Reklama

O swoim życiu opowiada kard. Henryk Gulbinowicz (2)

Kapłaństwo i biskupstwo

Z okazji potrójnego jubileuszu - 55-lecia kapłaństwa, 35-lecia biskupstwa i 20-lecia godności kardynalskiej - przywołujemy wspomnienia Księdza Kardynała o okolicznościach wstąpienia do Seminarium wileńskiego i przyjęcia sakry biskupiej.

Niedziela dolnośląska 25/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rok 1944 - Wilno - seminarium

W Wilnie nie było w czasie okupacji żadnych zakonów męskich o tak surowej regule, jaką sobie wymarzyłem. Najbardziej surową regułę mieli karmelici w Ostrej Bramie, ale oni byli w rozproszeniu, nie mieli nowicjatu, więc nie przyjmowali. O. Ignacy, który był moim spowiednikiem, jak mu wyznałem, że chcę wstąpić do zakonu o surowej regule, powiedział: „Poczekaj, jeszcze jesteś taki zielony, jeszcze możesz wszystko rozmaicie przemyśleć...”.
Decyzja o wstąpieniu do seminarium zapadła w 1944 r. W tym czasie przyszło ze Wschodu wyzwolenie, niespodziewanie, przyniosła je Armia Radziecka. W lipcu 1944 r. w okolicy stawów (moi rodzice mieli stawy rybne) spotkałem żołnierza. Łamaną polszczyzną powiedział „Dzień dobry”. Zapytałem go, czy to już są u nas wojska sowieckie. Powiedział, że tak. Moje drugie pytanie było, czy Niemcy są już z tego terenu usunięci, i on też potwierdził. I tak się dowiedziałem, że już nie ma Niemców, a Wileńszczyzna znalazła się pod nową okupacją - sowiecką.
Łapano wtedy chłopców i wysyłano pod Berlin. W domu zastanawiano się więc: gdzie ty pójdziesz, co z tobą zrobić, co z tobą będzie, mogą cię wcielić do wojska, mogą cię zabrać pod Berlin - tak się mówiło wtedy: pod Berlin. Moi rodzice byli ludźmi bardzo praktycznymi, utrzymywali kontakty z miejscowym duchowieństwem. I zdaje się, że ks. Barwicki powiedział wtedy do moich rodziców: „No tak, on chce do tego klasztoru, ale nim to nastąpi, lepiej niech pójdzie do seminarium, bo jeszcze się rozmyśli i nic z tego nie będzie”.
Ks. Barwiński dał mi testimonium moralitate, zaświadczenie o moralności, metrykę, miałem jeszcze na kompletach nieskończoną maturę, więc zabrałem ze sobą odpowiednie zaświadczenia, i w harcerskim mundurze (żeby wyglądać na takiego młodego „chłoptysia”) pojechałem do Wilna, do rektora Seminarium. Był to człowiek uroczy - z bardzo swoistym i bardzo pięknym dowcipem, a nazywał się ks. prał. Jan Uszyłło.
Spotkałem go przy parafii św. Jakuba, bo seminarium było wówczas zajęte na lazaret wojenny. Wyszedł do mnie wysoki prawie na dwa metry mężczyzna, o dobrze zbudowanej sylwetce: Miał takie powiedzonko: „ot, mianowicie” i zapytał mnie: „Czego ty tu chciałeś?”. Odpowiedziałem: „Proszę Księdza Rektora, ja chciałem do seminarium”. Abp Jałbrzykowski ogłosił wtedy komunikatem przesłanym do księży proboszczów, oczywiście in modo secreto, że już rozpoczyna się praca Seminarium i żeby zebrać tych kleryków, którzy jeszcze gdzieś w terenie egzystowali w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej. Ks. Uszyłło popatrzył na mnie - pamiętam to wyraźnie - i powiedział: „Ot, mianowicie, perepyciu, kto ciebie wie... Ty w takich krótkich majtkach przyszedł...” - a to były harcerskie spodenki. Przeglądnął moje papiery i powiedział: „No zobaczymy, przyjedź na 10 października”. I tak 10 października 1944 r. rozpoczęły się moje studia w Arcybiskupim Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Wilnie, w warunkach wojennych, ale bardzo ciekawych.

Rok 1970 - Olsztyn - jak zaczęła się posługa biskupia

Jakie były mechanizmy, które spowodowały, że w roku 1970 Paweł VI podniósł mnie do godności administratora apostolskiego z sakrą biskupią - nie bardzo wiem, to są sekrety Stolicy Apostolskiej. Wiadomo, że wtedy misję nuncjusza apostolskiego miał w swojej kompetencji kard. Stefan Wyszyński. Ja pełniłem wówczas funkcję rektora WSD „Hosianum” w Olsztynie. Parokrotnie był tam kard. Wyszyński, obserwował pewnie... Pamiętam, że byłem poddany - tak się domyślam teraz, po czasie - takiemu egzaminowi. Mianowicie ni z tego, ni z owego zostałem zaproszony na śniadanie z Jego Eminencją przez nieżyjącego już bp. Wilczyńskiego. Temu biskupowi olsztyńskiemu bardzo wiele zawdzięczam, bo to on wyłuskał mnie z Białegostoku, z duszpasterstwa akademickiego, i powierzył mi funkcję rektora Seminarium. Bp Wilczyński, zapraszając mnie na to śniadanie, był zdziwiony, bo nikt z grona profesorskiego nie był zapraszany na prywatne śniadania do Prymasa, a ja tam się znalazłem. Jako człowiek dobrze wychowany, starałem się Kardynałowi usłużyć, ale on powiada do mnie: „Proszę się nie fatygować, wszystko jest dostępne, potrafimy sobie sami dać radę”. Posłuchałem. I podobno to zrobiło dobre wrażenie.
Prymas wezwał mnie na 8 stycznia. Byłem wtedy na Białostocczyźnie, był to okres Bożego Narodzenia. Cóż było robić? - Trzeba było przerwać świętowanie i wrócić do Olsztyna, a stamtąd do Warszawy. A taka była zamieć wtedy, taka nawałnica, że pociąg pośpieszny, który o 6 rano wyjechał z Olsztyna, i o 10 z minutami miał być w Warszawie, na miejsce dotarł dopiero o 15, a ja już o 16 miałem być na Miodowej u Księdza Prymasa.
Zjawiłem się tam i - była bardzo śmieszna sytuacja: brat, który pracował na furcie, pyta mnie: - A wielebny do kogo? - Mam tu wezwanie do Księdza Prymasa - mówię. - A jak wielebnego nazwisko? - pyta. - Gulbinowicz - mówię. - Aha! Idzie więc ów brat na piętro i po drodze powtarza: Gulbinowicz, Gulbinowicz, Gulbinowicz... Wreszcie spotyka go na górze sekretarz Prymasa, i pyta: A brat tu w jakiej sprawie? A on mówi: - A przyszedł ksiądz do Księdza Prymasa, ale ja nazwiska zapomniałem.
Zawołano mnie. Wyszedł Prymas, jak to on: Le Grand Monsieur, wskazał, żeby iść do gabinetu. Ja się cofnąłem, by go przepuścić, jak to jest w zwyczaju, ale on nie! - Proszę - mówi. Wiedziałem już, że trzeba słuchać, więc wszedłem pierwszy. Usiadłem na krzesełeczku, a tam - ogromny stół, a papierów...! To było zaraz po świętach Bożego Narodzenia, więc jedno Dzieciątko Jezus, drugie Dzieciątko Jezus... pięknie to wszystko wyglądało. Popatrzył na mnie i mówi: „Mam mandat, żeby przeprowadzić z księdzem kanoniczną rozmowę - Ojciec Święty proponuje wakującą stolicę w Białymstoku, żeby Ksiądz był tam rządcą”. I patrzy na mnie.
Zaskoczony byłem, bo jak dostałem to wezwanie, pomyślałem sobie: przygotowaliśmy w Seminarium w Olsztynie program praktyk dla młodzieży duchownej na wakacje, który był bardzo awangardowy jak na owe czasy. Być może za bardzo awangardowy i Ksiądz Prymas wezwał mnie tu, żeby „mnie zrugać”?
Ale okazało się, że miał oznajmić mi wolę Ojca Świętego.
Zapytał, czy chcę iść do kaplicy, żeby się pomodlić. Później zapytał: „Czy ksiądz wyraża swoją zgodę na propozycję Ojca Świętego?” Ja wtedy - pamiętam - tak popatrzyłem z wielkim zaufaniem w twarz Księdza Prymasa i powiedziałem: „Jeżeli Ksiądz Prymas mi pomoże, jeżeli zawsze będę mógł przyjść poradzić się, jak będę miał trudności, to się zgadzam”. Wstał, uścisnął mnie - chyba pierwszy raz miał mnie w ramionach... tak, taki kardynalski uścisk... I poprosiłem o błogosławieństwo - tak nakazuje ceremoniał liturgiczny.
Po tym ustaliliśmy, kiedy będzie konsekracja i kiedy mam przejąć archidiecezję wileńską z siedzibą w Białymstoku.
Biskup nominat ma przywilej wybrać sobie herb i hasło swojego posługiwania. Ja się zastanawiałem i wiedziałem - jako wykładowca młodzieży - że trzeba bardzo dużo cierpliwości i miłości, żeby zrozumieć drugiego człowieka, żeby go ocenić. Stąd wybrałem patientia - cierpliwość i caritas - miłość, żeby moje postępowanie jako biskupa cechowały te właśnie dwie rzeczy. Ale to nie jest łatwe.

Dziękujemy Katolickiemu Radiu Rodzina za udostępnienie zapisu dźwiękowego audycji z udziałem kard. Henryka Gulbinowicza, na podstawie której został opracowany powyższy tekst.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: tylko serca pełne pokoju budują sprawiedliwy i trwały pokój

2026-02-24 16:32

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Nieznany dotąd wstęp Leona XIV do książki „Peace Be with You!”, wydanej przez HarperCollins, ukazuje pokój jako „dar i zobowiązanie” i „jedną z wielkich kwestii naszych czasów”. Od 24 lutego publikacja jest dostępna w Stanach Zjednoczonych i innych krajach anglojęzycznych jako angielska wersja książki „E pace sia!”, ogłoszonej w sierpniu 2025 r. przez Libreria Editrice Vaticana. Książka ukazała się po polsku nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu pod tytułem „Pokój wam!”.

We wstępie Papież Leon XIV podejmuje refleksję nad pokojem jako rzeczywistością o podwójnym wymiarze: „zarówno dar, jak i zobowiązanie”. Pokój jest - jak pisze - „darem od Boga budowanym przez mężczyzn i kobiety na przestrzeni wieków”, ale równocześnie zadaniem powierzonym ludzkiej odpowiedzialności.
CZYTAJ DALEJ

Twórcy filmu "Najświętsze Serce": szatan nie chciał tego filmu

2026-02-18 15:50

[ TEMATY ]

film

Najświętsze Serce Pana Jezusa

Najświętsze Serce

Materiały promocyjne filmu Najświętsze Serce

Film Najświętsze Serce (Sacré Coeur)

Film Najświętsze Serce (Sacré Coeur)

Na ekrany polskich kin wchodzi film, który – jak mówią reżyserzy - obudził Francję. „Najświętsze Serce” to opowieść o miłości Boga, która ma być odpowiedzią na przemoc, samotność i duchowe zagubienie współczesnego świata. W rozmowie z Vatican News reżyserzy i scenarzyści Sabrina i Steven Gunnell mówią o modlitwie, znakach i duchowej walce towarzyszącej powstawaniu filmu.

Impulsem do realizacji obrazu była rodzinna pielgrzymka do sanktuarium Notre-Dame du Laus na południu Francji w sierpniu 2023 roku. „Inspiracja przyszła tak naprawdę z nieba, od Opatrzności Bożej” – mówi Sabrina Gunnell. Słuchając świadectw, odkryli, że Najświętsze Serce Pana Jezusa było obecne w ich historii „od samego początku”.
CZYTAJ DALEJ

Ania Golędzinowska: Pustka w sercu glamour. Od kariery modelki do opętania i egzorcyzmów

2026-02-24 21:34

[ TEMATY ]

Ania Golędzinowska

Mat.prasowa/Esprit

Ania Golędzinowska

Ania Golędzinowska

Żyła w blasku fleszy. Mediolan był sceną jej kariery: czerwone dywany, okładki gazet, narzeczony – siostrzeniec Berlusconiego. A jednak za pozorem sukcesu kryła się samotność, której nie goił żaden aplauz. Zanim trafiła do świata mody, Ania Golędzinowska padła ofiarą handlu ludźmi – uwięziona, zmuszana do pracy w nocnym klubie, upokorzona. Uciekła. Lecz prawdziwe wyzwolenie przyszło dopiero później.

O Medjugorje usłyszała od jednego z dziennikarzy. Pojechała na pielgrzymkę z ciekawości, ale też z nadzieją, i wtedy zaczęło się coś, czego nie sposób było zignorować: bluźniercze głosy, niewidzialny opór, nocne zmagania.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję