- Wieloletni obrońca ustaleń Pana Prokuratora - Piotr Litka - dotarł do taksówkarza, który w jednym z filmów dokumentalnych przyznał się, że 25 października 1984 roku wieczorem był na tamie i widział, jak właśnie wtedy wrzucono ciało ks. Jerzego do Wisły. Taksówkarz dokładnie opisuje, jak 25 października na tamie we Włocławku dwaj mężczyźni wrzucili ciało do Wisły. Potem rozmówca przyznaje: „za dużo powiedziałem…Trzeba zapomnieć”. Co Pan na to? Czy ustalenia red. Litki są wiarygodne?
- Ten taksówkarz to jeden z rybaków, który widział, jak 25 października 1984 r. przed północą, oprawcy wrzucali zwłoki księdza do Wisły na tamie we Włocławku. Po jakimś czasie od tamtych wydarzeń zmienił zawód i został taksówkarzem. To był ten sam rybak, z którym w czasie śledztwa, na wizji lokalnej, w 2003 roku podpłynęliśmy pod wskazany przez niego czwarty filar tamy. Tam właśnie, obok jego łódki, 25 października 1984 r. wpadły do wody zwłoki księdza. Ustalenia red. Litki są więc jak najbardziej wiarygodne.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
- Pan osobiście przesłuchiwał tego rybaka?
- Tak, rybak ten złożył na ten temat przede mną zeznania w śledztwie IPN w październiku 2003 roku podczas wizji lokalnej. Wcześniej, 24 maja 2002 roku zeznawał przed innym prokuratorem z lubelskiego IPN. Drugi z rybaków, w dniu 18 maja 2002 roku, zeznał przed nim: „Jestem całkowicie pewny, że poszukiwania zwłok w rejonie zapory rozpoczęły się następnego dnia [26.10.1984 r.] po wrzuceniu zwłok do wody. (…). Do dnia dzisiejszego jeszcze boję się o tym mówić”. Twierdził, że widział, jak samochód zatrzymał się i wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Podeszli pod barierkę, spojrzeli w dół, po chwili otworzyli bagażnik w samochodzie i „coś” z niego wyjęli. W czasie wizji lokalnej w 2003 roku prawdziwość jego wypowiedzi weryfikowano z protokołu jego zeznań sprzed ponad roku. Bo on sam już nie żył.
- Początkowo ten nieżyjący już w czasie wizji rybak mówił o „pakunku”, o ile dobrze pamiętam treść jego zeznań.
Reklama
- Tak, rzeczywiście mówił, że był „to jakiś duży pakunek”, że „widać było, że musiał być ciężki, gdyż tych dwóch mężczyzn z pewnym trudem uniosło go nad barierkę, a następnie wrzuciło z mostu do wody”. Potem jednak opowiadał bardziej szczegółowo: „Widziałem, jak ten pakunek pionowo wpadł do wody pośrodku zapory i od razu utonął”. Przywołał słowa swego kolegi – tego pierwszego rybaka, który przebywał bliżej tamy: „Powiedział nam, że wrzucili do wody człowieka. Mówił nam, że wyraźnie widział związanego sznurkiem człowieka, który do nóg miał jeszcze przywiązany worek z czymś ciężkim… Zastanawialiśmy się, czy próbować ratować tego człowieka, ale baliśmy się, że mężczyźni ci mogą mieć broń, wrócić na zaporę i nas zabić. X [pierwszy rybak] był najbliżej i powiedział, że raczej nie ma sensu tego człowieka ratować, gdyż już na pewno nie żyje, tym bardziej, że został wrzucony z wysokości ponad 20 metrów i miał obciążone nogi. (…) postanowiliśmy o tym nikomu nie mówić. Nie wiedzieliśmy wtedy, że był to ksiądz Jerzy Popiełuszko. Już następnego dnia [26.10.1984 r.] na zaporę przyjechali funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Został wstrzymany ruch na moście i wprowadzono zakaz wypływania na wodę. Wszyscy musieli opuścić rejon zapory”. Prawdziwość świadectwa obu rybaków nie budzi wątpliwości. Ich zeznania są w pełni wiarygodne.
KS. JERZEGO UKRYTO W SZPITALU WE WŁOCŁAWKU
Panie Prokuratorze, co - według Pana rekonstrukcji - działo się po wrzuceniu ciała ks. Jerzego do Wisły?
- Już następnego dnia, 26 października 1984 roku, zwłoki „nieformalnie” wyłowiono z rzeki. W tym samym czasie, w Warszawie i w całej Polsce trwały modlitwy o uwolnienie księdza, Polacy mieli nadzieję, że on żyje, podczas gdy na tamie potajemnie go wyłowiono. Mało kto o tym wtedy wiedział, chociaż wiadomości się rozchodziły.
Milena Kindziuk
Prokurator Andrzej Witkowski
