Reklama

Powołane do służby

Życie w zakonie to nie tylko modlitwa i kontemplacja. Z budowanej relacji z Bogiem najczęściej wypływa aktywność, którą siostry przekuwają w służbę drugiemu człowiekowi. W Krzydlinie Małej, Jaszkotlu i Wierzbicach można spotkać zakonnice w przebraniach karnawałowych, na spacerze z dziećmi, czy podające lekarstwa

Niedziela wrocławska 5/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

S. Agata, Zgromadzenie Sióstr Szkolnych de Notre Dame - dyrektor Wielofunkcyjnej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej „Wiosna” w Krzydlinie Małej

Reklama

Moja praca polega na tym, aby dbać o dobro dzieci, które doświadczyły odrzucenia, które są w sytuacji kryzysowej. Tym zajmuje się nasz dom „Wiosna”. W placówce obecnie przebywa 50 dzieci. Jest ona przeznaczona dla najmłodszych, którym przede wszystkim chcemy pomagać wytrwać ten trudny okres w ich życiu. Codziennie spotykam się z dziećmi, słucham o ich troskach, cieszę się tym, co im się udaje, a jednocześnie troszczę się o ich codzienny byt, o to żeby miały co jeść i w co ubrać. Ważne jest także to, żeby było im dobrze w naszym domu, żeby się czuły bezpieczne i kochane. Codziennie staramy się o to, żeby dzieci miały odpowiedni czas na zabawę i na odpoczynek, na pracę dostosowaną do ich możliwości i żeby też uczyły się odpowiedzialności, zdobywały wiedzę, żeby miały możliwość kształcenia się. Czasem mówię, że tutaj możemy się czuć jak mamy. Dzieci zwracają się do nas zawsze „Ciociu”, traktujemy się jak taka poszerzona rodzina. Staramy się tworzyć taką atmosferę, żeby dzieci miały poczucie, że są wśród życzliwych osób. Staramy się też być takimi duchowymi mamami dla nich, osobami, które zawsze są. To jest też bardzo ważne, żeby dzieci miały świadomość tego, że my jesteśmy codziennie i w nocy, i w dzień w tym domu i cokolwiek by się nie działo, jesteśmy na każde zawołanie - tak jak mamy w domu. Dla mnie jest to też wypełnianie swojego powołania, bo nie ukrywam, że moja więź z Panem Bogiem jest jednak na pierwszym miejscu i z tego wypływa każde moje działanie. O to codziennie się modlę i proszę: żeby moja praca była odpowiedzią na to, czego Pan Bóg ode mnie chce i też odpowiedzią na potrzeby dzieci. Przed wstąpieniem do zgromadzenia miałam zupełnie inne wyobrażenie życia zakonnego, bardziej myślałam o modlitwie, o życiu ukrytym, mniej zaangażowanym wśród ludzi. Chociaż moje pierwsze pragnienia to była praca właśnie z dziećmi przedszkolnymi. Natomiast później w klasztorze tak to się potoczyło, że zostałam posłana do dzieci najpierw w przedszkolu, a później tutaj do domu dziecka. Cieszę się, że mogę służyć dzieciom, bo to jest dla mnie wielka radość. Bardzo dużo się od nich uczę, dzieci też pomagają mi w tym, żeby lepiej rozumieć i siebie i świat, w którym jestem. Często zdarza się, że jak dzieci mnie widzą i pytają „Ciocia jest dzisiaj smutna, coś się stało?”. Przypominają i pomagają w tym, żeby wszystkie sprawy oddawać Panu Bogu. I te ich troski, bóle i cierpienia staram się zawsze oddawać Panu Bogu i przede wszystkim Jemu zawierzać ich losy, cierpienie, odrzucenie. Te wszystkie sprawy dzieci staram się codziennie zanosić Panu Bogu w czasie Eucharystii, żeby On kierował tymi losami, żeby je przemieniał. To pomaga mi żyć w nieustannej duchowej łączności z Panem Bogiem, pomiędzy dziećmi z którymi tutaj jestem. Czuję, że jest to taki powiązany krąg wszystkich spraw, że staję się maleńkim narzędziem w ręku Pana Boga. Czuję się w tym spełniona.

S. Sylwia, Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej - dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla Dzieci w Jaszkotlu

Placówka w Jaszkotlu jest dość specyficzna. Mieści się tu Zakład Opiekuńczo-Leczniczy dla dzieci im. Jana Pawła II, a przy nim mieści się także Niepubliczny Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy także im. Jana Pawła II. Te dwie instytucje bardzo się ze sobą łączą, kompleksowo usprawniając dzieci. W naszej placówce obecnie znajduje się 62 niepełnosprawnych dzieci, które przebywają tu od urodzenia do ukończenia gimnazjum. Są to dzieci z terenu całej Polski, kierowane tu przez szpitale, sądy rodzinne, Miejskie i Gminne Ośrodki Pomocy Społecznej, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie lub przez samych rodziców. Dzięki pracy lekarzy, specjalistów terapii zajęciowej, rehabilitantów, psychologów, nasi podopieczni są usprawniani. I takie rzeczy się dzieją - nasze „małe cuda”: kiedy na przykład dzieci przychodzą do nas z wyrokami, że nie będą mogły chodzić lub mówić, a z czasem okazuje się, że przez rehabilitację, terapię, pracę całego sztabu ludzi, dzieci stają na swoje nóżki, chodzą do szkoły i pięknie się rozwijają. To jest naszą dumą, naszym szczęściem, a jednocześnie motorem, który ciągle napędza nas do tego, żeby wciąż robić jeszcze więcej. To pomaga dzieciom także w tym, że stają się samodzielne, mają większą szansę na adopcję, spełnianie swoich marzeń, na bycie czynnym, a nie wykluczonym. Ja jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, ponieważ moje życie w zakonie od początku toczyło się w taki sposób, że pracowałam z dziećmi. Pierwszą moją placówką było Jaszkotle. Dzieci tutaj nauczyły mnie, co jest priorytetem w życiu, że nie liczą się drobnostki, małe nieporozumienia, niepowodzenia człowieka, bo życie ludzkie jest o wiele bardziej wartościowe. To dzieci mnie tego nauczyły. Można być bardzo szczęśliwym, niezależnie od tego, czy jest się sprawnym i w pełni witalnym. Dzieci pokazały mi, że mimo iż były niesprawne, to były szczęśliwe, cieszyły się najmniejszymi, najdrobniejszymi swoimi osiągnięciami. To mi uświadomiło ważną rzecz: „dziewczyno, żyj pełnią życia, żyj świadomie, daj z siebie wszystko, a dając siebie innym, a będziesz na pewno szczęśliwa i będziesz patrzyła, jak inni są szczęśliwi”. Potem byłam na placówce w Żernikach i w Bardzie Śląskim, także pracując z dziećmi. Po pracy przy formacji Sióstr w Zgromadzeniu wróciłam do Jaszkotla. I tu, każdego dnia, wielką radością są dla mnie te „małe cuda”. Widzę, w jakim stanie dzieci do nas trafiają, jak z nami wzrastają, a potem w jakim stanie opuszczają nasz dom. Idą do adopcji lub wracają do swoich rodzin biologicznych i to daje nam naprawdę pełnię szczęścia i powoduje, że każdego dnia z nową energią, zapałem człowiek idzie do przodu. Kiedy jeszcze jest naładowany modlitwą, byciem z Jezusem, łaską Bożą, to jest w stanie dawać całego siebie, a to owocuje, m.in. otwartością do dawania pomocy. Nasz dom jest otwarty na potrzeby wielu osób w różnych sytuacjach życiowych, bo same jesteśmy napełnione tym szczęściem, tą miłością do drugiego człowieka i chęcią, by dawać jak najwięcej i jak najlepiej.

S. Tadeusza, Zgromadzenie Sióstr św. Józefa - pielęgniarka w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dla Dzieci w Wierzbicach

Praca w Wierzbicach jest codzienna i trwa 24 godziny na dobę. Jest to praca bardzo twórcza, piękna i wzajemna - rozwijająca zarówno dla dzieci jak i dla nas. Obecnie w placówce przebywa 65 dzieci. Każdego dnia towarzyszę im, podając leki, pomagając w podstawowych czynnościach. Dzieci chodzą tu także do szkoły i na rehabilitację. Nie brakuje terapii, ale i tańca, wieczorów filmowych, spacerów. Kiedy wstępowałam do zgromadzenia, moim pragnieniem było wyjechać na misje i pracować z trędowatymi, więc kiedy skierowano mnie na studia medyczne, pielęgniarskie, to byłam bardzo szczęśliwa. Napisałam nawet podanie o wyjazd na misje, ale z czasem mój zapał zaczął maleć. Trafiłam wtedy do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Wierzbicach i wiem, że to jest miejsce, w którym rosnę i w którym oddaję swoje życie, gdzie doświadczam obecności Pana Boga i Jego błogosławieństwa. Być tutaj to dla mnie wielki skarb. Ta praca daje mi niesamowitą radość, ale też możliwość poznania drugiego człowieka. Od dwóch lat w naszym Zakładzie przebywają również dzieci z głębokim upośledzeniem, z którymi nie można nawiązać kontaktu słownego. One nie są w stanie powiedzieć o tym, co je boli, co im dolega. Ich komunikacja to głównie niepokój i krzyk, w związku z czym posługa dla tych dzieci wymaga najpierw nauczenia się, jak je rozumieć. Każde dziecko jest jak księga, która najpierw trzeba przeczytać, spróbować zrozumieć historię życia: skąd przyszły, jakie mogą nosić w sobie zranienia czy oczekiwania. Poznanie tej tajemnicy, jaką jest każde dziecko jest też niesamowitym bogactwem. Dla mnie największym skarbem nie jest cała posługa w znaczeniu zewnętrznym, ale rozmowy z dziećmi, podczas których one mogą uczyć się wypowiadać siebie i kiedy ja mogę im pomóc w ich procesie wychowawczym. Charyzmatem naszego zgromadzenia jest przede wszystkim miłość miłosierna - niesienie pomocy ludziom ubogim, chorym, przebywającym w szpitalach, czy w placówkach - zakładach. To także praca przedszkolna, prowadzenie świetlic dla dzieci. Siostry angażują się również w szkolnictwo, poprzez pracę w ośrodkach szkolno-wychowawczych. Prawie te same rodzaje pracy co w Polsce praktykuje się na misjach. Naszą troską cały czas są powołania. Nieustannie prosimy św. Józefa o te powołania, ale wiadomo, że każde z nich daje Pan Bóg i to młody człowiek musi sam usłyszeć w swoim sercu, że Pan Bóg go wzywa i musi też znaleźć odwagę, by oddać swoje życie. Ale naprawdę oddać swoje życie Bogu to wielkie szczęście. A moje marzenie? Właśnie się spełniło to marzenie, które jest moim powołaniem. Ostatni czas to odkrywanie całej drogi mojego powołania jako wielkiego szczęścia i największego skarbu, jakim obdarował mnie Pan Bóg. Tak sobie myślę, że kiedyś, jako młoda dziewczyna, marzyłam, żeby mieć rodzinę, swoje dzieci, pracę. Dziś wiem, że ta droga, która została mi ofiarowana i którą ja też usłyszałam i podjęłam w darze powołania, to największy prezent i największe szczęście, jakie Pan Bóg dla mnie wybrał.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francja przed wizytą Papieża: może być przełom. Powstanie pokolenie Leona?

2026-09-17 13:01

[ TEMATY ]

Francja

wizyta papieża

przełom

pokolenie Leona

Vatican Media

ŚDM 1997. Papież Jan Paweł II w katedrze Notre Dame w Paryżu

ŚDM 1997. Papież Jan Paweł II w katedrze Notre Dame w Paryżu

Francuzi wciąż jeszcze słabo znają Leona XIV. Ponad połowa z nich nie ma wyrobionego zdania na jego temat – wynika z badań przeprowadzonych przez instytut badania opinii publicznej Ifop. Rozpoczynająca się za tydzień wizyta powinna to jednak zmienić – uważa dyrektor instytutu Jérôme Fourquet. Przypuszcza, że podróż apostolska będzie miała wielki wpływ na francuskich katolików, porównywalny do ŚDM w Paryżu w 1997 r. Nie wyklucza, że po tej wizycie w Kościele pojawi się „pokolenie Leona”.

Fourquet podkreśla, że brak wyrobionego zdania na temat Papieża po pierwszym roku pontyfikatu jest czymś normalnym, bo Leon nie jest aż tak bardzo wyrazisty jak jego poprzednik. Do tej pory nie miał zbyt wielu okazji, by zaistnieć dla francuskiego odbiorcy. Na pierwszy plan wybiły jego wypowiedzi na temat Ukrainy, Strefy Gazy czy Donalda Trumpa.
CZYTAJ DALEJ

O. Marcin Ciechanowski: Kościół widzi w seansach spirytystycznych śmiertelne zagrożenie, ponieważ złe duchy to mistrzowie fałszu

2026-09-16 20:44

[ TEMATY ]

o. Marcin Ciechanowski

Karol Porwich/Niedziela

O. Marcin Ciechanowski

O. Marcin Ciechanowski

Dlaczego Kościół uznaje spirytyzm i wywoływanie duchów za tak niebezpieczne, nawet jeśli udział w seansie jest motywowany jedynie ciekawością?

Ludzka dusza jest jak dom, który nigdy nie pozostaje pusty. Jeśli nie zamieszkuje go Bóg, natychmiast wprowadzają się tam inni, mroczni lokatorzy. Spirytyzm i wywoływanie duchów – nawet motywowane jedynie dziecięcą ciekawością – są w rzeczywistości otwieraniem drzwi, przez które do wnętrza człowieka wślizguje się duch zamieszania.
CZYTAJ DALEJ

Stu lecie salezjanów w Lutomiersku

2026-09-20 08:01

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Archiwum parafii

Klasztor salezjanów w Lutomiersku. Po wojnie i dziś.

Klasztor salezjanów w Lutomiersku. Po wojnie i dziś.

– To zmieniło charakter tego miejsca, ale i także tchnęło ducha w to miejsce – mówi ks. dr hab. Kazimierz Dąbrowski, dyrektor Salezjańskich Szkół Muzycznych w Lutomiersku. W 2026 roku mija sto lat od chwili, gdy salezjanie rozpoczęli tu swoją działalność w Lutomiersku. Przez ten czas klasztor i posługujący tu kapłani doświadczyli wojny, okupacji, powojennych szykan władz komunistycznych i pożaru. Dziś miejsce, które nieraz musiało zaczynać od nowa, żyje modlitwą, muzyką i szkolną pracą z młodzieżą.

Historia Lutomierska jest jednak znacznie starsza. W XVII wieku nad Ner przybyli franciszkanie reformaci. Przez kolejne stulecia służyli mieszkańcom, a w czasach zaborów angażowali się także w sprawy narodowe. Represje po powstaniu doprowadziły do kasaty klasztoru. W 1900 roku zmarł ostatni zakonnik, a życie religijne w klasztorze zaczęło wygasać. Do kolejnego przełomu doszło podczas I wojny światowej. Jesienią 1914 roku niemiecki ostrzał obrócił klasztor w ruinę. Po wojnie planowano postawić na jego miejscu niewielką kapliczkę. Mieszkańcy i duchowieństwo nie pozwolili jednak, by historia tego miejsca dobiegła końca. Powstał komitet odbudowy klasztoru, dzięki któremu w 1925 roku konsekrowano odnowioną świątynię.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję