Reklama

Wiara

Małżeństwo pomysł Pana Boga

Bliskość zaczyna się od uczuć, ale trwałość wymaga czegoś więcej. Pytanie brzmi: skąd czerpać siłę, gdy emocje przestają wystarczać?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Coraz trudniej dziś mówić o małżeństwie językiem prostych odpowiedzi. Samo słowo bywa obciążone własnymi doświadczeniami, historiami rodzinnymi, statystykami rozwodów, niespełnionymi obietnicami. Dla jednych małżeństwo oznacza stabilność i bezpieczeństwo, dla innych lęk przed zależnością, utratą wolności albo powtórzeniem błędów, które widzieli u swoich rodziców. Są też tacy, którzy słysząc „małżeństwo”, myślą raczej o formalności niż o relacji. A jednak – czasem w momentach kryzysu, czasem przy okazji ślubu przyjaciół albo rozmów z dorastającymi dziećmi – wraca pytanie: czy małżeństwo rzeczywiście jest pomysłem Pana Boga, czy raczej historyczną konstrukcją, która nie przystaje już do współczesnego świata? Pretekstem do szukania odpowiedzi na nie jest obchodzony 8 lutego Światowy Dzień Małżeństwa – inicjatywa Kościoła w Ameryce, której pobłogosławił Jan Paweł II.

Jak to wygląda naprawdę?

Reklama

Kościół odpowiada jednoznacznie. Teologia mówi o sakramencie, przymierzu, o nierozerwalności. Codzienne życie jednak rzadko mieści się w definicjach. Małżeństwo przeżywa się nie w dokumentach czy deklaracjach, lecz w kuchni, w zmęczeniu po pracy, w rozmowach prowadzonych i tych, których się unika. W chwilach bliskości i w momentach, gdy trudno na siebie nawet spojrzeć. Dlatego coraz częściej to nie doktryna, ale świadectwa konkretnych ludzi pokazują sens małżeństwa, sprawiają, że pytanie o to nabiera realnych kształtów. Bo jeśli małżeństwo jest pomysłem Boga, to jak wygląda ten pomysł w praktyce? Czy obejmuje tylko pary bez kryzysów? Czy jest propozycją wyłącznie dla idealnych ludzi z idealnych rodzin? A może właśnie dla tych, którzy wchodzą w związek z lękiem, zranieniem, niepewnością?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Współczesne małżeństwa są niejednorodne. Są takie, które trwają kilkadziesiąt lat, nigdy nie należały do żadnej wspólnoty i mają się całkiem dobrze. Są młode pary, które zaczynały z ogromnym entuzjazmem, a bardzo szybko zderzyły się z rzeczywistością. Są małżeństwa po zdradach, po długich okresach milczenia, po terapii. Są też takie, które z zewnątrz wydają się prawie idealne, a w rzeczywistości przeszły więcej, niż kiedykolwiek zostało to powiedziane na głos. Łączy je jedno: każde z nich musiało skonfrontować się z pytaniem, czym naprawdę jest małżeństwo. Czy tylko formą bycia razem, czy czymś więcej. Czy uczuciem, które ma trwać, dopóki daje satysfakcję, czy decyzją, która wymaga wierności także wtedy, gdy emocje słabną.

Bez fajerwerków

Reklama

Anna i Marek bardzo dobrze pamiętają swoje początki. Studia, pierwsza praca, ślub, dzieci. Od początku wiedzieli, że tak właśnie wygląda dorosłe życie. – A jednak nie przypuszczaliśmy, że małżeństwo nas tak szybko sprawdzi – śmieje się Anna. Ich wspólne lata wypełniła codzienność. Praca, zmęczenie, dom do ogarnięcia. Dni podobne do siebie, tygodnie zamykane listą spraw do załatwienia. Z czasem rozmowy zaczęły przypominać odprawy logistyczne. – Kto odbiera dzieci, co kupić na jutro, kto dziś jest bardziej wykończony... – wylicza Marek. – To był nasz język. Oddalaliśmy się od siebie, przekonani równocześnie, że skoro wszystko funkcjonuje, to nie ma potrzeby niczego ruszać. – To było najtrudniejsze – dodaje Anna. – Brak wyraźnego sygnału ostrzegawczego. Żyliśmy poprawnie. I właśnie to nas uśpiło. Zmęczenie zaczęło osiadać głębiej. Przestało dotyczyć tylko ciała. Coraz częściej pojawiało się pytanie, które wracało w najmniej oczekiwanych momentach: czy o taką bliskość nam chodziło? – Zrozumiałem, że małżeństwo nie utrzymuje się samo z siebie – mówi Marek. – Wymaga obecności, nawet wtedy, gdy tej obecności bardzo się nie chce – uzupełnia Anna. Nie było, jak mówią, wielkich deklaracji ani przełomowych rozmów do rana. Były decyzje podejmowane w zwyczajnych chwilach. Zatrzymanie się zamiast wycofania. Powrót do rozmowy zamiast jej urwania. Nauka słuchania bez przygotowywania odpowiedzi w głowie. Dziś, gdy patrzą na swoje małżeństwo z perspektywy lat, mówią o nim jak o relacji, która domagała się pracy, uważności i decyzji ponawianej wiele razy. I kiedy Marek wyznaje, że małżeństwo „nie utrzymuje się samo”, a Anna dodaje, że bliskość wraca dopiero wtedy, gdy przestaje się przed nią uciekać, w ich słowach wybrzmiewa odpowiedź: małżeństwo ma sens wtedy, gdy jest czymś więcej niż umową i wygodnym układem. Gdy prowadzi dalej, niż prowadziłyby same emocje, i gdy uczy trwania tam, gdzie najłatwiej byłoby się wycofać.

Dobrze zbudowani

Reklama

Katarzyna i Piotr często słyszeli, że mają „dobry fundament”. Oboje wierzący, piękny ślub, zaangażowanie we wspólnotę. Z zewnątrz ich historia wyglądała jak przykład tego, że jeśli coś zostało dobrze zbudowane, to powinno trwać bez większych wstrząsów. – Też tak myśleliśmy – przyznaje Katarzyna. – Że skoro zaprosiliśmy Boga do naszego małżeństwa, to kryzysy będą nas omijać. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te oczekiwania. Kryzys nie przyszedł w postaci jednego dramatycznego wydarzenia. Raczej w postaci narastającego napięcia, poczucia niezrozumienia, zmęczenia rolami, które z czasem zaczęły ich przytłaczać. – Modliliśmy się razem, ale coraz rzadziej rozmawialiśmy – mówi Piotr. – A kiedy już rozmawialiśmy, to raczej po to, żeby udowodnić swoje racje. Najtrudniejszy moment przyszedł wtedy, gdy odkryli, że każde z nich zaczęło przeżywać wiarę osobno. Modlitwa, która miała łączyć, stała się przestrzenią ucieczki przed rozmową, przed konfrontacją, przed prawdą o tym, jak bardzo są od siebie oddaleni. – Był czas, kiedy modliłam się, żeby Bóg zmienił Piotrka, bo on mnie tak bardzo denerwował i kompletnie nic nie rozumiał, nawet się nie starał – zaznacza Katarzyna. Myśl o rozstaniu pojawiała się coraz częściej. Powracała w chwilach zmęczenia, w myślach typu: „tak nie musi być”, „może gdzie indziej byłoby łatwiej”. – Wiem, to brzmi patetycznie, ale przypomniała mi się wtedy przysięga – dodaje Piotr. – Trochę jako pytanie: czy naprawdę chcesz odejść od tego, co obiecałeś Bogu i drugiemu człowiekowi? Dziś nie mówią, że przysięga ich uratowała. Twierdzą raczej, że zatrzymała ich w miejscu, w którym trzeba było coś zrobić, a nie tylko przeczekać. Zaczęli szukać pomocy. Rozmowy we wspólnocie nie wystarczyły. Potrzebowali kogoś z zewnątrz, terapii, nazwania emocji, które wcześniej przykrywali. – Bo przysięga nie sprawia, że nie boli – podsumowuje Piotr. – Ale sprawia, że nie uciekamy przy pierwszym impulsie. Dla nich małżeństwo zawarte w kościele przed Bogiem nie oznacza ochrony przed kryzysem. Oznacza zaproszenie do pozostania w relacji także wtedy, gdy trzeba ją budować od nowa.

Poza scenariuszem

Reklama

Joanna i Krzysztof weszli w związek z poczuciem, że mają przed sobą czas. Skupiali się na pracy, porządkowaniu codzienności, budowaniu wspólnego rytmu. Myśl o dziecku oczywiście się pojawiała, ale była jednym z elementów planu, który miał się zrealizować w swoim momencie. Pierwsze miesiące starań mijały spokojnie. Z czasem oczekiwanie zaczęło wypełniać coraz większą część ich życia. Każdy kolejny cykl przynosił nadzieję i rozczarowanie. Wizyty u lekarzy, badania, kalendarze i terminy stały się codziennością. Temat dziecka stopniowo przesuwał się z przyszłości do centrum ich rozmów. – Zorientowałam się, że wszystko kręci się wokół jednego punktu – mówi Joanna. – I że coraz trudniej rozmawiać o czymkolwiek innym. Krzysztof reagował inaczej. Skupiał się na pracy, porządkowaniu spraw. – Każde z nas dźwigało to po swojemu – opowiadają. – I coraz rzadziej potrafiliśmy się w tym spotkać. Napięcie narastało. Rozmowy kończyły się szybciej, a milczenie trwało dłużej. Pojawiły się emocje, których wcześniej nie znali: zazdrość wobec innych par, zmęczenie ciągłym tłumaczeniem się, poczucie utraty kontroli nad własnym życiem. Spotkania rodzinne i towarzyskie wymagały coraz większego wysiłku. Czekanie zaczęło wpływać na ich relację. Pojawiło się poczucie osamotnienia przeżywanego we dwoje. Każde z nich zadawało sobie pytanie o granice wytrzymałości, swojej i tej wspólnej. Decyzja o szukaniu pomocy przyszła w momencie, gdy oboje uznali, że napięcie zaczyna dotyczyć już nie tylko pragnienia dziecka, ale samego małżeństwa. Rozmowy z innymi bezdzietnymi parami, które mierzyły się z tym problemem, pozwoliły uporządkować emocje i nauczyć się mówić o nich bez oskarżeń. Pomogły też odzyskać perspektywę na relację jako wartość samą w sobie. Wiara, obecna w ich życiu, ale trochę zakurzona, zaczęła zajmować inne miejsce. Przestała być przestrzenią oczekiwań. Stała się miejscem, w którym uczyli się zgody na brak kontroli. – Dużo się modliliśmy, ale już nie tylko o dziecko – wspomina Joanna. – Nasze małżeństwo przestało być zawieszone w przyszłości. Zaczęliśmy skupiać się na tym, że jesteśmy ze sobą teraz. Dziś nadal żyją w napięciu wynikającym z niepewności. Ich historia pozostaje otwarta. Zmienił się jednak sposób ich bycia razem. Więcej w nim uważności, więcej rozmowy, mniej presji skierowanej przeciwko sobie. Nauczyli się nazywać ból i nadzieję bez wzajemnych oskarżeń. – Czekanie nauczyło nas wytrwałości – zaznacza Krzysztof. – I przypomniało, że małżeństwo to coś więcej niż spełnianie planów.

Punkt odniesienia

Ewa i Andrzej są małżeństwem blisko 40 lat. Gdy opowiadają o swoim życiu, nie zaczynają od przełomowych momentów ani od trudnych doświadczeń. Raczej od codzienności, która od lat układa się w podobnym rytmie. Praca, dom, dzieci, obowiązki. Sprawy zwykłe, powtarzalne, czasem męczące. Od początku wiedzieli, że chcą budować swoje małżeństwo w oparciu o Pana Boga. Ich małżeństwo nie było jednak wolne, jak wspominają, od napięć. – Były różnice charakterów, zmęczenie, spory o sprawy wychowawcze, momenty zniechęcenia – wyliczają zgodnie. Z perspektywy lat mówią wprost, że bez odniesienia do Boga byłoby im znacznie trudniej przechodzić przez codzienność i zachować spokój w momentach, które wymagały cierpliwości. – Wiara uczy nas, że nie wszystko trzeba wygrać – podkreśla Ewa. – Czasem ważniejsze jest, żeby zostać razem. Dla nich małżeństwo od początku było decyzją, a nie tylko emocją. Wiedzieli, że uczucia się zmieniają, a codzienność bywa wymagająca. Dlatego dużą wagę przywiązywali do drobnych rzeczy: obecności przy wspólnych posiłkach, rozmów bez pośpiechu, czasu tylko dla siebie. – Nie czekaliśmy na kryzys, żeby o siebie zadbać – zauważa Andrzej. – Raczej pilnowaliśmy tego, co mamy. Dziś mówią o swoim małżeństwie z wdzięcznością, ale też z poczuciem, że wspólna droga wymagała uważności i decyzji ponawianych każdego dnia.

Wymagająca propozycja

Reklama

Pytanie o to, czy małżeństwo jako pomysł Pana Boga się sprawdza, coraz częściej stawiane jest w kontekście twardych danych. Statystyki nie pozostawiają złudzeń: w Polsce rozpada się ok. jednej czwartej małżeństw, a w niektórych krajach Zachodu odsetek rozwodów sięga 40, a nawet 50%. Jednocześnie maleje liczba zawieranych ślubów, coraz więcej osób wybiera życie bez formalnego zobowiązania. Te liczby pokazują skalę kryzysu relacji i rosnący lęk przed trwałością, ale same w sobie nie mówią, czy idea małżeństwa zawiodła.

Kiedy spojrzeć głębiej, statystyki zaczynają opowiadać inną historię. Badania społeczne i zdrowotne konsekwentnie wskazują, że osoby żyjące w stabilnych małżeństwach częściej doświadczają poczucia bezpieczeństwa, lepszego zdrowia psychicznego i większego wsparcia społecznego. Małżeństwo nie eliminuje problemów, ale tworzy przestrzeń, w której łatwiej je unieść. Dla dzieci oznacza stabilność emocjonalną, dla dorosłych – sieć odpowiedzialności i relacji, która nie kończy się wraz z chwilowym kryzysem. Powody rozpadu małżeństw rzadko bywają spektakularne. Znacznie częściej są wynikiem narastającego napięcia, braku rozmowy, zmęczenia codziennością i nieumiejętności rozwiązywania konfliktów. Wiele par wchodzi w związek bez przygotowania do długofalowej pracy nad relacją, z przekonaniem, że uczucia wystarczą, by przetrwać kolejne etapy życia. Kiedy emocje słabną, a problemy się nawarstwiają, brak narzędzi do rozmowy i szukania pomocy sprawia, że rozstanie zaczyna jawić się jako jedyne wyjście. Walka o małżeństwo rzadko polega na wielkich deklaracjach. Częściej oznacza powrót do rozmowy, gotowość do pracy nad sobą, przyjęcie pomocy z zewnątrz i uznanie, że kryzys nie jest dowodem porażki, lecz stanowi sygnał, iż relacja domaga się uważności. Małżeństwo rozumiane jako pomysł Boga nie obiecuje życia bez bólu ani ochrony przed kryzysem. Proponuje ramę przymierza, w której wierność staje się decyzją porządkującą codzienne wybory. Przysięga działa nie jak zabezpieczenie przed trudnościami, ale jak punkt odniesienia wtedy, gdy emocje słabną, a rzeczywistość wymaga odpowiedzialności. To ona zatrzymuje w relacji w momentach, gdy najłatwiej byłoby się wycofać. Historie małżonków pokazują, że sens trwania często odsłania się dopiero po przejściu przez kryzys. Małżeństwo zaczyna wtedy funkcjonować jako droga wzrostu, a nie gwarancja szczęścia. Wymaga pracy, rozmowy i gotowości do zmiany, ale daje coś, czego trudno doświadczyć w relacjach opartych wyłącznie na uczuciach – trwałość, która dojrzewa wraz z człowiekiem.

Czy ten pomysł się sprawdza? Sprawdza się tam, gdzie małżeństwo przestaje być traktowane jako obietnica łatwego życia, a zaczyna być przeżywane jako przestrzeń odpowiedzialności, wierności i wspólnego dojrzewania. W świecie prowizorycznych więzi i szybkich rozwiązań to propozycja wymagająca. Ale być może właśnie dlatego, mimo statystyk i kryzysów, wciąż znajdują się ludzie gotowi ją podjąć.

2026-02-03 11:34

Oceń: +25 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francja: podręcznik przygotowania do małżeństwa międzywyznaniowego

[ TEMATY ]

ekumenizm

małżeństwo

Jakub Krechowicz/fotolia.com

„Podręcznik przygotowania do małżeństwa międzywyznaniowego katolicko-protestanckiego” przedstawiono 16 stycznia na konferencji prasowej w Domu Protestantyzmu w Paryżu. Przygotował go Mieszany Komitet Katolicko-Luterańsko-Reformowany. Dokument ma być narzędziem dla duszpasterzy zaangażowanych w przygotowanie narzeczonych do zawarcia tego typu małżeństwa i w towarzyszenie takim międzywyznaniowym parom.

Dyrektor krajowego biura ds. jedności chrześcijan przy Konferencji Biskupów Francji ks. Emmanuel Gougaud wyjaśnił, że ten „praktyczny podręcznik” powstał na życzenie rady episkopatu ds. jedności chrześcijan i relacji z judaizmem oraz Luterańsko-Reformowanej Wspólnoty Protestanckiej - organu współpracy czterech Kościołów luterańskich i reformowanych w tym kraju.
CZYTAJ DALEJ

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Mateusza

Niedziela Ogólnopolska 15/2017, str. 32-33

Karol Porwich/Niedziela

+ – słowa Chrystusa
E. – słowa Ewangelisty
I. – słowa innych osób pojedynczych
T. – słowa kilku osób lub tłumu

E. Jezusa postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.
CZYTAJ DALEJ

„Pan Bóg na pierwszym miejscu” – Kamil Stoch zakończył karierę

2026-03-29 13:51

[ TEMATY ]

skoki narciarskie

Kamil Stoch

PAP/Grzegorz Momot

Kamil Stoch w niedzielnym konkursie Pucharu Świata na mamucim obiekcie w Planicy oddał ostatni skok. 38-letni narciarz tym samym zakończył długą i pełną sukcesów karierę, które sprawiają, że jest jednym z najbardziej utytułowanych polskich sportowców w historii.

Do ostatniej próby, w której uzyskał 190 metrów, wystartowała go machając chorągiewką jego żona - Ewa Bilan-Stoch, a przy zejście z zeskoku szpaler dla mistrza utworzyli młodzi skoczkowi ze szkółki KS Eve-nement Zakopane, którą małżeństwo założyło w 2014 roku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję