Reklama

Pierwsze Święto Niepodległości

11 listopada 1919 r. w Warszawie nie było jeszcze pomników. Nie składano wieńców, nie palono zniczy ku czci poległych w walkach. Jak stolica przeżywała pierwszą rocznicę niepodległości?

Niedziela warszawska 45/2003

Obchody rocznicy przyspieszono o dwa dni, na niedzielę „aby dać najszerszym warstwom ludności pracującej możność uczestnictwa w uroczystościach” - pisał Kurjer Warszawski w poniedziałkowym wydaniu porannym. 11 listopada nie był jeszcze wtedy dniem wolnym od pracy.
Padający od kilku dni śnieg, zaścielił białym puchem całe miasto. Tym bardziej odcinały się na tym tle dekoracje domów. Główne ulice, wyznaczone na miejsca obchodów przybrano w narodowe flagi. Na wielu balkonach mieszkańcy wywiesili barwne kobierce i wystawili tarcze z orłem.
Do licznego udziału w uroczystościach zachęcali społeczeństwo zwłaszcza polscy kolejarze. To im w pierwsze święto wyzwolenia okazywano szczególny szacunek.

Najpierw oddać Bogu chwałę

Już od 8.30 liczne grupy ze sztandarami i transparentami zaczęły gromadzić się na ul. Marszałkowskiej na wysokości ul. Koszykowej. „Raz po raz przesuwały się pośpiesznie w stronę pola Mokotowskiego delegacje ze sztandarami, gdzie już zbierało się w ordynku wojsko wszystkich broni” - relacjonował Kurjer Polski. Tam, na torach wyścigów konnych zaplanowano Mszę św. Pośrodku głównych trybun urządzono ołtarz polowy. Nad ołtarzem dumnie powiewały sztandary. Na modlitwę przyszli przedstawiciele polskiego rządu, korpusu oficerskiego, misji zagranicznych. Niestety zabrakło dwóch najważniejszych w tym dniu osób: naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego i szefa rządu polskiego Ignacego Paderewskiego. Obydwaj byli tak chorzy, że musieli zostać w swoich rezydencjach. Piłsudski w Belwederze, Paderewski na Zamku Królewskim.
O godz. 9.30 Mszę św. rozpoczął biskup polowy Stanisław Gall. Towarzyszył mu ks. prał. Rembieliński oraz kapelani poszczególnych oddziałów wojska. Zgodnie z tradycją, po Ewangelii i po podniesieniu ustawiony koło ołtarza oddział wojskowy oddał salwę honorową. Na koniec Mszy, już po błogosławieństwie rozległa się trzecia salwa, a orkiestra artylerii konnej zagrała Jeszcze Polska nie zginęła.

„Rewja”

Reklama

Zaraz po Mszy św. odbyła się przy ul. Śniadeckich 17 rewja, czyli defilada wojsk. Przeglądu wojsk, ale bez udziału publiczności, dokonał gen. Leśniewski, ówczesny minister wojny. Na czele kroczył komendant miasta, płk Zawadzki. - Przed generałem przewinęły się barwne szwadrony szwoleżerów, karne zastępy ze szkoły podchorążych, 36 pułk piechoty, Legia akademicka, oddziały techniczne, lotnicy, artyleria polowa, lekka, ciężka i po raz pierwszy widziana w Warszawie tzw. bateria wzorowa z działami o pancernych jaszczykach na automobilach - pisano w Kurjerze Polskim. Ci, którym dane było oglądać defiladę: przedstawiciele mocarstw Ententy, rządu oraz korpusu oficerskiego z uznaniem kiwali głowami. Defilada robiła wrażenie. W tym czasie mieszkańcy Warszawy przemieszczali się z pola Mokotowskiego ul. Wielką i Nowowiejską do ul. Marszałkowskiej.

Marsz pod Belweder

Około 11.00 cały uformowany pochód ruszył w stronę Belwederu. Przypominało to nieco późniejsze pochody 1-majowe. Była to wielka manifestacja ludzi, przybyłych ze sztandarami z całej Polski. Szli w grupach poprzedzielanych wojskiem. Najbardziej szczegółowy opis pochodu dał Kurjer Warszawski. Pochód otwierali szwoleżerowie z orkiestrą. Za nimi kroczyła grupa „Duch, siła i sport”. Dalej maszerowały oddziały piechoty i tzw. grupa „Ziemi”. Oklaskami witano sztandar „Mazurów pruskich” oraz warmińskiego komitetu plebiscytowego. Za kolejną grupą „Pracy” maszerowała bateria artylerii z orkiestrą. Dalej w grupie komunikacji lądowej i wodnej szli kolejarze, delegacja związku pracowników poczty i telegrafu z orkiestrą oraz członkowie ligi żeglugi polskiej i wioślarze. Za szkołą podchorążych kroczyły grupy „Stolica” i „Wiara”. Tą ostatnią tworzyli duchowieństwo rzymsko-katolickie, unici, kalwini, luteranie, rabinat. Szli tu także weterani Powstania Styczniowego z 1863 r. oraz bajończycy z historycznym sztandarem przebitym w boju 34 niemieckimi kulami. Na cześć jednych i drugich wznoszono gromkie okrzyki i klaskano mocniej w dłonie. Obok nich najbardziej imponująco prezentowała się grupa „Praca”, „Komunikacja” oraz ostatnia z idących w pochodzie „Najjaśniejsza Rzeczpospolita”. Tu kroczyli za oddziałami wojska przedstawiciele ministerstw, sejmu, korpusu oficerskiego, sądownictwa oraz Białego i Czerwonego Krzyża.
Pochód zatrzymał się przed pałacem Belwederskim. 6-osobowa delegacja przedstawicieli kolejnictwa udała się do Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, który nie mógł uczestniczyć w pochodzie. W płomiennym przemówieniu delegaci wyrażali Marszałkowi swoje oddanie i zapewnienie o duchowej jedności.

Hołd polskim kolejarzom

Święto wyzwolenia było jednocześnie wielkim świętem kolejarzy. Im przypisywano szczególną rolę w czasie wyzwalania Polski w 1918 r. Dla podkreślenia ich zasług, pochód ruszywszy spod Belwederu, Alejami Ujazdowskim, po raz drugi zatrzymał się na Nowym Świecie. Tu pod nr 14 mieściło się Ministerstwo Kolei Żelaznych. Do zebranych z balkonu gmachu zwrócił się minister kolei inż. Eberhard. Całość przemówienia ministra wydrukował wtedy Kurjer Polski. Minister przypomniał wydarzenia sprzed roku jak kolejarze bez rozlewu krwi dokonali przejęcia od Niemców stacji. Zaborcy stosowali różne zabiegi, aby nie wypuścić ze swoich rąk władzy nad polskim kolejnictwem. Pomagało im to utrzymać kontrolę nad okupowanymi ziemiami. Jeszcze przed samym 11 listopada komisarz niemiecki przy rządzie polskim utrzymywał, że interesem Polaków jest, aby po zniesieniu okupacji Niemcy jednak pozostali na kolei. Mówiono, że Polacy nie poradzą sobie ze wznowieniem ruchu. „Mylił się (...) - podkreślał Eberhard. Wzdłuż wszystkich linii rozciągały się czujne placówki dawnych kolejarzy, które czekały tylko chwili stosownej. Jedenastego listopada chwila ta nadeszła. W nocy dawni kolejarze wystąpili zgodną lawą na linię i stanęli przy warsztacie kolejowym tak sprawnie jakgdyby tylko wczoraj od niego odeszli. Fakt ten wywołał wrażenie niezwykłe. Niemcy poczuli, że mogą być odcięci od swych ognisk domowych i rzucili się do ucieczki, w czem im nie przeszkadzano” - mówił Eberhard. Minister przypomniał, że 11 listopada przed tym gmachem, gdzie zatrzymał się pochód, grzmiały jeszcze salwy niemieckie. Nazajutrz zaś już Niemców w dyrekcji nie było.
Ostatni odcinek idący w pochodzie przemierzyli od Nowego Światu Krakowskim Przedmieściem pod Zamek Królewski. Na Zamek Królewski do prezydenta ministrów Ignacego Paderewskiego udała się 10-osobowa delegacja składająca się z przedstawicieli kolejnictwa oraz Narodowego Związku Kolejowców i Nauczycielstwa Polskiego. Delegaci wyrazili „całkowitą solidarność i zupełne poparcie ze strony społeczeństwa dla wszystkich usiłowań i zamierzeń” Paderewskiego. Przemówienie zakończone zostało okrzykami na cześć prezydenta ministrów.

Akademia i Teatr

Zakończenie pochodu nie było jeszcze końcem świętowania. O godzinie piątej po południu w sali rady miejskiej odbyła się uroczysta akademia. Jak pisała Gazeta Polska prezesem prezydium honorowego był marszałek sejmu Trąmpczynski, zaś członkami m.in. abp Aleksander Kakowski, min. Eberhard, trzech rektorów wyższych uczelni. Nie zabrakło też gości zagranicznych.
Wieczorem ku uczczeniu odzyskanej wolności w warszawskich teatrach odbyły się spektakle. W doborze repertuaru i liczbie znakomitych gości przodował Teatr Wielki. W loży Naczelnika państwa nieobecnego z powodu choroby zasiadł minister wojny Leśniewski. W loży ministerialnej podsekretarz stanu Krzyński. Honorowe miejsca w lożach na I piętrze zajęli posłowie włoski, angielski, francuski i amerykański. Uroczyste przedstawienia odbyły się także w teatrach Praskim i Dramatycznym.
W obchodach pierwszej rocznicy odzyskania wolności, choć były one podniosłe, zabrakło żywiołowej radości, jak w 1918 r. Jak komentowano w Kurjerze Warszawskim nie dlatego, „aby żywym sercem nie odczuwano doniosłości uroczystego obchodu, lecz wskutek powagi chwili bieżącej, ciężkich trosk o byt, niezwykłych trudności, w jakich się kraj a zwłaszcza miasta znajdują. Ale obchód ten pokrzepił serca i umocnił wiarę, że niespożyta moc narodu potrafi przetrwać i ten ciężki okres, jaki nas czeka”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O. Leon Knabit: Jak sobie radzić z duchową depresją?

2021-07-26 14:02

[ TEMATY ]

duchowość

depresja

o. Leon Knabit

Karol Porwich

Jest takie złośliwe powiedzenie, że ludzie dzisiejsi to się dzielą na tych, co siedzą w zakładach zamkniętych i na nieprzebadanych. To bardzo złośliwe i pesymistyczne spojrzenie na rzeczywistość. Tym niemniej faktem jest, że takich ludzi w 100% normalnych psychicznie to za dużo nie ma.

Bardzo wielu ludzi się skarży, że nie potrafią sobie ze sobą poradzić, że stresy, jakie są, problemy, kłopoty są czynnikiem, który potrafi zachwiać ich równowagę psychiczną i w takich skrajnych przypadkach mówi się, że popadają w depresję.

CZYTAJ DALEJ

Gdyby św. ojciec Kolbe przeżył wojnę, to zbudowałby imperium medialne

2021-07-23 09:10

[ TEMATY ]

o. Maksymilian Kolbe

Mat.prasowy

Wielu biografów czy publicystów, którzy piszą o ojcu Maksymilianie, mówi o jego ofierze za współwięźnia i męczeńskiej śmierci w Auschwitz. Zbliża się 80. rocznica tego wydarzenia. Natomiast po dziś dzień nie w pełni doceniana jest działalność, którą wykonywał wcześniej. Można odnieść wrażenie, że za samą tę działalność godziłoby się uznać heroiczność jego cnót i doprowadzić do procesu beatyfikacyjnego.

Tak też opisuje życie i postawę o. Maksymiliana jego biograf, Czesław Ryszka:

CZYTAJ DALEJ

By pobyć ze sobą

2021-07-26 22:25

Norbert Polak

Parafianie bawili się wspólnie z proboszczem na festynie ku czci św. Anny obok kościoła św. Mikołaja w Krakowie.

Parafianie bawili się wspólnie z proboszczem na festynie ku czci św. Anny obok kościoła św. Mikołaja w Krakowie.

    W kościele św. Mikołaja w Krakowie 25 lipca po Mszy św. odbył się festyn parafialny ku czci drugiej patronki parafii - św. Anny.

    W homilii ksiądz Dominik Sujecki wyjaśnił, czemu Eucharystia jest centralnym punktem każdego wydarzenia: - Chcemy więc dzisiaj, kiedy będziemy przystępować do Komunii Świętej, prawdziwie otworzyć nasze serca, aby nasycić się tym chlebem w pełni, aby z wiarą przyjąć to, co Jezus dla nas przynosi. Bardzo często skupiamy się tylko na tym chlebie codziennym, który wdrażamy przez naszą pracę, przez zarobek. Każdy z nas, kto chce jeść, musi pracować. To jest podstawa naszego życia, ale tego fizycznego. Ale jest coś więcej — życie duchowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję