Reklama

Franciszek w Polsce (opis – dzień 4)

2016-07-30 22:00

tom, tk, am, aw, mip (KAI) / Kraków / KAI

Grzegorz Gałązka

Odwiedziny i modlitwa w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, Msza św. dla kapłanów, osób konsekrowanych i kleryków z całej Polski w sanktuarium św. Jana Pawła II, obiad z przedstawicielami młodzieży z różnych kontynentów i spotkanie z uczestnikami ŚDM na czuwaniu na Campus Misericordiae w Brzegach - złożyły się na czwarty dzień wizyty Franciszka w Polsce.

Poranna wizyta papieża w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia trwała nieco ponad godzinę. Rozpoczęła się od kaplicy św. Siostry Faustyny. Na tę okazję utworzona została specjalna schola młodych sióstr: postulantek i nowicjuszek, a także dziewcząt z prowadzonego przez Siostry Matki Bożej Miłosierdzia ośrodka. Były gitary, skrzypce, flet, kastaniety.

- W krótkiej, rozmowie z delegacją sióstr powiedział: „A czy Ty spotykasz Pana Jezusa? Nawet jeśli doświadczasz swojej słabości, upokorzenia grzechu i upadku, to On właśnie tam na Ciebie czeka i wyciąga do Ciebie rękę”. Traktujemy te słowa, jako skierowane przez matkę generalną do całego zgromadzenia – powiedziała KAI s. Gracja Szymańska.

Papież przez krótką chwilę w ciszy modlił się przed ołtarzem, w którym złożone są relikwie "sekretarki Bożego Miłosierdzia". Następnie wpisał do księgi pamiątkowej: "Miłosierdzia pragnę a nie ofiary".

Reklama

Od sióstr Ojciec Święty otrzymał "Dzienniczek" św. Siostry Faustyny w języku hiszpańskim, obraz Jezusa Miłosiernego, stułę i ornat z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Specjalny prezent przygotowały też dziewczęta – mieszkanki prowadzonego przez siostry Domu Miłosierdzia, które również wzięły udział w spotkaniu z Ojcem Świętym. Podarowały Franciszkowi osobiście wykonany przez nie obraz.

Franciszek odmówił ze zgromadzonymi modlitwę "Zdrowaś Maryjo" i pobłogosławił ich. Wychodzącego z kaplicy Ojca Świętego żegnał śpiew "Grazie al papa Francesco" oraz "Viva il papa Francesco", czyli "Dziękujemy papieżowi Franciszkowi" i "Niech żyje papież Franciszek".

Po dotarciu do bazyliki Franciszek wygłosił krótkie spontaniczne przemówienie. – Wykorzystajmy ten dzień, żebyśmy wszyscy mogli otrzymać miłosierdzie Jezusa - powiedział.

Ojciec Święty zachęcał, by nie oddalać się od Jezusa "nawet wtedy, kiedy nam się wydaje, że ze względu na nasze grzechy jesteśmy najgorsi". - On kocha nas jako takich, w ten sposób także Jego miłosierdzie staje się dla nas rzeczywistością - dodał.

Po przejściu przez Bramę Miłosierdzia, Franciszek zajął miejsce w konfesjonale i wyspowiadał 8 osób w językach: włoskim, hiszpańskim i francuskim. Było wśród nich 5 dziewcząt, 2 chłopców i 1 ksiądz, wśród nich pięciu wolontariuszy długoterminowych ŚDM: Włoch, Włoszka, Brazylijczyk, Argentynka i Polka mieszkająca w Niemczech, która spowiadała się po francusku.

Na zakończenie polscy księża w imieniu wszystkich spowiedników na świecie przekazali papieżowi obraz Jezusa Miłosiernego. Ma to być, jak podkreślono, dar od spowiedników służących w tym sanktuarium oraz we wszystkich miejscach na świecie. Przy okazji podkreślono, że papież Franciszek ogłaszając obecny Rok Jubileuszowy Miłosierdzia posłał na świat misjonarzy miłosierdzia, którym udzielił specjalnych przywilejów. W bulli „Misericordiae vultus” ogłaszającej Rok Jubileuszowy papież napisał, że misjonarze miłosierdzia mają być żywymi znakami tego, jak ojciec przygarnia tych, którzy szukają jego przebaczenia.

"Ten obraz wyraża wdzięczność wszystkich spowiedników, że Ojciec Święty dołączył tu, w bazylice Bożego Miłosierdzia do tego grona i umocnił wszystkich spowiedników, którzy tę posługę cierpliwie pełnią" – powiedział kapłan tłumacząc krotką ceremonię przekazania daru.

Wcześniej, tuż po wyspowiadaniu młodych z różnych kontynentów, papież modlił się przez chwilę przed głównym ołtarzem sanktuarium Bożego Miłosierdzia, po czym zwrócił się do zgromadzonych z prośbą: "Módlcie się za mnie". W bazylice Franciszek pobłogosławił starszego niewidomego mężczyznę oraz grekokatolickiego księdza chorego na stwardnienie rozsiane.

Przed wejściem do sanktuarium Miłosierdzia Bożego pobłogosławił też 2 chore dziewczynki, w tym 1 bez nóg, mającą protezy, których koszty pokrył Ojciec Święty.

Otrzymał też w darze różaniec z chleba od niepełnosprawnych dzieci z Małopolski. Powstał on pod okiem małopolskiej artystki i rzeźbiarki Aleksandry Biedki. Paciorki z chleba lepili, malowali i nawlekali na osnowę dzieci, głównie ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 6 im. Jana Pawła II w Krakowie. Dzieci wspomagał artysta bez rąk Stanisław Kmiecik.

Franciszek ofiarował sanktuarium Krzyż ołtarzowy wykonany z macicy perłowej.

W księdze pamiątkowej papież podpisał się pod słowami: „W jubileuszowym roku Miłosierdzia podczas światowych Dni Młodych w Krakowie, zawierzam z ufnością Bożemu Miłosierdziu młodzież całego świata, pielgrzymów oraz rodziny, by mogli dorastać do postawy miłosierdzia pod opieką św. Faustyny i św. Jana Pawła”.

Z sanktuarium w Łagiewnikach papież przyjechał do sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach. Stanowi ono część papieskiego Centrum św. Jana Pawła "Nie lękajcie się!" W świątyni zebrało się ok. 2 tys. na dziedzińcu kolejne 5 tys. kapłanów, którzy razem z papieżem celebrowali Eucharystię oraz 20 tys. osób świeckich na błoniach przed świątynią.

Franciszek rozważając fragment Ewangelii mówiący o spotkaniu zmartwychwstałego Jezusa z uczniami w wielkanocny wieczór, w miejscu za zamkniętymi drzwiami, podkreślił, że mówi on nam o trzech zasadniczych motywach: miejscu, uczniu i o księdze. "Jezus staje pośrodku i przynosi swój pokój, Ducha Świętego i odpuszczenie grzechów: jednym słowem, miłosierdzie Boga. W tym zamkniętym miejscu silnie rozbrzmiewa zachęta, jaką Jezus kieruje do swoich uczniów: `Jak ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam`" - powiedział papież.

Zwrócił uwagę, że Jezus posyłając uczniów od samego początku pragnie, aby Kościół wychodził i szedł do świata. Przywołał słowa zachęty św. Jana Pawła II: „Otwórzcie drzwi!” Przestrzegł kapłanów i osoby konsekrowane przed pokusą strachu lub wygody, zamknięciem w sobie samych i swoich środowiskach. "Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia. Wymaga, by wyruszyć w drogę bez obciążeń, wyjść rezygnując ze swoich zabezpieczeń, mocni jedynie w Nim" - podkreślił Ojciec Święty.

Przypomniał, że podobnie jak uczniowie Jezusa kapłani i osoby konsekrowane są powołane do konkretnej miłości, czyli służby i dyspozycyjności. "Jest to życie, gdzie nie ma przestrzeni zamkniętych i własności prywatnych, dla własnej wygody" - zaznaczył.

Wskazał na potrzebę wprowadzania Jezusa w środek życia, gdyż w ten sposób unika się samozadowolenia, stawiania w centrum, wygodnictwa, które osłabia ewangelizację, marnowania czasu na planowaniu bezpiecznej i zasobnej przyszłości, ryzyka stania się odizolowanym i skrytym, zamkniętym w ciasnych murach egoizmu bez nadziei i radości.

Franciszek przypomniał, że kapłan nie zadowala się życiem przeciętnym, ale płonie pragnieniem świadczenia i dotarcia do innych; lubi ryzyko i wychodzi nie ograniczony drogami już wytyczonymi, lecz jest otwarty i wierny trasom wskazanym przez Ducha Świętego: przeciwny wegetacji, uradowany z ewangelizacji.

Wskazując na Tomasza Apostoła i jego niedowiarstwo Franciszek zwrócił uwagę, że jest on trochę do nas podobny i żywimy do niego sympatię.

Przypominając słowa Jezusa skierowane do siostry Faustyny aby otworzyć się na Jezusa i nie bać się wyznania i zawierzenia Mu bied, trudów i przeciwieństw. Przypomniał, że Jezus oczekuje serc naprawdę konsekrowanych, które żyją przebaczeniem otrzymanym od Niego, poszukuje serc otwartych i delikatnych wobec słabych – w żadnym wypadku surowych; serc uległych i przejrzystych, które nie udają wobec tych, którzy mają w Kościele zadanie wskazywania drogi.

Zachęcił do przeżywania wątpliwości i zanoszenia ich Panu, formatorom i przełożonym, bez kalkulacji i powściągliwości. "Wierny uczeń dokonuje czujnego i nieustannego rozeznania, wiedząc, że serce trzeba wychowywać każdego dnia, począwszy od uczuć, aby uniknąć wszelkiej dwulicowości w postawach i w życiu" - powiedział papież.

Franciszek zachęcił do nieustannej lektury Ewangelii - "żywej księgi Bożego miłosierdzia", którą trzeba nieustannie czytać i odczytywać na nowo, gdyż ma wciąż na końcu białe karty: pozostaje księgą otwartą, do której pisania jesteśmy powołani – tym samym stylem, to znaczy wypełniając dzieła miłosierdzia.

Wzywając wstawiennictwa Matki Bożej - Matki Miłosierdzia Franciszek prosił by dała kapłanom i osobom konsekrowanym "łaskę bycia żyjącymi pisarzami Ewangelii", "uczyła troszczyć się konkretnie o rany Jezusa w naszych potrzebujących braciach i siostrach, zarówno bliskich jak i dalekich, chorego i migranta", "pomagała poświęcać się aż do końca na rzecz dobra wiernych i nieść brzemiona jedni drugich".

W modlitwie wiernych modlono się m.in. za Kościół aby Bóg obdarzył wszystkich ochrzczonych odwagą do wyznawania wiary, za wszystkich, którzy poświęcili się Bogu na drodze rad ewangelicznych by Bóg umacniał ich postanowienia i uświęć ich dla dobra Kościoła świętego i całej ludzkiej społeczności. Modlono się także za rodziny aby ich miłość była wierna i owocna oraz by Pan pozwolił im radować się z przyjęcia i pielęgnowania powołań do szczególnego oddania się na służbę w Kościele.

Zgromadzeni modlili się także za ludzi młodych "aby żyli entuzjastycznie w przyjaźni z Bogiem i dokonywali odważnych wyborów w świetle bożego słowa, które jest prawdą i życiem".

W słowie podziękowania skierowanym do Franciszka, kard. Stanisław Dziwisz zapewnił: "Nie zamknęliśmy się w sobie. Otwarliśmy się na potrzeby innych Kościołów. Dziś liczne grono polskich misjonarzy i misjonarek głosi Chrystusa na wszystkich kontynentach". Dziękując Franciszkowi metropolita krakowski zaznaczył, że w ten sposób spłacają oni dług za przyjęty przez przodków chrzest, tysiąc pięćdziesiąt lat temu.

Kard. Dziwisz przypomniał, że jeszcze w okresie panowania systemu komunistycznego młodzi Polacy i Polki dostrzegali w Kościele przestrzeń, w której mogą służyć swoim braciom i siostrom, głosząc im życiem i słowem pełną prawdę o Bogu i człowieku.

Zapewnił, że polscy księża i osoby konsekrowane podejmują trud prac apostolskich, starając się równocześnie dawać przejrzyste świadectwo Ewangelii. "Staramy się nieustannie nawracać do ewangelicznego stylu życia i służby, wsłuchując się w Twoje słowa, Ojcze Święty. Twoje dzisiejsze słowo i Twoja obecność wśród nas umocni nas w powołaniu i gotowości do dalszej służby" - powiedział metropolita krakowski.

Kard. Dziwisz zaznaczył, że polskie duchowieństwo inspiruje się postawą Patrona tego sanktuarium – św. Jana Pawła II, który na tej ziemi dorastał do służby Kościołowi i światu.

Franciszek ofiarował sanktuarium kielich i ornat. Tuż przed opuszczeniem świątyni modlił się przy relikwiach krwi świętego papieża Polaka w dolnym kościele Centrum „Nie lękajcie się!”.

Inicjatywa powołania papieskiego Centrum „Nie lękajcie się!” została podjęta w Krakowie 2 stycznia 2006 r. przez metropolitę krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza. Celem powstania tego miejsca było m. in. utrwalanie pamięci o Janie Pawle II i promocja jego dziedzictwa. Budowa rozpoczęła się jesienią 2008 r. na obszarze dawnych Zakładów Sodowych „Solvay”, w miejscu symbolicznie związanym z latami młodości Karola Wojtyły.

Na terenie Centrum znajduje się m. in. Sanktuarium św. Jana Pawła II, Centrum Wolontariatu, Instytut Jana Pawła II - obecna siedziba Instytutu Dialogu Międzykulturowego i wieża widokowa. Obecnie trwają jeszcze prace m. in. nad Muzeum Jana Pawła II, Domem Pielgrzyma i Centrum Rekolekcyjnym.

Wczesnym południem w rezydencji krakowskich arcybiskupów Franciszek zjadł obiad z młodzieżą z różnych kontynentów, co jest już tradycyjnym punktem Światowych Dni Młodzieży.

Menu było "smaczne, zdrowe i po polsku". Podano pierogi z ogonów wołowych, filet z nowosądeckiego indyka gotowanego w niskiej temperaturze a na deser sernik. Wspólny lunch papieża trzynaściorgiem wolontariuszy ŚDM trwał godzinę i 20 minut. Rzeczniczka prasowa ŚDM Dorota Abdelmoula, która towarzyszyła wolontariuszom podkreśliła, że papież był szczęśliwy, że mógł się spotkać z młodzieżą przy wspólnym stole, bo ŚDM to czas rozmów i wymiany doświadczeń w ramach Kościoła powszechnego. Obiad z Ojcem Świętym, był też okazją, aby młodzież zadała mu pytania bardziej osobiste. Ojca Świętego pytano jak się modli, co lubi jeść, czy jakiej muzyki słucha. Wolontariusze mogli wymienić się doświadczeniami tego, jak być młodym chrześcijaninem w różnych częściach świata. Pytano papieża o to, jak być chrześcijaninem w życiu społecznym, czy jak być ewangelizatorem w różnych częściach świata, co młodzi powinni mówić tym, którzy są daleko od Kościoła.

W obiedzie z papieżem uczestniczyli: Anna Szargiej (Polska/Niemcy), Uliana Żurawczak (Ukraina), Alessio Vu Hoang (Wietnam), Łukasz Bankiel (Polska), Thomas Harbeck (Kanada), Jean-Marc Kone (Wybrzeże Kości Słoniowej), Marco Bulgarelli (Kostaryka), Fatima Leung-Wai (Nowa Zelandia), Jose Pasternak (Brazylia), Paula Mora (Kolumbia), Małgorzata Krupnik (Polska), Raviro Tinotena Kakidza (Zimbabwe) i Jekatierina Baumann (Rosja).

Po południu Franciszek zaprosił do swojej rezydencji w Pałacu Arcybiskupim współbraci jezuitów, głównie z Polski, z dwóch prowincji: warszawskiej i krakowskiej oraz ks. Federico Lombardi, dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej i o. Antonio Spadaro, dyrektor jezuickiego dwutygodnika "La Civiltà Cattolica". Był to dodatkowy i nie przewidziany we wcześniejszym programie punkt dnia. Przybyło ich ponad trzydziestu. Mimo zapowiedzianych 15 min. Franciszek rozmawiał z jezuitami blisko trzy kwadranse.

Atmosfera spotkania była bardzo braterska, otwarta. Nie było żadnych przemówień, lecz serdeczna rozmowa. Jezuici pytali o wiele rzeczy, m.in. co sprawia, że mimo swojego wieku ma tak fantastyczny kontakt z młodymi ludźmi, co zdecydowało, że został jezuitą czy też jakich rad udzieliłby obecnym na tym spotkaniu neoprezbiterom. „Stanowiliśmy wspólnotę w Panu i dołączył do nas współbrat argentyński Jorge Bergoglio, czyli Ojciec Święty Franciszek” – powiedział ks. Leszek Gęsiak, dyrektor polskiej sekcji Radia Watykańskiego.

Przed odjazdem na czuwanie modlitewne na Campus Misericordiae w Brzegach papież złożył niespodziewaną wizytę w bazylice ojców franciszkanów pw. św. Franciszka. Spotkał się tam z rodzinami dwóch błogosławionych misjonarzy-męczenników: Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego, zamordowanych w 1991 r. w Peru przez lewackich partyzantów. W świątyni spoczywają relikwie zakonników.

Po wejściu do świątyni papież wszedł do kaplicy pasyjnej, w której umieszczone są relikwie misjonarzy-męczenników. Tam też przechowywane są koszule, które mieli na sobie, kiedy zostali zabici.

Wraz członkami rodzin obydwu franciszkanów i wspólnotą zakonną papież modlił się o pokój na świecie i w intencji ofiar terroryzmu, pobłogosławił też różańce.

Nawiedzenie bazyliki franciszkanów było kolejnym, nieplanowanym wcześniej wydarzeniu w trakcie wizyty papieża Franciszka w Polsce. Świątynia położona jest naprzeciwko Domu Arcybiskupów Krakowskich.

W kościele znajdują się słynne witraże, zaprojektowane przez Stanisława Wyspiańskiego, modlił się tu regularnie biskup, później arcybiskup Karol Wojtyła, co uwiecznia mosiężna tabliczka, przymocowana do pulpitu jednej z ławek.

Przedostatni dzień Światowych Dni Młodzieży młodzi spędzili na czuwaniu wraz z papieżem Franciszkiem na Campus Misericordiae.

Na początku nabożeństwa papież w towarzystwie reprezentantów wszystkich kontynentów - sześcioro młodych, przeszedł do "strefy 0", w pobliżu której, blisko ołtarza, stanęła brama miłosierdzia. Przejście przez nią nawiązywało do trwającego Jubileuszu Miłosierdzia.

Franciszka i młodych pielgrzymów przywitał kard. Stanisław Dziwisz. "Ojcze Święty, młodzi są nadzieją Kościoła i świata trzeciego tysiąclecia. To oni przejmą odpowiedzialność za losy swoich narodów, wspólnot i rodzin. To oni będą głosić Ewangelię pokoju nowym językiem, z nową wrażliwością, z nową nadzieją. Przygotuje ich do tego również to wszystko, co już przeżyli i co przeżywają podczas Światowego Dnia Młodzieży 2016 w Krakowie" - mówił metropolita krakowski.

Spotkanie z papieżem składało się z trzech części: inscenizacji, świadectw młodych i adoracji Najświętszego Sakramentu.

Pierwszą część spotkania stanowiła inscenizacja pt. "Droga do źródła miłosierdzia", przygotowana w oparciu o modlitwę ŚDM i zawarte w niej wezwania: abyśmy umieli nieść wiarę wątpiącym, nadzieję zrezygnowanym, radość smutnym, przebaczenie winnym i miłość oziębłym.

Sens tej modlitwy został podkreślony w drugiej części - dialogu papieża z młodzieżą (tradycyjnie, przed wygłoszeniem przemówienia, Ojciec Święty wysłuchał świadectw młodych ludzi – Polki, Syryjki oraz Paragwajczyka), którzy odzyskali nadzieję pod wpływem łaski Bożej.

Istotą pierwszego obrazu było pokazanie, że wśród banałów współczesnego beztroskiego życia jest możliwość znalezienia drogi duchowej. Scena ukazana została jako typowa, współczesna dyskoteka z muzyką techno, która stanowiła tło do pokazania różnych grup kulturowych młodych ludzi. W pewnym momencie muzyka ucichła i pojawiła się dziewczyna – Faustyna. Wówczas wygłoszone zostało pierwsze świadectwo wiary – Natalii Wrzesień z Polski.

- Miłosierdzie Boga jest żywe i działa do dzisiaj. Jestem tego świadkiem i tego samego życzę każdemu z was - powiedziała.

Podczas drugiej sceny na dużym ekranie został wyświetlony film, ukazujący zamachy terrorystyczne 11 września 2001 r. w Nowym Jorku i ubiegłoroczny w Paryżu, sceny wojny z Iraku i Syrii. Po zakończeniu emisji filmu, na scenę wbiegło kolejno 6 osób (symbole kontynentów), które krzyczały słowo „NIE” w różnych językach, m.in. niemieckim, angielskim, hiszpańskim, chińskim. Po zakończeniu sceny drugie świadectwo wygłosił Rand Mittri z Aleppo w Syrii.

- Gdy wychodzimy z domu, ogarnia nas strach, czy po powrocie zastaniemy nasze rodziny i dom w takim stanie, w jakim je zostawiliśmy – mówiła 26-letnia Rand Mittri. – Dziękuję Wam wszystkim i gorąco proszę, żebyście się modlili za nasz ukochany kraj, za Syrię. Jezu, ufam Tobie - zakończyła swoje poruszające świadectwo.

Istotą trzeciej sceny był problem współczesnej cywilizacji, zamkniętej w cyberprzestrzeni. Czwarta scena nawiązała do przebaczenia, a wierni zobaczyli postać papieża Jan Pawła II, z którym rozmawia Ali Agca. Piąta scena odbyła się pod hasłem „Radość smutnym”. Faustyna w raz z grupą wędrowców dotarła do blokowiska, miejsca gdzie spotykają się młodzi ludzie z marginesu społecznego. Finałem sceny był pokaz roześmianych już innych ludzi, których wierni widzieli na początku. Po niej nastąpiło trzecie świadectwo – Miguel z Asunción z Paragwaju.

– Zażywałem narkotyki przez 16 lat, od 11 roku życia - powiedział 34-letni Miguel. Pochodzi z licznej rodziny - był jednym z 11 dzieci. Jak mówił, nie było jednak między nimi bliskości, ciągle się kłócili, a zupełnie obcym było dla nich wspólne zasiadanie do stołu. Uzdrowienie niosło z sobą Słowo Boże. Przełom nastąpił w momencie pogodzenia się z bratem. Od 3 lat jest odpowiedzialny za dom „Quo Vadis?” we wspólnocie „Fazenda de la Esperanza” w Cerro Chato w Urugwaju.

Po wysłuchaniu świadectw głos zabrał Franciszek, który mówił o paraliżu naszych czasów - "myleniu szczęścia z kanapą", ogołacającym nas z wolności. Mówiąc to Franciszek odwołał się do świadectwa młodego Syryjczyka. "Dziś wojna w Syrii jest bólem i cierpieniem wielu osób, wielu ludzi młodych, jak dzielny Rand, który jest tu między nami i prosi nas o modlitwę za swoją ukochaną ojczyznę".

Papież wskazywał, że istnieją sytuacje, które mogą wydawać się odległe aż do chwili, kiedy w jakiś sposób ich nie dotkniemy. "Istnieją rzeczywistości, których nie rozumiemy, ponieważ widzimy je tylko przez jakiś ekran - telefonu czy komputera" - mówił. I zachęcił młodych do wspólnej modlitwy "z powodu cierpienia tak wielu ofiar wojny".

Przestrzegł także pielgrzymów przed "paraliżem naszych czasów", jakim jest "mylenie szczęścia z kanapą". "Kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat po to, aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi" - apelował Franciszek.

Wskazał, że taka "kanapa" sprawia, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. Dodał, że „ Kanapa-szczęście” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej, bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, ogłupiali, otumanieni, podczas gdy inni – może bardziej żywi, ale nie lepsi – decydują o naszej przyszłości.

Podkreślił, że "Pan, jak w dniu Pięćdziesiątnicy, chce dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia. Pragnie On twoich rąk, by nadal budować dzisiejszy świat".

"Niech Bóg błogosławi wasze marzenia" - powiedział papież.

Trzecia część to adoracja Najświętszego Sakramentu. Młodzi modlili się koronką do Bożego Miłosierdzia, był też czas na chwilę medytacji, a na zakończenie papież pobłogosławił ich Najświętszym Sakramentem. Na koniec wszyscy zaśpiewali Apel Jasnogórski po łacinie, jako nawiązanie do modlitwy Jana Pawła II w 1991 roku na Jasnej Górze.

Podczas adoracji wykorzystany został ołtarz zaprojektowany przez Mariusza Drapikowskiego, który następnie trafi do Kibeho w Rwandzie, jako element projektu „12 Gwiazd w koronie Maryi Królowej Pokoju” – 12 miejsc na świecie, gdzie ma trwać wieczysta adoracja w intencji pokoju na świecie.

Bezpośrednio po zakończeniu czuwania z Ojcem Świętym Franciszkiem rozpoczął się ekumeniczny koncert CREDO in Misericordiam Dei.

Artystom towarzyszą będą: chór i orkiestra Światowych Dni Młodzieży, zespół wokalny złożony z dwóch formacji muzycznych: DeocentriCity i Deus Meus oraz muzycy Orkiestry Adama Sztaby.

Tagi:
ŚDM w Krakowie Franciszek w Polsce 30.07

Reklama

Przyszliśmy, aby zostawić ślad

2016-08-24 09:00

Papież Franciszek
Za: BP KEP
Niedziela Ogólnopolska 35/2016, str. 10-13

Marcin Mazur/Episkopat.pl

Drodzy młodzi, dobry wieczór! Wspaniale jest być z wami na tym czuwaniu modlitewnym.

Na zakończenie swego odważnego i poruszającego świadectwa Rand o coś nas poprosiła. Powiedziała nam: „Proszę was bardzo, byście modlili się za moją kochaną ojczyznę”. Historia naznaczona wojną, cierpieniem, utratą, kończąca się prośbą o modlitwę. Czy jest coś lepszego niż rozpoczęcie naszego czuwania od modlitwy?

Pochodzimy z różnych stron świata, z różnych kontynentów, krajów, języków, kultur i narodów. Jesteśmy dziećmi narodów, które być może spierają się z powodu różnych konfliktów, a nawet wręcz są w stanie wojny. Przybywamy też z krajów, które mogą żyć w pokoju, które są wolne od konfliktów wojennych, gdzie wiele rzeczy bolesnych, które dzieją się na świecie, to tylko jakaś część wiadomości i artykułów prasowych. Ale jesteśmy świadomi pewnej rzeczywistości: dla nas tu i teraz, pochodzących z różnych części świata, cierpienie, wojna, którą przeżywa wielu ludzi młodych, nie są już czymś anonimowym, nie są już jakąś informacją prasową, ale mają imię, konkretne oblicze, historię, bliskość. Dziś wojna w Syrii jest bólem i cierpieniem wielu osób, wielu ludzi młodych, jak dzielna Rand, która jest tu między nami i prosi nas o modlitwę za swoją ukochaną ojczyznę.

Istnieją sytuacje, które mogą wydawać się nam odległe, aż do chwili, kiedy w jakiś sposób ich nie dotkniemy. Istnieją rzeczywistości, których nie rozumiemy, ponieważ widzimy je tylko przez jakiś ekran (telefonu komórkowego lub komputera). Ale kiedy nawiązujemy kontakt z życiem, z tymi konkretnymi istnieniami, które nie są już zapośredniczone przez ekrany, wówczas dzieje się z nami coś mocnego, odczuwamy wszyscy zaproszenie do zaangażowania: „Dość zapomnianych miast”, jak mówi Rand; już nigdy więcej nie może się zdarzyć, aby bracia byli „otoczeni śmiercią i zabójstwami” i czuli, że nikt im nie pomoże. Drodzy przyjaciele, zachęcam was do wspólnej modlitwy z powodu cierpienia tak wielu ofiar wojny– to jest dzisiaj w świecie – abyśmy raz na zawsze mogli zrozumieć, że nic nie usprawiedliwia krwi brata, że nic nie jest bardziej cennego od osoby stojącej obok nas. A w tej prośbie o modlitwę pragnę podziękować także wam, Natalio i Miguelu, bo i wy podzieliliście się z nami swoimi bitwami, swoimi wojnami wewnętrznymi. Przedstawiliście nam swoje zmagania i to, co uczyniliście, aby je przezwyciężyć. Jesteście żywym znakiem tego, co miłosierdzie chce w nas dokonać.

Teraz nie zabierzemy się do wykrzykiwania przeciw komuś, nie zabierzemy się do kłótni, nie chcemy niszczyć. Nie chcemy pokonywać nienawiści obelgami i jeszcze większą nienawiścią, przemocy – większą przemocą, terroru – większym terrorem. Nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną. Świętujemy fakt, że pochodzimy z różnych kultur i łączymy się, żeby się modlić. Niech naszym najlepszym słowem, naszym najlepszym przemówieniem będzie zjednoczenie w modlitwie. Pozostańmy na chwilę w milczeniu i módlmy się; stawiajmy przed Bogiem świadectwa tych przyjaciół, utożsamiajmy się z tymi, dla których „rodzina jest pojęciem nieistniejącym, a dom jedynie miejscem do spania i jedzenia”, lub z tymi, którzy żyją w strachu, przekonani, że ich błędy i grzechy definitywnie ich wykluczyły. Postawmy w Bożej obecności także nasze „wojny”, zmagania, które każdy niesie ze sobą, w swoim sercu. Po to, byśmy byli rodziną, braćmi, razem. Zachęcam, byście wszyscy wstali, wzięli się za ręce i w milczeniu modlili. Wszyscy.

(milczenie)

Kiedy modliliśmy się, przyszedł mi na myśl obraz Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy. Jest to scena, która może nam pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego, co Bóg pragnie tchnąć w nas, dokonać w naszym życiu, w nas i z nami. Tego dnia uczniowie byli zamknięci z obawy. Czuli się zagrożeni ze strony środowiska, które ich prześladowało, które zmuszało ich do pozostawania w małym pomieszczeniu, bezczynnie, jakby byli sparaliżowani. Opanował ich lęk. W tym kontekście stało się coś spektakularnego, coś wielkiego. Przyszedł Duch Święty i języki jakby z ognia spoczęły na każdym z nich, pobudzając ich do przygody, o której nigdy nie marzyli. Sprawa zmienia się radykalnie.

Usłyszeliśmy trzy świadectwa; naszymi sercami dotknęliśmy ich historii, ich życia. Widzieliśmy, jak oni, na równi z uczniami, przeżywali podobne chwile, przeszli momenty, w których byli pełni strachu, kiedy wydawało się, że wszystko się zawali. Strach i niepokój, które rodzą się ze świadomości, że wychodząc z domu, człowiek może już nigdy więcej nie zobaczyć swoich bliskich; obawa, że nie będzie się czuł doceniony i kochany; strach, że nie będzie innych szans. Podzielili się z nami tym samym doświadczeniem, jakie było udziałem uczniów, doświadczyli lęku prowadzącego do jedynego miejsca: tam, gdzie są bramy lęku, do zamknięcia. A kiedy strach ukrywa się w zamknięciu, to zawsze idzie w parze ze swoim „bliźniakiem”, ze swoją siostrą bliźniaczką – paraliżem. Poczucie, że jest się sparaliżowanym to jedno z najgorszych nieszczęść, jakie mogą się przydarzyć w życiu. Jest poczucie, że w tym świecie, w naszych miastach, w naszych wspólnotach nie ma już przestrzeni, by wzrastać, marzyć, tworzyć, aby dostrzegać perspektywy, a ostatecznie, aby żyć. Zwłaszcza w młodości. Paraliż sprawia, że tracimy smak cieszenia się życiem, przyjaźnią, smak wspólnych marzeń, podążania razem z innymi. Oddala nas od innych, przeszkadza uścisnąć komuś dłoń, jak widzieliśmy w przedstawieniu: wszyscy zamknięci. Zamknięci za tymi małymi szybkami.

Ale jest też w życiu inny, jeszcze bardziej niebezpieczny paraliż, często trudny do rozpoznania, którego uznanie sporo nas kosztuje. Lubię nazywać go paraliżem rodzącym się wówczas, gdy mylimy szczęście z kanapą! Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa – jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi, które gwarantują godziny spokoju – żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. „Kanapa-szczęście (po polsku)” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; a najbardziej młodych. A dlaczego tak się dzieje, jak to, ojcze, możliwe? No bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, stajemy się ogłupiali, otumanieni.

Przedwczoraj rozmawiałem o młodych, którzy przechodzą na emeryturę w wieku 20 lat. Dziś mówię o młodych uśpionych, ogłupiałych i otumanionych. Podczas gdy inni – może bardziej żywi, ale nie lepsi – decydują o naszej przyszłości. Z pewnością dla wielu łatwiej i korzystniej jest mieć młodych ludzi ogłupiałych i otumanionych, mylących szczęście z kanapą; dla wielu okazuje się to wygodniejsze niż posiadanie młodych bystrych, pragnących odpowiedzieć na marzenie Boga i na wszystkie aspiracje serca. I was pytam, pytam was: chcecie był młodymi, ospałymi, ogłupionymi i otumanionymi? Chcecie, by inni decydowali o waszej przyszłości? Chcecie być wolni? Chcecie być przytomni? Chcecie walczyć o waszą przyszłość? (Reakcja zgromadzonych). Nie widzę, żebyście byli przekonani! (Reakcja zgromadzonych). Chcecie walczyć o waszą przyszłość?

Prawda jednak jest inna: kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu – aby zostawić ślad, trwały ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie, nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo, i to bardzo, wysoka: tracimy wolność. Nie jesteśmy wolni, aby pozostawić ślad. Tracimy wolność. I to jest ta cena. Tak wielu ludzi woli, żeby młodzi nie byli wolni. Jest tak wielu ludzi, którzy nie życzą im dobrze, którzy chcą, by byli śpiący – nigdy czuwający, nigdy wolni. Powinniśmy bronić naszej wolności, walczyć o nią.

Właśnie tutaj mamy do czynienia z wielkim paraliżem, kiedy zaczynamy myśleć, że szczęście jest synonimem wygody, że być szczęśliwym to iść przez życie w uśpieniu albo narkotycznym odurzeniu, że jedynym sposobem, aby być szczęśliwym, jest trwanie jakby w otępieniu. To pewne, że narkotyki szkodzą, ale jest wiele innych narkotyków społecznie akceptowanych, które w ostateczności czynią nas bardzo, a przynajmniej bardziej zniewolonymi. Jedne i drugie ogołacają nas z naszego największego dobra: z wolności.

Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze poza. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi. Trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło ani nawet o jakich nie pomyślałeś; po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością – tą radością, która rodzi się z miłości Boga, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice, naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny. Pójść drogami naszego Boga, który zaprasza nas, abyśmy byli aktorami politycznymi, ludźmi myślącymi, animatorami społecznymi. Pobudza nas do myślenia o gospodarce bardziej solidarnej. We wszystkich środowiskach, w jakich jesteście, miłość Boga zachęca nas do niesienia Dobrej Nowiny, do czynienia ze swojego życia daru dla Niego i dla innych. To znaczy mieć odwagę, to znaczy być wolnymi.

Możecie mi powiedzieć: ojcze, ale to nie jest dla wszystkich, to tylko dla wybranych! Tak, to prawda, ale ci wybrani to ci wszyscy, którzy są gotowi dzielić swoje życie z innymi. Podobnie jak Duch Święty przekształcił serca uczniów w dniu Pięćdziesiątnicy – oni też byli sparaliżowani – tak też uczynił z naszymi przyjaciółmi, którzy dzielili się swoimi świadectwami. Miguel, użyję twoich słów: mówiłeś nam, że w dniu, kiedy w „Facenda” powierzono ci odpowiedzialność za pomoc w poprawie funkcjonowania domu, zacząłeś rozumieć, że Bóg czegoś od ciebie chce. W ten sposób rozpoczęła się transformacja.

Drodzy przyjaciele, jest to tajemnica, do której doświadczenia jesteśmy powołani wszyscy. Bóg czegoś od ciebie oczekuje – zrozumieliście? – Bóg czegoś od ciebie chce, Bóg czeka na ciebie. Bóg przychodzi, aby złamać nasze zamknięcia, przychodzi, aby otworzyć drzwi naszego życia, naszych wizji, naszych spojrzeń. Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny. To jest wyzwanie.

Czasy, w których żyjemy, nie potrzebują młodych kanapowych (młodzi kanapowi – dodał Papież po polsku), ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych. Akceptują na boisku jedynie czołowych graczy, nie ma na nim miejsca dla rezerwowych. Dzisiejszy świat chce od was, byście byli aktywnymi bohaterami historii, bo życie jest piękne zawsze wtedy, kiedy chcemy je przeżywać, zawsze wtedy, gdy chcemy pozostawić ślad. Historia wymaga dziś od nas, byśmy bronili naszej godności i nie pozwalali, aby inni decydowali o naszej przyszłości. Nie, to my mamy o tym decydować. Wy wybieracie przyszłość. Pan, jak w dniu Pięćdziesiątnicy, chce dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia. Pragnie On twoich rąk, by nadal budować dzisiejszy świat. Chce go budować z tobą. A ty jak odpowiesz? Co odpowiesz? Tak czy nie? (Reakcja zgromadzonych).

Powiesz mi: ojcze, ale mam swoje wielkie ograniczenia, jestem grzesznikiem, co mogę zrobić? Kiedy Pan nas wzywa, nie myśli o tym, kim jesteśmy, kim byliśmy, co zrobiliśmy lub czego nie zrobiliśmy. Wręcz przeciwnie: w chwili, kiedy nas wzywa, patrzy na wszystko, co moglibyśmy zrobić, na całą miłość, jaką jesteśmy w stanie rozsiewać. On zawsze stawia na przyszłość, na jutro. Jezus kieruje cię ku nowym horyzontom. Nigdy ku muzeum.

Dlatego, przyjacielu, Jezus dziś ciebie zaprasza, wzywa cię, byś zostawił swój ślad w życiu, ślad, który naznaczyłby historię, który naznaczyłby twoją historię i historię wielu ludzi.

Współczesne życie mówi nam, że bardzo łatwo skupić uwagę na tym, co nas dzieli, na tym, co rozłącza jednych od drugich. Są tacy, którzy chcieliby, byśmy uwierzyli, że zamknąć się w sobie to najlepszy sposób, by uchronić się od tego, co wyrządza nam zło. Dzisiaj my, dorośli, potrzebujemy was, byście nas nauczyli żyć razem w różnorodności, tak jak dzisiaj, w dialogu, w dzieleniu wielokulturowości nie jako zagrożenia, lecz jako szansy. Wy jesteście możliwością przyszłości. Miejcie odwagę nauczyć nas, że łatwiej jest budować mosty niż wznosić mury! Mamy potrzebę tego się uczyć. A wszyscy razem prosimy, abyście od nas żądali kroczenia drogami braterstwa. Abyście to wy byli naszymi oskarżycielami, jeśli my wybierzemy budowanie murów, drogę wrogości, drogę wojny. Budować mosty: czy wiecie, który z mostów trzeba budować jako pierwszy? Most, który możemy postawić tu i teraz: uściskiem dłoni, podaniem sobie rąk. Odwagi! Zróbcie to teraz, tutaj, podajcie sobie ręce, wszyscy. To most podstawowy, to wspaniały ludzki most. Zawsze istnieje ryzyko, żeby powstrzymać rękę, ale trzeba ryzykować. Kto nie ryzykuje, nie zwycięża. Dlatego podajmy sobie ręce. To jest ten podstawowy most. Uścisnąć dłoń... Dziękuję wam.

Oto wielki most braterski. Oby nauczyli się go budować wielcy ludzie tego świata! Ale nie dla zdjęcia. Lecz by wciąż budować coraz wspanialsze mosty. Oby ten ludzki most był zaczynem wielu innych. Niech będzie trwałym śladem.

Dzisiaj Jezus, który jest drogą – dla ciebie, dla ciebie, dla wszystkich – wzywa cię do pozostawienia swojego trwałego śladu w historii. On, który jest życiem, zachęca ciebie do zostawienia śladu, który wypełni życiem twoją historię, a także dzieje wielu innych ludzi. On, który jest prawdą, zaprasza ciebie do porzucenia dróg separacji, podziału, bezsensu. Czy pójdziesz? Czy pójdziesz? Co twoje ręce i nogi odpowiedzą Panu – chcę to widzieć! – który jest drogą, prawdą i życiem? Niech Bóg błogosławi waszym marzeniom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej w S. Giovanni Rotondo

2019-11-14 11:15

Jasna Góra

W poniedziałek 11 listopada rozpoczęła się peregrynacja kopii Jasnogórskiej Ikony we włoskim Sanktuarium św. Ojca Pio w San Giovanni Rotondo.

youtube.com

Na lotnisku Matka Boża została uroczyście powitana nie tylko przez gospodarzy Sanktuarium, ale także przez władze miejskie, o czym dowiadujemy się z relacji Beaty Grzyb, Polki pracującej w Sektorze Biura Pielgrzyma przy Sanktuarium św. Ojca Pio.

„Dzisiaj mamy trzeci dzień obecności Matki Bożej w San Giovanni Rotondo – opowiada Beata Grzyb - Kiedy 11 listopada na naszym lotnisku wylądował helikopter byliśmy z delegacją: burmistrz miasta, bracia kapucyni, prowincjał, nasz ojciec rektor i inna znacząca grupa braci. Czekaliśmy wzruszeni, ja z bukietem biało-czerwonych róż, z kokarda i polską flagą”.

Obecnie jak przyznaje pani Beata trwają modlitewne spotkania mieszkańców miejscowości i pielgrzymów z wizerunkiem 'Madonna Nera' - jak nazywają Ją Włosi. I choć znają Ją przede wszystkim dzięki postaci papieża Polaka - św. Jana Pawła II, relacje Włochów z Częstochowską Madonną mają charakter bardzo indywidualny i intymny.

„Spoglądałam na włoskich ludzi, byli wzruszeni, płakali. Spojrzałam na matkę z dzieckiem, która tam bardzo długo siedziała jeszcze po różańcu. Obraz był już zasłonięty, wszyscy mieli wychodzić a ona pozostała, by kontynuować modlitwę” – mówi Beata Grzyb.

Obraz Matki Bożej do S. Giovanni Rotondo dotarł dzięki kapucynowi o. Romanowi Ruskowi. W czwartek 7 listopada Moderator Grup Modlitwy św. Ojca Pio w Polsce zabrał go z Jasnej Góry, by przewieźć na włoską ziemię. Peregrynacja zakończy się 25 listopada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Paśnik we Wrocławiu

2019-11-15 08:19

Agnieszka Bugała

Spotkanie z ks. Arkadiuszem Paśnikiem odbędzie się dziś, 15 listopada, o godz. 18.30 w kościele p.w. Chrystusa Króla (Księża Salezjanie) przy ul. Młodych Techników 17 we Wrocławiu (wejście od ul. Inowrocławskiej – sala teatralna).

Arch. prywatne ks. Paśnika

Ks. Arkadiusz będzie promował swoją najnowszą książkę pt. „Życie”. - Ludzkie historie uchwycone mistrzowsko przez autora i zatrzymane w kadrze, to zarazem zaproszenie czytelnika w niezwykłą podróż. Wymagającą, pełną wybojów i zakrętów, ale niezwykle prawdziwą, szczerą i zachwycającą wielobarwnością odczuć i emocji. Pełną znaków zapytania, a zarazem nasuwających się wprost odpowiedzi, chociaż zagubionych w pędzie codzienności. Pokazującą, na czym polega istota życia, jak żyć, kim jest człowiek. Książka ta to doskonała lektura dla wszystkich stawiających pytania i poszukujących Prawdy - zapowiada Edycja Świętego Pawła, wydawca książek ks. Paśnika.

W trakcie spotkania będzie możliwość wysłuchania opowieści ks. Arkadiusza, fragmentów jego najnowszej książki, zadania pytań, a także osobistej rozmowy, jak również zakupu dzieł i uzyskania autografu.

ks. Arkadiusz Paśnik to proboszcz lubelskiej parafii p.w. św. Michała Archanioła, niezwykły kapłan i utalentowany pisarz. W twórczości bazuje na prawdziwych doświadczeniach swojej rodziny oraz ludzi, których spotyka w trakcie posługi. I to właśnie w prawdzie z nich płynącej, szczerości, nieukrywaniu niewygodnych, najbardziej intymnych faktów tkwi sukces tytułów firmowanych jego nazwiskiem. Co ważne w jego publikacjach – mimo przemycania elementów duchowych – nie ma niepotrzebnego taniego moralizatorstwa i kaznodziejstwa. Za to są uniwersalizm i prawda oraz hołd złożony Panu Bogu, który rysuje ścieżki naszego życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem