Samochód parkuję na poboczu drogi, tuż przy bramie wjazdowej, i nie jestem w stanie powstrzymać się przed zrobieniem pierwszych fotografii. Pozostałości budowli już robią na mnie wrażenie, mimo że od tej strony przysłonięte są murem. „Uwaga. Wstęp wzbroniony. Grozi zawaleniem!” – treść tabliczek jasno informuje o kondycji ruin pałacu i niemal odbiera mi nadzieję na bliższe z nimi spotkanie. Niech żywi nie tracą nadziei... Idąc wzdłuż siatki zabezpieczającej teren, dochodzę do miejsca, gdzie jej fragment kładzie się, a raczej został przez kogoś umyślnie położony na ziemię. Nie mając złych zamiarów, ale za to mając pełną świadomość, że przekraczam przepisy, i nie chcąc dawać złego przykładu, czekam chwilę, aż odjedzie dwoje rowerzystów, i podchodzę do obiektu na odległość wskazywaną przez resztki zdrowego rozsądku. Jest późne popołudnie, psuje się pogoda i żywej duszy wokół, więc lepiej, żeby na głowę nic mi nie spadło. Piętnaście lat temu doszło tu do katastrofy budowlanej, kiedy runął fragment ściany zachodniej elewacji pałacu, więc wchodzenie do środka byłoby skrajną nieodpowiedzialnością.
Słowiki ze Sławikowa
Reklama
Nie ma pewności, kiedy tak naprawdę powstał pałac w Sławikowie. Sama wieś z pewnością ma dłuższe dzieje, wspominana jest bowiem jako Zlavicowo w dokumentach biskupów wrocławskich już w 1223 r. Należy wówczas do Wernera von Petersdorfa, a potem – do 1316 r. – do jego syna Petera. Po nim majątek przechodził kolejno w ręce: rodziny von Siegroth und Slawikau, Mikołaja i Władysława von Holly, Mikołaja Buriana von Schelihy, rodu von Wramisky-Wramin, Mathiasa von Grabowa, rodziny Oppersdorffów, Henryka von Stolza, Hansa Bernharda hrabiego von Praschmy, Sylwiusza barona von Tracha i jego spadkobierców, by w 1731 r., na 30 lat, stać się własnością Friedricha Gregora von Lautensaca. Według niemieckich źródeł, to właśnie z jego inicjatywy powstał w Sławikowie pierwotny piętrowy pałac, który począwszy od 1761 r., kilka razy zmieniał swych właścicieli – jednym z nich był Adolf von Eichendorff, ojciec słynnego niemieckiego poety epoki romantyzmu Josepha von Eichendorffa, który jednak z racji kryzysu spowodowanego wojnami napoleońskimi i marnego talentu do zarządzania zmuszony był wyprzedać swe dobra. Pod młotek licytacji poza Sławikowem trafiła również główna siedziba Eichendorffów – Łubowice, w których to przyszedł na świat i spędził lata dzieciństwa poeta. Sławików zakupił w 1831 r. baron Ernst von Eickstedt ze Strzybnika i od razu podjął decyzję o przebudowie budowli, której podjął się jego brat – architekt Adalbert von Eickstedt. Sam Ernst jej końca jednak nie doczekał – zmarł w 1865 r. i spoczął w rodowym mauzoleum na terenie majątku. Przedsięwzięcie rozbudowy dokończył jego syn Ernst Fryderyk. Pałac w Sławikowie stał się budowlą imponującą – posiadał teraz trzy kondygnacje, zachwycającą fasadę od strony ogrodu, której podobnie jak i tej głównej urody dodawał ryzalit z trójkątnym frontonem, i dobudowaną od południowego wschodu oranżerię. Otoczył go pięknie zaprojektowany 6-hektarowy park, w którym zagnieździły się liczne gatunki ptaków; wśród nich prym wiodły słowiki – ich trele rozbrzmiewały najgłośniej w majowe wieczory i noce.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Światło i mrok
Jak piękny musiał być pałac, skoro tak ogromne wrażenie robią na mnie jego okaleczone mury! Późnym popołudniem niebo nad Sławikowem zasnuło się ciężkimi chmurami i aura ta ruinom dodaje jeszcze tajemniczości. Jest coś magicznego w tym moim tete-a-tete z pałacem. Gasnące z każdą chwilą słoneczne światło zdaje się z premedytacją ukrywać jego rany, za to historia pałacu coraz mocniej do mnie przemawia.
Reklama
Do końca II wojny światowej pałac pozostawał w rękach potomków Ernsta Fryderyka – Guidona, a po nim Rudolpha von Eickstedtów. Według jednego ze źródeł, w styczniu 1945 r. w pałacu miał się znajdować punkt obserwacyjny niemieckiej artylerii. W lutym dostał się w ręce Sowietów, niedługo później został odbity przez Niemców, by w marcu ’45 ponownie znaleźć się w rękach Armii Czerwonej. W czasie walk o przyczółek łubowicki, toczonych między Wehrmachtem a Armią Czerwoną, został ostrzelany od strony parku – można dziś jeszcze odnaleźć ślady po pociskach – ale to nie zniszczenia wojenne przypieczętowały tragiczny los budowli. Przez pierwsze lata po wojnie potencjalnych restauratorów pałacu powstrzymywała utrzymująca się pogłoska, jakoby nie był on rozminowany. Gwoździem do jego trumny okazało się natomiast usunięcie miedzianego dachu, do czego doszło w wyniku uchwalonej przez Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Raciborzu w lutym 1957 r. zgody na prowadzenie robót rozbiórkowych pałacu w Sławikowie jako niestanowiącego zabytku mienia poniemieckiego. Zanim do tego doszło, pałac, będąc w rękach PGR, pełnił kolejno funkcję magazynu zbożowego, był miejscem potańcówek organizowanych przez Związek Młodzieży Wiejskiej i wiejskich zgromadzeń. W maju 1957 r., gdy zniknął dach, rozpoczął się proces przyspieszonego niszczenia okazałego niegdyś obiektu, który w kolejnych latach stawał się celem coraz śmielszych dewastacji, ale też źródłem darmowego budulca. W 1964 r., kiedy został wpisany do rejestru zabytków, pałac był już kompletną ruiną.
Stąd do wieczności?
Światełko w tunelu dla dawnej rezydencji von Eickstedtów pojawiło się, gdy w 1999 r. pałac dostał się w ręce prywatnego właściciela, ten jednak, nie mogąc poradzić sobie z rewitalizacją obiektu, w 2006 r. przekazał go Gminie Rudnik. W 2013 r. pałac został wystawiony do przetargu, niestety, mimo że wyceniono go na zaledwie 345 tys. zł, nikt jego kupnem się nie zainteresował. Obecnie obiektem opiekuje się Fundacja Gniazdo, która w uzgodnieniu z konserwatorem zabytków prowadzi na terenie ruin i pałacowego parku prace porządkowe, jest również organizatorem pikników historycznych i zlotów pojazdów zabytkowych, które odbywają się w otoczeniu pałacu, a związani z nią wolontariusze w określone niedziele od maja do września oprowadzają po terenie pałacu. Jest szansa, że odzyska on choć trochę dawnego blasku.
Tymczasem na okaleczonych zewnętrznych murach budowli można jeszcze wypatrzeć zachowane gdzieniegdzie gzymsy, obramienia okienne czy pilastry. Opisy mówią o znikomych pozostałościach ozdobnych detali i malowideł wewnątrz pałacu. Przetrwały również jedynie sklepienia piwnic i częściowo parteru budowli. Postanawiam odnaleźć mauzoleum, więc idąc w kierunku parku, okrążam jedyną ocalałą budowlę folwarku – okazały murowany spichlerz z przełomu XVIII i XIX wieku. Im głębiej wchodzę w park, tym mocniej zanurzam się w półmroku. Liściaste drzewa przysłaniają i tak już mocno przykryte chmurami słoneczne światło. Słyszę tylko własne kroki i w tej przejmującej ciszy zaczynam myśleć o ptakach, które miały zamieszkiwać pałacowy park. Opuściły go wraz z jego świetnością czy zamilkły jedynie przed wiszącym w powietrzu deszczem? Zdumiewająca jest ta przenikliwa cisza. Przerywam rozmyślania w chwili, gdy moim oczom ukazują się pozostałości mauzoleum von Eickstedtów, gdzie 3 grudnia 1865 r. spoczął fundator rezydencji rodu – Ernst senior. W panującym półmroku nie zauważam znajdujących się w sąsiedztwie mauzoleum pozostałości innych grobów. O istniejących tu zanikających śladach cmentarza doczytuję dopiero kilka dni po odwiedzinach Sławikowa. I bez tego mam poczucie, że składam w tym miejscu bardzo intymną wizytę.
