Reklama

Absolutna klęska Niemiec

2018-06-28 07:44

ws/pap/wpolityce.pl

pixabay.com

Koreańczycy strzelali bramki po koszmarnych błędach Kroosa i Neuera. Upokorzenie! Mistrzowie świata za burtą!

Po raz trzeci z rzędu i czwarty w ostatnich pięciu mistrzostwach świata obrońcy tytułu odpadli w fazie grupowej. Los Francji (2002), Włoch (2010) i Hiszpanii (2014) podzielili Niemcy, którzy po porażce z Koreą Południową 0:2 zajęli ostatnie miejsce w grupie F.

Spotkanie, które piłkarze trenera Joachima Loewa musieli wygrać, by zapewnić sobie awans, potwierdziło, że w Rosji byli oni w słabej dyspozycji. Porażka na inaugurację z Meksykiem, „wymęczone” w ostatnich sekundach zwycięstwo nad Szwecją - to nie był przypadek. Niepewny formy swoich zawodników szkoleniowiec po raz kolejny dokonał kilku zmian w składzie. Parę stoperów tym razem tworzyli Mats Hummels i debiutujący (podobnie jak Leon Goretzka) w mundialu Niklas Suele, a na ławce rezerwowych - po raz pierwszy w MŚ - został Thomas Mueller.

W środę w Kazaniu wszystkie bolączki Niemców znalazły potwierdzenie na boisku. Wolne i schematyczne rozgrywanie piłki, brak pomysłu, kreatywności i mnóstwo niedokładności sprawiały, że ambitni Koreańczycy nie mieli wielkich problemów z rozbijaniem ataków mistrzów świata.

Reklama

Z olbrzymiej przewagi Niemców w posiadaniu piłki nic nie wynikało. Co więcej, w pierwszej połowie - całkiem bezbarwnej w ich wykonaniu - to rywale byli bliżsi szczęścia. W 19. minucie po uderzeniu z rzutu wolnego Jung Woo-younga błąd popełnił Manuel Neuer, który wypuścił piłkę i musiał interweniować po raz drugi, by zażegnać niebezpieczeństwo. Sześć minut później lider i kapitan Azjatów Son Heung-min za bardzo skupił się na sile strzału, a za mało na precyzji i w dogodnej sytuacji posłał piłkę w trybuny. Niemcy odpowiedzieli tylko strzałem Timo Wernera w… 39. minucie. To była ich pierwsza w miarę składna i groźna akcja.

Początek drugiej połowy wlał zapewne trochę optymizmu w serca niemieckich kibiców, bo w krótkim czasie dwukrotnie gorąco zrobiło się pod koreańską bramką. W 48. minucie „główkę” Goretzki efektownie obronił Cho Hyun-woo, a trzy minuty później z 11 metrów przestrzelił Werner. Loew na nieporadność swojej drużyny zareagował dwoma zmianami, wprowadzając do gry Mario Gomeza i Muellera. Tymczasem świetną okazję zaprzepaścił Moon Seon-min, który zamiast podać do lepiej ustawionych kolegów pogubił się w dryblingu w polu karnym.

Z każdą mijającą minutą rosła przewaga obrońców tytułu, choć ich akcje były szarpane, a piłkę tracili często po szkolnych błędach. W 87. minucie po dośrodkowaniu słabo spisującego się Mesuta Oezila nie trafił w piłkę głową, a ta odbiła się od jego… barku i wyszła za boisko. Po kilkudziesięciu sekundach strzelił Toni Kroos, ale na posterunku był bramkarz rywali.

W pierwszej minucie doliczonego czasu gry jedna z kontr przyniosła Koreańczykom rzut rożny. Po dośrodkowaniu powstało spore zamieszanie, a piłka trafiła pod nogi Kim Young-gwona, który umieścił ją w siatce. Amerykański arbiter gola nie uznał, gdyż jego asystent dopatrzył się spalonego. Główny jednak otrzymał sygnał od arbitrów obsługujących system VAR i skorzystał z możliwości zobaczenia powtórki. Po chwili wskazał na środek boiska i Koreańczycy oszaleli ze szczęścia.

Zszokowani Niemcy zaczęli dopytywać trenerów, ile czasu sędzia doliczył i rzucili się do ataku. Zaangażował się nawet Neuer i skończyło się to… stratą drugiego gola. Po nieudanym dryblingu do wybitej spod jego nóg piłki popędził Son Heung-Min i skierował ją do pustej bramki. 2:0. Jeszcze Hummels miał szansę zmniejszyć rozmiary porażki, ale z bliska ponownie niecelnie strzelił głową.

Po końcowym gwizdku radość Koreańczyków nie miała końca, a załamani Niemcy padli na murawę.(PAP)

Grupa F: Korea Południowa - Niemcy 2:0 (0:0).

Bramki: 1:0 Kim Young-gwon (90+1), 2:0 Son Heung-min (90+6).

Żółta kartka - Korea Południowa: Jung Woo-young, Lee Jae-seong, Moon Seon-min, Son Heung-min.

Sędzia: Mark Geiger (USA). Widzów 41˙835.

Korea Południowa: Cho Hyun-woo - Lee Yong, Yun Yong-sun, Kim Young-gwon, Hong Chul - Lee Jae-seong, Jung Woo-young, Jang Hyun-soo, Moon Seon-min (69. Ju Se-jong) - Koo Ja-cheol (56. Hwang Hee-chan, 79. Go Yo-han), Son Heung-min.

Niemcy: Manuel Neuer - Joshua Kimmich, Niklas Suele, Mats Hummels, Jonas Hector (78. Julian Brandt) - Sami Khedira (58. Mario Gomez), Toni Kroos, Leon Goretzka (63. Thomas Mueller), Mesut Oezil, Marco Reus - Timo Werner.

Tagi:
Niemcy mecz mundial 2018

Czego nauczyli nas piłkarze

2018-07-17 13:10

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 40

Fotolia.com

Sport, nawet w tak skarykaturyzowanej i skomercjalizowanej postaci jak współczesna piłka nożna, jednak niesie w sobie nieco prawdy o nas samych. Piłka stała się areną zastępczych konfrontacji, pokazuje kondycję poszczególnych nacji (niemiecki kryzys natychmiast przecież odbił się na ich „żelaznej drużynie”).

Nie jestem wielbicielem piłki kopanej z wielu powodów – jednym z nich jest powszechna korupcja, i to zarówno finansowa, jak i polityczna, która panuje na piłkarskich stadionach. W ciepełku piłki kopanej chętnie grzeją się wszelkie polityczne frakcje i indywidua. Piłka stała się swoistą polityką, dla niej popełniane są nawet zbrodnie (nie chciałbym być np. w skórze reprezentantów Kolumbii, którzy dość łatwo i szybko odpadli z rywalizacji w mistrzostwach świata).

Dziś jednak posłużę się mistrzostwami świata w kopaniu piłki, aby wykazać rzecz zgoła oczywistą – Polacy ciągle chorują na mocne kompleksy wobec „świata”, które sprawiają, że nawet nie śmiemy mieć konkretnych marzeń, zadowalamy się wygodną przeciętnością. Porównajcie Państwo postawę drużyny narodowej Chorwacji – kraju, który ma nie więcej niż pięć milionów mieszkańców – z wizerunkiem i dokonaniami naszej narodowej reprezentacji, było nie było, „nasi” reprezentowali ponadczterdziestomilionowy naród.

Polacy, kreowani na czarnego konia mistrzostw świata, okazali się kapiszonem, kompletnym niewypałem. Lewandowski i jego koledzy na boisku zachowywali się jak stadko spłoszonych kur, które marzą jedynie, aby ukryć się gdzieś przed światłem jupiterów. Nie ma co owijać w bawełnę – okazaliśmy się jedną z najsłabszych drużyn mistrzostw. Na nic zdały się setki występów komercyjnych naszych „gwiazd”, które reklamowały chyba już wszystko, co można reklamować. Być może te słynne – w futbolowym światku – nazwiska całkiem sporo w swoim rzemiośle potrafią, jednak bez hartu ducha i wyraźnie postawionych celów nie da się dziś walczyć z innymi – mocno zmotywowanymi – reprezentacjami.

Na przykładzie gry naszej reprezentacji w mistrzostwach świata ujawniły się największe mankamenty naszej narodowej psychiki.

Zamiast solidnego przygotowania i nadludzkiego wysiłku nasi gwiazdorzy wybrali udzielanie się w reklamach, trefienie sobie włosów na głowie; woleli zapewniać, że nie ma na nich mocnych. Bezpodstawne deklaracje zastąpiły realność. Przy okazji mundialu ujawniła się bardzo niebezpieczna cecha: oto wolimy zakrzykiwać krytykę, wbrew rzeczywistości utwierdzać się w przekonaniu, że jesteśmy w stanie zwyciężać najsilniejszych. Potem przychodzi realna próba i kompletny szok, że nie wyszło, że inni byli mocniejsi, lepiej zorganizowani. W naszym przypadku szok polega na tym, że bajka nie staje się życiem. Myślenie życzeniowe kompletnie zgubiło nas we wrześniu 1939 r., w ciągu kilkunastu dni runęła wówczas „potęga”, o której istnieniu byli przekonani niemal wszyscy Polacy. Okazało się, że propaganda nie jest w stanie zastąpić prawdy. Teraz dobrze się stało, że zostaliśmy sprawdzeni na tak, w gruncie rzeczy, bezpiecznym poligonie, jakim są piłkarskie mistrzostwa. Okazało się, że ciągle jednak przejawiamy niebezpieczne tendencje do usypiania w wygodnym błogostanie i traktowania mrzonek jako przesłanek do oceny realności. Tak więc pierwsza nauczka płynąca z blamażu naszej narodowej reprezentacji w piłce kopanej brzmi: nadal nie potrafimy na zimno i realnie oceniać swoich szans. Nawiasem mówiąc, trzeba niestety dodać, że polska reprezentacja została ogłoszona najgorszą drużyną minionych mistrzostw w Rosji. Gorzka pigułka... Oby otrzeźwiająca na wielu polach.

Druga obserwacja dotyczy już bezpośrednio piłkarzy, ale niestety, nie da się przy tym abstrahować od naszych narodowych cech. Wygląda na to, że kiedy idzie dobrze, to atakujemy i ogólnie pokrzykujemy o tym, jacy to jesteśmy wspaniali. Kiedy jednak coś idzie nie po myśli, to łatwo się zniechęcamy i przestajemy zabiegać o odwrócenie się pechowego losu. Jednym słowem, uskrzydlają nas zwycięstwa, ale kompletnie podcinają nam nogi małe, nawet relatywnie nieznaczące niepowodzenia.Wbrew pozorom, łatwo kapitulujemy. Zapewne wynika to jednak z naszej niewysokiej, w gruncie rzeczy, samooceny. Ludzie, którzy – w głębi duszy – nie poważają sami siebie i nie uważają się za wyjątkowych i wartościowych, łatwo przystają na klęskę i uzasadniają ją tym, że przecież od początku było wiadomo, iż tak będzie. Niestety, ciągle pokutuje w nas przekonanie, że improwizacją i fantazją jesteśmy w stanie nadrobić brak solidnego przygotowania i zimnego rachunku sił. Brak nam zapału do długiej i starannie zaplanowanej pracy, która natychmiast nie przynosi spektakularnych sukcesów.

Oczywiście, wyciąganie tak daleko idących wniosków o narodowej psychice jawi się jako nadużycie. Jednak, moim zdaniem, dobrze się stało, że najpierw tak mocno rozgrzano narodowe oczekiwania, a potem nastąpił spektakularny, zimny prysznic. Piłka nożna stała się dziś polem do zastępczych starć różnych nacji, stała się też sceną do projekcji masowych oczekiwań. Żyjemy zatem w komfortowych czasach, o stanie własnej zbiorowości możemy wnioskować, przyglądając się postawie naszych reprezentantów – zawsze to lepsze niż otwarta wojna.

Jak ważne są przygotowanie mentalne, psychika zbiorowości, w której się wyrasta, pokazali piłkarze Chorwacji. Reprezentanci kraju populacyjnie niemal dziesięć razy mniejszego od Polski pokazali, że ciężka praca plus niesamowita motywacja i wiara w sukces mogą zdziałać cuda. Wbrew wszelkim ekspertyzom przedarli się na sam szczyt piłkarskiej hierarchii. Wygrywali w sytuacjach, gdy podobnie wyszkoleni polscy piłkarze po prostu rezygnowali. Chorwaci potrafili wydobyć z siebie nadludzkie siły i ambicją oraz zaangażowaniem przechylić na swoją stronę szale boiskowych starć. Zasłużyli na swój wielki sukces, bo w niego wierzyli i wszystko podporządkowali jego osiągnięciu. Gdybym był szefem PZPN, to właśnie w Chorwacji szukałbym instruktorów, którzy ustawiliby psychikę naszym piłkarskim „gwiazdom”.

Piłka nożna to, oczywiście, ludyczna i nader czytelna metafora międzynarodowej rywalizacji, poligon, który zastępuje realne konfrontacje, dlatego warto traktować piłkarskie zmagania jako laboratoryjne próby pokazujące nam prawdziwy stan naszej zbiorowości. Oczywiście, zaraz znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że piłka nie jest żadnym miernikiem. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, że Polakom brakuje ducha zwycięzców także w wielu innych dyscyplinach, w których liczą się zgranie i współpraca ze sobą całych zespołów ludzi.

Indywidualnie potrafimy zwyciężać i zadziwiać nie tylko sportowy świat, drużynowo idzie nam dużo gorzej. Może warto na ten fakt zwrócić uwagę w momencie, gdy dyskutujemy o tym, jaka powinna być polska edukacja dla młodych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Inwigilowała ks. Blachnickiego dziś walczy z dyskryminacją

2019-08-22 09:01

Artur Stelmasiak

Internauci rozpoznali niebezpieczną współpracowniczkę komunistycznej służby, która stoi na czele stowarzyszenia współpracującego z warszawskim ratuszem.

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie

Chodzi o TW ps. "Panna", czyli Jolantę Gontarczyk, która na poczatku lat 80. rozpracowywała Solidarność, a później środowisko Polonii w RFN. Wraz z mężem inwigilowała Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który po wprowadzeniu stanu wojennego osiadł w Carlsbergu w Niemczech Zachodnich. - Wtedy Gontarczyk grała najbardziej katolicką i najbardziej patriotyczną kobietę w tym polonijnym środowisku - mówi "Niedzieli" Agnieszka Wolska z Kolonii, która od lat przypatruje się działalności TW "Panny".  

W latach 90. Jolanta Gontarczyk stała sie aktywistką feministyczną i ważnym członkiem warszawskiego SLD, gdzie pełniła wiele funkcji rządowych i samorządowych. Została odsunięta, gdy w 2005 roku ujawniono jej mroczną przeszłość, a IPN wszczął śledztwo ws. tajemniczej śmierci ks. Blachnickiego.

Internauci rozpoznali Jolantę Gontarczyk pod zmienionym nazwiskiem, jako Jolantę Lange. Przez kilka lat była ona w prezydium Komisji Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania, gdzie lobbowane są m. in. postulaty aktywistów LGBT. Obecnie jest także prezesem stowarzyszenia zajmującego się programami antydyskryminacyjnymi m. in. na zlecenie warszawskiego ratusza. Zmianę nazwiska z Gontarczyk na Lange potwierdza odpis z Krajowego Rejestru Sądowego. W zarządzie stowarzyszenia w 2008 r. zmieniło się nazwisko Jolanty, ale numer PESEL kobiety pozostał ten sam.

Jolantę Lange, jako Jolantę Gontarczyk rozpoznaje wiele osób z niemieckiej Polonii. - Mój mąż, jako członek Solidarności wyemigrował do RFN jeszcze przed stanem wojennym. W Carlsbergu poznał ks. Franciszka Blachnickiego i małżeństwo Gontarczyków. Wiele osób doskonale pamięta i rozpoznaje panią Gontarczyk, która znalazła sobie nową niszę dla swojej działalności - mówi Agnieszka Wolska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Konrad Krajewski: trzeba pamiętać o tym, co nam mówił Jan Paweł II

2019-08-24 17:10

Ks. Mariusz Frukacz

Jan Paweł II jest świętym i myślę, że bardziej niż na rocznice, to trzeba nam zwrócić uwagę na to, co nam mówił – podkreślił 24 sierpnia w rozmowie z „Niedzielą” kard. Konrad Krajewski, papieski jałmużnik, który po raz kolejny uczestniczył w Pieszej Pielgrzymce Łódzkiej na Jasną Górę. Kard. Krajewski odniósł się w ten sposób do zbliżającej się setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

– Stolica Apostolska nie jest Polską. Żyje swoimi problemami i kiedy przyjdzie czas stulecia urodzin św. Jana Pawła II na pewno będzie ten czas godnie obchodzony. W żadnym kraju Jan Paweł II nie był tyle razy, co w Polsce – zaznaczył kard. Krajewski i dodał: „Św. Jan Paweł II napisał encyklikę o miłosierdziu a papież Franciszek ogłosił Rok Miłosierdzia. Obaj się uzupełniają. Bez jednego nie byłoby drugiego”.

Zobacz zdjęcia: Kard. Konrad Krajewski: trzeba pamiętać o tym, co nam mówił Jan Paweł II

Zapytany o to, jakie znaczenie dla niego ma pielgrzymowanie Papieski Jałmużnik powiedział: – Najpierw byłem pielgrzymem, potem księdzem, biskupem i kardynałem. Papież Franciszek każdego roku mi przypomina o pielgrzymce. Ojciec Święty uważa, że to, co nas stworzyło nigdy nie może nam być obojętne i nigdy nie możemy tego porzucić, co dało nam fundament – podkreślił kardynał i dodał: „Ja się wychowałem na pielgrzymkach. I gdybym przestał to robić, wówczas pokazałbym, że to wszystko było nieważne. Idę na pielgrzymkę, by nie oderwać się od korzeni”.

– Pielgrzymka to ciągłe zmaganie się. To kierunek na pewno jest dobry. Patrzę też na innych. Do nieba nikt nie dostanie się osobiście. Tylko wspólnotowo idzie się do nieba. Jeśli ktoś chce zobaczyć czym jest Kościół, to wystarczy wyruszyć na pielgrzymkę. Ja pielgrzymką oddycham, a tlen jest nam bardzo potrzebny. Dlatego czekam na pielgrzymkę, wspólny różaniec, świadectwa ludzi. Te świadectwa pomagają mi także rozwiązywać różnego rodzaju problemy. Pielgrzymka jest manifestacją wiary. Podczas drogi jest także dużo gestów miłości, kiedy ludzie pomagają sobie wzajemnie – kontynuował kardynał.

Kard. Krajewski wyznał, że niesie ze sobą intencje ludzi bezdomnych – Z naszą grupą idzie 12 osób bezdomnych z ośrodka sióstr św. Matki Teresy z Łodzi. A zatem jestem pośród swoich – podkreślił Papieski Jałmużnik.

Piesza Łódzka Pielgrzymka na Jasną Górę po raz pierwszy wyruszyła w 1926 roku i odtąd zawsze udaje się na Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem