Reklama

Światowy Dzień Młodzieży

Budują miasto Boga

Z ks. Mieczysławem Puzewiczem, wikariuszem biskupim ds. młodzieży i rektorem kościoła pw. Świętego Ducha w Lublinie, rozmawia Urszula Buglewicz
Edycja lubelska 13/2010

Urszula Buglewicz: - 25 lat temu Jan Paweł II napisał „List do Młodych”, który dał początek Światowym Dniom Młodzieży. Jak zapamiętał Ksiądz tamten czas?

Ks. Mieczysław Puzewicz: - Na pewno było to wyjątkowe wydarzenie. List był wtedy trudno dostępny; po raz pierwszy zetknąłem się z nim w jakiejś kserokopii. Czasy tuż po stanie wojennym były ciężkie, chociażby ze względu na trudności, na jakie napotykały wydawnictwa katolickie, ale pamiętam, że była radosna atmosfera, spowodowana tym, że Papież napisał list do młodych. Treść tego listu, pewnie jak większość Polaków odkryłem dużo później, ale uważam, że samo wydarzenie było absolutnie wyjątkowe. Do 1985 r. Kościół i papieże nie interesowali się zasadniczo problemami ludzi młodych, nie traktowali ich jak partnerów. Panowało przekonanie, iż młodość to czas, kiedy ludzie nie są poważni, więc nie ma powodu, by ich poważnie traktować. Przy okazji Soboru Watykańskiego II został wydany list do młodych, ale dołączono go już po zamknięciu sesji soborowej; mało kto o nim słyszał. Rok 1985 był więc przełomowy. ONZ ogłosiła go rokiem młodzieży i Jan Paweł II wykorzystał to zainteresowanie świata młodymi. Jednak trzeba wiedzieć, że Papież miał już wcześniej gotową koncepcję powszechnego duszpasterstwa wobec ludzi młodych. Na zakończenie jubileuszowego 1983 r. Ojciec Święty zaprosił na Wielkanoc młodzież. Chociaż sceptycznie się na to zapatrywano, okazało się, że na zaproszenie Jana Pawła II odpowiedziało kilkadziesiąt tysięcy osób. To natchnęło Papieża, żeby Niedzielę Palmową uczynić takim dniem, zwłaszcza, że podstawne są przypuszczenia, iż w ową historyczną Niedzielę Palmową na ulicach Jerozolimy Chrystusa witali z palmami ludzie młodzi, którzy wyznawali, że to jest ktoś niezwykły, Mesjasz. W 1985 r. był więc list i kolejne spotkanie, które jeszcze nie nazywano Światowym Dniem Młodzieży. Nazwa przyjęła się od następnego roku, kiedy to Papież podjął myśl, by oprócz spotkań w Niedzielę Palmową, obchodzonych na poziomie diecezji na całym świecie, były spotkania młodych w różnych miejscach świata. Taką okazją był rok 1987 i papieska wizyta w Ameryce Łacińskiej. Na spotkanie z Janem Pawłem II w Buenos Aires przyszło kilkaset tysięcy młodych ludzi. Później co dwa lata Papież spotykał się z młodymi w Santaigo de Compostela (1989), Częstochowie (1991), Denver (1993), Manili (1995), Paryżu (1997) i po trzech latach przerwy - ze względu na Rok Jubileuszowy - w Rzymie (2000). Dwa lata później spotkanie odbyło się w Toronto; kolejne - w 2005 r. zostało przygotowane w Kolonii; w tym spotkaniu uczestniczył już Benedykt XVI. Ta trzyletnia przerwa została utrzymana i w 2008 r. odbyło się spotkanie w Sydney, a na 2011 r. zapowiedziane jest spotkanie w Madrycie.

- Od kiedy i dlaczego uczestniczy Ksiądz w Światowych Dniach Młodzieży?

- Praktycznie moje zaangażowanie datuje się od roku 1991, kiedy organizowałem - będąc już kapłanem i pracując na parafii - grupy, które w tym uczestniczyły. Potem już regularnie na każdy Światowy Dzień Młodzieży przygotowywałem mniejsze czy większe grupy. Większe wtedy, kiedy odbywały się na kontynencie europejskim i z Lubelszczyzny były nawet 4 tys. osób; mniejsze - np. do dalekiego Sydney. Jesienią 1991 r. otrzymałem nominację na duszpasterza młodzieży i już w 1992 r. zorganizowałem diecezjalne obchody święta. Wtedy przeszliśmy w procesji z parafii pw. św. Andrzeja Boboli na Czechowie do katedry. Od tej pory w różnej formie przygotowywałem z młodymi ich święto. 11 lat temu wypracowaliśmy trzydniową formułę spotkania, która trwa do dziś.
Dla mnie ważne jest, że ten jubileusz Światowego Dnia Młodzieży zbiega się z moim odkryciem powołania. Ja wyraźnie sytuuję się na linii oddziaływania Jana Pawła II, najpierw jako ktoś, kto czuł się adresatem jego słów, bo list odbierałem jako młody człowiek, stojący przed wyborem drogi życiowej. Ale wyraźnie widzę, że ten list jest wciąż aktualny, dlatego w tym roku robimy jego reedycję. W nim zostały postawione najważniejsze pytania - zadania, których nikt młodym ludziom nie stawia: co chcesz zrobić ze swoim życiem; wykorzystaj potencjał młodości i talentów; nie bój się postawić na współpracę z Chrystusem; zobacz, jakie piękne rzeczy możesz zrobić. Tak nikt z młodymi nie rozmawiał. Tę rozmowę rozpoczął Jan Paweł II, który na kolejne dni pisał do młodych orędzia. I to stało się tradycją.
Uczestniczę w Światowych Dniach Młodzieży, bo uważam, że jest to trafiona koncepcja duszpasterstwa. Oczywiście, taka jest specyfika dużych spotkań, że nie można oczekiwać efektów, jak np. na rekolekcjach zamkniętych, ale w nich jest coś ważnego dla Kościoła i Ewangelii: wspólne przeżycie wiary, możliwość dzielenia się wiarą. Pamiętam, jak spotykaliśmy się w Loreto (bo nie wszyscy jechali do Manili), wtedy trwała wojna na Bałkanach. To było niesamowite doświadczenie wiary i solidarności z tymi, którzy przyjechali z terenów ogarniętych straszliwą wojną. Podczas spotkań za każdym razem ubogacałem się wiarą młodych z różnych kontynentów. Zwłaszcza że w niektórych przypadkach organizatorzy byli bardzo pomysłowi, np. przy spożywaniu posiłków dostawało się pakiet na 6 osób. Czasem lądowałem w takim zespole, w którym był Senegalczyk, Argentyńczyk, ktoś z Korei Południowej… Najpierw trzeba było ustalić język, którym się będziemy komunikować, a potem toczyły się rozmowy na temat sytuacji Kościoła, problemów z wiarą. Podczas takich spotkań wiele pytań adresowano do nas jako Polaków, co pozwalało mi uświadomić sobie, jakim skarbem wiary dysponujemy, jak na niego czekają inni. To jest też niesamowite doświadczenie, umacniające wiarę, kiedy młodzi ludzie widzą się w setkach tysięcy i widzą, co ich łączy. To jest ludzkość jutra. W innych warunkach, gdy młodzi ludzie się spotykają, współzawodniczą ze sobą. Tu jest doświadczenie jedności, pomimo różnic w kulturze, w kolorze skóry, języku, warunkach życia. Dni młodzieży to wielkie doświadczenie jedności i braterstwa.

- W spotkaniach zawsze uczestniczą tysiące młodych ludzi, którzy nie tylko słuchają, ale też starają się wcielać w życie wskazania Chrystusa. W czym - zdaniem Księdza - tkwi tajemnica tego sukcesu?

- Papież potraktował serio ludzi młodych, dawał im w każdym orędziu czy spotkaniu bardzo konkretne zadania. W Toronto, choć głos mu się załamywał, mówił: „Wy macie być świadkami cywilizacji miłości, którzy kamień na kamieniu zbudują miasto Boga w mieście człowieka”. Pytaliśmy, co to może znaczyć dla nas, jak to przełożyć na codzienność. Myślę, że każdy przenosił te słowa na płaszczyznę życia osobistego, ale także wiele idei zrealizowało się w perspektywie lubelskiego środowiska. Np. ci, którzy jeździli ze mną jako licealiści do Paryża, teraz w Lublinie kierują fundacją Academia Iuris; wspomnę dr Katarzynę Skubisz-Kępkę. Wsłuchując się w Papieża, pytaliśmy, co mamy zrobić, obserwowaliśmy to, co dzieje się wokół nas. W naszym środowisku znajdziemy więc piękne inicjatywy, wypływające z nauczania Jana Pawła II. Dla przykładu, objęliśmy całą Lubelszczyznę troską o uchodźców. To nowy problem w Polsce, z którym nawet ustawodawstwo nie może sobie poradzić. Ale w 7 ośrodkach na Lubelszczyźnie są nasi wolontariusze, którzy do tej pracy są dobrze przygotowani. Podczas spotkań pokazujemy im korzenie ewangeliczne, przypominamy słowa Jezusa: „Bo byłem przybyszem…”, ale odwołujemy się do nauki Jana Pawła II, który podkreślał, jak ważna jest rola gościnności chrześcijańskiej. Myślę, że aby być wiernym Papieżowi i Ewangelii, trzeba dostrzec kilka tysięcy ludzi, którzy u nas szukają schronienia. W osobach wolontariuszy spotykają ludzi, którzy nie pytają ich, jak przekroczyli granice, tylko pokazują im najtańszą aptekę, organizują zabawy dla dzieci, uczą języka i kultury, żeby łatwiej im było przejść przez proces asymilacyjny.

- Czym zajmują się teraz ci, którzy przed 25 czy 10 laty uczestniczyli w dniach młodzieży, działali w duszpasterstwach? W jaki sposób - z obserwacji Księdza - te spotkania wpłynęły na ich życie?

- Oczywiście, są to bardzo różne zaangażowania. W większości ci ludzie pozakładali rodziny, a teraz np. zakładają szkoły, w których koncepcje wychowania opierają na nauce Jana Pawła II. To są osoby, które aktywnie uczestniczą w strukturach życia społecznego i państwowego; są radnymi w samorządach, pełnią funkcje prezydentów. Ale nie ma takiego prostego przełożenia: byłem na Światowych Dniach Młodzieży, spotkałem się z Papieżem, więc robię to i to. Jednak w tych ludziach zauważam o wiele większe otwarcie się na problemy innych osób, o wiele większą wrażliwość. Niezależnie od tego, czy ktoś jest menedżerem, czy sprawuje jakąkolwiek władzę, czy realizuje się w karierze naukowej - doświadczenie wiary pozostawiło w nim głęboki ślad. To ludzie, którzy wierzą w sposób głębszy. Jan Paweł II stawiał konkretne wymagania; Papieża nie było łatwo czytać. Ale ci dojrzali teraz ludzie to świadomi chrześcijanie, którzy sięgają do tekstów papieskich i przekładają te słowa na swoje życie.

- W historię dni młodzieży wpisała się śmierć ich twórcy. Jak młodych zmieniła śmierć Jana Pawła II? Dlaczego odejście mistrza spowodowało lawinę dobra?

- O odejściu Jana Pawła II mogę mówić tylko w kontekście własnego środowiska, z którym współpracuję i które współtworzę. Nie ukrywam, że nigdy nie chciałem, żebyśmy budowali pomnik. Wprawdzie przed kościołem znajduje się płytka upamiętniająca początek marszów po śmierci Jana Pawła II, ale to jedyny taki znak, zresztą wymyślony przez miasto i Teatr NN. Ja się cieszę z żywych pomników, których możemy wymienić naprawdę wiele. Choćby to, co robią wolontariusze w postaci „Gorącego patrolu”, rozrosło się w pomysł asystentury bezdomnym, pomocy przy wyrabianiu dokumentów i uzyskaniu świadczeń, czy zdobycia umiejętności, które pozwolą na pracę. Szczęśliwym wydarzeniem z ostatniego czasu było pobłogosławienie przeze mnie nowego mieszkania bezdomnego, który stanął na nogi. To były więzień, który wyszedł z alkoholizmu, a teraz jest konsultantem „niebieskiej linii”, poukładał sobie życie. Także to, co robimy dla młodzieży, która weszła w konflikt z prawem, a teraz przebywa w ośrodkach w Głębokiem i w Dominowie. Pokazujemy im inne perspektywy, a sama nasza obecność jest dla nich ważna, bo jeśli w środowisku wykluczonych stają ludzie, którzy studiują, czy są już po studiach, to prowokują pytania o sens życia. U schyłku pontyfikatu Jan Paweł II mocno apelował o globalizację solidarności, przypominając, że jest to powinność Europejczyków i chrześcijan. W tym właśnie duchu realizujemy kilka programów w Afryce, na Kubie i w Gruzji. Wszędzie tam odwołanie się do Jana Pawła II otwiera nam drzwi; Papież to jest ktoś, kogo ludzie na całym świecie pokochali, którego idee wszystkim są bliskie. Odwołanie się do Papieża skutkuje tym, że realizując programy pomocowe, wszędzie mamy szeroko otwarte drzwi.

- Ideami Jana Pawła II zachwyceni są też bardzo młodzi ludzie, którzy podejmują dzieła rozpoczęte przez starszych kolegów. Czym jest to spowodowane?

- Często spotykam się nie tylko ze studentami, ale też z bardzo młodymi ludźmi, 12 czy 15-latkami. Ci młodzi mają fantastyczne pomysły na to, jak budować cywilizację miłości: należy być wiernym prawdzie, wrażliwym, tolerancyjnym wobec cudzoziemców, solidarnym z kimś, komu dzieje się krzywda. Sądzę, że w młodych ludziach jest głód pewnych podstawowych idei, na których można się oprzeć. Współczesny świat wiruje, propozycje galerii handlowych mogą zaangażować 100% wolnego czasu młodego człowieka, ale wielu przychodzi i pyta. Ja wchodzę dla nich w rolę świadka, który opowiada, jak to było przed 25 laty, odwołuję się do swoich doświadczeń jako młodego człowieka i jako księdza, który wiele czasu spędza z młodymi. Mówię im, jak moje życie zmienił Jan Paweł II i jego nauczanie. To wielkie dziedzictwo jest dopiero do odkrycia. Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi przełom i zaczniemy się bardziej zachwycać ideami Jana Pawła II, niż tylko jego osobowością. My jeszcze Papieża nie doczytaliśmy, nie mówiąc o tym, żeby zrobić to, o co prosił. Tej nauki wystarczy jeszcze na wiele pokoleń.

- Dlaczego Ksiądz wciąż pracuje z młodymi i dla młodych?

- Swoją drogę w kapłaństwie odkryłem w służbie ludziom młodym, więc staram się być wierny temu powołaniu. Towarzyszę młodym od 20 lat kapłaństwa, a nawet dłużej, ale nie czuję upływu lat. Zawsze staram się ich rozumieć. Żeby wejść z nimi w kontakt, trzeba najpierw zrozumieć, jakim wpływom są poddawani; trzeba umieć komunikować się z nimi (dlatego nie stronię chociażby od komunikatorów internetowych); wiedzieć, jak wielką rolę spełnia przekaz audiowizualny; nie traktować ich paternalistycznie. Jeśli się ich zrozumie i „złapie” kontakt z ich myśleniem, wtedy bez żadnego problemu można przekazywać nawet najbardziej rygorystyczne wskazania Jana Pawła II. Młodzi są na to otwarci. Trzeba też ich słuchać, bo to są bardzo mądrzy ludzie, którzy szybko zdobywają wiedzę. Dopóki mogę im służyć swoim doświadczeniem i świadectwem swojego życia, to właśnie to robię.

- Jak będą przebiegać lubelskie obchody jubileuszowego święta młodych?

- Obchody rozpoczną się w piątek, 26 marca, Drogą Krzyżową na Majdanku. Już po raz 11. nabożeństwo odbędzie się w miejscu lubelskiej Golgoty, gdzie zginęło kilkadziesiąt tysięcy niewinnych ludzi. Ta wyjątkowa Droga Krzyżowa gromadzi tysiące ludzi, którzy zamiast rozważań do kolejnych stacji wysłuchują wspomnień świadków. To są najlepsze rekolekcje; sama wymowa cierpienia ludzkiego, upodlenia, a jednocześnie podtrzymywania w tym godności i solidarności ma niesamowite działanie. Uważam, że Duch Święty nie dał mi lepszego pomysłu; nie trzeba tam dużo mówić, wystarczy przejść i wsłuchać się w świadectwa tych, którzy przeżyli.
Od czasu odejścia Jana Pawła II dopracowaliśmy się też formuły artystycznej pod hasłem „Pora na nas”. W tym roku nawiązujemy do 30. rocznicy „Solidarności”; staramy się w ciekawej formie wydobyć idee Jana Pawła II, które podajemy za pomocą różnych form muzycznych, dramy, świadectwa. Podczas widowiska, które odbędzie się w sobotę wieczorem w auli KUL, zostaną też zainaugurowane zapisy na spotkanie młodzieży w Madrycie.
W trzeci dzień obchodów zbiegną się trzy wydarzenia: Niedziela Palmowa, rocznica śmierci Jana Pawła II i Dzień Świętości Życia. Spotkanie rozpocznie się o godz. 11.30 na dziedzińcu KUL-u przed pomnikiem Jana Pawła II, skąd już po raz 6. wyruszy Marsz za Życiem. Odbędzie się poświęcenie palm, po którym młodzi z transparentami „za życiem” przejdą do archikatedry. W czasie marszu chcemy nawiązać do troski Jana Pawła II o życie, którą on wyraził w encyklice „Evangelium Vitae”. Spotkanie zakończymy Mszą św., podczas której duchowo łączyć się będziemy z Papieżem i młodymi całego świata.

Benedykt XVI zaproponował kard. Bergoglio ważne stanowisko. Jednak on odmówił

2019-07-22 15:03

pb (KAI/cruxnow.com) / Watykan

Amerykański portal katolicki Crux twierdzi, że po swym wyborze w 2005 r. papież Benedykt XVI zaproponował ówczesnemu arcybiskupowi Buenos Aires kard. Jorge Mario Bergoglio stanowisko sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej. Jednak przyszły papież Franciszek odmówił. Według tej informacji Benedykt XVI chciał, aby kard. Bergoglio pomógł mu w oczyszczeniu kurii rzymskiej.

Grzegorz Gałązka

Crux powołuje się na znajomego Franciszka z czasów, gdy był arcybiskupem Buenos Aires. Ks. Fernando Miguens, były rektor seminarium duchownego w San Miguel na przedmieściach stolicy Argentyny przypomina, że już „Paweł VI bardzo cierpiał z powodu zepsucia w Stolicy Apostolskiej”. - Wiem, że Jana Paweł II także bardzo cierpiał z tego powodu, ale postanowił, że jego priorytetem będzie misja. Biedny Benedykt [XVI] próbował stawić temu czoła i aby to zrobić, zaproponował Bergoglio, że mianuje go sekretarzem stanu, ale Jorge mu odmówił - twierdzi duchowny.

Według portalu pogłoska o oferowaniu kard. Bergoglio stanowiska sekretarza stanu pojawia się po raz pierwszy. Jednak - jak przypomina watykańska korespondentka Cruxa, Inés San Martín - już „pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II mówiło się, że argentyński kardynał mógłby otrzymać wysokie stanowisko w Watykanie”. Weteran włoskich watykanistów Sandro Magister pisał 2002 r., że po jego zaangażowaniu w prace zgromadzenia Synodu Biskupów w 2001 r. niektórzy dostojnicy kościelni chcieli powołania kard. Bergoglio do pracy w Rzymie, na co on sam miał wówczas odpowiedzieć: „Umarłbym w kurii”.

Mimo odmowy, zdaniem źródeł portalu Crux, relacje Benedykta XVI z kard. Bergoglio miały charakter osobisty i naznaczone były głębokim szacunkiem. Niewymieniony z nazwiska były współpracownik kardynała twierdzi, że kiedykolwiek Bergoglio jechał do Rzymu, „mógł pójść do papieża niemal bez proszenia o audiencję”. Obydwaj mieli też „regularnie, czasem nawet raz w miesiącu”, rozmawiać przez telefon.

Brytyjski pisarz Austen Ivereigh, autor m.in. książki „Prorok. Biografia Franciszka, papieża radykalnego”, powiedział portalowi Crux, że „kard. Bergoglio miał w Rzymie reputację krzyżowca walczącego z zepsuciem i papież Benedykt bardzo wysoko go cenił, dlatego pomysł poproszenia go o to, by był sekretarzem stanu wydaje się prawdopodobny”. A jeśli tak było, to „Bergoglio bardzo mądrze zrobił, że tę propozycję odrzucił”, gdyż „bez autorytetu papieskiego stojącego za oczyszczającą reformą, nie można jej dokonać”.

Crux uważa za „dobrze udokumentowany” fakt to, że kard. Bergoglio był kandydatem na papieża już w 2005 r., lecz tym, którzy proponowali jego kandydaturę miał powiedzieć, by popierali kard. Ratzingera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: Netflix stracił na aborcyjnym szantażu

2019-07-22 18:40

Vaticannews.com

Netfilix stracił w minionym kwartale 126 tys. subskrybentów w USA. Obrońcy życia wiążą te wyniki z bojkotem amerykańskiego giganta show biznesu, po tym, jak podjął się on bezpardonowej walki o aborcję w stanie Georgia.

W minionym kwartale Netflix odnotował najgorsze wyniki w swej historii. Po raz pierwszy od ośmiu lat ubyło mu subskrybentów, podczas gdy prognozy przewidywały wzrost o 352 tys.

Warto pamiętać, że pod koniec maja do bojkotu Netflixa wezwali obrońcy życia. Amerykańska firma szantażowała bowiem władze stanu Georgia, który przyjął nowe antyaborcyjne prawo. Ogranicza ono aborcję do momentu, w którym wykrywalne jest bicie serca dziecka, czyli do ok. 6 tygodnia ciąży. Netflix zapowiedział, że jeśli prawo wejdzie w życie, to zaprzestanie tam swoich produkcji i wycofa inwestycje. Przemysł filmowy ma tymczasem wielkie znaczenie dla stanu Georgia. Zatrudnia on 92 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem