Reklama

Wywiad o Matce Teresie z postulatorem jej sprawy kanonizacyjnej

2016-09-03 22:11

RV / Watykan / KAI

Archiwum Kościoła nad Odrą i Bałtykiem

Dziesiątki tysięcy wiernych spodziewane są w niedzielę 4 września na kanonizacji bł. Matki Teresy z Kalkuty. Założycielka zgromadzeń Misjonarek i Misjonarzy Miłości poświęciła swoje życie, by pomagać najbiedniejszym z biednych, chorym, umierającym i niekochanym. Za swoją działalność otrzymała liczne nagrody, łącznie z pokojową nagrodą Nobla w 1979 r. Matka Teresa zmarła 5 września 1997 r. w wieku 87 lat. Beatyfikował ją Jan Paweł II w 2003 roku.

RW: Czy coś zaskoczyło Księdza w całym procesie, tak że powiedział Ksiądz: „Zaraz, zaraz, nic o tym nie wiedziałem”.

BK: Osobiście znałem Matkę Teresę, więc miałem swoją perspektywę. Siostry oczywiście miały swoją. Inni ludzie, świeccy, księża, biskupi, mieli swoje. Jednak potem, kiedy mieliśmy wszystkie te świadectwa, ustne – 113 – i pisemne ludzi, którzy nie mieli wystarczająco dużo do powiedzenia, żeby zadać im 263 pytania. Bo tyle pytań zadaje się świadkom ustnym. Znaczna część ludzi nie była w stanie odpowiedzieć na nie wszystkie, ponieważ pierwsza część dotyczy dzieciństwa, a Matka Teresa zmarła w 1997 r. przeżywając większość swoich rówieśników. Ale jest na przykład jej kuzynka ze Skopje, która była w stanie coś powiedzieć.
Zatem oprócz ustnych świadectw mieliśmy też pisemne. W sumie ogrom materiału. Kiedy zakończył się proces diecezjalny, przywiozłem 35 tys. stron, 81 tomów po 450 stron każdy. Było to dobre, gdyż ludzie mogliby powiedzieć, że kanonizowaliśmy Matkę Teresę po prostu dlatego, że to jest taki oczywisty przypadek. Natomiast proces pozwolił nam zebrać materiały, kiedy były jeszcze „gorące” i dostępne. Teraz przez dziesięciolecia, a może i stulecia ludzie będą mogli je konsultować.

RW: Spoglądając wstecz, czy coś zaskoczyło Księdza?

BK: Tak, kiedy skończyliśmy „positio”, to pamiętam, że pomyślałem na widok wszystkich tych materiałów: Teraz znam ją lepiej niż za życia. Ponieważ chociaż była osobą publiczną, wiele rzeczy udało jej się utrzymać w tajemnicy. Druga sprawa to ciemność... chyba najbardziej heroiczny aspekt jej życia. Bo chociaż utożsamiana jest z miłością, to jednak heroiczną miłość mają wszyscy święci. Natomiast u niej poza miłością ciemność jest najbardziej heroicznym elementem.
Nikt by się tego nie domyślił, tak była prosta. Po części dlatego byliśmy tak zaskoczeni, bo ludzie mówili: Matka Teresa wykonywała wspaniałą pracę dla ubogich. Ale potem, po przeczytaniu tych listów, wielu specjalistów stwierdziło, że jest jedną z wielkich mistyczek Kościoła. Wszystko to skrywała pod prostotą. Sądzę, że wybrała prostotę. Po ludzku była bardzo utalentowana, inteligentna, praktyczna, była nauczycielką, organizatorką, miała ładny głos, ładnie śpiewała, grała na instrumencie, pisała poezje. Także miała wiele talentów. Podobnie siostry, które się do niej przyłączały, były np. lekarkami, ale miały żyć w sposób prosty, jak wszystkie inne siostry i jak ona sama żyła. Dlatego sądzę, że ukrywała głębię swojej świętości pod zewnętrzną prostotą życia, a nawet słów.

RW: Opublikował Ksiądz książkę „Matka Teresa. Przyjdź, bądź moim światłem. Prywatne pisma «świętej z Kalkuty»”. Jest to zbiór listów, jakie pisała ona przez dziesiątki lat do swoich kierowników duchowych. Chyba żaden z tych listów nie był wcześniej publikowany, bo tego nie chciała.

BK: Nie wiedzieliśmy o ich istnieniu. Dowiedzieliśmy się o nich dzięki jezuitom, którzy je zachowali. Lepiej rozumieli niż sama Matka Teresa, że to nie były tylko jej prywatne doświadczenia, ani że nie było tam nic negatywnego, co należało ukryć. Opisują one bardzo ważną część jej doświadczenia, które było tak intensywne i długie, że nikt z nas prawdopodobnie do niego nawet się nie zbliży. Jesteśmy wdzięczni, że nie posłuchali Matki Teresy. Ks. Van Exem powiedział do jednego z mieszkających z nim jezuitów, że miał pięć kartonów materiałów, ale zachował tylko jeden. Są zatem materiały, które zostały zniszczone. Ale powiedział też, że starał się zachować najważniejsze z nich.

RW: Wspomnieliśmy wcześniej o cudzie, możemy do niego powrócić?

BK: Cud, który umożliwił kanonizację, wydarzył się w Brazylii w 2008 r. Uzdrowionym jest mężczyzna, u którego zdiagnozowano bakteryjne zapalenie mózgu. Jego żona i kilku przyjaciół od września 2008 r. polecało go w modlitwie Matce Teresie. Mimo to od września do grudnia stan jego zdrowia stopniowo się pogarszał, aż 9 grudnia nad ranem zapadł w śpiączkę i praktycznie umierał. Bliscy nie ustawali w modlitwie, lekarz chciał przeprowadzić operację, ale nie mógł tego uczynić, ponieważ wystąpiły komplikacje. Jednak około 6:00 nad ranem chory znalazł się na stole operacyjnym. Około 6:10 posłano po lekarza innej specjalizacji. Nie udało się go znaleźć. Pacjent, który był w głębokiej śpiączce, ocenianej na 3 punkty wg skali Glasgow – 15 oznacza „świadomość”, a 3 „bliski śmierci” – o 6:40 był przytomny, rozejrzał się i powiedział: „Jestem na stole operacyjnym? Co ja tu robię?”. W tym czasie jego żona intensywnie się modliła. Taka jest historia cudu. Mamy skany z 9 i 13 grudnia 2008 r. Wszyscy neurochirurdzy w Brazylii i w Rzymie powiedzieli, że niemożliwa była taka poprawa. Lekarz uzdrowionego stwierdził, że miał 30 pacjentów w takim stanie, 29 zmarło, tylko ten jeden żyje. Wydarzył się jeszcze drugi cud, gdyż lekarze zapowiedzieli temu małżeństwu, że nie będzie mogło mieć dzieci, a w tej chwili ma dwójkę.
Mieliśmy cud dużo wcześniej, który nie mógł być wykorzystany: problem wodogłowia u dziecka w łonie matki. Wszystko było dobrze, lekarze stwierdzili, że nie do wytłumaczenia, ale jeden z członków rodziny stwierdził: „Cały rok modliłem się do Ojca Pio”. Kiedy to powiedział, cała historia się skończyła, ponieważ wstawiennictwo musi być jednoznaczne. No cóż, wszystko jest w rękach Opatrzności, Bóg chciał kanonizacji w Roku Jubileuszowym Miłosierdzia i tak się stało.

RW: Co powiedziałaby Matka Teresa o świecie, w jakim dzisiaj żyjemy?

BK: Matka Teresa była skoncentrowana na widzeniu Jezusa i służeniu Jezusowi w najbiedniejszych z biednych. Kiedy wyjechała z misjonarkami miłości poza Indie, zdała sobie sprawę, że największą biedą jest bycie niekochanym, niechcianym, odtrąconym. Nie zwodziła jej technologia, żyła bardzo prosto. Rzeczy używała, latała samolotem... mogłaby zostać świętą patronką wszystkich podróżujących samolotem, może razem z Janem Pawłem II. Korzystała także z różnych nowoczesnych urządzeń, ale widziała, że niezależnie od wyglądu zewnętrznego społeczeństwa zawsze chodzi o serce. Naszą misją jest serce. Matka miała wielkie nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Patronuje nam Niepokalane Serce Maryi. Matka mówiła, że robimy to, aby dotrzeć do ludzkich serc. Jednak nie chodziło tylko o służbę; pozostała część to modlitwa. Dopóki siostry nie przybyły do świata zachodniego, nie było dużo słów. Co ciekawe, drugim krajem po Indiach, jeśli chodzi o liczbę domów, są Stany Zjednoczone. To zaskakująca statystyka ze względu na duchowe ubóstwo obecne nawet w bogatym społeczeństwie. W Stanach Zjednoczonych, jednym z krajów najbardziej rozwiniętych, duchowe ubóstwo obecne jest w różnych warstwach społecznych. I na tym Matka Teresa się skupiała.
Kiedyś Matka Teresa zauważyła takie ubóstwo na lotnisku. Była tam kobieta, która wyglądała na bardzo smutną. Matka Teresa i siostry zachowywały się, jakby jej nie zauważyły, ale kiedy szły do samolotu, Matka podeszła do tej kobiety i powiedziała: „Witam, nazywam się Matka Teresa, tu jest moja wizytówka”. Na tej wizytówce nie było informacji kontaktowych, ale jej znane zdanie: „Owocem ciszy jest modlitwa, owocem modlitwy jest wiara, owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, owocem służby jest pokój”. Siostra, która była tego świadkiem, powiedziała, że odchodząc obejrzała się i widziała, jak ta kobieta czyta i uśmiecha się. Uczyniła to, ponieważ widziała, że ta osoba potrzebuje drobnego gestu uprzejmości, miłości, współczucia. Taka jest większość przykładów. Znajdziemy wśród nich kilka niezwykłych, ale większość tego, co robiła, wszyscy moglibyśmy uczynić. Powiedziałaby: zwykłe rzeczy, niezwykła miłość; małe rzeczy, wielka miłość. I to jest wyzwanie, jakie zostawiła nam wszystkim, żebyśmy nie tylko ją podziwiali, ale naśladowali. Ponieważ pojedyncze gesty możemy uczynić: uśmiechnąć się, wypowiedzieć słowa otuchy, podarować kwiat, odwiedzić. Wszyscy możemy to uczynić, jeśli jesteśmy uważni. Jeśli się rozejrzymy, zobaczymy te możliwości. Poczynając od naszych rodzin. Kim jest osoba, która teraz potrzebuje uśmiechu?

RW: Gdzie jest Matka Teresa dzisiaj?

BK: Matka Teresa jest we wspólnocie świętych. W tym sensie jest wszędzie, ponieważ ludzie proszą ją o wstawiennictwo dosłownie na całym świecie. Także jest obecna z nami. To jest kolejna sprawa, którą odkryłem albo bardziej doceniłem w trakcie procesu, kiedy uświadomiłem sobie, co to znaczy, że Kościół jest wspólnotą świętych. W Składzie Apostolskim pod koniec mówimy: „Wierzę w świętych obcowanie”. To jest bardzo piękny aspekt naszej wiary. W tym sensie mogła powiedzieć, że będzie ciągle nieobecna w niebie, bo chciała być z nami, troszczyć się o nas, modlić się za nas, wnosić światło, światło prawdy, światło miłości”.

Tagi:
wywiad kanonizacja św. Matka Teresa z Kalkuty

Reklama

Moja ciocia święta Matka Teresa

2019-05-08 08:12

Z Alojzem Gombarem rozmawiał Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 19/2019, str. 6-9

Matka Teresa z Kalkuty to jedna z najbardziej znanych świętych w historii świata. W zasadzie powinno się o niej mówić „Matka Teresa ze Skopje”, bo właśnie tam urodziła się w 1910 r. W tym mieście, obecnie stolicy Macedonii Północnej, mieszkała przez 18 lat. Do dzisiaj w Skopje żyje kuzyn Matki Teresy – Alojz Gombar. W ekskluzywnym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o spotkaniach ze swoją ciocią.
Z Alojzem Gombarem – kuzynem Matki Teresy z Kalkuty – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Archiwum Niedzieli

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaka była Matka Teresa?

ALOJZ GOMBAR: – Skromna, prostolinijna. Dla mnie święta już za życia. Chciałbym, żeby wszyscy pamiętali o jej dobroci. O tym, co robiła dla innych. Niestety, mam wrażenie, że z czasem coraz mniej osób wie, jak była wspaniała.

– Pańskie pierwsze spotkanie z Matką Teresą...

– Zaczęło się od rozczarowania.

– Rozczarowania?!

– Byłem chłopcem. Rodzice mówili, że przyjedzie ciocia z zagranicy. Byli przejęci. A ja zastanawiałem się, jakie dostanę prezenty. Kiedy wreszcie pojawiła się w drzwiach, zobaczyłem niską, starą zakonnicę. I do tego w sandałach. Po powitaniu dała mi... jednego karmelowego cukierka!
Wpatrywałem się w te sandały – stare, bardzo zniszczone. Zauważyłem, że ma ze sobą również nowe. Spontanicznie zapytałem: „Dlaczego, ciociu, nosisz takie stare sandały? Przecież masz nowe!”. Odpowiedziała: „Oj, dziecko. Moja droga jest jeszcze bardzo, bardzo daleka”.

– Kiedy to było?

– W latach siedemdziesiątych. Wtedy po raz pierwszy, po długim czasie, przyjechała do Skopje. Mieszkała u nas w domu. Później była jeszcze kilka razy, ale już jakiś ksiądz i ludzie z Kościoła organizowali jej pobyty i zatrzymywała się w domu parafialnym. Jak przyjeżdżała do miasta, to najpierw szła do kościoła, a potem do naszego domu. Rozmawialiśmy.

– Pytała Pana o życie, o naukę?

– Wypytywała, do jakiej szkoły chodzę, jakie mam stopnie. Poprosiła, żebym powiedział jakiś wiersz. Przepytała mnie z katechizmu. Zapytała: „A modlitwę «Ojcze nasz» znasz?”. Jak powiedziałem, to pogłaskała mnie po głowie i zadała drugie pytanie: „Chodzisz codziennie do kościoła?”. Byłem zaskoczony. Potem rodzice wytłumaczyli mi, że dla Matki Teresy było to coś oczywistego. Gdy miała 14 czy 15 lat, nic innego jej nie interesowało, tylko kościół i modlitwa – głęboka, kontemplacyjna. W pewnym momencie jej rodzice byli zaniepokojeni. Codziennie chodziła do kościoła. Uważali, że przesadza.

– Matka Teresa mówiła Panu, jak należy żyć, jak postępować?

– Powtarzała, że trzeba myśleć o jutrzejszym dniu. Głaskała po głowie i powtarzała: „Masz być dobry w życiu, chodzić do kościoła, modlić się”. A na koniec, jak wychodziła od nas, mówiła: „Bądźcie radośni! Módlcie się za mnie, żeby Bóg dał mi siłę. Ja modlę się za was”.

– Kiedy zorientował się Pan, że to niezwykła osoba?

– Zadawałem jej dużo pytań: Jak się żyje w Kalkucie? Czym dokładnie się zajmuje? Co robi w ciągu dnia? Skąd pochodzą siostry, z którymi mieszka?... Odpowiadała prosto, podawała same informacje, bez komentarza. Dowiedziałem się, że założyła dom dla umierających, a potem dom dla dzieci, które nie miały rodziców. Tak poznawałem jej życie.
Jak była u nas w domu, zauważyłem, że przez większość czasu miała złożone dłonie, jakby się modliła. Bardzo mało jadła. I miała jakiś płomień w sobie, taką energię, którą promieniowała.
Odczucie, że jest kimś wyjątkowym, było czymś oczywistym w naszej rodzinie. Może zaczęło się od tego, gdy postanowiła wstąpić do zakonu i wyjechała ze Skopje? Chciała być misjonarką. To był szok.

– Dlaczego?

– Miała przecież wszystko. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny. I to zostawiła... Mama Matki Teresy, Drana, pochodziła z rodziny złotników, jubilerów. Mieszkali w mieście Prizren w Kosowie. Byli tak bogaci, że mówiono, iż prawie całe Prizren i okolice należą do nich. Ojciec Matki Teresy – Nikola Bojaxhiu – był handlowcem. Gdy wybuchła epidemia cholery w Prizren, rodzice Matki Teresy przeprowadzili się do Skopje. Jej ojciec był bardzo szanowany. Angażował się w życie miasta, nawet był jednym z założycieli teatru. Znał 5 języków obcych i prowadził interesy w różnych miejscach Europy. Ciężko pracował i dzięki temu odnosił sukcesy. Niestety, często nie było go w domu, bo jako kupiec ciągle podróżował. Jeździł np. do Bukaresztu, zaopatrywał apteki. W 1919 r., gdy miał zaledwie 40 lat, zmarł, zresztą w podejrzanych okolicznościach.

– Pisano, że został otruty...

– Właśnie, właśnie. W dniu jego pogrzebu zamknięto sklepiki i zakłady rzemieślnicze w Skopje. To był gest solidarności i sprzeciwu wobec tego, co się stało. Ale moja ciocia, święta Matka Teresa, dobroć miała po matce.

– Nie po ojcu i matce?

– Jej tata był dobrym człowiekiem, ale jak to głowa rodziny – był dość surowy, wymagający. Matka zajmowała się domem. Zawsze przygotowywała dużo jedzenia. Gdy np. gotowała zupę, Matka Teresa pytała mamę: „Po co tyle gotujesz?”. Ona odpowiadała: „Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zjeść”. Oczywiście, wiedziała, że w tym dniu przyjdzie przynajmniej 10 biednych i bezdomnych. Jak przychodzili, Matka Teresa dalej pytała mamę: „Kim oni są? To nasza rodzina?”. Jej matka odpowiadała, że to „taka daleka rodzina”. Później przychodzili kolejni. Wiedzieli, że w tym domu otrzymają pomoc.

– Matka Teresa wyjechała ze Skopje w 1928 r.

– Gdy miała 18 lat. Postanowiła wstąpić do zakonu i zostać misjonarką. Nikt nie był w stanie tego zrozumieć. Młoda, bogata dziewczyna z zapewnioną przyszłością, która miała możliwość edukacji na najwyższym poziomie, zostawiła wszystko i wyjechała. Opuściła swoich przyjaciół, z którymi była bardzo związana, a przecież była bardzo towarzyska. Miała poczucie humoru. Pojechała najpierw do Dublina, do klasztoru, żeby nauczyć się języka angielskiego. A potem do Kalkuty. Nikt wówczas nie potrafił tego zrozumieć.

– Pańscy rodzice byli dla Matki Teresy...

– Moja mama była jej siostrą cioteczną. Moja babcia i ojciec Matki Teresy to siostra i brat. Ja zawsze mówiłem do niej „ciociu”. To były bardzo bliskie relacje. Wtedy całe życie toczyło się wokół rodziny. Żyło się, mieszkało praktycznie razem. Nie tak jak w obecnych czasach. Nasza rodzina od pokoleń zajmowała się złotnictwem. Proszę spojrzeć na ten dyplom... (p. Alojz wskazuje na dyplom na ścianie). To dyplom mojego wujka Lorenza. Był bratem ciotecznym Matki Teresy. Też był złotnikiem. Nie miał dzieci. Pamiętam, jak kiedyś przyjechała Matka Teresa i z nim rozmawiała. Zapytała: „Nie chciałbyś adoptować dziecka?”. Wujek był zaskoczony. A ona dalej: „Nawet nie jesteś świadomy, jak wiele dzieci potrzebuje pomocy, opieki rodzicielskiej...”. Do dzisiaj pamiętam minę wujka. Stał jak skamieniały.

– I co dalej się stało?

– Nic. Wujek dziecka nie adoptował. Potem odziedziczył dom, w którym mieszkała Matka Teresa z rodzicami, bratem i siostrą. Po śmierci wujka – mam tu przed sobą dokument – ja go odziedziczyłem. Ale jak to w życiu bywa, dom po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1963 r. znacjonalizowano, później rozebrano. Znajdował się tu nieopodal, przy głównym placu w centrum Skopje. Do dzisiaj nie odzyskałem tej ziemi, mimo że jestem jej właścicielem!

– O Matce Teresie napisano wiele książek, artykułów. Wiemy, że była dobra, zawierzyła życie Bogu, służyła ludziom potrzebującym. A na co zwraca się za mało uwagi?

– Moja ciocia, Matka Teresa, była świetnym menedżerem. Kiedyś opowiadała, jak radzi sobie z zabezpieczeniem pomieszczeń dla trędowatych, dla chorych. Jak organizuje im żywność. Innym razem – że przybywało sióstr zakonnych i zastanawiała się, jak zapewnić im warunki do życia, jedzenie. Mówiła też o planach rozwijania zakonu, żeby jeszcze bardziej pomagać biednym, zbliżać ludzi do Boga. Potrafiła zarządzać, planować, rozwiązywać problemy. Pieniądze z nagród, w tym z Nagrody Nobla, przeznaczała dla biednych, chorych. Tak samo zrobiła, gdy otrzymała rolls-royce’a – sprzedała go.
Czego jeszcze ludzie nie wiedzą? Tego np., że spała zaledwie 3-3,5 godz.

– Tylko tyle?

– Bardzo krótko. Mimo to była niezwykle aktywna. Nieraz zastanawiałem się, skąd miała tyle siły.

– Od Boga.

– Też tak sądzę. Widzi Pan ten krzyż? (p. Alojz wskazuje na krzyż w czerwonym pudełeczku). W mojej rodzinie były dwa takie same krzyże. Jeden Matka Teresa wzięła ze sobą, gdy wyjeżdżała ze Skopje do Dublina, a potem do Kalkuty. Drugi pozostał w mojej rodzinie. Znak łączności nie tylko z Bogiem, ale i z Matką Teresą. Przez wszystkie lata. Właśnie taki krzyż Matka Teresa cały czas miała przy sobie. I z nim umarła.

– Bycie kuzynem Matki Teresy zobowiązuje?

– Chciałbym przynajmniej w części być tak skromny jak ona. Ale to przykład niedościgniony.

– Modli się Pan za wstawiennictwem Matki Teresy?

– W domu mam małą kapliczkę z figurą cioci. Obok dwie lampki. Codziennie wieczorem modlę się za jej wstawiennictwem. Przed snem dotykam obrazu. Pomaga, gdy jest mi najtrudniej.

– 7 maja br. do Skopje przyjeżdża papież Franciszek...

– Czekam na niego. Chcę, by przypomniał całemu światu, że Matka Teresa jest ze Skopje i by opowiedział, jaka była.
Papież Franciszek jest bardzo skromny. Do tego bardzo zdolny i zawsze dobrze poinformowany. O wszystkim można z nim porozmawiać. Nawet o piłce nożnej! Zaimponował mi, gdy byłem w 2016 r. w Watykanie na kanonizacji Matki Teresy. Na Placu św. Piotra zobaczyłem grupę studentów. Machali do Papieża, pozdrawiali go, chcieli, żeby do nich podszedł. Ale protokół, ludzie z jego otoczenia zdecydowali, by jechać dalej papamobile. Papież kazał się jednak zatrzymać. Podszedł do nich, przywitał się, porozmawiał. To Papież, który decyduje! Teraz czekam na niego w Skopje. Chcę go spotkać i pozdrowić całym sercem, najserdeczniej jak tylko można.

* * *

Św. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała:

Nigdy się nie dowiemy, ile dobra może przynieść zwykły uśmiech. Mówimy, że nasz Bóg jest dobry, łagodny i wyrozumiały. Czy jesteśmy tego dowodem? Czy ludzie cierpiący mogą w nas dostrzec tę dobroć, wybaczenie i zrozumienie? Oby nikt, kto przychodzi do ciebie, nie odszedł, nie stając się lepszym i szczęśliwszym. Wszyscy powinni dostrzegać dobroć na twej twarzy, w twych oczach, w twym uśmiechu.

Jesteśmy sługami biednych. Pracujemy dla nich całym sercem i z całkowitą bezinteresownością. W życiu świeckim ludzie otrzymują zapłatę za swoją pracę. My otrzymujemy zapłatę od Boga. Jesteśmy związane ślubami miłości i służby dla biednych, żyjemy tak, jak żyją biedni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hymn o miłości


Niedziela Ogólnopolska 51/2006, str. 18-19

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość.

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

Przeczytaj także: Hymn o miłości
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Licheń: modlitwa w intencji bezdzietnych

2019-08-17 08:59

jz / Licheń (KAI)

W najbliższą niedzielę, 18 sierpnia, w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej odbędzie się Dzień modlitw w intencji małżeństw bezdzietnych, które pragną potomstwa. W czasie głównej Mszy Świętej o godzinie 12.00 będziemy modlić się o dar macierzyństwa i ojcostwa dla nich.

Biuro Prasowe Sanktuarium w Licheniu

„Zapraszamy te małżeństwa, aby uklękły z wiarą i ufnością przed Maryją i powierzyły Jej swoje pragnienie daru rodzicielstwa. W licheńskiej Księdze Łask mamy wiele świadectw małżeństw, które tutaj wyprosiły dar potomstwa. Zachęcamy do wspólnej modlitwy z małżeństwami także ich krewnych i przyjaciół” – zaprasza ks. Janusz Kumala MIC, kustosz licheńskiego Sanktuarium.

Przy tej okazji warto przypomnieć, ze w bazylice co tydzień, w sobotni wieczór odprawiane są msze w intencji małżeństw i rodzin o godz. 19.00. W tę sobotę odbędzie się obrzęd odnowienia przyrzeczeń małżeńskich. Małżeństwa mogą otrzymać pamiątkowy dyplom z okazji kolejnej rocznicy ślubu. Aby go dostać, należy zgłosić się do Biura Obsługi Pielgrzyma (pod głównymi schodami prowadzącymi do bazyliki) przynajmniej godzinę przed rozpoczęciem mszy św.

W Licheniu od 2010 roku istnieje Ośrodek Wsparcia Płodności "NaProTechnologia". Jest jednym z dzieł finansowanych przez Fundację SPEM DONARE i jedynym tego typu ośrodkiem w regionie. NaProTECHNOLOGY® to nowoczesna formy diagnostyki oraz kompleksowego leczenia wspierająca naturalną prokreację. Zespół licheńskiego Ośrodka tworzą instruktorzy Creighton Model FertilityCare™ System, którzy uczą metody obserwacji i zapisu wskaźników płodności oraz lekarze specjaliści z zakresu ginekologii i położnictwa, endokrynologii, andrologii, konsultanci medyczni NaProTechnologii. Najbliższe spotkanie wprowadzające odbędzie się 22 sierpnia. Zarejestrować się można pod numerem 609 528 116 lub pisząc na e-mail: napro@lichen.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem