Zanim wstąpiła do zakonu, studiowała medycynę. Zawsze pokorna, pracowita, pełna poświęcenia i wiary. Była znana ze swojej patriotycznej postawy i działalności pedagogicznej. We wszystkim widziała wolę Boga.
Sanitariuszka, zakonnica i nauczycielka
Kamienica przy ul. Freta w Warszawie. To tu 20 listopada 1899 r. przyszła na świat Maria Jadwiga Kotowska – dla rodziny i przyjaciół – Marylka. Była trzecim dzieckiem z siedmiorga rodzeństwa. W domu rodzinnym nauczyła się zgodnego współżycia, wiary, szacunku wobec innych ludzi i pobożności. Każdego wieczoru Kotowscy gromadzili się na wspólnej modlitwie, ojciec czytał dzieciom Biblię oraz żywoty świętych.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Marylka była dobrą uczennicą. Ukończyła gimnazjum Pauliny Hewelke, a następnie rozpoczęła studia lekarskie na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Warszawskiego.
Kiedy wojska bolszewickie dotarły pod Warszawę w 1920 r., Maria udała się na front i jako sanitariuszka Czerwonego Krzyża niosła pomoc rannym żołnierzom. Po wielu latach dostrzeżono jej poświęcenie i w 1932 r. została uhonorowana Krzyżem Polonia Restituta.
10 listopada 1918 r. to właśnie ona poprowadziła grupę uczniów na Dworzec Główny w Warszawie, aby powitać powracającego z więzienia w Magdeburgu Józefa Piłsudskiego. Zapamiętany został moment, kiedy Maria wraz z młodymi ludźmi wyprzęgła konie z powozu Marszałka i sama go ciągnęła wśród radosnych okrzyków młodzieży.
Reklama
Będąc na trzecim roku studiów, poznała siostry zmartwychwstanki i postanowiła zostać jedną z nich.
„Pan Bóg zabrał najlepsze moje dziecko, ale czy mógłbym Panu Bogu odmówić?” – wyznał po latach ojciec Marii.
22 lipca 1922 r. Maria przestąpiła próg zakonu w Kętach i przyjęła imię Alicja.
„Pragnę żyć i umierać dla Chrystusa, miłując Go nad wszystko, gdyż jest Miłością Najwyższą, Panem Bogiem i wszystkim moim” – napisała w liście do przełożonej zgromadzenia.
Po odbyciu nowicjatu została skierowana do wspólnoty sióstr w Warszawie. Za zgodą przełożonych podjęła studia, tym razem na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Warszawskiego, które ukończyła z tytułem magistra biologii. Studiowała również chemię i jednocześnie prowadziła lekcje w seminarium nauczycielskim sióstr zmartwychwstanek przy ul. Sewerynów w Warszawie.
Reklama
Od 1930 r. s. Kotowska pracowała na stołecznym Żoliborzu – została wychowawczynią 32 uczennic, nauczycielką chemii oraz pielęgniarką w zespole szkół prowadzonym przez siostry zmartwychwstanki. Po śmierci dyrektorki szkół przez pewien czas kierowała placówką. Jednak już w 1934 r. objęła stanowisko dyrektorki w Prywatnej Szkole Powszechnej i Żeńskim Gimnazjum Ogólnokształcącym w Wejherowie. Powierzono jej również kierowanie prywatnym przedszkolem oraz internatem dla dziewcząt. Siostra Alicja okazała się wspaniałą organizatorką. W kierowanych przez nią placówkach działały chór oraz drużyna harcerska, organizowane były pielgrzymki, wycieczki, obozy oraz uroczystości patriotyczne. Szkoły te znane były z wysokiego poziomu nauczania oraz prężnej działalności oświatowo-wychowawczej. Zaledwie 2 lata wystarczyły, aby kierowana przez s. Alicję szkoła zyskała miano szkoły państwowej. Siostra Kotowska została odznaczona przez władze oświatowe dyplomem honorowego członka Polskiego Związku Zachodniego – organizacji broniącej Polaków oraz polskości przed propagandą niemiecką, której wpływy na polskim Wybrzeżu, a zwłaszcza w Gdańsku oraz Wejherowie, coraz mocniej dawały o sobie znać.
Zginęła, bo była Polką
W wakacje 1939 r. s. Alicja po raz ostatni odwiedziła rodziców mieszkających wówczas w Cieszynie. W drodze powrotnej zatrzymała się jeszcze w macierzystym domu zakonnym w Kętach oraz na Jasnej Górze, a następnie wróciła na Pomorze.
1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Drzwi szkoły na rozpoczęcie nowego roku szkolnego nie zostały tego dnia otwarte. Wejherowo szybko zostało opanowane przez Niemców. Jedną z pierwszych decyzji nazistów była likwidacja szkoły i zakładu sióstr zmartwychwstanek. Siostra Alicja, obawiając się kradzieży i profanacji przedmiotów liturgicznych znajdujących się w kaplicy klasztornej, poleciła woźnemu Franciszkowi Prandze umieszczenie cennych rzeczy w skrzyni i zakopanie ich w przyklasztornym ogrodzie. Niestety, woźny doniósł o tym Niemcom. Okazało się także, że mężczyzna systematycznie obserwował s. Alicję i donosił o wszystkich jej działaniach gestapo.
Kiedy matka jednej z uczennic dowiedziała się, że siostrze grozi aresztowanie, zaproponowała jej pomoc w ucieczce. Zmartwychwstanka odmówiła.
„Nie mogę narażać ich na więzienie lub śmierć za cenę ratowania własnego życia” – powiedziała. Trafiła do więzienia. Gdy niemiecki kapitan Wehrmachtu, mieszkający w zarekwirowanym budynku, zapytał gestapowców, w czym zawiniła, w odpowiedzi usłyszał krótkie i stanowcze zdanie: „Wystarczy, że jest Polką”.
Reklama
W areszcie s. Kotowska spędziła 19 dni. Życzliwi jej ludzie zabiegali o jej uwolnienie, ale bezskutecznie. W więzieniu dużo się modliła – modlitwa różańcowa dodawała jej sił i przynosiła upragniony wewnętrzny spokój.
11 listopada 1939 r. widziano ją po raz ostatni. Tego dnia na dziedziniec więzienia wjechały niemieckie ciężarówki. Zwołano skazanych. W ostatnich słowach, jeszcze przed wyprowadzeniem, s. Alicja przebaczyła Franciszkowi Prandze.
Więźniom kazano opróżnić kieszenie – naziści pozwolili aresztantom zachować jedynie chusteczki do nosa. Na tym dziedzińcu stała także s. Alicja Kotowska. Trzymała za ręce grupę żydowskich dzieci. Pocieszała je i dodawała im otuchy. Wsiadła z nimi również do ciężarówki, która odjechała w stronę piaśnickich lasów. Jeszcze tego samego dnia – w Narodowe Święto Niepodległości – zakonnica została rozstrzelana.
Jej ciała nigdy nie odnaleziono – zgodnie zresztą z jej wolą, jeszcze przed wojną bowiem, będąc na cmentarzu, powiedziała do drugiej siostry: „Czy to nie wszystko jedno, gdzie ciało będzie leżało? Chciałabym, aby nikt o mnie nie wiedział! Przecież chodzi o to, żeby móc połączyć się z Bogiem! A to jest wszędzie możliwe i we wszystkich okolicznościach! W Nim żyć, zatopić się jak kropla w oceanie Jego miłosierdzia – to wielkie moje pragnienie”.
Błogosławiona
W czasie powojennych ekshumacji ciał w jednej z mogił w Piaśnicy (grób nr 7) znaleziono duży, czarny różaniec – taki, jaki przy habicie noszą zmartwychwstanki. Miejsce to uznano za symboliczny grób s. Alicji.
13 czerwca 1999 r. papież Jan Paweł II wyniósł ją na ołtarze w gronie 108. Błogosławionych Męczenników II wojny światowej.
„Błogosławieni męczennicy wołają do naszych serc: uwierzcie, że Bóg jest miłością! Uwierzcie na dobre i na złe! Obudźcie w sobie nadzieję! Niech ta nadzieja wyda w was owoc wierności Bogu we wszelkiej próbie” – podkreślił w wygłoszonej wówczas homilii Ojciec Święty. ?
