Reklama

Silnej wiary trzeba

Niedziela kielecka 17/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W świecie, który coraz bardziej staje się obojętny na słowo Dobrej Nowiny, pójście za Jezusem nie jest zbyt popularne. Człowiek raczej woli życie wygodne, z honorami i sławą, aniżeli życie pełne ofiar i upokorzeń. Jednakże wśród tych ciemniejszych stron obserwujemy także szukanie wyraźnej drogi prawdy i Tego, który odpowie nam na dręczące pytania, pokaże drogę do światła i powie, po co żyjemy.
Ewangelia dzisiejszej niedzieli jest fragmentem mowy pożegnalnej Chrystusa. Po wyjściu Judasza z Wieczernika Jezus kieruje wzruszające słowa do Apostołów. Już za kilkanaście godzin na krzyżu wszystko się wypełni. Uczniowie są zaskoczeni całym biegiem wydarzeń. Według ich myśli wszystkie marzenia i plany o zaszczytach i władzy, a także nadzieje o królestwie legną w gruzach. Nie takiego mesjasza sobie wyobrażali. I właśnie teraz Pan uspokaja zalęknionych Apostołów. Najpierw ich umacnia, by nie zwątpili: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie” (J 14, 1). Jezus umacnia wiarę Kościoła. Robi to, co dla uczniów jest najlepsze. A później zapowiada swoje odejście: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14, 2). Uczniowie przerażeni tak odległym celem pytają o drogę. I oto miejsce w domu Ojca jest zapewnione i droga pewna. Jest nią sam Chrystus, nie ma innej. Jest On jeszcze czymś więcej - celem, bo Ojciec, do którego prowadzi droga jest w Nim, jeśli ktoś postrzega Jezusa jako Tego, kim On naprawdę jest. Wystarczy tylko wiara, tutaj nie ma miejsca na lęk i zwątpienie.
Jezus jest drogą ku Ojcu, bo daje nam do Niego dostęp, czyni nas uczestnikami Boskiego życia. To On jest doskonałym Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, gdyż żyje życiem Bożym i należy do świata ludzkiego. To w Nim, który jest Słowem Bożym, przemawia do świata Bóg Ojciec i dokonuje w Nim dzieł - cudów, które powinny wzbudzić wiarę w to, że Ojciec jest w Synu, a Syn w Ojcu. Chrystus odchodzi od swoich uczniów po to, aby „przygotować im miejsce” trwałe w obecności Ojca. Odchodzi, aby nam przygotować drogę ku wiecznemu życiu. On przeszedł przez bramę śmierci do życia. Kto za Nim idzie - już tu na ziemi ma radość Bożą i prawdziwą wolność.
Słowa nadziei i pokrzepienia Jezus kieruje także do nas: „Niech się nie trwoży serce wasze”. Nie są to słowa złudnej pociechy. „Wierzcie w Boga” - to jest nasza gwarancja, właśnie wiara. To jest nasze światło, które pozwala dostrzec właściwą drogę i cel. Dziś wielu może wątpić, bo wydaje się im, że chrześcijaństwo przegrało, nie opłaca się iść za Jezusem według ludzkiej rachuby, nie warto Mu wierzyć. A jednak bez wiary człowiek nie odpowie na najważniejsze życiowe pytania i zagadnienia, nie rozwiąże problemu i sensu ludzkiego życia. Dla wielu świat jest wtedy jedną wielką zagadką. Człowiek tracąc wiarę znajduje się w sytuacji bezradności i zagubienia, jest pozostawiony sam sobie. Tylko wiarą można rozpoznać obecność Syna w Ojcu, a Ojca w Synu. Najpierw jednak należy wierzyć Synowi, który objawia nam Ojca.
Trzeba wytrwale i z wiarą prosić, by Pan dopomógł nam w naszych problemach i bezradności. Silnej wiary nie złamią niepowodzenia i nieszczęścia, jakie przynosi życie. To ona wszystko potrafi pokonać. Z jej pomocą Zbawiciel, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, da nam gwarancję udziału w swoim zwycięstwie. Nie pozostawi nas, lecz będzie mieszkał u nas wraz z Ojcem, jeśli tylko przyjmiemy Go i zaprosimy do swego życia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzeba zacząć słuchać

Rozważanie do Ewangelii Łk 10, 1-12

Czytania liturgiczne na 1 października 2026;
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Wałbrzych. Ostatnia prosta przed święceniami

2026-10-01 20:00

[ TEMATY ]

diakonat stały

Janusz Radziszewski

Diecezjalny Ośrodek Formacyjny w Opolu

Janusz Radziszewski podczas uroczystego wyznania wiary przed święceniami diakonatu stałego.

Janusz Radziszewski podczas uroczystego wyznania wiary przed święceniami diakonatu stałego.

Już tylko kilka dni dzieli Janusza Radziszewskiego od święceń diakonatu stałego. 1 października w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego kandydat złożył wymagane przed święceniami wyznanie wiary i przysięgę.

To kolejna, a zarazem jedna z ostatnich stacji na drodze Janusza Radziszewskiego do diakonatu stałego. W czwartek 1 października podczas liturgii w wałbrzyskiej parafii na Podzamczu złożył on uroczyste wyznanie wiary oraz przysięgę przewidziane dla kandydata przygotowującego się do przyjęcia święceń.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję