Reklama

Dobrze, że są!

Agnieszka Konik-Korn
Edycja małopolska 19/2011

„Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka/ gdyby wszyscy byli silni jak konie/ (...) gdyby każdy miał to samo/ nikt nikomu nie byłby potrzebny”. Tak pisał ks. Jan Twardowski w wierszu „Sprawiedliwość”. Każdy człowiek pragnie być potrzebny. To nadaje jego życiu sens

Kiedy 10 lat temu Ewa Stankiewicz (znana bardziej jako autorka filmów „Solidarni 2010” i „Krzyż”) odwiedzała w jednym w wrocławskich szpitali swojego chorego na nowotwór ojca, dostrzegła samotność osób chorujących na raka. Pacjentów, którzy pochodzili z daleka, na co dzień nie mogli odwiedzać ich bliscy. Nie mieli oni w szpitalu bratniej duszy, z którą mogliby porozmawiać. Nie było osób, które pomogłyby im w najprostszych czynnościach, choćby w drobnych zakupach. Z tej refleksji narodził się pomysł powołania organizacji, która zrzeszałaby pomagających chorym na oddziałach onkologicznych i hematologicznych. Tak narodziła się Fundacja Dobrze, że Jesteś. Początkowo, działała we Wrocławiu, potem doszły inne miasta: Warszawa, Łódź, Poznań, Gdańsk i Kraków.
W Krakowie Fundacja działa od 2006 r. w Klinice Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego przy ul. Kopernika 17 oraz w Oddziale Hematologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Specjalistycznego im. L. Rydygiera.

Wolontariusze

- Idea pomocy na tych oddziałach bardzo się przyjęła - mówi Agnieszka Topolska, krakowska koordynator Fundacji. - Wypracowano system pracy i stałych dwuzmianowych dyżurów wolontariuszy - 7 dni w tygodniu, od godz. 8 do 13 oraz od 13 do 18. Wolontariuszami są osoby, które mają potrzebę zaangażowania się w coś poza codziennymi studiami czy pracą. To studenci najróżniejszych kierunków, nie tylko związanych z medycyną, a także licealiści i osoby starsze, pracujące w innych zawodach.
Trzy razy do roku Fundacja organizuje nabór wolontariuszy. - Przygotowujemy plakaty i ogłoszenia, informacje wciąż aktualizowane są na stronach internetowych - mówi Agnieszka. - Pacjenci w szpitalach są zawsze i tu istnieje potrzeba nieustannej obecności. Docelowo na jednym dyżurze powinny być ok. 2-3 osoby. Na oddziale na Kopernika przebywa stale ok. 25 pacjentów, w szpitalu Rydygiera - 55.

Pokora

Agnieszka, zapytana o to, czy nie obawia się, że wolontariusze przychodzą do pacjentów, chcąc spełnić własne ambicje, odpowiada szczerze: - Właściwe jest zdawanie sobie sprawy, że nasza pomoc wzmacnia również nas samych. Dobry wolontariusz to taki, który jest świadomy, że wolontariat jest także dla niego pewnym dobrem, że bardzo wiele dają nam pacjenci. Uczciwe jest wiedzieć i przyznać się do tego, że zaczynając wolontariat chce się też czegoś dla siebie. Jednak ta praca wymaga również dużo pokory. W przypadku chorób onkologicznych i hematologicznych każdy wolontariusz powinien wiedzieć z jakiego typu chorobami będzie miał do czynienia, jakie komplikacje powoduje choroba. A to wymaga odpowiedzialności.

Reklama

Pragmatyzm

Pomoc wolontariuszy zaczyna się od bardzo pragmatycznych spraw. Ponieważ chemioterapia, która jest często wykorzystywana przy białaczce, czy nowotworach bardzo osłabia organizm i naraża go na niebezpieczeństwo złapania wszelkich infekcji, nieraz wielką pomocą będzie kupienie komuś wody mineralnej w sklepie na dole budynku (Oddział Hematologiczny w Spitalu Rydygiera mieści się na 12 piętrze). Pacjenci raczej nie opuszczają oddziału w trakcie terapii.

Najtrudniejsze

Katarzyna Kierońska studiuje psychologię. Już w liceum pomagała dzieciom w lekcjach w ramach świetlicy parafialnej w Tarnowie. - Gdy przyjechałam na studia - wyjaśnia Katarzyna - również chciałam podjąć jakiś wolontariat. Kasia poszła na jedno ze spotkań informacyjnych organizowanych przez Fundację i postanowiła się zaangażować.
Choroby onkologiczne często są nieuleczalne. Dotykają zarówno osób starszych, jak i bardzo młodych. - Najtrudniejsze, gdy pacjenci odchodzą, szczególnie ci, z którymi się zaprzyjaźniamy - mówi Kasia. - Praca wolontariusza to kontakt z całym człowiekiem, jego życiem prywatnym, problemami i zainteresowaniami. Kiedy przychodzi śmierć, wówczas trzeba sobie wszystko poukładać. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że teraz już tej osobie nie możemy pomóc, ale są nowi pacjenci, którzy potrzebują nas tu i teraz. To często osoby w naszym wieku. W codziennym życiu spotykamy sie ze śmiercią, ale nie tak często i nie zawsze tak blisko..

Tu nie tylko się umiera!

- Bardzo wiele otrzymujemy od pacjentów - podkreśla Kasia. - Spotkania z nimi sprawiają, że pewne rzeczy się przewartościowuje. Na oddziale bywa nieraz bardzo wesoło, tu nie tylko się umiera! Pacjenci także potrzebują się pośmiać, pożartować, potrzebują normalności. Bardzo chcą się nieraz oderwać od choroby. Nie potrzebują litości, tylko partnerskiego traktowania, jak równy z równym.

Szok

- Najtrudniejszy jest zawsze początek pracy z pacjentem. - mówi Agnieszka Topolska. - Diagnoza: białaczka - to szok dla osób w każdym wieku. Wiele zależy od tego, jak szybko pacjent wyjdzie z tego szoku i zacznie walczyć z chorobą. Bardzo ważne jest nastawienie. Kiedyś pewnego chłopaka lekarka potraktowała źle i tak sie zawziął, że wyszedł z choroby. Niestety, nieraz sama motywacja nie wystarcza... Na oddziale hematologii stosowane są chemie, cytostatyki. Pacjent, który jest poddawany terapii zmnienia się fizycznie. Dopadają go grzybice skórne, łuszczyca. Pojawiają sie problemy z jedzeniem, trzeba stosować bardzo restrykcyjne diety. Jeśli nie są przestrzegane, przynosi to bardzo negatywne skutki. Każdy nowy wolontariusz jest informowany o tym, że będzie miał do czynienia ze śmiercią.

Gotowi, by być

Kasia Kierońska wspomina sytuację sprzed kilku lat: - Na oddziale leżał chłopak w moim wieku. Wszystko zmierzało ku temu, że leczenie się powiedzie. Myślał o przyszłości. Nagle jego stan bardzo się pogorszył i ów chłopak zmarł, pomimo dobrych rokowań. To było dla mnie drastyczne zderzenie z tym, że nic nie jest trwałe i wieczne - mówi z zadumą Kasia. - Doświadczyłam wówczas bardzo mocno, że każdy człowiek, z którym się spotykamy, może zostawić w naszym życiu ślad, nawet, jeśli nie jest nam osobą bardzo bliską.
- Obecność przy chorych jest bardzo ważna. Wolontariusze towarzyszą także rodzinom pacjentów - dopowiada Agnieszka. - Kiedyś jeden z wolontonariuszy po prostu siedział obok kobiety, której syn umierał. Nie rozmawiali. Ona potrzebowała obecnosci drugiej osoby w tak trudnym dla niej momencie. Warto przezwyciężyć w sobie strach przed spotkaniem z osobą chorą lub cierpiącą, z kimś kogo spotkała tragedia. Warto być gotowym dla tych osób - mówi z namysłem Agnieszka. - Jeśli przy umierającym jest rodzina, wówczas właśnie nią opiekuje się wolontariusz.

Każdy może pomóc

Wśród wolontariuszy są osoby młode (od 16. roku życia), a także i emeryci, którzy chcą zrobić coś dla innych. Na Kopernika koordynatorem „wędrującej biblioteki”, jest pan Marek, emeryt, z wykształcenia bibliotekarz. Odwiedza pacjentów, opowiada o książkach, poleca ciekawe tytuły. Pani Krysia także jest na emeryturze. Opiekuje się wnukami, ale chce też zrobić coś dla innych. - Powinien przestać funkcjonować mit, że wolontariat jest dla ludzi młodych - mówi Agnieszka. - Nieraz starszym pacjentom łatwiej nawiązać kontakt z osobami w swoim wieku, choć oczywiście nie jest to zasadą. Praca wolontariuszy trwa 3-4 godziny w tygodniu. Każdy, kto byłby zainteresowany taką formą pomocy może zadzwonić lub zajrzeć na stronę internetową Fundacji: dobrzezejestes.pl. Tam znajduje się formularz zgłoszeniowy. Ponieważ jest to wolontariat szpitalny, gdzie pacjenci otoczeni są szczególną opieką, wolontariusze muszą być zaszczepieni przeciw WZW typu B oraz mieć aktualne badania krwi (OB i morfologia). W trakcie rekrutacji potrzebne będzie także zaświadczenie od lekarza pierwszego kontaktu o braku przeciwskazań do pełnienia wolontariatu.

Tworzą zespół

Wolontariusze starają się spotykać także poza szpitalem. Tworzyć zespół, który będzie się dzielił między sobą doświadczeniami i refleksją. Fundacja organizuje dla nich kursy, doszkalanie z zakresu psychologii i pielęgnacji chorych. Wolontariusze przygotowują także akcje pozaszpitalne, promujące krwiodawstwo i oddawanie szpiku kostnego. Starają się też organizować spotkania świąteczne czy okazjonalne dla pacjentów. Agnieszka i Kasia podkreślają bardzo pozytywne relacje z pielęgniarkami i lekarzami, którzy doceniają ich pomoc. Na oddziałach tworzą wspólny zespół pracujący na różnych płaszczyznach.

Czas i obecność

- Dzięki wolontariatowi na oddziale bardzo realne stało się dla mnie to, że osoby, które mam wokół siebie, nie będą ze mną na zawsze, że ich też może nagle zabraknąć - mówi z zadumą Kasia. - Zaczęłam bardziej doceniać chwile, które możemy spędzać ze sobą. Ta współczesna bieganina zabiera czas na zatrzymanie i docenienie tych, których się ma wokół. Praca na oddziale uświadamia, że tak naprawdę najcenniejszy staje się czas i obecność, którą możemy dać drugiemu człowiekowi.
W tych miejscach, gdzie cierpienie i choroba spotykają się z wrażliwością i szacunkiem dla drugiego człowieka, jakże wymowną staje się nazwa Fundacji: Dobrze, że jesteś!

Paryż: pierwsza po pożarze Msza św. w katedrze Notre-Dame

2019-06-15 20:00

pb (KAI/KTO) / Paryż

Katedra nadal żyje, bo sprawowana jest w niej Eucharystia - mówił arcybiskup Paryża Michel Aupetit w homilii podczas pierwszej Mszy św., jaką odprawił w katedrze Notre-Dame, dokładnie w dwa miesiące od jej pożaru z 15 kwietnia.

Ks. Zbigniew Chromy
Katedra Notre Dame (Naszej Pani) w Paryżu (przed pożarem)

Liturgia sprawowana była w kaplicy Najświętszego Sakramentu w absydzie świątyni. Koncelebrowało ją kilkunastu kapłanów - wikariusze generalni archidiecezji i kapelani katedralni. Uczestnikami była grupa pracowników zabezpieczających świątynię i przygotowujących ją do odbudowy. Z powodów bezpieczeństwa wszyscy, łącznie z arcybiskupem, nosili na głowie białe kaski.

Msza odprawiana była przy przedsoborowym ołtarzu. Językiem liturgii był francuski, lecz części stałe Mszy odmawiano po łacinie.

Rozpoczynając liturgię abp Aupetit zaznaczył, że w rocznicę poświecenia katedry odprawiana jest w niej Eucharystia, bo po to ta świątynia została zbudowana. W homilii wyjaśnił, że świętując tę rocznicę, świętujemy powód, dla którego katedra została zbudowana, a jest nim wzniesienie się duszy człowieka ku Bogu. A ponieważ Jezus dał nam Maryję za Matkę, to właśnie jej ta świątynia została dedykowana. Budując ją, ludzie sprzed wieków wyrażali swą wiarę. Czy dziś nie wstydzimy się wiary przodków? - pytał kaznodzieja.

Hierarcha podkreślił, że pomimo olbrzymiej ignorancji religijnej współczesnych ludzi, nie możemy odseparować kultury od kultu, gdyż wtedy staje się ona nie-kulturą. Zwrócił uwagę, że turyści wchodzący do katedry, wychodzą z niej odmienieni, bo spotykają się w niej z obecnością Boga. Świątynia ta jest arcydziełem ludzkiego geniuszu, ale jej kamieniem węgielnym jest Chrystus. Bez niego byłaby tylko szkieletem pozbawionym życia.

Metropolita Paryża zaznaczył, że w każdej Eucharystii zaczyna się życie wieczne, bo otrzymujemy na niej pokarm dla duszy, łączący nas z Bogiem. - Odprawiamy tę Mszę, by Bogu oddać to, co należy do Boga, a człowiekowi jego szczytne powołanie - zakończył abp Aupetit.

Po Komunii św. prał. Pascal Gollnisch, kierujący dziełem pomocy Kościołom wschodnim Oeuvre d’Orient przekazał dar od chrześcijan maronitów z Aleppo w Syrii - krzyż wyrzeźbiony z kamienia pochodzącego ze zniszczonego sklepienia ich katedry, która znajduje się „w podobnym stanie” jak Notre-Dame w Paryżu. Dziękując za dar, abp Aupetit wskazał, że jest to znak świadczący o tym, że moce piekielne nie przemogą Kościoła.

Na zakończenie uczestnicy Mszy zwrócili się w stronę figury patronki świątyni - Matki Bożej (obecnie zabezpieczonej w jednej z bocznych kaplic), by odśpiewać „Salve Regina”.

Msza św. transmitowana była przez katolicką telewizję KTO.

Od 1 września br. do czasu ponownego oddania katedry do użytku nabożeństwa zwyczajowo sprawowane w katedrze oraz adoracja korony cierniowej Jezusa Chrystusa i innych relikwii Męki Pańskiej zostaną przeniesione do kościoła św. Germana z Auxerre (Saint-Germain-l’Auxerrois) koło Luwru. Z kolei uroczyste liturgie, w których zwykle uczestniczą liczne rzesze wiernych, odbywać się będą w kościele św. Sulpicjusza (Saint Sulpice) w Dzielnicy Łacińskiej.

Gdy tylko pozwolą na to warunki bezpieczeństwa, na placu przed katedrą zostanie urządzona kaplica z kopią czczonej w tej świątyni figury Matki Bożej (Vierge du Pilier), gdzie czekać będą także kapłani gotowi służyć rozmową i sakramentem pojednania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież w Camerino: dla Boga jesteśmy cenni

2019-06-16 13:14

tł. st (KAI) / Camerino

Jesteśmy mali pod niebem i bezsilni, gdy ziemia się trzęsie, ale dla Boga jesteśmy bardziej cenni niż jakakolwiek rzecz - mówił papież Franciszek w homilii podczas Mszy św., jaką odprawił w Camerino.

Grzegorz Gałązka

Publikujemy polskie tłumaczenie papieskiej homilii:

„Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz?” Modliliśmy się w psalmie (8, 5). Myśląc o was, przyszły mi na myśl te słowa. W obliczu tego, co widzieliście i znieśliście, w obliczu zawalonych domów i budynków, które stały się ruinami, pojawia się pytanie: czy jest człowiek? Czym jest, jeśli to, co wznosi może upaść w mgnieniu oka? Czym jest, jeśli jego nadzieja może obrócić się w proch? Czym jest człowiek? Odpowiedź zdaje się wynikać z dalszego ciągu zdania: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz? Bóg pamięta o nas, takimi jakimi jesteśmy, z naszymi słabościami. W niepewności, którą odczuwamy na zewnątrz i w naszym wnętrzu, Pan daje nam pewność: o nas pamięta. O nas pamięta, to znaczy powraca do nas swym sercem, ponieważ zależy Mu na nas. I chociaż tutaj na niskościach w pośpiechu zapominamy o zbyt wielu rzeczach, to Bóg o nas nie zapomina. Nikt w Jego oczach nie jest godny pogardy, dla Niego każdy ma nieskończoną wartość: jesteśmy mali pod niebem i bezsilni, gdy ziemia się trzęsie, ale dla Boga jesteśmy bardziej cenni niż jakakolwiek rzecz.

„Pamiętam” to słowo kluczowe dla życia. Prosimy o łaskę pamiętania, że nie jesteśmy zapomniani przez Boga, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi, wyjątkowymi i niezastępowalnymi. Pamięć o tym daje nam siłę, by nie poddawać się w obliczu przeciwności życia. Pamiętamy, ile jesteśmy warci w obliczu pokusy zasmucenia i nieustannego grzebania się w tym gorszym, które zdaje się nigdy nie kończyć. Złe wspomnienia przychodzą, nawet jeśli o nich nie myślimy; ale się nie opłacają: pozostawiają jedynie melancholię i tęsknotę. Ale jakże trudno uwolnić się od złych wspomnień! Nadal prawdziwe jest to powiedzenie, według którego łatwiej było Bogu wyprowadzić Izraela z Egiptu niż Egipt z serca Izraela.

Aby uwolnić serce z przeszłości, która powraca, z negatywnych wspomnień, które nas zniewalają, z żalu, który paraliżuje, potrzebny jest ktoś, kto pomoże nam dźwigać ciężary, jakie mamy w naszym wnętrzu. Dzisiaj Jezus mówi, że nie jesteśmy „zdolni znieść wiele rzeczy” (por. J 16, 12). A co czyni w obliczu naszej słabości? Nie usuwa nam ciężarów, jak tego chcielibyśmy, poszukując stale rozwiązań szybkich i powierzchownych; nie, Pan daje nam Ducha Świętego. Jego potrzebujemy, ponieważ jest On Pocieszycielem, Tym, który nie zostawia nas samymi pod ciężarem życia. To On przemienia naszą zniewoloną pamięć w pamięć swobodną, rany przeszłości w pamięć o zbawieniu. Dokonuje w nas tego, co uczynił dla Jezusa: Jego rany, okrutne rany wyrzeźbione przez zło, mocą Ducha Świętego stały się kanałami miłosierdzia, świetlistymi ranami, w których jaśnieje miłość Boga, miłość, która podnosi, która wskrzesza. To właśnie czyni Duch Święty, gdy Go zapraszamy do naszych ran. Namaszcza okrutne wspomnienia balsamem nadziei, ponieważ Duch Święty odbudowuje nadzieję.

Nadzieję. O jaką nadzieję chodzi? Nie jest to przelotna nadzieja. Ziemskie nadzieje są ulotne, zawsze mają datę ważności: są zbudowane z ziemskich składników, które prędzej czy później się zepsują. Nadzieja Ducha Świętego jest nadzieją długoterminową. Nie traci ważności, ponieważ opiera się na wierności Boga. Nadzieja Ducha Świętego nie jest też optymizmem. Rodzi się głębiej, rozpala w głębi serca pewność bycia cennymi, bo jesteśmy miłowanymi. Tchnie pewność, że nie jesteśmy sami. Jest to nadzieja, która pozostawia w głębi pokój i radość, niezależnie od tego, co dzieje się na zewnątrz. Jest to nadzieja, która ma silne korzenie, której nie może wyrwać żadna burza życiowa. Jest to nadzieja, jak mówi dzisiaj św. Paweł, która „zawieść nie może” (Rz 5, 5), która daje siłę do pokonywania wszelkich udręk (por. ww. 2-3). Kiedy jesteśmy pognębieni lub poranieni, jesteśmy skłonni do „budowania gniazdka” wokół naszego smutku i naszych lęków. Natomiast Duch Święty uwalnia nas od naszych gniazd, sprawia, że rozwijamy skrzydła, ukazuje nam cudowne przeznaczenie, dla którego się narodziliśmy. Duch Święty karmi nas żywą nadzieją. Zaprośmy Go. Prośmy Go, aby w nas wszedł, a stanie się dla nas bliskim.

Bliskość to trzecie i ostatnie słowo, którym chciałbym się z wami podzielić. Dzisiaj obchodzimy uroczystość Świętej Trójcy. Trójca Święta nie jest zagadką teologiczną, lecz wspaniałą tajemnicą bliskości Boga. Trójca mówi nam, że nie mamy Boga samotnego w niebie, odległego i obojętnego; nie, On jest Ojcem, który dał nam swego Syna, który stał się człowiekiem takim jak my, i który, aby być jeszcze bliższym nas, aby nam pomóc dźwigać brzemiona życia, posyła nam swojego Ducha Świętego. On, który jest Duchem, przychodzi do naszego ducha i w ten sposób pociesza nas od wewnątrz, wnosi w głębię nas samych czułość Boga. Z Bogiem brzemiona życia nie pozostają na naszych barkach: Duch, którego przyzywamy za każdym razem, gdy czynimy znak krzyża, kiedy dotykamy naszych ramion, przychodzi, aby dać nam siłę, aby dodać nam otuchy, abyśmy unieśli ciężary. Istotnie jest specjalistą od wskrzeszania, podnoszenia, przebudowy. Potrzeba więcej siły, aby naprawić, niż zbudować, by zacząć na nowo, niż aby rozpocząć, aby się pojednać, niż aby zgodnie iść. To jest siła, którą daje nam Bóg. Dlatego ten, kto zbliża się do Boga, nie upada, idzie dalej: zaczyna od nowa, próbuje ponownie, odbudowuje.

Drodzy bracia i siostry, przybyłem dzisiaj, aby być blisko was. Jestem tu, aby modlić się z wami do Boga, który o nas pamięta, żeby nikt nie zapominał o tych, którzy przeżywają trudności. Modlę się do Boga nadziei, aby to, co jest niestabilne na ziemi, nie zachwiało pewności, jaką mamy w sobie. Modlę się do Boga bliskiego, aby wzbudził konkretne gesty solidarności. Minęły niemal trzy lata i istnieje ryzyko, że po pierwszym emocjonalnym i medialnym zaangażowaniu uwaga się zmniejszy, a obietnice pójdą w zapomnienie, powiększając frustrację tych, którzy widzą, że obszar ten staje się coraz bardziej wyludniony. Pan Bóg pobudza natomiast do pamiętania, naprawiania, odbudowywania i czynienia tego razem, nie zapominając nigdy o tych, którzy cierpią.

Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz? Bóg, który o nas pamięta, Bóg, który uzdrawia nasze zranione wspomnienia, namaszczając je nadzieją, Bóg, który jest blisko nas, aby nas podnieść wewnętrznie, niech nam pomoże być budowniczymi dobra, pocieszycielami serc. Każdy może uczynić trochę dobra, nie czekając aż inni rozpoczną. Każdy może kogoś pocieszyć, nie czekając, aż jego problemy zostaną rozwiązane. Czym jest człowiek? Jest on Twoim wspaniałym marzeniem, Panie, o którym zawsze pamiętasz. Spraw, abyśmy również pamiętali, aby być dla świata, żeby dawać nadzieję i bliskość, ponieważ jesteśmy twoimi dziećmi, „Boże wszelkiej pociechy” (2 Kor 1, 3).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem