Reklama

Komu bije dzwon

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 13/2005

Dzwony towarzyszyły człowiekowi od wieków. Zwoływały na zebrania, biły na trwogę, obwieszczały ważne wydarzenia. W dzień Zmartwychwstania Pańskiego ich dźwięk przypomina jedną z prawd naszej wiary, prawdę o zwycięstwie Syna Bożego nad śmiercią.

Większość pradawnych dzwonów jakie wisiały w kościołach naszej diecezji już nie istnieje. Rekwirowane przez zaborców i okupantów, zamiast zwoływać ludzi na spotkanie z Bogiem przetapiane były na działa armatnie. Taki los spotkał m.in. dzwony z katedry św. Mikołaja w Bielsku-Białej. Te, które teraz wiszą pochodzą z 1958 r. To św. Mikołaj, Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski, św. Józef oraz dzwon pogrzebowy z inskrypcją Et vitae venitas (Marność życia). Ponoć największy ze starych parafialnych dzwonów przetrwał wojnę i obecnie znajduje się gdzieś w Niemczech - takie słowa usłyszał ks. proboszcz Zbigniew Powada od leciwego parafianina. Trudno jednak dziś tę informację zweryfikować.
Pierwotnych dzwonów nie ma też na wieży kościoła Opatrzności Bożej w Białej. Niemniej te, które przetrwały okupację i tak są starsze od dzwonów z parafii św. Mikołaja. Historia dzwonów z Białej sięga okresu międzywojennego, kiedy to w 1936 r. międzynarodowy niemiecko-polski komitet kościelny zebrał datki na opłacenie usług ludwisarza. Ufundowane przez parafian dzwony poświęcił kard. Adam Sapieha. Największym z nich był Chrystus Król (1950 kg), po nim św. Józef (956 kg), a najmniejszym św. Florian (388 kg). Wszystkie zostały odlane w wytwórni Karola Schwabe. Do tego grona trzeba dodać dzwon św. Maria Panna z 1922 r. Kto wie, może to właśnie fakt, iż współfundatorami parafialnych dzwonów byli także Niemcy sprawił, że nie tknięte przetrwały wojenną zawieruchę. W każdym bądź razie nie podzieliły one losów dzwonów z katedry św. Mikołaja.
Największe powody do dumy, z tytułu posiadania wiekowego wyrobu ludwisarskiego ma w Bielsku-Białej najstarsza wspólnota katolicka miasta, parafia św. Stanisława. Co prawda na kościelnej dzwonnicy zachował się tylko jeden zabytkowy dzwon, ale za to z 1555 r. Jego płaszcz ozdobiony jest delikatnym ornamentem roślinnym, niewielkich rozmiarów odlewem Chrystusa na krzyżu oraz napisem w języku łacińskim: Titulus Triumfalis Jesus Nazarenus Rex Judeorum.
W odróżnieniu od Bielska-Białej zdecydowanie więcej zabytkowych dzwonów zachowało się na Żywiecczyźnie. W sercu żywieckiej starówki na wieży konkatedry Narodzenia Najświętszej Maryi Panny wisi dzwon o średnicy 90 cm, wykonany w 1569 r. Starsze od niego można znaleźć jedynie w Rychwałdzie i Radziechowych. Dzwon z kościoła św. Mikołaja w Rychwałdzie poszczycić się może nie tylko szacownym wiekiem, pochodzi z 1565 r., ale i zacną wielkością wśród swoich rówieśników z Żywiecczyzny. Jego średnica to 100 cm. Ozdobiony jest on renesansową tarczą z herbem Korczak, powyżej której widnieją inicjały fundatora: IK (Joannes Komorowski). Dużo mniejszy jest dzwon z parafii św. Marcina w Radziechowych. Jego średnica liczy zaledwie 63 cm, za to datowany jest na około 1540 r. Oprócz sędziwego wieku wyróżnia się on renesansowym ornamentem przedstawiającym rogi obfitości zwieńczone smoczymi głowami. Również z XVI wieku pochodzą dzwony z kościoła św. Andrzeja z Gilowic. Najstarszy o średnicy 75 cm wykonany został w 1535 r. młodszy natomiast, o średnicy 64 cm w 1584 r.
Dzwony liczące sto lat mniej można znaleźć w Jeleśni i Milówce. W parafii św. Wojciecha w Jeleśni znajduje się dzwon z 1668 r. Na jego płaszczu ludwisarz wykonał szereg interesujących zdobień. Jest na nim wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, św. Jana Chrzciciela, Krucyfiks i, co ciekawe, motyw jelenia uciekającego przed chartem. Średnica tego zabytkowego dzwonu wynosi 96 cm. O 15 cm mniejszą średnicę ma dzwon z parafii Wniebowzięcia Matki Bożej w Milówce. Braki w obwodzie rekompensuje jednak wiekiem. Jest on o pięć lat starszy od swego jeleśniańskiego odpowiednika. Zdobią go wizerunki Chrystusa Ukrzyżowanego i Matki Bożej.
Wydawać by się mogło, że najwięcej zabytkowych dzwonów jest porozrzucanych po kościołach Cieszyna. W końcu przez długie lata, od 1290 r. aż po 1653 r. miasto to pełniło funkcję stolicy Księstwa Cieszyńskiego. Niestety, nawet w najbardziej reprezentatywnej świątyni Cieszyna, w XIII wiecznym kościele św. Marii Magdaleny, będącym niegdyś nekropolią Piastów cieszyńskich, dzwony liczą zaledwie 54 lata. Ich wiekowi poprzednicy zostali przez okupantów zarekwirowani. Najstarszy dzwon w mieście nad Olzą znajduje się w niepozornym kościółku Świętej Trójcy. Liczy on 364 lata i pewnie pamięta czasy świetności Rzeczypospolitej. Głos jego, rozbrzmiewający już od tylu wieków w poranek Wielkanocny, wciąż wyraża to samo przesłanie: Chrystus Zmartwychwstał! Nie inaczej zresztą czynią pozostałe dzwony w naszej diecezji.

Jan Paweł II najsłynniejeszym miłośnikiem szkaplerza

2019-07-08 14:00

rk / Wadowice (KAI)

Wśród licznej rzeszy duchownych i świeckich, miłośników nabożeństwa szkaplerznego, najsłynniejszym był św. Jan Paweł II – przypomina o. dr hab. Szczepan Praśkiewicz OCD, konsultor watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Adam Bujak/Arturo Mari/ Biały Kruk

Jak zaznacza zakonnik, papież Polak, nazywany także „karmelitańskim”, przyjął znak opieki Matki Bożej w wieku chłopięcym w kościele karmelitów bosych w Wadowicach. To właśnie podczas spotkania w 1999 r. w swym rodzinnym mieście papież przywołał, obok słynnych kremówek, moment, gdy na wadowickiej Górce przyjął jako młody chłopiec u karmelitów szkaplerz.

Te słowa papieskie widnieją dziś na marmurowej tablicy na ścianie obok ołtarza Matki Bożej Szkaplerznej w wadowickim kościele. Tam także w ozdobnym relikwiarzu jest szkaplerz Ojca Świętego. Po śmierci papieża klasztor otrzymał tę relikwię od kard. Stanisława Dziwisza.

O. Praśkiewicz przywołuje inne słowa młodego bp. Karola Wojtyły, skierowane do karmelitów bosych. „Szkaplerz, który przyjąłem z rąk o. Sylwestra, noszę zawsze, a chociaż mieszkałem w cieniu kościoła parafialnego, wasz kościół na Górce był mi zawsze bardzo drogi. Wśród wielu nabożeństw, które urzekały mą dziecięcą duszę, najgorliwiej korzystałem z nowenny przed uroczystością Matki Bożej z Góry Karmel. Był to czas wakacji, miesiąc lipiec. Dawniej nie wyjeżdżało się na wczasy, jak obecnie. Wakacje spędzałem w Wadowicach, więc nigdy do czasu mojego wyjazdu z Wadowic nie opuszczałem popołudniowych nabożeństw w czasie nowenny. Czasem trudno się było oderwać od kolegów, wyjść z orzeźwiających fal kochanej Skawy, ale melodyjny glos karmelitańskich dzwonów był taki mocny, taki przenikający do głębi duszy, więc szedłem. Tak, tak, mieszkałem obok kościoła parafialnego, ale wzrastałem w waszym kościele karmelitańskim” – mówił wówczas przyszły papież.

Według zakonnika, o tym, że św. Jan Paweł II nosił zawsze szkaplerz, świadczą też liczne fotografie. „Najbardziej znane są trzy: na jednej widzimy sukniany szkaplerz na barkach junaka Karola Wojtyły, pozującego do pamiątkowego zdjęcia wraz z kolegami; na drugiej szkaplerz widnieje na szyi Kardynała, odpoczywającego na Mazurach; na trzeciej zaś dostrzegamy brunatny szkaplerz Karmelu na szyi Jana Pawła II przebywającego w Poliklinice Gemelli w 1981 r., tuż po zamachu na jego życie. Obnażony ze wszystkiego i pozostawiony tylko w szpitalnej koszuli, nie pozwolił zdjąć ze swej szyi brunatnego szkaplerza karmelitańskiego” – podkreśla karmelita bosy.

O. Praśkiewicz wyjaśnia, że św. Jan Paweł II pozostawił także wypowiedzi doktrynalne, które zawierają teologię szkaplerza świętego. W orędziu wydanym z okazji 750. rocznicy tego daru Maryi, przypadało w 2001 roku, papież podkreślił m.in., że znak szkaplerza, pozostając ustawicznie na naszych barkach, przypomina i zobowiązuje do tego, by nasze maryjne nabożeństwo nie ograniczało się jedynie do modlitw i hołdów składanych Matce Chrystusa przy określonych okazjach.

„Chodzi o to, by było ono czymś stałym, habitualnym w naszym życiu, tak by stanowić habit, czyli stałe maryjne ukierunkowanie naszego życia chrześcijańskiego” – tłumaczy o. Praśkiewicz, przywołując leksykalne konotacje słowa habit. „Wszak szkaplerz to przecież habit, po włosku mówi się na niego abitino, na habit zaś abito, czyli szkaplerz po włosku to habicik” – dodał.

Karmelita, który głosi nowennę u sióstr karmelitanek bosych w Katowicach, zachęca czcicieli Matki Bożej Szkaplerznej, by widzieli w Ojcu Świętym szczególnego patrona i orędownika.

Tradycja karmelitańska podaje, że ruch szkaplerzny zaczął się rozwijać po objawieniach, które otrzymał w 1251 roku św. Szymon Stock, generał Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Przyjęcie szkaplerza, całkowite zawierzenie Matce Bożej, niesie ze sobą obietnice szczególnej opieki Maryi w niebezpieczeństwach życia oraz szczęśliwej śmierci i zachowania od wiecznego potępienia.

Pod koniec XV wieku do powyższych łask dołączono jeszcze tzw. przywilej sobotni. Zgodnie z nim Matka Jezusa już w pierwszą sobotę po śmierci uwalnia z czyśćca tych, którzy za życia praktykowali nabożeństwo szkaplerzne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem