Reklama

Znaleźli sens życia

Niedziela małopolska 2/2008

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rodzina Jusińskich mieszka w Krakowie. Beata jest żoną, matką, gospodynią i księgową. Leszek pracuje jako szef ochrony. A ich syn, od urodzenia poruszający się na wózku, to uczeń II klasy katolickiego LO im. B. Jańskiego. - Bartek urodził się z rozszczepieniem kręgosłupa - wspomina jego mama. - tuż po porodzie lekarze z Instytutu Pediatrii powiedzieli nam, że dziecko będzie taką roślinką, że nie będzie mówić, chodzić, siedzieć...
Rodzice, chociaż zdawali sobie sprawę ze stanu syna, nie potraktowali diagnozy jak wyroku. Postanowili zrobić wszystko, aby zapewnić Bartkowi możliwość samodzielnego funkcjonowania. Postawili na rehabilitację. Trafili do dr Marii Drewniakowej, która powiedziała, żeby walczyli. Uwierzyli. - Pani Doktor była jedynym lekarzem, który wszystko wytłumaczył - wspomina Beata. - Siadałam w gabinecie, rozdygotana, spłakana, a ona wyjaśniała, co się z Bartkiem dzieje i dlaczego. - W tym czasie wielu znajomych podpowiadało wizyty u różnych bioenergoterapeutów - dodaje tata Bartka. - Wiedzieliśmy, że kierują nimi dobre intencje, ale jesteśmy realistami. Mieliśmy świadomość, że wśród „cudotwórców” znajduje się wielu naciągaczy. Poza tym nie chcieliśmy sobie i Bartkowi dawać złudnej nadziei.

Nie izolować

Reklama

Od tamtych wydarzeń minęło 18 lat. Dziś Bartek uczęszcza do liceum, od pięciu lat ćwiczy grę w kosza w sekcji dla osób na wózkach przy AGH, lubi spędzać czas przy komputerze, ma plany i marzenia. - Bardzo chciałbym zdać maturę, a gdy się to uda, pójść na studia - wyznaje. - Są przedmioty, których nie lubię, ale chętnie uczę się WOS-u i geografii. Nadal chcę trenować grę w kosza. (W ramach rozgrywek zorganizowanych w Pilźnie dla drużyn na wózkach grających w kosza, zespół reprezentujący Kraków zdobył 1. miejsce!)
Państwo Jusińscy od początku byli zdecydowani walczyć o samodzielność syna. Postanowili nie zamykać go w domu. Obok systematycznego leczenia, konsekwentnej, prowadzonej do dziś, rehabilitacji starali się zapewnić Bartkowi kontakt z otoczeniem. - KIedy Bartek skończył dwa lata - wspomina Beata - od września zawoziłam go na Prochową, gdzie zorganizowano grupy terapeutyczne. Trafiał tam 2-, 3 razy w tygodniu i przebywał 2-3 godziny pod opieką rehabilitantki. Potem powstało przedszkole. Na początku bardzo to przeżywałam, siedziałam pod drzwiami (śmiech), ale w miarę upływu czasu uświadomiłam sobie, że Bartek jest bezpieczny... - Pamiętam, że nie lubiłem kisielu, który czasem dawali na podwieczorek, musiałem się więc nauczyć mówić „nie” - dodaje z uśmiechem osiemnastolatek. Potem Bartek uczył się w podstawówce, w gimnazjum. Rodzice z uznaniem mówią o nauczycielach, których Bartek i oni wówczas spotkali.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pokonać schody

Schody, te w dosłownym i przenośnym znaczeniu, pojawiły się, gdy Bartek skończył gimnazjum. - Jedynym liceum z klasami integracyjnymi w Krakowie jest szkoła mieszcząca się w Nowej Hucie, a dla Bartka, który po lekcjach ma rehabilitację, wizyty u lekarzy, najważniejsze jest, aby być blisko domu, szpitala - tłumaczy ojciec chłopca. - Zaczęliśmy szukać liceum w Podgórzu. W jednym dyrektor powiedział, że miał ucznia niepełnosprawnego i drugi raz już tego błędu nie popełni, w drugim pani dyrektor stwierdziła, że ma już dwójkę niepełnosprawnych, a w trzecim dyrektor wstępnie się zgodził na przyjęcie, ale zaproponował, żebyśmy kupili do szkoły... windę za 54 tys. złotych. Równocześnie dyrektorzy proponowali, abyśmy postarali się o nauczanie indywidualne.
Ostatecznie Bartek trafił do katolickiego LO im. B. Jańskiego, które mieści się w budynkach parafialnych przy kościele na Kurdwanowie. - W tej szkole też nie ma warunków, jakie powinny być spełnione, żeby przyjąć osobę niepełnosprawną - mówi Bartek - a przecież dyrektor mnie przyjął. Koledzy pomagają mi pokonywać schody i sobie radzę. A rodzice dodają: - W przypadku osoby niepełnosprawnej wystarczy okazać trochę zrozumienia serca. Tego nawet najlepsze podjazdy czy windy nie zastąpią.
Jednak z windami, podjazdami też u nas nie jest najlepiej, chociaż Leszek i Beata twierdzą, że na przestrzeni 18 lat sytuacja powoli się zmienia. Miejscami najlepiej przystosowanymi do potrzeb niepełnosprawnych (podjazdy, windy, szerokie drzwi, toalety) są... centra handlowe i bary „Mc Donald’s”. Ale nie są tym zdziwieni, bo rodzinne pobyty za granicą uświadomiły im, że w krajach zachodnich robi się wszystko, aby niepełnosprawni mogli żyć, a nie egzystować. - W Holandii - opowiada z uznaniem głowa rodziny - w najmniejszym miasteczku jest ścieżka rowerowa, po której poruszają się również niepełnosprawni. Zawsze też mogą liczyć na pomoc innych: a to ktoś wózek popchnie, a to zaproponuje wjazd bądź zjazd specjalną windą... - Z pierwszego pobytu w Holandii - dodaje Beata - pamiętam, jak po powrocie ze spaceru Bartek powiedział: „Mamo, a zauważyłaś, że tu się na mnie nikt nie gapił?”.

Traktować normalnie

Beata i Bartek twierdzą, że niezdrowe zainteresowanie niepełnosprawnym jest cechą typową dla naszego społeczeństwa. - To się stało w tym czasie - wspomina Beata - gdy woziłam Bartka do przedszkola. On był drobny, wiec jeździł dziecinnym wózkiem. Jednak z autobusu musiałam go wynosić. I kiedyś, gdy już wysiedliśmy, pewna kobieta zwróciła się do Bartka: - A nie wstyd ci, taki duży chłopiec i samemu nie chce się chodzić?! Ale nie ma tego złego (Beata się uśmiecha). Gdy po powrocie do domu opowiedziałam o smutnym doświadczeniu, następnego dnia Leszek przyniósł testy na prawo jazdy. Wcześniej nawet nie pomyślałam, że mogłabym się nauczyć prowadzić samochód.
Państwo Jusińscy przyznają, że w ich życiu tak jest często. To, co najpierw wydaje się trudne, nie do przeskoczenia, po jakimś czasie wychodzi na dobre. Tak było również ostatnio, gdy Leszek stracił pracę. - To jest stres - mówi Beata. - Widziałam, że męża to denerwuje. Co prawda, był jeszcze na urlopie, ale świadomość niepewnego jutra bardzo go gnębiła....
- Wracałem z klubu, w którym Bartek trenuje koszykówkę - przerywa Leszek. - Pomagałem w naprawie wózków treningowych. Nagle zobaczyłem znajomego. Zatrzymałem się. I to on miał dla mnie dobrą wiadomość o pracy. Takie „przypadki” wciąż się w ich życiu zdarzają.
Często zastanawiali się, dlaczego właśnie Bartek, który podczas wakacyjnych wyjazdów służy im za tłumacza i łatwiej nawiązuje kontakty niż jego mama, urodził się chory. Dziś wiedzą, że bycie z synem, wspieranie go, jest sensem ich życia. Dzięki niemu nauczyli się rozumieć potrzeby niepełnosprawnych i cały czas uczą się, jak mądrze, odpowiedzialnie, rozsądnie i godnie żyć.
Wracając z mieszkania Jusińskich, przypominam sobie twierdzenie pewnej pani doktor, że cała rodzina z dzieckiem niepełnosprawnym jest chora. Gdyby ta pani poznała atmosferę, jaką stworzyli Beata, Leszek i Bartek - ona: opiekuńcza, wciąż ucząca się opanowywać strach o dziecko; on: spokojnie pokonujący wszelkie bariery utrudniające życie syna i Bartek, który mówi o nich: - Są dobrzy, wyrozumiali, mogę na nich liczyć... Więc gdyby ta lekarka poznała rodzinę z bloku na Woli Duchackiej, nie byłaby tak pewna swych racji.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święta na trudne czasy

Niedziela legnicka 5/2005

Archiwum parafii

Św. Maria de Mattias, obraz w kościele pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie

Św. Maria de Mattias, obraz w kościele pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie

Jako dziecko sprawiała rodzicom (zwłaszcza mamie) kłopoty, bo miała żywy temperament, wciąż skakała i biegała, gdzieś się spieszyła. Jako nastolatka była nieco płaczliwa i trochę rozchwiana emocjonalnie. Jako kobietę dojrzałą cechowała ją impulsywność i pewna nietolerancja wobec innego niż jej sposobu myślenia i działania. A jednak właśnie ją Pan Bóg chciał widzieć jako Założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Stała się Świętą na niespokojne, trudne czasy, w jakich żyjemy.

Maria de Mattias urodziła się 4 lutego 1805 r. we włoskiej miejscowości Vallecorsa w rodzinie mieszczańskiej. Będąc młodą dziewczyną, zastanawiała się, co ma do zrobienia w życiu, jakie jest jej miejsce na ziemi. Często płakała, wzdychała, męczył ją niepokój. Z domu rodzinnego wyniosła umiłowanie modlitwy i Pisma Świętego, czytała książki o duchowości chrześcijańskiej, żywoty świętych. To wszystko otwierało ją na działanie Ducha Świętego. „Pewnego dnia - napisze potem - poczułam lekkość, jakby unosiły mnie jakieś ramiona”. Poczuła, że jej serce całkowicie zmieniło się i zostało napełnione odwagą, słyszała głos swojego Pana, zrozumiała, że jest kochana. Kiedy doświadczyła Bożej miłości, musiała rozeznać, jak na nią odpowiedzieć. Inspirowana przez św. Kaspra del Bufalo założyła w Acuto 4 marca 1834 r. Zgromadzenie Adoratorek Przenajdroższej Krwi. Zmarła w Rzymie 20 sierpnia 1866 r. Jej doczesne szczątki odbierają cześć w rzymskim kościele Przenajdroższej Krwi, który jest połączony z domem generalnym Zgromadzenia. 18 maja 2003 r. Jan Paweł II ogłosił ją świętą.
CZYTAJ DALEJ

wPolityce: Sąd oddalił wniosek o wyłączenie ławników ws. ks. Olszewskiego

2026-02-04 11:21

[ TEMATY ]

Ks. Michał Olszewski

wyłączenie ławników

oddalenie wniosku

Krzysztof Wierus/Mat.prasowy

- Sędzia Ireneusz Szulewicz odrzucił wniosek obrońców o wyłączenie ławników wyznaczonych ręcznie na dobę przed rozprawą ks. Michała Olszewskiego - wynika z dokumentu, do którego dotarł portal wPolityce.pl. Jak podają dziennikarze, w tym samym dokumencie sędzia przyznaje, że ławniczki zostały dobrane ręcznie, ale… jednocześnie stwierdza, że nie są stronnicze.

Na portalu Sądu Okręgowego w Warszawie pojawiło się postanowienie sędziego Ireneusza Szulewicza, w którym odrzuca wniosek obrońców ks. Olszewskiego o wyłączenie wylosowanych ręcznie ławników - opisuje portal wPolityce.pl.
CZYTAJ DALEJ

Światowy Dzień Życia Konsekrowanego

2026-02-04 21:12

Biuro Prasowe AK

O tym, że Maryja ma być wzorem dla wszystkich wierzących, zwłaszcza dla osób konsekrowanych, jak wysławiać Boga ze względu na Chrystusa, ale także jak cierpieć z Chrystusem dla zbawienia świata, mówił abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. sprawowanej w Sanktuarium Pasyjno-Maryjnym w Kalwarii Zebrzydowskiej.

W Święto Ofiarowania Pańskiego w Kościele po raz trzydziesty obchodzono Światowy Dzień Życia Konsekrowanego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję