Reklama

Światowy Dzień Młodzieży

Budują miasto Boga

Z ks. Mieczysławem Puzewiczem, wikariuszem biskupim ds. młodzieży i rektorem kościoła pw. Świętego Ducha w Lublinie, rozmawia Urszula Buglewicz
Edycja lubelska 13/2010

Urszula Buglewicz: - 25 lat temu Jan Paweł II napisał „List do Młodych”, który dał początek Światowym Dniom Młodzieży. Jak zapamiętał Ksiądz tamten czas?

Ks. Mieczysław Puzewicz: - Na pewno było to wyjątkowe wydarzenie. List był wtedy trudno dostępny; po raz pierwszy zetknąłem się z nim w jakiejś kserokopii. Czasy tuż po stanie wojennym były ciężkie, chociażby ze względu na trudności, na jakie napotykały wydawnictwa katolickie, ale pamiętam, że była radosna atmosfera, spowodowana tym, że Papież napisał list do młodych. Treść tego listu, pewnie jak większość Polaków odkryłem dużo później, ale uważam, że samo wydarzenie było absolutnie wyjątkowe. Do 1985 r. Kościół i papieże nie interesowali się zasadniczo problemami ludzi młodych, nie traktowali ich jak partnerów. Panowało przekonanie, iż młodość to czas, kiedy ludzie nie są poważni, więc nie ma powodu, by ich poważnie traktować. Przy okazji Soboru Watykańskiego II został wydany list do młodych, ale dołączono go już po zamknięciu sesji soborowej; mało kto o nim słyszał. Rok 1985 był więc przełomowy. ONZ ogłosiła go rokiem młodzieży i Jan Paweł II wykorzystał to zainteresowanie świata młodymi. Jednak trzeba wiedzieć, że Papież miał już wcześniej gotową koncepcję powszechnego duszpasterstwa wobec ludzi młodych. Na zakończenie jubileuszowego 1983 r. Ojciec Święty zaprosił na Wielkanoc młodzież. Chociaż sceptycznie się na to zapatrywano, okazało się, że na zaproszenie Jana Pawła II odpowiedziało kilkadziesiąt tysięcy osób. To natchnęło Papieża, żeby Niedzielę Palmową uczynić takim dniem, zwłaszcza, że podstawne są przypuszczenia, iż w ową historyczną Niedzielę Palmową na ulicach Jerozolimy Chrystusa witali z palmami ludzie młodzi, którzy wyznawali, że to jest ktoś niezwykły, Mesjasz. W 1985 r. był więc list i kolejne spotkanie, które jeszcze nie nazywano Światowym Dniem Młodzieży. Nazwa przyjęła się od następnego roku, kiedy to Papież podjął myśl, by oprócz spotkań w Niedzielę Palmową, obchodzonych na poziomie diecezji na całym świecie, były spotkania młodych w różnych miejscach świata. Taką okazją był rok 1987 i papieska wizyta w Ameryce Łacińskiej. Na spotkanie z Janem Pawłem II w Buenos Aires przyszło kilkaset tysięcy młodych ludzi. Później co dwa lata Papież spotykał się z młodymi w Santaigo de Compostela (1989), Częstochowie (1991), Denver (1993), Manili (1995), Paryżu (1997) i po trzech latach przerwy - ze względu na Rok Jubileuszowy - w Rzymie (2000). Dwa lata później spotkanie odbyło się w Toronto; kolejne - w 2005 r. zostało przygotowane w Kolonii; w tym spotkaniu uczestniczył już Benedykt XVI. Ta trzyletnia przerwa została utrzymana i w 2008 r. odbyło się spotkanie w Sydney, a na 2011 r. zapowiedziane jest spotkanie w Madrycie.

- Od kiedy i dlaczego uczestniczy Ksiądz w Światowych Dniach Młodzieży?

- Praktycznie moje zaangażowanie datuje się od roku 1991, kiedy organizowałem - będąc już kapłanem i pracując na parafii - grupy, które w tym uczestniczyły. Potem już regularnie na każdy Światowy Dzień Młodzieży przygotowywałem mniejsze czy większe grupy. Większe wtedy, kiedy odbywały się na kontynencie europejskim i z Lubelszczyzny były nawet 4 tys. osób; mniejsze - np. do dalekiego Sydney. Jesienią 1991 r. otrzymałem nominację na duszpasterza młodzieży i już w 1992 r. zorganizowałem diecezjalne obchody święta. Wtedy przeszliśmy w procesji z parafii pw. św. Andrzeja Boboli na Czechowie do katedry. Od tej pory w różnej formie przygotowywałem z młodymi ich święto. 11 lat temu wypracowaliśmy trzydniową formułę spotkania, która trwa do dziś.
Dla mnie ważne jest, że ten jubileusz Światowego Dnia Młodzieży zbiega się z moim odkryciem powołania. Ja wyraźnie sytuuję się na linii oddziaływania Jana Pawła II, najpierw jako ktoś, kto czuł się adresatem jego słów, bo list odbierałem jako młody człowiek, stojący przed wyborem drogi życiowej. Ale wyraźnie widzę, że ten list jest wciąż aktualny, dlatego w tym roku robimy jego reedycję. W nim zostały postawione najważniejsze pytania - zadania, których nikt młodym ludziom nie stawia: co chcesz zrobić ze swoim życiem; wykorzystaj potencjał młodości i talentów; nie bój się postawić na współpracę z Chrystusem; zobacz, jakie piękne rzeczy możesz zrobić. Tak nikt z młodymi nie rozmawiał. Tę rozmowę rozpoczął Jan Paweł II, który na kolejne dni pisał do młodych orędzia. I to stało się tradycją.
Uczestniczę w Światowych Dniach Młodzieży, bo uważam, że jest to trafiona koncepcja duszpasterstwa. Oczywiście, taka jest specyfika dużych spotkań, że nie można oczekiwać efektów, jak np. na rekolekcjach zamkniętych, ale w nich jest coś ważnego dla Kościoła i Ewangelii: wspólne przeżycie wiary, możliwość dzielenia się wiarą. Pamiętam, jak spotykaliśmy się w Loreto (bo nie wszyscy jechali do Manili), wtedy trwała wojna na Bałkanach. To było niesamowite doświadczenie wiary i solidarności z tymi, którzy przyjechali z terenów ogarniętych straszliwą wojną. Podczas spotkań za każdym razem ubogacałem się wiarą młodych z różnych kontynentów. Zwłaszcza że w niektórych przypadkach organizatorzy byli bardzo pomysłowi, np. przy spożywaniu posiłków dostawało się pakiet na 6 osób. Czasem lądowałem w takim zespole, w którym był Senegalczyk, Argentyńczyk, ktoś z Korei Południowej… Najpierw trzeba było ustalić język, którym się będziemy komunikować, a potem toczyły się rozmowy na temat sytuacji Kościoła, problemów z wiarą. Podczas takich spotkań wiele pytań adresowano do nas jako Polaków, co pozwalało mi uświadomić sobie, jakim skarbem wiary dysponujemy, jak na niego czekają inni. To jest też niesamowite doświadczenie, umacniające wiarę, kiedy młodzi ludzie widzą się w setkach tysięcy i widzą, co ich łączy. To jest ludzkość jutra. W innych warunkach, gdy młodzi ludzie się spotykają, współzawodniczą ze sobą. Tu jest doświadczenie jedności, pomimo różnic w kulturze, w kolorze skóry, języku, warunkach życia. Dni młodzieży to wielkie doświadczenie jedności i braterstwa.

- W spotkaniach zawsze uczestniczą tysiące młodych ludzi, którzy nie tylko słuchają, ale też starają się wcielać w życie wskazania Chrystusa. W czym - zdaniem Księdza - tkwi tajemnica tego sukcesu?

- Papież potraktował serio ludzi młodych, dawał im w każdym orędziu czy spotkaniu bardzo konkretne zadania. W Toronto, choć głos mu się załamywał, mówił: „Wy macie być świadkami cywilizacji miłości, którzy kamień na kamieniu zbudują miasto Boga w mieście człowieka”. Pytaliśmy, co to może znaczyć dla nas, jak to przełożyć na codzienność. Myślę, że każdy przenosił te słowa na płaszczyznę życia osobistego, ale także wiele idei zrealizowało się w perspektywie lubelskiego środowiska. Np. ci, którzy jeździli ze mną jako licealiści do Paryża, teraz w Lublinie kierują fundacją Academia Iuris; wspomnę dr Katarzynę Skubisz-Kępkę. Wsłuchując się w Papieża, pytaliśmy, co mamy zrobić, obserwowaliśmy to, co dzieje się wokół nas. W naszym środowisku znajdziemy więc piękne inicjatywy, wypływające z nauczania Jana Pawła II. Dla przykładu, objęliśmy całą Lubelszczyznę troską o uchodźców. To nowy problem w Polsce, z którym nawet ustawodawstwo nie może sobie poradzić. Ale w 7 ośrodkach na Lubelszczyźnie są nasi wolontariusze, którzy do tej pracy są dobrze przygotowani. Podczas spotkań pokazujemy im korzenie ewangeliczne, przypominamy słowa Jezusa: „Bo byłem przybyszem…”, ale odwołujemy się do nauki Jana Pawła II, który podkreślał, jak ważna jest rola gościnności chrześcijańskiej. Myślę, że aby być wiernym Papieżowi i Ewangelii, trzeba dostrzec kilka tysięcy ludzi, którzy u nas szukają schronienia. W osobach wolontariuszy spotykają ludzi, którzy nie pytają ich, jak przekroczyli granice, tylko pokazują im najtańszą aptekę, organizują zabawy dla dzieci, uczą języka i kultury, żeby łatwiej im było przejść przez proces asymilacyjny.

- Czym zajmują się teraz ci, którzy przed 25 czy 10 laty uczestniczyli w dniach młodzieży, działali w duszpasterstwach? W jaki sposób - z obserwacji Księdza - te spotkania wpłynęły na ich życie?

- Oczywiście, są to bardzo różne zaangażowania. W większości ci ludzie pozakładali rodziny, a teraz np. zakładają szkoły, w których koncepcje wychowania opierają na nauce Jana Pawła II. To są osoby, które aktywnie uczestniczą w strukturach życia społecznego i państwowego; są radnymi w samorządach, pełnią funkcje prezydentów. Ale nie ma takiego prostego przełożenia: byłem na Światowych Dniach Młodzieży, spotkałem się z Papieżem, więc robię to i to. Jednak w tych ludziach zauważam o wiele większe otwarcie się na problemy innych osób, o wiele większą wrażliwość. Niezależnie od tego, czy ktoś jest menedżerem, czy sprawuje jakąkolwiek władzę, czy realizuje się w karierze naukowej - doświadczenie wiary pozostawiło w nim głęboki ślad. To ludzie, którzy wierzą w sposób głębszy. Jan Paweł II stawiał konkretne wymagania; Papieża nie było łatwo czytać. Ale ci dojrzali teraz ludzie to świadomi chrześcijanie, którzy sięgają do tekstów papieskich i przekładają te słowa na swoje życie.

- W historię dni młodzieży wpisała się śmierć ich twórcy. Jak młodych zmieniła śmierć Jana Pawła II? Dlaczego odejście mistrza spowodowało lawinę dobra?

- O odejściu Jana Pawła II mogę mówić tylko w kontekście własnego środowiska, z którym współpracuję i które współtworzę. Nie ukrywam, że nigdy nie chciałem, żebyśmy budowali pomnik. Wprawdzie przed kościołem znajduje się płytka upamiętniająca początek marszów po śmierci Jana Pawła II, ale to jedyny taki znak, zresztą wymyślony przez miasto i Teatr NN. Ja się cieszę z żywych pomników, których możemy wymienić naprawdę wiele. Choćby to, co robią wolontariusze w postaci „Gorącego patrolu”, rozrosło się w pomysł asystentury bezdomnym, pomocy przy wyrabianiu dokumentów i uzyskaniu świadczeń, czy zdobycia umiejętności, które pozwolą na pracę. Szczęśliwym wydarzeniem z ostatniego czasu było pobłogosławienie przeze mnie nowego mieszkania bezdomnego, który stanął na nogi. To były więzień, który wyszedł z alkoholizmu, a teraz jest konsultantem „niebieskiej linii”, poukładał sobie życie. Także to, co robimy dla młodzieży, która weszła w konflikt z prawem, a teraz przebywa w ośrodkach w Głębokiem i w Dominowie. Pokazujemy im inne perspektywy, a sama nasza obecność jest dla nich ważna, bo jeśli w środowisku wykluczonych stają ludzie, którzy studiują, czy są już po studiach, to prowokują pytania o sens życia. U schyłku pontyfikatu Jan Paweł II mocno apelował o globalizację solidarności, przypominając, że jest to powinność Europejczyków i chrześcijan. W tym właśnie duchu realizujemy kilka programów w Afryce, na Kubie i w Gruzji. Wszędzie tam odwołanie się do Jana Pawła II otwiera nam drzwi; Papież to jest ktoś, kogo ludzie na całym świecie pokochali, którego idee wszystkim są bliskie. Odwołanie się do Papieża skutkuje tym, że realizując programy pomocowe, wszędzie mamy szeroko otwarte drzwi.

- Ideami Jana Pawła II zachwyceni są też bardzo młodzi ludzie, którzy podejmują dzieła rozpoczęte przez starszych kolegów. Czym jest to spowodowane?

- Często spotykam się nie tylko ze studentami, ale też z bardzo młodymi ludźmi, 12 czy 15-latkami. Ci młodzi mają fantastyczne pomysły na to, jak budować cywilizację miłości: należy być wiernym prawdzie, wrażliwym, tolerancyjnym wobec cudzoziemców, solidarnym z kimś, komu dzieje się krzywda. Sądzę, że w młodych ludziach jest głód pewnych podstawowych idei, na których można się oprzeć. Współczesny świat wiruje, propozycje galerii handlowych mogą zaangażować 100% wolnego czasu młodego człowieka, ale wielu przychodzi i pyta. Ja wchodzę dla nich w rolę świadka, który opowiada, jak to było przed 25 laty, odwołuję się do swoich doświadczeń jako młodego człowieka i jako księdza, który wiele czasu spędza z młodymi. Mówię im, jak moje życie zmienił Jan Paweł II i jego nauczanie. To wielkie dziedzictwo jest dopiero do odkrycia. Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi przełom i zaczniemy się bardziej zachwycać ideami Jana Pawła II, niż tylko jego osobowością. My jeszcze Papieża nie doczytaliśmy, nie mówiąc o tym, żeby zrobić to, o co prosił. Tej nauki wystarczy jeszcze na wiele pokoleń.

- Dlaczego Ksiądz wciąż pracuje z młodymi i dla młodych?

- Swoją drogę w kapłaństwie odkryłem w służbie ludziom młodym, więc staram się być wierny temu powołaniu. Towarzyszę młodym od 20 lat kapłaństwa, a nawet dłużej, ale nie czuję upływu lat. Zawsze staram się ich rozumieć. Żeby wejść z nimi w kontakt, trzeba najpierw zrozumieć, jakim wpływom są poddawani; trzeba umieć komunikować się z nimi (dlatego nie stronię chociażby od komunikatorów internetowych); wiedzieć, jak wielką rolę spełnia przekaz audiowizualny; nie traktować ich paternalistycznie. Jeśli się ich zrozumie i „złapie” kontakt z ich myśleniem, wtedy bez żadnego problemu można przekazywać nawet najbardziej rygorystyczne wskazania Jana Pawła II. Młodzi są na to otwarci. Trzeba też ich słuchać, bo to są bardzo mądrzy ludzie, którzy szybko zdobywają wiedzę. Dopóki mogę im służyć swoim doświadczeniem i świadectwem swojego życia, to właśnie to robię.

- Jak będą przebiegać lubelskie obchody jubileuszowego święta młodych?

- Obchody rozpoczną się w piątek, 26 marca, Drogą Krzyżową na Majdanku. Już po raz 11. nabożeństwo odbędzie się w miejscu lubelskiej Golgoty, gdzie zginęło kilkadziesiąt tysięcy niewinnych ludzi. Ta wyjątkowa Droga Krzyżowa gromadzi tysiące ludzi, którzy zamiast rozważań do kolejnych stacji wysłuchują wspomnień świadków. To są najlepsze rekolekcje; sama wymowa cierpienia ludzkiego, upodlenia, a jednocześnie podtrzymywania w tym godności i solidarności ma niesamowite działanie. Uważam, że Duch Święty nie dał mi lepszego pomysłu; nie trzeba tam dużo mówić, wystarczy przejść i wsłuchać się w świadectwa tych, którzy przeżyli.
Od czasu odejścia Jana Pawła II dopracowaliśmy się też formuły artystycznej pod hasłem „Pora na nas”. W tym roku nawiązujemy do 30. rocznicy „Solidarności”; staramy się w ciekawej formie wydobyć idee Jana Pawła II, które podajemy za pomocą różnych form muzycznych, dramy, świadectwa. Podczas widowiska, które odbędzie się w sobotę wieczorem w auli KUL, zostaną też zainaugurowane zapisy na spotkanie młodzieży w Madrycie.
W trzeci dzień obchodów zbiegną się trzy wydarzenia: Niedziela Palmowa, rocznica śmierci Jana Pawła II i Dzień Świętości Życia. Spotkanie rozpocznie się o godz. 11.30 na dziedzińcu KUL-u przed pomnikiem Jana Pawła II, skąd już po raz 6. wyruszy Marsz za Życiem. Odbędzie się poświęcenie palm, po którym młodzi z transparentami „za życiem” przejdą do archikatedry. W czasie marszu chcemy nawiązać do troski Jana Pawła II o życie, którą on wyraził w encyklice „Evangelium Vitae”. Spotkanie zakończymy Mszą św., podczas której duchowo łączyć się będziemy z Papieżem i młodymi całego świata.

Reklama

Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny

2017-11-21 07:52

malk/brewiarz.pl, katolik.pl, Adonai.pl/pch24

21 listopada w tradycji katolickiej przypada święto, na temat którego większość wiernych nie wie zbyt wiele. Inne święta i uroczystości związane z Matką Bożą są nawet przeciętnie zorientowanym dość dobrze znane – przeważnie wiemy bowiem, czym było Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny, Jej Wniebowzięcie, Niepokalane Poczęcie czy Zwiastowanie Pańskie, ale gdy słyszymy o ofiarowaniu, niejeden spośród wiernych ma problem ze zdefiniowaniem istoty tego święta. Przypomnijmy więc czym ono jest.

Wikimedia Commons
Prezentacja Marii w świątyni obraz Tycjana. By Titian [Public domain], via Wikimedia Commons

1. Czym było ofiarowanie w tradycji żydowskiej?

Zgodnie ze starotestamentowym zwyczajem Żydzi, zanim ich dziecko ukończyło piąty rok życia, zabierali swe dziecko do jerozolimskiej świątyni i oddawali kapłanowi, by ofiarował je Panu. Był to rytuał podobny w swej ziemskiej wymowie do ustawionego oczywiście później – już wśród chrześcijan – chrztu. Podobnie jak to przez wieki w późniejszej tradycji katolickiej, tak i wśród żydów niektóre matki, w związku ze szczególnymi dla siebie wydarzeniami, niektóre spośród swoich dzieci decydowały się, tuż po urodzeniu, oddać na służbę Bogu. To także odbywało się podczas obrzędu ofiarowania.

2. Dlaczego Maryja została ofiarowana Bogu?

Rodzice Najświętszej Maryi Panny, jak przekazuje nam Tradycja, przez wiele lat nie mogli mieć dzieci. Święta Anna, mimo tego nigdy nie utraciła wiary, że Bóg pobłogosławi ją potomstwem. Złożyła więc obietnicę, że jeśli urodzi dziecko, odda je na służbę Bogu. Jej modlitwy zostały wysłuchane – urodziła dziecko, córkę, której dała na imię Maria. Poświęciła więc na służbę Bogu swe jedyne, długo oczekiwane i wymodlone dziecko.

3. Kto ofiarował Maryję Bogu?

Święci Joachim i Anna, rodzice Maryi, udali się do świątyni, by ofiarować córkę Bogu prawdopodobnie gdy była w wieku około trzech lat. Kapłanem, który dokonał obrzędu był święty Zachariasz – ten sam, którego pamiętamy z Ewangelii głównie z roli ojca świętego Jana Chrzciciela. Według niektórych pism wczesnochrześcijańskich, Maryja mogła pozostawać w świątyni nawet przez kolejnych dwanaście lat.

4. Czym jest paralelizm świąt związanych z Maryją i Panem Jezusem?

O ustanowieniu kolejnego święta ku czci Najświętszej Maryi Panny zdecydowały nie tylko przekazy pisemne wynikające wprost z Tradycji, ale i inny owej Tradycji kontekst. Wśród katolików istnieje bowiem bardzo silny kult Maryi, przez niektórych nazywana jest nawet Współodkupicielką. Nie może więc dziwić, że skoro obchodzimy uroczyście Poczęcie Jezusa (25 III) i Poczęcie Maryi (8 XII), Narodzenie Jezusa (25 XII) i Narodzenie Maryi (8 IX), Wniebowstąpienie Jezusa i Wniebowzięcie Maryi (15 VIII), katolicy chcieli obchodzić także obok święta ofiarowania Chrystusa (2 II) także święto ofiarowania Jego Matki.

5. Kto szczególnie świętuje w dniu wspomnienia Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny?

W Kościele katolickim wspomnienie Ofiarowania NMP jest świętem patronalnym Sióstr Prezentek, a także dniem szczególnej pamięci o mniszkach klauzurowych. Przypominał o tym między innymi święty Jan Paweł II pisząc z okazji tego święta: „Maryja jawi się nam w tym dniu jako świątynia, w której Bóg złożył swoje zbawienie, i jako służebnica bez reszty oddana swemu Panu. Z okazji tego święta społeczność Kościoła na całym świecie pamięta o mniszkach klauzurowych, które wybrały życie całkowicie skupione na kontemplacji i utrzymują się z tego, czego dostarczy im Opatrzność, posługująca się hojnością wiernych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek w Tajlandii

2019-11-22 17:32

st, tom, kg, pb (KAI) / Bangkok

„Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze” - takie było motto trzydniowej (20-23 listopada) wizyty papieża Franciszka w Tajlandii. W ramach swej 32. podróży zagranicznej papież odwiedzi jeszcze Japonię (23-26 listopada).

Vatican News

Franciszek przyleciał do Bangkoku 20 listopada. Na lotnisku powitano go tradycyjnym wieńcem z kwiatów. Jako pierwsza podeszła do papieża jego 77-letnia kuzynka, s. Ana Rosa Sivori, która była jego tłumaczką podczas całej wizyty. Urodzona w Argentynie salezjanka mieszka i pracuje w Tajlandii od ponad 50 lat.

W kaplicy nuncjatury Ojciec Święty odprawił Mszę, a za pośrednictwem nagranego telefonem krótkiego filmu, pozdrowił młodzież uczestniczącą w czuwaniu modlitewnym w Bangkoku. W improwizowanym przesłaniu Franciszek podkreślił, że „dwie rzeczy są potrzebne w życiu: serce otwarte na Boga i wyruszenie w drogę”. Przywołał alpejską pieśń, która mówi, że w sztuce wspinania się nie jest ważne to, by nie upadać, ale to, by nie pozostawać na ziemi. Zaproponował młodym dwie rzeczy: po pierwsze, aby nie trwali w upadku, ale podnosili się szybko, a przede wszystkim pozwalali, aby inni pomagali im powstać. Apelował, by nie spędzali swego życia siedząc na kanapie, ale byli twórczy w życiu, kształtowali je, działali, szli naprzód, zawsze wyruszali w drogę. Franciszek zapewnił młodych, że angażując się wielkim sercem otwierają się na prawdziwe szczęście.

Spotkanie z władzami

Rano 21 listopada Franciszek przybył do Pałacu Rządowego. Powitał go tam premier gen. Prayuth Chan-ocha wraz z oddziałem kompanii honorowej. Odegrano hymny państwowe i przedstawiono delegacje obydwu stron. Po zakończeniu oficjalnej ceremonii powitania, papież i szef rządu odbyli 15-minutową rozmowę, po czym wygłosili przemówienia podczas spotkania z przedstawicielami władz, zwierzchnikami religijnymi, korpusem dyplomatycznym oraz reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego.

Chan-ocha przypomniał, że wizyta Franciszka zbiega się z 350. rocznicą ustanowienia misji katolickiej w ówczesnym Syjamie i z 50. rocznicą nawiązania stosunków dyplomatycznych między Tajlandią a Stolicą Apostolską. Wyraził „najwyższy podziw dla szlachetnych inicjatyw” papieża na rzecz wspierania zgody między ludźmi, rozwijania zasobów ludzkich, szczególnie wśród młodzieży, wykorzeniania ubóstwa, propagowania równości społecznej, zachowaniu stworzenia i pokoju na całym świecie.

Z kolei Franciszek wskazał na globalne problemy, przed którymi stoi dziś świat, a które wymagają rozwijania stanowczego wysiłku na rzecz sprawiedliwości międzynarodowej i solidarności między narodami. Zdystansował się od globalizacji widzianej w kategoriach ściśle ekonomiczno-finansowych, która anuluje najważniejsze różnice kształtujące piękno i duszę narodów. Wezwał do ich poszanowania w imię dobra przyszłych pokoleń.

Przestrzegł przed ignorowaniem kryzysu migracyjnego. Przypomniał, że sama Tajlandia, znana z gościnności udzielonej migrantom i uchodźcom, stanęła w obliczu tego kryzysu z powodu napływu uchodźców z krajów sąsiednich. Wezwał wspólnotę międzynarodową do odpowiedzialnego i dalekowzrocznego rozwiązania problemu uchodźców i promocji bezpiecznej, uporządkowanej i uregulowanej migracji.

Podziękował rządowi tajlandzkiemu za wszelkie działania podejmowane na rzecz pomocy ofiarom wyzysku, niewolnictwa, przemocy i wykorzystania. Nawiązując do obchodzonej w tym roku 30. rocznicy Konwencji o Prawach Dziecka, zaapelował o ochronę dzieci, ich rozwoju społecznego i intelektualnego, dostępu do edukacji, a także ich rozwoju fizycznego, psychicznego i duchowego.

Tego dnia Ojciec Święty złożył również wizytę królowi Ramie X. Prywatne spotkanie w Pałacu Królewskim Amphorn, czyli Królewskiej Siedzibie w Niebie, trwało pół godziny.

W świątyni buddyjskiej

Z Pałacu Rządowego Ojciec Święty udał się do buddyjskiej świątyni Ratchabophit Sathit Maha, która jest siedzibą najwyższego patriarchy Tajlandii. Wchodząc tam papież oraz towarzyszące mu osoby zdjęli buty.

Witając Franciszka 92-letni patriarcha Ariyavongsagatanana IX przypomniał, że 35 lat temu w tej samej świątyni jego poprzednik podejmował Jana Pawła II. Towarzyszyła temu atmosfera wzajemnego szacunku i serdecznego dialogu, a obydwaj okazali wzajemną gościnność, „dając w ten sposób świadectwo, że są dobrymi ludźmi i świętymi przywódcami”.

Patriarcha przypomniał, że pod posągiem Buddy w tej pagodzie znajdują się relikwie króla Ramy V, którego w 1897 r. przyjął w Watykanie Leon XIII. Nieco dalej spoczywają prochy innych monarchów, również przyjętych przez papieży: Ramy VII i jego małżonki – przez Piusa XI w 1934 r. oraz Ramy IX – przez Jana XXIII w 1960 r.; ten ostatni władca podejmował później Jana Pawła II w Bangkoku w 1984 r. „Nasi przodkowie w wierze cieszyliby się na nasz widok i widząc postęp w naszej głębokiej i trwałej przyjaźni” - powiedział 20. patriarcha. Swe przemówienie zakończył słowami Buddy: „Ci, którzy nie czynią źle swym przyjaciołom, są szanowani w każdym miejscu”.

Z kolei Ojciec Święty przypomniał, że większość Tajów wyznaje buddyzm i przepoiła nim swój sposób oddawania czci życiu i swoim przodkom, prowadzenia wstrzemięźliwego stylu życia opartego na kontemplacji, oderwaniu od świata, ciężkiej pracy i dyscyplinie, zaś szczególnym znakiem buddysty jest uśmiech.

Papież przypomniał wkład w dialog buddyjsko-katolicki swoich poprzedników: Pawła VI, który prawie 50 lat temu przyjął w Watykanie 17. patriarchę wraz z grupą mnichów buddyjskich, oraz Jana Pawła II, który 35 lat temu odwiedził 18. patriarchę. Zwrócił też uwagę, że sam niedawno przyjął delegację mnichów ze świątyni Wat Pho. „Są to małe kroki, które pomagają świadczyć nie tylko w naszych wspólnotach, ale także w naszym świecie, tak bardzo pobudzającym do propagowania i generowania podziałów i wykluczeń, że możliwa jest kultura spotkania” - zaznaczył Franciszek.

Wskazał, że wobec istniejących różnic i podziałów ważne jest, aby religie ukazywały się coraz bardziej jako światło nadziei, będąc promotorami i gwarantami braterstwa. Podziękował za to, że katolicy cieszą się w Tajlandii wolnością religijną i od lat żyją w zgodzie z wyznawcami buddyzmu. Zapewnił o zaangażowaniu Kościoła katolickiego „na rzecz umocnienia otwartego i nacechowanego szacunkiem dialogu w służbie pokoju i dobrobytu tego narodu”.

Ojciec Święty wręczył patriarsze Dokument o Ludzkim Braterstwie, podpisany w lutym br. w Abu Zabi. Skomentował go słowami: „Musimy wspólnie pracować, aby ludzkość była bardziej braterska”. Po krótkiej rozmowie ze zwierzchnikiem tajskiego buddyzmu, papież pozował do zdjęcia z 35 mnichami z klasztoru Wat Pho.

Wśród chorych

W szpitalu św. Ludwika Franciszek spotkał się z chorymi i niepełnosprawnymi. W audytorium oczekiwało go około 700 osób. „Jesteś dla nas «Człowiekiem Słowa», żyjącym tym, co głosi i który zawsze ma ramiona otwarte dla każdego. Twoja obecność jako Wikariusza Chrystusa jest zawsze dla nas błogosławieństwem od samego Chrystusa” – powiedział, witając papieża, dyrektor placówki. Zwrócił uwagę, że szpitale katolickie w Tajlandii pokazują jasno, że nie są nastawione na zysk i nigdy nie rywalizują z innymi, ale chcą jedynie głosić Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa „miłością i współczuciem”, bo „tam, gdzie jest miłość, tam jest Bóg”.

Ze swej strony Franciszek zwrócił uwagę, że pracownicy szpitala pełnią jedno z najwspanialszych dzieł miłosierdzia, ponieważ ich wysiłek na rzecz zdrowia znacznie wykracza poza godne pochwały samo tylko praktykowanie medycyny. „Trzeba przyjąć i podtrzymywać życie, jak to się dzieje na ostrym dyżurze szpitala, aby zostało potraktowane ze szczególnym współczuciem, rodzącym się z szacunku i umiłowania godności każdego człowieka” - zaznaczył papież.

Przypomniał, że w tym roku szpital św. Ludwika obchodzi 120-lecie istnienia. „Ileż osób zyskało ulgę w swoim bólu, pocieszenie w swoich utrapieniach i towarzyszenie w samotności!” - powiedział i poprosił pracowników szpitala, aby ich „apostolstwo” było „coraz bardziej znakiem i symbolem Kościoła wychodzącego, który, pragnąc przeżywać swoją misję, odnajduje odwagę niesienia uzdrawiającej miłości Chrystusa cierpiącym”.

Następnie papież odwiedził chorych przebywających w salach szpitalnych.

Msza na stadionie

Na stadionie narodowym Supachalasai Franciszek odprawił Mszę św. Wcześniej pojechał w papamobile na sąsiedni stadion Thephasadin, by pozdrowić zebranych również tam wiernych (uczestniczyli oni w liturgii za pośrednictwem wielkiego telebimu), a następnie wjechał na właściwy stadion narodowy, pozdrawiając i błogosławiąc zgromadzonych, którzy powiewali chorągiewkami w watykańskich i tajlandzkich barwach. Była też grupa pielgrzymów z flagami chińskimi. Skandowano okrzyki po włosku: „Viva il Papa!”. W sumie w Eucharystii wzięło udział ponad 60 tys. osób., wśród których byli wierni z krajów sąsiedzkich: Laosu i Kambodży.

Ołtarz ustawiono pośrodku płyty stadionu. Msza św. odprawiana była po angielsku (z Modlitwą Eucharystyczną po łacinie), pieśni śpiewano po łacinie i po tajsku, czytania biblijne zabrzmiały po tajsku, zaś homilię Franciszek wygłosił po hiszpańsku (z tłumaczeniem na tajski).

Wskazał, że pierwsi misjonarze, którzy przybyli na te ziemie, zrozumieli, że „należą do rodziny znacznie większej niż ta, która jest zrodzona z więzów krwi, kultury, regionu lub przynależności do określonej grupy”. Wyruszyli oni „w drogę, by szukać członków tej swojej rodziny, których jeszcze nie znali”. - Uczeń-misjonarz nie jest najemnikiem wiary ani werbownikiem prozelitów, lecz żebrakiem, który uznaje, że brakuje mu braci, sióstr i matek, z którymi mógłby celebrować i świętować nieodwołalny dar pojednania, jaki Jezus daje nam wszystkim: uczta jest gotowa, wyjdźcie na poszukiwanie tych wszystkich, których spotkacie po drodze - podkreślił Franciszek. Dlatego 350. rocznica utworzenia wikariatu apostolskiego Syjamu „nie oznacza nostalgii za przeszłością”, ale jest wdzięcznym wspomnieniem, „które pomaga nam wyjść z radością, aby dzielić się nowym życiem, pochodzącym z Ewangelii, ze wszystkimi członkami naszej rodziny, których jeszcze nie znamy”.

- Wszyscy jesteśmy uczniami-misjonarzami, kiedy postanawiamy stać się żywą częścią rodziny Pana i czynimy to, dzieląc się z innymi, tak jak On to uczynił: nie bał się zasiąść do stołu z grzesznikami, aby ich zapewnić, że u stołu Ojca i stworzenia było miejsce zarezerwowane także dla nich. Dotknął tych, którzy uważali się za nieczystych, a pozwalając się im dotknąć, pomógł im zrozumieć bliskość Boga, a ponadto zrozumieć, że byli błogosławieni - mówił Ojciec Święty, myśląc szczególnie o „dzieciach i kobietach narażonych na prostytucję i handel, oszpeconych w swojej najbardziej autentycznej godności”; o „młodych niewolnikach narkotyków i nonsensu, co doprowadza do przyćmienia ich spojrzenia i zniweczenia ich marzeń”; o „migrantach pozbawionych swoich domów i rodzin, a także o wielu innych, którzy podobnie jak oni mogą czuć się zapomniani, osieroceni, porzuceni, pozbawieni siły, światła i pociechy z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia; o „wyzyskiwanych grzesznikach, lekceważonych żebrakach”.

- Należą oni do naszej rodziny, są naszymi matkami i naszymi braćmi. Nie pozbawiajmy naszych wspólnot ich twarzy, ich ran, uśmiechów, ich życia. Nie pozbawiajmy też ich ran i urazów miłosiernego namaszczenia Bożej miłości. Uczeń-misjonarz wie, że ewangelizacja nie polega na pomnażaniu akcesów ani wydawaniu się możnymi, ale na otwieraniu drzwi, aby przeżywać i dzielić się miłosiernym i uzdrawiającym uściskiem Boga Ojca, który czyni nas rodziną - wskazał papież.

Zachęcił tajskich katolików, by szli „naprzód drogą, śladami pierwszych misjonarzy, aby spotkać, odkryć i rozpoznać z radością wszystkie twarze matek, ojców i braci, którymi Pan chce nas obdarzyć, a których brakuje na naszej niedzielnej uczcie”.

Pod koniec liturgii arcybiskup Bangkoku, kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował Franciszkowi za jego „stałe świadectwo”, które skłania do wcielania w życie - za jego przykładem - „miłosiernej miłości Chrystusa do każdego człowieka, do całej ludzkości”. Po papieskim błogosławieństwie przedstawiono tradycyjne tańce z czterech regionów Tajlandii. Opuszczającemu stadion Ojcu Świętemu towarzyszyła pieśń „Let love be the bridge” (Niech miłość będzie mostem) i światło kilkudziesięciu tysięcy latarek telefonów komórkowych trzymanych wysoko w dłoniach przez wiernych.

Spotkanie z duchowieństwem

Trzeci dzień swej wizyty (22 listopada) papież rozpoczął od spotkania z kapłanami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami i katechetami w parafii św. Piotra. Witając Ojca Świętego bp Joseph Prathan Sridarunsil z diecezji Surat Thani na południu kraju podkreślił, że katolicy tajscy są częścią kontynentu azjatyckiego, na którym „ludzie są bardzo dumni ze swych wartości religijnych i kulturalnych, obejmujących umiłowanie milczenia i kontemplacji, prostotę, harmonię, nieprzywiązywanie wagi do dóbr materialnych, niestosowanie przemocy, ducha twardej pracy, dyscyplinę, umiarkowane życie, pragnienie wiedzy i poszukiwania filozoficzne”. Swe świadectwo nawrócenia na wiarę w Chrystusa złożyła s. Benedykta ze Zgromadzenia Misjonarek Maryi (ksawerianek), pochodząca z rodziny buddyjskiej

Papież wyraził wdzięczność wszystkim osobom konsekrowanym za ich ciche męczeństwo wierności i codzienne poświęcenie, które wydaje owoce. „Pan nie powołał nas po to, by nas posłać w świat, abyśmy ludziom narzucili obowiązki czy brzemiona cięższe, od tych, które już dźwigają, i których jest wiele, ale aby dzielić z innymi radość, piękną perspektywę, nową i zadziwiającą” - powiedział papież i przywołał „pragmatyczne i prorocze” słowa swojego poprzednika Benedykta XVI, że Kościół nie rozszerza się poprzez prozelityzm, ale przez przyciąganie.

Zachęcił zgromadzonych, aby nie bali się szukać nowych symboli i obrazów, szczególnej muzyki, które pomogłyby Tajlandczykom rozbudzić zadziwienie, które chce dać Pan. „Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii. Trzeba poszukiwać nowych form dla przekazywania Słowa zdolnego, by wstrząsnąć i rozbudzić pragnienie poznania Pana: Kim jest ten człowiek? Kim są ci ludzie, którzy idą za krzyżem?” - tłumaczył Franciszek.

Powiedział, że z pewnym bólem stwierdził, gdy przeczytał, że dla wielu wiara chrześcijańska jest obca, że jest to religia obcokrajowców. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. Trzeba „nadać jej tajlandzkie oblicze i «ciało», co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń. To pozwolenie, aby Ewangelia pozbyła się dobrych, ale obcych szat, aby zabrzmiała muzyką, która jest dla was na tych ziemiach swojską i sprawienie, aby dusze naszych braci pulsowały tym samym pięknem, które rozpaliło nasze serca” - przekonywał papież.

Wezwał, by w imię powołania, wyjść ze swoich ograniczeń, i w obliczu osób, które spotykamy na ulicy, najbardziej potrzebujących, usuniętych na margines, pogardzanych w mieście, sierot, osób starszych odkrywać piękno i drugiego jak brata. Wtedy nie jest on już sierotą, porzuconym, usuniętym na margines czy pogardzanym. „Teraz ma oblicze brata, brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!” - zaznaczył Franciszek.

Za św. Pawłem VI przypomniał, że jednym z najgorszych wrogów ewangelizacji jest brak zapału. „Gorliwość zakonnika, zakonnicy, kapłana i katechety karmi się tym podwójnym spotkaniem: z obliczem Pana i z obliczem braci” - zaznaczył papież. Na zakończenie wezwał: „Proszę was bardzo, nie ulegajcie pokusie, by myśleć, że jesteście nieliczni. Myślcie raczej, że jesteście małymi narzędziami w twórczych rękach Pana. On napisze waszym życiem najpiękniejsze karty historii zbawienia na tych ziemiach”.

Spotkanie z biskupami Azji

W sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kritbanrunga Franciszek spotkał się z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC). Witając papieża, kard. Kriengsak Kovithavanij zapewnił, że przybyli oni, aby posłuchać, co Ojciec Święty ma im do powiedzenia na temat ich roli jako pasterzy „małej trzódki” w Azji - ojczyźnie największych tradycyjnych religii świata.

Franciszek zachęcił ich do gorliwości o ewangelizację we wszystkich Kościołach lokalnych Azji. Przypomniał, że w 2020 r. planowane jest Zgromadzenie Ogólne FABC w 50. rocznicę jej powstania. Wezwał, by biskupi Azji, idąc za przykładem pierwszych misjonarzy, zmierzyli się i oceniali teraźniejszość oraz misję ze znacznie szerszej i bardziej nowatorskiej perspektywy, na wzór „świętych, którzy nas poprzedzili i stawili czoło trudnościom występującym w ich epoce”.

Papież przestrzegł przed budowaniem struktur i mentalności kościelnej, które mogą warunkować ewangelizacyjny dynamizm. „Dobre struktury służą, kiedy jest życie, które je ożywia, podtrzymuje i osądza. Bo bez autentycznego ewangelicznego ducha, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji” - zaznaczył Franciszek. Zachęcił azjatyckich hierarchów, aby w misjonarskiej pracy kierowali się „impulsami Ducha Świętego” i nie odrzucali żadnej ziemi, ludu, kultury ani sytuacji oraz nie szukali jakiejś ziemi z gwarancjami sukcesu. „Chciałbym podkreślić, że misja, zanim zostaną podjęte działania, które trzeba przeprowadzić lub projekty do realizacji, wymaga wyrobienia spojrzenia i «węchu»; wymaga ojcowskiej i matczynej troski, ponieważ owca ginie, kiedy pasterz uważa ją za zaginioną, a nigdy wcześniej” - powiedział papież.

Przestrzegł biskupów przed zajmowaniem lub domaganiem się nie wiadomo jakiego miejsca i pierwszeństwa. „Jak wiele musimy się nauczyć od was, którzy w wielu waszych krajach lub regionach jesteście mniejszością, i nie dajecie się dlatego ponieść czy zarazić kompleksem niższości czy narzekaniem, że nie czujecie się uznani!” - podkreślił Franciszek. Wezwał, aby pamiętali, że także oni są częścią ludu z którego pochodzą. „Zostaliśmy wybrani sługami, a nie jako szefami lub panami. Oznacza to, że musimy towarzyszyć tym, którym służymy, z cierpliwością i życzliwością, słuchając ich, szanując ich godność, zawsze promując i doceniając ich inicjatywy apostolskie” - powiedział papież.

Przypomniał, że wiele spośród krajów azjatyckich zostało zewangelizowanych przez osoby świeckie. „Miały one możliwość mówienia dialektem swego ludu, dokonując prostej i bezpośredniej inkulturacji, nie teoretycznej ani ideologicznej, ale będącej owocem pasji dzielenia się Chrystusem” - powiedział Franciszek.

Po spotkaniu z biskupami, które zakończyła wspólna modlitwa „Anioł Pański”, w sali przy sanktuarium papież odbył rozmowę z członkami Towarzystwa Jezusowego, do którego sam należy.

Na uniwersytecie

O budowanie dialogu społecznego i międzyreligijnego , a także wnoszenie wkładu w obronę godności człowieka zaapelował Franciszek spotykając się przedstawicielami różnych religii oraz świata akademickiego Tajlandii na Uniwersytecie Chulalongkorna. Papież przywitał się z każdym z 18 przywódców religijnych: buddyzmu, islamu, braminizmu-hinduizmu i sikhizmu, jak również różnych wyznań protestanckich i prawosławia.

Przewodniczący Komisji ds. Dialogu Międzyreligijnego i Ekumenizmu episkopatu Tajlandii, bp Chusak Sirisut poprosił Franciszka, by zechciał się podzielić „swoją mądrością i dobrymi radami nie tylko z katolikami, ale także z całą ludzkością”. Chór młodzieżowy, złożony z przedstawicieli różnych religii, wykonał pieśń - modlitwę w intencji pokoju.

Papież przypomniał, że uniwersytet nosi imię króla, który był pierwszą głową państwa niechrześcijańskiego przyjętą na audiencji w Watykanie przez Następcę św. Piotra. Podkreślił zasługi tego monarchy dla zniesienia niewolnictwa i w tym kontekście zaapelował o walkę z procederem handlu ludźmi.

Nawiązał do obecnej sytuacji w świecie, gdzie szybkie postępy współistnieją z konfliktami i degradacją środowiska naturalnego człowieka. „Dziś naszedł czas, aby odważnie wyobrazić sobie logikę spotkania i wzajemnego dialogu jako drogę, wzajemną współpracę jako sposób zachowania oraz wzajemne poznanie jako metodę i kryterium, aby w ten sposób zaoferować nowy paradygmat rozwiązywania konfliktów, przyczynić się do porozumienia między osobami i do ochrony stworzenia” - przekonywał Franciszek.

Wskazał na znaczenie wkładu, jaki w to dzieło mogą wnieść religie i uniwersytety. Chodzi o budowanie na uznaniu i poszanowaniu godności osób, na promowaniu integralnego humanizmu, zdolnego do uznania i obrony naszego wspólnego domu, na odpowiedzialnym zarządzaniu, które chroniłoby piękno i obfitość przyrody. Dlatego papież zaapelował o tworzenie instancji, w których możliwe byłyby spotkanie i współpraca. Zachęcił do budowania kultury opartej na wspólnych wartościach, które prowadzą do jedności, wzajemnego szacunku i zgodnego współistnienia.

Msza dla młodzieży

Wieczorem w katedrze pw. Wniebowzięcia NMP Franciszek odprawił Mszę św. dla młodzieży. Entuzjastycznie witały go tysiące młodych ludzi, dla których nie starczyło miejsca w świątyni, lecz mogli oni uczestniczyć w liturgii na zewnątrz dzięki telebimom. Msza odprawiana była w języku angielskim i po łacinie, z czytaniami biblijnymi po tajsku. Homilię papież wygłosił po hiszpańsku (jeden z księży tłumaczył ją na tajski).

Franciszek przypomniał młodym, że są „dziedzicami wspaniałej historii ewangelizacji”, która została im „przekazana jako święty skarb”. Głęboko zakorzeniona wierność ich przodków skłoniła ich do czynienia dobrych uczynków i do wzniesienia „świątyni, zbudowanej z żywych kamieni, aby mogli nieść miłosierną miłość Boga ludziom swoich czasów”. Mogli to uczynić, ponieważ byli przekonani o tym, że „Bóg przemówił do nich z czułością, ogarnął ich miłością silną, na zawsze”.

- Drodzy przyjaciele, aby ogień Ducha Świętego nie zgasł i abyście mogli utrzymać wasze oczy i serca przy życiu, trzeba być dobrze zakorzenionymi w wierze naszych starszych: ojców, dziadków i nauczycieli. Nie po to, aby być więźniami przeszłości, ale by nauczyć się tej odwagi, która pomoże nam odpowiedzieć na nowe sytuacje historyczne. Ich życie przetrwało wiele prób i cierpień. Ale po drodze odkryli, że tajemnicą szczęśliwego serca jest bezpieczeństwo, które odnajdujemy, gdy jesteśmy zakotwiczeni, zakorzenieni w Jezusie: w Jego życiu, w Jego słowach, w Jego śmierci i zmartwychwstaniu - przekonywał Franciszek.

Stwierdził, że bardzo go boli, gdy „niektórzy proponują młodym ludziom budowanie przyszłości bez korzeni, jakby świat zaczął się w tej chwili”. Albowiem bez „tego silnego poczucia zakorzenienia możemy zostać zdezorientowani przez «głosy» tego świata, które ubiegają się o naszą uwagę. Wiele z nich jest kuszących, są propozycjami dobrze «zmanipulowanymi», które początkowo wydają się piękne i intensywne, choć z czasem zostawiają jedynie pustkę, znużenie, samotność i apatię i doprowadzają do zgaszenia tej iskry życia, którą Pan zapalił pewnego dnia w każdym z nas”.

- Drodzy młodzi! Jesteście nowym pokoleniem, z nowymi nadziejami, marzeniami i nowymi pytaniami. Z pewnością także z pewnymi wątpliwościami, ale zakorzenionymi w Chrystusie. Zachęcam was, abyście nadal żyli radością i nie bali się ufnie patrzeć w przyszłość. Zakorzenieni w Chrystusie, patrzcie z radością i ufnością. Taki stan wynika ze świadomości, że Pan nieskończenie nas szuka, spotyka i miłuje. Pielęgnowanie przyjaźni z Jezusem jest oliwą niezbędną, by oświecić drogę, waszą drogę, ale także tych wszystkich, którzy was otaczają: przyjaciół, sąsiadów, kolegów ze szkoły, studiów i pracy, nawet tych, którzy się z wami całkiem nie zgadzają - zapewnił Ojciec Święty.

Na zakończenie Mszy św. kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij podziękował papieżowi za wizytę w Tajlandii i wyraził nadzieję, że to „dziękczynienie woli” przemieni się w działania i oddanie życia Bogu; i że „od tej pory Kościół katolicki w Tajlandii krok po kroku, dzień po dniu, stawać się będzie wspólnotą świadków”, przyczyniając się do budowy „braterskiej ludzkości”, potrzebnej naszym czasom, i uformowaną na wzór relacji miłości Trójcy Świętej.

Przed końcowym błogosławieństwem także papież podziękował wszystkim, którzy umożliwili jego wizytę w Tajlandii i współpracowali przy jej realizacji. - Niech Pan wynagrodzi was swoją pociechą i pokojem, którą tylko On może obdarzyć. I pozostawiam wam zadanie: nie zapomnijcie o mnie w modlitwie - powiedział Franciszek.

Opuszczając katedrę papież błogosławił jeszcze i przytulał młodych niepełnosprawnych, głuchych, niewidomych, dotykając ich chorych oczu, uszu... Przeszedł także wśród młodzieży zgromadzonej przed świątynią, witając się ze stojącymi najbliżej. W domu parafialnym pobłogosławił jeszcze 25 kamieni węgielnych do nowo budowanych kościołów w Tajlandii, po czym odjechał do nuncjatury apostolskiej.

Był to ostatni publiczny punkt programu jego wizyty w Tajlandii, skąd jutro (23 listopada) rano, po Mszy św. odprawionej w kaplicy nuncjatury, odleci do Japonii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem