Reklama

Dzień Dziecka Utraconego w Częstochowie

2016-10-19 14:17

Jowita Kostrzewska

Jowita Kostrzewska

Odchodzą każdego dnia... Te, które nie zdążyły się jeszcze narodzić, i te, które mają zaledwie kilka dni, tygodni, miesięcy, czy lat. Odchodzą te upragnione i oczekiwane i te niechciane... Wszystkie zostawiają w sercach ból, który ciężko ukoić i rany, które trudno zabliźnić...

W sobotę 15 października w całej Polsce obchodzony był Dzień Dziecka Utraconego, który jednoczył osieroconych rodziców. Także w Częstochowie, w Sanktuarium św. Józefa trwała modlitwa za dzieci utracone i rodziców, którzy z powodu poronienia, aborcji, czy przedwczesnego porodu stracili swoje nienarodzone dzieci i te, które po narodzeniu odeszły za wcześnie. Dzień Dziecka utraconego bardzo mocno łączył się z trwającą w tym czasie na Jasnej Górze Wielką Pokutą, podczas której, trwała modlitwa przebłagalna m. in. za grzechy aborcji oraz o wewnętrzne uzdrowienie i Boże miłosierdzie dla Polski i całego świata.

Zobacz zdjęcia: Dzień Dziecka Utraconego

Obchody Dnia Dziecka Utraconego rozpoczęły się modlitwą różańcową w intencji rodziców doświadczonych stratą dziecka. Następnie rozpoczęła się Eucharystia, którą w intencji osieroconych rodziców, oraz małżonków starających się o dar potomstwa sprawował ks. Marek Kundzicz, proboszcz i Kustosz Sanktuarium św. Józefa.

"Gdy stajemy wobec utraty dziecka, każde słowo jest za małe, niezręczne, czasem jeszcze bardziej może ranić, bo jeżeli mówi się, że każda śmierć przychodzi za wcześnie, to co dopiero powiedzieć o śmierci, która kończy ludzkie życie jeszcze przed jego narodzeniem?" - pytał w homilii ks. Marek Kundzicz.

Reklama

- Ktoś powiedział, że gdyby matka Hitlera zdecydowała się na aborcję, nie byłoby dramatu wielu milionów Polaków, ale przecież Hitler nie urodził się jako złe dziecko. Hitler stał się zły, bo nie stosował zasad, które są dobre, nie żył według Dekalogu, nie zważał na zasady zawarte w Ewangelii, a do tego zrezygnował z szacunku dla ludzi, który jest podstawą stanięcia po dobrej stronie - podkreślił ks. Kundzicz i zapytał "po której stronie my stajemy?". - Nie mam wątpliwości, że każdy z Was skoro jest tutaj obecny, staje po dobrej stronie i po tej dobrej stronie stoją teraz ci ludzie pod Jasną Górą, którzy m.in. pokutują także za grzechy aborcji. Ale są dwie strony w naszej ojczyźnie - ta ciemna i ta jasna - zwrócił uwagę kapłan nawiązując m.in. do wydarzeń mających miejsce w tzw. "czarny poniedziałek". - Czarny protest i na czarno ubrani ludzie, ale po drugiej stronie stanęli ci, którzy byli ubrani na biało, bo przez to chcieli powiedzieć, że są po stronie życia, że życie jest piękne, że jest wartościowe od samego poczęcia, aż do naturalnej śmierci. Ci na biało ubrani, zwłaszcza kobiety, przypominały to, iż kiedyś na nich w czasie Chrztu św. nałożono białą szatkę, która oznacza życie z Bogiem w Jego łasce i życie w wierności Bożym Przykazaniom.

Ks. Marek Kundzicz zwrócił też uwagę na kłamstwa jakimi posługuje się dziś "ciemna strona", podając jako przykład, mocno zaniżoną przez jedną ze stacji radiowych, liczbę uczestników Wielkiej Pokuty. - Warto kłamać, bo inni uwierzą, że tak niewielu zależy na tym, aby przyjść do Jasnogórskiej Maryi i pokutować, ponieważ obecność ludzi tam, a także nas tutaj w kościele, dla wielu będzie wyrzutem sumienia. A powinni być tam, lub tu, dla uspokojenia własnego sumienia. Nawet wtedy, kiedy zawinili, kiedy w większej, czy mniejszej świadomości wyciągnęli rękę, aby zabić własne dziecko, nigdy nie jest za późno. Zawsze jest czas na modlitwę, na nawrócenie, na przemianę życia - podkreślił kapłan.

Na zakończenie Mszy św., poruszającym świadectwem podzieliła się pani Małgorzata, która do Częstochowy przyjechała ze swoją 11-miesięczną córeczką.

- Kiedy po raz pierwszy zaszłam w ciążę byłam bardzo szczęśliwa, ponieważ sama byłam dzieckiem niechcianym, cieszyłam się, że wreszcie na tym świecie pojawi się ktoś, kogo będę mogła pokochać i kto pokocha mnie - dzieliła się Małgorzata. Jednak w 24 tygodniu ciąży podczas badania w szpitalu okazało się, że dziecko ma wadę letalną. - Tak do końca nie wiedziałam co się ze mną wtedy działo, ale pani doktor powiedziała, że trzeba przerwać ciążę i ja się na to zgodziłam - mówiła przez łzy kobieta i dodała że "syn tydzień walczył o życie - nie chciał umierać". Po tygodniu walki urodził się i skonał. Potem całą dobę leżał na sali zabiegowej, ponieważ nie wiedzieli co z nim zrobić, bo był za duży, żeby wyrzucić go do kosza na śmieci. Poprosiłam wtedy położną, żeby zabrała moje dziecko do prosektorium. Na drugi dzień opuściłam szpital, zamówiłam mojemu synkowi białą trumnę. Biegałam po całym cmentarzu z tą trumną, bo wcale nie chciałam rozstawać się z moim dzieckiem, na które sama wydałam wyrok śmierci - mówiła pani Małgorzata.

Rok później urodziła się moja córka, a po trzech latach urodziłam syna, ale miałam bardzo ciężkie życie. Moje kolejne dziecko było z gwałtu. Zabiłam je, nie dlatego, że było z gwałtu, tylko dlatego, że bałam się, że nie jestem w stanie wykarmić kolejnego dziecka. To, co działo się ze mną przez następnych kilka lat to był potworny koszmar. którego nie da się opisać - wspominała kobieta. Później, kiedy mój syn Bartek przystąpił do Pierwszej Komunii św., został ministrantem i zaczął prosić mnie "mamusiu chodź ze mną do kościoła". Nie było mi wtedy jakoś po drodze do kościoła, płaciłam sąsiadkom żeby prowadzały moje dziecko, ponieważ nie chciałam go separować od Pana Boga, chociaż sama byłam gdzieś daleko. Z czasem zaczęłam korzystać z pomocy modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie. Było to ciężkie dla mnie. Modlili się nade mną księża egzorcyści, modlił się o. Bashobora. Dostałam łaskę uwolnienia. Przez 10 lat nie mogłam zajść w ciąże na skutek powikłań po aborcji i innych ciężkich chorób. W zeszłym roku w marcu, w święto św. Józefa poczęłam dziecko. Był to dla mnie ogromny szok, ponieważ wiedziałam, że może to kosztować mnie moje życie, ale nie poddałam się. Odnalazłam prof. Chazana i pojechałam błagać go o to, żeby w pierwszej kolejności ratował życie mojego dziecka, bo nie chciałam już więcej zabijać. Wolałam sama umrzeć, niż zostać po raz kolejny morderczynią. Miałam bardzo trudny przebieg ciąży. W 35 tygodniu moja córeczka przestała się ruszać, trafiłam na oddział patologii ciąży na Madalińskiego. To był celowy wybór, bo to szpital św. Rodziny. Podświadomie szukałam Matki Bożej, żeby obroniła mnie i moje dziecko. Pomimo zagrożenia jakie było, cesarka uratowała mi życie - podkreśliła Małgorzata i dodała, że dziś jest szczęśliwą mama małej Marysi. - Cieszę się, że podjęłam tak trudna decyzje i nigdy nie podjęłabym innej - podsumowała kobieta.

Spotkanie rodziców i rodzin dotkniętych utratą dziecka zakończyło się Adoracją Najświętszego Sakramentu, która trwała przy dźwiękach utworów zespołu 77 FM Formacja z Mocą. Wymowne treści piosenek m.in. "Miłosierdzie Twe", Świat pustych" rąk czy "Schowaj mnie" wprowadzały w stan głębokiej modlitwy, powracającej tęsknoty ale i nadziei. Podczas Adoracji cytowane były też teksty pisane przez rodziców do utraconych dzieci: "Panie Jezu, jakże inaczej dla nas brzmią Twoje słowa: pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie! Dzisiaj ze łzami w oczach i sercami po ludzku smutnymi mówimy: Bądź wola Twoja!" - brzmiał fragm. z "Listu rodziców do dzieci".

Była też "Modlitwa ofiarowania nienarodzonego dziecka", a rodzice i bliscy mogli podejść do ołtarza, by zapalić światełka pamięci symbolizujące zmarłe dzieci. Niektórzy po raz pierwszy nadawali imiona swoim nienarodzonym utraconym dzieciom, by od tej pory - uosobione, mogły w duchowy sposób być obecne w ich życiu.

- Bez wątpienia takie dni jak ten są potrzebne, bo często rodzice ze swoim bólem, smutkiem czy rozpaczą zostają zupełnie sami. Milkną telefony, brakuje zwyczajnych słów - dzieliła się uczestniczka spotkania. - Ran po stracie nie da się zupełnie wygoić, bo nie da się zapomnieć, bez względu na to czy dziecko było w okresie prenatalnym, miało kilka dni czy kilka lat. Wielu z tych rodziców nie miało szansy przytulić, ani nawet dotknąć swojego dziecka, inni tulili w ramionach kiedy żegnali.. Jeszcze inni sami przerwali życie swoich dzieci często pod presją, z lęku przed trudnościami, albo dlatego, że "to nie czas". Dziś wszyscy mogli spotkać się razem na modlitwie i Adoracji we wspólnocie ludzi, których łączą podobne przeżycia. To naprawdę daje siłę i nadzieje - mówiła kobieta.

W archidiecezji częstochowskiej modlitwa za dzieci utracone i rodziców po stracie, trwała także w Radomsku w kościele św. o. Pio i przy pomniku Dnia Dziecka utraconego, oraz w Wieluniu w Klasztorze Sióstr Bernardynek, gdzie swoim świadectwem podzieliła się autorka książki "Wystarczy kochać", którą napisała po stracie syna.

Patronat honorowy nad obchodami Dnia Dziecka Utraconego sprawuje ks. abp Wacław Depo Metropolita Częstochowski.

Tagi:
Dzień Dziecka Utraconego

Reklama

Dzień Dziecka Utraconego w Wieluniu

2018-10-16 09:07

Zofia Białas

Zofia Białas
Modlitwie różańcowej, Eucharystii (współcelebrans ks. Andrzej Walaszczyk) i Adoracji przewodniczył ks. Janusz Parkitny

Wieluń był pierwszym miastem w archidiecezji częstochowskiej, w którym obchodzono Dzień Dziecka Utraconego. Po raz pierwszy zorganizowano go w dniu 15 października 2012 roku z inicjatywy Anny Dziuby-Marzec. Na Różańcu, Eucharystii i Adoracji spotkali się wtedy rodzice, którzy utracili dziecko, ich najbliższa rodzina i przyjaciele. Od tamtej chwili dzień 15 października w Wieluniu jest dniem szczególnym dla tych, co uczestniczą w Różańcu, Eucharystii i Adoracji Najświętszego Sakramentu w intencji Dziecka Utraconego i jego rodziców.

Miejscem modlitwy, w czasie, której polecano Bogu i poleca się wszystkie zmarłe dzieci, jest od 2012 roku kościół pw. św. Mikołaja u sióstr Bernardynek.

Modlitwie różańcowej, Eucharystii (współcelebrans ks. Andrzej Walaszczyk) i Adoracji 15 października 2018 r., w dniu, kiedy wspominamy św. Teresę od Jezusa, przewodniczył ks. Janusz Parkitny, proboszcz parafii św. Stanisława BM. Rozważania tajemnic radosnych przygotowali członkowie Domowego Kościoła, oni też modlitwie przewodniczyli.

W słowie Bożym, skierowanym do wiernych, ks. Janusz Parkitny mówił: Życie to dar od Boga, niezależnie ile trwa. Życie to cud, nawet jak trwa krótko. Za życie Panu Bogu dziękujemy, choć je opłakujemy. Każde życie to Boża tajemnica, bo Bóg jest Dawcą i Panem Życia. Bóg znał i zna każde poczęte dziecko. Bóg płacze razem z wami. Dzieci wasze żyją. Wszyscy jesteśmy stworzeni do życia wiecznego. Tam otrzymamy odpowiedź na pytanie - dlaczego? Do życia podchodzimy z pokorą.

Co możemy powiedzieć rodzicom, którzy utracili dziecko? Oni nie potrzebują banalnych słów, oni potrzebują bliskości i modlitwy, dlatego tak ważny jest Dzień Dziecka Utraconego. W tym dniu, w ciszy kościoła, w obecności Krzyża, w obecności Matki Bożej, płaczący doznają ukojenia…

Szczególną chwilą dla uczestników Adoracji było indywidualne błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem i bardzo bliskie spojrzenie na Jezusa Eucharystycznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: pieszo, na rowerach i biegiem - trwa drugi szczyt pielgrzymkowy

2019-08-25 08:58

it / Częstochowa (KAI)

Na Jasnej Górze rozpoczął się drugi szczyt pielgrzymkowy. Na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przybywają kolejne tysiące pieszych, rowerowych i innych pątników. To głównie grupy parafialne i dekanalne z metropolii łódzkiej, katowickiej i częstochowskiej, ale są też diecezjalne kompanie. Wczoraj weszło ponad 20 grup, a dziś przyjdzie następnych ponad trzydzieści.

Krzysztof Świertok

W 94. pielgrzymce łódzkiej, wśród ok.2 tys. pątników, jak zwykle przyszli: papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski i abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Abp Ryś podkreślał, że pielgrzymka jest „przecudownym doświadczeniem Kościoła”. - Jak odkryliście to przecudowne doświadczenie Kościoła, gdzie wszyscy podążają za Chrystusem, nawracają się, znają się po imieniu, poznają nowych ludzi, którzy od razu są ich dobrymi znajomymi, a jak trzeba to wszyscy idą na grilla, to uczyńcie Kościół taki w waszych parafiach, wspólnotach i mówicie - chodźcie i zobaczcie - zachęcał pielgrzymów metropolita łódzki.

Pątnik witał każdą z grup pieszych pielgrzymek z metropolii łódzkiej. W sumie z terenu jego archidiecezji weszło ok. 6 tys. osób.

- To jest specyfika pielgrzymki z arch. łódzkiej, że jest wiele wspólnot, które idą w tym samym czasie, z różnych miejsc, idą i razem i osobno, więc biskup się musi przenosić z miejsca na miejsce - wyjaśnia arcybiskup. Podkreśla, że zaczął pielgrzymować ze Zgierzem, „to było 20-tego, potem wyszedłem z Łodzią 21-go, potem szedłem z Łaskiem, następnie z Aleksandrowem i z Pabianicami, Kaszewicami i czekam na pozostałe grupy”.

Jak zaznacza „to bardzo piękne doświadczenie, bo w tych mniejszych grupach ludzie poczuwają się do bliższej wspólnoty, jakoś łatwiej czytają swoją tożsamość”. - Dobrze jest z nimi być. Na każdym etapie ludzie podchodzili, spowiadali się, rozmawiali, stawiali rozmaite pytania – podkreślał pasterz.

Dodawał, że Jasna Góra jest dla niego ważnym miejscem w życiu. - Pewnie sam mógłbym przyjechać w różnym czasie, ale dla mnie jest ogromnie ważne przejść z ludźmi z mojej archidiecezji, także po to, żeby skrócić pewien dystans, żeby zobaczyli, że biskup nie jest kimś na koturnach i niedostępnym, tylko idzie z nimi i sutannę ma tak samo mokrą, jak oni kurtki czy koszule. Bardzo dobre doświadczenie - podsumował arcybiskup.

Pielgrzymi podkreślają, że przybywają na imieniny Matki. - Matka chce swoje dzieci zawsze mieć wszystkie przy sobie, Maryja nas jednoczy - powiedziała pani Bożena, która siódmy raz przyszła z Wolbromia.

Karol, 10-letni pielgrzym podkreślał, że choć ciężko się szło, „bo to sto kilometrów a nogi bolą jak zwykle, to jak się tu wchodzi to jest się szczęśliwym i dumnym, że się doszło”.

Ania przedstawicielka młodzieży podkreślała, że pielgrzymka to „zawsze wspaniały czas kiedy można się modlić z innymi ludźmi i wzmacniać się w wierze”.

Niektórzy pokonali sto kilometrów, inni tysiąc. Z paulińskiego klasztoru w Rumunii i z miejsca ostatniej wizyty papieża Franciszka w Csíksomlyó przybiegło 10 osób.

Pomysłodawcą pielgrzymki jest Marian Płaszczyk, mieszkaniec Knurowa, członek Rycerstwa Jasnogórskiej Bogarodzicy, który corocznie organizuje pielgrzymki biegowe z miasteczka Knurów w woj. śląskim na Jasną Górę. Od trzech lat do pielgrzymek krajowych postanowiono dołączyć pielgrzymowanie zagraniczne, związane z tradycją i historią Zakonu Paulinów, odwiedzając klasztory paulińskie w Europie.

- Biegaliśmy od paulińskiego klasztoru do następnego. To było spotkanie z jedną Matką, ale o wielu obliczach, bo każde miejsce, gdzie zatrzymywaliśmy się było związane z Maryją - powiedział pomysłodawca wyprawy.

- Mam 57 lat, biegam dość długo, ale pielgrzymka to coś wspaniałego – wyznała pani Dorota z Bytomia. Dodała, że „ to wspaniałe przeżycia, bo człowiek sam siebie zwycięża, było trudno, deszcz, słońce i goniące nas psy. Rumunia dała nam popalić”.

W 2017 r. biegacze pokonali trasę z Jasnej Góry do Marianosztra na Węgrzech, skąd Zakon Paulinów przybył do Polski i na Jasną Górę. W 2018 r. wyruszyli z Jasnej Góry do Šaština, gdzie znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Siedmiobolesnej, Patronki Słowacji, od niedawna klasztor odzyskany przez paulinów. W tym roku postanowiono zmodyfikować trasę pielgrzymki, i biec na Jasną Górę.

Przybywające teraz pielgrzymki są bardzo „malownicze”. Mają przeróżne pielgrzymkowe emblematy, parafialne proporce, sztandary, idą w nich druhny i druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych, przedstawicielki Kół Gospodyń Wiejskich, orkiestry dęte.

Sporo pielgrzymek, które docierają teraz, na odpust 26 sierpnia, w drogę powrotną uda się również pieszo.

Tak jest np. w pielgrzymce z Przedborza. - Wędrujemy dwa i pół dnia na Jasną Górę, by pokłonić się Matce Bożej, po uroczystościach w Częstochowie wracamy również pieszo do naszej Pani Serdecznej, do naszego kościoła, by ten trud pielgrzymi ofiarować również w intencji naszej Ojczyzny - opowiada ks. Stanisław Obratyński i dodaje: „wędrujemy od Matki Bożej Serdecznej do Matki Bożej Jasnogórskiej, by ta radość naszej grupy mogła się wypełnić”. Dziś dotrze jedna z największych - piesza pielgrzymka tarnowska – w której podąża ponad 8 tys. osób, przyjadą także pielgrzymi na rolkach z Warszawy.

W sumie na poniedziałkowy odpust wejdzie ok. 90 pielgrzymek, a w nich ponad 30 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: chrześcijanie są wezwani do prawdziwej komunii z Jezusem

2019-08-25 14:31

tłum. st (KAI) / Watykan

Chrześcijanie są wezwani do nawiązania prawdziwej komunii z Jezusem, modląc się, chodząc do kościoła, przystępując do sakramentów i karmiąc się Jego Słowem. Przypomniał o tym Franciszek podczas dzisiejszej modlitwy Anioł Pański w Watykanie. Papież zwrócił uwagę, że Bóg nie zbawia nas z powodu naszych tytułów, ale z powodu życia pokornego i dobrego, życia wiary, która przekłada się na uczynki. Zachęcił też, aby poświęcać życie dla dobra braci, walcząc z wszelką formą zła i niesprawiedliwości.

Grzegorz Gałązka

Publikujemy tekst papieskich rozważań.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. Łk 13, 22-30) przedstawia nam Jezusa, który szedł nauczając przez miasta i wsie, zmierzając do Jerozolimy, gdzie wiedział, że będzie musiał umrzeć na krzyżu dla zbawienia wszystkich ludzi. Wpisuje się w ten obraz pytanie pewnego człowieka, który zwraca się do Niego, mówiąc: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (w. 23). Kwestia ta była wówczas debatowana i istniały różne sposoby interpretacji Pisma Świętego w tym zakresie. Ale Jezus odwraca pytanie - które wskazuje bardziej na ilość: „czy tylko niewielu? ...” - i stawia odpowiedź na poziomie odpowiedzialności, zachęcając nas do dobrego wykorzystania chwili obecnej. Mówi bowiem: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli” (w. 24).

Tymi słowami Jezus uzmysławia, że nie jest to kwestia liczb, w niebie nie ma „liczby zamkniętej”! Ale chodzi o przejście już od teraz właściwej drogi, która jest dostępna dla wszystkich, ale jest ciasna. To stanowi problem. Jezus nie chce nas łudzić, mówiąc: „Tak, bądźcie spokojni, jest łatwo, jest piękna autostrada, a na końcu wielka brama ...”. Nie, Jezus mówi nam jak jest: przejście jest wąskie. W jakim sensie? W tym sensie, że aby zostać zbawionym, trzeba miłować Boga i bliźniego, a to nie jest wygodne! Są to „ciasne drzwi”, ponieważ są wymagające, wymagają zaangażowania, a nawet „wysiłku”, to znaczy stanowczej i wytrwałej woli życia zgodnie z Ewangelią. Święty Paweł nazywa to „dobrymi zawodami o wiarę” (1 Tm 6,12).

Aby wyjaśnić nam lepiej, Jezus opowiada przypowieść. Jest właściciel, który przedstawia Pana Boga. Jego dom symbolizuje życie wieczne, zbawienie. I tutaj powraca obraz drzwi. Jezus mówi: „Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: «Panie, otwórz nam» lecz On wam odpowie: «Nie wiem, skąd jesteście»” (w. 25). Ludzie będą wówczas usiłowali, by ich rozpoznano, przypominając panu, że jadali i pili z nim, i że publicznie słuchali jego nauk (por. w. 26). Ale Pan powtórzy, że ich nie zna i nazywa ich „dopuszczającymi się niesprawiedliwości”. Oto problem! Pan rozpozna nas nie z powodu naszych tytułów, ale z powodu życia pokornego i dobrego, życia wiary, która przekłada się na uczynki.

Dla nas, chrześcijan, oznacza to, że jesteśmy wezwani do nawiązania prawdziwej komunii z Jezusem, modląc się, chodząc do kościoła, przystępując do sakramentów i karmiąc się Jego Słowem. To podtrzymuje nas w wierze, karmi naszą nadzieję, ożywia miłość. W ten sposób z Bożą łaską możemy i musimy poświęcić nasze życie dla dobra braci, walcząc z wszelką formą zła i niesprawiedliwości.

Niech nam w tym pomaga Dziewica Maryja. Przeszła Ona przez ciasne drzwi, którymi jest Jezus. Przyjęła Go całym sercem i podążała za Nim każdego dnia swojego życia, nawet gdy nie rozumiała, nawet gdy miecz przeszywał jej duszę. Dlatego przyzywamy jej jako „Bramę Niebios”; bramę która dokładnie odwzorowuje postać Jezusa: bramę serca Boga, wymagającego, ale otwartego dla wszystkich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem