Obiecałem, że nigdy cię nie oddam” – to przyrzeczenie bywa najcięższą kotwicą, która więzi rodziny w poczuciu winy i skrajnym wycieńczeniu. W polskiej kulturze wciąż wierzymy, że miłość mierzy się stopniem domowego poświęcenia, nawet gdy dom zmienia się w „szpital bez personelu”. Olga Poklepa, psycholog i psychotraumatolog wyjaśnia, dlaczego profesjonalna opieka paliatywna nie jest kapitulacją, lecz jest aktem odwagi. To opowieść o tym, jak przestać być zmęczonym pielęgniarzem, by znów stać się kochającym dzieckiem lub małżonkiem, i dlaczego prośba o pomoc to nie porażka, lecz „mobilizacja posiłków” w walce o godność odchodzenia.
Kinga Łuszczyńska: W polskiej kulturze wciąż silne jest przekonanie, że „kochać to znaczy opiekować się do samego końca w domu”...Kinga Łuszczyńska: W polskiej kulturze wciąż silne jest przekonanie, że „kochać to znaczy opiekować się do samego końca w domu”...
Olga Poklepa: To jest swego rodzaju pułapka miłości. Przekonanie, że miłość jest tożsama z domową opieką „do końca”, ponad siły, jest konstruktem kulturowym, który rzadko uwzględnia dynamikę przewlekłego stresu.
Opiekun wchodzi w proces opieki nad bliskim z wysokim poziomem motywacji – wydaje mu się, że podoła, bo przecież kocha. Ale gdy tzw. rzeczywistość medyczna, czyli realny stan pacjenta, zaczyna przerastać jego kompetencje i możliwości, pojawia się potężny dysonans. Miłość zaczyna konkurować z bezsilnością, a później ze złością na siebie, świat, czasem też na chorego – co jest przecież irracjonalne, bo nikt nie chce chorować i „być dla bliskich ciężarem”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
