Reklama

Temat numeru: Jak uszanować martwe dzieci

Pochować i opłakać

W zeszłym roku trzydziestotrzyletnia Iza poroniła w szóstym miesiącu ciąży. To był szok zarówno dla niej, jak i całej rodziny. Ciąża, co prawda, była zagrożona i Iza większość czasu spędziła na zwolnieniu lekarskim, ale prowadzący ją lekarz był dobrej myśli.

Zaraz po porodzie lekarze doradzili jej, by nieżywą córeczkę pozostawić w szpitalu dla celów badawczych. Zgodziła się. Dziś wie, że popełniła błąd.

Dziesięć malutkich, białych trumienek, w których złożono ciałka dzieci zmarłych w wyniku poronienia lub aborcji, wystawiono przed głównym ołtarzem w kościele św. Katarzyny na Służewie. Najmniejszy z płodów miał dziesięć tygodni, najstarszy ponad dwadzieścia. - Tu chodzi o człowieczeństwo, bo jeśli szczątki ludzkie idą do kanałów, może wszyscy powinniśmy iść do kanałów - powiedział dziennikarzom ks. Józef Maj.

Do pochówku trzeba było uzyskać odpowiednie dokumenty wydawane przez szpital. Część rodziców nie jest nawet informowana, że ma prawo upomnieć się o zwłoki swego nienarodzonego dziecka i że może je pochować. Prawo pacjenta jest w tej dziedzinie nagminnie łamane.
- To pierwszy pogrzeb dzieci, których ciała udało się uchronić przed zbezczeszczeniem. Wiele dzieci zmarłych w wyniku aborcji, poronienia lub tuż po urodzeniu, ginie bez śladu. Często wyrzucane są na śmietnik lub do ścieków, wykorzystywane są również do eksperymentów i w przemyśle - tłumaczy organizatorka nabożeństwa i pochówku dzieci, przewodnicząca fundacji „Nazaret” Maria Magdalena Bienkiewicz. - Chcemy przez ten symboliczny pogrzeb uszanować każde poczęte życie, które się nie narodziło - podkreśliła Bienkiewicz. Dariusz Lisowicz z fundacji „Nazaret” stwierdził, że fundacja wystąpiła z propozycją pochowania płodów również dlatego, by zwrócić uwagę społeczeństwu, że istnieje problem, bo bardzo często ciała dzieci nie są wydawane rodzicom i traktowane jak odpady. Dowiedzieliśmy się, że powstaje zespół parlamentarny, którego celem jest lobbing na rzecz zmiany prawodawstwa, które dziś daje prawo rodzicom do ubiegania się o wydanie przez szpital tylko takiego płodu, który ma co najmniej 22 tygodnie. Tymczasem w naszym katolickim społeczeństwie istnieje świadomość, że życie ludzkie zaczyna się od chwili poczęcia. Człowiek po poczęciu nie może być traktowany jak medyczny odpad.
- Takie traktowanie przez niektórych lekarzy dzieci umierających wskutek poronienia to rezultat kształcenia medycznego według komunistycznej doktryny, że życie jednostki jest nic niewarte - mówi Krzysztof Bukiel przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. - To trzeba koniecznie zmienić. Nareszcie ustalić standardy - dodaje.

Reklama

Do pomocy w domowych pracach ruszyli wtedy: mąż, matka, teściowa i ciotki. W czwartym miesiącu ciąży lekarz kazał się już jej powoli ruszać po domu. Starała się ruchy ograniczyć, jednak było to trudne, bo od czterech lat była matką ruchliwego Mareczka. Po urodzeniu synka miała za sobą cztery poronienia, tym razem rokowania wydawały się pomyślne. Dotąd nie mogła donosić ciąży powyżej trzeciego miesiąca, szósty miesiąc dawał nadzieję. Zaczęły się plany urządzania dziecinnego pokoju, kupowania niemowlęcych ciuszków. Mareczek nie mógł się doczekać siostrzyczki czy braciszka i bez przerwy wsłuchiwał się w maminy brzuszek.

Siostrzyczka poszła do nieba

Nagle, po tym jak dźwignęła ciężką doniczkę z kwiatami, zaczęły się plamienia i bóle. Wylądowała w szpitalu. Dla dziecka nie było szans. Przeżyła koszmar, rodząc nieżywą dziewczynkę. Przy porodzie za rękę trzymał Izę mąż; jego ta tragedia dotknęła równie boleśnie. Odizolowali się od rodziny i znajomych. Mareczkowi powiedzieli, że siostrzyczka poszła do nieba. Minęło półtora roku,a Iza nadal nie mogła się pozbierać. Czuła się jak martwa. - Urodziłam trupa - mówi z rozpaczą. Z jej zwykle roześmianej twarzy nie znika smutek. Przez długi czas nawet odpychała od siebie tulącego się do niej synka. Nie mogła znieść jego czułości. Między rodziną i znajomymi zaczęły się niedopowiedzenia. Oni nie wiedzieli: rozmawiać z nią o tej tragedii, czy lepiej milczeć. W dodatku, gdy wróciła do pracy, wkrótce właściciel firmy zlikwidował interes. Została bezrobotna, a to oznaczało, że miała dużo czasu na myślenie.
Zaraz po porodzie, gdy była jeszcze w szoku, lekarze doradzili jej i mężowi, by nieżywą córeczkę pozostawili w szpitalu dla celów badawczych. Tłumaczono, że patolodzy będą chcieli dociec przyczyn utraty tej ciąży, aby w przyszłości i oni, i inni rodzice nie przeżywali podobnej tragedii. Zgodzili się. Dziecko nie żyło, najważniejsza była teraz Iza i jej zdrowie. Dziś wiedzą, że popełnili błąd. Uciekli przed dalszym cierpieniem. - Swój ból trzeba wycierpieć do końca. Nie da się przed nim uciec. Łykanie proszków uspokajających i polepszających samopoczucie pomoże na krótko. Problem zostaje - zapewnia Iza. Oboje z mężem mówią, że trzeba było dziecko pochować i opłakać. Czuli ogromną potrzebę odbycia żałoby, złożenia na malutkim grobie córeczki kwiatuszka, zapalenia lampek. Odmówienia modlitwy. Ale grobu ich dziecka nie ma.

„Dlaczego” pomaga jak umie

W kościele św. Jozafata na Powązkach organizacja rodziców po stracie dziecka oraz rodziców dzieci chorych „Dlaczego” zamówiła niedawno nabożeństwo, chcąc uczcić pamięć dzieci zmarłych (także w wyniku poronienia). Na Mszy św. Iza zjawiła się wraz z mężem i synkiem z ciekawości i tylko dlatego, że przypadkowo przeczytała zapowiedź w gazecie. Zobaczyła wokół siebie sporo młodych ludzi, niektórych z małymi dziećmi, w otoczeniu rodziców i teściów, jako grupy wsparcia. Wielu miało przy sobie białe kwiaty i lampki. Proboszcz ks. Zdzisław Bagłaj mówił podczas kazania o sensie cierpienia w obliczu takich zdarzeń, jak strata dziecka. Tłumaczył, że „czasami coś musi umrzeć - aby się coś innego narodziło”.
Małgorzata Umiecińska z istniejącej od lutego 2005 r. organizacji „Dlaczego” wznosiła w imieniu zebranych prośby. Mówiły one wszystko o potrzebach cierpiących rodziców. Po nabożeństwie wszyscy udali się na cmentarz wojskowy, gdzie znajduje się wydzielona maleńka kwatera grobów niemowląt i dzieci zmarłych w pierwszych latach życia. Na mogiłach dzieciątek położono kwiatki. Pomiędzy brzózkami o pożółkłych liściach zapłonęły znicze. Przy jednym z grobów, dziś już anonimowym, bo na nim dawno zatarły się napisy, Iza odmówiła modlitwę. Pomyślała, że będzie tu przychodzić zawsze, jak na symboliczny grób swej zmarłej córeczki. W tym właśnie miejscu, w tej modlitewnej wspólnocie poczuła nareszcie ulgę. Po raz pierwszy od wielu miesięcy rozpłakała się.
- Ta Msza św., która odbyła się u nas po raz pierwszy, jest godna kontynuacji - powiedział Niedzieli ks. Bagłaj. - Chociaż nie ja jestem jej inicjatorem i pomysłodawcą - zastrzegł od razu. - Przyszło dużo ludzi, powstała między nimi ogromna więź. Człowiek, uzewnętrzniając swoje uczucia, uwalnia się od ciężaru bólu. Ten ciężar rozkłada się na całą wspólnotę. Z punktu widzenia ludzkiego, potwierdzonego przez współczesną psychologię, i z punktu widzenia wiary - to najlepszy sposób przeżywania swojego problemu.

Zachować człowieczeństwo

Kilka dni później w kościele św. Katarzyny odbyła się niezwykła ceremonia. Przed głównym ołtarzem wystawiono dziesięć białych trumienek, w których złożono ciałka dzieci zmarłych w wyniku poronienia lub aborcji. Ks. Maj powiedział podczas pogrzebu „niewinnych dzieci”, bo taka informacja zamieszczona była na klepsydrze, że ten pierwszy zbiorowy pochówek ludzkich płodów i gremialna obecność prasy i osób publicznych są krzepiącym wydarzeniem, gdyż zaświadcza, że inicjatywa ta spotkała się z życzliwością. - Standardy życia muszą być w Polsce dźwignięte - podkreślił. Podziękował Domowi Pogrzebowemu „Służew” za dar trumienek i pochówek.
List do proboszcza z podziękowaniem za powiadomienie o nabożeństwie nadesłał bp Stanisław Stefanek, który zapewnił, że duchowo łączy się ze wspólnotą zebranych.
- Uważam, że w Polsce brakuje szacunku dla człowieka, co przejawia się m.in. w tym, że w niewłaściwy sposób traktowane są zwłoki ludzkie, w tym szczególne te, jakimi są zwłoki dziecka - powiedziała „Niedzieli” jedna z parlamentarzystek, prosząc o anonimowość. Poziom cywilizacji danego kraju mierzy się właśnie szacunkiem dla człowieka, szczególnie dla słabego, ale także szacunkiem dla zwłok, dla ciała ludzkiego. Dlatego to jest ważny moment w życiu naszego kraju, żeby tę godność odbudowywać.

Zasady postępowania ze zwłokami dziecka w Szpitalu im. Świętej Rodziny w Warszawie:

1. Narodziny martwego dziecka lub zgon noworodka stanowią dla rodziców ogromne przeżycie. Personel medyczny powinien w sposób taktowny i delikatny poinformować rodziców o tym wydarzeniu, by nie zwiększać ich stresu niewłaściwą formą lub treścią takiej informacji.
2. Należy zwrócić szczególną uwagę na zachowanie rodziców, na sposób ich radzenia sobie z tym przeżyciem, niosąc w razie potrzeby pomoc organizacyjną i wsparcie psychiczne.
3. W oddziale, w którym nastąpił poród martwego dziecka, bądź zgon żywo urodzonego - położna lub pielęgniarka wykonuje następujące czynności:
- toaleta ciała noworodka
- zakłada na dwie kończyny (rączki) po jednym identyfikatorze (z imieniem i nazwiskiem pacjentki)
- zawija szczelnie noworodka w dwie serwety i zewnętrznie oznakowuje zwłoki dziecka, pisząc na dokumencie:
imię i nazwisko matki dziecka
datę urodzenia i płeć dziecka
informację o pochówku
Po upływie 2 godzin zwłoki dziecka należy przenieść do chłodni, znajdującej się w pomieszczeniu wyznaczonym do przechowywania zwłok dziecka (klucz wydaje portier).
4. Pielęgniarka społeczna Szpitala nawiązuje kontakt z rodzicami lub osobami upoważnionymi i ustala z nimi czas i miejsce przekazania zwłok dziecka, miejsce podstawienia pojazdu, do którego dziecko zostanie przeniesione.
5. W ustalonym przez nią czasie wyznaczona osoba przekazuje zwłoki dziecka do pomieszczenia, skąd zostanie odebrane przez rodziców.
6. Kapelan Szpitala na życzenie rodziców uczestniczy w ceremonii pożegnania dziecka.
7. Pielęgniarka społeczna pozostaje w stałym kontakcie z rodzicami do momentu zabrania zwłok przez firmę pogrzebową.

(ad)

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół jest mądry

Niedziela Ogólnopolska 24/2021, str. 25

Karol Porwich/Niedziela

Nawiązuję do tego, że stawiane przez Kościół diagnozy, sygnalizowane zagrożenia okazują się trafione. Weźmy pierwsze dwa przykłady z brzegu. Kościół w Polsce, ale nie tylko, przynajmniej od trzech dekad alarmował o kryzysie rodziny i kryzysie demograficznym z nim związanym. Niestety, jego słowa nie były przyjmowane z dostateczną uwagą. Były przez decydentów bagatelizowane, puszczano je mimo uszu jako „takie kościelne gadanie”. Skutek tego – mamy to, co mamy. Dziś wszyscy piszą już o tykającej bombie demograficznej w Europie i w innych najbardziej rozwiniętych krajach świata. W niektórych – np. w Korei Płd. czy we Włoszech jest gorzej, w innych – trochę lepiej, ale nigdzie nie jest dobrze. Podejmowane przez rządy działania prorodzinne i proprokreacyjne, przygotowane na szybko i realizowane jeszcze szybciej, w które wpompowywane są olbrzymie środki, nie przynoszą zamierzonego skutku. Dzieci rodzi się coraz mniej, a skalę problemu, z którym już wkrótce przyjdzie nam się mierzyć, spotęgowała jeszcze pandemia COVID-19. Kolejny raz okazuje się, że pieniądze wszystkiego nie załatwią.

CZYTAJ DALEJ

Ojciec Pio pozostaje naszym towarzyszem w cierpieniu - o. Cantalamessa o mocy orędownictwa świętego z Petrelciny

2021-09-23 12:03

[ TEMATY ]

O. Pio

Graziako

Moje pierwsze prawdziwe spotkanie z ojcem Pio miało miejsce wiele lat po jego śmierci, gdy byłem w San Giovanni Rotondo przy okazji rekolekcji dla duchownych. Nie poznałem go za życia, a po jego śmierci jako teolog nie czułem też potrzeby bliższego zapoznania się z jego myślą.

Podczas tamtego pobytu przeczytałem przypadkiem świadectwo, które ojciec Pio złożył swojemu spowiednikowi kilka dni po tym, jak otrzymał stygmaty. Znajduje się ono na chórze w starym kościele – tam, gdzie wszystko zaszło. Ojciec Pio kończył swoją relację słowami psalmu:

CZYTAJ DALEJ

Paryż: długa rozmowa biskupów francuskich z papieżem Franciszkiem

2021-09-24 14:32

[ TEMATY ]

Franciszek

Grzegorz Gałązka

Dwie godziny i dwadzieścia minut trwała wczorajsza (23 września) rozmowa Ojca Świętego z biskupami francuskimi z prowincji kościelnych Paryża, Lyonu i Clermont-Ferrand odbywających wizytę ad limina Apostolorum – donosi portal tygodnika Famille chrétienne. Poruszono między innymi sprawę Motu proprio Traditionis custodes, wizji Francji, czy nadużyć seksualnych.

„To nasze pytania napędzały ten dialog, w bardzo prosty i braterski sposób” - powiedział prasie kilka godzin po spotkaniu arcybiskup Paryża, Michel Aupetit. Biskupi mogli powiedzieć Papieżowi o ciężarze, jaki stanowi dla niektórych z nich misja biskupia, wspominając nawet o przypadkach bliskich «wypalenia się». Papież powiedział im, aby „oddali trudności w ręce Pana, aby trwali w ufności" - zrelacjonował abp Aupetit.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję