Reklama

Każda chwila jest ważna

Rozważania o czasie zawsze przypominają o jego wartości. W cywilizacjach wysoko rozwiniętych bardzo ceni się czas, ważny jest nie tylko każdy rok, ale dzień, godzina, nawet minuta. Także w perspektywie wiary każda chwila ma wartość niewymierną. O zn
Edycja warszawska (st.) 52/2001

MILENA KINDZIUK: - Nowy Rok zaczyna się 1 stycznia. Dlaczego w tym dniu?

KS. PROF. JÓZEF NAUMOWICZ: - Data ta jest umowna, gdyż nie stanowi jakiegoś momentu przełomowego w kalendarzu astronomicznym. Zresztą, została przyjęta raczej przypadkowo: otóż w dawnym Rzymie nowy rok zaczynał się w marcu, wtedy też obejmowali swój urząd dwaj konsulowie wybierani dokładnie na jeden rok. Jednak w 153 r. przed Chrystusem obaj konsulowie polegli w walce. Ponieważ trwała wojna i potrzebni byli przywódcy, stąd szybko wybrano nowych, którzy objęli funkcję już 1 stycznia. Odtąd data ta przyjęła się jako początek roku cywilnego.

- Czy wcześniej rok zaczynał się na wiosnę?

- Tak było w wielu najstarszych kulturach, gdyż wiosna wyznacza początek nowego życia w przyrodzie. W Izraelu na przykład wiosenny miesiąc Nisan był pierwszym miesiącem roku. Podobnie w Rzymie: rok zaczynał się w marcu. Świadczą o tym nazwy miesięcy w języku łacińskim, np. december (grudzień) oznacza: miesiąc dziesiąty (decem to po łacinie dziesięć), a nie dwunasty. Liczono bowiem od marca.

- Jednak Juliusz Cezar, który w 46 r. przed Chrystusem zreformował kalendarz, utrzymał tradycję, że rok zaczyna się od 1 stycznia, czy tak?

- Tak. I dzięki temu data ta przyjęła się niemal powszechnie. Kalendarz Juliusza Cezara bowiem, zwany od jego imienia " juliańskim", stosowany był w całym Cesarstwie Rzymskim, a następnie wszedł na stałe do kultury europejskiej i nie tylko.

- Został jednak zreformowany w XVI w. i dziś posługujemy się kalendarzem gregoriańskim.

- Reforma ta była wówczas potrzebna. Otóż w kalendarzu juliańskim rok liczył 365 dni, a co cztery lata - w tzw. roku przestępnym - dodawano jeden dzień. Niezupełnie jednak zgadzał się on z czasem astronomicznym. Był o 11 minut i 12 sekund dłuższy od roku słonecznego, a więc od rzeczywistego czasu obiegu Ziemi dookoła Słońca. Z różnicy tej, pozornie niewielkiej, w ciągu 128 lat powstawał jeden pełny dzień. W ciągu kilkunastu wieków rozbieżności między rokiem astronomicznym i kalendarzowym były coraz większe. Poprawki do kalendarza juliańskiego wniósł papież Grzegorz XIII, znany w historii Kościoła z odważnych reform wprowadzanych w duchu Soboru Trydenckiego. Zgodnie z zaleceniem tego Soboru, powołał on komisję, która opracowała odpowiednie zmiany. Główne zasady nowego kalendarza Papież ogłosił w specjalnej bulli Inter gravissimas z 1582 r. Najpierw korygował błędy, odejmując 10 dni od kalendarza juliańskiego: rok 1582 skrócono o 10 dni, aby przywrócić zgodność dat z kalendarzem słonecznym. Stąd po czwartku 4 października następował piątek 15 października. Akurat tej nocy umierała św. Teresa z Avila: można powiedzieć, że zmarła w nocy z 4 na 15 października.

- Jakie inne zmiany wprowadził papież Grzegorz XII?

- Zasadnicza zmiana polegała na tym, że rok przestępny nadal obowiązywał co cztery lata, z wyjątkiem jednak lat wyznaczających stulecie (data kończąca się dwoma zerami, np. 1600). Są one przestępne jedynie wówczas, gdy liczba wieków dzieli się przez cztery. Dlatego rok 1600 jest przestępny, a 1700 nie jest. Nie mogła więc już na przyszłość powstawać różnica między rokiem słonecznym i kalendarzowym.

- Jak przyjęto ten nowy kalendarz zwany "gregoriańskim"?

- Kraje katolickie przyjęły go bardzo szybko. Stopniowo zaakceptowały go także kraje protestanckie. Ale niektóre państwa, zwłaszcza prawosławne, odeszły od tzw. "starego" kalendarza, czyli juliańskiego dopiero w XX wieku, np. Bułgaria, Rumunia, Rosja, Grecja. Musiały one jednak odjąć nie dziesięć, ale trzynaście dni. Wynikało to stąd, że lata 1700, 1800 i 1900 w kalendarzu gregoriańskim nie były przestępne i trwały o jeden dzień krócej niż w juliańskim. Stąd powiększyły różnicę między oboma kalendarzami o trzy dni.

- Kalendarz juliański jednak nie zanikł.

- Stosują go nadal Kościoły wschodnie, głównie przy wyznaczaniu daty świąt liturgicznych. Nie zaaprobowały one reformy wprowadzonej przez papieża. Np. parlamenty Rosji czy Grecji oficjalnie przyjęły kalendarz gregoriański. Nie zgodziła się jednak na to Cerkiew, która w liturgii zachowuje kalendarz juliański. Dlatego też Kościoły wschodnie do dziś obchodzą święto Bożego Narodzenia trzynaście dni później, czyli 7 stycznia. W starym kalendarzu juliańskim właśnie wtedy przypada 25 grudnia.

- Z Nowym Rokiem wiążą się obchody Sylwestra. To też stara tradycja, prawda?

- Chyba w każdej kulturze przełom roku był okazją do różnego rodzaju zabaw. Trzeba jednak pamiętać, że Sylwester - to imię jednego ze starożytnych świętych papieży, którego czcimy właśnie w ostatnim dniu roku kalendarzowego. Z pewnością nie spodziewał się on, że jego imię zwiąże się z dzisiejszą nazwą popularnych zabaw, kończących stary i witających Nowy Rok.

- Popularność Sylwestra nie wynika chyba jednak tylko z jego miejsca w kalendarzu?

- Oczywiście, że nie. Zasłużył się on w wielu dziedzinach. Działał w okresie przełomowym w historii Kościoła. Stolicę Piotrową objął bowiem w styczniu 314 r., w kilka miesięcy po słynnym edykcie mediolańskim, który wprowadzał tolerancję religijną w Cesarstwie Rzymskim i kończył epokę prześladowania chrześcijan. Był więc pierwszym papieżem pokoju. Za jego pontyfikatu zbudowano w Rzymie pierwsze wielkie bazyliki: św. Piotra, św. Pawła za Murami, św. Jana na Lateranie. Odbył się też pierwszy sobór powszechny w Nicei w 325 roku, który ogłosił wyznanie wiary, stanowiące zasadniczą część Credo, recytowanego do dziś we Mszy św. Różne wydarzenia można wymieniać długo. Papież ten zmarł 31 grudnia 335 r. i podobnie jak inni święci czczony jest w dniu swej śmierci a więc w ostatnim dniu roku. Do charakteru tego dnia nawiązuje liturgia ze wspomnienia św. Sylwestra, przypominająca, że Bóg kieruje doczesną historią. Przypomina też o przemijaniu czasu i o konieczności właściwego jego wykorzystania.

- Właśnie, Nowy Rok to również okazja, by powiedzieć o stosowanej obecnie rachubie lat. Kiedy ona powstała i co jest w niej istotne?

- Dziś posługujemy się tzw. chrześcijańską rachubą polegającą na liczeniu lat od narodzenia Jezusa. Jest ona nazywana także erą Chrystusową, erą powszechną - ze względu na jej powszechne zastosowanie, erą Dionizego - wprowadził ją bowiem w VI wieku rzymski mnich, Dionizy Mniejszy, wreszcie, określana jest "naszą erą" - przez tych, którzy w nazwie chcą unikać imienia Chrystus. W tym systemie chronologicznym wszystkie wydarzenia zapisane są jednak: "po Chrystusie", albo "przed Chrystusem", nawet jeśli samo Imię jest niekiedy pominięte. Niezależnie jednak od tego, czy jest ono wymieniane, czy przemilczane, Chrystus pozostaje w centrum tej rachuby czasu.

- W swej książce "Geneza chrześcijańskiej rachuby lat", Ksiądz Profesor broni Dionizego Mniejszego, twierdząc, że jego ustalenia roku narodzenia Jezusa i początku ery chrześcijańskiej były właściwe. Czy więc, jak często słyszy się zarzut, nie popełnił on błędu w swych obliczeniach, ustalając datę narodzenia Chrystusa o kilka lat - cztery, pięć, sześć lub nawet siedem lat - za późno?

- Odpowiedź wymagałaby dłuższego wywodu, ale powiem w skrócie. Faktem jest, że Dionizy nie był historykiem. Nie prowadził badań historycznych i nie starał się za wszelką cenę do nich dostosować. Był natomiast teologiem i stąd szczególną uwagę przywiązywał do znaczenia teologicznego dat i wydarzeń. W ustaleniu początku swej ery wykorzystał on ustalony bieg cykli paschalnych (cykl obejmował 19 lat, po których powtarzały się daty pełni księżyca i inne). Rok narodzenia Jezusa ustalił w ten sposób, że umieścił go na początku jednego z tych cykli, a więc w pierwszym jego roku. Uczynił to po to, by podkreślić, że Chrystus jest początkiem wszystkiego, od Niego wszystko się zaczyna. Zgodnie z tymi przyjętymi założeniami teologicznymi, była to rachuba prawidłowa. Nie można jej było zarzucić, że jest błędna. Niewątpliwie jest to data symboliczna, ale też bliska rzeczywistej dacie narodzin Chrystusa.

- Rachuba ta dzisiaj przyjęła się niemal powszechnie...

- Niemal powszechnie stosowana jest w krajach chrześcijańskich. Ale nie tylko. Oficjalnie używa się jej np. w Turcji, gdzie "europejski" system liczenia, wraz z alfabetem łacińskim wprowadzono w 1927 r. Oczywiście, w większości krajów muzułmańskich lata liczy się od tzw. hidżry, a więc od ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny (od 622 r. po Chrystusie, obecnie jest 1422). Rachuba europejska jest tam jednak znana, np. w Egipcie jest stosowana obok hidżry. Podobnie Japonia czy Chiny znają tzw. kalendarz europejski i używają go obok swych tradycyjnych sposobów liczenia lat. W wielu krajach niechrześcijańskich " kalendarz zachodni" jest znany tak samo, jak język angielski i kultura europejska. Niewątpliwie rachuba Dionizego jest najbardziej powszechnym systemem chronologicznym w świecie.

- Jakie więc znaczenie ma ta rachuba dzisiaj?

- Przede wszystkim jest praktycznym, wygodnym systemem liczenia lat. Ale pełni też funkcję jednoczącą. Dziś bowiem posługuje się nią ogromna część ludzkości, niezależnie od światopoglądu i wyznania. Łączy więc narody świata. Stanowi element wspólnego dziedzictwa kulturowego.

Na specjalną jej rolę wskazał Dionizy Mniejszy, który wprowadzając nowy system w VI w., stwierdzał: należy liczyć lata od narodzenia Jezusa po to, aby "bardziej zaznaczyć początek naszej nadziei i aby wyraźniej zajaśniało nam źródło odnowienia ludzkości" . Każda więc data roczna, którą stawiamy na liście, dokumencie czy rachunku, przypomina - nawet jeśli z tego nie zdajemy sobie sprawy - gdzie jest źródło naszej nadziei i kto stoi u początku wszystkiego.

Wreszcie, dionizyjska rachuba lat potwierdza centralne miejsce Chrystusa w dziejach. Jest On centralnym punktem historii nie tylko w sensie chronologicznym, ale przede wszystkim zbawczym.

- Kiedyś w kolędzie "Wśród nocnej ciszy" śpiewano: " Cztery tysiące lat oczekiwany". Dlaczego taka liczba?

- To znaczy, od początku świata. W XVI-XVIII w. chętnie obliczano, kiedy został stworzony świat. Z ponad dwustu znanych obliczeń, wszystkie wskazywały rok ok. 4000 przed Chrystusem jako początek stworzenia. Znalazło to wyraz w naszej kolędzie. Przypomnijmy też, że era żydowska liczy się od stworzenia świata, od 3761 roku przed Chrystusem.

- Czy współczesnemu człowiekowi potrzebna jest refleksja nad czasem i jego rachubą?

- Rozważania o czasie zawsze przypominają o jego wartości. Kiedy przed kilkoma miesiącami Guanter Grass mówił o kryzysie we współczesnej kulturze europejskiej, jako pierwszy czynnik wymienił kryzys niemieckich kolei przejawiający się w tym, że zaczęły spóźniać się tamtejsze pociągi. Otóż, w cywilizacjach wysoko rozwiniętych bardzo ceni się czas: ważny jest nie tylko każdy rok, ale dzień, godzina, minuta, wręcz ułamki sekund. Dlatego też w kulturze chrześcijańskiej docenia się wartość czasu. Zachęca się, by nie był on jedynie owym chronosem, który przemija i staje się pusty, ale był owym kairos - czasem "upodobania" i miłości, momentem wykorzystywania szansy, jaką daje nam Bóg, który zawsze chce nam być bliski i pozwala się znaleźć. Dlatego w perspektywie wiary każda chwila naszego życia ma wartość niewymierną.

- Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Abp Gądecki: zależy nam na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym

2019-07-18 16:59

Niedziela, dg / Warszawa (KAI)

Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym - powiedział abp Stanisław Gądecki w wywiadzie z tygodnikiem katolickim "Niedziela". Przewodniczący Episkopatu Polski porusza m.in. kwestie ataków na Kościół, dialogu ze środowiskami LGBT, lustracji oraz wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży.

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

Abp Gądecki przypomina „akty jawnej profanacji największych świętości”, które miały miejsce w ostatnich tygodniach w Polsce, wymieniając profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej oraz akty bluźnierstwa podczas marszów i parady równości.

Wskazuje, że te inicjatywy walcząc o tolerancję, stają się „miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych”. Wśród ataków na Kościół przewodniczący KEP wymienia również napaści na świątynie i ataki na księży. - I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!” – stwierdza hierarcha.

Pytany o różnice w podejściu Kościoła do lustracji i zjawiska wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży, abp Gądecki rozróżnił najpierw „medialną nagonkę” na Kościół od dążenia do prawdy i zmagania się ze złem.

- Bardzo nam zależy na dojściu do prawdy i wewnętrznym oczyszczeniu Kościoła. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. Trudno w naszym społeczeństwie znaleźć drugie takie środowisko, które podjęło aż tyle przedsięwzięć, inicjatyw i rozwiązań mających na celu rozliczenie przeszłości i prewencję na przyszłość. Zależy nam bowiem na naprawieniu krzywd wobec osób zranionych grzechem ludzi Kościoła. Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym – powiedział poznański metropolita.

Zwraca uwagę, że problem wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży wykorzystywany jest do ataków na Kościół, mających na celu odebranie mu wiarygodności moralnej. Hierarcha przyczynę widzi w tym, że Kościół jest „ostatnim głosem w społeczeństwie, który nie idzie na kompromis ze współczesnymi prądami demoralizującymi, ale nie boi się mówić, że życie szczęśliwe to życie, w którym człowiek stawia sobie jasne wymagania. Siły libertyńskie chciałyby z pewnością ten głos uciszyć i wyeliminować”.

Abp Gądecki wskazuje, że gdy podnoszono kwestię lustracji, Kościół jako jedyne środowisko przeprowadził działania lustracyjne. „Podobnie jest dzisiaj. Wiele osób publicznie wypowiada się o pedofilii w Kościele, a jednocześnie nie interesuje się wcale krzywdą młodych ludzi, która dokonuje się w innych środowiskach” – stwierdził.

Hierarcha pytany o korelację między skłonnościami homoseksualnymi a pedofilią, odpowiada, że „wielu ludzi zaprzecza tego rodzaju zależności. Jednakże wyniki dotychczasowej kwerendy, której dokonaliśmy, mówią o pedofilii homoseksualnej w niemal 60 proc.”, dodając, że organizacje prorodzinne zajmujące się również tą kwestią wskazują na jeszcze wyraźniejszą zależność.

– Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Prawdą jest też to, że Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim, i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny. Także osoby przynależące do wspomnianych środowisk mają to prawo – powiedział przewodniczący KEP pytany o możliwość dialogu ze środowiskami LGBT. Zaznaczył również, że w głoszonej im ewangelii nie może zabraknąć prawdy o grzechu.

Abp Gądecki wyjaśnił m.in. również, że mimo zarzutów stawianych filmowi braci Sekielskich, wciąż uważa za słuszne wyrażone po jego premierze podziękowania: „Mam nadzieję, że wstrząs wywołany przez ten film przyczyni się do wewnętrznego oczyszczenia wspólnoty Kościoła. I w tym sensie ufam, że wyniknie z niego dobro”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Brytania: lekarze chcą odłączyć 5-letnie dziecko od aparatury podtrzymującej życie

2019-07-19 12:34

rk (KAI/LifeSiteNews.com) / Londyn

O losach 5-letniej dziewczynki, którą brytyjscy medycy chcą odłączyć od urządzeń podtrzymujących życie, rozstrzygnie sąd. Choć dziecko zgodził się przyjąć włoski szpital pediatryczny w Genui, londyńska placówka medyczna sprzeciwia się temu, by rodzice zorganizowali i opłacili transport córki. Komentatorzy wskazują na podobieństwo tego przypadku do wcześniejszych spraw, w których mali pacjenci brytyjskich szpitali – Charlie Gard i Alfie Evans – zostali odłączeni decyzją sądu od aparatury utrzymującej życie, choć pomoc oferowały im placówki medyczne na całym świecie.

AR

Tafida Raqeeb, córka imigrantów z Bangladeszu, straciła przytomność kilka miesięcy temu na skutek pęknięcia naczyniaka tętniczo-żylnego mózgu. Mimo operacji, pięcioletnie dziecko nie odzyskało przytomności, a lekarze Royal London Hospital zwrócili się do sądu, by ten pozwolił na odłączenie pacjentki od aparatury, która zapewnia jej życie w stanie półprzytomności. Tafida reaguje na ból, daje niekiedy oznaki życia.

Rodzice Shalina i Mohammed poprosili o pomoc włoskich pediatrów z Instytutu im. Gianniny Gaslini w Genui – szpitala o światowej renomie. Ci, po zapoznaniu się z dokumentacją i konsultacji z brytyjskimi lekarzami, zgodzili się interweniować. Rodzice mają jedynie zorganizować i opłacić transport. O losach dziecka ma ostatecznie zdecydować brytyjski wymiar sprawiedliwości.

Włoscy komentatorzy wskazują na podobieństwo tego przypadku do wcześniejszych spraw, w których mali pacjenci brytyjskich szpitali zostali odłączeni decyzją sądu od aparatury podtrzymującej życie, choć pomoc oferowały im placówki medyczne na całym świecie.

W lipcu 2017 roku w londyńskim hospicjum dla dzieci zmarł liczący niespełna rok Charlie Gard, cierpiący od urodzenia na rzadką chorobę genetyczną. Wcześniej Trybunał Europejski polecił odłączyć wszystkie aparaty zapewniające życie małego pacjenta. Szpital dziecięcy pw. Dzieciątka Jezus w Rzymie był gotów zaopiekować się chłopcem.

W ubiegłym roku na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców został odłączony od aparatury Alfie Evans. Nastąpiło to na 11 dni przed drugą rocznicą urodzin dziecka, cierpiącego na niedobór transaminazy GABA. Jego rodzice bezskutecznie walczyli o przetransportowanie syna do watykańskiego szpitala pediatrycznego. Pomoc w tej sprawie oferował także prezbiteriański szpital pediatryczny w Nowym Jorku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem