Reklama

Historia

Zbrodnia katyńska – dziś mija 80 lat

80 lat temu, 5 marca 1940 r., Biuro Polityczne KC WKP(b) podjęło decyzję o rozstrzelaniu polskich jeńców przebywających w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz polskich więźniów przetrzymywanych przez NKWD na obszarze przedwojennych wschodnich województw Rzeczypospolitej. Konsekwencją tej decyzji była zbrodnia katyńska.

19 września 1939 r. szef NKWD Ławrientij Beria powołał Zarząd ds. Jeńców Wojennych i Internowanych Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych i nakazał zorganizowanie sieci obozów. Decyzję tę można określić jako paradoksalną. Związek Sowiecki twierdził, że nie prowadzi działań wojennych przeciw Polsce, lecz jedynie od 17 września 1939 r. z powodu „rozpadu państwa polskiego” działa na rzecz zabezpieczenia mienia i życia mieszkańców Kresów. Mimo to tworzone obozy nazwano jenieckimi.

Na początku października 1939 r. władze sowieckie zaczęły zwalniać część jeńców szeregowców. Był to kolejny element propagandowej narracji o wyzwoleniu ziem zachodniej Białorusi i Ukrainy. Od 17 września Sowieci dążyli do ideologicznego i „klasowego” oddzielenia oficerów „pańskiej Polski” od „ciemiężonych” żołnierzy wywodzących się spośród chłopów. Swoistym „uwiarygodnieniem” propagandy były niezliczone zbrodnie popełniane we wrześniu i w październiku na polskich oficerach na polu walki lub podczas marszu do tymczasowych obozów jenieckich.

W tym samym czasie podjęto decyzję o utworzeniu dwóch „obozów oficerskich” w Starobielsku i Kozielsku oraz obozu w Ostaszkowie, przeznaczonego dla funkcjonariuszy policji, KOP i więziennictwa. Pod koniec lutego 1940 r. więziono w nich 6192 policjantów i funkcjonariuszy innych służb oraz 8376 oficerów Wojska Polskiego.

Reklama

Wśród nich znajdowała się duża grupa oficerów rezerwy powołanych do wojska w chwili wybuchu wojny. Większość reprezentowała polską inteligencję – byli to lekarze, prawnicy, nauczyciele szkolni i akademiccy, inżynierowie, literaci, dziennikarze, działacze polityczni, urzędnicy państwowi i samorządowi, ziemianie. Obok nich w obozach znaleźli się kapelani katoliccy, prawosławni, protestanccy oraz wyznania mojżeszowego.

Precyzja tych danych wynika z uruchomionego około połowy lutego 1940 r. biegu wydarzeń, który miał zadecydować o losach polskich jeńców. 20 lutego kierownictwo Zarządu ds. Jeńców Wojennych zwróciło się do szefa NKWD z propozycją „rozładowania” przepełnionych obozów jenieckich. W rzeczywistości proces ich likwidacji rozpoczął się już pod koniec stycznia. Do końca stycznia 1940 r. władze obozów przesłały do tzw. Kolegium Specjalnego ponad 6 tys. spraw jeńców obozu w Ostaszkowie. Kolegium to było organem NKWD wydającym wyroki w trybie administracyjnym, bez wzywania oskarżonych. Podstawą wyroków były zapisy Kodeksu karnego ZSRS z 1926 r., który w artykule 58. wprowadzał pojęcie „wroga ludu”. W ten sposób rozumiano w praktyce każdą „aktywną działalność” lub „aktywną walkę […] przeciwko klasie robotniczej i ruchowi rewolucyjnemu”. Artykuł 58. dawał więc ogromne pole do interpretacji. Do końca następnego miesiąca zapadło pierwszych 600 „wyroków” opiewających na kary od trzech do sześciu lat obozów pracy na Kamczatce.

We wspomnianym piśmie z 20 lutego Zarząd ds. Jeńców Wojennych proponował zwolnienie ok. 300 ciężko chorych, inwalidów i żołnierzy lub funkcjonariuszy powyżej sześćdziesiątego roku życia oraz 400–500 oficerów rezerwy (agronomów, lekarzy, inżynierów, techników, nauczycieli) pochodzących z „nowych” obwodów Białorusi i Ukrainy. Warunkiem zwolnienia miał być brak jakichkolwiek materiałów obciążających polskich oficerów i funkcjonariuszy. Oficerowie Korpusu Ochrony Pogranicza, pracownicy prokuratur i sądów, „obszarnicy”, mieli zostać objęci postępowaniem Kolegium Specjalnego.

Reklama

22 lutego Beria, prawdopodobnie biorąc pod uwagę sugestie dotyczące rozpoczęcia postępowania przed Kolegium Specjalnym, wydał rozkaz przeniesienia do więzień zarządów NKWD obwodów woroszyłowgradzkiego (dziś Ługańsk), smoleńskiego i kalinińskiego (dziś Twer) niektórych więźniów obozów jenieckich. Do tej grupy zaliczono funkcjonariuszy więziennictwa, agentów wywiadu wojskowego, „prowokatorów”, osadników, pracowników prokuratur i sądów, „obszarników” i kupców. 3 marca obóz kozielski opuściło 115 jeńców, starobielski: dwunastu, ostaszkowski: ośmiu. Udało im się ocaleć. 26 lutego szef Zarządu ds. Jeńców Piotr Soprunienko polecił uzupełnienie niektórych danych jeńców i przesłanie kopii ich dokumentów do Moskwy. Rozkaz ten wykonano do końca miesiąca.

Zgromadzone dokumenty były podstawą notatki, którą Beria skierował do Stalina w dniu obrad Biura Politycznego KC WKP(b), 5 marca 1940 r. Ludowy komisarz spraw wewnętrznych stwierdzał w niej m.in.: „W obozach dla jeńców wojennych NKWD ZSRS i w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi w chwili obecnej znajduje się duża liczba byłych oficerów armii polskiej, byłych pracowników policji polskiej i organów wywiadu, członków nacjonalistycznych, kontrrewolucyjnych partii, członków ujawnionych kontrrewolucyjnych organizacji powstańczych, uciekinierów i innych. Wszyscy są zatwardziałymi wrogami władzy sowieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju sowieckiego”.

W dalszej części Beria zaznaczał: „Będący jeńcami wojennymi, oficerowie i policjanci, przebywający w obozach, usiłują kontynuować działalność kontrrewolucyjną, prowadzą agitację antysowiecką. Wszyscy czekają tylko na wyjście na wolność, aby móc aktywnie włączyć się do walki przeciw władzy sowieckiej. Organy NKWD w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi wykryły szereg kontrrewolucyjnych organizacji powstańczych. We wszystkich tych kontrrewolucyjnych organizacjach przywódczą rolę odgrywali byli oficerowie armii polskiej, byli policjanci i żandarmi”.

Według danych zawartych w piśmie Berii do Stalina w obozach dla jeńców wojennych przetrzymywano (nie licząc szeregowców i kadry podoficerskiej): „14 736 byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, żandarmów, służby więziennej, osadników i agentów wywiadu – według narodowości: ponad 97 proc. Polaków”.

Szef NKWD podawał, że wśród nich znajduje się: 295 generałów, pułkowników i podpułkowników, 2080 majorów i kapitanów, 6049 poruczników, podporuczników i chorążych, 1030 oficerów i podoficerów policji, straży granicznej i żandarmerii, 5138 szeregowców policji, żandarmerii, służby więziennej i agentów wywiadu oraz 144 urzędników, obszarników, księży oraz osadników.

Notatka informowała również: „W więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi przetrzymywanych jest ogółem 18 632 aresztowanych (wśród nich 10 685 Polaków)”. W tej liczbie: „1207 byłych oficerów, 5141 byłych policjantów, agentów wywiadu i żandarmerii, 347 szpiegów i dywersantów, 465 byłych obszarników, fabrykantów i urzędników, 5345 członków różnorakich kontrrewolucyjnych i powstańczych organizacji i różnych kontrrewolucyjnych elementów, 6127 uciekinierów”.

Oceniając, że wszyscy polscy jeńcy wojenni przetrzymywani w obozach oraz Polacy znajdujący się w więzieniach „są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej”, Beria wnioskował o rozpatrzenie ich spraw w trybie specjalnym, „z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelania”. Dodawał, że należy to rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia. Formalnie wyroki miały być wydawane przez „trójkę” w składzie: Iwan Basztakow (szef 1 Wydziału Specjalnego NKWD – ewidencyjno-statystycznego), Bogdan Kobułow i Wsiewołod Mierkułow (obaj byli zastępcami Berii). Nie było to więc Kolegium Specjalne NKWD, lecz inny, bliźniaczo podobny organ pozasądowy w ramach struktur Ludowego Komisariatu. Zastosowanie którejkolwiek z tych procedur pozwalało na „rozpatrywanie spraw” bez wzywania świadków.

Notatka Berii stała się de facto przyjętą bez poprawek uchwałą Biura Politycznego. Druga część dokumentu, zaczynająca się od słów: „Polecić NKWD ZSRS”, jest właściwym rozkazem wykonania zbrodni. Na omawianym piśmie Berii znalazły się aprobujące podpisy wszystkich obecnych: Stalina – sekretarza generalnego WKP(b), Klimienta Woroszyłowa – marszałka Związku Sowieckiego i komisarza obrony, Wiaczesława Mołotowa – przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych i komisarza spraw zagranicznych, i Anastasa Mikojana – wiceprzewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych i komisarza handlu zagranicznego, a także ręczna notatka: „Kalinin – za, Kaganowicz – za” (Michaił Kalinin był przewodniczącym Prezydium Rady Najwyższej ZSRS, formalnie głową państwa; Łazar Kaganowicz – wiceprzewodniczącym Rady Komisarzy Ludowych i komisarzem transportu i przemysłu naftowego). Nieobecnych i niepodpisanych przez sekretarza było trzech członków BP: Nikita Chruszczow, Andriej Żdanow i Andriej Andriejew. Pod podpisami widnieje poza tym adnotacja Berii: „Wyk.[onać]”. Ekspertyza grafologiczna przeprowadzona po odtajnieniu dokumentu w 1990 r. potwierdziła autentyczność wszystkich własnoręcznie złożonych podpisów.

Praktyka „podpisywania się” przez niektórych nieobecnych członków Biura Politycznego była powszechna. Często byli oni w kontakcie telefonicznym z Kremlem i potwierdzali swoje poparcie dla zapadających decyzji. Ta procedura miała sprawiać wrażenie kolegialności w podejmowaniu decyzji. W rzeczywistości od końca lat dwudziestych pełną kontrolę nad Biurem Politycznym sprawował Stalin. Nierzadko obrady BP odbywały się na daczy Stalina w Kuncewie i miały całkowicie nieformalny charakter. Poprzez zachowywanie procedur sowiecki dyktator dążył również do wciągnięcia swojego „dworu” do procesu podejmowania kluczowych decyzji. W ten sposób pragnął zapewnić sobie jego bezwzględne poparcie i rozłożyć odpowiedzialność za podjęte działania na wszystkich towarzyszy. W tym kontekście niezwykle prawdopodobne wydaje się, że większość członków BP dowiedziała się o notatce szefa NKWD dopiero w czasie posiedzenia, gdy decyzja została podjęta przez Stalina po konsultacjach wyłącznie z Berią.

W treści i formie dokumentu z 5 marca zwracają uwagę dwie jego unikalne cechy. Jest to jedno z najlepszych świadectw podejmowania decyzji o dokonaniu masowej zbrodni na szczytach władzy systemu totalitarnego.

Reżim narodowosocjalistyczny oraz reżimy komunistyczne często maskowały swoje rzeczywiste działania poprzez procedury nadające im pozory legalności, np. procesy sądowe z zachowaniem drogi odwołania od wyroku. Także działania polityczne, takie jak agresja z 17 września, były „legalizowane” przez późniejszą długą procedurę wcielania Kresów do republik sowieckich na „wniosek miejscowej ludności” i za zgodą „parlamentu ZSRS”. Mordy popełniane „na niższym szczeblu” mogły być tłumaczone przez rzekome próby ucieczki jeńców lub przypadkowe straty wynikające z chaosu walki. Z punktu widzenia sowieckiego prawa Biuro Polityczne nie mogło narzucić „trójce” lub innemu organowi NKWD decyzji, która teoretycznie mogłaby być inna niż ta narzucana przez Stalina i jego otoczenie. W rzeczywistości więc rozkaz z 5 marca 1940 r. jest emblematycznym przykładem praktyki funkcjonowania komunistycznego reżimu ZSRS całkowicie zdominowanego przez Stalina. Oceny tej nie mogą zmieniać późniejsze pojedyncze odstępstwa od wykonania decyzji z 5 marca, takie jak wycofanie małej części skazanych z transportów do miejsc straceń.

Decyzja z 5 marca jest wyjątkowa również za sprawą niezwykle „szczerego uzasadnienia” konieczności mordu przedstawionego przez Berię. Jego wiedza na temat postawy jeńców wynikała z raportów składanych przez władze obozów.

Ocaleni jeńcy wspominali, że Polacy podczas przesłuchań przez oficerów NKWD w otwarty sposób krytykowali system sowiecki i podkreślali przewagi Zachodu nad ZSRS. Podobne głosy pojawiały się w trakcie propagandowych pogadanek, kiedy oficerowie zadawali politrukom niewygodne pytania. W przeciwieństwie do propagandowych broszur chętnie czytano sowiecką prasę, ale wyłącznie w celu „wyłowienia” prawdziwych informacji o sytuacji na świecie lub zdobycia argumentów na rzecz krytyki polityki Związku Sowieckiego. Z tej perspektywy polscy jeńcy bez wątpienia jawili się jako groźni „wrogowie klasowi”.

Prawdopodobnie pogarda wobec systemu sowieckiego wyrażana przez jeńców nie była jedynym motywem decyzji o zbrodni. Część historyków zwracała uwagę na czasowy związek między sowieckim mordem a podjętą przez Niemców „Akcją AB”, podczas której zabito ok. 3,5 tys. przedstawicieli polskiej elity intelektualnej. Obie operacje z wiosny 1940 r. można traktować jako wynikające nie tylko z polityki obu zaborców zmierzających do zniszczenia polskich elit, lecz także z zapisów „Tajnego protokołu dodatkowego” do niemiecko-sowieckiego traktatu z 28 września 1939 r. Zakładał on współpracę przy likwidowaniu „agitacji polskiej”.

Istotnym argumentem przesądzającym wymordowanie polskich oficerów była też pamięć Stalina o klęsce roku 1920, do której przyczynił się przez swoje ambicje.

Podczas śledztwa sowieckiej prokuratury wojskowej w 1990 r. były szef Zarządu ds. Jeńców Wojennych NKWD Piotr Soprunienko zeznał: „Chodziły słuchy w 1940 r., że rozstrzelanie polskich jeńców wojennych […] zostało przeprowadzone na mocy decyzji Stalina, który nie mógł wybaczyć klęski Armii Czerwonej pod Warszawą w 1920 r.”. Na decyzję sowieckiego dyktatora mogły wpłynąć również bieżące wydarzenia polityczne, takie jak zapowiedź udzielenia pomocy wojskowej Finlandii przez Wielką Brytanię i Francję. Częścią korpusu ekspedycyjnego miała być polska Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich. Decyzja o dokonaniu mordu zapadła miesiąc przed atakiem Niemiec na Danię i Norwegię, który kończył tzw. dziwną wojnę. Jego wykonanie zaś zostało zakończone w momencie, gdy III Rzesza rozpoczynała zwycięską kampanię francuską. Ku zaskoczeniu Stalina zakończyła się ona błyskawiczną klęską aliantów. Być może pod wrażeniem wydarzeń maja i czerwca 1940 r. Stalin mógłby uznać, że polscy oficerowie mogą być mu niezbędni w obliczu ewentualnej wojny z Niemcami. Potwierdzeniem tej tezy mogą być trwające od jesieni 1940 r., prowadzone przez NKWD przygotowania do utworzenia polskiej dywizji w ramach Armii Czerwonej. Jej dowództwo mieli stanowić oficerowie deklarujący chęć współpracy z ZSRS, tacy jak ppłk Zygmunt Berling. W tym samym czasie w rozmowie z tą grupą oficerów Wsiewołod Mierkułow na pytanie o pozostałych członków polskiego korpusu oficerskiego powiedział: „Popełniliśmy wobec nich wielki błąd”.

Kluczem do zrozumienia większości motywacji kierujących Stalinem w marcu 1940 r. mogą być słowa ocalałego jeńca Kozielska, po wojnie wybitnego znawcy ZSRS, Stanisława Swianiewicza: „Sowiecka taktyka polityczna zna dwa sposoby postępowania z pokonanym przeciwnikiem: zmusić go do pracy i służby dla dobra Związku Sowieckiego […], albo w drugim przypadku unicestwić go. Sowieckie władze musiały rozstrzygnąć, która z tych dwóch metod winna być zastosowana do oficerów polskich znajdujących się w ich rękach”.

Więcej do przeczytania – w serwisie historycznym Dzieje.pl

Michał Szukała (PAP)

2020-03-05 09:37

Ocena: +10 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Powstała Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej

[ TEMATY ]

Katyń

zbrodnia katyńska

Powstał nowy portal poświęcony pamięci o Zbrodni Katyńskiej. Katyn.PolskiSwiat.online koncentruje uwagę na miejscach upamiętnienia Zbrodni Katyńskiej i jest pierwszym portalem prezentującym tablice i pomniki katyńskie w oparciu o lokalizację. Dzięki temu powstała pierwsza „Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej na Świecie”.

Do dziś zilustrowano przeszło 300 miejsc na całym świecie: pomników, tablic pamięci, witraży, malowideł. – Wyszukanie miejsc pamięci Zbrodni Katyńskiej na świecie – poza najbardziej znanymi – okazało się dużym wyzwaniem. Dotarcie do informacji było niezwykle trudne. Z pewnością nie udało nam się znaleźć wszystkich miejsc, dlatego gorąco prosimy o zgłaszanie tych, których na mapach brakuje – mówi Mirosław Banach, prezes fundacji.

Oprócz popularyzowania wiedzy o Zbrodni Katyńskiej celem projektu jest docenienie wysiłku tysięcy Polaków, dzięki którym pamięć o Zbrodni Katyńskiej przetrwała i trafia dziś do nowych pokoleń na całym świecie. Galeria jest też drogowskazem dla Polaków podróżujących po świecie. Projekt wspiera turystykę „z nutą patriotyzmu”. Jesteś w nowym miejscu? – zobacz, może niedaleko jest miejsce pamięci, które warto odwiedzić.

Naszym marzeniem jest też, by ta mapa pamięci pozwoliła zidentyfikować rejony, gdzie takich miejsc wciąż brakuje, a gdzie mamy prężnie działającą Polonię. Chcielibyśmy inspirować, by tak ważnych dla Polaków – i ludzkości – miejsc powstawało więcej – dodaje Mirosław Banach.

Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej to tematyczne uzupełnienie portalu – PolskiSwiat.online – w ramach którego Fundacja „Polskie Maki” tworzy mapy „tego co polskie za granicą”.

Do dziś na 9 mapach umieszczono już przeszło 8 tysięcy miejsc na całym świecie: pomników, miejsc pamięci, dzieł sztuki polskich artystów, polskich bibliotek, teatrów, klubów sportowych, stowarzyszeń polonijnych, polskich sklepów i restauracji. – Polski Świat online to „żywa” bazy danych. Każdy, kto zna miejsca, których na mapach brakuje, powinien je zgłosić. Dzięki temu wspólnie osiągniemy cel, jakim jest kompletna baza „tego co polskie za granicą”. Zapraszamy także chętnych do współpracy w ramach wolontariatu w charakterze lokalnych redaktorów portalu – dodaje Mirosław Banach.

CZYTAJ DALEJ

Papież u św. Marty: Niech Bóg nawróci wyzyskiwaczy

2020-04-08 09:44

[ TEMATY ]

Franciszek

Vatican News

Do modlitwy za ludzi wykorzystujących kryzys spowodowany pandemią koronawirusa dla własnych korzyści a także odkrycia w nas pokus zdrady Jezusa zachęcił Franciszek podczas porannej Eucharystii transmitowanej z Domu Świętej Marty przez media watykańskie.

Wprowadzając w liturgię Ojciec Święty powiedział: „Módlmy się dzisiaj za ludzi, którzy w tym czasie pandemii uprawiają handel na potrzebujących: wykorzystują potrzeby innych i ich sprzedają: mafiosów, lichwiarzy i wielu innych. Niech Pan poruszy ich serca i je nawróci” – zachęcił papież.

W homilii Franciszek skomentował czytany dzisiaj fragment Ewangelii wg. św. Mateusza (Mt 26, 14-25), mówiący o zdradzie Judasza, który sprzedał swojego Mistrza. Zauważył, że zazwyczaj, kiedy myślimy o handlu ludźmi przychodzą nam na myśl sceny sprzedaży czarnych niewolników z Afryki do Ameryki, czy dziewcząt jezydów przez tzw. Państwo Islamskie. Ale również dzisiaj mamy do czynienia z handlem ludźmi.

„Są tacy Judasze, którzy sprzedają swoich braci i siostry, wyzyskując ich w pracy, nie płacąc sprawiedliwego wynagrodzenia, nie uznając swoich obowiązków... Co więcej, często sprzedają to, co najdroższe. Myślę o sytuacjach, w których człowiek, dla własnej wygody potrafi usunąć swoich rodziców, umieścić ich w domu starców a potem ich nie odwiedzać. Jest takie bardzo znane powiedzenie, które mówi o takich ludziach: «potrafiłby sprzedać własną matkę»” – przypomniał Ojciec Święty.

Papież przytoczył znane słowa Pana Jezusa: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Łk 16,13) i zaznaczył, że jeśli służymy Bogu, to będziemy wolni, natomiast jeśli staniemy się sługami pieniędzy, będziemy ich niewolnikami.

„Taka jest opcja a wielu ludzi chce służyć Bogu i pieniądzom. Tego jednak nie da się zrobić. W końcu udają, że służą Bogu, aby służyć pieniądzom. To ukryci wyzyskiwacze, którzy są społecznie nieskazitelni, ale pod stołem handlują, nawet ludźmi: nie przejmują się tym. Wyzysk ludzi polega na sprzedaży bliźniego” – podkreślił Franciszek.

Następnie Ojciec Święty zastanawiał się nad przyczyną zdrady Judasza, podkreślając jego chciwość, ale zaznaczając także słabość charakteru. Dodał, że także i on został powołany przez Pana Jezusa do grona apostołów, ale był przywiązany do pieniędzy: ten, kto za bardzo kocha pieniądze, zdradza. Z kolei sam Judasz został zdradzony przez diabła, który jest złym płatnikiem i odszedł zrozpaczony. W końcu się powiesił.

„Pomyślmy o wielu zinstytucjonalizowanych Judaszach na tym świecie, którzy wykorzystują ludzi. Pomyślmy też o małym Judaszu, którego każdy z nas ma w sobie w godzinie wyboru: między lojalnością a interesem. Każdy z nas jest zdolny do zdrady, sprzedaży, decyzji na rzecz własnej korzyści. Każdy z nas może dać się pociągnąć miłości do pieniędzy lub dóbr albo przyszłego dobrobytu. «Judaszu, gdzie jesteś?» Każdemu z nas zadaję pytanie: «Ty, Judaszu, mały Judaszu we mnie: gdzie jesteś?» - powiedział papież kończąc swą homilię.

Celebracja zakończyła się adoracją Najświętszego Sakramentu i błogosławieństwem eucharystycznym, a Franciszek zachęcił osoby śledzące Mszę św. za pomocą mediów do Komunii św. duchowej.

CZYTAJ DALEJ

Pakistan: działacz muzułmański uratował od głodu dyskryminowanych chrześcijan

2020-04-08 20:28

[ TEMATY ]

pomoc

muzułmanie

Pakistan

dyskryminacja

chrześcijanie

koronawirus

Vatican News / AFP

Muzułmański obrońca praw człowieka Shakeel Ahmed uratował od niechybnej śmierci głodowej 120 rodzin chrześcijańskich z dystryktu Kasur w pakistańskiej prowincji Pendżab. Widząc ludzi zamkniętych w swych domach z powodu szerzącej się pandemii koronawirusa, a zarazem odmowę miejscowych przełożonych islamskich udzielenia im pomocy, skontaktował się z kilkoma organizacjami katolickimi, które pospieszyły im ze wsparciem materialnym.

W Pakistanie stwierdzono dotychczas ponad 4 tys. przypadki zachorowań na Covid-19, w tym 54 zgony, przy czym w ostatnich dniach tempo zakażeń znacznie wzrosło. W tej sytuacji, po trzech tygodniach blokady wielu chrześcijan doświadcza dyskryminacji przy rozdzielaniu pomocy. Postąpiła tak np. jedna z organizacji pozarządowych w Karaczi, odmawiając pomagania ubogim wyznawcom hinduizmu i chrześcijanom w rejonie miasta Koraghi w prowincji Sindh, po czym wyznawcom Chrystusa nie udzielono pomocy w miasteczku Sanda Kalan w dystrykcie Kasur.

"Żywność dostarcza się tylko muzułmanom" – powiedział Ahmed włoskiej agencji misyjnej AsiaNews. Zwrócił uwagę, że mieszkający w tym rejonie chrześcijanie są niemal wyłącznie robotnikami zarobkowymi, którzy wskutek kwarantanny stracili pracę. Są oni bezradni i bez wsparcia z zewnątrz grozi im głód. Jeden z nich powiedział mu, że już od dwóch tygodni nie zarobił ani rupii, a teraz jest zamknięty w domu z żoną i dziećmi bez jedzenia i lekarstw.

4 marca w miejscowym meczecie wśród biednych rozdzielano pomoc żywnościową, pochodzącą ze zbiórki zarządzonej przez tamtejszego szejka Abdula Rahima Hamida. Gdy zgłosili się po nią wygłodniali chrześcijanie, odepchnięto ich, a całą pomoc przekazano wyłącznie 500 mieszkającym tam muzułmanom.

Widząc to Shakeel Ahmed postanowił wesprzeć poszkodowanych. Nawiązał kontakt z organizacjami chrześcijańskimi, które dostarczyły żywność swym współwyznawcom z Sanda Kalan. Przy rozdziale pomocy współpracowali miejscowi działacze. Nadal jednak istnieje paląca potrzeba dalszego pomagania tym ludziom.

Dla Ahmeda takie traktowanie chrześcijan, jakie okazują im jego współwyznawcy, jest nieludzkie i sprzeczne z nauczaniem islamu. Jego zdaniem należy pomagać wszystkim, niezależnie od ich wiary. W tej sprawie interweniował u władz kraju też arcybiskup Islamabadu i Rawalpindi – Joseph Arshad, żądając ochrony i opieki nad każdą osobą.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję