Biblia pokazuje, że wszystko, co przeżywamy współcześnie, było udziałem narodu wybranego. Że problemy, z którymi dziś się zmagamy, nie były obce i małżeństwom, które znamy z kart Pisma Świętego. Jak my, tak i biblijni bohaterowie przeżywali małżeńskie radości i dramaty, jak my mierzyli się z problemami, mieli wspólne pragnienia i dążyli do osiągnięcia celu. Wspierali się albo zupełnie przeciwnie, modlili się o potomstwo. Szli wiernie za głosem Boga albo... działali po swojemu, kalkulowali czysto ludzką logiką. A przy tym doświadczali cudów. Bóg był z nimi, bo ich wybrał dla siebie. To, co jest dziś dla nas zupełnie nie do przyjęcia, w ówczesnej semickiej kulturze było zupełnie naturalne.
Pośród wielu biblijnych małżeństw, od Starego Testamentu po Nowy, warto spojrzeć choć na wybrane. I tylko na wycinek ich życia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Abraham i Sara
Reklama
O nich można by nakręcić niejeden film albo i serial. On – prorok, wybrany przez Boga, ona – piękna kobieta, pożądana przez wielu. Uwierzyli, że Bóg ma dla nich plan. Razem przeszli przez życie, choć nie obyło się bez trudów, niewierności, zawiści czy małostkowości i kłamstw. Czekali na wypełnienie obietnicy o potomstwie tak licznym jak gwiazdy na niebie. Choć Bóg wielokrotnie im udowadniał, że jest wszechmocny, oni po swojemu kalkulowali (jak choćby ze służącą Sary – Hagar, która w zastępstwie swej pani miała dać Abrahamowi potomka). W końcu Bóg dopełnił obietnicy – Sara w swej starości urodziła staremu Abrahamowi upragnionego i wyczekanego syna. Choć prorok miał inne dzieci, to właśnie Sara (upokarzana z powodu swej niepłodności, niedowierzająca Bogu, zdawałoby się – bez miłosierdzia, kiedy wygnała Hagar z maleńkim dzieckiem na pustynię) zapisała się jako matka przodka Zbawiciela świata.
Abraham i Sara są symbolem tego, że Bóg dotrzymuje obietnicy i przekracza ludzkie ograniczenia i naturę.
Rut i Booz
To chyba jedna z najpiękniejszych historii o miłości. Choć u jej początku stały ból i cierpienie, to tych dwoje, z różnych narodów i kultur, jakby na siebie czekało. Połączyły ich bezinteresowność, pokora i wrażliwość na drugiego człowieka. Gdy czyta się ich dzieje, niemal da się poczuć pokój, jaki sobą wnoszą w starotestamentalną rzeczywistość.
Rut, Moabitka, po śmierci męża postanawia nie wracać – zgodnie z ówczesnym zwyczajem – do swego narodu i w nim szukać nowego męża, lecz pozostać z teściową. To z jej ust skierowanych do Noemi padają słowa, które często młodzi wykorzystują na ślubnych zaproszeniach: „Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę”. Booz, człowiek bardzo zamożny, już niemłody, jakby czekał na pełną poświęcenia i pracowitości Rut. A jako małżonkowie... byli dziadkami Jessego, ojca Dawida – króla Izraela.
Tobiasz i Sara
Reklama
Oboje jakby szukali siebie i swojego miejsca na ziemi. Ich historia prowadzi przez wybory i trudne decyzje, które miały w sobie widmo śmierci. To historia drogi z tajemnicą w tle, wielką rybą, którą trzeba pokonać, poniżaniem, sytuacjami po ludzku bez wyjścia, nieziemskim wsparciem i cudownym uzdrowieniem. Czyta się tę księgę z zapartym tchem. A zaczyna się w momencie, kiedy stary Tobiasz (przyszły teść) prosi Boga o śmierć, podobnie jak młoda kobieta – Sara na drugim końcu świata. Straciła wszak siedmiu mężów w czasie nocy poślubnej i nie miała już nadziei na dobre życie. Wtedy właśnie Bóg wkracza w życie tych dwojga. Posyła archanioła Rafała, który z tych nieszczęść wyprowadza dobro. Jest i syn Tobiasz, który musi się wykazać nie lada odwagą i zaufaniem Bogu, by poślubić Sarę, której wszystkich mężów zabijał demon Asmodeusz. To ten młody mężczyzna z miłości jest gotowy oddać życie. To jego decyzja i ufna modlitwa młodych małżonków, która poprzedza noc poślubną, pokazują, czym jest prawdziwa miłość.
Elżbieta i Zachariasz
Małżeństwo, które ufało i wiernie, ręka w rękę, służyło Bogu. To opowieść znów z zaskakującymi zwrotami akcji. Zachariasz – kapłan za czasów Heroda i Elżbieta – z kapłańskiego rodu Aarona, krewna Maryi. Oboje sprawiedliwi przed Bogiem, „nienagannie zachowywali wszystkie przykazania i przepisy Pańskie”. Cierpieli jednak z powodu braku potomstwa. Bolesne, tym bardziej że w ówczesnym świecie żydowskim brak dziecka albo bardziej – dużej rodziny był postrzegany jako kara za grzechy. Małżonkowie nie przestawali więc się modlić, aż dożyli sędziwego wieku i już tracili nadzieję. I tu w ich życiu pojawia się Bóg, niejako – jak wielokrotnie w biblijnych historiach – spóźniony. Przez archanioła Gabriela – który za chwilę odwiedzi w nazaretańskim domu Maryję – przepowiada Zachariaszowi, że jego żona urodzi mu syna. Trudno się dziwić, że kapłan nie wierzy, traci jednak przez to zdolność mówienia aż do czasu wypełnienia się Bożej obietnicy. Ich syn staje się tym, który przygotowuje drogę dla Pana. Z kolei to właśnie Elżbiecie Maryja przychodzi z pomocą i to w Jej łonie Jan Chrzciciel rozpoznaje Zbawiciela.
Józef i Maryja
Reklama
Najdoskonalsza biblijna para. Nie może być inaczej, bo to ich Bóg sobie wybrał na ziemskich rodziców swojego Syna. To przecież ich natura, zwyczaje, podejście do życia i tradycje ukształtowały Jezusa. Ich historia jest też najbardziej zaskakująca, a nam najbardziej znana. Zgoda na niezrozumiałe, wiara wbrew rozsądkowi, ufność i posłuszeństwo Bogu i Jego posłańcom. Sny, które torują drogę, odwaga, przeciwstawienie się tradycji dla ochrony umiłowanej Kobiety i postawienie na szali swojej reputacji. Ucieczka, życie w niepewności, z często niezrozumiałymi sytuacjami, chwile ubóstwa, troska, pokora, ofiara z siebie i cierpienie.
W życiu Maryi i Józefa najbardziej widać, że miłość to nie słowa, ale czyny. Wspólne działanie – wychowywanie Syna, podejmowanie trudnych decyzji, delikatność, ochrona, zwyczajna praca, ciche oddanie, zapomnienie o sobie i zaufanie sobie nawzajem. To w końcu w ich domu Jezus „wzrastał w mądrości, w latach i w łasce”.
***
To tylko pięć biblijnych małżeńskich historii. Bardzo skrótowo potraktowanych. Zachęcam przy tym, żeby zajrzeć do źródła i przeczytać ich pełne losy. Warto też przyjrzeć się innym małżonkom. I może odnaleźć w którymś z nich siebie i swoją małżeńską drogę albo choć jej jakiś etap...? Problemy, z którymi się zmagamy, i radości, które dodają sił do działania i walki o wierność sobie i powołaniu?
