Reklama

Bez moralizowania

- Mój kolega z pracy, który od kilku dobrych lat nie był w kościele, bardzo przeżywał chorobę matki. Kiedyś zaproponowałam mu wspólną modlitwę po pracy. Akurat tego dnia trafiliśmy na popołudniową Mszę św. Uczestniczyło w niej zaledwie kilka starszych pań. Zdziwiłam się strasznie, gdy ksiądz rozpoczął kazanie i to jakie... - tak Agnieszka Sosińska, pracownik działu PR jednej z warszawskich firm, rozpoczyna relacje z kazania, którego, choćby chciała, nie potrafi zapomnieć. Na początku usłyszeliśmy, że „na bezeceńskie filmy szkoda prądu”, później ksiądz przeszedł do omawiania „szatańskich, politycznych zagrywek”, żadnego nawiązania do czytań. Kątem oka obserwowałam Marcina. Na początku wyglądał na przerażonego, później nieco rozbawionego, a na końcu - pomimo moich poszturchiwań - przysnął. Kazanie trwało pół godziny z zegarkiem w ręku. Po wyjściu z kościoła, mój kolega całość skomentował krótko: „Wiesz, tutaj się nic od lat nie zmieniło”. Niestety, w kontekście przeżyć z ostatniej godziny, nie były to pozytywne słowa.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

„Na ogół słuchacze nie dają specjalnych znaków, że kazanie im się nie podoba. Mam wrażenie, że wiedzą bowiem, że nawet ze słabego kazania można nauczyć się przynajmniej cierpliwości.

Miecz o dwu ostrzach

Reklama

Nie oszukujmy się, nawet najlepsi kaznodzieje mogą wygrywać, trudne dla ucha, dźwięki na klawikordzie homiletyki. Ważne - jak twierdzą znawcy gatunku - aby w porę te praktyki ukrócić. - Zawsze dziwiłem się niektórym księżom, że używają negatywnych przykładów. Narzekają w homiliach. Malują apokaliptyczne wizje - staram się tego unikać - zwierza się ks. Stanisław Jurczuk, prezes Stowarzyszenia Niepełnosprawnych Archidiecezji Warszawskiej, który z racji pełnionej funkcji wielokrotnie starał się mówić pogodnie o cierpieniu w swoich kazaniach. Ale są rzeczy, na które nie może patrzyć spokojnie: - Tragedią jest, gdy widzę, że ktoś patrzy na zegarek na moim kazaniu. Wtedy je skracam, choćbym miał jeszcze zaplanowanych kilka ciekawych punktów - zapewnia.
Według ks. Jana Sochonia - poety, krytyka literackiego - odbiór kazania zależy od wielu czynników, pochodzących tak ze strony mówiącego, jak i samych wiernych. - Na ogół słuchacze podczas liturgii nie dają specjalnych znaków, że kazanie im się nie podoba. Mam wrażenie, że wierni wiedzą bowiem, że nawet ze słabego kazania (ale co to znaczy: słabe kazanie?) można nauczyć się przynajmniej cierpliwości. A nadto, oczekiwania są tak „szerokie”, że poszczególne wypowiedzi księży różnie bywają odbierane, od pochwał do ostrej krytyki. Trzeba pamiętać, że każdy odbiorca jest inaczej „nastrojony” i ma odmienne homiletyczne preferencje. Zatem kazanie to miecz o dwu ostrzach. Trafia zarówno w księdza jak i w słuchacza - mówi ks. Sochoń.

Problemy z „lądowaniem”

Reklama

Jak zostać dobrym kaznodzieją? - zadają sobie pytanie alumni. Z pomocą przychodzą starsi. Ks. Witold Sokołowski SJ duszpasterz wspólnoty francuskojęzycznej, wykładowca na PWT, radzi przyszłym kapłanom: - W zwyczajnym przepowiadaniu wystarczy 8-10 minut, z reguły po tym ludzie już niewiele słyszą. Należy wystrzegać się jak ognia teologiczno-mistycznego żargonu i niezrozumiałego dla wiernych pustosłowia, aby „recenzja” z kazania nie przypominała dialogu: „No i jak mówił? Pięknie mówił, ale co mówił, tego nie mówił”. Nie polecam sięgania po stare „niedźwiedzie” - teksty wygłoszone już kiedyś w innych okolicznościach. W dobrym kazaniu wystarczą dwie, trzy główne myśli. Przynoszą one większe korzyści niż treściowa „studnia bez dna” i problemy z „lądowaniem”, czyli zakończeniem.
Podobnie ks. Jarosław Ropel w artykule Przecież na eucharystię chodzi konkretny człowiek, deklaruje: - Parę lat temu wyrzuciłem wszystkie książki z kazaniami. Powinni ich zabronić, podobnie jak streszczeń lektur szkolnych. Jeśli nie jestem w stanie w oparciu o konkretne doświadczenie swoich zmagań, trudności czy zachwytów - przekazać ludziom Dobrej Nowiny, to nie ma się co dziwić, że oni już nie słuchają. Moralizmów nie można słuchać bez końca. Gdyby na Mszy przeczytać kawałek gazety, ludzie może powiedzą na koniec: Bogu niech będą dzięki. Nie polecam jednak, szczególnie młodszym księżom, tego sprawdzać.
- Najważniejsze to czytać, czytać i jeszcze raz czytać - radzi ks. prał. Zygmunt Malacki, który po cichu przyznaje, że do niektórych kazań, które - jak się później okazało - zostały bardzo dobrze przyjęte, nie był przygotowany. - Pomagała mi wtedy krótka modlitwa do Ducha Świętego tuż przed homilią. Ale wyjątki nie powinny stać się regułą - przypomina.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Migracje w poszukiwaniu kazań

Reklama

Potrzebę zmiany stylu homiletycznego współczesnych kazań dostrzegają niektórzy księża i analizują: - Ostatnimi laty zmieniła się dość wyraźnie struktura kazań - ocenia ks. Jan Sochoń. Mniej są nacechowane wymiarem dogmatycznym i doktrynalnym. Nabrały natomiast większej barwy, by tak powiedzieć egzystencjalnej. Księża, na ogół, stronią od nauki Kościoła (co brzmi paradoksalnie), częściej odwołując się do życia społecznego. Ich mówienie nabrało też wymiaru interwencyjnego, będąc często reakcją na bolączki życia społecznego. Wiele jeszcze pracy przed nami.
W stolicy ci, którzy nie są zadowoleni z kazań głoszonych we własnych parafiach, co niedziela migrują w poszukiwaniu słowa dla siebie. Szczególnie dużą popularnością cieszą się kościoły akademickie, na niedzielne kazania „chodzi się” do jezuitów, dominikanów lub częściej w języku symboli pojawiają się enigmatyczne skróty myślowe: „jadę na Służew”, „spotkamy się na Grochowie”.
Czego odbiorcy kazań szukają daleko od własnej parafii?
- Chcę czuć, że ksiądz, który do mnie mówi, jest człowiekiem modlitwy zasłuchanym w Ducha Świętego. To widać po kilku pierwszych zdaniach homilii - ocenia 30-letnia Małgorzata Ferenc, pracownik Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN. Kazania mogą być różne: długie, krótkie. Przemawiają do mnie te, w których spośród wierszy wyłania się przesłanie: Bóg jest Dobrym Ojcem, Miłością. Nie bój się Mu zaufać.
Co ciekawe, sami autorzy kazań nie zawsze wiedzą, kiedy słowo, które zasiali, znalazło podatny grunt. Niektórzy podchodzą do tego z pokorą i nie chcą ryzykować pomyłki:
- Absolutnie nie potrafiłbym wskazać swojego najlepszego kazania - twierdzi ks. Piotr Pawlukiewicz. Może się okazać, że za kazanie, które uważałbym za dobre, dostanę kiedyś reprymendę od Pana Boga. A być może to, które oceniłem jako słabe, okaże się wartościowe w oczach Bożych. Zbyt łatwo jest ulec w kaznodziejstwie albo pokusie kokieterii homiletycznej, albo własnemu spojrzeniu na dany problem, albo po prostu spłyceniu sprawy.

Jeśli się nie staniecie jako dzieci

Większość księży deklaruje, że najtrudniejszymi kazaniami, które wymagają z ich strony najwięcej pracy, są homilie dla dzieci. Ale jeżeli już trudna sztuka dialogowania z najmłodszymi parafianami zostanie opanowana, to i rodzice mogą z niej skorzystać.
- Kilka lat temu wikariuszem w mojej parafii na Targówku był ks. Bogusław Kowalski - opowiada Maria Ciosińska. Nigdy nie zapomnę jego homilii do dzieci. Potrafił opowiadać proste historie wykorzystując do tego swój talent aktorski. Czasami z charakterystycznym praskim akcentem, modulując głos, przekonywał do prawd wiary. Później zauważyłam, że na te dziecięce Msze oprócz dzieci i ich rodziców przychodzili wszyscy: młodzież, emeryci. Kościół pękał w szwach. Kazania ks. Bogusia, jako obowiązkowy punkt programu, były później relacjonowane rodzinie i gościom podczas niedzielnych obiadów.
Jeśli talent aktorski homilety nie jest dość widoczny, zawsze można sobie poradzić w inny sposób. - Nasz proboszcz znalazł swój własny sposób na dotarcie do dzieci. Nie wiem jak on to robi, ale zna imiona wszystkich dzieciaków. Razu pewnego, gdy ociągały się z przyjściem pod prezbiterium, głośno zachęcał je słowami: Bo będę wymieniać wszystkie dzieci z imienia i nazwiska i dodam jeszcze, gdzie każde mieszka. W ten sposób złamiemy ustawę o ochronie danych osobowych. Nie zmuszajcie mnie do tego - relacjonuje słowa księdza mieszkanka parafii pw. św. Łukasza na Tarchominie.

Wybieramy najlepszego

Współczesny czytelnik nie powinien okazywać zdziwienia, jeśli w popularnym magazynie o profilu niekoniecznie katolickim, obok ankiety na najpopularniejszego człowieka mediów, ujrzy ranking z pytaniem: Który z księży, twoim zdaniem, głosi najlepsze kazania?
- To nie byłoby wcale takie złe - ocenia ks. Stanisław Jurczuk. I tutaj powinna być zdrowa konkurencja, a średni równać do najlepszych. Dlaczego ludzie mają zadawalać się przeciętnością? Jeśli istnieją kazania lepsze i ładniej podane, to trzeba o nich mówić, a takich homiletów doceniać w ankietach.
Najciekawszymi elementami, wartymi rozważenia w takim rankingu, byłyby zapewne kryteria oceny kandydatów i ich pracy. Bo jak tu można zawyrokować obiektywnie: jakie było kazanie? Czy stwierdzenie: podobało mi się - jest wystarczające? A może zbadać inne kryterium, chociażby to ze starego kawału: Po śmierci zdumiony ksiądz dostrzega, że przed nim do nieba dostał się kierowca autobusu, znany z tego, że nie wylewał za kołnierz: „Dlaczego święty Piotrze on jest w niebie? - pyta kaznodzieja: - Jak on jechał drogą to wszyscy się modlili, a jak ty w kościele mówiłeś kazanie, to wszyscy spali”.
Trudno jest przygotować takie kazanie, które będzie się podobało ludziom, ale przede wszystkim Panu Bogu. I choćby dlatego, sami księża podchodzą do rankingu z przymrużeniem oka, świadomi, że prawdziwa ocena ich homiletycznych umiejętności, będzie inaczej przedstawiona, a wysokie miejsce w rankingu, może okazać się zupełnie bezwartościowe, wobec rzeczy ostatecznych.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Szal w Watykanie: ruszają starania o beatyfikację nowych męczenników

2026-05-14 08:11

[ TEMATY ]

Watykan

proces beatyfikacyjny

abp Adam Szal

Leon XIV

Vatican Media

Leon XIV i abp Adam Szal

Leon XIV i abp Adam Szal

O nowych procesach beatyfikacyjnych świadków wiary z czasów II wojny światowej mówił Leonowi XIV metropolita przemyski abp Adam Szal. Jak podkreślił, archidiecezja chce kontynuować dzieło przypominania o męczennikach i świadkach wiary, inspirowana m.in. beatyfikacją rodziny Ulmów.

Na zakończenie audiencji ogólnej abp Szal miał możliwość krótkiej rozmowy z Ojcem Świętym. „Najpierw przekazałem pozdrowienia i poprosiłem o błogosławieństwo dla archidiecezji, ale także dla sprawy, którą chcemy rozpocząć, a właściwie kontynuować, a więc sprawy beatyfikacji nowych męczenników” – powiedział naszym mediom arcybiskup.
CZYTAJ DALEJ

Wyzdrowiał chłopiec, którego Leon XIV polecił modlitwom podczas Jubileuszu Młodzieży

2026-05-13 15:16

[ TEMATY ]

uzdrowienie

Leon XIV

Vatican Media

15-letni obecnie Ignacio Gonzálvez w zeszłym roku z rodzeństwem przybył do Rzymu na Jubileusz Młodzieży i rozchorował się. Stwierdzono złośliwy nowotwór - chłoniaka dróg oddechowych. Ignacio został przewieziony do słynnego watykańskiego szpitala Bambino Gesu, gdzie lekarze określili jego stan jako bardzo ciężki - przypomina Vatican News.

Leon XIV, który dowiedział się o chorobie chłopca od wspólnych znajomych, podczas spotkania z młodzieżą w Tor Vergata na peryferiach Rzymu prosił o modlitwy za Ignacia. 4 lipca zeszłego roku, gdy chłopiec leżał na wyizolowanym oddziale intensywnej terapii Papież przybył do szpitala, by spotkać się z jego rodzicami przybyłymi z Hiszpanii. O geście Papieża donosiły wszystkie światowe media, co skłoniło miliony ludzi do modlitwy o zdrowie dla hiszpańskiego chłopca.
CZYTAJ DALEJ

Rzym: Wystawa „Uniwersytet La Sapienza i papieże”

2026-05-14 19:20

[ TEMATY ]

wystawa

Rzym

@Vatican Media

Wystawę zorganizowano z okazji wizyty i wystąpienia Leona XIV na La Sapienzy

Wystawę zorganizowano z okazji wizyty i wystąpienia Leona XIV na La Sapienzy

Z okazji dzisiejszej wizyty i wystąpienia Leona XIV na rzymskim uniwersytecie w Pałacu Rektoratu zorganizowana została wystawa dokumentująca związki papieży z uczelnią na przestrzeni wieków.

Największy obecnie uniwersytet w Europie (120 tys. studentów) i pierwszy papieski powstał w 1308 r. na podstawie bulli Bonifacego VIII pod nazwą Studium Urbis. Wystawa dokumentuje ponad siedem wieków historii uczelni. Czynna będzie do 14 lipca.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję