Reklama

O pszczołach łagodnie

Niedziela warszawska 29/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Pszczoły, które nie żądlą? Czy to biblijna przepowiednia raju czy ewenement przyrody? Ani jedno, ani drugie. W Woli Grzybowskiej w pasiece dr. Andrzeja Zawilskiego można spacerować w krótkich spodenkach, bez maski ochronnej. Pszczoły są tu łagodniejsze niż baranek i pracowitsze niż... pszczoły i mrówki razem wzięte. I to też nie magia.

Kilkadziesiąt uli zajmuje część działki państwa Zawilskich. Teren pielęgnuje sama natura. Tu wyrasta krzaczek, tam drzewo, sama rozprzestrzenia się też miododajna trojeść amerykańska, której kwiaty wyjątkowo chętnie odwiedzają pszczoły. W najodleglejszym od bramy wejściowej zakątku działki stoi parterowy dom z przybudówką. W niej dzieją się najważniejsze sprawy dla pasieki. Tu przyszły na świat pszczoły łagodne i miodne. Są łagodniejsze niż baranek. - Wyjąłem kiedyś z ula ramkę i przyniosłem do pokoju, aby pokazać gościom - opowiada dr Zawilski. - Matka, która składała jaja nie przerwała tej czynności ani na chwilę. Kiedy przychodzą studenci biorę pszczołę do ręki i pokazuję jak wygląda. Żadna mnie nie użądli - mówi badacz pszczół. Agresywna może stać się wtedy, kiedy ktoś podrażni ją sztucznie np. dymem z palonego plastiku. Na pszczołę łagodną pan Zawilski czekał bardzo długo. Hodowla trwała prawie 18 lat.

Wyposażenie laboratorium wygląda dość prosto. Mikroskop, cieplarki, butla z dwutlenkiem węgla do usypiania pszczół, na stołach pensetki, pojemniczki, naczynka. Część wyposażenia została podarowana przez znajomych i nieznajomych pszczelarzy, wtedy, kiedy pan Zawilski, jako zbyt dobrze zapowiadający się genetyk stracił pracę.

Pszczoły - moja miłość

Reklama

Najpierw były pszczoły, jeszcze przed pójściem do szkoły. - Ojciec, absolwent SGGW był przyrodnikiem - opowiada pan Zawilski. - Tematy przyrodnicze były w naszym domu wysoko cenione. W wieku 7 lat podjąłem decyzję, że pójdę na przyrodę. Przyszedł czas okupacji niemieckiej. Obydwoje rodzice działali w konspiracji. Ojciec zginął w 1942 r., mimo to mama cały czas działała w kontrwywiadzie. Po ojcu zostały pszczoły. Nikt nie potrafił się nimi zająć, zacząłem się im baczniej przyglądać. Najpierw w tajemnicy przed rodziną. Oni chodzili na Mszę św. na godz. 9, ja na godz. 10. Dzięki temu miałem godzinę tylko dla pszczół. Po ojcu zostały też czasopisma Pszczelarz Polski, Pszczelnictwo i inne, w których się rozczytywałem. Rodzina załamywała ręce: Kim on będzie? Chcieli, żebym miał inne zainteresowania. Mama łagodziła wszelkie konflikty. W końcu rodzina zrozumiała, że nic nie wskóra. Kiedy miałem 14 lat prowadziłem pasieki. W domach dziecka przeprowadzałem kursy jak prowadzić pszczele ule. Nie pozwalano mi, więc formalnie chodziłem z dziadkiem.

Pszczół nigdy nie zdradziłem. Na SGGW poszedłem dla pszczół. Chociaż planowałem udać się na biologię na Uniwersytet Warszawski, wybrałem SGGW, ponieważ tam można było być bezpośrednio przy pszczołach. Nie zdobyłem większej wiedzy, ale znalazłem potwierdzenie tego, co już wiedziałem - opowiada pan Zawilski. Potem była praca w Polskim Związku Pszczelarskim na stanowisku inspektora do spraw hodowli, doktorat na SGGW i kolejna praca w Instytucie Genetyki Zwierząt Polskiej Akademii Nauk. To tej pracy dr Zawilski zawdzięcza solidną wiedzę z dziedziny genetyki. Dzięki opiece jednego z profesorów, który spotykał się z największymi światowymi autorytetami naukowymi, koordynował badania największych polskich uczelni, a przy tym chętnie dzielił się wiedzą, łatwiej było być na bieżąco w genetyce. - Zacząłem myśleć w sposób matematyczny o genetyce - wspomina pan Zawilski. Skoro u zwierzęcia można w hodowli myśleć o długości ucha, jakości węchu, to u pszczół np. o tym, ile da miodu.

Chociaż w Polsce modne były wówczas hasła 300 proc. normy nie wszystkim podobał się myślący doktorant. Skończyły się fundusze na badania. - Gdybym chociaż otrzymał jedną dziesiątą tego, co pozostali - marzył cicho. Odpowiadano głośno, że nawet tyle nie można, bo ONI nie będą mieli pracy.

Zaczęło się już na początku lat 70. Wtedy to doszło do likwidacji stacji badawczej w Bochni. Dr Zawilski sprawował opiekę naukową nad placówką z ramienia PAN. Nie wszyscy w PAN-ie spostrzegli się komu przydzielono stanowisko, tę decyzję oprotestowywano. W czasie rozbiórki stacji dr Zawilski wypowiedział się na antenie polskiej telewizji, że w stacji realizowany jest program, którego nie opracowano ani na Wschodzie ani na Zachodzie. Po tym fakcie zaostrzono ataki na osobę doktora.

Zdolnemu genetykowi próbowano też pozrywać kontakty z innymi pszczelarzami, co się jednak nie udało. Pan Zawilski hołubiony był w tym środowisku. Nawet w czasie, kiedy nie miał pracy, ani też włożyć co do garnka, przyjeżdżali ludzie ze Związku Pszczelarskiego, żeby pomóc przetrwać trudny okres. W zamian za to rewanżował się poradnictwem, co czyni społecznie do dzisiaj.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ukojenie

Z wielkiej rozpaczy powstało laboratorium pod szkłem na prywatnej działce w Woli Grzybowskiej. Znajomi ze Związku Pszczelarskiego przynosili naprawione cieplarki, termostaty, które wcześniej instytucje usuwały na złom. Założony został oblotnik dla pszczół. Wtedy na działce zaczęli pojawiać się z chęcią niesienia pomocy panowie z MSW. Wkrótce laboratorium zaczęło upadać.

Lepszą pomoc zaoferowali związkowcy pszczelarstwa z USA oraz Turkowie. Dr Zawilski wybrał się do Turcji na początku lat 90. Tam uskutecznił prace hodowlane. Udało się wyhodować nową ras pszczół - Rododendronową.

Obok łagodności dr Zawilski jako drugą najważniejszą cechę pszczół wysunął miodność. Dlatego odmiana "Nova" wyhodowana w Polsce bardzo intensywnie pracuje - nosi pyłek do ula obracając z pożytkiem w ciągu dnia częściej niż zwykle robią to pszczoły. Potrafi szybko zmobilizować do lotu inne zbieraczki. Poza tym jest bardzo oszczędna. Zwykle w ciągu roku rodzina pszczela zjada ok. 100 kg miodu np. na wychów czerwi, na loty. Jeśli zaoszczędzi 20-30 kg, to można już mówić o obfitym zbiorze. "Nova" zjada znacznie mniej.

Co w ulu słychać

W obecnym laboratorium dr. Zawilskiego trudno znaleźć siatkę chroniącą przed pszczołami. Kilka dyżurnych jednak jest, gdyby przyjechali goście czy studenci. Przed wycieczką, z myślą o gościach, pan Zawilski rozpala podkurzacz. Dzięki temu można zajrzeć do ula nawet pszczół żądlących. - Dym odbierają jako sygnał niebezpieczeństwa. Aby zmobilizować siły biegną do jedzenia. Kiedy się najedzą, są ciężkie i niezdolne do zaatakowania - opowiada pan Zawilski. W ulu ramki ułożone są w ściśle określonej odległości i plastrem do środka. - Nieprzestrzeganie tych zasad grozi zakitowaniem ramek, których nie można potem wyjąć - wyjaśnia dr Zawilski. Na wyjętej ramce pszczoły pracują nieprzerwanie. Na obrzeżach ramki widać ciemno-żółtą i bardzo gęstą maź - tak wygląda pszczeli kit. Na samej sieci ramki mnóstwo komórek. Pogłębione służą do odkładania miodu. W innych, tzw. matecznikach, pszczoły wybudowały specjalne miseczki, w których składają jaja.

- W tych wylęgają się matki - opowiada dr Zawilski. Rasa na matkę karmiona jest inaczej - cały czas jako pokarm otrzymuje mleczko, zaś zwykła pszczoła tylko przez pierwsze trzy dni, potem otrzymuje miodowo-pyłkową papkę. Pszczoły żyją w gniazdach. W miarę rozwoju pszczelej rodziny gniazdo powiększane jest przez budowę nowych plastrów. W dziuplach pszczoły również budują plastry. Sześciokątne komórki powstają pionowo od góry do dołu. Bywa, że w starych dziuplach nagromadzone jest nawet do 150 kg miodu.

Przykładając gumowy wężyk jednym końcem do ucha, a drugim do pszczelego domku można usłyszeć o czym mówią pszczoły. Jednak żeby zrozumieć ich język trzeba być wytrawnym pszczelarzem. - Po szumie pszczół można rozpoznać stan rodziny pszczelej - opowiada pan Zawilski. Kiedy matka znajduje się w ulu, wówczas dźwięk jest krótki, mocny i szybko zanika. Pod nieobecność matki dźwięk jest bardziej szeleszczący, niemal płaczliwy, wydłużający się w czasie. Pszczoły głodne szeleszczą jak zeschnięte liście, najedzone wydają dźwięk krótszy, mocny i intensywny. - Nie sprawia mi też trudności określenie, jak daleko od lecących pszczół jest wziątek, a więc pyłek i nektar kwiatowy - wyjaśnia dr Zawilski.

Interesująca jest obserwacja w jaki sposób szukają miejsca na gniazdo. Siadają na gałęzi i potem rozpoczyna się taniec zwiadowczyń. Następnie rozlatują się w poszukiwaniach miejsca na gniazdo. Potem każda wraca i przedstawia swoje propozycje. Dotąd tańczą i mobilizują następne dopóki jednomyślnie nie uzgodnią kierunku.

Piątka z organizacji

Słuchając opowieści dr. Zawilskiego o organizacji pracy w ulu, wydaje się, że wiele można się od pszczół nauczyć. Praca pszczół uzależniona jest od potrzeb rodziny pszczelej, ale też od możliwości fizjologicznych pszczół, która zmienia się wraz z wiekiem. Pszczoła po wyjściu z komórki przez trzy dni najada się, aby uzyskać siły do pracy. Potem zabiera się do czyszczenia komórek w plastrze. Robi to bardzo dokładnie, do niedoczyszczonych komórek pszczoły nie naleją miodu. Następną czynnością jest powlekanie balsamem, a więc specjalną frakcją pszczelego kitu, która posiada właściwości lecznicze. Tak przygotowane komórki świecą się niczym lustro. Do tak wyczyszczonych komórek matka gotowa jest złożyć jajo. Po 3 dniach z jaj wylęgają się larwy. Niesamowite tempo wzrostu powoduje, że w ciągu 5 dni potrafią zwiększyć objętość prawie 1,5 tys. razy, zaś matka nawet 3 tysiące razy. Kiedy pszczoła przyjmuje papkę pyłkowo-miodową rozwijają się gruczoły głowowe wydzielające mleczko pszczele. Nim karmione są młode rasy. Po etapie "karmicielek" pszczoły stają się "woszczarkami". Teraz dbają o budowanie komórek woskowych układających się w plastry. Następny etap to "wartowniczki" strzegące wylotu gniazda. W razie niebezpieczeństwa werbują za pomocą tańca inne pszczoły obrończynie. Wykonanie działalności ulowej pozwala im przejść do wyższego poziomu - działalności lotnej. Będą wówczas przynosiły pyłek, wodę, nektar, do substancji z pączków drzew i kory drzew dodają swoją wydzielinę i powstaje propolis. Propolis służy m.in. do zatykania zbędnych

otworów ula i dezynfekowania go. Tak zabezpieczają się przed zimą. -

U pszczół jest wysoka specjalizacja w organizacji pracy, ale jeśli w rodzinie pszczelej zaistnieje niebezpieczeństwo, np. człowiek albo niedźwiedź złamie plaster, a brakuje pszczół woszczarek, wówczas inne najbliższe im wiekowo zaczynają się odżywiać w sposób zapewniający wydzielanie wosku. W ten sposób zastępowane są w pracy nie tylko woszczarki.

- Jeśli będzie więcej pszczół, będzie też więcej ludzi - stwierdza dr Zawilski. I nie ma w tym przesady. Pszczoły istnieją odkąd pojawiły się kolorowe kwiaty. Dzięki zapylaniu przez nich kwiatów zbieramy owoce na niektórych drzewach. W ten sposób utrzymany zostaje stan równowagi biocenotycznej, którego nie wolno naruszać. I pewnie ważniejsze od miodu jest utrzymanie przez pszczoły harmonii w przyrodzie.

2001-12-31 00:00

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Panie, pozwól mi być Twoim światłem dla tych, których dotknęły ciemności życia!

2026-02-03 11:20

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Jezus nie mówi, że wierzący w Niego są cukrem czy miodem ziemi. A przecież byłoby to chyba czymś pięknym – ktoś by pomyślał. Jednak nic z tego! Jesteśmy „solą” ziemi i „światłem” świata.

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie».
CZYTAJ DALEJ

Śp. Marian Kasprzyk. Pięściarz, mistrz, apostoł modlitwy różańcowej. Olimpijskie trofeum oddał Matce Bożej

2026-02-04 08:11

[ TEMATY ]

Marian Kasprzyk

PAP/BARBARA OSTROWSKA

Marian Kasprzyk

Marian Kasprzyk

Marian Kasprzyk, wybitny pięściarz, złoty medalista olimpijski z Tokio w 1964 roku i brązowy cztery lata wcześniej w Rzymie, zmarł w poniedziałek wieczorem w Bielsku-Białej. Pogrzeb zmarłego w wieku 87 lat Mariana Kasprzyka, mistrza olimpijskiego z Tokio, wybitnego pięściarza i jednej z legend polskiego sportu, odbędzie się w poniedziałek, 9 lutego 2026 r. Mszę św. pogrzebową sprawować będzie bp Piotr Greger o godz. 14.00 w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej. Godzinę wcześniej rozpocznie się modlitwa różańcowa, natomiast o godz. 13.30 zaplanowano wystąpienia przedstawicieli władz oraz środowisk sportowych.

Po zakończeniu Eucharystii nastąpi przejazd do Kamienicy, gdzie Marian Kasprzyk spocznie na cmentarzu parafialnym obok swojej małżonki Krystyny, zmarłej w 2001 roku.
CZYTAJ DALEJ

Prefekt Dykasterii ds. Nauki Wiary spotka się z Bractwem św. Piusa X

2026-02-04 23:02

[ TEMATY ]

Bractwo św. Piusa X

Monika Książek

Na przyszły tydzień zostało ustalone spotkanie między Prefektem Dykasterii ds. Nauki Wiary a przełożonym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Spotkanie będzie okazją do nieformalnego i osobistego dialogu, który pomoże zidentyfikować skuteczne narzędzia wymiany poglądów, mogące doprowadzić do pozytywnych rezultatów - wskazał 4 lutego rzecznik Stolicy Apostolskiej Matteo Bruni.

Wcześniej Matteo Bruni poinformował, że Stolica Apostolska dąży do uniknięcia rozłamu w relacjach z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X, odnosząc się do zapowiedzianych przez Bractwo święceń biskupich.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję