Zanim padną odpowiedzi na te pytania, warto zdefiniować, czym w ogóle jest chrzest. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że ten pierwszy sakrament nie tylko oczyszcza ze wszystkich grzechów, lecz także sprawia, iż nowo ochrzczony staje się „nowym stworzeniem, przybranym synem Bożym” (por. KKK 1265). Odnosi się to nie tylko do dziecka, które przyjmuje chrzest, ale i do nas, już ochrzczonych. Czy choć czasami przypominamy sobie o tym, że jesteśmy córkami i synami Boga? Ale i od drugiej strony – że Bóg jest naszym Ojcem? Tym, który troszczy się o nas, pragnie naszego dobra i szczęścia? I właśnie dlatego w czasie chrztu tworzy w nas pieczęć przynależności do Niego, której nie jest w stanie wymazać żaden grzech. Choć z jego powodu ten pierwszy sakrament może nie przynosić owoców zbawienia, to jednak to duchowe znamię nigdy się nie zatrze. Tak więc i o nas – jak o Jezusie – Bóg mówi: jesteś moją córką umiłowaną/moim synem umiłowanym... I właśnie tę prawdę chrzestni powinni przekazać dzieciom, które zostały im niejako zadane podczas tego pierwszego sakramentu.
Chrzestni dla naszych dzieci
Reklama
Jakiś czas temu jeden z tygodników napisał o chrzcie jako o wyjątkowym wydarzeniu, które buduje więzi społeczne i rodzinne; jednocześnie podawał w wątpliwość prawo kapłana do ewentualnej odmowy, jeśli kandydat na chrzestnego nie spełnia wymogów. Napisano, że Kościół wprowadza jeszcze dokładniejszą selekcję chrzestnych, a księża mają sprawdzać, jak oni żyją i z kim. Zanim więc o warunkach, kto może zostać chrzestnym, warto odpowiedzieć na pytanie, jaką rolę ma on do odegrania w życiu dziecka. – Chrzestny powinien być osobą, która będzie się interesowała dzieckiem, towarzyszyła mu w dorastaniu, dojrzewaniu – tłumaczy ks. Grzegorz Borowik. – Bycie rodzicem chrzestnym to zaszczyt, który wiąże się z modlitwą za dziecko, z troską o jego duchowy rozwój, ze wspieraniem rodziców w wychowaniu go.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Potwierdza to Maria, mama trzech synów: – Wybierając rodziców chrzestnych dla naszych dzieci, zawsze kierowaliśmy się myślą, że mają to być ludzie, którzy będą przykładem życia i wiary, którzy wskażą, jak na co dzień, w praktyce, być blisko Pana Boga. I rzeczywiście, chrzestni byli obecni w życiu naszych dzieci nie tylko w ważnych momentach. Dbaliśmy też o to, by stworzyć przestrzeń do wspólnego bycia razem, i uczyliśmy dzieci wdzięczności za tę obecność. Dziś synowie są już dorośli. Chrzestni nadal są dla nich autorytetem. Myślę, że najważniejsze w tej relacji były i są pamięć, obecność, rozmowy. Często to chrzestni dają inne spojrzenie na problem, podpowiadają, jak sobie poradzić, wspierają w ważnych decyzjach.
Nie o formalizm, o którym na początku, chodzi. Nie o to, że ksiądz rości sobie prawo do sprawdzania, jak ktoś żyje – chodzi o wzięcie odpowiedzialności za życie w Bogu, które bierze początek właśnie podczas chrztu.
Kto może być chrzestnym?
Reklama
Wśród podstawowych warunków, które trzeba spełnić, by być chrzestnym, są: wiek powyżej 16 lat, udzielony sakrament bierzmowania, stan wolny lub sakramentalny związek małżeński. – Żeby być rodzicem chrzestnym, trzeba być osobą wierzącą, praktykującą. To pierwsze i podstawowe kryterium – podkreśla ks. Borowik. – Poza tym chrzestny powinien uczestniczyć w życiu Kościoła, korzystać z sakramentów świętych i swoim życiem nie budzić zgorszenia w środowisku, w którym żyje.
A co w sytuacji, kiedy rodzice nie mają wokół siebie osób spełniających wymogi bycia rodzicem chrzestnym? Czy jeden rodzic chrzestny wystarczy? – Zdarza się to coraz częściej. Okazuje się, że jeśli nawet konkretne osoby byłyby odpowiednimi kandydatami, to nie zgadzają się na podjęcie takiej funkcji. Argumentują to tym, że nie mieszkają w kraju, mają za dużo pracy lub że nie stać ich na bycie chrzestnym. W takiej sytuacji jeden rodzic chrzestny zupełnie wystarczy.
Reklama
Kodeks prawa kanonicznego dopuszcza jednocześnie obecność świadka w czasie chrztu. Ma to jednak miejsce wyłącznie w dwóch sytuacjach. Może nim być osoba ochrzczona należąca do niekatolickiej wspólnoty kościelnej – ale tylko razem z rodzicem chrzestnym katolikiem (kan. 874 § 2). Druga opcja występuje w sytuacji braku rodzica chrzestnego. Wtedy, jak podaje kan. 875, udzielający chrztu powinien się zatroszczyć o obecność przynajmniej świadka, dzięki któremu można by udowodnić udzielenie chrztu. – W praktyce duszpasterskiej zdarza się, że rodzice – chcąc obejść wymogi stawiane rodzicom chrzestnym – proszą, aby osoba, która z różnych powodów nie może pełnić tej funkcji, została wpisana jako świadek chrztu. Tymczasem świadek chrztu nie jest „zastępczą” formą rodzica chrzestnego, lecz możliwością przewidzianą wyłącznie dla osób ochrzczonych, które nie należą do Kościoła katolickiego. Dodatkowe zamieszanie powstaje wtedy, gdy podczas liturgii rodzice przekazują świadkowi świecę lub białą szatę, co wprowadza zgromadzonych w błąd i zaciera różnicę między rolą chrzestnego a świadka – ktoś, kto nie może być rodzicem chrzestnym, jakoś nim jednak jest – mówi dalej ks. Grzegorz. – Nie możemy zgodzić się na taką praktykę. Tłumaczę, że każdy, kto jest w kościele w czasie chrztu, jest jego świadkiem. W innej sytuacji mogłyby się rodzić nieporozumienia. Trzeba tu więc zapytać, jak rodzice traktują ten sakrament – jako łaskę Bożą i bramę do kolejnych sakramentów czy jako tradycję, zwyczaj mało związany z wiarą? I wtedy zaznaczam też, że bardziej odpowiedzialna jest obecność jednego rodzica chrzestnego. Precyzując zaś kwestie świadka, który może poświadczyć fakt udzielenia sakramentu, nie musi to być wyłącznie niekatolik, ale każdy, kto rzeczywiście był obecny przy celebracji.
Rola chrzestnego
Jak o zadaniach wynikających z bycia chrzestnym mówią ci, którzy pełnią tę funkcję? – To dla mnie zaszczyt być matką chrzestną – wyznaje Maria. – To ogromne zaufanie, jakim obdarzają mnie rodzice, dając prawo do szczególnej obecności w życiu swoich dzieci, do towarzyszenia im przez kolejne lata. Moim zadaniem nie jest dbanie o byt, ale przede wszystkim modlitwa w intencji dziecka. Troska o jego wzrost duchowy, wspieranie go w trudnościach i bycie razem. Bo to, co najważniejsze, buduje się „pomiędzy” i wymaga czasu. Nie od sakramentu do sakramentu, ale w codzienności. Osiągnięcie przez dziecko pełnoletności nie zwalnia mnie z czegokolwiek. Mam być tą osobą, do której dziecko zawsze może się zwrócić i uzyskać wsparcie. Gdzieś tam, „na drugim planie”, zawsze czuwać. Delikatnie, bez wchodzenia z butami, ale w gotowości. Może tam, gdzie rodzicom coś umknęło w biegu życia, może tam, gdzie nie potrafią, może tam, gdzie mnie lepiej wychodzi, z zaufaniem. Nawet wtedy, gdy w wyniku różnych życiowych zawirowań nasze drogi biegną daleko od siebie, przede wszystkim należy pamiętać, modlić się i pragnąć dobra dla dziecka – kończy.
O niezwykle poruszającej roli rodziców chrzestnych opowiada z kolei Witold: – Razem z żoną jesteśmy symbolicznymi rodzicami chrzestnymi dzieci nienarodzonych. Podczas jednych z parafialnych rekolekcji była odprawiona specjalna Msza św. dla rodziców, którzy kiedykolwiek stracili dzieci. Odbył się wówczas symboliczny chrzest i właśnie wtedy zostaliśmy wybrani na rodziców chrzestnych. Staliśmy z żoną po obu stronach księdza, do którego kolejno podchodzili rodzice, mówiąc, jakie imię wybrali dla swojego nienarodzonego dziecka. Była to nieprawdopodobnie duża liczba osób. Sam moment bardzo nas poruszył. Z jedną z osób, które wówczas uczestniczyły w tym symbolicznym chrzcie, spotkaliśmy się jakiś czas później na spotkaniu grupy biblijnej. Dała wtedy świadectwo swojej wdzięczności za to, że miała takie dziecko, a potem, że to my byliśmy jego chrzestnymi. To dało nam dodatkowo poczucie sensu tego, że się podjęliśmy takiego zadania.
Pamiętajmy
„Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, ważna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak i dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego” (KKK 1255). Pamiętajmy, że bycie rodzicem chrzestnym to zaszczyt, ale i wyzwanie. Trwajmy więc obok tych, którzy zostali nam powierzeni, starajmy się uczestniczyć w ważnych i tych zwyczajnych chwilach.
