Reklama

Rachunek sumienia ze wspólnotowości

2018-02-23 19:12

Antoni Szymański

domagoj8888 / fotolia.com

Mija drugi tydzień Wielkiego Postu w którym rozpoczęliśmy refleksję nad własną skłonnością do grzechu. Zło osłabia nie tylko nas samych ale każdą wspólnotę, którą tworzymy.

Otwieram Ewangelię św. Marka i czytam: Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?» Jezus usłyszał to i rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». (Mk 2, 16-17)

Zarzuty religijnych przywódców Izraela podszyte były niczym niezmąconym samozadowoleniem. Przekonani byli, że przestrzeganie odpowiednich przepisów, zachowań i rytuałów, a także skupienie się na osobistej doskonałości, zapewnia im sprawiedliwość w oczach Boga. Tymczasem obok „elity” żyła masa zwyczajnych ludzi, którzy lgnęli do Jezusa, czuli się bezpiecznie i coraz śmielej otwierali na wzajemne zaufanie i więzi.

Aby nie popaść w faryzeizm dano nam właśnie okres Wielkiego Postu. To doskonała okazja do zburzenia samozadowolenia – zarówno w wymiarze osobistym jak i wspólnotowym. Stając w prawdzie zdajemy sobie sprawę, że różnorakie społeczności, które tworzymy dalekie są od doskonałości.

Reklama

Najdokładniej widzimy to w relacjach rodzinnych. Język, którym się do siebie zwracamy, zdolność do przebaczania, ilość i jakość wspólnie spędzanego czasu – mimo podejmowanych wysiłków często nie odpowiada oczekiwaniom. Nadal nie spada wskaźnik rozwodów i trwają cierpienia dzieci, które wychowują się bez obojga rodziców. Podobnie jest ze społecznościami zawodowymi (w korporacjach, urzędach, fabrykach) – wiemy to i czujemy, że nie jesteśmy nawzajem stuprocentowo lojalni, szczerzy i nie zawsze potrafimy działać zespołowo. Wciąż mamy kłopot z relacjami pracownik – pracodawca, z efektywnym zarządzaniem ludźmi, szacunkiem dla cudzego i własnego czasu.

Jakie są nasze rodziny i zakłady pracy, takie społeczności lokalne. Czy w wystarczającym stopniu odczuwamy odpowiedzialność za przestrzeń naszej ulicy, dzielnicy, miejscowości, czy regionu? Czy często zdarza się nam przedkładanie prywaty nad dobro wspólne oraz podkopywanie dobrego imienia osób i środowisk. Podobnie dzieje się przy budowaniu wspólnot edukacyjnych. Oświatę nierzadko uznajemy za domenę urzędników i dość łatwo dyspensujemy się od odwiedzania szkoły, w której uczą się nasze dzieci i wnuki. Dezerterujemy mimo, że młode pokolenie potrzebuje wspólnego wysiłku rodziców, nauczycieli, administracji i innych dorosłych, aby nauczyć się żyć w świecie wiedzy i wartości.

A jak angażujemy się w funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego? Możliwość wolnego zrzeszania się obywateli i działania w kierunku osiągania zróżnicowanych pozytywnych celów, to sukces przemian społecznych w naszym kraju. Czy potrafimy go docenić i wykorzystać biorąc udział w działaniach różnorakich stowarzyszeń, fundacji, grup nieformalnych czy wolontariatów? Codzienne doświadczenie i badania wskazują, że aktywność obywatelska pozostaje u nas nadal na słabym poziomie. Spoglądamy wreszcie na nasz stosunek do polityki uprawianej w parlamencie i upowszechnianej w mediach – jaki obraz się wyłania? Czy stać nas na wysiłek samodzielnego myślenia i rozróżniania ziarna od plew? Czy potrafimy zachować dobry język, czy nie pozwalamy się podzielić przez poglądy i ideologie?

Te i podobne rozważania – jeśli prowadzimy je uczciwie, z pewnością nakierują nas prędzej czy później na przekonanie, że nie posiadamy wystarczających przesłanek do poczucia wyższości i mówienia o sobie „idealny obywatel”. I to będzie ważny sukces Wielkiego Postu! Być może dopadnie nas przy tym troska i pewnego rodzaju zasmucenie. To też dobry objaw pod warunkiem, że nie prowadzi do pesymizmu. Jeśli zdajemy sprawę jak bardzo jesteśmy niesolidni, niezorganizowani, nieopanowani, leniwi, nietolerancyjni, nieobiektywni, itd. – to znaczy, że do nas właśnie przychodzi Lekarz. Będąc w sytuacji podobnej do celników i grzeszników, uzbrojeni w pokorę, możemy zacząć czynić kroki, by zmieniać siebie i otaczający świat. Takiej właśnie refleksji – przeżycia Wielkiego Postu z pokorną nadzieją na przemianę, życzę w tym czasie nam wszystkim.

Tagi:
komentarz

Reklama

Wątpliwości wokół sprawy Szymonka

2019-06-19 10:59

Dr Błażej Kmieciak - dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris

Śmierć dziecka wywołuje w pełni zrozumiałe reakcje emocjonalne. Tym bardziej, w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości, konieczne jest odwołanie się do ustalonych faktów, w tym zwłaszcza wiedzy medycznej oraz informacji dotyczącej poszanowania bądź też naruszenia praw dziecka jako pacjenta oraz jego rodziców.

Analizując sprawę 11-miesięcznego Szymonka leczonego na terenie szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. trzeba w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę, iż jako opinia publiczna nie posiadamy w tej sprawie zbyt licznych, zweryfikowanych informacji:

- Nie wiemy jaki był stan dziecka przed odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. 10 czerwca szpital stwierdził w Komunikacie: „ze względu na tajemnicę lekarską nie możemy jej upublicznić, natomiast pełne informacje są w posiadaniu Rodziców”.

- Ze strony rodziców nie przedstawiono oficjalnych informacji dotyczących sposobu traktowania dziecka oraz jego ostatecznego rozpoznania klinicznego. Pełnomocnik rodziny zaznaczył jedynie, że postępowanie dotyczące działań w jednej z placówek w Radomiu, w której przebywał chłopiec przez przewiezieniem do Warszawy, posiada charakter niejawny.

- Nie znamy również opinii poszczególnych komisji oraz konsyliów jakie zbierały się w ciągu ostatnich tygodni. W tym zakresie nie tylko nie wiemy, jakie były ustalenia lekarzy ze wspomnianego szpitala, ale również nie posiadamy informacji dotyczącej ustaleń jakie poczynili lekarze-konsultanci zaproszeni na wspomniane powyżej diagnostyczne konsylia.

W większości dostępne informacje odnoszące się do stanu Szymonka bazują na wpisach członków rodziny na portalach społecznościowych, co nie stanowi weryfikowalnego źródła danych medycznych. Pojawiały się również informacje organizacji pozarządowych, w tym zwłaszcza „Stowarzyszenia STOP NOP”, które nie jest uprawnione do stawiania medycznych diagnoz odnoszących się do stanu niespełna rocznego pacjenta.

Jedyne informacje, jakie posiadamy odnoszą się do ogólnego stanu zdrowia dziecka. W szpitalnym Komunikacie z 10 czerwca przypomniano, że „Pacjent przebywa w naszym Szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”. W ostatnich godzinach, w mediach pojawiły się również dwie kluczowe informacje - pierwsza, w której rodzice dziecka wskazali, iż odłączono je od aparatury podtrzymującej życie bez ich obecności, wbrew wcześniejszym ustaleniom oraz druga, w której minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski wskazuje, „że nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł”.

Śmierć dziecka

Ostatnia wypowiedź w sposób wyraźny wskazuje nam na prawdopodobny scenariusz działania w omawianej sprawie. W podobnych przypadkach klinicznych polskie przepisy prawne wprowadziły konkretny scenariusz postępowania, jaki winien być zrealizowany. Po pierwsze, mówimy tutaj o komisyjnym stwierdzeniu „trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgu),” bądź „nieodwracalnego zatrzymania krążenia”. Po drugie, trzeba dodać, iż szczegółowe działania w tym zakresie podejmowane są przez lekarzy na podstawie odrębnego „Obwieszczenia” Ministra zdrowia. Omawiany tutaj proces stwierdzania śmierci składa się z dwóch etapów. W pierwszym wysunięte zostaje przez komisję lekarską podejrzenie odnoszące się do śmierci człowieka. Bada się w tym czasie, czy nie zaistniały sytuacje, które wprowadzać mogą w błąd odnośnie oceny stanu klinicznego pacjenta: m.in. hipotermia, określone postaci zatrucia, spożycie określonych substancji psychoaktywnych. Do drugiego etapu przystępuje się natomiast po potwierdzenia diagnozy dotyczącej śmierci. Bada się np. odruchy źreniczne na światło. Warto również przypomnieć, cytując polskie przepisy ustawowe, że „trwałe nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) stwierdza jednomyślnie dwóch lekarzy specjalistów posiadających II stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty, w tym jeden specjalista w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii, a drugi w dziedzinie neurologii, neurologii dziecięcej lub neurochirurgii”.

Wątpliwości i wyjaśnienia

Bez względu na w pełni zrozumiałe emocje w całej sprawie, nie można obecnie analizowanej sytuacji Szymona porównać do sprawy Alfirgo Evansa, jak czynią to wielokrotnie polskie media. Wskazany tutaj brytyjski casus odnosił się przede wszystkim do stanu, w którym z niezrozumiałych względów klinicznych, personel brytyjskiego szpitala zdecydował się odłączyć dziecko od aparatury podtrzymującej życie, zaprzestać jego karmienia i pojenia oraz nie wyrazić zgody na podjęcie działań diagnostyczno-leczniczych na terenie innego szpitala. Podobne działania miały miejsce przy jednoczesnym braku postawienia ostatecznej diagnozy oraz wyraźnie dostrzeganych reakcjach dziecka nawiązującego kontakt z rodzicami. Polska sprawa ze szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie oddaje inną rzeczywistość. Mowa bowiem o pacjencie, u którego – jak podawały media oraz wspomniana placówka - stwierdzono obrzęk mózgu oraz nieodwracalne uszkodzenie centralnego układu nerwowego. Minister Zdrowia powiadomił opinię publiczną ponadto, iż odłączenie od respiratora nastąpiło po stwierdzeniu śmierci mózgu. Sprawa Szymona oraz sprawa Alfiego Evansa nie mogą być w tym zakresie porównywane.

W omawianej sprawie wielokrotnie pojawiają się informacje kojarzące stan chłopca z podaną wcześniej szczepionką przeciwko pneumokokom: „cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie, 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejne TK głowy, powstał obrzęk mózgu - opisywał tygodnik „Wprost”. Podobne stwierdzenia nie mają jednakże żadnego oparcia w rzetelnej diagnozie lekarskiej wyrażonej przez lekarzy ze szpitala, bądź też przez którego z konsultantów także wskazanych przez rodzinę małego pacjenta. Opinie prezentowane przez taką czy inną organizację pozarządową nie stanowią rzetelnej oraz weryfikowalnej diagnozy lekarskiej. Nie wiemy jaka była przyczyna pojawienia się tak dramatycznego stanu chłopca. Kojarzenie szczepienia oraz omawianej sytuacji nie jest efektem oceny medycznej, a jedynie opinii wyrażonej przez osoby do tego nieuprawnione.

Kontekst uprawnień kieruje as w stronę relacji istniejącej na linii pacjent - lekarz - rodzina. W szpitalnym komunikacie z 10 czerwca wskazywano, iż rodzice mają zapewniony dostęp do informacji medycznej, konsultacji z innymi specjalistami oraz możliwości proponowania innych form wsparcia terapeutycznego. Szpital zatem zapewniał o realizacji prawa pacjenta do informacji, konsultacji z innym lekarzem oraz świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnemu stanowi wiedzy medycznej. Ze strony rodziców dziecka, innych przez nich upoważnionych osób lub ich pełnomocnika nie pojawiły się dotąd oficjalne stanowiska podważające realizację wskazanych tutaj praw pacjenta oraz praw jego rodziców, jako opiekunów prawnych.

Istotne wątpliwości wzbudza natomiast informacja wskazująca o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe bez obecności jego rodziców.- przedstawiali ja rodzice dziecka w mediach. Do informacji tej dotąd nie odniósł się szpital w odrębnym komunikacie lub stanowisku. Jej potwierdzenie jednak wskazywać może na istotne naruszenie praw rodziców oraz naruszenie prawa dziecka jako pacjenta. Polskie przepisy konstytucyjne oraz ustawowe w sposób wyraźny wskazują na prawa rodziców zobowiązanych do sprawowania szczególnej troski nad rozwojem dziecka, w tym rozwojem zdrowotnym. Krajowe ustawodawstwo prawno-medyczne w sposób jednoznaczny zwraca ponadto uwagę na prawo rodziców lub opiekunów prawnych do uczestnictwa w świadczeniach zdrowotnych podejmowanych względem pozostającego pod ich opieką dziecka. Odłączenie pacjenta od respiratora bez obecności, w podobnych działaniach, jego rodziców, stanowić może przykład całkowicie niezrozumiałego postępowania medycznego naruszającego podstawowe standardy deontologiczne oraz normy ustawowe, w tym zwłaszcza prawo pacjenta do umierania w spokoju i godności. Jak wskazano powyżej, kierownictwo resortu zdrowia zaznaczało, iż w omawianej sytuacji mowa jest o odłączeniu pacjenta, u którego wcześniej stwierdzano śmierć. Powyższe nie może być jednak traktowane jako jakiekolwiek wytłumaczenie potencjalnego wprowadzenia w błąd oraz podjęcia unikalnych dla sytuacji rodzinnych działań medycznych, w których możliwości udziału rodzice zostali w sposób nieuzasadniony pozbawieni.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż obecnie konieczne jest uszanowanie dramatu doświadczanego przez rodziców. Ze strony mediów oraz komentatorów niezbędne jest bazowanie na faktach, a nie opiniach i domniemaniach. Bezsprzecznie niezbędnym jest wyjaśnienie niepokojących obaw jakie pojawiły się w związku z ostatnimi momentami życia Szymonka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O górze Karmel

Wojciech Skrodzki
Niedziela Ogólnopolska 28/2004

Bożena Sztajner/Niedziela

Góra Karmel zajmuje honorowe miejsce w mistyce chrześcijańskiej, w dziejach religii, w historii i w geografii.
Na wyżyny najwyższej wzniosłości mistycznej wyniósł górę Karmel św. Jan od Krzyża. Ten współreformator zakonu karmelitańskiego - wraz ze św. Teresą z Avili - dla potrzeb duchowych karmelitanek napisał fundamentalne w mistyce dzieło Droga na Górę Karmel. Góra Karmel jest tu miejscem zjednoczenia się w najwyższym stopniu z Bogiem w duchu wzajemnej miłości Boga i człowieka. Księga traktuje o tym, jak pokonać wszelkie przeszkody i trudności, piętrzące się na tej drodze. We właściwy temu świętemu i znakomitemu poecie sposób ukazana jest konieczność przejścia przez „noc czynną” zmysłów, ducha, pamięci i woli, przez „noc ciemną”. Jest to wszystko konieczne po to, by każda dusza mogła zrozumieć, „jaką drogą idzie i jaką iść powinna, jeśli chce dojść na szczyt Góry”.
Geograficznie góra Karmel jest jednym z najpiękniejszych miejsc Ziemi Świętej. Jak kadłub okrętu wcina się w Morze Śródziemne swym wysokim na 546 m masywem, sąsiadującym z Hajfą. Piękno tej góry było wielokrotnie opiewane, także w Biblii. Karmel znaczy po hebrajsku „ogród Boży”. W grotach wśród zieleni i strumyków tej góry już w zamierzchłych czasach biblijnych pędzili życie pustelnicy.
Góra Karmel w szczególny sposób związana jest ze świętym prorokiem Eliaszem, który na niej przebywał. Dramatyczne dzieje św. Eliasza - współpatrona zakonu karmelitańskiego - opisane są w Pierwszej Księdze Królewskiej. To właśnie na Karmelu św. Eliasz złożył ofiarę przyjętą przez Boga, przez co rozgromił kapłanów Baala. Na Karmelu przebywał też uczeń Eliasza, św. Elizeusz. Przewodnik Donata Baldi OFM W Ojczyźnie Chrystusa podaje, że „od czasów proroka Eliasza ciągnie się linia duchowego dziedzictwa aż do powstałego tutaj Zakonu Karmelitańskiego”.
Dla duchowości chrześcijańskiej i karmelitańskiej w szczególności niezwykle ważna jest wizja obłoku podnoszącego się nad morzem, jaką miał św. Eliasz, powszechnie uznawana za prefigurację objawienia Niepokalanego Poczęcia.
Życie pustelnicze na górze Karmel szczególnie rozkwitło w czasach władania Ziemią Świętą przez krzyżowców. W początkach XIII w. pojawiła się idea nadania pustelnikom reguły. Uczynił to św. Brokard wspólnie z patriarchą Jerozolimy - św. Albertem z Vercelli. Tak powstał zakon karmelitański - zakon pustelników Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Eremici zbudowali na Karmelu świątyńkę ku czci Matki Bożej.
Po upadku Akki (1291) klasztor na Karmelu został zburzony, a większość zakonników poniosła śmierć męczeńską z rąk tureckich. Pozostali zakonnicy przenieśli się do Europy. Ale większość karmelitów musiała emigrować do Europy już wcześniej, w I połowie XIII w. W 1251 r. w Aylesford w Anglii Matka Boża objawiła św. Szymonowi Stockowi Szkaplerz Święty jako znak, w którym zwycięży on piętrzące się przed zakonem trudności, i wyraz opieki Maryi nad Jej poświęconym i umiłowanym przez Nią zakonem.
Karmelici dwukrotnie w historii wracali na Karmel. Dziś wznosi się tam sanktuarium „Stella Maris”, a pod prezbiterium bazyliki klasztornej znajduje się udokumentowana tradycją grota św. Eliasza.
Ileż to więc wątków ludzkiej duchowości spina jedno pojęcie: Góra Karmel.

Autor jest członkiem Bractwa Szkaplerznego

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem