Reklama

Foteli jeszcze nie było

Niedziela warszawska 13/2012

MILENA KINDZIUK: - Czy w 1992 r. łatwo było zorganizować diecezję, która wcześniej nie istniała?

BP KAZIMIERZ ROMANIUK: - W naszym przypadku sytuacja była o tyle ułatwiona, że biskup mający organizować nową diecezję znajdował się na znanym już terenie, wśród znanego duchowieństwa i wiernych. Jako biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej byłem w prawie każdej parafii dzisiejszej diecezji warszawsko-praskiej nawet kilka razy. Duchowieństwo nowo powstającej diecezji to w 75 proc. moi wychowankowie z seminarium metropolitalnego, w którym byłem przez wiele lat wykładowcą i rektorem. Przyszedłem więc jak „na swoje” i „do swoich”. Było mi o wiele łatwiej niż nowo mianowanym biskupom ordynariuszom, którzy znaleźli się na nieznanym terenie i wśród nieznanych ludzi.

- Na kim Ekscelencja się wzorował, tworząc struktury? Czy może na Prymasie Wyszyńskim? Był on wzorem dla Księdza Biskupa?

- Wzorce były różne. Pewnie, że nie pozostawało bez wpływu to, co nam przekazywał najpierw jako klerykom, a potem jako młodym kapłanom wielki Prymas Tysiąclecia. Z tego, czym nas w tamtych jakże trudnych czasach formował, korzystamy do dnia dzisiejszego. Podpatrywałem, rzecz jasna, także działalność duszpastersko-administracyjną ks. kard. Glempa. Jego biskupem pomocniczym byłem przez 10 lat. Wreszcie, uczestnicząc w sesjach Konferencji Episkopatu, miałem okazję stykać się z wieloma wybitnymi, doświadczonymi biskupami, od których uczyłem się ciągle czegoś nowego.

Reklama

- Jakie największe trudności Ksiądz Biskup napotkał?

- Przede wszystkim kadrowe. Obecna katedra była dostępna właściwie tylko w granicach dzisiejszego prezbiterium. Mieszkania ani dla biskupa ordynariusza, ani dla jednego biskupa pomocniczego nie było. Przez pół roku, dzięki gościnności Prymasa Glempa, mieszkałem przy seminarium na Bielanach i stamtąd dojeżdżałem co dzień do pracy. Kuria zapewniła kilka pokoików w budynku zajętym przez lokatorów świeckich. Przez jakiś czas poszczególne wydziały kurii urzędowały przy jednym stoliku albo szkolnej ławce w sali, gdzie znajduje się obecnie kurialna kaplica. Pierwsze nasze wysiłki organizacyjne miały więc na celu zdobycie niezbędnej „przestrzeni życiowej”, co w tamtych czasach wcale nie było łatwe. Odezwały się też pewne braki personalne, zwłaszcza gdy usiłowaliśmy tworzyć pierwsze struktury kurialno-diecezjalne.

- Kto najbardziej pomagał? Kto należał do grona najbliższych współpracowników?

- Moje pierwsze pytanie po otrzymaniu biskupiej nominacji brzmiało: Z kim ja tam pójdę? Gdzie mam szukać najbliższych współpracowników? Okazało się, że nie było w tym względzie ogólnopolskich wskazań. Trzeba było rozpocząć poszukiwania na własną rękę. Pytałem więc wcześniej upatrzonych ludzi, czy zechcą pójść ze mną, pamiętając rzecz jasna, że muszą uzyskać zgodę ks. Prymasa. Przez Stolicę Apostolską byli już mianowani biskupami pomocniczymi bp Kraszewski i bp Kędziora. Zgodził się pójść na Pragę także obecny ks. inf. Święszkowski, z którym prowadziłem prace przy budowie seminarium na Bielanach. Ówczesnemu kapelanowi ks. Prymasa, ks. Romkowi Kamińskiemu - trochę niedowierzając, że się zgodzi - zaproponowałem rezygnację z zaszczytnego stanowiska przy boku ks. Prymasa i objęcie krzesła (foteli jeszcze nie było) kanclerza kurii warszawsko-praskiej. O dziwo, zgodził się, a ks. Prymas również zezwolił. Na ks. Jerzym Gołębiewskim zależało mi dlatego, że posiadał - oprócz innych przymiotów, rzecz jasna - także umiejętność obsługiwania komputerów, co wtedy jeszcze należało do rzadkości. Też zgodził się dzięki Bogu. Przyszły z nami także siostry służebniczki pasawskie. Taki był skład personalny kurii warszawsko-praskiej w pierwszych miesiącach 1992 r.

- Na ile pomocą służyli biskupi pomocniczy: Kraszewski i Kędziora?

- Wydziałem katechetycznym od początku kierował bp Stanisław Kędziora, wspierany przez ks. dr. M. Wójtowicza i s. Cecylię Warszawską. Bp Zbigniew Kraszewski był przewodniczącym wydziału sakramentalnego, mając do pomocy właśnie ks. Gołębiewskiego. Byliśmy pełni entuzjazmu, pracowało się chętnie i dużo. Nasi klerycy studiowali w seminarium przy Krakowskim Przedmieściu aż do roku 2000. Trybunał kościelny mamy nadal wspólny z archidiecezją.

Reklama

- Panuje opinia, że zanim został Ksiądz Biskup ordynariuszem, w archidiecezji warszawskiej słynął Ekscelencja z surowości, jako ordynariusz stał się bardziej ojcem. Czy Ksiądz Biskup też tak samo to odbiera?

- Niezupełnie. Nie mam specjalnych wyrzutów sumienia z powodu mojej rzekomej surowości, gdy byłem w kurii metropolitalnej. Trzeba przypomnieć, że dostały mi się dwa szczególnie niełatwe działy pracy: finanse i budownictwo po bp. Modzelewskim oraz sprawy personalne po ks. prał. Piotrowskim. Finanse mają to do siebie, że prawie zawsze ich brakuje, zaś z decyzji personalnych, osoby, których dotyczą, rzadko bywają zadowolone. Jakoś próbowałem sobie z tym wszystkim dawać radę. Mimo rzekomej surowości, nie przypominam sobie żadnych konfliktów poważniejszych, czy to finansowych, czy personalnych. A chyba z upływem lat człowiek coraz bardziej łagodnieje. Przy okazji przepraszam tych wszystkich, dla których byłem, według ich oceny, surowy.

- Przyjmował Ksiądz Biskup w nowo utworzonej diecezji Papieża. Jak zapamiętał Ekscelencja tę wizytę?

- Było to jedno z najwspanialszych wydarzeń w dziejach naszej diecezji. Według pierwotnych zamierzeń - i swych pragnień - Ojciec Święty miał nawet przemawiać na Pradze. Te pierwsze, maksymalistyczne projekty ulegały kolejnym korektom, a całym przygotowaniom do wizyty towarzyszył wcale niebłahy spór pomiędzy władzami Radzymina, które od początku zabiegały o to, by Papież zatrzymał się nieco dłużej w mieście Cudu nad Wisłą, a Wołominem, na którego terenie znajduje się Ossów, miejsce śmierci ks. Skorupki. Ostatecznie Ossów Ojciec Święty pobłogosławił z helikoptera, a wylądował i zatrzymał się nieco dłużej na cmentarzu w Radzyminie. Imponująco wielkie rzesze wiernych towarzyszyły Ojcu Świętemu na trasie przejazdu z Radzymina do katedry św. Floriana. Niestety, Ojciec Święty był już wtedy trochę przeziębiony i dlatego, po krótkim nabożeństwie przed katedrą i po nawiedzeniu Najświętszego Sakramentu, udał się do Nuncjatury. Niezapomniane przeżycia upamiętniono specjalną płytą marmurową u podłoża katedry.

- Najbardziej pamiętne słowa Jana Pawła II to...

- …te wypowiedziane na cmentarzu w Radzyminie. Nawiązując do wydarzeń związanych z Cudem nad Wisłą, po przedstawieniu jedynego jeszcze uczestnika tej bitwy Ojciec Święty zobowiązał duchowieństwo i wiernych nowo utworzonej diecezji do starannego przekazywania następnym pokoleniom historycznej prawdy o Bitwie Warszawskiej.

- Czy w rozmowie Papież nawiązywał do organizowania nowej diecezji? Jak zapamiętał Ksiądz Biskup nominację na ordynariusza - czy się obawiał, czy od razu się zgodził?

- O moją zgodę kanoniczną na objęcie biskupstwa warszawsko-praskiego ks. abp Kowalczyk, ówczesny nuncjusz Stolicy Apostolskiej w Polsce, prosił mnie na kilka dni przed 25 marca 1992 r. Zgodę wyraziłem. Czy się bałem? Nie przypominam sobie, żebym się bał. Raczej byłem rad, że idę na znany mi teren i do swoich. Miałem już też niejakie biskupie doświadczenie. Pamiętam natomiast, że co chwila mówiłem: „Jezu, ufam Tobie”, spełniając w ten sposób wolę mojej śp. Mamy, która polecała mi często powtarzać te słowa. Były już zresztą moją biskupią dewizą.

- Jakie najważniejsze wydarzenia w życiu diecezji może Ksiądz Biskup wymienić?

- Wspomnianą już wizytę Ojca Świętego. Udało się także opracować uchwały pierwszego synodu diecezjalnego, którego zamknięcie zbiegło się z poświęceniem nowo wybudowanego seminarium duchownego w Tarchominie. Tak obchodziliśmy uroczyście wielki jubileusz 2000-lecia chrześcijaństwa. Ważne dzieło budowy własnego seminarium rozpoczynaliśmy nie bez pewnych obaw. Dziś - tak jak to już nieraz czyniłem - dziękuję zarówno wiernym, jak zwłaszcza duchowieństwu diecezji za okazanie tak wspaniałego zrozumienia dla tego przedsięwzięcia i za jakże ofiarną pomoc w jego realizacji. Budowa trwała tylko 12 miesięcy. Jeszcze raz dziękuję. Nie zaciągaliśmy żadnych kredytów, nie mieliśmy żadnych długów. Udało się również doprowadzić do końca mozolny, trudny remont katedry. O witrażach nie śmiałem nawet marzyć, z czasem myślałem przynajmniej o oknach w prezbiterium. Poszczególne dekanaty zatroszczyły się o to, bez specjalnych apeli, żeby katedra otrzymała witraże we wszystkich oknach. Uzyskaliśmy wygodne pomieszczenie dla naszej dynamicznie rozwijającej się Caritas przy Kawęczyńskiej, przeprowadzono gruntowane remonty Domu Księży Emerytów przy Ratuszowej i Domu Słowa Bożego przy Wiatracznej. Przybywało naszych świątyń, w sumie poświęciłem 40 nowych kościołów. Jestem Bogu szczególnie wdzięczny za to, że mimo licznych zajęć duszpastersko-administracyjnych mogłem w wolnych chwilach oddawać się „biblijnemu pisaniu”. Na czas pobytu na Pradze przypadł ostatni okres ponad 30-letniej pracy nad tłumaczeniem Biblii Warszawsko-Praskiej.

- Jak dzisiaj, z perspektywy 20 lat, ocenia Ksiądz Biskup zasadność podziału Warszawy na dwie diecezje? Wciąż słyszy się opinie, że podział miasta jest sztuczny, gdyż utrudnia tylko duszpasterstwo.

- Myślę, że była to decyzja ze wszech miar słuszna. Ułatwia to nam, biskupom i kapłanom, przybliżenie się do wiernych, bo nas jest obecnie więcej, mamy też więcej czasu, pełniej możemy się oddać naszej duszpasterskiej posłudze.

- Czy diecezja jest jednolita? Co ją odróżnia od archidiecezji warszawskiej?

- Diecezja, tak jak prawie każda w Polsce, nie jest jednolita. Jest Warszawa-Praga i kilka większych miast (Legionowo, Wołomin, Mińsk, Otwock), czyli „element miejski”. W każdym z tych miast są zakłady przemysłowe z tzw. klasą robotniczą, są wreszcie regiony jeszcze ciągle rolnicze, chociaż zmieniające się coraz bardziej. Od archidiecezji różnimy się przede wszystkim owym elementem miejskim, który po tamtej stronie dominuje, i także liczbą dużych zakładów przemysłowych. Jednakże na same formy posługi duszpasterskiej te różnice tak bardzo nie wpływają.

- Jak postrzega Ekscelencja obecnie rozwój diecezji?

- Myślę, że dokonuje się on właściwie. Smuci tylko - miejmy nadzieję, że przejściowy - spadek powołań kapłańskich. Powołania nie przestają być jednak wciąż tajemnicą Boga, który, jak mówią Ewangelie - powołuje tych, których chce.

- 20 lat temu jako katolickie pismo przyjął Ksiądz Biskup „Niedzielę” - z edycją warszawską. Dzisiaj praskie parafie mają nadziały na diecezjalny tygodnik „Idziemy”, za który proboszczowie muszą płacić, niezależnie od tego, czy sprzedadzą pismo, czy nie. Jak Ksiądz Biskup na to patrzy?

- Na temat dystrybucji tygodnika „Idziemy” nie mogę się wypowiadać, bo to już czasy mojej emerytury. Słyszę, że narzeka się na nie dość wysoki nakład - nie na jakość, tylko na wysokość nakładu - ale to jest bolączka większości pism katolickich, co jest zresztą związane z ogólnoświatowym kryzysem czytelnictwa.

- Co należałoby w diecezji zmienić? Jakie najpilniejsze potrzeby duszpasterskie Ksiądz Biskup widzi na warszawskiej Pradze?

- Zmienić należałoby stan „zaludnienia” seminarium! Przydałoby się więcej powołań w zgromadzeniach zakonnych żeńskich, bo liczba zakonnic wpływa też na jakość nauczania religii i duszpasterstwa parafialnego. Także troszczyć się bardziej o promocję powołań księży zdradzających zamiłowanie do nauki.

- Czego Ksiądz Biskup życzy dwudziestolatce z okazji jej jubileuszu?

- Żebyśmy wszyscy żyli wiarą na co dzień, bo zaczyna się Rok Wiary. Żebyśmy się wszyscy czuli w Kościele jak w domu rodzinnym, bo to hasło duszpasterskie Kościoła w Polsce na rok 2012.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Anioł z Katynia

Niedziela Ogólnopolska 15/2021, str. 46-47

[ TEMATY ]

historia

Katyń

Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie

Zdjęcie ślubne młodej pary, Janiny i Mieczysława, na tle szybowca, 1939 r.

Zdjęcie ślubne młodej pary, Janiny i Mieczysława, na tle szybowca, 1939 r.

Pozostało po niej kilka zdjęć i czaszka. Janina Lewandowska, córka naczelnego dowódcy powstania wielkopolskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego, to jedyna kobieta zamordowana w Katyniu.

O zbrodni katyńskiej pisze się najczęściej w kontekście masowej rzezi, ludobójstwa. Wśród tysięcy ofiar rzadko zatrzymujemy się na indywidualnym losie człowieka. Z Janiną Lewandowską jest inaczej, trudno bowiem przejść obojętnie wobec śmierci najsłabszej osoby – uczestnika dramatu, który rozegrał się w Katyniu.

CZYTAJ DALEJ

Boży wojownik

2021-09-13 18:26

Niedziela Ogólnopolska 38/2021, str. 12-13

[ TEMATY ]

św. o. Pio

Archiwum Głosu Ojca Pio

o. Pio

o. Pio

O walce Ojca Pio z szatanem, kierownictwie duchowym oraz o tym, jak stygmatyk może nas inspirować do odkrywania wiary i pokonywania przeciwności losu, opowiada br. Wojciech Czywczyński, kapucyn.

Ireneusz Korpyś: Szatan często atakował Ojca Pio, a jego agresja przyjmowała nawet fizyczną postać. Czy w związku z tym możemy tego stygmatyka nazwać świętym, który stoczył na ziemi największą walkę z wrogiem naszych dusz?

Br. Wojciech Czywczyński: Przypominam, że Ojciec Pio był mistykiem – w jego mistycznych doświadczeniach walka z zakusami szatana nie stanowiła może kluczowego zagadnienia, ale niewątpliwie była bardzo mocno obecna. Śmiało możemy go nazwać Bożym wojownikiem, któremu nie brakowało doświadczenia. Nie oznacza to jednak, że jest tym, który stoczył największą duchową potyczkę. Bałbym się podobnego stwierdzenia, ale muszę przyznać, że nie jest łatwo wskazać wielu kandydatów tak bardzo zasługujących na podobne miano.

CZYTAJ DALEJ

Saletyńskie Spotkania Młodych we Włochach

Eucharystia, konferencja i uwielbienie. 25 września zapraszamy młodzież do parafii Matki Bożej Saletyńskiej przy ul. Popularnej 46.

Saletyńskie Spotkania Młodych (SSM) mają swój początek w roku 1987, kiedy Księża Misjonarze Saletyni zaczęli organizować czuwania dla młodzieży z polskich parafii, w których posługiwali. Na miejsce spotkań wybrano Dębowiec k. Jasła (diecezja rzeszowska)- polskie centrum Matki Bożej Płaczącej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję