Reklama

Benedykt XVI

Święty Hilary z Poitiers

Św. Hilary z Poitiers, który był jednym z wielkich biskupów IV wieku. W konfrontacji z arianami, którzy uważali Jezusa, Syna Bożego, jedynie za stworzenie - wprawdzie wyjątkowo wzniosłe, ale tylko stworzenie - Hilary poświęcił całe swoje życie obronie wiary w boskość Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Boga, tak samo jak Ojciec, który Go zrodził odwiecznie.

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

pl. wikipedia.org

Hilary z Poitiers

Nie mamy wielu danych dotyczących życia Hilarego. Starożytne źródła mówią, że urodził się w Poitiers, prawdopodobnie ok. 310 r. Pochodził z zamożnej rodziny i otrzymał solidne wykształcenie literackie, które łatwo rozpoznać w jego pismach. Nie wydaje się, aby wzrastał w środowisku chrześcijańskim. On sam mówi nam o drodze poszukiwania prawdy, która doprowadziła go stopniowo do poznania Boga Stwórcy oraz Boga Wcielonego, który umarł, by dać nam życie wieczne.

Ochrzczony ok. 345 r., został wybrany na biskupa swojego rodzinnego miasta ok. 353 r. W następnych latach Hilary napisał swoje pierwsze dzieło „Komentarz do Ewangelii Mateusza”.
Chodzi tutaj o najstarszy komentarz w języku łacińskim do tej Ewangelii, jaki do nas dotarł. W 356 r. Hilary uczestniczył, jako biskup, w synodzie w Béziers na południu Francji, który został nazwany „synodem fałszywych apostołów” - sam go tak określał. Nazwa ta pochodzi stąd, że zgromadzenie było zdominowane przez biskupów proariańskich, którzy negowali boskość Jezusa Chrystusa. Ci „fałszywi apostołowie” zażądali od cesarza Konstancjusza potępienia i wygnania biskupa Poitiers. W ten sposób Hilary został zmuszony do opuszczenia Galii latem 356 r.

Hilary schronił się we Frygii, w obecnej Turcji, gdzie znalazł się w środowisku religijnym całkowicie zdominowanym przez arianizm. Tam również jego troska duszpasterska zmuszała go do ustawicznej pracy nad przywróceniem jedności Kościoła, opartej na fundamencie prawdziwej wiary, sformułowanym przez Sobór w Nicei. W tym celu rozpoczął pisanie najważniejszego i najbardziej znanego swego dzieła dogmatycznego - „De Trinitate” (O Trójcy). Opisał w nim swoją osobistą drogę ku poznaniu Boga oraz wielkie zatroskanie, żeby pokazać, iż Pismo Święte w sposób jasny potwierdza bóstwo Syna oraz Jego równość z Ojcem. Jest to oczywiste nie tylko w Nowym Testamencie, ale również na wielu stronach Starego Testamentu, gdzie już objawia się tajemnica Chrystusa. W konfrontacji z arianami kładzie on nacisk na wymowę imion Ojca i Syna oraz rozwija całą swoją teologię trynitarną, wychodząc od formuły chrztu, przekazanej nam przez samego Pana: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

Ojciec i Syn mają tę samą naturę. Nawet jeśliby niektóre fragmenty Nowego Testamentu mogły sugerować, że Syn jest mniejszy od Ojca, to Hilary daje nam precyzyjne reguły, by uniknąć błędnych interpretacji: niektóre teksty Pisma Świętego mówią o Jezusie jako o Bogu, inne natomiast podkreślają Jego człowieczeństwo. Niektóre odwołują się do Niego w tym, co dotyczy Jego prabycia u Ojca, inne natomiast biorą pod uwagę stan Jego uniżenia (kenosi) aż po śmierć; jeszcze inne wreszcie kontemplują Go w chwale zmartwychwstania. W latach swego wygnania Hilary napisał również „Księgę synodów” („De synodis”), w której powtarzał i komentował dla swoich współbraci, biskupów Galii, wyznanie wiary oraz inne dokumenty synodów, które odbywały się na Wschodzie ok. połowy IV wieku. Św. Hilary, zawsze stanowczy w konfrontacji z radykalnymi arianami, pokazał ducha pojednania w konfrontacji z tymi, którzy zgodzili się wyznawać, że Syn jest podobny do Ojca w istocie, oczywiście, starając się doprowadzić ich do pełnej wiary, zgodnie z którą nie tylko istnieje podobieństwo, lecz także prawdziwa równość Ojca i Syna w bóstwie. Również to wydaje się bardzo charakterystyczne: u św. Hilarego widzimy ducha pojednania, szukającego zrozumienia u tych, którzy jeszcze nie doszli do pełni prawdy, i pomagającego im swoją wielką kompetencją teologiczną, aby doszli do pełnej wiary w prawdziwą boskość Pana Jezusa Chrystusa.

Reklama

W 360 lub 361 r. Hilary mógł wreszcie powrócić z wygnania do ojczyzny. Szybko podjął działalność pastoralną w swoim Kościele, zaś wpływ jego magisterium rozciągał się o wiele szerzej, poza granice tej wspólnoty. Synod, jaki odbył się w Paryżu w 360 czy 361 r., odwołał się do języka Soboru w Nicei. Niektórzy starożytni autorzy uważają, że ten antyariański zwrot Episkopatu Galii był w znacznej mierze zasługą siły przekonywania biskupa Poitiers. Taki był jego dar: połączenie mocy wiary oraz otwartości w relacjach międzyosobowych. W ostatnich latach życia napisał jeszcze „Traktat o Psalmach” („Tractatus super Psalmos”), swego rodzaju komentarz do 58 psalmów, interpretowanych zgodnie z zasadą wskazaną we wprowadzeniu do dzieła: „Nie ma wątpliwości, że wszystko, co powiedziane jest w psalmach, należy rozumieć zgodnie z orędziem ewangelicznym w ten sposób, że bez względu na głos, którym duch prorocki przemawiał, wszystko odnosi się do wiedzy o przyjściu naszego Pana Jezusa Chrystusa, Wcielenia, Męki i królestwa oraz do chwały, mocy i potęgi naszego zmartwychwstania” („Instructio Psalmorum”, 5). Widział on we wszystkich psalmach przenikanie i światło tajemnicy Chrystusa oraz Jego Ciała, którym jest Kościół. Przy różnych okazjach Hilary spotykał się ze św. Marcinem; właśnie blisko Poitieris przyszły biskup Tours założył klasztor, który istnieje do dzisiaj.

Hilary zmarł w 367 r. Jego liturgiczne wspomnienie obchodzi się 13 stycznia. W 1851 r. bł. Pius IX ogłosił go doktorem Kościoła.

Dla podsumowania głównych treści jego doktryny chciałbym powiedzieć, że Hilary znajduje punkt wyjścia całej swojej refleksji teologicznej w wierze chrztu. W dziele „De Trinitate” Hilary pisze: „Pan nakazał chrzcić w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (por. Mt 28, 19), tzn. chrzcić, wyznając i Stwórcę, i Jednorodzonego, i Tego, który jest Darem. Jeden jedyny jest Stwórca wszystkiego, gdyż jeden tylko jest Bóg Ojciec, od którego wszystko pochodzi. Jeden jedyny jest Pan nasz, Jezus Chrystus, przez którego wszystko zostało stworzone (por. 1 Kor 8, 6), jeden jedyny jest też Duch (por. Ef 4, 4), który jest darem we wszystkich (…). W niczym nie można znaleźć braku pełni tak wielkiej, w której spotykają się w Ojcu, w Synu i w Duchu Świętym nieskończoność w Wiekuistym, objawienie w Obrazie, radość życia w Darze” („De Trinitate” 2, 1). Bóg Ojciec, będąc cały miłością, jest zdolny przekazać w pełni swoje bóstwo Synowi. Dla mnie szczególnie piękna jest formuła św. Hilarego: „Bóg nie potrafi być niczym innym, jak Miłością, nie potrafi być nikim innym, jak Ojcem. A kto kocha, nie jest zazdrosny, kto zaś jest ojcem, jest nim w całej pełni. Imię to nie dopuszcza kompromisu, jakby Bóg miałby być ojcem tylko w niektórych wymiarach, zaś w innych nie byłby nim” (tamże 9, 61).

Reklama

Dlatego też Syn jest w pełni Bogiem, bez jakiegokolwiek braku czy pomniejszenia: „Ten, który pochodzi od Doskonałego, jest Doskonały, gdyż Ten, który posiada wszystko, daje Mu też wszystko” (tamże 2, 8). Tylko w Chrystusie, Synu Bożym i Synu Człowieczym, ludzkość znajduje zbawienie. Przyjmując ludzką naturę, złączył On ze sobą każdego człowieka, „stał się ciałem nas wszystkich” („Tractatus super Psalmos” 54, 9); „przyjął w siebie naturę wszelkiego ciała, przez nie stał się prawdziwym życiem, ma też w sobie korzeń wszelkiego szczepu” (tamże 51, 16). Dlatego też droga ku Chrystusowi jest otwarta dla wszystkich - gdyż On przyciągnął wszystkich do swojego bycia człowiekiem - chociaż zawsze konieczne jest osobiste nawrócenie: „Dzięki relacji i związkowi z Jego ciałem przystęp do Chrystusa jest otwarty dla wszystkich ludzi, pod warunkiem, że porzucą starego człowieka (por. Ef 4, 22) i przybiją go do Jego krzyża (por. Kol 2, 14), że pozostawią wcześniejsze dzieła i nawrócą się, aby razem z Nim być pogrzebanymi w Jego chrzcie, mając przed sobą perspektywę życia (por. Kol 1, 12; Rz 6, 4)” (tamże 91, 9).

Wierność Bogu jest darem Jego łaski. Dlatego św. Hilary prosi pod koniec swojego traktatu „O Trójcy Świętej”, aby być wiernym wierze chrztu. Jest to charakterystyczne dla tej księgi: refleksja przemienia się w modlitwę, zaś modlitwa powraca do refleksji. Cała księga jest dialogiem z Bogiem.

Chciałbym zakończyć dzisiejszą katechezę jedną z tych modlitw, która stanie się w ten sposób również naszą modlitwą: „O, Panie - recytuje w sposób natchniony św. Hilary - spraw, abym zawsze zachowywał wiarę w to, co wyznałem w symbolu mojego odrodzenia, gdy zostałem ochrzczony w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Abym wielbił Ciebie, naszego Ojca, a razem z Tobą Twojego Syna; abym zasłużył na Twojego Ducha Świętego, który pochodzi od Ciebie, przez Twojego Jednorodzonego. Amen” („De Trinitate” 12, 57).

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

2020-01-13 08:12

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dzień, który zamknął kartę w historii Kościoła.

2020-02-28 16:45

[ TEMATY ]

papież

Benedykt XVI

Castel Gandolfo

Grzegorz Gałązka

28 lutego był ostatnim dniem pontyfikatu Benedykta XVI.

Dokładnie siedem lat temu, 28 lutego 2013 r., Benedykt XVI przestał być biskupem Rzymu.
Tamtego historycznego dnia przebywał już z dala od Watykanu, w Pałacu w Castel Gandolfo.

Przed godziną 20,00 pojawił się po raz ostatni na balkonie Pałacu Apostolskiego, by pozdrowić wiernych, którzy licznie zgromadzili się na placu miasteczka.

Oto ostatnie słowa wypowiedziane przez Benedykta XVI jako urzędującego Papieża: "Wiecie, że mój dzisiejszy dzień jest inny niż poprzednie. Nie jestem już, to znaczy nie będę już od godziny dwudziestej Papieżem, najwyższym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego. Jestem tylko pielgrzymem, który rozpoczyna ostatni etap swej ziemskiej wędrówki. Chciałbym jednak z całego serca, z całej duszy, moją miłością i modlitwą, moją refleksją i wszelkimi siłami wewnętrznymi służyć dobru wspólnemu, dobru Kościoła i ludzkości".

CZYTAJ DALEJ

Bez Eucharystii

2020-03-28 00:42

pixabay

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie jest odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Wiele lat temu moja przyjaciółka wzięła udział w Szkole Ewangelizacji zorganizowanej w Białymstoku przez Ruch Światło – Życie. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że miała wtedy 20 lat i nie należała do Ruchu, nigdy nawet nie była na żadnym wyjeździe oazowym. W czasie przeznaczonym na powiedzenie kilku słów o sobie każdy z uczestników wstawał i opowiadał, który stopień formacji ma za sobą, wymieniał udział w KODA, itd. Kiedy przyszła kolej na nią też wstała i, jakby nigdy nic, powiedziała, że jej formacją jest codzienna Eucharystia. O ciszy, która wtedy zapadła do tej pory opowiadają ci, którzy słyszeli to wyznanie. Niedługo potem została zakonnicą i – prawdopodobnie aż do teraz – nie przeżyła ani jednego dnia bez Eucharystii. A jednak teraz, gdy taki czas przyszedł, podporządkowała się dekretom biskupów i nie wychyla głowy z klasztoru w poszukiwaniu Mszy św. Wszystkie siostry w jej domu czekają, w zawierzeniu, aż będą mogły uczestniczyć na nowo w spotkaniu z Oblubieńcem. Dlaczego? Bo formacją może być też…brak Eucharystii.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, uważana przez Kościół za jedną z najbardziej „eucharystycznych” świętych, tak bardzo czekała na dzień Pierwszej Komunii Świętej, że przez wiele tygodni przygotowań wymyślała sobie coraz to nowe pobożne praktyki i szeptała akty strzeliste, aby w tym dniu ofiarować je Jezusowi jak bukiet najpiękniejszych kwiatów. Dzień, w którym przyjęła po raz pierwszy Komunię św. uznawała do końca życia za „najpiękniejszy spośród wszystkich dni”. Po latach napisała nawet: „Jakże słodki był dla mej duszy ten pierwszy pocałunek Jezusa!”

Czy do szaleństwa zakochana w Jezusie Teresa nie pragnęła przyjmować Go codziennie? Czy nie była na to gotowa? Czy nie tęskniła? A jednak na drugie spotkanie musiała czekać prawie cały miesiąc, bo wtedy w Kościele do Komunii św. nie przystępowano codziennie. I Teresa czekała! Unikała najmniejszej choćby pokusy do grzechu, aby tylko być ewangeliczną panną roztropną, która z lampą pełną oliwy czeka na mogącego przyjść lada chwila Oblubieńca! Teresa, której list z 1889 r. do Piusa X jest małym traktatem o Eucharystii ostatnią Komunię św. przyjęła kilkanaście dni przed śmiercią. Z wielkim trudem i bólem, ale przyjęła decyzję przełożonych, gdy nie pozwolono jej już przystępować do Komunii św. codziennie…

Ta, która chciała stać się „cząstką Jezusa Hostii”, gdy tylko dowiadywała się, że w jakimś kościele jest zaniedbane tabernakulum, zachęcała by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić”… Czy ona tęskniła mniej, niż my?

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie musi być odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Ilu z nas, rzeczywiście, unika choćby okazji do grzechu, aby zawsze być gotowym na przyjęcie Jezusa?

Ilu, po popełnionym grzechu, od razu szuka konfesjonału, aby w spowiedzi umyć grzechowy brud, który jest przeszkodą w przyjmowaniu Komunii?

Ilu, całym serem, oddaje Bogu każdą myśl, gdy siedzi w ławce w czasie niedzielnej Mszy św.?

Ilu z nas odlicza godziny do kolejnego z Nim spotkania?

Ilu pamięta o tym, że przed Nim aniołowie kryją twarz?

Ilu nie spuszcza Go z oczu w czasie podniesienia?

Ilu robi znak krzyża mijając kościół, bo tam, w ciemnym tabernakulum, jest właśnie On?

A ilu w czasie ubiegłorocznej procesji Bożego Ciała, idąc za Nim, opowiadało swojej dawno niewidzianej znajomej o nowych butach i ślubie córki?

Ilu z nas wierzy, że na święta trzeba mieć czyste auto i stoi w długiej kolejce do myjni, ale nie ma poczucia konieczności stania w kolejce do konfesjonału?

Ilu z nas, w ubiegłoroczny Wielki Piątek, znalazło czas, aby upiec kolejny popisowy makowiec, ale nie aby zapłakać przy Jego grobie?

Ilu, w Wielką Sobotę, pamiętało o poświęceniu jajek, a nie zajrzało do kaplicy adoracji?

Ilu, jeszcze niedawno, na czas niedzielnej Mszy planowało galerię, wycieczkę i rodzinny obiad?

Ilu z nas kiedykolwiek zapragnęło być „cząstką Jezusa Hostii”?

Kościół przeżywa Rok Eucharystii. Cały chciał się skupić na zanurzeniu w Jej tajemnicy, na odkrywaniu Jej piękna, na celebrowaniu ukrycia, w Niej, jakie wybrał Jezus. I oto Rok Eucharystii Kościół przeżywa bez Eucharystii…

Czy pamiętamy kiedykolwiek taki czas? Czy „za naszego życia” już coś takiego było? Oczywiście, że nie, dlatego stoimy przed szansą, aby zrobić w swoim sercu i w życiu prawdziwy remanent, rewizję, a niektórzy z nas nawet gruntowny remont – musimy znaleźć w swoim życiu miejsce na Eucharystię! Musimy posprzątać, pomalować, wyrzuć graty, rupiecie i śmieci, aby w chwili, gdy „Pan przyjdzie z nieba” być gotowym!

To nie jest czas na kontestację decyzji biskupów, szukanie świątyń gdzie „załapiemy się na piątkę, bo my nikogo nie zarażamy”. To jest czas na rachunek sumienia z Eucharystii i szansa - gdy tęsknimy -  by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić…”

Brak może przygotować miejsce dla Obecności. Nie zmarnujmy tego.

CZYTAJ DALEJ

#NiedzielaDlaDzieci: Za rękę z Maryją

2020-03-28 15:45

[ TEMATY ]

dzieci

modlitwa

różaniec

#NiedzielaDlaDzieci

Herby Meseritsch/Adobe Stock

Po co mamy modlić się na różańcu? O czym mówią poszczególne tajemnice? I czym w ogóle jest modlitwa różańcowa? Wyjaśniamy.

Lubię modlić się za kogoś na różańcu. Powtarzając „Zdrowaś”, „Zdrowaś”... czuję, że naprawdę kogoś obejmuję modlitwą. Jakbym ciągle Bogu przypominał o kimś. Albo okrywał kogoś płaszczem modlitwy. Przez ręce Maryi. To ona pomaga mi wstawiać się za kimś u Boga. Kiedy trzymamy różaniec, to jest trochę tak, jakbyśmy chwycili się dłoni Maryi i pozwolili się prowadzić. Ona nas prowadzi. Nie byle gdzie, ale zawsze do Jezusa.

Nie wiem, czy zauważyłeś, ale w centrum modlitwy „Zdrowaś Maryjo” jest właśnie Imię Jezus.

Odmawianie Różańca to patrzenie na Jezusa oczami Maryi. W tym wpatrywaniu się pomagają nam tajemnice różańcowe. Są to różne wydarzenia z życia Jezusa, o których myślimy podczas odmawiania poszczególnych dziesiątek naszej modlitwy. Dzięki nim w Różańcu streszczona jest cała Ewangelia.

Co to są tajemnice radosne i światła?

Na początku są tajemnice radosne. Wspominamy w nich wydarzania związane z Narodzeniem Pana Jezusa i Jego dzieciństwem. Gdy przychodzi na świat dziecko, przynosi ogromnie dużo

radości swoim rodzicom i całej rodzinie. Ten mały bobas często płacze, woła jeść, trzeba spędzać przy nim wiele czasu, często i w nocy. A mimo to daje wszystkim tyle uśmiechu. Wystarczy, że po prostu jest. Odmawiając tajemnice radosne, razem z Maryją cieszymy się z przyjścia na świat Pana Jezusa.

Potem są tajemnice światła. Przypominamy sobie szczególne chwile z okresu, gdy Jezus nauczał tłumy i czynił cuda. Wyprowadzał ludzi z ciemności grzechu, lęku i kłamstwa, i prowadził do światła prawdy. Bo kiedy człowiek poznaje prawdę, to wyraźniej widzi siebie i drugiego człowieka. W tajemnicach światła Pan Jezus pokazuje, kim naprawdę jest i jak bardzo jest dla nas dobry.

A o czym mówią tajemnice bolesne i chwalebne?

Po chwilach radosnych i pełnych blasku nastają w życiu Jezusa momenty bardzo trudne.

Są one związane z krzyżem i śmiercią. W tych wydarzeniach myślimy o tym, jak wiele Pan Jezus przecierpiał dla każdego z nas.

Razem z Matką Bożą patrzymy na Jezusa niosącego krzyż. To tajemnice bolesne.

Chcemy współczuć Jezusowi i pocieszać Go. Być blisko Niego. Łatwiej znosi się cierpienie, gdy ma się obok siebie kogoś bliskiego.

Dobrze wiemy jednak, że Ewangelia nie kończy się na Golgocie. Potem przychodzi oczekiwany poranek Zmartwychwstania.

O tym opowiadają ostatnie tajemnice Różańca – tajemnice chwalebne. Jezus pokazuje wszystkim swoją chwałę. Pokonuje śmierć. Wstępuje do nieba. Posyła Ducha Świętego. Wprowadza do nieba swoją Mamę. Mamy się z czego cieszyć!

Po co mamy modlić się na różańcu?

Różaniec opowiada o całym życiu Pana Jezusa. Ale mówi też o naszym życiu. Przecież my

także przeżywamy chwile radosne, gdy na przykład odwiedzamy przyjaciela albo jedziemy na przejażdżkę rowerową. Są także u nas momenty, które możemy porównać do tajemnic

światła. Kiedy rozwijasz swoje talenty czy też uczysz się swojego ulubionego przedmiotu, to jakbyś pozwalał Panu Jezusowi, żeby On dawał ci poznać prawdę o sobie i o świecie.

W życiu jednak nie zawsze jest z górki. Przychodzą też wydarzenia trudne, które trzeba jakoś przejść. Dobrze jest wtedy mieć obok siebie kochającą osobę.

Potem przychodzi czas szczęścia, że udało się coś osiągnąć. To takie nasze tajemnice chwalebne. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że w każdym wydarzeniu naszego życia możemy odnaleźć Jezusa. Czy jest to radość i szczęście, czy też trochę bólu – On jest z nami.

Inne ciekawe materiały dla dzieci: Zobacz

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję