Reklama

Familiaris consortio

O zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym

Do biskupów kapłanów i wiernych całego Kościoła katolickiego

Wprowadzenie

Kościół w służbie rodziny

1. Rodzina w czasach dzisiejszych znajduje się pod wpływem rozległych, głębokich i szybkich przemian społecznych i kulturowych. Wiele rodzin przeżywa ten stan rzeczy, dochowując wierności tym wartościom, które stanowią fundament instytucji rodzinnej. Inne stanęły niepewne i zagubione wobec swych zadań, a nawet niekiedy zwątpiły i niemal zatraciły świadomość ostatecznego znaczenia i prawdy życia małżeńskiego i rodzinnego. Inne jeszcze, na skutek doznawanych niesprawiedliwości, napotykają na przeszkody w korzystaniu ze swoich podstawowych praw.

Kościół, świadomy tego, że małżeństwo i rodzina stanowią jedno z najcenniejszych dóbr ludzkości, pragnie nieść swoją naukę i zaofiarować pomoc tym, którzy znając wartości małżeństwa i rodziny, starają się pozostać im wierni; tym, którzy w niepewności i niepokoju poszukują prawdy; i tym, którzy niesłusznie napotykają na przeszkody w realizowaniu własnej wizji rodziny. Podtrzymując pierwszych, oświecając drugich i wspierając tych, którym stwarzane bywają trudności, Kościół pragnie służyć każdemu człowiekowi, zatroskanemu o losy małżeństwa i rodziny1.

W sposób szczególny Kościół zwraca się do ludzi młodych, którzy mają wstąpić na drogę życia małżeńskiego i rodzinnego, aby ukazać im nowe horyzonty, pomóc odkryć piękno i wielkość powołania do miłości i służby życiu.

Synod roku 1980 kontynuacją poprzednich Synodów

2. Znakiem tego głębokiego zainteresowania Kościoła problematyką rodziny był ostatni Synod Biskupów, który odbył się w Rzymie, w dniach od 26 września do 25 października 1980 roku. Był on naturalną kontynuacją dwóch poprzednich Synodów2. Rodzina chrześcijańska jest bowiem pierwszą wspólnotą powołaną do głoszenia Ewangelii osobie ludzkiej, która jest w stałym rozwoju, i doprowadzenia jej, poprzez stopniowe wychowanie i katechezę, do pełnej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej.

Ponadto problematyka ostatniego Synodu wiąże się ściśle z tematyką Synodu o kapłaństwie służebnym i o sprawiedliwości w świecie współczesnym. Rodzina bowiem, jako wspólnota wychowawcza, powinna pomóc człowiekowi w rozpoznaniu własnego powołania i podjęciu koniecznych wysiłków na rzecz większej sprawiedliwości, przygotowując go od samego początku do relacji międzyosobowych, opartych na sprawiedliwości i miłości.

Ojcowie Synodu przedstawili mi na zakończenie swych obrad obszerny wykaz propozycji, w których zebrali owoce refleksji wysnutych w czasie dni intensywnej pracy, i jednomyślnie prosili, abym wobec całej ludzkości wypowiedział żywe zainteresowanie Kościoła sprawą rodziny oraz udzielił potrzebnych wskazań dotyczących nowych zadań pasterskich w tej podstawowej dziedzinie życia ludzkiego i kościelnego.

Wypełniając to zadanie poprzez niniejszą Adhortację, która jest szczególnym wyrazem powierzonego mi urzędu apostolskiego, pragnę podziękować wszystkim uczestnikom Synodu za cenny wkład nauki i doświadczenia oddany do mojej dyspozycji, zwłaszcza w postaci „Propositiones”; powierzam je Papieskiej Radzie do Spraw Rodziny celem głębszego studium dla ukazania pełnej wartości zawartego tam bogactwa.

Wielkie dobro małżeństwa i rodziny

3. Kościół oświecony wiarą, która pozwala mu poznać całą prawdę o wielkiej wartości małżeństwa i rodziny oraz o ich głębokim znaczeniu, czuje się przynaglony do głoszenia Ewangelii - „dobrej nowiny” - wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza ludziom powołanym do małżeństwa i przygotowującym się do niego, wszystkim małżonkom i rodzicom całego świata.

Jest on głęboko przekonany, że jedynie przyjęcie Ewangelii pozwala na spełnienie wszystkich nadziei, które człowiek słusznie pokłada w małżeństwie i rodzinie.

Zamierzone przez Boga w akcie stwórczym3 małżeństwo i rodzina są wewnętrznie skierowane do urzeczywistnienia się w Chrystusie4 i potrzebują Jego łaski dla uzdrowienia z ran grzechu5 i nawiązania do „początku”6, czyli do pełnego poznania i całkowitego wypełnienia zamysłu Bożego.

W obecnym momencie historycznym, gdy rodzina jest przedmiotem ataków ze strony licznych sił, które chciałyby ją zniszczyć lub przynajmniej zniekształcić, Kościół jest świadom tego, że dobro społeczeństwa, i jego własne, związane jest z dobrem rodziny7, czuje silniej i w sposób bardziej wiążący swoje posłannictwo głoszenia wszystkim zamysłu Bożego dotyczącego małżeństwa i rodziny, zapewniając im pełną żywotność, rozwój ludzki i chrześcijański oraz przyczyniając się w ten sposób do odnowy społeczeństwa i Ludu Bożego.

Tagi:
Jan Paweł II adhortacja

Reklama

Ks. Sławomir Oder: od początku byłem przekonany o świętości Jana Pawła II

2019-11-18 13:29

md / Kraków (KAI)

Nie minęło wiele lat i dziś widzimy, że są podejmowane próby zakłamania historii życia Jana Pawła II - zauważa postulator w procesie kanonizacyjnym polskiego papieża. Jak dodaje, w dokumentacji procesu nie ma miejsca na „dwuznaczność, wątpliwość czy możliwość podejmowania krytyki” Ojca Świętego. Ks. Sławomir Oder mówił o tym w Wadowicach podczas spotkania „Takim go pamiętamy”, zorganizowanego przez Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II.

Grzegorz Gałązka

Do spotkania, które najgłębiej zapadło w serce przyszłego postulatora, doszło w Wielki Czwartek 1992 roku. Jan Paweł II w obrzędzie mandatum umył nogi kapłanom, wśród których był ks. Oder. - Był to gest, który do dziś powoduje moje głębokie wzruszenie. To był gest autentyczny, angażował go całego, a ja poczułem się naprawdę jak Piotr, który mówił Jezusowi: „Nie będziesz mi nigdy nóg umywał”. Gest umycia nóg młodemu księdzu był gestem umiłowania kapłaństwa, szacunku dla każdego kapłana - wspominał ks. Oder.

- Byłem obecny na placu św. Piotra w chwili, gdy papież odchodził do domu Ojca i pamiętam doskonale wszystko, co się tam działo - opowiadał. Przypomniał ciszę, która wtedy zapadła nad Watykanem. - Byłem wówczas rektorem kościoła pw. św. Benedykta Józefa Labre. Kiedy on umarł, po ulicach Rzymu biegały dzieci krzycząc: „Umarł święty! Umarł święty!”. Tam, na placu św. Piotra, czułem coś podobnego. Chciałem krzyczeć: „Umarł święty!”, jednak zabrakło mi odwagi - wyznał. Nie potrafił wówczas modlić się za duszę Ojca Świętego. - Mówiłem mu: „Teraz, kiedy już jesteś w niebie, pamiętaj o tym i o tamtym” - i przedstawiłem mu całą litanię potrzeb i pragnień mojego serca - wspominał.

O tym, że został postulatorem procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Jana Pawła II, dowiedział się podczas krótkiej rozmowy z kard. Camillo Ruinim, ówczesnym wikariuszem generalnym Rzymu. - Zakomunikował mi po prostu: „Będziesz postulatorem” - mówił duchowny.

Papież Benedykt XVI prosił, by pracować „szybko, ale dobrze”. - Jedną z trudności tego procesu były naciski zewnętrzne, by jak najszybciej go zakończyć. Oczekiwania były ogromne. Były głosy, by odstąpić od procedury i pójść za starożytną tradycją Kościoła, czyli ogłosić świętość Jana Pawła II przez aklamację – wspominał kapłan. - Przesłanki były, bo cały świat na to czekał, ale Benedykt XVI zdecydował się na normalny tok procesu. Z perspektywy czasu widzimy, że była to roztropna, mądra i dalekowzroczna decyzja. Proces pozwolił na to, by nasze głębokie przekonanie o świętości Jana Pawła II zostało zobiektywizowane - zaznaczał postulator.

Jak zauważył, nie minęło wiele lat i dziś widzimy, że są podejmowane próby zakłamania historii. Przywołał słowa homilii wypowiedzianej przy grobie Jana Pawła II przez ks. Arkadiusza Noconia, który mówił, że dziś „podejmuje się próby pisania życiorysu papieża ręką Belzebuba”. - Proces przekazał historii całą dokumentację, w której nie ma miejsca na dwuznaczność, wątpliwość czy możliwość podejmowania krytyki – przekonywał ks. Oder.

- Pracował również promotor sprawiedliwości, którego zadaniem było wyłowić wszystko, co mogłoby położyć się cieniem na przekonaniu o świętości Jana Pawła II - wyjaśniał ks. Oder. Jak podkreślał, większość ludzi kochała i podziwiała papieża, ale były osoby, które „nie podzielały jego myśli teologicznej i sposobu sprawowania władzy”. Nigdy jednak nie było wątpliwości co do osobistej świętości Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież zjadł obiad z 1,5 tys. ubogich

2019-11-17 20:05

kg (KAI/ACI/Vaticannews) / Watykan

W niedzielę 17 listopada - w III Światowym Dniu Ubogich - Franciszek zjadł obiad z półtora tysiącem biednych w Auli Pawła VI w Watykanie. Po Mszy św., odprawionej z okazji tego Dnia w bazylice św. Piotra i po odmówieniu modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty udał się do Auli, gdzie czekali na niego potrzebujący i towarzyszący im wolontariusze.

Vatican News

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej podało, że na obiad składały się specjalność kuchni śródziemnomorsiej - lasagna oraz udka z kurczaka w sosie pieczarkowym z ziemniakami, deser, owoce i kawa. Uczestnicy tego niezwykłego spotkania z papieżem, odbywającego się już zresztą po raz trzeci, reprezentowali wszystkie diecezje włoskie i organizacje charytatywne.

Franciszek nazwał to wydarzenie „obiadem w gronie przyjaciół”, a dziękując im za przybycie modlił się o błogosławieństwo dla swych gości oraz ich rodzin.

Obecny na obiedzie jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski wskazał na ewangeliczne znaczenie tej inicjatywy. „Papież chce przy wspólnym stole zjednoczyć tych, którzy cierpią, z tymi, którym się udało i mogą innym ofiarować posiłek, czy konkretną pomoc” – powiedział w Radiu Watykańskim.

Vatican News

"Jezus mówi do Zacheusza: zejdź z drzewa, idę do twojego domu m.in. po to, by spożyć z tobą posiłek. Jezus jadał z ubogimi i my robimy to samo, naśladujemy Jezusa. A oprócz tego Eucharystia, czyli największy skarb, jaki mamy, powstała podczas posiłku" – przypomniał kardynał. Zwrócił uwagę, że "podczas posiłku dzieją się cuda, bo patrzymy sobie w oczy, dzielimy się sobą, rozmawiamy". Dodał, że jeśli "w rodzinie jesteśmy skłóceni, to pierwsza rzecz, jaką robimy, to nie chcemy wspólnie zasiąść do stołu, bo stół jednoczy. W dzisiejszą niedzielę Papież chce właśnie tego wielkiego zjednoczenia - tych, którym się nie udało, którzy cierpią i tych, którym się udało, bo mogą ofiarować innym posiłek”.

Polski purpurat kurialny zaznaczył, że Światowy Dzień Ubogich to wezwanie dla każdego do dostrzeżenia ubogich i potrzebujących, których Bóg stawia na naszej drodze. „To też sposobna okazja, by przypomnieć sobie, że wszystko, co mam, zawdzięczam łaskawości Boga” – stwierdził jałmużnik papieski.

Przywołał przykład Łazarza, który spał pod domem bogatego. "I ten Łazarz był tylko dla tego bogatego, a on się nie spostrzegł. Ubodzy są dla nas, dla każdego z nas. Ci, którzy śpią pod bazyliką św. Piotra, są dla mnie, ci, którzy śpią w Warszawie na Dworcu Centralnym, są dla tych, którzy przechodzą" – powiedział kard. Krajewski. Zauważył, że jest to więc "dzień także mój, żebym się zastanowił, dla kogo żyję, komu posługuję, bo przecież wszystko co mam, to dlatego, że Bóg jest łaskawy i otrzymałem po to, żeby się dzielić. Jeśli się nie dzielę tym, co mam, to wszystko, co mam jest przeciw mnie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Eksper KEP ds. powołań: brakuje mistrzów życia duchowego

2019-11-19 11:09

Rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego - stwierdza w rozmowie z KAI ks. prof. Marek Tatar, krajowy duszpasterze powołań. Jego zdaniem w formacji seminaryjnej bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej i społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności. Ks. Tatar zwraca tez uwagę, że nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

Fotolia.com

Tomasz Królak (KAI): W tym roku do seminariów zgłosiło się o 20 proc. kandydatów do kapłaństwa mniej niż w ubiegłym. To poważne tąpnięcie, chyba niespotykane w ostatnim dziesięcioleciu i wygląda dość alarmistycznie...

Ks. prof. Marek Talar: – Na pewno to brzmi niepokojąco. I zmusza do refleksji w bardzo szerokim kontekście. Problem powołań, czy raczej powołania, jest dość złożony. Pojawiają się publikacje w mediach publicznych niekoniecznie sprzyjających Kościołowi, które mówią o krachu powołań czy o omijaniu seminariów przez młodych szerokim łukiem. Ich autorami często są ludzie, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem.
Statystyki za ostatnie 10 lat pokazują niewielkie tylko wahnięcia. Rzeczywiście poważne obserwujemy w dwóch ostatnich latach. Obserwujemy spadek, z faktami trudno dyskutować. W stosunku do roku 1999, kiedy to w seminariach diecezjalnych i zakonnych mieliśmy 6800 kleryków, obecnie jest ich około 2850. Ale trzeba mieć świadomość, że kompletnie zmienił się kontekst. Porównajmy na przykład rok 1999 i 2019 – dziś mamy zupełnie inną sytuację eklezjalną, społeczną, rodzinną. Także jeśli chodzi o formację, przygotowanie, rozumowanie, konstrukcję młodego człowieka.
Ogromną sekularyzację widać nie tylko w powołaniach, weźmy pod uwagę podejście do katechezy, traktowanie praktyk religijnych, następuje ogromne zindywidualizowanie i niebezpieczną relatywizację w podejściu do norm moralnych: to człowiek chce decydować o tym, co dobre i złe.
Oprócz liczb trzeba też uwzględnić problem spadku populacji. Nie można tym tłumaczyć całego zjawiska, ale też nie można go ignorować.

- W latach 80. liczba powołań rosła nawet mimo spadku demograficznego...

- – Zgoda. Ale tego czynnika nie można pomijać. Trzeba też pamiętać o kolejnej zmianie, mianowicie podwyższeniu średniego wieku kandydatów do kapłaństwa. Dobrze to widzę ucząc w kilku seminariach. Mamy sporą liczbę mężczyzn, którzy przychodzą już po skończonych studiach, po jakimś okresie pracy. Zmniejsza się liczba, przepraszam za wyrażenie, entuzjastycznych młodzików. Świadczy o tym choćby otwarcie seminarium 35 plus, które niedawno zostało przeniesione z Krakowa do Łodzi. Widać więc zainteresowanie kapłaństwem ze strony zupełnie innej kategorii ludzi.
Sposób myślenia młodego człowieka tuż po maturze a kogoś, kto skończył już jedne studia, pracował i decyduje się na seminarium dopiero wtedy – jest zupełnie inny. Dotyka tego problemu wydany 2016 r. istotny dokument Stolicy Apostolskiej „Ratio fundamentalis formationis sacerdotalis”, który jest podstawą do tworzenia nowego Ratio Studiorum dla Polski. Takie opracowanie zostało ostatnio przyjęte przez Episkopat i czeka na watykańskie zatwierdzenie.
Nie można widzieć seminarium i powołań tylko w kategoriach „akademickości” oraz funkcjonalizmu a więc przygotowywania ludzi do spełniania jakiejś "funkcji".

- A takiemu niebezpieczeństwu seminaria dziś ulegają?

- – Musimy się nad tym zastanowić. Niedawny mocno dyskutowany był synod dla Amazonii: czy wobec braku księży, nie należałoby udzielać święceń żonatym mężczyznom. Tymczasem chodzi o zupełnie inną rzecz, o odpowiedź na bardzo ważne pytanie: czy to, co kapłan wykonuje wynika z tego, kim jest, czy też to, kim jest wynika z tego, co wykonuje. W tym bardzo rozchwianym świecie widać ponowoczesny sposób myślenia i mentalności, mocno naznaczony sekularyzmem, indywidualizmem, utylitaryzmem, subiektywizmem i innymi „– izmami”. Chodzi o problem tożsamości - kapłańskiej, zakonnej.

- Która przeżywa kryzys?

- – Która staje dzisiaj wobec konieczności odpowiedzi na nowo, jak ta tożsamość wygląda i jak ją określić. Już w latach 80. w „Raporcie o stanie wiary” kard. Ratzinger pisał m.in. o radykalnym spadku powołań do żeńskich zgromadzeń zakonnych w Quebecu. Podał trzy bardzo ważne przyczyny, które jak mi się wydaje, można odnieść także do sytuacji w Polsce. Po pierwsze kryzys tożsamości; po drugie (co jest związane z poprzednim) wychowywanie tylko do zadaniowości; po trzecie: próba zastąpienia formacji duchowej - psychologiczną.

- Psychologia zaczęła dominować?

- – Psychologia bez wątpienia jest nam absolutnie konieczna w wielu wypadkach do rozeznania.

- Bardziej niż 30 lat temu?

- – Zdecydowanie i zaraz powiem dlaczego. Natomiast formacja nie może być formacją jedynie psychologiczną – bo jest formacją przede wszystkim duchową opartą na życiu łaską. Na gruncie teologii mówimy o formacji do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Tymczasem bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej czy też społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności.

- Kosztem kwestii duchowych?

- – Może nie kosztem, ale w obecnym klimacie kulturowym i mentalności pragmatyzmu, daje ona wymierne wyniki. Formacja duchowa to proces długofalowy, wymagający ogromnej dojrzałości, zarówno formowanych jak i formujących.

- A nie zawsze temu procesowi poświęca się tyle czasu, ile trzeba by poświęcić?

- – O to chodzi. I to jest bardzo ważne. A z czego to wynika? Zauważmy, że w okresie przełomu wieków XX i XXI bazowaliśmy jeszcze na w miarę zdrowej rodzinie. Jeśli sięgniemy do dokumentu Soboru „Presbyterorum ordinis” czy dwóch adhortacji Jana Pawła II „Pastores dabo vobis” i „Vita consecrata” to rodzina stanowi tam fundament. Jej obecny kryzys jest przyczyną bardzo mocnej destabilizacji młodego człowieka. Zastanówmy się choćby nad tym, jak taki mężczyzna ma pełnić funkcję swoistego ojca duchowego, kiedy on nie zna swojego ojca?
Mówiliśmy, że rodzina jest pierwszym nowicjatem, seminarium czy środowiskiem przygotowania do małżeństwa. Otóż ta rola drastycznie się zmniejszyła. Autorytet rodziny, rodziców mocno podupadł. Jest to podyktowane wieloma czynnikami, na przykład migracją ludności skutkującą zachwianiem tożsamości czy zaangażowaniem w pracę kosztem prowadzenia domu, wychowywania dzieci. Widać duże scedowanie wychowania dzieci na szkołę, na środowiska pozarodzinne.

- Rodzaj rodzicielskiej abdykacji?

- – Tak. I tu mamy bardzo poważny problem. Wychowawcza rola rodziny została nadwątlona. Dodałbym, że to nie zrobiło się samo: demontażu rodziny dokonano świadomie, z premedytacją i ten proces trwa. Najpierw uderzono w sacrum małżeństwa a później w rodzinę.
Odchodząc od kwestii powołaniowych dotyczących kapłaństwa i życia konsekrowanego: jakie wyobrażenie mają dziś młodzi ludzie przygotowujący się do małżeństwa, które w równym stopniu jest powołaniem niezwykle istotnym? Nie można nauczyć kogoś teoretycznie stworzenia domu i rodziny, jeśli nie ma wychowania i właściwej formacji! To jest podobnie jak z fałszywym twierdzeniem, że ktoś sobie wybierze religię jak dorośnie. To nie jest teoria czy ideologia, którą się wybiera – chodzi o dorastanie w klimacie szanującej się i kochającej rodziny.
Tak mocnemu zachwianiu tożsamości towarzyszą lęki, zwłaszcza lęk przed decyzją. Zwróćmy uwagę na skalę zjawiska singlostwa. To może być utylitaryzm, pragnienie wygodnego życia, ale w grę może wchodzić także podłoże lękowe: boję się wyboru, co więcej, boję się konsekwencji wyboru. Podejmowanie pewnych ostatecznych decyzji jest dla młodych ludzi dziś bardzo trudne.
Nie można też pominąć sprawy wizerunku Kościoła kreowanego przez media. Często autorami są ludzie spoza Kościoła, skoncentrowani tylko na kreśleniu jednobarwnego obrazu. To prawda, że w Kościele są błędy i słabości, które wynikają ze słabości i grzeszności człowieka. Ale nie można się zgodzić na tę generalizację, a przecież dominuje taki ton.

- I przynosi efekty.

- – Wystarczy spojrzeć na internetowe komentarze pod jakimkolwiek materiałem dotyczącym Kościoła. Jakimkolwiek! Przez 13 lat wspinałem się jako członek Polskiego Związku Alpinizmu i spotykałem także niewierzących alpinistów. Ale przecież nie nabrałem przekonania, że wszyscy alpiniści są niewierzący! Młody człowiek nie chce być utożsamiany z pewną grupą społeczną postrzeganą powszechnie wyłącznie negatywnie.

- Choć, być może on sam wie, że jest jednak inaczej. Ale efekt jest ten sam: dystans wobec Kościoła.

- – Trzeba powiedzieć i to, że kryzys powołań nie jest w historii Kościoła niczym nowym. „Nihil novi sub sole”. Wydaje się że o wiele trafniejszym stwierdzeniem jest to, że nie tyle mamy do czynienia z kryzysem powołań a bardziej z kryzysem człowieka. Powołujące działanie Chrystusa nie zakończyło się. Sięgnijmy do czasów Dominika czy Franciszka. Trudne dzisiejsze doświadczenia Kościoła powodują w nim także pewną polaryzację i mogą mieć charakter oczyszczający. Wedle mentalności świata dziś nie „opłaca się” wstępować do seminarium, zatem motywacja ulega oczyszczeniu.

- Skoro wybór drogi kapłaństwa dziś naprawdę kosztuje, to może „przełoży” się to na jakość posługi? Może ci księża będą owocniej towarzyszyć ludziom?

- – To jest wyzwanie zarówno dla kandydatów, bo to oni są tutaj pierwszoplanowi ale również dla tych, których Pan Bóg stawia jako formatorów: przełożonych, rektorów, zwłaszcza zaś mistrzów, mistrzynie, ojców duchownych. Dlaczego? Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego. Wykładowców jest bardzo dużo...
Niedawno miałem okazje przebywać wśród mnichów maronickich, którzy zachowali status życia mniszego. Tam jest mistrz i ten, który „dorasta”. Zachowało się coś, co kształtowało się od początku Kościoła. Dziś bardzo ważną sprawą jest przygotowanie mistrzów życia duchowego, spowiedników, kierowników duchowych. Święta Teresa z Avila mówi wprost: przez 20 lat niedouczeni kierownicy duchowi wyrządzili mi wiele krzywdy; jeśli masz do wyboru mądrego i pobożnego – wybierz mądrego – tak twierdziła.
Dzisiaj mistrzowie życia duchowego muszą mieć bardzo szerokie przygotowanie. Mistrz musi prowadzić bardzo głębokie życie duchowe, znać dynamikę rozwoju życia duchowego, mieć wiedzę z zakresu teologii dogmatycznej, moralnej i fundamentalnej oraz podstaw psychologii. To nie może być operacja na otwartym sercu, w której możemy pozwolić sobie na zawinioną ignorancję.
Kiedy patrzę na powołania, to widzę też, że wyzwania radykalizują. Do seminariów przychodzą kandydaci z naprawdę pięknymi ideałami. To są nieoszlifowane diamenty. Ale jeśli do szlifowania zabierze się formator nieprzygotowany, to materiał zostanie zniszczony.

- A może w Kościele w Polsce po prostu nie ma ludzi, którzy mogliby zapalić młodych ludzi do wspaniałej służby Bogu i ludziom i pomóc im stać się takimi?

- – Myślę, że nie. A mówię to także jako kierownik podyplomowych studiów formacji i życia duchowego. Przychodzi bardzo dużo ludzi, także świeckich, którzy są liderami formacji w ruchach i stowarzyszeniach, to jest niezwykła nadzieja. Mamy także ojców duchownych i mistrzynie z zakonów żeńskich. Wszyscy oni chcą się przygotować, by jak najlepiej pełnić te role.
Owszem, ma pan rację, że żyliśmy trochę w apoteozie sukcesu. Jestem „pokoleniem” drugiej pielgrzymki Jana Pawła II – wtedy, w 1983 roku poprosiłem o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego w przepięknym Sandomierzu. To była pewna euforia. Dziś atmosfera jest zupełnie inna.
Kolejna rzecz, którą trzeba mocno podkreślić to sztuka pracy w rozeznawaniu powołania i pomocy tym ludziom. Nie można rozumieć pracy nad powołaniami jako „łowienie” powołań. Czasami gdzieś czytam: Kościół już przestał „łowić” powołania.

- Nie chodzi o łowy?

- – W żadnym zgromadzeniu, zakonie, seminarium nie ma nad drzwiami napisu „Witamy cię” a z drugiej „Mamy cię”. Osobiście twierdzę, że Pan Bóg przyprowadza powołania, które są owocem dzisiejszego myślenia i życia religijnego i są adekwatne do dzisiejszych potrzeb. To znaczy takie powołania i w takiej liczbie, które są najlepsze w dzisiejszej sytuacji Kościoła.
Nie mamy problemu powołań, chodzi raczej o problem powołanych. Inaczej mówiąc: to nie jest tak, że Pan Bóg nie powołuje, tylko są problemy z odczytaniem tego powołania, rozeznania i określeniem go, na przykład tego czy mam pójść do seminarium diecezjalnego czy zakonnego.
Wracam do „Raportu o stanie wiary”. Kard. Ratzinger mówił: potrzeba nam pewnej charyzmatycznej przejrzystości, czytelności. W tym bardzo skomercjalizowanym świecie młody człowiek, w którym pali się iskierka powołania musi widzieć jasny punkt: tak, to jest to, tak chcę żyć.
Kard. Basil Hume, benedyktyn, o którym pisałem pracę habilitacyjną, powiedział kiedyś do nowicjuszy: nie wiem, czy chcemy was w zakonie i to pytanie nas nie interesuje, natomiast istotne jest to czy wy, którzy jesteście wśród nas i patrzycie na nas – chcecie tak żyć. Dziś jest wielka potrzeba jasnych przykładów, świadectwa.

- Wracając do tąpnięcia w licznie kandydatów do kapłaństwa. Czy to coś mówi o stanie wiary w Polsce?

- – Przede wszystkim to boję się oceniać czyjąś wiarę. Nazwałbym to inaczej: to jest pewien obraz wyzwań, wobec których staje dzisiaj Kościół, zwłaszcza w dziedzinie rozeznania i formacji powołaniowej. Nie zaryzykowałbym twierdzenia, że jest to obraz stanu wiary czy religijności Polaków.

- A jakie są te wyzwania, wobec tego?

- – Konieczność refleksji nad tym, w jaki sposób mamy budować nową kulturę powołań, jak wyjść do młodego człowieka mówiąc mu o sensie powołania i poszukiwania tego, kim on chce być w życiu kapłańskim, zakonnym czy małżeńskim. Sprawy duszpasterstwa powołań nie można dziś ograniczyć do powierzenia tej odpowiedzialności jednej osobie w zgromadzeniu czy w diecezji. To jest także duszpasterstwo rodzin, młodzieży, służby liturgicznej ołtarza czy katecheza, która jest niesłychanym potencjałem również w tym względzie.

- Trudno zakładać, że powołań będzie więcej (choć zgadzamy się, że liczby nie są najważniejsze), skoro rodzina, ich fundament, bardzo się dziś chwieje.

- – Proszę nie traktować tego jako ucieczkę w teologię, ale powołanie jest darem, łaską. Oczywiście, występują warunki bardziej lub mniej sprzyjające powołaniom ale im bardziej mamy do czynienia z antykatolickim, sekularystycznym sposobem układania świata, tym mamy większe wyzwania oczyszczające Kościół. Nie jest prawdą, że młodzi ludzie nie szukają dróg religijnie radykalnego sposobu życia. Przeżywamy moment bardzo ważny dla Kościoła w Polsce i dla tych, których Pan Bóg uczynił odpowiedzialnymi za rozeznawanie, prowadzenie i formowanie powołań. Z całą pewnością nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

- Następuje oczyszczenie, którego efektem będzie mniejsza liczba „fachowców” a wzrost prawdziwych świadków wiary?

- – Trudno przewidywać. Niewątpliwie naszym zadaniem jest bardzo głęboka praca: wielokierunkowa, wieloaspektowa i bardzo otwarta. Po prostu, czego mamy się bać, tak naprawdę? Pamiętam modlitwę bohatera „Skrzypka na dachu”: „Panie Boże, mojej córce jest tak źle, że już gorzej być nie może. A właściwie to dobrze, bo może być jej już tylko lepiej”.
Rozmawiał Tomasz Królak
***
Ks. prof. dr hab. Marek TATAR – prezbiter diecezji radomskiej (święcenia kapłańskie przyjął w 1989 r.), kierownik Katedry Mistyki Chrześcijańskiej w UKSW w Warszawie, kierownik Podyplomowych Studiów Kierownictwa Duchowego UKSW. Krajowy duszpasterz powołań przy Konferencji Episkopatu Polski, Konsultant Komisji ds. Duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski. Autor wielu artykułów i wystąpień z zakresu duchowości chrześcijańskiej, w Polsce i poza jej granicami. Przestrzenie badawcze: duchowość chrześcijańska, mistyka, duchowość ontyczna, duchowość ekumeniczna. Zainteresowania: wspinaczka i narciarstwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem