Miniony tydzień obfitował w wiele wydarzeń. Trudno o wszystkich
mówić. Zacznijmy od radosnego, chociaż dziś już owianego nieco nostalgią
- to zimowe ferie dzieci i młodzieży. Po trudach zaliczeń, zdobywania
jak najlepszych ocen przyszedł czas regenerowania sił przez zmianę
miej-sca, odpoczynek, zajęcie się różnorakimi hobby, na które w czasie
nauki nie zawsze jest czas. To jeszcze raz nam, dorosłym, i tym,
którzy mają moc decydowania, winno uświadomić wagę dnia świętego
- dnia refleksji, wspólnoty, modlitwy i zwyczajnego odpoczynku. Ze
zdziwieniem czytam w tygodniku, który mieni się katolickim, stwierdzenie
redaktora, że rodzinny spacer do marketu jest także budowaniem wspólnoty
rodzinnej.
Z wielkiej polityki uwagę mediów i pewnie społeczeństwa
przykuły wydarzenia w Austrii. To bardzo znamienne, jak demokracja
jest czasem bezwzględna, ale i ją samą ciągle trzeba zabezpieczać
kryteriami etycznymi, aby stawała się bardziej bezpieczną drogą ku
przyszłości. Po drugie - wydarzenia te ujawniają, jak brzemienne
są skutki globalizacji. Neutralna i kulturalna Austria staje się
nagle centrum zainteresowania i niepokoju Europy i Ameryki. Niedawne
kontestacje antyklerykalne i akcje grup typu "my jesteśmy Kościołem"
może mają też związek z tym, co się tam dziś dzieje. To symptomatyczne.
Reklama
Jan Paweł II natomiast, niejako solidaryzując się z dziećmi przebywającymi na feriach, "wybrał" się do kina. Ojciec Święty znowu przypomniał, jak wielkim skarbem jest kultura. Zbiegło się to z przyznaniem Andrzejowi Wajdzie Oskara za twórczość filmową. Kultura leży u podstaw tożsamości każdego z nas jako człowieka tego wieku i nas jako ludzi tej szerokości geograficznej. Wielkie stwierdzenia pozwalają wyprowadzać wnioski praktyczne, pokazują, że jesteśmy partnerami innych narodów europejskich, a jeśli chcemy zachować tożsamość, to powinniśmy czerpać z bogactwa, doświadczeń i dokonań poprzednich pokoleń, a reformy zaczynajmy od siebie. Jak nasi dziadkowie, wychowani na Mickiewiczu, Kościuszce czy Norwidzie, uczmy się od wieszczów kultury języka i uczuć, zdrowego patriotyzmu i mądrości serca, poczucia humoru i dystansu do siebie samych. Dzisiejszy czas zawirowań domaga się trwałych fundamentów. Niepoślednią rolę odgrywa tu inspiracja chrześcijańskiej wiary i wrażliwość etyczna, kształtowana przez nauczycielski urząd Kościoła.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Jest i - niestety - zła "kultura", która próbuje złymi wzorami,
jak kwasem solnym, zniszczyć te korzenie. Antyklerykalizm ludzi i
środowisk jest dla mnie migającym, żółtym światłem na skrzyżowaniu
ulicznym, które uprzedza: Oto za chwilę pojawi się światło czerwone
lub zielone. Teraz poczekaj, miej się na baczności.
Wyznam szczerze, że jest to mój sposób na rozpoznanie
pokrewieństwa duchowego ludzi, którzy zrodzili wstydliwe systemy
XX wieku, a którzy nie umarli, ale i dziś są sobie bliscy... Tym
znakiem rozpoznawczym jest ich zacięty antyklerykalizm. Zdradzą się
na odległość, niezależnie od koloru gazety, w jakiej piszą. Kościół
uczył mnie od dziecka szacunku do niewierzących, tolerancji wobec
błądzących, a nawet miłości nieprzyjaciół przebaczającej wyrządzone
przykrości, a nawet krzywdy, bo inaczej czym byśmy się różnili od
nich? Z tym większą cierpliwością obserwować próbuję antyklerykałów.
Niech piszą, ale ja swoje wiem!
Od wielu już lat próbuje to czynić dziennik, który mieni
się jedynie opiniotwórczym, a który systematycznie podkopuje starą,
zdrową polską kulturę. Straszeni bywamy nieustannie państwem "czarnej"
dyktatury. Oczywiście, jeśli się o tym mówi, natychmiast wyśmieją,
wyszydzą, człowiek spotyka się ze sprzeciwem, czasem wprost z posądzeniem
o głupotę, indolencję intelektualną, ale jak tu milczeć, gdy czytam
obszerny wywiad, przeprowadzony z mało znanym hiszpańskim teologiem
Beniaminem Forcano. I oto, co możemy dowiedzieć się na temat posługi
Ojca Świętego: "... są tacy, którzy uważają go za wstecznika i despotę.
Moim zdaniem, wyrządził Kościołowi wiele złego. Zahamował cały dynamizm
Soboru (...) w sprawach wewnątrzkościelnych, w sprawach dogmatów
i moralności jest papieżem wieków średnich. Nie otworzył się na wszystko,
co się wydarzyło w Europie, w nauce, w teologii, w egzegezie Pisma".
Niech to już wystarczy. Kim jest ten tak arbitralny kreator
wizji papiestwa? Zakonnikiem, którego usunięto ze zgromadzenia za
sympatie do teologii wyzwolenia. W notatce czytamy, że jest przyjacielem
i uczniem takich teologów tego nurtu, jak Gustavo Gutierrez i Leonardo
Boff. Ten sam Boff, który w okresie niszczenia religii odwiedził
na zaproszenie totalitarnych władz Związek Radziecki i zachwycał
się rosyjskim kawiorem. Z okien luksusowych hoteli, zza kieliszka
słynnych rosyjskich alkoholi nie widać było głodu ani prześladowań.
Wiedział o tym cały świat, oni nie chcieli wiedzieć. Nasz pisarz
Woroszylski, wielki piewca tego systemu, był uczciwszy, bo kiedy
zobaczył węgierski dramat, miał poczucie powinności i uczynił to,
pisząc książkę o widzianej tragedii. Czy warto, nawet za cenę wysokich
tantiemów, zohydzać chrześcijańskie korzenie kultury?
Jan Paweł II był w czasie ostatniego Synodu Biskupów
jedynym biskupem, który brał udział i to bardzo czynny w obradach
II Soboru Watykańskiego i we wszystkich sesjach synodalnych. Jest
człowiekiem otwartym, jego głęboka kultura duchowa i intelektualne
zdolności niezwykle otwierają go na najnowsze prądy myślowe i na
dialog ze wszystkimi ludźmi. Ma czas - jak żaden papież - dla prostych
ludzi, ale też corocznie promuje inicjatywy społeczne i kulturalne,
bierze udział w sympozjach intelektualistów. Nie ma w sobie nic z "
despoty", to człowiek święty, pokorny i wierny Ewangelii. Wyprowadził
Kościół na szerokie wody dialogu z innymi religiami i ze światem.
Jego poprzednicy o tym mówili, a on praktycznie pokazał, jak to zrobić.
Publikowanie takich wywiadów, pełnych zajadłości i nieprawdziwych
ataków, jest niegodziwością, ale nie przyniesie zamierzonego zła,
nie spełni celu, o jaki chodzi redaktorom, ma jedną zaletę i to poważną
- ujawnia antyklerykałów. Jaki to wstyd pisać w takiej gazecie! Chyba
że się poprawią, przeproszą i ujawnią styl nowy, zgodnie z wielowątkową
kulturą tego społeczeństwa (żeby nie mówić "narodu").
Reklama
Z przykrością trzeba zauważyć, że ten typ zarażania kultury
ma swoich popleczników. Oto media ujawniły tytuły czasopism poruszających
tematykę kulturalną, które otrzymały na trzy lata zapewnienie o państwowej
dotacji. Jest tych tytułów 38. Z niepokojem konstatuję, że pominięto
tak ważne dla naszej kultury tytuły, jak Fronda, Arcana, Res Publica
Nowa. To bardzo - moim zdaniem - znaczące pisma. Pozbawienie ich
jakiegokolwiek wsparcia może doprowadzić do upadku. A tyle dobrego
już zrobiły. To są - mimo małego nakładu i niewielkiego reklamowania
przez media - tytuły opiniotwórcze. Nie chcę posądzać, że to właśnie
stało się powodem ich pominięcia. Może w nurcie globalizacji pragnie
się pominąć takie redakcje i autorów, którzy nie negując otwarcia
na świat, pokazują bogactwo naszej tożsamości. Mam nadzieję, że politycy
koalicji zdążą jeszcze otrząsnąć się z dziwnej obojętności na znaczenie
mediów w współtworzeniu rzeczywistości intelektualnej kraju.
Pragnę przy tej okazji jasno powiedzieć, że boję się
również klerykałów, którzy stroją się w "pobożne szaty", często nie
mając żadnego związku z Ewangelią i troską o Kościół.
Wierzę jednak, że prawdziwa kultura zakorzenia się w
społeczeństwie, które po chwilowej fascynacji nowinkami odkrywa swoim
instynktem, gdzie jest zdrowa nauka i właściwe wzorce. Wielką nadzieję
pokładam w "małych ojczyznach". W diecezjach ukazuje się wiele gazetek
parafialnych, które dopracowują się coraz wyższego poziomu zarówno
w treści, jak i w formie. Tam ludzie czytają, obserwują świat i myślą,
tam młodzi wolontariusze uczą się sztuki oddzielania zdrowego ziarna
od plew.
Miniony okres Bożego Narodzenia obfitował w wiele wydarzeń
kulturalnych w parafiach, o czym obficie informowały redakcje lokalne
w dodatkach diecezjalnych Niedzieli. Było tych informacji o jasełkach,
o Akcjach Świątecznego Dzieła Pomocy Dzieciom tak dużo, że nie wszystkie
dało się zamieścić. Systematycznie pracują i promują kulturę muzyczną
schole oraz chóry parafialne i regionalne, i to w każdej niemal miejscowości.
Sięgają w swojej działalności do korzeni polskiej tradycji, i chwała
im za to.
Jarosławska Mała Kapela Gorących Serc po raz kolejny
pokazała, że można przeciwstawić się decybelom wielkich orkiestr
i w spokoju, nie niszcząc wzorców, zrobić coś dla miejscowego szpitala.
Trzeba takie inicjatywy popierać, zarówno kościelnie, jak i samorządowo.
Najstarszy amatorski teatr w Polsce, jakim jest przemyskie "
Fredreum", tak jak dziesiątki podobnych inicjatyw, jest przykładem,
że można mimo kłopotów ubogacać kulturę miasta, a nawet nieść ją
poza granice. Teraz włączył się w uświetnienie diecezjalnych obchodów
Roku Jubileuszowego.
Wielką moją radością była celebracja Eucharystii 2 lutego.
W święto Ofiarowania Pańskiego wszystkie katedry biskupie zapełniły
się różnorodnością zakonnych habitów. Jakaż wdzięczność należy się
Bogu za te 40 tysięcy mężczyzn i kobiet, które w Polsce prowadzą
życie konsekrowane. Porównajmy to z tym, co dzieje się w świecie:
w Europie Zachodniej notuje się w stosunku do roku 1979 spadek powołań
o 15%, podobnie w Oceanii. Nie mam wątpliwości, że powołania są darem
Boga wołającego do swojej winnicy. Pan niejako ustępuje modlitwom
żyjących tradycją i kulturą religijną przejmowaną z pokolenia na
pokolenie. To właśnie ta kultura rodzi przekonanie, że powołanie
jest wielkim darem, bo to przecież sam Bóg powołuje kogoś do służby
w Kościele.
Powołuje też świeckich apostołów potrzebnych jako świadkowie
wiary i siewcy słowa prawdy, twórcy nowej kultury, takiej, która
ma w sobie prawdę i piękno, która podnosi ducha i nie zniechęca do
czynu.
