Reklama

Kościół

Rocznica powstania sanktuarium w Licheniu

„Chcemy dziękować Bogu za to miejsce i wszystko, co wydarzyło się w tym świętym miejscu przez te wszystkie lata i nadal się wydarza” – mówił ks. Janusz Kumala MIC, kustosz Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej podczas uroczystej sumy w bazylice w niedzielę, 27 września, gdy obchodzono 168 lat istnienia Sanktuarium. W uroczystej liturgii uczestniczyło ponad 2 tys. pielgrzymów.

2020-09-28 17:57

[ TEMATY ]

sanktuarium

Licheń

Biuro Prasowe Sanktuarium

„Historia Lichenia zaczyna się w 1151 r. od kamiennego krzyża znajdującego się na licheńskim rynku. Postawiony jako znak na starożytnej drodze pomiędzy Kaliszem a Kruszwicą jest świadkiem chrześcijańskich początków tego miejsca” – mówił ksiądz kustosz w okolicznościowej homilii. Wspominał także wydarzenia z grąblińskiego lasu, które interpretowane są jako znak wzywający do nawrócenia. W 1850 roku Matka Boża objawiła się tam pasterzowi Mikołajowi Sikatce. „Gdy w 1852 w Europie szalała epidemia cholery, również w tym regionie dała o sobie znać. Wówczas przypomniano sobie o tym, co mówiła pasterzowi Maryja zapowiadająca nadejście epidemii. Tłumy zaczęły przybywać codziennie, by modlić się i błagać o przebaczenie, miłosierdzie i ratunek. Podjęto decyzję, by zbudować murowaną kapliczkę dla obrazu, którą wystawiono staraniem mieszkańców okolicznych wsi. Decyzją władz diecezjalnych postanowiono przenieść obraz Matki Bożej Licheńskiej z lasu do kościoła parafialnego i uporządkować kult i wspólnotową modlitwę tysięcy ludzi. Maryja sama prosiła Mikołaja o przeniesienie obrazu w godniejsze miejsce” – przypomniał ks. kustosz, podkreślając, że najgodniejszym miejscem dla Matki Bożej są nasze serca. Marianin zaznaczył, że sanktuarium jest nie tylko miejscem, ale to przede wszystkim pielgrzymi, bez których by ono nie istniało. Przywołał też słowa św. Jana Pawła II, który w 1999 r. powiedział o licheńskim sanktuarium, że jest to „miejsce, która Maryja bardzo umiłowała”.

Wspomniana wędrówka obrazu Matki Bożej i historia Lichenia jako sanktuarium maryjnego rozpoczęła się 29 września 1852 r. To nie tylko miejsce, ale też pielgrzymi. Od początku do Lichenia przybywały tłumy, aby uczestniczyć w odpuście 15 sierpnia. Niewielka wieś położona w okolicy lasów i rozległego jeziora gościła nawet 20 tys. osób. Pielgrzymi, o czym świadczą najstarsze relacje, pragnęli przede wszystkim się wyspowiadać. „Każdy chciał doświadczyć Bożego Miłosierdzia. Historia wszystkich sanktuariów znaczona jest powrotem pielgrzymów do Pana Boga. Matka Boża zawsze prowadzi nas do Chrystusa i Eucharystii” – mówił ks. Kumala.

Reklama

„Chcemy podziękować Bogu za łaskę tego miejsca, że je wybrał, podtrzymuje to miejsce jako żywe sanktuarium, w którym dokonują się cuda przemiany ludzkich serc i cudownych uzdrowień” – dodał kapłan, opowiadając otrzymane niedawno przez sanktuarium świadectwo uzdrowienia 4-letniego dziecka. Chłopiec przyszedł na świat z zaburzeniami autystycznymi. Jego mama podkreślała nadzwyczajny sposób, w jaki ukochał krzyż i mękę Jezusa, o której lubił słuchać, odnosząc się z niezwykłym w tym wieku pietyzmem do krzyża. Rodzice postanowili pojechać do Lichenia, aby powierzyć syna Matce Bożej, gdzie zaczynali i kończyli dzień drogą krzyżową na Golgocie, a chłopiec wyjątkowo angażował się w modlitwę. W kościele, kiedy już matka chciała z nim wyjść, pierwszy raz wypowiedział pełne zdanie i słowa, które rodzice mogli zrozumieć – „Mamo, ja się modlę”, co było znakiem jego uzdrowienia.

W przypadającą dziś, 26. Niedzielę Zwykłą obchodzony jest 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. W Licheniu modlono się w szczególny sposób za polskie rodziny na emigracji, aby wychowywały młode pokolenie w duchu prawdy i uwrażliwiały je na miłość do ojczystego kraju. „Dzień ten pozwala nam uświadomić sobie, kim jesteśmy – mówił ksiądz kustosz – że, jako ludzie jesteśmy na tej ziemi wszyscy w jakimś sensie migrantami, uchodźcami, pielgrzymami. Wszyscy potrzebujemy drugiego człowieka, który mógłby podać rękę. Oczekujemy przyjęcia ze strony innych. Niech życzliwe przyjęcie przez Boga i ludzi w sanktuariach, będzie dla nas zachętą, abyśmy i my umieli i chcieli przyjmować innych, nie traktując nikogo jako zagrożenia. Papież Franciszek stale nam przypomina, że zbyt łatwo zamykamy się przed tymi, którzy nas potrzebują.”

„Jesteśmy wezwani, by w ich twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25, 31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go spotkać, miłować i służyć Mu” – pisał Papież Franciszek w orędziu przeznaczonym na dzisiejszy dzień.

Reklama

W modlitwie podczas uroczystej Eucharystii pielgrzymom towarzyszył Sanktuaryjny Kwintet Dęty. W liturgię, m.in. poprzez licznych ministrantów oraz procesję z darami ołtarza, włączyła się grupa pielgrzymów parafii pw. Mikołaja Biskupa z Kraczkowej w diecezji przemyskiej, która przybyła wraz z ks. Grzegorzem Delmanowiczem.

W najbliższą niedzielę, 4 października, księża marianie zapraszają do bazyliki na Dzień modlitw osób stanu wolnego poszukujących męża lub żony. Główna msza zostanie odprawiona o godz. 12.00. Po Eucharystii odbędzie się uroczysty koncert chóru bazyliki licheńskiej „Stabat Mater”.

Licheń Stary, 27 września 2020 r.

Justyna Zacharek

Biuro Prasowe Sanktuarium

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przywrócić blask świetności

Niedziela sandomierska 38/2020, str. IV

[ TEMATY ]

sanktuarium

polichromia

Ks. Wojciech Kania

Sklepienie ukazuje niebiańskie Jeruzalem

Sklepienie ukazuje niebiańskie Jeruzalem

W sanktuarium św. Wojciecha w Bielinach dobiegają końca prace konserwatorskie polichromii autorstwa Stanisława Stroińskiego, XVIII-wiecznego lwowskiego mistrza malarstwa.

Były one prowadzone od kilku lat, a ich inicjatorem był zmarły niedawno ks. Jan Jagodziński, kustosz sanktuarium i proboszcz parafii. Nad pracami konserwatorskimi czuwa Elżbieta Graboś, konserwator dzieł sztuki, artystka malarka. Jak sama wspomina, myślała, że praca w bielińskiej świątyni będzie łatwym zadaniem. Wcześniejsza konserwacja odbyła się w latach 70. XX wieku i prowadzona była przez nauczycieli, pod okiem których konserwatorka udoskonalała swoje umiejętności, m.in. w kolegiacie św. Anny w Krakowie.

– Z dokumentacji, jaką pozostawili, wynikało, że w trakcie renowacji w XIX wieku Teofil Kopystyński mocno przemalował freski. Ponadto użyte przez niego materiały spowodowały, że w niektórych miejscach gruba warstwa przemalowań wyglądała na spleśniałą. Znając jednak podejście ekipy pracującej przed 40 laty, spodziewałam się, że nasze działania przebiegną szybko i sprawnie. Tymczasem po pierwszych dniach sytuacja okazała się nieprawdopodobnie zagmatwana. Były takie miejsca, które musiałam kilkakrotnie przemywać, by usunąć późniejsze warstwy, w tym z lat 70., które z uwagi na zastosowanie żywic syntetycznych sprawiają wiele problemów – opowiada Elżbieta Graboś.

– Trud jednak się opłacił. Kiedy zeszłam z rusztowania i z dołu spojrzałam na malowidło Stanisława Stroińskiego, zrozumiałam, jak wielkim kunsztem artystycznym mógł się szczycić. W trakcie zmywania i docierania do pierwotnej warstwy malarskiej nagle okazywało się, że anioł czy jakiś święty „odwracał” głowę w drugą stronę. To świadczy o tym, jak daleko posunięte były XIX-wieczne przemalowania. Cała bielińska polichromia powstała w technice al fresco, a prace postępowały niezwykle szybko. Niestety, malarz nie miał szczęścia do konserwatorów. Każdy kolejny twierdził bowiem, że jego poprzednik pozostawiał prace w stanie niedokończonym i nagminnie je poprawiał. Obserwowane od kilku lat zainteresowanie działalnością Stroińskiego przyniosło w efekcie nowe spojrzenie na pozostawione przez niego prace. Artysta malował ulotną plamą i jak mało kto potrafił oddać powietrze. Jego freski są nim przepełnione, jeśli można tak określić, oddychają pełną piersią. Dlatego nazwałam go „malarzem powietrza”. W niektórych partiach widoczny jest udział innych osób, zapewne uczniów Stroińskiego, którzy mieli odmienny temperament od swego mistrza – dodaje konserwatorka.

Koniec jest blisko

Prowadzone od kilku sezonów prace w tym roku dobiegają końca. Obecnie konserwacji poddawane są malowidła przy chórze w nawie głównej. Trzeba zauważyć, że prace mogą być prowadzone dzięki wielkiej ofiarności parafian oraz dotacji przyznawanych przez Urząd Marszałkowski w Rzeszowie, Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz władze gminy.

Ogromna w tym zasługa ks. prob. Wojciecha Szpary szukającego różnych, dodatkowych źródeł finansowania. Koszty konserwacji i remontu kościoła są duże. Obecny duszpasterz, doskonale znając wartość historyczną i artystyczną zabytkowej świątyni, pragnie kontynuować i dokończyć dzieło rozpoczęte przez poprzednika śp. ks. Jana Jagodzińskiego.

Nowatorska metoda

Elżbieta Graboś opracowała autorską metodę do czyszczenia polichromii w Bielinach. – Okazało się, że zespół konserwatorów krakowskich, pracujący podczas ostatniej renowacji, zastosował żywice syntetyczne, które bardzo ciężko jest zmyć. Na szczęście po roku samodzielnych prób udało mi się wypracować metodę z zastosowaniem myjek parowych, dzięki której można dokładnie je usunąć, nie uszkadzając oryginalnej warstwy malarskiej. Oprócz zdjęcia wtórnych przemalowań zabezpieczamy polichromię przed grzybami, które – niestety – pojawiały się na ścianach. Jest to prawdopodobnie jeszcze efekt XIX-wiecznej konserwacji przeprowadzonej przez Teofila Kopystyńskiego, który użył nie do końca dobrze przygotowanej kazeiny wapiennej, co spowodowało erozję biologiczną – opowiada konserwatorka.

Stanisław Stroiński urodził się w roku 1719.

Obecnie trwają prace pod chórem przy wejściu głównym, gdzie malarz umieścił sceny ukazujące męki piekielne. Jak mówi Elżbieta Graboś, nie udało się na razie natrafić na odręczny podpis autora fresków: – Boleję bardzo, że nie natrafiliśmy na podpis autora fresków, który rozwiałby wszelkie wątpliwości. Jak na razie wciąż przypisujemy je hipotetycznie Stanisławowi Stroińskiemu, malarzowi urodzonemu w 1719 r. Na autorstwo Stanisława Stroińskiego wskazano w XIX wieku. Być może istniały wówczas jakieś źródła, które nie zachowały się do naszych czasów.

Dzieje zbawienia

Polichromia bielińskiej świątyni przedstawia dzieje zbawienia. Na sklepieniu w prezbiterium widnieją sceny związane z narodzeniem Jezusa Chrystusa, natomiast w nawie ukazane jest niebiańskie Jeruzalem.

– Boga Ojca w Trójcy Świętej otaczają wszyscy święci rozmieszczeni według ściśle określonej zasady. Po jednej stronie umieszczone zostały święte, którym przewodzi Matka Boża, po drugiej zaś święci. Bez trudu można rozpoznać także grupę świętych polskich na czele z św. Wojciechem, Stanisławem, Janem Kantym. Poniżej sklepienia malarz umieścił ojców Kościoła – świętych: Hieronima, Grzegorza, Augustyna i Ambrożego oraz Dominika i Ignacego Loyolę. Poza tym w nawie i prezbiterium można dostrzec apostołów oraz niektórych doktorów Kościoła, w tym św. Tomasza z Akwinu. Sklepienie prezbiterium zdobią sceny związane z przyjściem Zbawiciela na ziemię, począwszy od zwiastowania, poprzez nawiedzenie św. Elżbiety, Boże narodzenie po pokłon Trzech Króli. Dopełnieniem całości polichromii są cztery malowane iluzjonistyczne ołtarze boczne w nawie, które przedstawiają również świętych – wyjaśnia Elżbieta Graboś.

Słowo o artyście

Stanisław Stroiński urodził się we Lwowie w 1719 r. Malarstwa uczył się najprawdopodobniej u zakonnego malarza o. Benedykta Mazurkiewicza. Dzięki talentowi i pracowitości otrzymał najpierw w 1759 r. przywilej królewski na wolne wykonywanie sztuki malarskiej, zaś w 6 lat później spotkał go niemały zaszczyt. Od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego otrzymał godność królewskiego sekretarza. Być może stał za tym możny i wpływowy protektor malarza – sam arcybiskup lwowski Wacław Sierakowski.

Historycy sztuki przyjmują, że Stroiński pracował w 19 kościołach, w tym m.in. w katedrze lwowskiej. Działał przede wszystkim na południowo-wschodnim obszarze ówczesnej Rzeczypospolitej. Zmarł 26 kwietnia 1802 r.

CZYTAJ DALEJ

Czym jest suplikacja?

kl. Adrian Gałuszka

Biskupi zalecają nam na koniec Mszy św. i nabożeństw śpiewanie suplikacji. Co wiemy o tej pieśni?

Encyklopedia PWN podaje, że samo słowo suplikacja pochodzi z łaciny, a słowo supplicatio znaczy błaganie, prośbę. O utworze muzycznym zwanym suplikacją mówimy wtedy, gdy jest to śpiew chóralny o melodii chorałowej. Często powraca też definicja, że to katolicka pieśń błagalna. Słowo suplikacja nie jest tytułem, dlatego możemy je pisać z małej litery – podobnie jak inne nazwy gatunków utworów, np. pieśń, czy hymn.

Suplikacje to śpiewy o charakterze pokutnym i błagalnym, które wykonuje się szczególnie w okresie klęsk żywiołowych, nieszczęść narodowych i wojen. Zawierają one gorąca prośbę, skargę, błaganie (czyli właśnie łac. supplicatio) skierowane do Boga, aby ujął się za nami w chwili nieszczęścia.

„Śpiewnik kościelny” ks. Jana Siedleckiego podaje tytuły trzech suplikacji: „Królu, Boże Abrahama”, „Przed oczyma Twymi” i „Święty Boże!”, które w zależności od sytuacji w Ojczyźnie i w Kościele zalecane są do publicznego odśpiewania.

Do suplikacji Śpiewnik nie zalicza pieśni „Ciebie, Boże wysławiamy” – choć niektóre opisy tak podają – tę kwalifikuje jako hymn.

Najbardziej znaną suplikacją jest wymieniona u ks. Siedleckiego pieśń lamentacyjna „Święty Boże!”

Pierwszą strofę suplikacji stanowi inwokacja, która pochodzi ze starodawnego hymnu ku czci Trójcy Świętej, zwanego trisagionem, występującego w liturgii Kościołów zachodniego i wschodniego. (Słowo trisagium to po łacinie trzykrotnie Święty)

Święty Boże,

święty, mocny,

święty a nieśmiertelny,

zmiłuj się nad nami!

Po nim następuje właściwa suplikacja, której wersy - o wybawienie przed zaraźliwym powietrzem, ogniem i wojną oraz o zachowanie od nagłej i niespodziewanej śmierci - powstały prawdopodobnie w czasie wojen ze Szwedami:

Od powietrza, głodu, ognia i wojny

Wybaw nas Panie!

Od nagłej i niespodziewanej śmierci

Zachowaj nas Panie!

My grzeszni Ciebie Boga prosimy

Wysłuchaj nas Panie!

Kościelne suplikacje często inspirowały poetów. Znana jest ich parafraza autorstwa Kornela Ujejskiego z tomu "Skargi Jeremiego", czy utwór Jana Kasprowicza. Wśród współczesnych tekstów na uwagę zasługuje utwór ks. Jana Twardowskiego:

Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty – iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną – kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom – teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami – dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno – uśmiechnij się nade mną


W śpiewanych suplikacjach podkreślamy potęgę Boga-Stwórcy i naszą całkowitą od Niego zależność w sytuacjach, na które nie mamy żadnego wpływu – choć często, jako ludzie, jesteśmy ich inicjatorami.

CZYTAJ DALEJ

S. Chmielewska: żadna, największa sprawa nie jest warta zadawania bólu

2020-10-28 17:19

[ TEMATY ]

Małgorzata Chmielewska

Piotr Lorenc

S. Małgorzata Chmielewska

S. Małgorzata Chmielewska

„Żadna, największa sprawa nie jest warta zadawania bólu. Nawet temu, którego uważam za wroga” - napisała na swoim blogu odnośnie aktualnej sytuacji w kraju s. Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia. Zwróciła także uwagę, że najbardziej obrony potrzebuje Kościół nie w postaci budynków, ale ten, który tworzą starsi, niepełnoprawni, chorzy i bezdomni.

S. Chmielewska w swoim wpisie przedstawiła ostatnie działania podejmowane przez nią i jej współpracowników na rzecz starszych i niepełnosprawnych, bezdomnych oraz chorych. Za każdym razem podkreśliła, że wszyscy oni są również Kościołem, Ciałem Chrystusa i Jezusem cierpiącym.

„Właśnie stanęły kontenery przy domu dla chorych. W namiotach zimno, a punkt testowania ludzi bezdomnych pracuje ciągle. Wykonaliśmy już ok. 2500 testów. Ludzie bezdomni też są Kościołem. Ciałem Chrystusa” - brzmi jeden z opisów.

Zaapelowała, że tacy właśnie ludzie, którzy tworzą Kościół, potrzebują obrony. „Potrzebujemy, nie tylko my, lecz także wiele takich miejsc, które są Kościołem, licznych obrońców. Do wsparcia przy zbieraniu żywności, sprzątaniu, przewijaniu, wożeniu do lekarzy. Potrzebują ich DPS-y, w których personel jest na kwarantannie, potrzebują hospicja, potrzebują być może sąsiedzi, zwłaszcza starsi, samotni, na kwarantannie, mający niepełnosprawne dziecko lub dorosłego” - uwypukliła s. Chmielewska.

Przyznała przy tym, że nie podobają jej się ataki na budynki sakralne i inne. „Jednak one Kościoła nie zniszczą. Zniszczą budynek, trzeba będzie ponieść koszt remontu. Tylko kasy żal. Można by wydać sensowniej” - oceniła.

Wskazała też, że nie podobają jej się słowa pogardy i ataki na bliźnich. „Żadna, największa sprawa nie jest warta zadawania bólu. Nawet temu, którego uważam za wroga. Walka bez użycia przemocy jest trudną sztuką, lecz jedyną prowadzącą do zwycięstwa. Zwycięstwa dobra” - zakończyła wpis s. Chmielewska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję