Reklama

Okruchy optymizmu

Józef Białecki
Edycja rzeszowska 8/2005

Lustro lustracji

Pisząc kilka tygodni temu o lustracji Józefa Oleksego i sprawie Małgorzaty Niezabitowskiej nie przypuszczałem, że problem UB-ckiej i SB-ckiej „spuścizny PRL” tak szybko i tak mocno zdominuje życie publiczne w Polsce. A wszystko oczywiście za sprawą tzw. listy Wildsteina.
Wiele już uczyniono, by maksymalnie zohydzić temat listy i lustracji oraz samego Wildsteina. Jedna z redakcji - dopuszczając się perfidnej manipulacji - nazwała listę Wildsteina „listą UB-cką”, choć sprawca jej wyniesienia z IPN, oraz sami pracownicy Instytutu, wielokrotnie podkreślali, że jest to zaledwie lista katalogowa z czytelni IPN w Warszawie, na której są wszyscy - funkcjonariusze UB i SB, tajni współpracownicy, ale także osoby pokrzywdzone. Manipulacji dopuszczono się nie z miłości do lustracji, lecz by pokazać ludziom, że oto otwiera się „puszkę Pandory”, bo po tylu latach nie można rzekomo stwierdzić, kto jest kim, kto był katem, a kto ofiarą. Wildsteina mianowano głównym sprawcą detonacji „szamba”, które rzekomo obryzga „wszystkich”. To stare argumenty przeciwników rozliczenia systemu PRL-owskiego, „partii antylustracyjnej”, jak ich już nazwano.
Tym większe i bardziej odpowiedzialne zadanie stoi przed IPN-em. Trzeba oddzielić ziarno od plew. Dokonano tego w Niemczech i Czechach, więc dlaczego nie może się to udać w Polsce? Nawet po tylu latach, po wielu świadomych działaniach niszczących. Inaczej co 4-5 lat, na przykład przy każdej kampanii wyborczej, wypadać będzie z szaf naszego państwa „trup zaniechania lustracji”, a jego trujący jad długo jeszcze będzie sączyć się w naszym życiu publicznym.
Niech więc IPN stanie się prawdziwym lustrem lustracji - nie krzywym zwierciadłem, ale lustrem kryształowym, w które wszyscy będą mieli prawo spojrzeć. Wszyscy, nie tylko ci z listy Wildsteina. Z tym, że na pewno nie wszyscy będą chcieli. Jednak ci, którzy mają spokojne sumienie - przekonuje ktoś z IPN, bodaj dr Zbigniew Nawrocki, dyrektor rzeszowskiego oddziału Instytutu - mogą patrzeć w to lustro śmiało i bez obaw o fałszywe oskarżenia.
Na równi z lustracją powinien zostać uruchomiony proces dekomunizacji, by odsunąć wreszcie od wpływu na życie publiczne Rzeczpospolitej tych, których może na liście Wildsteina nie ma (lub już nie ma), ale którzy byli prawdziwymi, politycznymi mocodawcami jawnych i tajnych funkcjonariuszy komunistycznego reżimu. Może jest to postulat jeszcze trudniejszy do zrealizowania niż sama lustracja. Moim zdaniem jednak konieczny, jeśli chcemy żyć w normalnym kraju.

Toaletowy dobroczyńca

Wyśmiano rzeszowskich radnych miejskich, że nie skorzystali z pieniędzy jednego z miejscowych przedsiębiorców, który chciał przeznaczyć 1 mln zł na remonty toalet w osiemnastu rzeszowskich szkołach. Szaleńcy jacyś? A ja decyzję radnych pochwalam, bo propozycja biznesmena trochę brzydko pachniała, bynajmniej nie dlatego, że dotyczyła toalet.
Otóż, ma on już prawie na ukończeniu dwie inwestycje - dwa wielkopowierzchniowe obiekty handlowe, ale niestety, nie ma pozwolenia na ich uruchomienie. Czy oferta w sprawie remontu toalet nie miała w sobie czegoś z propozycji korupcyjnej? Radni nazwali to dość eufemistycznie: „byłoby nam głupio”.
Co prawda padały argumenty, że przecież inni inwestorzy też coś dla miasta robią i to jest całkiem normalne, a nawet pożądane. Nie znam się dokładnie na mechanizmach negocjacyjnych między samorządami a inwestorami, ale wydaje mi się, że zdrowiej dla całego układu jest, gdy tzw. inwestycje towarzyszące są integralną częścią inwestycji głównej, a nie dodatkiem w rodzaju „co łaska”, jak to, zdaje się, było w przypadku wspomnianego biznesmena.
Być może nie rozumie on, lub nie chce rozumieć, tych drobnych niuansów, dlatego plecie coś o „zdychaniu krowy”, czego rzekomo mieliby mu życzyć rzeszowscy radni. Myślę, że trochę ich obraża, podobnie zresztą jak dyrektorów szkół, o których obrazowo opowiada, że niemal na kolanach prosili go, by sfinansował remont szkolnych łazienek.

Reklama

Inwigilowała ks. Blachnickiego dziś walczy z dyskryminacją

2019-08-22 09:01

Artur Stelmasiak

Internauci rozpoznali niebezpieczną współpracowniczkę komunistycznej służby, która stoi na czele stowarzyszenia współpracującego z warszawskim ratuszem.

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie

Chodzi o TW ps. "Panna", czyli Jolantę Gontarczyk, która na poczatku lat 80. rozpracowywała Solidarność, a później środowisko Polonii w RFN. Wraz z mężem inwigilowała Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który po wprowadzeniu stanu wojennego osiadł w Carlsbergu w Niemczech Zachodnich. - Wtedy Gontarczyk grała najbardziej katolicką i najbardziej patriotyczną kobietę w tym polonijnym środowisku - mówi "Niedzieli" Agnieszka Wolska z Kolonii, która od lat przypatruje się działalności TW "Panny".  

W latach 90. Jolanta Gontarczyk stała sie aktywistką feministyczną i ważnym członkiem warszawskiego SLD, gdzie pełniła wiele funkcji rządowych i samorządowych. Została odsunięta, gdy w 2005 roku ujawniono jej mroczną przeszłość, a IPN wszczął śledztwo ws. tajemniczej śmierci ks. Blachnickiego.

Internauci rozpoznali Jolantę Gontarczyk pod zmienionym nazwiskiem, jako Jolantę Lange. Przez kilka lat była ona w prezydium Komisji Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania, gdzie lobbowane są m. in. postulaty aktywistów LGBT. Obecnie jest także prezesem stowarzyszenia zajmującego się programami antydyskryminacyjnymi m. in. na zlecenie warszawskiego ratusza. Zmianę nazwiska z Gontarczyk na Lange potwierdza odpis z Krajowego Rejestru Sądowego. W zarządzie stowarzyszenia w 2008 r. zmieniło się nazwisko Jolanty, ale numer PESEL kobiety pozostał ten sam.

Jolantę Lange, jako Jolantę Gontarczyk rozpoznaje wiele osób z niemieckiej Polonii. - Mój mąż, jako członek Solidarności wyemigrował do RFN jeszcze przed stanem wojennym. W Carlsbergu poznał ks. Franciszka Blachnickiego i małżeństwo Gontarczyków. Wiele osób doskonale pamięta i rozpoznaje panią Gontarczyk, która znalazła sobie nową niszę dla swojej działalności - mówi Agnieszka Wolska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik Episkopatu: Maryja z Jasnej Góry łączy Polaków

2019-08-26 07:59

BP KEP / Warszawa (KAI)

Nie ma drugiego takiego miejsca, które łączy Polaków tak bardzo, jak Jasna Góra. Nie ma drugiego takiego obrazu, który tak bardzo kojarzy się z Polską, jak obraz Matki Bożej Jasnogórskiej – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski z okazji przypadającej 26 sierpnia uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Graziako/Niedziela
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Episkopatu zauważył, że obraz Matki Bożej Jasnogórskiej jest znakiem rozpoznawczym Polaków na całym świecie. „Kiedy widzimy ten obraz, od razu kojarzymy go z Polską i Polakami. To właśnie przed jasnogórskim obrazem śpiewamy apel: Maryjo, Królowo Polski!” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Zwrócił też uwagę na większą liczbę pielgrzymów przybywających do jasnogórskiego sanktuarium. „Według najnowszych danych w tym roku było o ponad 4 tys. więcej pieszych pielgrzymów niż w roku minionym. W sumie w 182 pielgrzymkach pieszych wzięło udział 86 tysięcy osób. A rocznie Jasną Górę odwiedza ponad 4 miliony pielgrzymów” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Dodał, że przed jasnogórską ikoną ludzie podejmują ważne życiowe decyzje.

Rzecznik Episkopatu zachęcił, by jak najczęściej odwiedzać Jasną Górę. „Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej to kolejna okazja do tego, by być razem u naszej Matki. Księża biskupi zachęcają byśmy spotykali się u Niej jak najczęściej. Jeśli zaś nie możemy być na Jasnej Górze, pójdźmy tego dnia do kościoła pod Jej wezwaniem. Warto podkreślić, że w Polsce co czwarta parafia jest pod wezwaniem Matki Bożej” – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Głównym punktem uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej będzie Msza święta 26 sierpnia o godz. 11.00 z udziałem Episkopatu Polski. Przewodniczyć jej będzie i homilię wygłosi abp Wojciech Polak, Prymas Polski. Podczas uroczystości zostanie dokonany Akt Odnowienia Ślubów Jasnogórskich. Dzień później na Jasnej Górze będzie miało miejsce zebranie Rady Biskupów Diecezjalnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem