Reklama

Biskup Ignacy Dec doktorem honoris causa PWT we Wrocławiu

2019-06-25 12:28

Anna Majowicz

Anna Majowicz
Dyplom wręczył metropolita wrocławski, abp Józef Kupny

W uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela Senat PWT we Wrocławiu uhonorował bp świdnickiego Ignacego Deca najwyższą godnością akademicką przyznając mu tytuł honorowego doktora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Uroczystości zgromadziły w auli PWT przedstawicieli duchowieństwa trzech diecezji: wrocławskiej, świdnickiej i legnickiej, Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola, członków Wysokiego Senatu oraz samorząd studencki PWT. Słowa powitania do obecnych na auli skierował rektor uczelni, ks. prof. dr hab. Włodzimierz Wołyniec. - O życiu i twórczości bpa prof. Ignacego Deca można powiedzieć, że jest dokładną realizacją zamysłu ,,Sumy Teologii” św. Tomasza z Akwinu. Owoce Jego czterdziestoletniej pracy naukowo – dydaktycznej w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym i Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu zostały zebrane i opublikowane w dziele, pt. ,,Ku prawdzie na skrzydłach wiary i rozumu”. Świadczą one o tym, że potrafił On zawsze łączyć ludzkie ratio z Boskim revelatio, służąc człowiekowi i pomagając mu na drodze zbawienia. Pragniemy z wielką radością uhonorować bp Ignacego Deca najwyższą godnością akademicką, przyznając Mu tytuł honorowego doktora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Cieszymy się ogromnie, że to wielkie wydarzenie może dokonać się w uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, patrona wrocławskiej archikatedry i miasta Wrocławia, w którym przez tyle lat żył i pracował nasz dostojny Doktor honoris causa. Na dalsze lata życia i posługi pasterskiej niech Trójjedyny Bóg udziela Mu swojego błogosławieństwa! – życzył rektor PWT.

Reklama

Zobacz zdjęcia: Bp Ignacy Dec uhonorowany tytułem doktora honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu

Laudację na cześć doktora honoris causa wygłosił bp Andrzej Siemieniewski. - Najwyższą godnością akademicką jest tytuł doktora honoris causa. Papieski Wydział Teologiczny nadaje je osobom prawdziwie zasłużonym i wybitnym. Wystarczy tylko spojrzeć na poczet naszych honorowych doktorów, na czele z kard. Josephem Ratzingerem, przyszłym papieżem Benedyktem XVI. Dziś w ich szeregu – jako dwudziesty czwarty – staje nowy honorowy doktor, profesor naszej uczelni i pierwszy świdnicki ordynariusz, ks. bp Ignacy Dec – przemawiał wrocławski biskup pomocniczy.

Dyplom poświadczający przyznanie tytułu doktora honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu biskupowi Ignacemu Decowi wręczył metropolita wrocławski, abp Józef Kupny.

Na zakończenie ordynariusz świdnicki wygłosił wykład dotyczący filozoficznych implikacji posługi papieskiej Jana Pawła II. Jak zaznaczył, Ojciec Święty zawsze był dla niego wzorem do naśladowania.

Uroczystości uwieńczyła Msza święta w archikatedrze wrocławskiej. Podczas Eucharystii wybrano laureatów plebiscytu Radia Rodzina na Proboszcza Roku Dolnego Śląska. Statuetki św. Jana Marii Vianneya otrzymali: ks. Ryszard Staszak i ks. Edward Szajda. Kapłanom serdecznie gratulujemy!

Andrzej Mas



Zobacz zdjęcia: Proboszcz Roku Dolnego Śląska
Tagi:
doktor honoris causa PWT

Zbigniew Nosowski: moja praca ma służyć człowiekowi

2019-06-13 15:21

wiez.pl / Szczecin (KAI)

Odbiorcą dziennikarskich publikacji jest także człowiek głęboko zraniony. To nie on ma służyć mi w mojej pracy, lecz moja praca ma służyć jemu. Czyjaś krzywda to przede wszystkim nie materiał na świetny reportaż, ale krzywda drugiego człowieka. To, że jestem człowiekiem, jest ważniejsze od tego, że jestem dziennikarzem - mówił Zbigniew Nosowski po odebraniu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Szczecińskiego. Publikujemy pełną treść wypowiedzi.

wikipedia.org

Magnificencjo, dostojny Panie Rektorze! Wysoki Senacie! Szanowne Panie i Szanowni Panowie, uczestnicy tej uroczystości!

Jestem mocno onieśmielony całym dzisiejszym wydarzeniem, podniosłą atmosferą, recenzjami tak znakomitych akademików, jak profesorowie Małgorzata Książek-Czermińska, Jacek Petelenz-Łukasiewicz i Andrzej Draguła, oraz laudacją, którą wygłosił przed chwilą profesor Andrzej Skrendo.

Najchętniej bym już w tej sytuacji zamilkł. Ale nie da się zamilknąć. Doktorat honorowy zobowiązuje, by coś innym powiedzieć. I to coś ważnego.

To święto „Więzi”

Wyjaśnię jeszcze tylko (tytułem przydługiego wstępu), że znam swoje miejsce w szeregu polskich redaktorów. Wiem doskonale, że do pięt nie dorastam gigantom takim jak przywoływani tu Jerzy Giedroyc (jedyny do tej pory redaktor na liście doktorów honoris causa Uniwersytetu Szczecińskiego) czy Jerzy Turowicz.

Po długim wahaniu postanowiłem jednak przyjąć to zupełnie nieoczekiwane wyróżnienie, gdyż rozumiem, że dotyczy ono nie tyle mojej osoby, ile środowiska, którego pracami (a precyzyjnie mówiąc, częścią prac) mam obecnie zaszczyt kierować. Realnym wyrazem takiego właśnie rozumienia tego zaszczytnego tytułu jest decyzja Uniwersytetu Szczecińskiego, żeby przyznaniu tego doktoratu honoris causa towarzyszyło dwudniowe święto „Więzi” w Szczecinie: kilka spotkań i dyskusji inspirowanych różnymi aspektami naszej działalności.

Ale i tu znam swoje miejsce w szeregu. Bo przecież – przy wszystkich dzisiejszych kłopotach, od finansowych poczynając – kierowanie „Więzią” obecnie jest dużo łatwiejsze, niż było dla moich poprzedników w redakcyjnej sztafecie. Przede wszystkim nie tworzyłem czasopisma od podstaw, lecz zastałem „Więź” gotową. Gdy sam debiutowałem na łamach pisma, miało ono już za sobą prawie 30 lat historii i doświadczeń, było merytorycznie dobrze ustawione, uformowane i ukształtowane. A gdy zostawałem redaktorem naczelnym – było dobrze ukierunkowane na nowe czasy.

Hasłowo się wyrażając i dziękując tym samym poprzednim naczelnym redaktorom pisma, mogę powiedzieć, że „Więź” stworzył w 1958 r. i ukształtował Tadeusz Mazowiecki; Wojciech Wieczorek przeprowadził ją przez stan wojenny; Stefan Frankiewicz wprowadził w wolną Polskę; Cezary Gawryś – w wiek XXI. A dalej już samo poszło – rzecz jasna, z olbrzymim wsparciem wspaniałego zespołu redakcyjnego, wybitnych koleżanek i znakomitych kolegów, z których większość to pracujący społecznie wolontariusze.

Dla młodych pokoleń Polaków założyciel „Więzi” jest on przede wszystkim politykiem i pierwszym premierem III RP, ale dla mnie osobiście jest przede wszystkim mądrym, uważnie słuchającym człowiekiem, eseistą, wręcz myślicielem religijnym. Bo czyż można nie nazwać myślicielem religijnym człowieka, który potrafił napisać tak mądre duchowo słowa: „Pytania, na które nie ma odpowiedzi, rozwiązujemy nie przez wyjaśnienie ich, ale przez postawę wobec nich”?

Tę refleksję Tadeusz Mazowiecki wyraził w swoim znakomitym eseju „Powrót do najprostszych pytań”, zawierającym rozważania pisane po przedwczesnej śmierci jego żony Ewy (współcześnie uczyniliśmy z nich motto naszego serwisu internetowego Więź.pl, w którym przedstawiciele naszego środowiska na bieżąco komentują wydarzenia społeczne, polityczne, religijne i kulturalne).

Najtrudniejszą (za mojej pamięci) rolę jako redaktor naczelny naszego pisma miał Stefan Frankiewicz, który stery „Więzi” objął 30 lat temu, wiosną 1989 roku, tuż przed jakościową zmianą polskiej polityki: odzyskaniem przez Polaków możliwości suwerennego i demokratycznego stanowienia o losie własnego państwa. Frankiewicz musiał zdecydować, jak określić rolę „Więzi” jako intelektualnego pisma katolickiego, które w latach 70. jednoznacznie związało się z opozycją polityczną, a którego założyciel i niewątpliwy największy autorytet został nieoczekiwanie premierem polskiego suwerennego rządu. Trzeba było błyskawicznie zdecydować, jak zajmować się w tej sytuacji sprawami publicznymi, jak pisać o polityce, jak zachować samodzielność i niezależność, jak wyrażać ideowe sympatie i własne przekonania, żeby łączyć, a nie dzielić, żeby budować mosty, a nie mury – co jest przecież programem „Więzi” od samego początku istnienia.

Odpowiedzi, które wówczas sformułował Stefan Frankiewicz, nakreśliły drogę „Więzi” po roku 1989. Pismo nie stało się publicystyczną przybudówką do politycznych działań swego założyciela. Co ciekawe, działo się to z pełną świadomością i akceptacją Tadeusza Mazowieckiego, który rozumiał, że rola takiego środowiska jak nasze nie może polegać na wspieraniu jednego ugrupowania politycznego i że tożsamość „Więzi” kształtować się musi na poziomie dużo głębszym: po pierwsze, wiara; po drugie, kultura; po trzecie, polityka. Gdy Frankiewicz został ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej, redakcją „Więzi” zaczął kierować – w tym samym kierunku – Cezary Gawryś. Mnie było już dużo łatwiej.

W tym samym duchu rozwijamy obecnie działalność Laboratorium „Więzi” jako chrześcijańskiego think tanku oraz serwisu internetowego Więź.pl jako katolickiego centrum opiniotwórczego. A wspomnieć jeszcze trzeba – last but not least – o Wydawnictwie „Więź”, które dziś też w Szczecinie prezentuje swoje publikacje. Pod znakomitym kierownictwem Pawła Kądzieli nasza mała oficyna wyspecjalizowała się w publikowaniu książek najwyższej jakości: tak pod względem treści, jak staranności edytorskiej i opracowania graficznego.

Za decyzję o docenieniu tego dorobku „Więzi” przez Uniwersytet Szczeciński dziękuję serdecznie trzem ciałom kolegialnym uczelni, które kolejno podejmowały swoje decyzje: Radzie Instytutu Polonistyki, Kulturoznawstwa i Dziennikarstwa, Radzie Wydziału Filologicznego i Senatowi Uniwersytetu. Dziękuję serdecznie inicjatorom tego procesu z Wydziału Filologicznego. A są nimi, przynajmniej o ile mi wiadomo, profesorowie Jerzy Madejski i Andrzej Skrendo oraz dziekan Wydziału prof. Adrianna Seniów.

Dziękuję profesorom tutejszego uniwersytetu, którzy wolontariacko są równocześnie organizatorami życia kulturalnego i intelektualnego Szczecina. Dziękuję zwłaszcza inicjatorom Dni Kultury Żydowskiej Adlojada za wierne od lat zapraszanie redaktorów „Więzi” do udziału w organizowanych przez siebie wydarzeniach i do dyskusji wokół naszych publikacji. To w dużej mierze tam nawiązywały się relacje, które trwają i które w tych dniach tak pięknie owocują.

Człowiek z wizytówki

Mówiłem już, że wypada mi powiedzieć Państwu coś ważnego. Powiem więc o człowieku. Nawet mówiąc o ludziach w liczbie mnogiej, będę chciał myśleć o osobach. Bo, jak wiadomo, łatwo kochać ludzkość, trudniej – konkretnych ludzi.

Pozwolę sobie też skorzystać z tego niezwykłego przywileju, że Senat Uniwersytetu Szczecińskiego przyznał ten laur akademicki za zupełnie przecież nieakademickie dokonania i mniej będę cytował dziś mądre książki (choć czasem je czytam). Bardziej skupię się na ludziach, na moich wybranych spotkaniach z konkretnymi osobami, z ich doświadczeniem życiowym i z ich myślą. Bo ludzie to przecież społeczność człowieków, z których każdej i każdemu jesteśmy coś winni, bo człowiek to brzmi…

No właśnie: jak brzmi człowiek? Najpierw powiem o człowieku z wizytówki. Otrzymałem kiedyś najdziwniejszą w moim życiu, a zarazem najwięcej dającą do myślenia i najsmutniejszą wizytówkę. Dawno temu przyszedł do redakcji „Więzi” pewien młody student, z propozycją artykułu do publikacji. Jego akcent wyraźnie wskazywał, że chłopak został wychowany na warszawskiej Pradze. Ale wyglądał inaczej niż chłopaki z Pragi. Był mulatem.

Na koniec interesującej rozmowy wręczył mi wizytówkę. Rzuciłem na nią okiem i zbaraniałem. Postanowiłem jednak błyskawicznie, że nie dam po sobie nic poznać. Na wizytówce wypisane były bowiem imię, nazwisko i numer telefonu mojego rozmówcy oraz dodatkowo jedno słowo: „Człowiek”.

Wyobrażają sobie Państwo taką sytuację, że ktoś z nas jest zmuszony do tego, by udowadniać własną godność ludzką, każąc wypisać sobie na wizytówce pod nazwiskiem informację: „Człowiek”? A on czuł, że musi w tak zaskakujący sposób przypominać innym, by widzieli w nim nie ciemny kolor jego skóry, lecz jego samego.

W swym ówczesnym błyskawicznym, może intuicyjnym, procesie myślowym uznałem, że skoro on tak bardzo potrzebuje podkreślać swój równy status z ludźmi, którzy różnią się od niego jedynie kolorem skóry, to i ja powinienem go właśnie tak traktować. Nie odnosiłem się więc do treści wizytówki. Zaczęliśmy normalną współpracę, która zresztą później się nie rozwinęła – już z powodów merytorycznych. Ale to pierwsze spotkanie pozostało mi w pamięci jako dramatyczne milczące wołanie człowieka o to, by go traktowano jako człowieka.

Człowiek po drugiej stronie słuchawki

W ostatnich miesiącach – od kiedy uruchomiliśmy telefon wsparcia „Zranieni w Kościele” – mam nowe doświadczenia, jak bardzo myślenie skoncentrowane na problemie może różnić się od myślenia skoncentrowanego na człowieku.

Jak Państwo wiedzą, „Zranieni w Kościele” to inicjatywa Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, Laboratorium „Więzi” i Fundacji Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu skierowana do osób dotkniętych przemocą seksualną w Kościele. Dotkniętych w sensie szerokim – ale przede wszystkim do osób bezpośrednio skrzywdzonych. Będąc rzecznikiem prasowym tej inicjatywy, odbieram często telefony od dziennikarzy zainteresowanych tematem. Rozmowy są właściwie zawsze życzliwe i pełne troski. Pojawiają się jednak czasem nieuchronne różnice.

Pierwsze pole napięcia to „człowiek vs. statystyki”. Typowe pytanie dziennikarza brzmi: „Ile osób do Państwa zadzwoniło?”. Na co ja zawsze mówię, że chętnie odpowiem szczegółowo, tylko że prosimy przede wszystkim, aby informacja nie sprowadzała się do danych liczbowych, dla nas bowiem kluczową sprawą jest nie tyle liczba przypadków, ile konkretne osoby, które zostały skrzywdzone i proszą o wsparcie. Że nasza inicjatywa nastawiona jest na jakość, nie na ilość – a skoro jedna rozmowa potrafi trwać nawet godzinę, to statystyki mogą wyglądać pozornie blado. Ze zrozumieniem tego napięcia przez dziennikarzy zazwyczaj nie ma problemu, choć potem publikacja i tak zaczyna się raczej od informacji liczbowych (tego wyraźnie oczekują szefowie, niestety…).

Większy kłopot pojawia się w drugim polu napięcia: „promocja vs. dyskrecja”. Nasza inicjatywa przejęła od Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę koncepcję oparcia telefonu zaufania na zasadzie ABCD, czyli: Anonimowo / Bezpłatnie / Cierpliwie / Dyskretnie. A stacje telewizyjne mają swoje wymagania i chcąc nakręcić materiał o naszej inicjatywie, chciałyby też nakręcić zdjęcia, gdy ktoś od nas rozmawia przez telefon z ofiarą przemocy seksualnej. A my uznaliśmy, że na takie ujęcie nie możemy się zgodzić, żeby nie tworzyć oglądającym sugestii, że dopuszczamy kamerę do rejestrowania rozmowy przy telefonie wsparcia. Przecież taki materiał może oglądać osoba, która się waha, czy do nas zadzwonić, która dusi w sobie krzywdę sprzed wielu lat, pełna jest lęku, czy komuś wyjawić swoje doświadczenie, a bez opowiedzenia go nie rozpocznie wychodzenia z traumy – ale gdy zobaczy, że naszej psychoterapeutce przy telefonie towarzyszy kamera telewizyjna, to raczej się nie zdecyduje na kontakt z nami.

Dla mnie w tym zagadnieniu ujawnia się jak w soczewce problem kluczowy: jak widzieć i las, i drzewa – i to z akcentem na drzewa, bo bez drzew nie ma lasu? Jak mówić o problemie w skali globalnej, nie tracąc z oczu człowieka, zwłaszcza człowieka skrzywdzonego? Jak nie chować się za ofiarę, by – powołując się na nią – załatwiać swoje własne sprawy czy interesy (choćby ideowe)?

Mówię o tym, żebyśmy wszyscy jako dziennikarze pamiętali, iż odbiorcą naszych publikacji jest także człowiek głęboko zraniony i że to nie on ma służyć mi w mojej pracy, lecz moja praca ma służyć jemu. Czyjaś krzywda to przede wszystkim nie materiał na świetny reportaż, ale krzywda drugiego człowieka. Może warto, by w takich sytuacjach to, że jestem człowiekiem, było w nas ważniejsze od tego, że jestem dziennikarzem?

A zdarza się inaczej… „Więź” jest od wielu lat w kontakcie z kilkoma osobami wykorzystanymi seksualnie przez duchownych. Kilkoro z nich wyraziło ostatnio głębokie niezadowolenie z tonu, jakim się najczęściej mówi obecnie na ten temat. Jedna z kobiet – paradoksalnie: ta, która już dawno temu wielokrotnie występowała pod nazwiskiem w prasie, opowiadając o swoich traumatycznych doświadczeniach – stwierdziła niedawno, że odmawia obecnie wszelkich wypowiedzi w mediach. Uzasadnienie cytuję dosłownie: „Dziennikarze chcą nagłośnić sprawy. To fajne. Ale czy obchodzi ich, co czują ofiary?”.

Iloraz inteligencji i iloraz serca

Nie mogę nie powiedzieć tu o osobach z niepełnosprawnością intelektualną. Spotkanie i relacje z nimi to najważniejsze dla mnie życiowe doświadczenie po małżeństwie i ojcostwie. W moim życiu sprawdziło się stwierdzenie, że usłyszeć wołanie człowieka słabego o bliskość to rozpocząć życiową przygodę, na której odkrywa się własną słabość, ale też odnajduje szczęście. Trudne szczęście, czasami bardzo trudne, ale szczęście.

Dzisiaj po południu to szczęście będzie można zobaczyć na Uniwersytecie Szczecińskim. Wielką radością jest dla mnie fakt, że dzisiejsze uroczystości obejmą także występ Zespołu Piosenki Naiwnej – cudownej szczecińskiej kapeli, którą kieruje Arkadiusz Więcko, składającej się z niepełnosprawnych intelektualnie solistów oraz podążających za solistami muzyków-akompaniatorów. Wykonują oni własne utwory z gatunku piosenki poetyckiej w rytmach bossa novy i folk country. Korzenie Zespołu Piosenki Naiwnej tkwią w szczecińskiej wspólnocie międzynarodowego ruchu „Wiara i Światło”, założonego przez Jeana Vaniera, skupiającego osoby z niepełnosprawnością intelektualną, ich rodziny i przyjaciół.

Sam współtworzę ten ruch od wielu lat. Dlatego dla mnie osobiście fakt, że dziś o 16.00 Zespół Piosenki Naiwnej zaśpiewa na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego przed dyskusją o epistolografii Polaków, jest źródłem największego szczęścia. Widzę w tym połączeniu symboliczny przykład wypełnienia scalającej misji uniwersytetu, o której trzeba dziś przypominać w coraz bardziej sfragmentaryzowanym świecie.

„Universitas” to przecież całość, ogół, pełnia. W Sali Senatu Uniwersytetu Szczecińskiego, gdzie jesteśmy, widnieje przypominająca o tym piękna sentencja, przypisywana Wergiliuszowi: E pluribus unum – „Z wielu jedno”. Jeśli przed dyskusją tych, co cechują się wyższym ilorazem inteligencji, mogą zaśpiewać ci, co mają często wyższy iloraz serca, to znaczy, ze uniwersytet łączy, że pełni swoją scalającą misję. Dziękuję władzom Wydziału Filologicznego, że takie wydarzenie jest dziś możliwe.

Myślę, że będzie to ważne również dlatego, że jeszcze nie tak dawno nawet w świecie akademickim w obiektywnym naukowym języku posługiwano się pojęciami „debil”, „imbecyl”, „idiota”, „kretyn” czy „mongoł” – a świadomość faktu, jak bardzo są one etykietyzujące, pojawiła się bardzo późno.

Ale dlaczego ma to dziwić, skoro niedawno nawet w Kościele, który tak chętnie opowiada, jak to w swoim sercu umieszcza ubogich, olbrzymim problemem była choćby Pierwsza Komunia dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Z chrztem się jakoś udawało, bo wtedy mniej widać niepełnosprawność…

Odkrywanie personalizmu

Dla twórców „Więzi” inspiratorem do myślenia o człowieku był francuski filozof Emmanuel Mounier. Jego personalizm został świadomie wybrany jako ideowy program naszego pisma. W odredakcyjnym tekście z pierwszego numeru „Więzi” wydanego w 1958 r. czytamy: „Jakim więc wartościom w życiu współczesnym chcemy służyć przede wszystkim? Odpowiadamy na to pytanie bez wahania: uważamy, że w porządku naturalnym nadrzędną wartością jest człowiek, osoba ludzka; chcemy służyć rozwojowi wartości osobowych w życiu współczesnym”.

Przyznam, że dla większości związanych z „Więzią” osób z mojego pokolenia personalizm stał się oczywistością – jak powietrze, którym oddychamy. Ale to oznaczało też, że nie czytaliśmy Mouniera. I oto obecnie sam na nowo odkrywam myślenie skoncentrowane na osobie.

W ramach prac Laboratorium „Więzi” powstała specjalna publikacja „Zarządzanie z ludzką twarzą. Personalizm jako narzędzie rozwoju firm, organizacji i instytucji publicznych”. Ludzie pracujący w biznesie, młodsi ode mnie o całe pokolenie, z pasją studiowali teksty Mouniera i ks. Józefa Tischnera, by odkryć w nich inspirację dla swojej aktywności zawodowej.

Dla mnie zaś niesamowitym doświadczeniem było dostrzeżenie, że myśl Mouniera może być tak inspirująca dla współczesnych młodych ludzi. W kulturze dominującego indywidualizmu odkrywali oni, że indywidualistyczne spełnienie to jeszcze nie rozwój osobowy. Bo – jak pisał Mounier – „rozwój osoby odbywa się jedynie poprzez stałe oczyszczanie się z tkwiącego w niej indywiduum. Rozwój nie następuje poprzez kierowanie uwagi na siebie, a przeciwnie – poprzez «czynienie się dyspozycyjnym» [...]. Pierwszą troską indywidualizmu jest ześrodkowanie jednostki na sobie samej; pierwszą troską personalizmu natomiast – dążenie do odwrócenia jej od siebie”.

Jest coś istotnego, co łączy Mouniera z poprzednim wątkiem moich rozważań. Otóż nie wszyscy wiedzą, że francuski filozof był ojcem głęboko chorej i niepełnosprawnej córki. Znawcy jego myśli spierają się, jak mocno to doświadczenie wpłynęło na ukształtowanie mounierowskiego personalizmu, ale niewątpliwie wpłynęło istotnie. Jest chyba coś takiego w doświadczeniu współbycia z cierpiącymi – nie współczucia, lecz właśnie współbycia – co ma moc kształtowania wrażliwości, dojrzałości i mądrości.

Współbycie zatem to klucz do międzyludzkich relacji. Drugi człowiek potrzebuje mnie, mojego czasu – o wiele bardziej niż mojej pomocy czy moich pieniędzy. Współbycie to także klucz do budowy społeczeństwa głęboko ludzkiego, które musi zakładać wzajemny szacunek i współistnienie ludzi różnych ras, narodów, wyznań, przekonań i orientacji – „zarówno wierzących w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielających tej wiary”, że pozwolę sobie przytoczyć piękny fragment preambuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (warto skądinąd, by dzieci uczyły się tej preambuły w szkołach na pamięć!).

Zaproszenie do współbycia

Zatem: jak brzmi człowiek? Człowiek to brzmi… Dumnie, rzecz jasna, ale nie o samą dumę mi tu chodzi przed wszystkim. Bo dobrze wiemy, że w imię własnej dumy można czasem krzywdzić innych. I nawet nie o uznanie godności ludzkiej drugiego mi tu przede wszystkim chodzi.

Chciałbym móc powiedzieć w tej szacownej Sali Senatu dostojnego Uniwersytetu Szczecińskiego, że człowiek to brzmi… jak zaproszenie. Że kluczową sprawą w życiu jest dostrzeżenie, iż człowiek to nie tylko „ja”, lecz także, a właściwie przede wszystkim „drugi”. Że drugi człowiek to zaproszenie do współbycia. Można to zaproszenie zignorować, można go nie dostrzec, można je odrzucić. Ale ono jest wystosowane przez sam fakt istnienia drugiej osoby. Człowiek brzmi zatem jak zaproszenie do relacji, zaproszenie do nawiązania więzi.

Wiem dobrze, jak często ja sam to zaproszenie odrzucam. Traktuję innych ludzi przedmiotowo i instrumentalnie. Omijam tych, którzy są mi niewygodni. Unikam tych, którzy mogą mi sprawić kłopot. Denerwuję się na tych, którzy nie spełniają moich oczekiwań. Złoszczę się, gdy inni zawodzą – zapominając, jak często ja sam zawodzę…

Mam więc świadomość, że zachowuję się teraz jak Tertulian, który wygłaszając traktat o pokorze, rozpoczął go ponoć słowami: „Opowiem wam o cnocie, której sam nie posiadam”. Ale mówię o tym, że człowiek brzmi jak zaproszenie, prosząc, by przypominali mi Państwo, gdy będzie trzeba, żebym uleczył najpierw samego siebie.

A na koniec najbardziej osobiste podziękowanie. Wśród wielu osób, które usiłowały mnie nauczyć myślenia o człowieku, najważniejsze chyba znaczenie ma moja żona.

Pamiętam takie wydarzenie. To było jeszcze w naszych czasach licealnych, ledwo się w sobie zakochaliśmy. Na pewnym spotkaniu każdy z jego uczestników miał coś o sobie powiedzieć, zwłaszcza co go interesuje. Sam mówiłem przed Kasią, więc coś musiałem na szybko wymyślać, jako że nie wiedziałem, co powiedzieć, mnie bowiem zawsze za dużo rzeczy interesuje. Natomiast moja przyszła żona (wówczas 18-letnia) zaimponowała mi, bo bez żadnego wahania odpowiedziała krótko: „Interesuje mnie człowiek”. Dziękuję Ci, Kasiu, z całego serca, że i mnie trochę człowiekiem zainteresowałaś!

Raz jeszcze dziękuję Uniwersytetowi Szczecińskiemu za to zaszczytne wyróżnienie. Dziękuję wszystkim osobom wymienionym z imienia i nazwiska i niewymienionym za trud organizacji święta „Więzi” w Szczecinie. Zapewniam, że na emeryturę się jeszcze nie wybieram i traktuję to wyróżnienie jako zobowiązanie do dalszej wytężonej pracy. Choć finansowe perspektywy naszej przyszłości nie są obecnie stabilne ani pewne, to jednak patrzę w przyszłość „Więzi” z dużą nadzieją. Przede wszystkim dlatego, że są w naszym środowisku wspaniali młodzi ludzie, czyli jest komu przejąć pałeczkę w „Więziowej” sztafecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kontakt

2012-10-26 07:44

Redakcja


Centrala: (34) 369 43 22
Sekretariat: redakcja@niedziela.pl, (34) 369 43 02
Dział ogłoszeń: ogloszenia@niedziela.pl, (34) 369 43 66
Księgarnia: kolportaz@niedziela.pl, (34) 369 43 52
Dział kolportażu: kolportaz.niedziela@niedziela.pl, (34) 369 43 51
Patronaty: patronat@niedziela.pl, (34) 369 43 24
Inspektor Ochrony Danych Osobowych: Monika Książek rodo@niedziela.pl, tel: 506 744 552

Redakcja internetowa

 

Edycje diecezjalne

Redakcja zielonogórsko-gorzowska: ks. Adrian Put (redaktor odpowiedzialny), Katarzyna Krawcewicz, Kamil Krasowski
E-mail: aspekty@diecezjazg.pl
Adres: ul. Obywatelska 1, 65-736 Zielona Góra
Tel.: 666 028 246
Dyżury: pon.-pt. w godz. 10-13
Redakcja częstochowska: Karolina Mysłek, tel. (34) 369 43 70
 
Redakcja toruńska: ks. Paweł Borowski (redaktor odpowiedzialny),
współpraca: Renata Czerwińska, Ewa Jankowska
E-mail: torun@niedziela.pl
Adres: ul. Łazienna 18, 87-100 Toruń
Tel.: (56) 622 35 30
Dyżury: pon.-pt. w godz. 9-13
Redakcja częstochowska: Beata Pieczykura, tel. (34) 369 43 85


Redakcja szczecińsko-kamieńska: ks. Grzegorz Wejman (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: redakcja@knob.pl
Adres: pl. Św. Ottona 1, 71-250 Szczecin
Tel./fax: (91) 454 15 91
Dyżury: pon.-pt. w godz. 9-13
Redakcja częstochowska: Julia A. Lewandowska (edycja.szczecin@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 25


Ks. Mariusz Frukacz (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: edycja.czestochowa@niedziela.pl
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: (34) 369 43 91, (34) 369 43 85


Redakcja kielecka: ks. Tomasz Siemieniec (redaktor odpowiedzialny), Agnieszka Dziarmaga, Katarzyna Dobrowolska, Władysław Burzawa
E-mail: kielce@niedziela.pl
Adres: ul. Jana Pawła II nr 3, 25-013 Kielce
Tel.: (41) 344 20 77
Redakcja częstochowska: Jolanta Marszałek, tel. (34) 369 43 25


Redakcja legnicka: ks. Piotr Nowosielski (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: legnica@niedziela.pl
Adres: ul. Jana Pawła II 1, 59-220 Legnica
Tel.: (76) 724 41 52
Redakcja częstochowska: Katarzyna Woynarowska, tel. (34) 369 43 16


Redakcja lubelska: ks. Mieczysław Puzewicz, Urszula Buglewicz
E-mail: niedziela.lubelska@diecezja.lublin.pl
Adres: Kuria Metropolitalna, ul. Prymasa Stefana Wyszyńskiego 2, 20-950 Lublin
Tel. kom.: 607 669 192, tel./fax (81) 743 68 47
Dyżury: pon.-pt. w godz. 9-13
Redakcja częstochowska: Beata Pieczykura, tel. (34) 369 43 85,


Redakcja łódzka: Anna Skopińska (redaktor odpowiedzialny), Dominika Szymańska
E-mail: redakcja.lodz@niedziela.pl
Adres: ul. Ks. I. Skorupki 3, 90-458 Łódź
Tel.: (42) 664 87 52
Dyżury w siedzibie redakcji: pon. i śr. godz. 10-12
Redakcja częstochowska: Ks. Jacek Molka, tel. (34) 369 43 31


Redakcja małopolska: Maria Fortuna-Sudor – redaktor odpowiedzialny, Małgorzata Czekaj, ks. dr Jan Abrahamowicz – asystent kościelny.
E-mail: redakcja.krakow@niedziela.pl
Adres: ul. Bernardyńska 3, 31-034 Kraków
Tel.: (12) 432 81 57, 515 082 902
Dyżury: pon. w godz. 15-17, wt. w godz. 9-13 lub po wcześniejszym telefonicznym uzgodnieniu
Redakcja częstochowska: Jolanta Marszałek, tel. (34) 369 43 25


Redakcja bielska: ks. Piotr Bączek (baczek@niedziela.pl), Mariusz Rzymek (mroll@interia.pl)
E-mail: bielsko@niedziela.pl
Adres: ul. Żeromskiego 5-7, 43-300 Bielsko-Biała
Tel.: (33) 819 06 20
Redakcja częstochowska: Ks. Jacek Molka, tel. (34) 369 43 31


Redakcja podlaska: ks. Marcin Gołębiewski (redaktor odpowiedzialny), Monika Kanabrodzka
E-mail: info@drohiczynska.pl
Adres: ul. Kościelna 10, 17-312 Drohiczyn
Tel./fax: (85) 656 57 54
Dyżury: pon., wt., pt. w godz. 8.30-13.30
Redakcja częstochowska: Beata Włoga, tel. (34) 369 43 28


Redakcja przemyska: ks. Zbigniew Suchy (redaktor odpowiedzialny), Romana Trojniarz
E-mail: niedziela-przemysl@sponsor.com.pl, starszy@sponsor.com.pl
Adres: pl. Katedralny 4 A, 37-700 Przemyśl
Tel.: (16) 676 06 00, 601 855 100
Dyżury: godz. 9-13
Redakcja częstochowska: Anna Cichobłazińska, tel. (34) 369 43 70


Redakcja rzeszowska: ks. Józef Kula (redaktor odpowiedzialny), s. Hieronima Janicka,
Adres: ul. Zamkowa 4, 35-032 Rzeszów
Tel./fax: (17) 852 52 74,
E-mail: niedzielapld@op.pl
Dyżury: pon.-pt. w godz. 10-12
Redakcja częstochowska: Ewa Oset (edycja.rzeszow@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 30


Redakcja sandomierska: ks. dr Wojciech Kania (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: kania.wojciech@gmail.com
sandomierz@niedziela.pl
Tel. 505 288 398
Redakcja częstochowska: Ks. Jacek Molka (biblia@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 31


Redakcja sosnowiecka: ks. Tomasz Zmarzły (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: tzmarzly@wp.pl
Adres: ul. Wawel 19, 41-200 Sosnowiec
Tel.: (32) 293 51 51 (Kuria), tel. (32) 266 97 47 (Redakcja)
Redakcja częstochowska: Marzena Cyfert, tel. (34) 369 43 04


Redakcja świdnicka: ks. Wojciech Baliński (redaktor prowadzący edycję)
E-mail: swidnica@niedziela.pl
Adres: ul. Kościuszki 4, 58-150 Strzegom
Redakcja częstochowska: Julia A. Lewandowska (edycja.swidnica@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 25

Dyżur telefoniczny: 602-336-086


Redakcja warszawska: Artur Stelmasiak (redaktor odpowiedzialny),
Wojciech Dudkiewicz, Andrzej Tarwid, Magdalena Kowalewska, dr Łukasz Krzysztofka
Asystent kościelny: ks. dr Janusz Bodzon
E-mail: warszawa@niedziela.pl
Dyżur w siedzibie redakcji: wt. 14-17; śr. 10-14
Adres: ul. Długa 29, lok 229, 00-238 Warszawa
Tel.: (22) 635 90 69
Dyżur telefoniczny: pon.-pt. 10-17, tel. 600 340 635
Redakcja częstochowska: Katarzyna Woynarowska, tel. (34) 369 43 16


Redakcja wrocławska: Agnieszka Bugała - kierownik edycji, tel. 661 679 790, e-mail: agnieszka.bugala@niedziela.pl, Anna Majowicz, Agata Pieszko
Adres: ul. Katedralna 3 (I piętro), 50-328 Wrocław
Redakcja częstochowska: Sławomir Błaut (dolnoslaska@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 85


Redakcja zamojsko-lubaczowska:
Ks. Krzysztof Hawro (redaktor odpowiedzialny), Ewa Monastyrska
E-mail: niedziela_zamojska@pro.onet.pl
Adres: ul. Zamoyskiego 1, 22-400 Zamość
Tel.: 783 596 040
Redakcja częstochowska: Sławomir Błaut, tel. (34) 369 43 85


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Wyszyńskiemu zawdzięczamy wielki autorytet prymasostwa w Polsce

2019-11-22 07:45

archwwa.pl

Za nami pierwsza debata z cyklu "Myśląc z Wyszyńskim" inaugurująca przygotowanie do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego.

Łukasz Krzysztofka

O tym, co mu zawdzięczamy i dlaczego nazywany jest Prymasem Tysiąclecia dyskutowali 21 listopada prof. Antoni Dudek, prof. Jan Żaryn i dr Ewa Czaczkowska.

Debata spotkała się z dużym zainteresowaniem zarówno starszych jak i młodszych słuchaczy, którzy wywpełnili salę konferencyjną i mieli wiele pytań do prelegentów.

Pierwszą debatę przygotowało środowisko Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Moderował ją odpowiedzialny za cały cykl spotkań pt. “Myśląc z Wyszyńskim” bp Piotr Jarecki, który jak wyznał – należy do ostatnich roczników księży wyświęconych w 1980 r. przez Prymasa Wyszyńskiego.

Łukasz Krzysztofka

Kard. Kazimierz Nycz inaugurując w Domu Arcybiskupów Warszawskich cykl “Myśląc z Wyszyńskim” podkreślił, że osoba Prymasa Tysiąclecia wciąż budzi zainteresowanie, czego potwierdzeniem może jest liczna obecność na tym spotkaniu. – Pragniemy dotknąć siedmiu tematów z życia, dzieła i świętości. Wokół nich chcemy odbyć rozmowę, która będzie się przeradzała w dialog i dyskusję, ale będzie też jakś formą refleksji i medytacji nad drogą świętości kard. Stefana Wyszyńskiego – tak metropolita warszawski nakreślił w swoim wprowadzeniu perspektywę całego cyklu pt. “Myśląc z Wyszyńskim”.

Łukasz Krzysztofka

Z postawionym w tytule spotkania pytaniem “Co zawdzięczamy kard. Wyszyńskiemu?” zmierzyli się jest historycy. Według prof. Antoniego Dudka, kluczem do zrozumienia tego jest pojęcie charyzmatycznego przywództwa. Jego zdaniem, pierwszą zasługą Prymasa Wyszyńskiego było to, że był charyzmatycznym przywódcą. “Ludzie potrzebują lidera, człowieka – symbolu – mówił, podkreślając zarazem, że kard. Wyszyński był przywódcą świadomym swojej roli, doskonale rozumiejącym brzemię odpowiedzialności jakie na niego spadło. Był całkowicie oddany i skoncentrowany na misji duszpasterskiej, ale jednocześnie uważnie śledził sytuację polityczną”.

Inną jego zasługą – według prof. Dudka – była umiejętność wykorzystania przywódczego charyzmatu do zawierania mądrego kompromisu. – To umiejętność dostrzeżenia, co w konkretnej sytuacji jest możliwe, co będzie lepiej służyło wspólnocie polskich katolikow – wyjaśnił prelegent podając przykłady zawartego w 1950 r. Porozumienia czy słynnego kazania na Jasnej Górze w sierpniu 1980 r., które zostało odczytane jako niewystarczające poparcie strajkujących. – Zabiegał o kompromis, bo rozumiał, że sytuacja była dramatycznyczna, rodził się potężny ruch wolnościowy, ale nie było jasne jaka bedzie reakcja Kremla i czy Polska nie podzieli losu Węgier lub Czechosłowacji – zaznaczył prof. Dudek.

Jego zdaniem, zasługą Prymasa Wyszyńskiego było także pokazywanie, iż w dążeniu do mądrego kompromisu istnieje nieprzekraczalna granica. Non possumus. Nie godził się na ingerencję władz państwowych w politykę personalną Kościoła i obsadzanie stanowisk kościelnych.

Z kolei dr Ewa Czaczkowska zwróciła uwagę, że kard. Wyszyński miał wizję prowadzenia Kościoła w czasach totalitarnych, wizję budowania więzi między Kościołem a narodem, a zarazem siłę i zdolności intelektualne, by przetworzyć tę wizję na program działania oraz siłę, by konsekwentnie wymagać realizacji tego programu. Prelegentka wskazała na program milenijny złożony z trzech elementów, jakimi były Jasnogórskie Śluby Narodu, Wielka Nowenna 1957-1966 i Milennium Chrztu Polski. W jej ocenie był to największy program duszpasterski w historii Kościoła i osiągnął dwa cele: zarówno w sensie narodowym jak i ocalenia wiary Kościoła w Polsce, nie tylko umożliwił jego przetrwanie ale także wzmocnienie.

– Prymas postawił na katolicyzm ludowy i formy z tym związane: pielgrzymki, wielkie celebracje. Wiedział, że jeżeli wiara ma się ostać wobec ateizmu to musi być to wiara prostego ludu, który jest gotów stanąć pod krzyżem i cierpieć – mówiła dr Czaczkowska. Zwróciła też uwagę, że Prymas Wyszyński prowadził Kościół w Polsce w sposób centralistyczny, wymagał jedności biskupów, jedności między duchowieństwem a biskupami a powolne wprowadzanie reform Soboru Watykańskiego II okazało się jedynym właściwym sposobem na tamte czasy. Była to odnowa dostosowana do warunków życia Kościoła.

W ocenie dr Ewy Czaczkowskiej kard. Wyszyńskiemu zawdzięczamy wielki autorytet prymasostwa w Polsce, udział w – jak się wyraziła – “budowaniu lobby”, które doprowadziło do wyboru Jana Pawła II na papieża. Wskazała też na zaufanie, jakie okazał ósemkom (Marii Okońskiej i założonemu przez nią Instytutowi Prymasa Wyszyńskiego) i proponowanym przez nie inicjatywom.

Prof. Jan Żaryn odpowiadając na tytułowe pytanie: Co zawdzięczamy Prymasowi Wyszyńskiemu? dodał, że “związał on dziedzictwo narodu z dziedzictwem katolicyzmu polskiego”. – On nas uczy polskości – podkreślił prelegent, dodając, że Prymas Tysiąclecia “zebrał to dziedzictwo i przeniósł w nowe tysiąclecie” poprzez narzędzia duszpasterskie, ale też socjologiczne. W jego ocenie, peregrynacja obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej jest niesamowitym “związaniem w jedno” całęgo narodu.

Po wystąpieniach historyków i ich dyskusji pytania mogli zadać przysłuchujący się debacie uczestnicy z sali. Pytali m.in o rolę Prymasa jako interrexa, jak również o to jak czerpiąc z nauczania kard. Wyszyńskiego wychowywać młode pokolenia? Były pytania o maryjność, o relacje kard. Wyszyńskiego z Janem Pawłem II, ale także o to czy znane są przypadki nawrócenia wśród funkcjonariuszy UB/SB inwigilujących Prymasa Wyszyńskiego.

Następne spotkanie w ramach cyklu “Myśląc z Wyszyńskim” odbędzie się w czwartek 19 grudnia o godz. 18.00 w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Wstęp wolny

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńkiego odbędzie się 7 czerwca 2020 r. w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem