Reklama

Sprawy i ludzie

Jaka jest twoja moralność?

Jerzy Krzyżanowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 13/2005

Jakiś czas temu przeczytałem w jednym z lewicowych tygodników wypowiedź prof. Marii Szyszkowskiej, w której zwróciła ona uwagę na fakt, że jest wiele moralności, nie tylko ta związana z religią. Taka teza mnie zaintrygowała, bo o ile z grubsza znam nakazy moralne wynikające z zasad religijnych (nie ograniczam się tu jedynie do mojej religii - katolickiej), to zupełnie nie mam pojęcia o moralności ateistów, a antyklerykałów w szczególności. Początkowo myślałem, że pani profesor przesadziła, gdyż mimo że byłem nauczany przez marksistów, nie pamiętam katalogu zasad moralnych zapisanych przez ich „wielkich teoretyków”. Zacząłem nawet szukać jakichś śladów lewackiej moralności w mojej domowej bibliotece, jednak bez specjalnego zapału. Kilka dni później Szyszkowska powtórzyła swoją tezę w jednej z popularnych stacji telewizyjnych. Tym razem mnie zaniepokoiła, gdyż wiele moralności było warunkiem budowy społeczeństwa obywatelskiego. „Skoro coś publicznie mówi filozof i parlamentarzystka, to coś jest chyba na rzeczy” - pomyślałem i ponowiłem próby ustalenia kanonu lewicowej moralności. Przypomniałem sobie o „moralności socjalistycznej”. Nakazywała ona, o ile pamiętam, rzetelną pracę dla socjalistycznej ojczyzny i - to mogę przyjąć - potępiała rozwiązłość, co współbrzmi z nakazami większości religii, dalej było coś o równości społecznej oraz wierności socjalizmowi, a to pozostawało jedynie w formie haseł. Analizując dalej ten problem, zastanawiałem się, czy są ludzkie postępowania zabronione przez Dekalog, a aprobowane przez lewaków. Kilkadziesiąt lat dokonań rządów komunistycznych w różnych rejonach świata pokazało, że wolno kraść, mordować, kłamać, oczerniać, więzić i torturować „wrogów ludu w imieniu tegoż ludu”. Dla przypomnienia warto dodać, że wrogowie ludu w przeważającej większości rekrutowali się z ludu, a nie brakowało wśród nich również „zasłużonych” wcześniej towarzyszy.
Daleki jestem od twierdzenia, że wszyscy lewicowcy to ludzie aprobujący zbrodnicze poczynania, twierdzę jedynie, że w praktyce zbudowano systemy polityczno-społeczne stosujące niedopuszczalne praktyki aparatu państwowego wobec własnych obywateli. To nie tylko Stalin, Mao, Pol-Pot czy Bierut, żeby wymienić choć kilku ludzi z własną moralnością, ale setki tysięcy ich gorliwych zwolenników i naśladowców z czerwonymi legitymacjami w kieszeniach prześladowali cale narody. Ich moralnością było słowo wodza. Później już nie mordowano, jednak mimo werbalnego zatroskania o biednych okradało się państwo i społeczeństwo, dopisując kolejne wielkości do milionów leżących w bezpiecznych bankach. Jednak czy brak wszelkich zasad można nazwać moralnością? Jestem przekonany, że nie. Postanowiłem to zostawić, a tu nagle jeden z lokalnych tytułów prasowych podał informację, że gorzowscy radni lewicy oskarżają prawicowego radnego Marka Surmacza o niemoralność. Znam osobiście wspomnianego radnego i z tego, co wiem, jest dobrym mężem i ojcem, nie słyszałem, że kradnie, nic na boku. Oczywiście, ma wady, ale braku moralności, moim zdaniem, nie można mu zarzucić. Bardzo ciekawiło mnie uzasadnienie wspomnianych zarzutów. Otóż wspierał kupców w walce z magistratem, rozesłał ulotki referendalne, które nie podobały się na ratuszu, oraz mówi rzeczy, które się innym nie podobają. Rzeczywiście Marek Surmacz czasami nie potrafi trzymać języka na wodzy, ale żeby zaraz niemoralny? Tu zrozumiałem, że lewicowa moralność może polegać nadal na niszczeniu swoich politycznych przeciwników wszelkimi możliwymi metodami. Wtedy zacząłem się bać społeczeństwa obywatelskiego budowanego na takich zasadach moralnych.

Powstaniec ks. Wyszyński

Witold Dudziński
Edycja warszawska 31/2011

Powstanie Warszawskie, które wybuchło w stolicy, nie ominęło Puszczy Kampinoskiej. Pomoc powstańcom z puszczy niósł ówczesny kapelan AK ks. Stefan Wyszyński, późniejszy Prymas Polski

Powojenna działalność kard. Stefana Wyszyńskiego jest powszechnie znana. „Non possumus” rzucone władzom PRL, czas internowania, Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego, uroczystości milenijne - te wydarzenia z dziejów polskiego Kościoła kierowanego przez Prymasa Tysiąclecia zdają się być dobrze zapamiętane w zbiorowej pamięci. Przyczyniły się do tego liczne publikacje, książki, a nawet (trzeba przyznać - nieliczne, choć działające na wyobraźnię) filmy czy sztuki teatralne.
Natomiast w znacznie mniejszym stopniu utrwalił się w świadomości społecznej obraz ks. Stefana Wyszyńskiego jako duszpasterza, wykładowcy tajnych uniwersytetów i kapelana Armii Krajowej. Prawie zupełnie nieznana jest jego działalność w czasie powstania, tymczasem w pomoc powstańcom w Kampinosie był zaangażowany od godziny „W” aż do zakończenia walk.
„Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” - tak Prymas wspominał swój pobyt w Laskach po latach.
Pomagał nie tylko duchowo. Zajmował się chorymi, ale także razem ze współpracownikami chodził po lesie, zbierając rannych. - W jego obecności wszyscy czuli się bezpieczni - mówiła po latach s. Róża Szewczuk, franciszkanka służebnica Boża z Zakładu dla Ociemniałych w Laskach.
Kiedy w 1976 r. święcił tam tablicę upamiętniającą powstańców, zauważył, że pomimo wielu niebezpiecznych sytuacji nikt przebywający w ośrodku nie został nawet ranny. „Czasami pociski obcinały gałęzie, a jednak nie tykały ludzi” - wspominał.
Dziś materialnych śladów pobytu przyszłego prymasa Polski w Laskach nie ma zbyt wiele. - Konspiracja nie sprzyjała np. fotografiom - mówi franciszkanka, s. Rut Wosiek, opiekująca się w Laskach archiwum. W tym ważnym dla Prymasa Tysiąclecia miejscu, na skraju Puszczy Kampinoskiej pozostały tylko budynki, gdzie niegdyś mieszkał i działał.

Powstanie w Laskach

Powstały w 1922 r. z inicjatywy s. Róży Czackiej zakład stał się w czasie okupacji ośrodkiem pomocy także dla partyzantów. Szukali tu pomocy nocą, w dzień zajeżdżało gestapo, tropiąc poszukiwanych. Jeden z budynków - jak opisuje Ewa Czaczkowska, biografka Prymasa Tysiąclecia - zajmowali niemieccy żandarmi, a w innych, pod ich bokiem, ukrywali się uciekinierzy. W ośrodku produkowano miny dla partyzantów, prowadzono nasłuch radiowy.
Ks. Stefan Wyszyński bywał w Laskach już wcześniej: w 1926 r. przywiózł go po raz pierwszy ks. Władysław Korniłowicz, kapelan ośrodka, uważany przez ks. Wyszyńskiego za ojca duchowego. W 1942 r. ks. Wyszyński trafił tu spod Zamościa, skąd musiał uciekać poszukiwany przez nazistów.
Gdy wiosną 1944 r. ks. Wyszyński został kapelanem AK, przyjął pseudonim Radwan III. - Sam przyjmowałem od niego przysięgę i zlecałem zadania do wykonania - wspominał po latach ks. Jerzy Baszkiewicz, naczelny kapelan kampinoskiej AK. Późniejszy Prymas nie brał udziału w akcjach bojowych. - Może dlatego, że miałem do dyspozycji jeszcze pięciu innych kapelanów - mówił ks. Baszkiewicz.
Kiedy jednak akowcy szli do akcji, ks. Wyszyński w ich intencji prowadził nocne adoracje Najświętszego Sakramentu.

Na front do Matki Bożej

W przeddzień wybuchu powstania ks. Wyszyński poświęcił szpitalik, do którego za chwilę trafili ranni. Odtąd, przez całe powstanie sprawował opiekę duchową nad rannymi powstańcami. Odprawiał Msze św., spowiadał, rozgrzeszał, przygotowywał na śmierć. - Ranni wszystkie swoje pragnienia zawierzali księdzu profesorowi, prosili nawet, żeby był przy ich operacjach - mówiła s. Róża Szewczuk.
Operacje przeprowadzane przez dr. Kazimierza Cebertowicza trwały niekiedy dzień i noc. „Nieraz całymi godzinami wystawaliśmy z lekarzami przy tych, którzy nie bali się kul, ale bali się lancetu lekarskiego” - wspominał po latach Prymas. Wielokrotnie wspominał też młodych powstańców - Janka, szesnastolatka z Wileńszczyzny, który umierając śpiewał pieśni maryjne, albo dziewiętnastoletniego Zdzisia, który po ciężkim postrzale w brzuch „poszedł na front do Matki Bożej”. Mjr Józef Krzyczkowski, „Szymon”, dowódca Grupy Kampinos AK, dorzucił we wspomnieniach m.in. siedemnastoletniego Rysia z przestrzelonym płucem, którym zajął się ks. Wyszyński, widząc bezradność w oczach pielęgniarki.

Prawo do ojczyzny

Temat powstania pojawiał się wielokrotnie w homiliach Prymasa. Powstanie - jak zwraca uwagę Grzegorz Górny, autor opracowania o wojennych losach ks. Wyszyńskiego - zmieniło jego stosunek także do Warszawy. „Od chwili Powstania nie mogę rozstać się z myślą, że po Warszawie trzeba chodzić z wielką czcią - pisał w liście duszpasterskim w 1949 r. - Chodząc po ulicach stolicy, pamiętajmy, że jest to miasto, w którym zginęło 300 tys. warszawian. Najlepsza młodzież obmyła swoją krwią bruki tego miasta. Tak się miłuje. (...) Przez taką miłość zyskuje się prawo do ojczyzny”.
Laski stały się istotną częścią jego życia. Najpierw pociągała go atmosfera miejsca - otwartość na drugiego człowieka oraz praca nad intelektualnym pogłębianiem wiary połączona z franciszkańską prostotą. Potem także wspomnienia wydarzeń wojennych i powstańczych. - Laski na zawsze stały się dla kard. Wyszyńskiego ważnym miejscem. Mieszkał tutaj, a potem bywał niemal do śmierci - mówi Maria Bryzgalska, warszawska przewodniczka.
- Gdy już tu nie mieszkał, to przywoził tu gości jak do swojego domu. Odbywał tu ważne rozmowy, m.in. z posłami koła „Znak” - mówi s. Rut. Niepozorny, parterowy domek, stylizowany na starą chłopską chatkę, a dobudowany do kaplicy, w którym Prymas prowadził rozmowy, stoi do dziś. Przyjeżdżał też na cmentarz w Laskach, gdzie spoczywa ks. Korniłowicz. - Czasami o tych wizytach nikt nie wiedział. Samochód zatrzymywał się w lesie, a potem odjeżdżał. Innym razem Prymas przed odjazdem odwiedzał siostry - dodaje s. Rut.

Ślady po Prymasie

Materialnych śladów pobytu przyszłego prymasa Polski w Laskach nie ma wiele. Pozostały budynki, gdzie mieszkał. A także anegdotki. Podobno pewnego razu, gdy Niemcy nie znaleźli ks. Wyszyńskiego gdzie indziej, przyjechali do Lasek. Ksiądz był na spacerze. Poszukujący trafili na kapłana, ale nie wiedzieli, jak wygląda, więc spytali, gdzie mieszka prof. Wyszyński. Ten bez namysłu wskazał im dom, gdzie mieszkał, i poszedł w drugą stronę.
Ks. Stefan Wyszyński mieszkał w Laskach w trzech miejscach. - W czasie wojny w tzw. hoteliku i w drewnianym domku dziś zajmowanym przez nauczycieli z Zakładu - mówi s. Rut, archiwistka. - Po wojnie zatrzymywał się w tzw. bibliotece domu rekolekcyjnego - w pokojach, gdzie wcześniej mieszkał ks. Korniłowicz.
Do dziś stoją budynki, gdzie mieścił się szpital powstańczy, kaplica, w której ks. Wyszyński najczęściej odprawiał Msze św. W niezbyt efektownym „hoteliku” można wskazać okno należące do pokoju, który zajmował. Drewniany domek nieopodal kaplicy nie jest już dziś drewniany, przemurowano go. W dawnym pokoju ks. Korniłowicza nie ma śladu po ks. Wyszyńskim, ale są rzeczy, fotografie, książki należące niegdyś do jego ojca duchowego. W Laskach Prymas Tysiąclecia jest przede wszystkim w ludzkich myślach i we wspomnieniach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olga Tokarczuk odbierze literackiego Nobla

2019-12-10 09:29

wpolityce.pl

We wtorek po południu laureatka literackiego Nobla Olga Tokarczuk - piąta polska noblistka w dziedzinie literatury - odbierze w Sztokholmie dyplom oraz złoty medal z rąk króla Karola XVI Gustawa.

wikipedia.org

10 grudnia przypada rocznica śmierci Alfreda Nobla - tradycyjnie właśnie tego dnia odbywa się kulminacja Tygodnia Noblowskiego. Rano władze Fundacji Noblowskiej złożą wieniec na grobie swojego fundatora, a wszyscy tegoroczni nobliści zgromadzą się w sztokholmskiej filharmonii, gdzie odbędzie się próba generalna ceremonii, tym ważniejsza, że w tym roku nagrodę odbierze aż 14 laureatów. Każdy szczegół musi być perfekcyjnie opanowany przez wszystkich uczestników.

Uroczystości rozpoczną się o godzinie 16 w sztokholmskiej filharmonii, na widowni której zasiądzie 1560 gości - artystów i polityków, dziennikarzy, naukowców, osoby zaproszone przez noblistów. Pierwsze rzędy widowni zarezerwowane są dla rodzin laureatów, członków szwedzkiego rządu i parlamentu. Na samej scenie umiejscowionych będzie 90 miejsc, gdzie zasiądą członkowie Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk, Akademii Szwedzkiej, zarząd Fundacji Noblowskiej oraz laureaci z poprzednich lat. Naprzeciw nich, także na scenie, zasiądą tegoroczni laureaci oraz członkowie szwedzkiej rodziny królewskiej: król Karol XVI Gustaw z królową Sylwia, następczyni tronu księżniczka Wiktoria oraz książę Daniel.

Filharmonię Sztokholmską zaprojektował w latach dwudziestych XX wieku Ivar Tengbom wzorując się na świątyniach antyku. Przyświecała mu idea, aby „wznieść grecką świątynię w pobliżu koła polarnego”. Dominujące barwy Sali Wielkiej to czerwień, ciepły brąz i złoto. Tengbom zaprojektował ją tak, aby przypominała dziedziniec pałacowy otoczony portykiem.

Według programu najpierw zabierze głos prezes Fundacji Noblowskiej prof. Carl-Henrik Heldin, a następnie przedstawiciele komitetów noblowskich będą wygłaszać laudacje na cześć laureatów. O zasługach Olgi Tokarczuk opowie Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej.

Tokarczuk wyjdzie jako dziesiąty noblista. Ceremoniał ma związek z kolejnością dziedzin nagrody zapisanych w testamencie Nobla, a nagrodę z fizyki czy medycyny dzieli aż po trzech naukowców. Polska pisarka odbierze nagrodę - wykonany ze złota medal (przekazywany jest w etui) i kaligrafowany dyplom z rąk króla Szwecji Karola XVI Gustawa. Przy odbiorze nagrody każdy z laureatów wykona trzykrotny ukłon, który nobliści ćwiczą przed ceremonią.

To moment, w którym Wisławie Szymborskiej w 1996 roku udało się pierwszy raz naruszyć etykietę. Elżbieta Sawicka wspomina w artykule na Culture.pl:

Zgodnie z ceremoniałem powinna była ukłonić się trzykrotnie. Nie wypadło to jednak dokładnie tak jak na próbie. Poetka kłania się jednocześnie wszystkim w pełnym uroku geście zakłopotania. Otrzymuje burzliwe oklaski. W tym samym momencie w pierwszych rzędach parteru, tam gdzie siedzi część Orszaku, rozlega się straszliwy śmiech, który każe podejrzewać, że gdzieś w filharmonii ukrył się Roland Topor. Na szczęście miłosiernie tłumią ten wybuch dźwięki muzyki Mozarta.

Nagroda pieniężna wynosząca 9 mln koron zostanie przekazana w innym terminie. Temu służyć będą indywidualne wizyty noblistów w siedzibie Fundacji Noblowskiej w Sztokholmie.

Zarówno na ceremonii wręczenia Nobli jak i na bankiecie obowiązują stroje galowe. Panie powinny wystąpić w długich sukniach wieczorowych, mężczyźni - we frakach, białych koszulach i białych muszkach. Sala filharmonii sztokholmskiej i ratusza, gdzie odbywa się bankiet, ozdabiania jest kwiatami przysyłanymi w darze przez włoskie miasto San Remo, gdzie spędził ostatnie lata życia i zmarł Alfred Nobel. Tradycja ta sięga 1905 roku. Na tegoroczne uroczystości zamówiono ponad 25 tys. kwiatów. Są to żółte, kremowe i morelowe róże, goździki i chryzantemy, białe orchidee, różne odmiany asparagusów. Kwiatowa ściana na scenie filharmonii o powierzchni 15 metrów wykonana zostanie z ponad 10 tys. białych kwiatów.

Oprawę muzyczną ceremonii zapewni Szwedzka Królewska Orkiestra Symfoniczna pod batutą Dawida Bjorkmana. Jako solistka wystąpi sopranistka Sofie Asplund. Wykonane zostaną m.in. utwory Edwarda Edgara, Charlesa Gounoda i Jeana Sibeliusa.

W tym roku ceremonia ma przebiegać w szybkim tempie. Ma to związek z rekordową liczbą noblistów, jest ich aż 14. Piętnasty laureat Pokojowej Nagrody Nobla, odbierze swoje wyróżnienie w tym samym dniu w Oslo. Uroczystość w filharmonii zakończy się odegraniem hymnu narodowego Szwecji, a zebrani udadzą się na bankiet noblowski w sztokholmskim ratuszu.

Najbardziej snobistyczna impreza w Szwecji, przedmiot westchnień i pożądań wielu jej mieszkańców. Odbywa się w Ratuszu, który stoi na Wyspie Królewskiej - Kungsholmen. Imponujące rozmiarami gmaszysko, zbudowane w roku 1933 z ciemnoczerwonej, ręcznie wyrabianej cegły, stanowi przedziwną mieszankę stylów, połączenie średniowiecza z renesansem i Bóg wie, z czym jeszcze. Bardzo pojemne - bez trudu mieści w ogromnej Sali Błękitnej 1250 gości

—pisze Sawicka.

Za menu odpowiadają w tym roku Sebastian Gibrant oraz Daniel Roos (desery). Utrzymywane do ostatniej chwili menu często zawiera dziczyznę i inne elementy kuchni nordyckiej, w tym płody runa leśnego. Goście mają możliwość zamówienia potraw wegetariańskich.

65 stołów ustawionych w Sali Błękitnej sztokholmskiego ratusza przykrytych zostanie 500 metrami lnianych obrusów i nakrytych cenną, porcelanową zastawą. Tematem tegorocznej dekoracji kwietniu stołów i sali mają być „interakcje pomiędzy człowiekiem a naturą”. Dekoracja stołu dla gości honorowych ma być inspirowana letnią łąką w pełnym rozkwicie.

Program trzygodzinnego bankietu jest ustalony bardzo precyzyjnie i obowiązuje ceremoniał dworski. Możliwości jego naruszenia są wprost nieograniczone. Generalnie nie powinno się robić niczego, czego nie robi król - to on rozpoczyna bankiet i kolejne dania. W historii noblowskich bankietów zapisała się Wisława Szymborska, która tak bardzo chciała zapalić papierosa, że udało się jej namówić króla na wspólnego „dymka”. Olga Tokarczuk, którą fotografowie notorycznie przyłapują na papierosie przed Grand Hotelem, też ma w tym roku szansę na naruszenie ceremoniału.

Podczas bankietu tegoroczni laureaci wygłoszą krótkie przemowy - podziękowania. Olga Tokarczuk zabierze głos jako czwarta.

Olga Tokarczuk będzie miała wiele okazji, aby porozmawiać z królem o ekologii

==mówi PAP Annika Pontikis z Fundacji Noblowskiej. Oboje zasiądą przy stole honorowym podczas bankietu, przeznaczonym dla rodziny królewskiej oraz noblistów. Taka rozmowa, jeżeli do niej dojdzie, może być bardzo interesująca, ponieważ król jest zapalonym myśliwym. Władca Szwecji przewodzi elitarnemu królewskiemu klubowi myśliwskiemu, do którego należą jedynie wpływowi mężczyźni. Noblistka jest za to wegetarianką oraz przeciwniczką zabijania zwierząt. Temu zagadnieniu pisarka poświęca książkę „Prowadź pług…”.

Bankiet noblowski zakończy się ok. godziny 23. Po części oficjalnej w Sali Złotej na piętrze przewidziane są tańce.

10 grudnia jest obchodzony w Szwecji jako Dzień Nobla. Nie jest to dzień wolny pracy, ale mimo to wielu Szwedów organizuje wieczorami małe przyjęcia, a rodziny wspólnie oglądają relację telewizyjną z bankietu. Komentowane są wytworne stroje pań, wystrój sali oraz menu. Muzeum Nagrody Nobla zaprasza na darmowe zwiedzanie. W muzealnej kawiarni można tego dnia zamówić dania wzorowane na noblowskim menu z lat poprzednich. Dla mieszkańców Sztokholmu 10 grudnia oznacza także zamknięte dla ruchu centrum miasta oraz ogromne korki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem