Reklama

Kryzysu powołań nie ma

Z ks. Czesławem Parzyszkiem SAC rozmawiał Piotr Chmieliński
Edycja warszawska (st.) 4/2002

2 lutego Kościół obchodzi dzień życia konsekrowanego. Czy w Polsce można mówić o kryzysie powołań zakonnych? Jak dobrze rozeznać powołanie? Jakie najważniejsze zadania stoją przed zakonami na początku trzeciego tysiąclecia? Na te i inne tematy rozmawiamy z ks. Czesławem Parzyszkiem, pallotynem, przewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce.

PIOTR CHMIELIŃSKI: - Jaki jest obecnie stan powołań zakonnych w Polsce? Czy można mówić o kryzysie?

KS. CZESŁAW PARZYSZEK SAC: - Ciągły wzrost powołań zakonnych w Polsce utrzymywał się do 1989 r. Od tej daty, aż do dzisiaj, liczba powołań maleje, ale bardzo nieznacznie. Nie używałbym jednak określenia kryzys. Trzeba pamiętać, że obecnie rodzi się mniej dzieci, niż kiedyś. Rzadkością są rodziny wielodzietne. A przecież powołania nie spadają z nieba, tylko rodzą się w rodzinach. Z ubiegłorocznych danych statystycznych wynika, że w Polsce jest 13111 zakonników, 23400 zakonnic czynnych i 1414 zakonnic kontemplacyjnych. Na misjach pracuje ponad 1000 zakonników i ponad 600 zakonnic. Liczby te pokazują, że powołań wcale nie jest mało i należy się za nie ogromna wdzięczność Bogu.

- Poszczególne zakony podkreślają jednak, że brakuje im rąk do pracy.

- Dlatego, że przed zakonami otwierają się wciąż nowe możliwości pracy. Pojawiają się nowe zadania i wyzwania. Potrzeba więcej ludzi, np. do pracy w hospicjach, z narkomanami, bezdomnymi. Wciąż zdecydowanie za mało zakonnicy angażują się do pracy w mediach. Ale z drugiej strony nie narzekałbym jednak na to, że jest nas za mało. Przecież każdy zakon współpracuje ze świeckimi. Nie trzeba wszystkich pól pracy obsadzać zakonnikami, skoro świeccy także się do tego doskonale nadają. Często, pod wieloma względami, są nawet lepiej przygotowani od nas. Jest tylko problem dobrej współpracy ze świeckimi.

O dobre powołania zakonne trzeba się troszczyć i o nie zabiegać. Tutaj bardzo ważne jest świadectwo danej rodziny zakonnej. Te zakony, które odważnie wychodzą do młodych ludzi, umieją z nimi nawiązać dobry kontakt i owocnie współpracować, raczej nie narzekają na brak powołań. Więzi osobowe odgrywają ogromną rolę. W naszym zgromadzeniu pallotyńskim najwięcej powołań pochodzi z placówek, gdzie pracujemy. Po prostu procentują nasze kontakty z ludźmi.

W dzisiejszych czasach nieco zmieniła się metoda pracy powołaniowej. Trzeba w niej uwzględnić fakt, że obecnie bardzo przesunęła się granica wieku podjęcia decyzji pójścia za głosem powołania. Kandydaci coraz częściej wstępują po studiach, nawet po kilku latach pracy zawodowej.

- To dobrze czy źle?

- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W jakiejś mierze dobrze, gdyż taki kandydat jest już osobą dojrzałą, mądrzejszą o różne doświadczenia życiowe. Widział, doświadczał i musiał rozwiązywać konkretne problemy. Dlatego wybór drogi zakonnej, jakiego dokonuje, jest prawdopodobnie bardziej świadomy, ugruntowany. Niemniej jeżeli ktoś wstępuje po maturze, to także może być wspaniałe, dobre powołanie. Kiedy np. w nowicjacie są i młodzi i trochę starsi, to pod kierunkiem mądrego magistra, mogą stworzyć znakomitą grupę i świetnie się rozwijać. Taki nowicjat, w swojej różnorodności, wzajemnie się uzupełnia. Młodzi dodają energii, zapału, starsi wnoszą doświadczenie i spokój.

- Jak dobrze rozeznać powołanie i od czego ono zależy?

- Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że to Bóg powołuje i powołanie jest Jego darem. Człowiek nie wybiera sobie sam drogi życia konsekrowanego, ale odpowiada na wezwanie pochodzące od Boga. Głos Boży dociera na bardzo rozmaite sposoby, często poprzez upodobania. Np. ministrant służąc przy ołtarzu obserwuje kapłana, jego postawę, gesty, słowa i rodzi się w nim pragnienie naśladowania. Bycia takim, jak ten ksiądz, robienia tego, co on. To pragnienie może być właśnie Bożym wezwaniem. Głos Boga może dotrzeć także poprzez potrzeby, braki, różne biedy społeczne. Młody człowiek widzi, że pozostając w stanie świeckim nie potrafi skutecznie zaradzić tym problemom. Dostrzega, że potrzebna jest posługa duchowa i w ten sposób będzie mógł bardziej owocnie służyć Bogu i ludziom.

Rozeznawanie powołania nie dokonuje się tylko przed wstąpieniem do zakonu, ale także już po wstąpieniu. Okres postulatu, nowicjatu, potem lata odnawiania profesji, aż do ślubów wieczystych, to czas, kiedy zakonnik poznaje charyzmat, działania apostolskie zgromadzenia, a przede wszystkim cały czas rozeznaje, czy to rzeczywiście jest jego droga. Rozeznaje także wspólnota, czy dana osoba "nadaje się" do zgromadzenia.

Od czego zależy dobre rozeznanie powołania? Najpierw od rodziny. Od atmosfery tam panującej, życia modlitewnego, poszanowania wartości, bardzo często zależy uświadomienie sobie powołania. Potem ogromną rolę spełnia życie parafialne, grupy religijne, ruchy i stowarzyszenia katolickie. To właśnie z ruchów i stowarzyszeń jest najwięcej powołań. Ważna jest też mądra współpraca z kierownikiem duchowym, który pomaga rozeznać powołanie i zdecydować się je realizować. Oczywiście podstawową rzeczą jest modlitwa o rozeznanie drogi życiowej.

- Jak Kościół patrzy na życie zakonne po Soborze Watykańskim II?

- Już Sobór zauważył wprost, że życie Kościoła jest niepełne bez obecności w nim osób konsekrowanych. Później powoli pojawiały się kolejne dokumenty, które jednak dość wycinkowo podejmowały poszczególne tematy dotyczące życia zakonnego. Momentem przełomowym było opublikowanie w 1996 r. adhortacji posynodalnej Vita consecrata. Jest to "magna carta" życia konsekrowanego. Dokument ten stał się zalążkiem nowej dyskusji na temat odczytywania tożsamości i własnego charyzmatu, który trzeba rozwijać i dostosowywać do konkretnych sytuacji.

Kolejną ważną rzeczą, na którą zwraca uwagę adhortacja jest problem komunii. Bardzo mocno dokument podkreśla, że życie wspólnotowe jest czymś niezwykle ważnym dla osób zakonnych. Jeżeli życia wspólnotowego nie ma, albo poważnie kuleje, to rozpada się całość powołania. Św. Wincenty Pallotti powtarzał, że jeżeli podejmujemy jakąś pracę wspólnie, to ma ona większą szansę przetrwania i wydania dobrych owoców, aniżeli praca indywidualna. W Vita consecrata mocno zaakcentowany jest również udział życia konsekrowanego w wychowaniu młodzieży, opiece nad chorymi, ewangelizacji kultury. Dopowiedzią do adhortacji było to, co Jan Paweł II powiedział w Częstochowie w 1997 r. Zaapelował tam, żeby zakony były świadome swojej ogromnej roli w Kościele i wdzięczne za dar powołania. Papież stwierdził również, że od świadectwa osób konsekrowanych zależy świętość ludzi świeckich.

- Jakie Ksiądz wyróżniłby najważniejsze wyzwania dla rodzin zakonnych na początku trzeciego tysiąclecia?

- Wrócę do wspomnianego już wystąpienia Ojca Świętego na Jasnej Górze. Papież zauważył, że bardzo pilną potrzebą jest odbudowanie prawdy o Bogu miłości, a także przeciwstawienie się otwartemu wykreślaniu Boga z życia społecznego. Dlatego pojawia się postulat większej i wyraźniejszej obecności osób konsekrowanych w życiu społecznym, politycznym, a zwłaszcza w środkach społecznego przekazu. Papież mocno zwrócił także uwagę na uwrażliwienie na potrzeby współczesnego człowieka i szukanie nowych dróg dotarcia do niego. Osoby konsekrowane nie mogą pozostawać tylko w swoich domach zakonnych, ale powinny wychodzić do ludzi. No i oczywiście Ojciec Święty zwrócił uwagę na głębię życia duchowego. Bo jeżeli życie wewnętrzne będzie płytkie, a praktyka rad ewangelicznych nie dość czytelna, to życie zakonne nie wypełni swojego zadania.

Jan Paweł II widzi też konieczność rozbudowy zakonnego szkolnictwa, średniego i wyższego. Obecnie ilość szkół prowadzonych przez zakony wzrasta. Dzięki temu można bardziej indywidualnie dotrzeć do człowieka. Papież podkreśla też konieczność głębszego zaangażowania w prowadzenie szkół modlitwy, domów rekolekcyjnych, grup duszpasterskich, wydawnictw, telefonów zaufania itp.

- Ksiądz jest przewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce. Czym zajmuje się Konferencja?

- Konferencję powołał w 1957 r. kard. Stefan Wyszyński. Zgodnie ze statutem Konferencja ma się starać, aby: głębiej poznać zasady teologiczne, prawne i apostolatu życia zakonnego; członkowie zakonów otrzymali odpowiednią formację zakonną i apostolską; różne instytuty zakonne lepiej się poznały i łatwiej sobie pomagały; udoskonalić współpracę z hierarchią terytorialną; rozwijać braterską jedność zakonów z klerem świeckim i katolickimi stowarzyszeniami; reprezentować zakony wobec władz kościelnych i cywilnych.

W skład Konferencji wchodzą wyżsi przełożeni wszystkich zakonów działających w Polsce. Prace odbywają się w 14 komisjach: życia zakonnego, braci nie kleryków, wychowania i studiów, powołań, liturgicznej, apostolstwa, duszpasterstwa specjalistycznego, misyjnej, ds. Polonii, prawnej, ds. środków społecznego przekazu, ds. współpracy z laikatem, ds. młodzieży i ds. szkół katolickich. Zbieramy się 2 razy w roku, w październiku i maju, i omawiamy aktualne tematy, problemy i wyzwania stojące przed osobami konsekrowanymi. Warto też dodać, że równolegle istnieją Konferencja Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich w Polsce, Konferencja Wyższych Przełożonych Zakonów Kontemplacyjnych oraz Konferencja Wyższych Przełożonych Instytutów Świeckich.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

Abp Dzięga: Szatan nie da nam odpocząć

2019-04-22 14:20

pk / Szczecin (KAI)

Wojna ideologiczna zaczęła się w raju, a szatan ma jeden cel. Chce walczyć z człowiekiem - mówił abp Andrzej Dzięga. Metropolita szczecińsko-kamieński był gościem audycji katolickiej "Religia na fali" w Radiu Szczecin.

M. Paszun

Hierarcha odpowiedziała na pytanie o to, czy Europa i Polska staje dziś na skraju wojny ideologicznej i czy mamy do czynienia z frontalnym atakiem na Kościół. - Szatan nie chce walczyć z Bogiem, bo wie, że nie jest w stanie z nim walczyć. Jest zainteresowany pozyskaniem każdej ludzkiej duszy - dodał arcybiskup.

Metropolita szczecińsko-kamieński przyznał, że "doświadczamy kolejnego etapu zmagania duchowego w dziejach świata".

- Jest to zmaganie o każdą ludzką duszę. Szatan nie ustanie w tym zmaganiu. On nam nie da odpocząć. Co najwyżej będzie szukał innych metod. Zmieni metody i nam się będzie wydawało, że mamy więcej odpoczynku, a to już jest atak prowadzony z innej strony, subtelnie, ale często skutecznie. I żebyśmy wiedzieli, że nie jesteśmy w stanie z nim po ludzku wygrać i dlatego modlimy się przez przyczynę Michała Archanioła, żeby pomógł nam, byśmy mocą Bożą w tej walce mogli być zwycięzcami - mówi abp Dzięga.

Metropolita dodaje, że "zawołanie Michała Archanioła „Któż jak Bóg” w dzisiejszych kontekstach językowych znaczyłoby tylko Bóg, tylko po Bożemu, tylko z Bogiem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W 2018 r. zginęło na świecie ponad 4,3 tys. chrześcijan

2019-04-24 17:43

kg (KAI/ABC) / Kolombo

W ubiegłym roku na świecie zginęło co najmniej 4305 chrześcijan a ponad 1,8 tys. świątyń zostało zniszczonych lub przynajmniej zaatakowanych. Dane powyższe przedstawił w rozmowie z madryckim dziennikiem „ABC” dyrektor krajowego oddziału papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) Jaime Menéndez Ros.

Twitter

Przypomniał, że papież Franciszek wspomniał niedawno, że obecne prześladowania wyznawców Chrystusa znacznie przewyższają rozmiary ich prześladowań z pierwszych trzech wieków istnienia nowej religii w Cesarstwie Rzymskim. Tendencje te potwierdza też najnowszy raport wspomnianego stowarzyszenia, przedstawiony pod koniec ub.r., z którego wynikało m.in., że ponad 327 mln chrześcijan żyje w krajach, w których dochodzi do prześladowań lub dyskryminacji na tle religijnym.

„Chrześcijaństwo jest nadal najbardziej prześladowaną religią na świecie. Wszyscy wiemy, że zagrożenie wolności religijnej jest czymś bardzo poważnym, stanowi bowiem barometr wobec innych praw podstawowych” – oświadczył Menéndez. Zauważył, że wolność religijna jest wprawdzie bardzo ceniona, ale zarazem coraz bardziej ograniczana w niektórych częściach świata. Dodał, że 61 proc. ludności świata żyje w krajach, których obywatele nie mogą w pełni swobodnie wyrażać swej wiary. Za większością przypadków łamania wolności religijnej stoją radykalizm islamski, państwa autorytarne i skrajne nacjonalizmy.

Nawiązując do wielkanocnych krwawych zamachów na Sri Lance dyrektor hiszpańskiej sekcji PKwP zaznaczył, że zajmuje ona „szczególne” miejsce na mapie ograniczania wolności religijnej. Przypomniał, że ponad 75 proc. mieszkańców tego wyspiarskiego kraju południowoazjatyckiego wyznaje buddyzm, „cieszący się tam przywilejami konstytucyjnymi”. Zwrócił uwagę, że ludzie z zewnątrz nie wiedzą, że tamtejszy buddyzm jest bardzo agresywny, odmienny od ogólnie znanego pokojowego wizerunku tej religii. Tymczasem na wyspie ma ona bardzo radykalne nastawienie i jej wyznawcy byli odpowiedzialni za akty przemocy w ostatnich 3 latach wobec hinduistów, stanowiących 13,2 proc. ludności i muzułmanów – 8,6 proc.

Również Narodowy Chrześcijański Alians Ewangeliczny Sri Lanki potwierdza, że ekstremiści buddyjscy prowadzą „akcje zastraszania” mniejszości religijnych. Takie organizacje jak Brygada Buddyjska czy „Sinha Lei” (Krew Lwa) od dawna szerzą swą ideę jednego „narodu syngaleskiego”. Alians odnotował dotychczas 89 ataków na chrześcijan w 2016 i 36 – do maja 2017. Wyznawcom Chrystusa, stanowiącym 9,1 proc. mieszkańców wyspy, odmawia się ponadto m.in. prawa do grzebania swych zmarłych na cmentarzach publicznych, ich świątynie są niszczone i zamykane, ekstremiści buddyjscy dopuszczali się też wobec nich aktów przemocy fizycznej oraz grozili im śmiercią.

Według najnowszych doniesień, do krwawych zamachów na trzy kościoły (dwa katolickie i jeden protestancki) i cztery luksusowe hotele w kilku miastach Sri Lanki na Wielkanoc przyznało się tzw. Państwo Islamskie (IS). Jeden z wiceministrów oświadczył, że zamachy były odwetem za marcowy atak na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii, gdzie zginęło 50 osób. Zdaniem rządu, co potwierdził Premier Ranil Wickremesinghe, IS rzeczywiście mogło mieć powiązania z zamachami. Ostrzegł też, że na wyspie wciąż są bojownicy i materiały wybuchowe.

Ruwan Gunasekara, rzecznik policji Sri Lanki, podał, że było 9 terrorystów, w tym jedna kobieta - żona jednego z nich, przy czym 8 z nich już zidentyfikowano. Z kolei minister obrony narodowej Ruwan Wijewardene przyznał, że część z nich była wcześniej zatrzymywana za udział w bójkach, ale żaden z tych incydentów nie był aż tak poważny. Dodał, że większość zamachowców pochodziła z dobrze sytuowanych rodzin, była wykształcona i stabilna finansowo, a jeden z terrorystów studiował w Wielkiej Brytanii, potem być może też w Australii, po czym wrócił na Sri Lankę i tu zamieszkał.

Zamachy, w których zginęło ponad 320 osób, a przeszło 500 odniosło rany, były największymi atakami terrorystycznymi na wyspie od zakończenia w niej w 2009 roku 30-letniej wojny domowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem