezji sarajewskiej zniszczono całkowicie lub częściowo 690 świątyń katolickich, w diecezji banjaluckiej – 204, a w diecezji mostarsko-trebinjskiej – 106 obiektów. Do odbudowy i tworzenia nowych kościołów przystąpiono prawie natychmiast po zakończeniu działań wojennych.

Choć minęło od nich niemal 20 lat, katolicy wciąż są dyskryminowani. Dotyczy to zarówno rynku pracy, jak i szkół oraz innych sfer życia społecznego. Kościołowi nie zwrócono także, mimo żądań, mienia zagarniętego w czasach komunizmu, choć zwrot taki objął wspólnoty muzułmańskie. Fakt, że katolicy są obecnie „obywatelami drugiej kategorii”, widać np. przy uzyskiwaniu zezwoleń budowlanych. – Na zgodę na budowę kościoła na naszej własnej działce czekaliśmy 12 lat – powiedział kard. Puljić. Zauważył z goryczą, że przebywający w Bośni przedstawiciele organizacji międzynarodowych „są głusi na tego rodzaju nierówne traktowanie”. Władze miejscowe sprzedają lub niszczą własność kościelną, podczas gdy Kościół ciągle czeka na zwrot nieruchomości, z których większość zawłaszczyli komuniści.

Według kardynała w kwestiach dotyczących odbudowy jego kraju i wsparcia dla powrotu uchodźców wojennych zawiodła cała Europa. Wprawdzie instytucje polityczne otrzymują pomoc finansową, ale nie są one zainteresowane tym, aby pomagać w powrocie do domów katolikom, którzy de facto są Chorwatami.

Obecnie Kościół katolicki w Bośni i Hercegowinie jest zdany na pomoc dobroczyńców z zewnątrz. – Chcemy ją wykorzystać do stanięcia na własnych nogach i utrzymywania się z własnej pracy – tłumaczy arcybiskup sarajewski, dodając, że wskutek bezrobocia wielu kato-lików, a zatem również Kościół nie ma dziś pieniędzy na to, aby odbudowywać swoje struktury. Zdaniem kard. Puljicia Bośnia i Hercegowina czeka w dalszym ciągu na rzetelne opisanie nie tylko okrucieństw wojny z lat 1992-95, lecz także II wojny światowej i partyzantki. Purpurat podkreśla, że jeśli chce się, aby w kraju zapanował rzeczywisty pokój, trzeba „nazwać zbrodniarzy po imieniu i wykazać się odwagą w podejściu do sprawy równych praw”. – Tym-czasem dotychczas mamy tylko wiele nieporozumień, wzajemnych oskarżeń i nikt nie ma od-wagi wziąć na siebie całej prawdy. A przecież każda zbrodnia powinna być ścigana – uważa kard. Puljić.

Islamski radykalizm i napięcia społeczne

Poważnym problemem społecznym kraju staje się islamski radykalizm, który – jak podkreśla kardynał – jest obcy starszemu pokoleniu Bośniaków. Jednak zmęczeni biedą młodzi ludzie są bardziej podatni na propozycje ekstremistów. Muzułmańskich najemników i arabskich petrodolarów nie brakło już podczas wojny domowej. Dziś coraz więcej młodych Bośniaków trafia w szeregi dżihadystów, mimo iż potępia to wielki mufti BiH. Z kolei chrześcijanie – prawosławni i katolicy – są zanadto zajęci swoimi sprawami, by skutecznie ze sobą współpracować.

Kard. Puljić krytycznie ocenił także działalność muzułmanów przybyłych z innych krajów do Bośni, gdzie wiele państw arabskich wybudowało wielkie ośrodki islamskie i meczety, bardzo mało natomiast zainwestowano w odbudowę i tworzenie nowych miejsc pracy. – Pomoc humanitarna jest np. związana z żądaniami, żeby kobiety nosiły islamskie chusty. Często z udziału w niej wyklucza się też chrześcijan – ubolewa kard. Puljić. Zwraca jednocześnie uwagę, że znaczna część bośniackich muzułmanów jest otwarta na dialog i tolerancję. – Trudno jednak nie zauważać tych, którzy przyczyniają się do siania strachu – dodaje purpurat.

Chore państwo

W 2014 r. Bośnia stała się areną wielkiej fali protestów społecznych. Napięcia trwają od 20 lat. Państwo jest chore i od tamtej pory stale słabnie. Pierwsze tego przejawy można dostrzec w gospodarce. Zamknięto wiele przedsiębiorstw, ludzie stracili pracę, a ci, którzy pracują, nie otrzymują wynagrodzenia. Sytuacja jest bardzo złożona. Widać, że władze sobie z nią nie radzą. – Oczekujemy, że wspólnota międzynarodowa ze Stanami Zjednoczonymi na czele na-prawi tę niesprawiedliwość, którą narzucono nam w Dayton, czyli podział kraju na dwa państwa. Także Unia Europejska, dobrze przemyślanymi krokami, może nam pomóc i nakreślić pozytywną perspektywę przed mieszkańcami Bośni i Hercegowiny – uważa biskup pomocni-czy archidiecezji sarajewskiej Pero Sudar.

Z sytuacją gospodarczą łączy się wielkie bezrobocie, które dochodzi – według danych oficjalnych – do 30 proc., ale wśród młodzieży jest dwukrotnie wyższe. W samym tylko kantonie Tuzla w północno-wschodniej Bośni na 100 tys. bezrobotnych przypada zaledwie 80 tys. zatrudnionych. Wielu analityków uważa Bośnię i Hercegowinę za „czerwoną latarnię” wśród państw postjugosłowiańskich oczekujących na wstąpienie do Unii Europejskiej.

Nie będzie sprawy Medjugorje

Na południu kraju – w Hercegowinie – leży Medjugorje, gdzie od czerwca 1981 r. trwają nieuznane dotychczas przez Kościół objawienia Matki Bożej. Bada je wciąż watykańska Kongre-gacja Nauki Wiary, dlatego formalnie nie można tam organizować pielgrzymek. Mimo to od lat do tego miejsca ściągają wielkie rzesze wiernych. – Medjugorje jest faktem – mówi bp Komarica i zastrzega, że co do prawdziwości objawień ostatecznie musi się wypowiedzieć Stolica Apostolska. Zwraca jednocześnie uwagę, że odpowiednie władze kościelne „muszą uważnie śledzić i oceniać rozwój tego, co tam się dzieje”. – Dobre owoce powinno się mieć przed oczyma, a negatywne należy oddzielić lub powstrzymać – zaznacza biskup Banja Luki. I dodaje: – Dzięki Bogu o skutkach negatywnych mało się słyszy. – To, czy objawienia w Medjugorje zostaną uznane, pozostawmy Ojcu Świętemu. To jest jego decyzja – podkreśla bp Komarica. Rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi oświadczył, że nie oczekuje, aby podczas swojej wizyty w Sarajewie papież odniósł się do sprawy domniemanych objawień.

Oczekiwania

Miejscowe media okrzyknęły papieską pielgrzymkę „świetną wiadomością dla mieszkań-ców Bośni i Hercegowiny”. Budzi ona ogromne nadzieje i oczekiwania. Wizyta w Saraje-wie przebiegać będzie pod znakiem pokoju w Bośni i Hercegowinie i powinna przyczynić się do tego, by katolicy mogli pozostać w kraju i w nim żyć. Papież przypomni też światu o istnieniu takiego państwa jak Bośnia i Hercegowina – uważa kard. Vinko Puljić.

To wydarzenie ważne dla wszystkich, nie tylko dla katolików. Sarajewo jest skrzyżowaniem wielu kultur i różnych religii. Zwierzchnik miejscowych muzułmanów powiedział: – Niech papież przyjedzie, jego wizyta zrobi dobrze wszystkim mieszkańcom Bośni i Hercegowiny, nawet jeśli ze względu na czas odwiedzi tylko Sarajewo.

Zdaniem nuncjusza apostolskiego w Bośni i Hercegowinie abp. Luigiego Pezzuto pielgrzymka jest ważna dla procesu pokojowego, który wciąż nie jest zakończony w tym kraju.

Kard. Puljić przypomina, że św. Jan Paweł II nazwał Sarajewo „Jerozolimą Europy” i jest to nadal aktualne, choć nasz kontynent o tym zapomina. „Przez tę wizytę papież Franciszek chce wprowadzić z powrotem Sarajewo oraz Bośnię i Hercegowinę do serca Starego Kontynentu. Równocześnie wniesie on Europę do Sarajewa. Unia Europejska musi ponownie wesprzeć ten kraj, by się odrodził i znowu zakwitł w nim pokój – powiedział arcybiskup.

Krzysztof Tomasik, ts, kg

Kościół w BiH ma sześciu biskupów, 344 księży zakonnych i 280 księży diecezjalnych oraz ok. 500 zakonnic. Podzielony jest na cztery diecezje (oraz ordynariat wojskowy) skupione w metropolii Vrhbośnia. Należą do niej: archidiecezja Sarajewo oraz diecezje Banja Luka i złączone osobą jednego biskupa Mostar-Duvno i Trebinje-Mrkan, w ramach których działają 304 parafie. Ponadto Kościół prowadzi 14 szkół i dwa uniwersytety.

2015-06-05 12:13

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na rybkę? Do Katanii

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 72-73

[ TEMATY ]

podróże

tradycja

Margita Kotas

Jedne z większych okazów – charakterystyczne mieczniki...

Cytrusy i winogrona wyhodowane na południowych stokach Etny, ulice wyłożone bazaltową kostką, zabytkowe świątynie, stare domy o tynkach w kolorze lawy i świeże ryby. Katania zachwyca przybyszów różnorodnością.

Wiele jest powodów, by odwiedzić Katanię. To drugie co do wielkości miasto Sycylii jednych przyciąga zabytkami i swym barokowym klimatem, drugich – bliskością tajemniczej i wciąż groźnej Etny, jeszcze innych, rozmiłowanych w operze – postacią genialnego syna tego miasta, Vincenza Belliniego, który spoczywa w katedrze św. Agaty, a miłośników kuchni – słynną na okolicę pasta alla Norma, nazwaną tak na cześć jednej z oper mistrza. Cokolwiek jednak nie przywiodłoby nas do Katanii, wcześniej czy później, często nawet w sposób niezamierzony, trafimy w końcu na znajdujący się kilka kroków od katedry Mercato dei Pescatori – targ rybny i przepadniemy z kretesem. Ja przepadłam.

Scena operowa

Saaaaarde! Freschisimmi! – Sardynki! Najświeższe! Nawoływanie sprzedawcy jest tak donośne, że podskoczywszy w miejscu, niemal wypuszczam z rąk aparat. Uśmiecha się do mnie od ucha do ucha, zadowolony z wrażenia, jakie na mnie zrobił. Chociaż nie o wrażenie przecież chodzi. Najważniejsze to szybko sprzedać towar, a ten jest naprawdę najświeższy – na katańskim targu swój połów z prowizorycznych straganów sprzedają miejscowi rybacy. Bazaltowa kostka placu ocieka morską wodą, w powietrzu ogrzewanym sycylijskim słońcem unosi się intensywny zapach morza i ryb. Słońce nie sprzyja świeżości wystawionego tu towaru, dlatego liczą się czas i szybkość. Wiedzą o tym zarówno katańskie gospodynie domowe, które ze znawstwem dokonują przeglądu zawartości straganów, jak i rybacy, którzy z werwą nawołują klientów do swoich stoisk. Okrzyki są nie tylko donośne, ale i niesamowicie śpiewne. Ich melodie, choć konkurencyjne, tworzą niezwykłą harmonię. Zaskakują doskonale postawione głosy rybaków. To zabawne, ale nie w Mediolanie, a właśnie tu, na katańskim targu rybnym, uświadamiam sobie najmocniej, że Włochy to kraj słynnych oper. Jakby nad targiem unosił się duch samego mistrza Belliniego. Otoczony ciemnymi kamienicami placyk jest sceną niezwykłej, powtarzającej się od wieków opery.

Królestwo ryb

Affogaaato! – Ośmiornica! – niesie się z jednej strony. Spaaada! – Miecznik! – odkrzykuje ktoś z drugiej. Orati, dentici! – trzeci głos zachęca do kupienia krewetek. Nie mniejsze wrażenie niż kunszt wokalny rybaków robi na mnie bogactwo ich połowu. Różnorodność ryb i owoców morza jest ogromna. Od drobnych sardynek po ogromne cernie i tuńczyki, ćwiartowane na życzenie klientów tasakami wielkimi niczym topory. Wyglądające jak straszydła żabnice, morszczuki, przeplatane koralem barweny, piotrosze niczym kosmiczne stwory z fantazyjną płetwą grzbietową, różne gatunki dorady, strzępiele, charakterystyczne mieczniki i pałasze ogoniaste – ryby o długich, płaskich ciałach przypominających ostrza piły; jedne rozciągnięte w całej swej długości, inne fantazyjnie zwinięte przez rybaka w rulony srebrzą się w słońcu Sycylii. Kalmary i barwiące ciemną sepią mątwy, a tuż obok małże i omułki. Małe ślimaczki, które desperacko starają się uciec ze skrzynki. Niektórym ta sztuka się udaje, jedne więc swoim ślimaczym tempem zmierzają pod stragany, inne po ich powierzchni suną w kierunku pęczków cebuli, które ni stąd, ni zowąd rozsiadły się wśród morskich stworzeń.

Królestwo ryb wciąga tak mocno, że przestaje się kontrolować czas. Fascynują zarówno różnorodne stworzenia, jak i rybacy, którzy panują niepodzielnie na swoich straganach. Mężczyźni o ogorzałych, pociętych morskim wiatrem twarzach z wprawą ćwiartują i filetują ryby, by po chwili rozpocząć swój wokalny popis nawoływania klientów. Główni aktorzy tego targowego spektaklu bez niechęci spoglądają w obiektyw aparatu, nic sobie nie robiąc z poplamionych rybimi łuskami i wnętrznościami swetrów. W naciśniętych na głowy czapkach, z papierosami w kącikach ust, posyłają szelmowskie uśmiechy turystkom – świadomi bycia częścią składową jednej z największych katańskich atrakcji.

W cieniu wybuchowej sąsiadki

Historia Katanii położonej u południowych podnóży Etny jest z nią dramatycznie spleciona. Miasto założone przez Greków w 729 r. przed Chr. na przestrzeni wieków było wprawdzie zdobywane i przechodziło z rąk do rąk, ale największe zniszczenia zadała mu natura. W 1669 r. część miasta i szesnaście okolicznych wiosek zalała lawa Etny. Z pomocą przerażonym mieszkańcom przyszła patronka miasta – św. Agata, to jej welon wyniesiony w procesji przez ludność zagrodził bowiem drogę i zmienił bieg lawy, która skręciła przed klasztorem Benedyktynów i spłynęła do portu, po czym wdarła się 700 m w głąb morza. Dziś miasto odbudowane w 1693 r., w dużej mierze ma kolor lawy, a wiele budowli w jego starej części jest pokrytych tynkiem z krzemionki robionej z pyłu wulkanicznego. Lawą, która wpłynęła do miasta w pamiętnym 1669 r., wybrukowano część ulic. Imię Etny nosi główna ulica Katanii Via Etnea, gdzie w l`ora del gelato – tzw. porze jedzenia lodów, godzinę przed zmierzchem – mieszkańcy miasta gromadzą się na passegiatę, wieczorny spacer. I choć często spoglądają w kierunku Etny, nie czują lęku, dumni jak ich odbudowane miasto. Nie bez kozery na jednej z bram miasta wykuto napis: „Podnoszę się z popiołów jeszcze piękniejsza”.

CZYTAJ DALEJ

Transmisja Mszy św. z kaplicy na Jasnej Górze

2020-03-23 13:11

[ TEMATY ]

Msza św.

Aby umożliwić osobom pozostającym w domu duchową łączność ze wspólnotą Kościoła, Tygodnik Katolicki "Niedziela" na swoim portalu niedziela.pl uruchamia transmisje Mszy św. z kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze.

PROGRAM DNIA. Kaplica Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Msze św. w dni powszednie: 6:00, 7:00, 7:30, 8:00 (j. łaciński), 9:30, 11:00, 15:30, 18:30;

Msze św. w soboty, niedziele i uroczystości: 6:00, 7:00, 8:00 (j. łaciński), 9:30, 11:00, 12:30, 14:00, 15:30, 17:00, 18:30, 20:00;

Zasłonięcie Cudownego Obrazu: 12:00 w dni powszednie, 13:30 w soboty, niedziele i uroczystości;

Odsłonięcie Cudownego Obrazu: 6:00 codziennie, 13:30 w dni powszednie, 14:00 w soboty, niedziele i uroczystości;

Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP: 5:30 codziennie; Różaniec: 16:00 w dni powszednie, 16:15 w niedziele i uroczystości;

Droga Krzyżowa: 16:45 w Wielkim Poście;

Apel Jasnogórski: 21:00 codziennie;

Nowenna do Matki Bożej Jasnogórskiej: 18:00 w każdą sobotę;

Akatyst z modlitwą o pokój dla świata: 20:00 w każdą sobotę;



CZYTAJ DALEJ

Projekt PiS: w stanie epidemii marszałek Sejmu może zarządzić zmianę terminu wyborów

2020-04-06 17:33

[ TEMATY ]

wybory

Jeśli na terytorium Polski ogłoszono stan epidemii, marszałek Sejmu może zarządzić zmianę terminu wyborów, określonego w wydanym wcześniej postanowieniu; nowy termin musi odpowiadać terminom przeprowadzenia wyborów prezydenta określonym w konstytucji - zakłada projekt PiS.

Z konstytucji wynika, że wybory prezydenckie mogą odbyć się 3, 10 lub 17 maja.

Zgodnie z nowym projektem PiS, w wyborach prezydenta w 2020 r., art. 289 ustęp 1 Kodeksu wyborczego nie znajduje zastosowania. Przepis ten stanowi, że wybory prezydenckie "zarządza marszałek Sejmu nie wcześniej niż na 7 miesięcy i nie później niż na 6 miesięcy przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej i wyznacza ich datę na dzień wolny od pracy przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej".

Złożony w poniedziałek projekt PiS zakłada, że jeśli na terytorium Polski ogłoszono stan epidemii, marszałek Sejmu może zarządzić zmianę terminu wyborów, określonego w wydanym wcześniej postanowieniu. Nowy termin wyborów prezydenta określony przez marszałka Sejmu musi odpowiadać terminom przeprowadzenia wyborów prezydenta określonym w Konstytucji.

Konstytucja stanowi, że wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej.

100 dni przed upływem kadencji prezydenta wypada we wtorek 28 kwietnia 2020 r., 75 dni przed upływem kadencji to sobota 23 maja. Oznacza to, że wybory prezydenckie mogą odbyć się w jedną z niedziel maja: 3, 10, 17.(PAP)

autorka: Aleksandra Rebelińska

reb/ mrr/

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję