Reklama

Czym był Wielki Głód na Ukrainie?

2018-11-25 12:57

kg (KAI) / Warszawa

wikipedia.org
Zmarli z głodu na ulicy w Charkowie w 1932 r.

Wielki Głód, zwany po ukraińsku Hołodomorem, który w pierwszej połowie lat trzydziestych ogarnął sowiecką Ukrainę, był pod wieloma względami wydarzeniem wyjątkowym w ówczesnej Europie. Wywołały go nie jakieś niekorzystne, niezależne od człowieka zjawiska klimatyczno-atmosferyczne – susza, powódź czy szczególnie ostra zima – ale świadome działania władz sowieckich, które dla osiągnięcia własnych celów politycznych zdecydowały się skazać na śmierć głodową miliony prostych, niewinnych ludzi.

Przyczyny tragedii

Powszechnie przyjmuje się, że głównym powodem bolszewickich represji wobec Ukrainy i jej mieszkańców była chęć ukarania ich za masowy sprzeciw wobec przymusowej kolektywizacji rolnictwa i niszczenia ich tożsamości narodowej i kulturowej. W rzeczywistości przyczyn tych działań było więcej, choć z drugiej strony wszystkie one miały tak czy owak podłoże polityczne.

Z dostępnych dziś dokumentów wynika jednoznacznie, że pierwsze „przymiarki” do walki z "żywiołem ukraińskim" na terenie ówczesnej Rosji Sowieckiej (od końca 1922 – ZSRR) wkrótce po podboju Ukrainy przez Armię Czerwoną w 1920 roku. Już wówczas przywódcy rewolucji Włodzimierz Uljanow-Lenin i Lew Trocki uznali za celowe maksymalne osłabienie mieszkających tam chłopów, w większości stosunkowo bogatych (na tle rolników w wielu częściach Rosji), korzystających z wysokich plonów, jak rodziły się na najżyźniejszych glebach europejskich – słynnym czarnoziemie ukraińskim. Plany kolektywizacji rolnictwa właśnie na Ukrainie wywoływały największy sprzeciw, toteż władze bardzo wcześnie rozważały możliwość zmuszenia do posłuszeństwa niepokornych chłopów wszelkimi środkami, łącznie z użyciem wojska i wykorzystaniem głodu.

Ale w latach dwudziestych, w warunkach ogólnej biedy w całym kraju, tworzenie kołchozów na pewien czas odłożono, wprowadzając tzw. Nową Politykę Gospodarczą (NEP), zawierającą pewne elementy gospodarki kapitalistycznej. Jej powodzenie zaniepokoiło jednak przywódców partyjnych, którzy już na początku następnej dekady powrócili do planów kolektywizacji. Nowego bodźca w tym kierunku dał w 1930 sekretarz generalny Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – WKP(b) – Józef Stalin. W kwietniu tego roku uchwalono Ustawę o skupie zbóż, które nakazywała kołchozom dostarczanie państwu od 1/4 do 1/3 zebranych plonów. Była to „czysta” grabież i ukryta forma nowej pańszczyzny, prowadzącej do gwałtownego zubożenia ludności wiejskiej.

Reklama

Nałożyły się na to jeszcze czynniki zewnętrzne. Mniej więcej w tym samym czasie w wyniku Wielkiego Kryzysu na Zachodzie ceny zbóż i produktów rolnych gwałtownie spadły. Proces ten uderzył od razu w ZSRR, który potrzebował długoterminowych pożyczek na rozwój własnej gospodarki. Bankierzy zachodni nie spieszyli się z ich udzielaniem, żądając najpierw spłaty kredytów, zaciągniętych jeszcze przez Rosję carską. Aby zdobyć dewizy, władze na Kremlu postanowiły zwiększyć sprzedaż zbóż, gdyż w praktyce dysponowały niemal wyłącznie tylko tym towarem eksportowym. W tej sytuacji jeszcze bardziej podniesiono i tak wysokie normy produkcyjne.

Powszechne niezadowolenie, masowe represje

Wywołało to pierwsze przejawy niezadowolenia, a nawet buntu, przede wszystkim na Ukrainie, gdyż od niej bolszewicy oczekiwali największych dostaw. Ludzie odmawiali pracy na roli, masowo uciekali do miast, dopuszczali się sabotażu w miejscach pracy. Według Państwowego Zarządu Politycznego (GPU) – sowieckiej policji politycznej – tylko od 20 lutego do 2 kwietnia 1930 na ówczesnej Ukrainie sowieckiej doszło do 1716 masowych wystąpień antyrządowych, z których 15 określono jako „szerokie powstania zbrojne przeciw władzy radzieckiej”. Każde z nich gromadziło do 2 tys. ludzi, którzy domagali się zmiany władzy, niepodległej Ukrainy, wolności i wysuwali inne hasła.

W tej sytuacji rząd podjął zdecydowane działania, początkowo próbując uśmierzyć bunty doraźnie, w poszczególnych miejscach, a od 1932 w skali całej republiki. Stalin w liście do sekretarza WKP(b) Łazara Kaganowicza z 11 sierpnia 1932 nakazał „przekształcenie Ukrainy w jak najkrótszym czasie w prawdziwą twierdzę ZSRR, w prawdziwą wzorcową republikę, nie żałując na to pieniędzy”. Posunięcia te miały na celu zarówno zapędzenie chłopów do kołchozów i zwiększenie produkcji rolnej, jak i złamanie „klasowego i narodowego ruchu oporu”, który wówczas przybierał na sile.

Zaczyna się Wielki Głód

Ta oraz wcześniejsze i późniejsze decyzje władz z tegoż roku rozpoczęły w istocie proces „wysysania” żywotnych sił z tej republiki. Chcąc maksymalnie ją osłabić a zarazem pozbawić jej mieszkańców jakichkolwiek prób oporu, wprowadzono bardzo wysokie normy dostaw, a właściwie zabierano ludziom całość zbiorów, nie pozostawiając im nic, nawet na najskromniejsze zaspokojenie głodu ani na siewy jesienno-wiosenne. Na przykład w okresie od kwietnia do czerwca 1932 z Ukrainy wywieziono w praktyce cały materiał siewny (wcześniej pozbawiono ją całkowicie zboża).

Aby zapobiec wybuchowi niezadowolenia, władze wprowadziły dodatkowe (bo istniejące już ustawodawstwo było i tak bardzo surowe) drakońskie przepisy prawne, przewidujące niezwykle wysokie kary za znalezienie w mieszkaniu choćby niewielkiej ilości mąki, cukru, kaszy czy innych produktów. Schwytany na takim „przestępstwie” człowiek mógł zostać na miejscu rozstrzelany lub – jeśli miał szczęście – otrzymać wyrok co najmniej 5, a najczęściej 10 lat zsyłki do łagru. Nawiasem mówiąc, niektórzy nieszczęśnicy woleli otrzymać taką niesprawiedliwą karę niż zostać w domu, bo przynajmniej mogli liczyć na jakieś skromne wyżywienie. Inną karą było też wprowadzenie tzw. paszportów wewnętrznych, które w praktyce uniemożliwiały ucieczkę zgłodniałych ludzi do innych republik związkowych i regionów.

Mimo stosowania tych zbójeckich przepisów i zabierania wszystkich zbiorów Ukraina nie była w stanie wywiązać się z nałożonych na nią zobowiązań. Gwoli sprawiedliwości należy podkreślić, że przeciwko nieludzkim przepisom i nierealnym planom dostaw protestowali nie tylko, a nawet nie tyle zwykli ludzie, ile w jeszcze większym stopniu liczne miejscowe władze partyjne i wykonawcze. Wiadomo np., że do 22 sierpnia 1932 odnotowano w republice co najmniej 220 przypadków odmowy przyjęcia przez kołchozy i rady wiejskie narzuconych odgórnie planów produkcyjnych i dostaw. A analiza 20 tys. rozpatrywanych wówczas rozpraw sądowych przeciw miejscowym obywatelom oskarżonym o „działalność antyradziecką”, czyli o sprzeciw wobec nierealnych planów, wykazała, że ponad 83 proc. skazanych stanowili kołchoźnicy i „biedniacy” a tylko ok. 15 proc. – tzw. „element kułacko-zamożny”.

Lata 1932, a zwłaszcza 1933 to okres strasznego głodu, który uśmiercał ludzi nie tylko bezpośrednio, ale też pośrednio przyczynił się do poważnego spadku liczby ludności, gdyż wygłodzone kobiety nie mogły zajść w ciążę, a te, które nosiły w sobie poczęte dzieci, rodziły je martwe.

Straty

Dokładna liczba ofiar jest trudna do ustalenia, gdyż wtedy władze oczywiście nie ujawniały żadnych danych na ten temat, co więcej – zaprzeczały, jakoby w ZSRR w ogóle panował głód i do dzisiaj, mimo upływu kilkudziesięciu lat od tamtych wydarzeń, większość dawnych archiwów sowieckich jest nadal niedostępna dla badań.

Niemniej jednak na podstawie różnych danych, nierzadko cząstkowych i pośrednich, przeważa pogląd, że bezpośrednio w wyniku „Hołodomoru” zginęło – głównie w 1933 roku – ok. 3,9 mln osób, choć nie brak głosów, również opartych na solidnych badaniach, mówiących o co najmniej 7 mln zmarłych na Ukrainie i dalszych 3 mln w innych częściach ówczesnego ZSRR, głównie na Kubaniu, Powołżu i Kazachstanie. Tam również panował głód, wywołany przez władze, wprawdzie na mniejszą skalę, ale – rzecz znamienna – także na bardzo urodzajnych ziemiach. Ponadto represje sowieckie dotyczyły głównie mieszkających tam Ukraińców.

Badacze ukraińscy dodają do tych liczb jeszcze drastyczny spadek przyrostu naturalnego w tym okresie – co najmniej 600 tys. osób, które się nie urodziły, gdyż kobiety z powodu głodu albo nie zachodziły w ciążę, albo rodziły martwe dzieci. Dla porównania: w czasie II wojny światowej, która na Ukrainie (jak i w całym ZSRR) trwała w latach 1941-44, republika ta straciła prawie 8 mln swych obywateli, czyli ok. 2 mln rocznie, podczas gdy na przełomie lat 1932-33 zginęło ich blisko półtora raza więcej.

Wielki Głód jako ludobójstwo

Dodajmy jeszcze na zakończenie, że 15 maja 2003 Rada Najwyższa Ukraina w oficjalnym przesłaniu do narodu uznała „Hołodomor” za akt ludobójstwa, a 28 listopada 2006 – za ludobójstwo narodu ukraińskiego. W ślad za tymi postanowieniami podobne uchwały podjęły ew latach 2003-17 rządy lub parlamenty 15 innych państw, m.in. Polska w 2006, dalszych 9 – za akt wyniszczenia ludności, dokonany przez totalitarny reżym stalinowski (uchwały podjęto w latach 2004-17), a Izrael zamierza to uczynić w najbliższym czasie. Za zbrodnię przeciw ludzkości uznały Wielki Głód zgromadzenie ogólne ONZ (XI 2003), Parlament Europejski (23 X 2008) i Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (28 IV 2010).

Ponadto za ludobójstwo uznały tę tragedię Kościoły – katolicki, trzy ukraińskie prawosławne (Patriarchatu Kijowskiego i Moskiewskiego oraz Autokefaliczny) i Patriarchat Konstantynopola.

20 września 2017 prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zaapelował na 72. sesji zgromadzenia ogólnego ONZ w Nowym Jorku o powszechne, ogólnoświatowe uznanie „Hołodomoru” za ludobójstwo dokonane na narodzie ukraińskim.

Od kilku lat na Ukrainie czwarta sobota listopada jest obchodzona jako Dzień Pamięci Ofiar Wielkich Głodów [Hołodomorów] pod hasłem „Zapal świeczkę”. Użyta tam liczba mnoga nawiązuje do faktu, że republika ta przeżyła trzy takie okresy: w latach 1921-23, 1932-33 i 1946-47, z których najstraszniejszy był ten drugi.

Tagi:
Ukraina Ukraina Wielki Głód

Abp Szewczuk na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy w 85. rocznicę Wielkiego Głodu

2018-11-25 11:41

kg (KAI/RISU), pab / Kijów

Grekoatolicy jako jedni z pierwszych nie bali się mówić o Wielkim Głodzie na Ukrainie w latach trzydziestych XX wieku, co więcej – domagali się udzielenia pomocy tym, którzy ucierpieli wskutek tej tragedii. Przypomniał o tym zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK) arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk na na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy 23 listopada w Kijowie. Było ono poświęcone właśnie 85. rocznicy tamtych wydarzeń.

Tomasz Koryszko/KUL
Abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego

Na zebranie to przybyli ludowi deputowani Ukrainy, parlamentarzyści zagraniczni, przedstawiciele centralnych organów władzy wykonawczej, diaspory ukraińskiej oraz społeczeństwa obywatelskiego tego kraju.

«Z bólem i smutkiem wspominamy ofiary wielkiej tragedii, zbrodni przeciw ludzkości i tej rany, którą zadano nie tylko ciału narodu ukraińskiego, ale całej ludzkości, a która zasłynęła jako Wielki Głód (Hołodomor)» – powiedzial abp Szewczuk. Dodał, że «chcemy dziś przed naszym Panem i Zbawicielem wspomnieć wszystkie ofiary, bo to nie my, ale On zna imię każdego, zapisane w księgach niebieskich».

Hierarcha zaznaczył, że chce także przywołać swego wielkiego poprzednika, metropolitę Andrzeja Szeptyckiego, tóry «jako pierwszy spośród wszystkich przywódców światowej myśli i być może jako pierwszy z grona liderów religijnych zabrał głos wraz ze swym galicyjskim episkopatem w obronie wszystkich umierających Ukraińców».

Zwierzchnik UKGK przypomniał, że 24 lipca 1933 hierarchowie Kościoła wystosowali historyczny list do światowej opinii publicznej, pt. «Ukraina w drgawkach przedśmiertnych». Napisali w nim m.in., iż «krew robotników uprawiających w głodzie czarnoziem Ukrainy, woła o pomstę do nieba». Wszystkich chrześcijan na całym świecie, wszystkich wierzących w Boga, przede wszystkim wszystkich robotników i chłopów, szczególnie zaś swych rodaków biskupi greckokatoliccy wezwali do dołączenia się do «tego głosu protestu i bólu oraz o rozpowszechnienie go w jak najdalszych krajach świata».

Właśnie z inicjatywy metropolity Szeptyckiego powstał we Lwowie Komitet Ocalenia Narodowego, wsparty następnie przez polskie duchowieństwo prawosławne, po czym rozprzestrzenił się on na inne kraje Europy i świata, zwłaszcza w Kanadzie i w Ameryce Północnej – wspominał abp Szewczuk. Zwrócił uwagę, że biskupi UKGK nie tylko jako pierwsi odważyli się powiedzieć prawdę o tamtych wydarzeniach na całym świecie, ale zaczęli czynnie ratować od głodu braci i siostry za Zbruczem.

We wszystkich parafiach i wspólnotach greckokatolickich zaczęto zbierać pieniądze, a następnie żywność i pomoc ta docierała do tych, którzy jej potrzebowali. Dziś nie wiadomo dokładnie, ile środków udało się zebrać, ale w ówczesnych złotych polskich były to dziesiątki tysięcy, przy czym Ukraińcy sami nie byli zbyt bogatymi ludźmi w tamtym okresie – mówił dalej abp Szewczuk. Zauwaźył, że «dzięki działalności społeczności ukraińskiej na całym świecie głos umierającego Naddnieprzańca został usłyszany i dołączyli do nas przedstawiciele innych Kościołów i narodów».

Zwierzchnik UKGK zaznaczył, że Ukraińcy «modlą się dziś za wszystkie ofiary Wielkiego Głodu i proszą Boga, aby przyjął w swe objęcia dzieci ziemi ukraińskiej». Ale chcą oni również z wdzięcznością wspomnieć tych, którzy ratowali te ofiary – dodał.

«Niech trwa wieczna pamięć o naszych braciach i siostrach, zabitych przez sztuczny głód na Ukrainie, ale też niech trwa wieczna pamięć i wdzięczność o tych wszystkich, którzy uratowali choćby jedną duszę ukraińską, bo – jak mówi stara mądrość – «ten, kto uratował choćby jednego człowieka, uratował cały świat»» - zakończył arcybiskup większy kijowsko-halicki.

Ukraina odnotowała trzy Wielkie Głody: w latach 1921-1923, 1932-1933 i 1946-1947, z czego najbardziej dotkliwy był okres 1932 – 1933. Nie były one jednak związane z nieurodzajem, ale z konfiskatą przez władze wszelkich zapasów zboża i żywności. Restrykcje były bardzo surowe. Za zerwanie pięciu kłosów z pola kołchozu groziła śmierć lub 10 lat łagru.

Ludzie masowo umierali, a w wyludniających się wioskach brakowało osób do ich pochówku. Dochodziło też do różnych wynaturzeń, włącznie z kanibalizmem. Władze zabroniły chłopom wyjazdu ze swoich miejscowości bez paszportu wewnętrznego.

Szacuje się, że w tym czasie zmarło z głodu ok. 7 milionów osób, a łącznie w wyniku tego typu działań rządów stalinowskich – 10 milionów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik episkopatu: Kościół nie jest przeciwny odpowiedzialnej edukacji seksualnej

2019-10-17 18:20

BP KEP / Warszawa (KAI)

Kościół katolicki nie jest przeciwny odpowiedzialnej edukacji seksualnej. W ramach kursów dla przyszłych małżonków prowadzone są zajęcia podejmujące również tematy dotyczące życia seksualnego i odpowiedzialnego rodzicielstwa – wskazuje rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik, który w ten sposób komentuje dyskusję toczącą się w mediach. Przypomina także, że w szkołach istnieje już program „Przygotowanie do życia w małżeństwie i rodzinie”.

BP KEP
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik episkopatu podkreśla jednocześnie, że zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego oraz innych religii, życie seksualne jest zarezerwowane dla małżonków. „W tej sprawie nie ma pola do kompromisów, szóste przykazanie mówi jasno: 'Nie cudzołóż', dlatego wszelkie próby omijania tej zasady są nie do przyjęcia dla katolików” – dodaje.

Nawiązuje do adhortacji Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, w której Papież przypomina: „Sobór Watykański II podniósł potrzebę 'pozytywnego i mądrego wychowania seksualnego', skierowanego do dzieci i młodzieży, 'odpowiedniego do wieku', 'wykorzystując postęp nauk psychologicznych, pedagogicznych i dydaktycznych'. (...) Wielką wartość ma taka edukacja seksualna, która pielęgnuje zdrową skromność, chociaż niektórzy utrzymują, że to sprawa z innych czasów. Jest to naturalna obrona osoby, chroniącej swe wnętrze i unikającej zamienienia się jedynie w przedmiot” (Amoris laetitia, nr 280, 282).

W nawiązaniu do tej wypowiedzi rzecznik episkopatu podkreśla, że konieczne jest rozróżnienie między edukacją seksualną, która traktuje drugą osobę jako przedmiot użycia, a edukacją seksualną, która pielęgnuje – jak pisze papież Franciszek – zdrową skromność i chroni dzieci i młodzież przed wykorzystywaniem seksualnym. „Takie zajęcia są prowadzone od wielu lat, edukacja w kierunku ochrony przed tak zwanym 'złym dotykiem' jest konieczna i tu nie ma dyskusji” – mówi.

Ks. Rytel-Andrianik zaznacza także, że „Wierność małżonkowi lub małżonce jest dobra dla szczęścia rodziny. Wynika to z Dekalogu i jest potwierdzone przez tradycję judeo-chrześcijańską i życie. Dzieci są wtedy wychowywane w rodzinach i tam dojrzewają emocjonalnie, a wiedzę przekazują im rodzice, w sytuacji, którą uznają za stosowną”.

Rzecznik episkopatu zwrócił uwagę na to, że gdy w pierwszej połowie 2019 roku pojawiły się informacje, że niektóre samorządy planują finansowanie edukacji seksualnej, w sierpniu 2019 Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski roku po raz kolejny przypomniała konstytucyjne prawa rodziców w specjalnym komunikacie, w którym czytamy: „Edukacja i wychowanie czyli kształtowanie postaw są w polskim systemie prawnym traktowane jako kompetencja rodziców, a rola szkoły w tym zakresie jest wyłącznie pomocnicza. Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48 ust. 1 i 53 ust. 1), a Prawo oświatowe jasno potwierdza, że szkoła wspomaga wychowawczą rolę rodziny (art. 1 pkt 2)”.

Ks. Rytel-Andrianik przypomina, że w tych sprawach wypowiadał się wielokrotnie św. Jan Paweł II, jako człowiek towarzyszący młodzieży, ale również profesor, wykładowca KUL. „Pisał o tym m.in. w 'Teologii ciała'. Warto też przypomnieć jego encyklikę 'Evangelium Vitae' oraz encyklikę św. Pawła VI – 'Humane Vitae'. W nauczaniu Kościoła, które wypływa z Pisma Świętego i Tradycji, są zawarte postawy życiowe dla katolików, ale seksualność rozumiana jako część małżeństwa, jest wartością powszechną w społeczeństwie, bez względu na wyznanie” – mówi rzecznik episkopatu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski o in vitro: nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest moralnie dozwolone

2019-10-18 20:52

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Kraków (KAI)

- Problem jest bardzo złożony z punktu widzenia etycznego i moralnego. Podejście czysto techniczne do spraw związanych z tajemnicą życia jest upraszczające, a wiąże się z naszą odpowiedzialnością za życie drugiego człowieka - mówił abp Marek Jędraszewski podczas comiesięcznych „Dialogów”, które w październiku odbyły się w krakowskiej Bazylice św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa w Krakowie. Tematem spotkania było: „In vitro – dlaczego nie wolno, skoro żyją ludzie, którzy się tak poczęli?”.

Adam Bujak/Archidiecezja Krakowska

Metropolita w wygłoszonej na początku katechezie zaznaczył, że omawiane zagadnienie jest niezwykle trudne. Księga Rodzaju mówi, że człowiek został stworzony na Boży obraz i podobieństwo, a fakt posiadania potomstwa jest błogosławieństwem i szczęściem. Nawiązał do płaszowskiego Sanktuarium Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa, dodając, że powstało ono z niezwykle istotnego powodu. - Ludzie przybywają tam i modlą się o łaskę posiadania dzieci. Są przypadki, że dziecko staje się szczęściem małżonków, często po wielu latach oczekiwania – mówił abp Jędraszewski.

Hierarcha podkreślił, że metoda in vitro wiąże się z brutalną ingerencją w organizm kobiety i selekcją embrionów. - Pojawia się poważny problem etyczno-moralny. Co zrobić z tymi poczętymi dziećmi? Zamrozić? Jak długo mogą one w tym stanie istnieć? Czy po jakimś czasie będzie można ponownie z tego embrionu skorzystać, wszczepiając je w łono tej samej kobiety? – stawiał pytania abp Jędraszewski i zwracał uwagę, że zdrowie dzieci poczętych metodą in vitro jest dużo bardziej zagrożone niż poczętych naturalnie. Hierarcha wspomniał także o istnieniu syndromu „po in vitro”, gdy osoby poczęte tą metodą stawiają sobie pytania o swoje rodzeństwo, które zostało poczęte, a nie urodziło się.

Metropolita zaznaczył, że z punktu widzenia nauki Kościoła, metoda in vitro jest niezgodna z moralnością katolicką, ale człowiek, który dzięki niej się urodził zasługuje na pełny szacunek.

- Możliwości techniczne, jakie związane są z rozwojem współczesnej medycyny, pozwalają na to, żeby mogły począć się dzieci metodą in vitro, ale tutaj chciałbym wrócić do podstawowej zasady, o której wielokrotnie mówił Jan Paweł II spotykając się z naukowcami: - Nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest moralnie dozwolone – mówił abp Jędraszewski odwołując się do podstawowej zasady, o której wielokrotnie wspominał Jan Paweł II spotykając się z naukowcami. - Niewątpliwie, rozwój techniki i jej najrozmaitszych przejawów wskazuje na potęgę człowieka. Nie znaczy to, że mając takie możliwości, może on ze wszystkich godnie korzystać lub wykorzystywać je do swoich celów – podkreślał metropolita krakowski.

W drugiej części „Dialogów” abp Jędraszewski odpowiadał na pytania nadesłane drogą mailową. Odnosząc się do problemu niespełnionego pragnienia macierzyństwa Arcybiskup odwołał się do koncepcji człowieka kard. Karola Wojtyły, przedstawionej w książce „Osoba i czyn”, wg której człowiek spełnia się przez swoje dobre czyny. Człowieka od zwierząt odróżnia fakt, że jest istotą wolną – „mogę coś, ale nie muszę – nie jestem zdeterminowany, mogę wybierać”. - Wolność jest autentyczna, kiedy wybieram to, co jest moralnie dobre – cytował kard. Wojtyłę abp Jędraszewski podkreślając, że autentyczna wolność polega na podporządkowaniu się prawdzie, co z kolei realizuje się poprzez podporządkowanie właściwie ukształtowanemu sumieniu. - Wielkość człowieka polega na tym, że idzie za głosem swojego sumienia – zwracał uwagę metropolita krakowski.

Za kard. Wojtyłą abp Jędraszewski zwrócił uwagę na trzy ludzkie popędy – seksualny, samozachowawczy i rozrodczy. - Chodzi o to, żeby te dynamizmy nie działały w nas w sposób ślepy, czysto instynktowny, ale żeby były podporządkowane sumieniu i temu, co ono podpowiada, jak te popędy wykorzystać (…). Chodzi o to, żeby tym dynamizmom tkwiącym w naszej cielesności nadać jakąś wyższą, prawdziwie ludzką treść” – mówił hierarcha i dodawał, że naturalne pragnienie do bycia rodzicem – matką i ojcem – jest absolutnie zrozumiałe, ale można je ukierunkować np. w stronę adopcji.

- Szczęście jest darem, a nie prawem – mówiła pani Maria, która zabrała głos jako pierwsza w części pytań na żywo. Odnosząc się do sytuacji małżonków, którzy zmagają się z problemem niepłodności zwróciła uwagę, że „to, że my w czymś nie widzimy sensu, nie znaczy, że to sensu nie ma, bo każdemu zdarzeniu sensu nadaje Pan Bóg”. - To, że każdy z nas chce być szczęśliwy, to jest oczywiste. Ale prawdą jest także i to, że za wszelką ceną do szczęścia nie można dążyć. Zawsze trzeba zapytać, czy to, co jawi mi się jako szczęście, a wcale nie jest pewne, że szczęściem będzie, nie jest równocześnie powodem krzywdy dla drugiego człowieka. Na pewno nie wolno nam krzywdzić drugiego człowieka, bo to wynika z przykazania miłości – komentował abp Jędraszewski

Na pytanie o tzw. adopcję prenatalną, czyli możliwość przyjmowania zarodków przechowywanych w bankach embrionów abp Jędraszewski przyznał, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi i że nie dają jej też współczesne dyskusje teologiczne.

Co powiedzieć ludziom, którzy zreflektowali się, że obok ich narodzonego dziecka są jeszcze inne, które zmarły w trakcie procedury in vitro, albo są jeszcze zamrożone? – pytała pani Weronika. - Otworzyć się na Boże miłosierdzie. Umieć nazwać zło, które się stało złem i za nie żałować – odpowiadał abp Jędraszewski i radził, aby tacy rodzice stawali się świadkami własnych doświadczeń, mówili o tym problemie, przestrzegali przed nim innych i bronili dla ich dobra. Metropolita apelował, aby stawać przy takich osobach, okazywać im szacunek, modlić się z nimi, ale nie mówić, że to nie jest problem. - Kłamstwo nigdy nie wyzwala.

Prawda wyzwala. I to nie prawda abstrakcyjna, ale prawda, którą jest Chrystus. On wyzwala. On mówi: nie grzesz więcej, nie wracaj do tego grzechu, pomagaj innym, bądź solidarny w dobrym – podkreślał hierarcha. Abp Jędraszewski zaznaczył także, że mówienie o tym, iż in vitro jest metodą leczenia niepłodności to kłamstwo. - To jakby bajpas – obchodzi się problem możliwości poczęcia w sposób sztuczny, techniczny (…). Niepłodność pozostaje – podkreślał hierarcha zwracając uwagę na sposób leczenia niepłodności, który jest ciągle mało popularny, a niebudzący zastrzeżeń moralnych i zgodny z naturą człowieka, czyli naprotechnologię.

Dziś medycyna nie dysponuje możliwością przygotowania w czasie procedury in vitro tylko jednego zarodka, bez „produkcji” nadliczbowych embrionów. Ale nie można wykluczyć, że kiedyś tak się stanie. Jakich argumentów używać wówczas? – padło kolejne pytanie. - Chrześcijaństwo zawsze będzie musiało mówić to, co zostało wyrażone także w encyklice Humanae vitae jako przejaw głębokiego namysłu nad prawdą o człowieku wynikającą z objawienia i z tradycji, że życie małżeńskie jest błogosławione przez Boga, a to zakłada, że Pan Bóg błogosławi ludzkiej miłości kobiety i mężczyzny i błogosławi potomstwu, które jest owocem tej miłości. Kto to przyjmie – przyjmie, kto odrzuci – odrzuci. Ale chrześcijanie muszą być gotowi, aby tej prawdy bronić jednoznacznie, do końca – odpowiadał abp Jędraszewski.

Na pytanie br. Augustyna o wskazówki dla duszpasterzy, którzy spotykają się z osobami poczętymi in vitro, albo rodzicami, którzy zdecydowali się na tę metodę abp Jędraszewski odwołał się do nauczania Jana Pawła II. Praktycznie we wszystkich papieskich dokumentach i wystąpieniach widoczny jest ten sam schemat: Pan Bóg, godność osoby ludzkiej, rodzina, naród. Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że jeśli Pan Bóg jest fundamentem, to człowiek w Nim odnajduje fundament swojej osobistej godności i chce żyć tak, aby zasłużyć na Jego błogosławieństwo w życiu małżeńskim i rodzinnym. A dzięki temu na koniec tworzy się zdrowy naród. - Ale jeśli pęka fundament, to wszystko inne zaczyna tracić swój sens, zaczyna się chaos i nieszczęścia – mówił hierarcha i dodawał, że różnego rodzaju nakazy i zakazy stawiane przez Pana Boga nie są po to, aby pokazał swoją władzę wobec nas, ale są wyrazem Jego ojcowskiej miłości. - To wszystko jest dla naszego dobra, byśmy byli - na miarę możliwości życia w tym świecie – szczęśliwymi – zakończył abp Jędraszewski.

„Dialogi” to cykl tematycznych spotkań abp. Marka Jędraszewskiego z wiernymi, ale także ze wszystkimi zainteresowanymi. To okazja do rozwiania wątpliwości i lepszego poznania Kościoła oraz jego Pasterza. Spotkania rozpoczynają się od sondy ulicznej na wybrany w danym miesiącu temat, a następnie metropolita odpowiada na pytania – zarówno te, które zostały wcześniej nadesłane i te, które zadawane są na bieżąco. 14 listopada o godz. 20.15 w Kolegiacie św. Anny w Krakowie odbędą się kolejne „Dialogi” na temat: „Piękno seksualności. Porozmawiajmy o wielkim darze”. Szczegóły na stronie dialogi.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem