Reklama

Niedziela Częstochowska

Silny potrzebuje słabego

– Bóg cię potrzebuje i daje ci misję. „Idźcie w pokoju Chrystusa” to nie znaczy: już po wszystkim, dobrej nocy, finał, pozamiatane. To znaczy: idźcie i dzielcie się bogactwem, które macie, bo jesteście za siebie odpowiedzialni – powiedział ks. dr Jacek Marciniec w ostatnim dniu rekolekcji „na dobry początek” w Duszpasterstwie Akademickim Emaus w Częstochowie.

[ TEMATY ]

rekolekcje

DA Emaus

ks. Jacek Marciniec

Maciej Orman/Niedziela

Środa 21 października była dniem sakramentu pokuty i pojednania, który poprzedził Mszę św.

W homilii rekolekcjonista zaznaczył, że Jezus zaprasza nas do stołu Eucharystii, abyśmy budowali wspólnotę, brali udział w Jego radości i dzielili się nią z hojnością.

Reklama

Jak zwykle posłużył się odpowiednim przykładem z własnego życia. – Niedawno mężczyzna na ulicy poprosił mnie, żebym kupił mu coś do jedzenia. Idziemy do sklepu, bierzemy bułki. Pytam, co do tego. „Jakąś kiełbasę” – odpowiada. Proszę, żeby sobie coś wybrał. Pan sięga po krakowską podsuszaną. Mówię: „Kochany, hola, hola”. Niestety, skończyło się na tym, że kupiliśmy parówki. Ale dlaczego nie krakowska? Oceniam człowieka, że on nie ma prawa do krakowskiej podsuszanej? Później zrobiło mi się głupio – przyznał ks. Marciniec.

– Chcemy się cieszyć, że Bóg jest hojny i daje nam o wiele więcej, niż się spodziewamy – podkreślił.

Przywołał również postać św. Jana Kantego, który jako profesor i wykładowca teologii na Akademii Krakowskiej odznaczał się wielkim miłosierdziem dla ubogich. – Kiedy profesorowie siadali do posiłku w stołówce akademickiej, zapraszano tam również biedaka na znak wiary, że w ubogich i ostatnich jest Jezus. Kiedy ubogi wchodził, św. Jan Kanty głosił: „Pauperus venit” (ubogi przybył), a wszyscy odpowiadali: „Christus venit” (Chrystus przybył).

Reklama

Odwołując się do pierwszego czytania z Listu do Efezjan, przypomniał, że św. Paweł pisał go z więzienia, świadomy, że być może zbliża się kres jego życia. To nie powstrzymało go jednak od radości z faktu, „że udzielona mu została przez Boga łaska objawienia tajemnicy Chrystusa, który jednoczy pogan i żydów”. – Ten list jest przede wszystkim o Kościele, gdzie każdy jest potrzebny. Który palec jest ci niepotrzebny? Jeśli się w niego zranisz, choćby to była mała rana, ten palec staje się najważniejszy. Dlatego dzisiaj poczujmy się współodpowiedzialni, jak słudzy z Ewangelii, którzy mieli misję i są z niej rozliczani – zachęcał ks. Marciniec.

– Bóg cię potrzebuje i daje ci misję. „Idźcie w pokoju Chrystusa” to nie znaczy: już po wszystkim, dobrej nocy, finał, pozamiatane. To znaczy: idźcie i dzielcie się bogactwem, które macie, bo jesteście za siebie odpowiedzialni – kontynuował.

– Co to za wiara, która jest tylko w kościele, a nie rezonuje w twoim życiu? Kiedy nie ma kompatybilności między twoim zachowaniem w domu, na uczelni, w pracy, na ulicy a zachowaniem w kościele? – pytał stanowczo kapłan.

W tym kontekście odniósł się do najnowszej encykliki papieża Franciszka „Fratelli tutti”, która „bardzo mocno mówi nam o wrażliwości społecznej i otwartości na drugiego człowieka, zwłaszcza innego”. – Jeśli nam tego zabraknie, jeszcze bardziej nasili się agresja i postawa „wszyscy przeciwko wszystkim”, bo ważne jest tylko to, co dla mnie dobre i szerzy się indywidualizm, który papież bardzo mocno piętnuje.

Duszpasterz przytoczył fragment encykliki dotyczący postaw kapłana, lewity i Samarytanina wobec poranionego człowieka. „Osoby, które go mijały, nie skupiały się na wewnętrznym wezwaniu, by do niego podejść, ale na swej funkcji, na zajmowanej pozycji społecznej, na cieszącym się uznaniem społecznym zawodzie. Czuli się ważni dla społeczeństwa owych czasów, a najważniejsza wydawała im się rola, jaką winni w nim odegrać. Człowiek poraniony i porzucony przy drodze zaburzał ten plan, był zakłóceniem i kimś, kto nie odgrywał żadnej roli. Był «nikim», nie należał do grupy ludzi godnych uwagi, nie odgrywał żadnej roli w tworzeniu historii. Tymczasem wielkoduszny Samarytanin przeciwstawiał się tym bezdyskusyjnym klasyfikacjom, mimo że sam pozostawał poza tymi wszystkimi kategoriami i był po prostu obcym bez własnego miejsca w społeczeństwie. W ten sposób, wolny od wszelkich etykiet i schematów, mógł przerwać swoją podróż, zmienić swoje plany, otworzyć się na zaskakujące spotkanie z rannym, który go potrzebował”.

Jako duszpasterz ruchu Betel ks. Marciniec przywołał często powtarzane w nim hasło, które nie jest sloganem: – Nie tylko słaby potrzebuje silnego, ale silny potrzebuje słabego, żeby mu przypomniał, co jest w życiu najważniejsze, żeby był sprawdzianem jego człowieczeństwa, czy zareaguje godnie, przez pryzmat serca, czy pójdzie dalej, bo jest wpatrzony we własne ambicje – stwierdził.

– My biegniemy do przodu, a słabi nam przypominają, co jest ważne. Mamy ambicję, by być kimś. Któremu dziecku rodzic powie: marzę o tym, abyś była salową w szpitalu, asystentką w DPS, wyjechała na misje i została z ludźmi np. w Etiopii czy na Madagaskarze, gdzie jako Betel budujemy domy? Słabi też mają miejsce w naszej wspólnocie. Nie chodzi tylko o to, żeby zaspokoić ich podstawowe potrzeby, ale żeby zauważyć człowieka, a nie chorego, upośledzonego czy biednego – przekonywał kapłan.

Przywołał również fragment encykliki „Fratelli tutti”, w którym papież krytykuje indywidualizm. „Indywidualizm nie czyni nas bardziej wolnymi, bardziej równymi, bardziej braćmi. Sama suma korzyści indywidualnych nie jest w stanie stworzyć lepszego świata dla całej ludzkości. Nie może nas też uchronić od wielu nieszczęść, które stają się coraz bardziej globalne. Ale radykalny indywidualizm jest wirusem najtrudniejszym do pokonania. Zwodzi. Pozwala nam myśleć, że wszystko polega na tym, by dać wolną rękę własnym ambicjom tak, jakbyśmy, kumulując indywidualne ambicje i zabezpieczenia, mogli budować dobro wspólne”.

– Nie jest prawdą, że kiedy będzie się powodzić tobie i mnie, to wspólnie stworzymy szczęśliwą grupę społeczną. To tak nie działa. Dlatego potrzeba solidarności serc, która wyraża się w służbie – kontynuował ks. Marciniec. „Służba oznacza przeważnie troskę o to, co słabe. Służenie oznacza troszczenie się o osoby słabe w naszych rodzinach, w naszym społeczeństwie, w naszym narodzie. W pełnieniu tej posługi każdy potrafi pozostawić na boku swoje dążenia, oczekiwania, swoje pragnienia bycia wszechmocnym w obliczu konkretnego spojrzenia najsłabszych. [...] Służba zawsze patrzy w twarz brata, dotyka jego ciała, czuje jego bliskość, a nawet w pewnych przypadkach «znosi» ją i zabiega o rozwój brata. Dlatego służba nigdy nie jest ideologiczna, ponieważ nie służy się ideom, ale służy się osobom” – mówił za papieżem.

Za największy gest miłosierdzia uznał adopcję. – Mam szansę adoptować dziecko, to dlaczego tego nie zrobić? – pytał.

Rekolekcjonista podkreślił, że „w służbie nie chodzi o to, żeby powiedzieć: człowieku, masz tu dychę i nie obchodzisz mnie”, ale o otwarcie dla niego domu i serca.

Wzywał również do słuchania serca. – Jeżeli słuchamy też Boga, który zostawia swoje słowo, będziemy wiedzieli, do jakiej służby i odpowiedzialności nas zaprasza. Dorosłym jest się wtedy, kiedy staje się odpowiedzialnym za siebie, ale dojrzałym wtedy, kiedy przyjmuje się odpowiedzialność za innych. Jaka jest miara twojej dojrzałości? Czy budujesz wspólnotę? Co jesteś w stanie oddać ludziom, nie tylko najbliższym, którym oddałbyś nawet nerkę? A ile jest takich osób, na które ty liczysz, że oddałyby nerkę dla ciebie? To też jest jakiś wymiar przyjaźni i miłości. Ile jesteś w stanie poświęcić z twojego ego, aby wyjść – o czym też ciągle mówi papież Franciszek – i budować mosty, tworzyć dialog, kulturę spotkania, zauważyć brata?

Ks. Marciniec zwrócił uwagę, że do spełnienia tego potrzebujemy Eucharystii, „która jest ucztą miłości, wkładaniem Boga do twojego serca”. – Obojętne, czy przyjmujesz Jezusa przez usta czy na rękę, On zawsze trafia do twojego serca, jeśli ono jest otwarte – zaznaczył.

Jak zauważył, owocność udziału w rekolekcjach będzie można sprawdzić dopiero po naszych czynach. – Po tym dopiero ludzie poznają, czy nie zmarnowaliśmy czasu na Eucharystii. To jest podstawowa weryfikacja: byłem głodny, byłem przybyszem, byłem chory – mówi Jezus – a ty bałeś się Mnie, brzydziłeś czy zauważyłeś we Mnie brata? Świadczenie miłosierdzia to nie jest luksus dla niektórych. S. Faustyna napisała w „Dzienniczku” bardzo mocno: to jest niezbywalny obowiązek, czysta Ewangelia, ale bez pokarmu – Eucharystii nie damy rady.

Kapłan dodał, że „każda Eucharystia to Pascha, która kończy się życiem”. – Niech więc to dzisiejsze zmartwychwstanie obudzi cię do życia i szerszego myślenia, żebyś zobaczył, ile sam zawdzięczasz innym i do czego jesteś powołany, byś tam spieszył nie z oporami i z niechęcią, ale ochoczo.

Ks. Marciniec pytał również uczestników rekolekcji o ich przynależność do wspólnot. – Czy jesteś gdzieś zanurzony? Bez tego uschniesz. Ucztowanie dokonuje się razem. Źródło jest dla wszystkich po to, żeby się nim dzielić, dlatego to jest bardzo ważne, żeby wzrastanie odbywało się we wspólnocie. Nikt ci jej nie wskaże. Sam wybierz to miejsce, gdzie czujesz, że Bóg cię stawia i daje misję – namawiał.

Zaprosił również, aby nie żałować czasu na bycie razem, ponieważ „wspólnota jest potrzebna do rozwoju i obnażania tego, co we mnie nie jest jeszcze Boże”. – Jeżeli ktoś we wspólnocie mnie drażni, to najczęściej ten trudny bliźni jest dla mnie lustrem, żebym mógł odkrywać, co nie jest we mnie ewangeliczne, bo wciąż skażone egoizmem.

– Kochać to powiedzieć: chcę, żebyś był. Nie kochać to powiedzieć: nie chcę cię. Otwórzmy serca, ucztujmy i cieszmy się, bo Pan przyszedł. Niech wołanie: „czuwajcie i bądźcie gotowi” będzie dla nas jak zapach wiosny. Niech nie budzi w nas lęku, bo Bóg przychodzi, aby nas zbawić – zakończył ks. Marciniec.

Tradycyjnie przed błogosławieństwem zostawił wiernym pytania do medytacji. Co robię, aby szukać relacji z trudnymi osobami? Czy jest we mnie gotowość otwarcia się na miłość Chrystusa? Czy znalazłem już wspólnotę, w której wzrastam?

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa z odpustem zupełnym.

Wdzięczność za prowadzenie rekolekcji ks. Marcińcowi wyrazili przedstawiciele studentów. – Pokazał nam ksiądz, co to znaczy cieszyć się naprawdę życiem z Chrystusem oraz to, że tylko On może wyciągnąć nas z otchłani naszych ciemności. Bardzo dziękujemy za słowa prawdy i pouczenia. Życzymy błogosławieństwa Bożego i uśmiechu pochodzącego od Boga.

Dlaczego studenci uczestniczyli w rekolekcjach? – Stwierdziłam, że to jest fajny czas, żeby pogłębić wiarę. Bardzo zapadły mi w pamięć słowa o tym, żeby pomagać innym. To jest główna myśl, która będzie mi towarzyszyć – trzeba zwrócić uwagę na innych, nie tylko na siebie – powiedziała „Niedzieli” Dominika, która do udziału w rekolekcjach namówiła Rafała. Ten z kolei zachęcił do tego narzeczoną Anetę. – Zapamiętałem, że ci mocni mają uczyć się od słabych i zwracać uwagę na to, co oni mają do przekazania. Rekolekcje oczywiście nie były straconym czasem – podsumował.

2020-10-22 14:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miłosierdzie Boga jest skandalem

[ TEMATY ]

rekolekcje

DA Emaus

ks. Jacek Marciniec

Maciej Orman/Niedziela

– Bóg nie przychodzi, dlatego że ty chcesz. To jest łaska, którą przyjmujesz. To Bóg cię zmienia – powiedział 20 października w Duszpasterstwie Akademickim Emaus podczas rekolekcji „na dobry początek” prowadzący je ks. dr Jacek Marciniec.

– Bóg dał nam życie. On stoi za wszelkim dobrem, błogosławieństwem i szczęściem. My tymczasem jesteśmy skłonni przypisywać to sobie – podkreślił w homilii.

– Jesteśmy dłużnikami Boga. Trudno nam sobie uświadomić, że jesteśmy sługami, a On Panem. Zapominam, że to nie ja siebie rodziłem i że nie przyszedłem na świat, bo chciałem, ale że ktoś mi to życie podarował, dlatego chcę być panem samego siebie i żyć według moich racji – zauważył kapłan, nawiązując do słów ks. Józefa Tischnera: „Może i masz rację, ale jakie z tego dobro?”.

Ks. Marciniec zaznaczył, że „Bóg stał się sługą, a człowiek, który tego nie zauważył, skazał Go na śmierć, bo miał taką władzę”. – Bóg przez to wielkie uniżenie i wyniszczenie ukrył swój majestat po to, żeby do nas dotarło, że papierkiem lakmusowym boskości, nie jest władza, ale miłość. Jak trudno nam odkryć, że szczęśliwy jestem nie kiedy rządzę, ale kiedy służę, dlatego może czasami robię to, co trzeba, ale ze strachu. Możesz też pracować jako najemnik. Umówiłeś się z Bogiem o niebo, starasz się i zachowujesz przykazania, ale później masz żądania – stwierdził kapłan. Jak dodał, taka postawa rodzi w nas niepokój co do przyszłego sądu Boga nad nami.

Jako sposób na prawdziwą postawę sługi czuwającego przed przyjściem Pana rekolekcjonista wskazał posiadanie serca dziecka. – Bóg chce w nas czegoś dokonać – i w całym życiu, i w czasie tych rekolekcji. Zaprasza nas do rekreacji (łac. recreatio), czyli do ponownego stworzenia, żeby ukształtować w nas serce dziecka – przekonywał.

Zaznaczył, że „jesteśmy zbyt dumni, żeby pozwolić na to, aby Bóg nam tylko dawał i służył nam”. – Sami chcemy zapracować na niebo jak najemnicy albo myślimy o strasznych karach, które mogą nas męczyć.

Ks. Marciniec przywołał również „Przypowieść o ojczyźnie” Romana Brandstaettera: „Człowiek pewien, który był ojczyzną Boga, / skazał Go na wygnanie. / Bóg pochyliwszy smutnie głowę, / odszedł bez słowa, / ale zawsze tęsknił za powrotem do człowieka, / który był Jego ojczyzną”.

– Bóg ma prawo w tobie być. To nie jest tak, że ty zrobisz z siebie mieszkanie Boga, że będziesz w stanie dążyć do świętości o własnych siłach. Bóg uczynił z ciebie swój dom. Masz prawo wejść do środka i poczuć się bardzo blisko Niego. Bogu i człowiekowi dobrze jest być razem. On chce, abyśmy przyjęli Jego służbę – pouczał rekolekcjonista.

Odnosząc się do postawy Jezusa, pokazywał, że On nie nawracał przez wzbudzanie strachu. – Jezus przychodzi do grzesznej Samarytanki i mówi: daj mi pić. Prosi grzesznicę o pomoc. Do chłopaków, którzy w momencie próby Go zostawią, mówi: macie brudne nogi, to je umyję. Dziwna taktyka – powiedział ks. Marciniec.

Odwoływał się również do własnych doświadczeń jako duszpasterza ruchu Betel (hebr. „dom Boga”), zrzeszającego osoby upośledzone i niepełnosprawne. – Uczę się od nich logiki serca. One w pewnych okolicznościach pokazują, że nie wszystko jest tak, jak mam umeblowane w głowie. Świat dzieci o wielkim sercu i nieco skromniejszym intelekcie jest bardzo bliski Ewangelii – przyznał.

Kapłan zauważył, że można być praktykującym niewierzącym. – Taka osoba jest funkcjonariuszem, bo ciągle ma w sercu przekonanie: dam radę – stwierdził.

Jak zaznaczył, często wydaje się nam, że w naszym życiu potrzebna jest tylko kosmetyka, bo „jeszcze nie jestem taki zły”. – Tymczasem przychodzi Bóg i mówi, że potrzebne jest moje nowe stworzenie. Pozwól, że dobiorę się do tej dziury w sercu, która cię zatruwa, bo masz serce niewolnika, nie ma w tobie radości, bo się Mnie boisz i martwisz się, że przyjdę – kontynuował.

– Bóg nie przychodzi, dlatego że ty chcesz. To jest łaska, którą przyjmujesz. To Bóg cię zmienia. On może uczynić z ciebie kogoś fantastycznego, jeśli na to pozwolisz i uwierzysz, że w twoim życiu mogą dziać się cuda. Tak potraktuj swoje nawrócenie – zachęcał rekolekcjonista. – Wierzysz w Eucharystię? To uwierz, że dla Boga nie ma problemu wyprowadzić z nieszczęścia udane życie. Ile w nas jest niewiary, bo myślimy po ludzku – ubolewał.

Ks. Marciniec pytał uczestników rekolekcji, czy mają w sobie pragnienie Boga i nieba. – Przecież żyjesz nie po to, żeby tutaj było fajnie przez jakiś czas, żeby mieć względny dobrostan i ocalić zdrowie, ale żeby mieć pełnię radości. Bóg chce, żebyś doświadczył, że jeżeli On mówi, to tak jest. Prawda w języku biblijnym to wierność Boga – podkreślił.

– W twoim życiu też się spełnią Pisma, że moc Miłości, która przyszła, żeby cię zbawić przez krzyż i zmartwychwstanie, zgładzi twoje grzechy. Ta prawda jest niesamowita. Co mógł o swoich dobrych uczynkach powiedzieć łotr na krzyżu? Niewiele, a został pierwszym kanonizowanym. Dlatego ufaj w Miłosierdzie Boga. On przychodzi dzisiaj za darmo. To jest skandal, że ty, który grzecznie siedzisz na rekolekcjach, pójdziesz do nieba i spotkasz smyków, tych z czarnych marszów i z „zarazy” LGBT. Miłosierdzie Boga jest skandalem! – zakończył kapłan.

Doświadczeniem miłosierdzia Bożego podzielił się Daniel, mąż Magdy i ojciec czworga dzieci.

Kiedy był dzieckiem, ktoś próbował go wyrzucić z pędzącego pociągu. – Uciekałem z domu, bo rodzice nadużywali alkoholu. Jeździliśmy z kolegami pociągami np. do Stargardu Szczecińskiego czy Piły. Byłem w domu dziecka. Kiedy miałem problemy z narkotykami, w wieku 14 lat trafiłem do zakładu poprawczego. Rok spędziłem w Monarze. Zacząłem kraść. Jako 17-latek byłem aresztowany. Później trafiłem do więzienia – opowiadał.

Sytuacja zaczęła się poprawiać, kiedy poznał przyszłą żonę. Podjął pracę, jednak niedługo jej zabrakło, więc znowu kradł i trafił do więzienia. Po jednej z kłótni z Magdą wyszedł i wsiadł do pociągu. – Miałem w myślach przekonanie, że Bóg mi pomoże. Zawsze miałem w sercu Boga, ale nie znałem Jezusa – przyznał Daniel. Nagle do przedziału weszła starsza kobieta z różańcem w ręku. – Radziła, że skoro kocham Magdę, a ona mnie, powinienem do niej wrócić. Wysiadłem i wróciłem. Wzięliśmy ślub. Moje życie zaczęło się zmieniać – powiedział. Od tego roku Daniel codziennie uczestniczy we Mszy św. – Bóg daje światło i nadzieję. Dzięki Niemu staję powoli na nogi, ale wszystko dzieje się stopniowo. Odkrywam też prawdę o sobie. Bóg wyciągnął ze mnie wszystkie grzechy, ale z czasem. Gdyby to było wszystko naraz, uciekłbym z Kościoła i załamałbym się. Tylko Bóg jest w stanie zmienić człowieka – podsumował.

Przed błogosławieństwem ks. Marciniec zadał uczestnikom rekolekcji pytania do przemyślenia. Czy jestem wdzięczny Bogu za moje życie, także za trudne momenty, które nie są powodem do chluby, a które też składają się na moją historię zbawienia? Chrześcijaństwo to nie jest moralizm. Czy rozumiem, że nie zbawia mnie naśladowanie mądrości własnym wysiłkiem, ale darmowa moc miłosierdzia, która wkracza w moje życie? Czy jestem gotowy, aby w moim sercu zapanował pokój Zmartwychwstałego?

Po Mszy św. chętni mieli możliwość półgodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu.

Dzisiaj (środa 22 października) ostatni dzień rekolekcji w Duszpasterstwie Akademickim Emaus. O godz. 19 rozpocznie się nabożeństwo pokutne z sakramentem spowiedzi, a o godz. 20 Msza św. z nauką. Transmisję można oglądać na stronie: www.emaus.czest.pl .

CZYTAJ DALEJ

Siostra Anna Bałchan robi smalec, żeby zbudować coś dobrego

[ TEMATY ]

dom samotnej matki

Siostra zakonna

Facebook/Siostra Anna Bałchan

Akcja "Smalczyk" ma wesprzeć inicjatywę "Budujemy coś dobrego" - w Katowicach powstaje Centrum Opiekuńczo-Rozwojowe im. Św. Józefa. Będzie to żłobek i przedszkole, dla których priorytetami są zdrowy rozwój dzieci, zorientowanie na tworzenie więzi rodzinnych, przestrzeń integracji międzypokoleniowej i wsparcie lokalnej społeczności, w tym samotnych matek.

- Zbieramy na budowę żłobka i przedszkola. Borykamy się już z trudnością, jaką jest zalewanie nowego budynku. Potrzebne są działania, które sporo kosztują. Potrzebujemy jeszcze trzech milionów, by przygotować to miejsce. Potrzebujemy wsparcia ludzi dobrej woli. Jako cegiełkę na wsparcie naszej zbiórki robię smalec. Myślę, że kojarzy się on z domem z domem, kiedy robiły to nasze mamy i babcie. Taki dobry, swojski - mówi w rozmowie z KAI s. Anna Bałchan.

Idea powstania Centrum Opiekuńczo - Rozwojowego im. Św. Józefa narodziła się w Stowarzyszeniu PoMOC dla Kobiet i Dzieci im. Marii Niepokalanej w Katowicach.

To zespół profesjonalistów, który od 2001 r. towarzyszy kobietom i ich rodzinom, będącym w sytuacjach kryzysowych. Stowarzyszenie prowadzi centrum pomocy terapeutycznej, prawnej oraz Ośrodek Rehabilitacyjno-Wychowawczy dla kobiet i kobiet z dziećmi, ofiar przemocy, a także współczesnych form niewolnictwa. Działania Stowarzyszenia PoMOC zmierzają do tego, aby wspierać proces życiowych zmian.

Facebook/ Siostra Anna Bałchan

Smalec przygotowywany przez s. Bałchan można zamówić np. na profilu facebookowym https://www.facebook.com/budujemycosdobrego/

Więcej informacji o planach związanych z Centrum Opiekuńczo-Rozwojowym im. Św. Józefa i możliwościach wsparcia znajduje się na stronie www.budujemycosdobrego.pl

***

Siostra Anna Bałchan – teolog i terapeuta jest prezesem Stowarzyszenia PoMOC, które powstało w 1999 r. i zajmuje się wsparciem kobiet w kryzysie. Podczas trzydziestu lat pracy z człowiekiem jako pedagog, nauczyciel, terapeuta oraz streetworker wychodziła z inicjatywą do osób potrzebujących pomocy. Szkoliła się w Polskim Instytucie Ericsonowskim, Polskim Instytucie Terapii Krótkoterminowej w Krakowie oraz Krakowskiej Szkole Psychoterapii Psychodynamicznej. Jest również certyfikowanym Terapeutą Motywującym, który doskonalił się w Klasie Mistrzowskiej Trenerów Dialogu Motywującego prowadzonej przez międzynarodowych specjalistów.

CZYTAJ DALEJ

Łódź: Zgromadzeni na świętej wieczerzy

2020-11-30 21:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Piotr Drzewiecki

Wraz z końcówką listopada, rozpoczął się nowy rok liturgiczny w Kościele, który obchodzić będziemy pod hasłem: „Zgromadzeni na świętej wieczerzy”. Jest to także początek adwentu – okresu radosnego oczekiwania na narodziny Zbawiciela. W tym roku to oczekiwanie ma wyjątkowe znaczenie.

W tym nietypowym 2020 roku wydaje się, że wraz z nowym, jest nadzieja na lepsze jutro, na lepszą i inną przyszłość. Wszyscy jesteśmy już zmęczeni ograniczeniami, zabieraniem nam zwyczajnej codzienności, obostrzeniami. Starsi rozumieją to bardziej, młodym ciężko przyzwyczaić się do długiego siedzenia w domu, braku lub ograniczonych możliwościach widywania ze znajomymi, pójścia do kina, na basen czy na dyskotekę. Wszyscy są zgodni – pragniemy normalności. Jednak zanim ona wróci, bo wróci na pewno, Kościół daje nam niecały miesiąc przygotowania na święta Bożego Narodzenia. Święta także pewnie inne, w mniejszym gronie, bez możliwości odwiedzenia dalszej rodziny, być może jakiegoś dalszego wyjazdu. A zwieńczeniem tego okresu ma być wieczerza wigilijna, do której zasiądziemy tuz po pierwszej gwiazdce. I do tej wieczerzy zachęca nas także ten nowy rok liturgiczny, który jest drugą częścią trzyletniego programu duszpasterskiego Kościoła pod hasłem „Eucharystia daje życie”. Zachęca nas do wieczerzy, którą jest Jezus Chrystus obecny pod postacią Eucharystii. Dla wielu od dłuższego czasu pójście do kościoła na niedzielną Eucharystię stało się niemożliwe. Słychać głosy, szczególnie starszych ludzi, że tak tęsknią za mszą świętą sprawowaną w kościele, mimo relacji radiowych, telewizyjnych czy internetowych.

Dopiero w takim momencie uświadamiamy sobie jakim skarbem jest Eucharystia, a przyjęcie Ciała Chrystusa daje nam siłę i moc na kolejne dni i czekające nas wyzwania. I być może właśnie stojąc u progu adwentu, ofiarujmy codzienną modlitwę w intencjach tych osób, które tak tęsknią za Eucharystią, za możliwością swobodnego pójścia do kościoła, przeżycia liturgii w większej wspólnocie. Niech te czekające Święta Bożego Narodzenia tchną w nas głęboką nadzieję na lepsze jutro i lepszy 2021 rok. Osiągniemy to tylko, jeśli pójdziemy za Zbawicielem i jemu oddamy swoje życie. Zachęca do tego także Ewangelia dnia dzisiejszego (Mt 4, 18-22) - I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi» (…) A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. Takie pójście wymagało odwagi. My także wkraczając w ten nietypowy adwent, idźmy z odwagą i nadzieją na lepsze jutro i lepszy, a przede wszystkim zdrowy i normalny, 2021 rok!

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję