Świeży lód leżący na chodnikach sprawiał, że ludzie szli wolno,
wymachując rękami dla utrzymania równowagi. Na przystanku stała grupka
chłopców w wieku licealnym. Ich głośną rozmowę przerywały wybuchy
śmiechu. Wysoki chłopak z jasnymi długimi włosami gestykulował zamaszyście.
Drugi, nieco niższy, z przystrzyżoną na jeża, okrągłą głową stał
nieruchomo, odzywając się półgębkiem. Wszyscy chłopcy byli ubrani
w drogie dżinsy i sportowe kurtki, a na nogach mieli grindersy i
martensy za kilkaset złotych.
Do grupki zbliżał się od strony baru mężczyzna w berecie.
Szedł krokiem marynarskim, ze wzrokiem utkwionym w ścielący się pod
nogami śnieg. W kącikach ust trzymał tlącego się peta, ręce włożył
do kieszeni zniszczonej kurtki, głowę schował między ramiona, a nogami
kopał toczącą się przed nim puszkę po piwie. Przeszedł przez jezdnię
o kilka zaledwie metrów od przejścia dla pieszych i wtedy zauważył
chłopców na przystanku. Kopnął puszkę na bok, zrobił kilka kroków
w ich kierunku i zatrzymał się na tyle blisko, że mógł słyszeć ich
rozmowę.
- Chce który na solo? - mężczyzna odezwał się pijackim,
ochrypłym głosem.
Chłopcy dopiero teraz zauważyli stojącego poza ich kręgiem
nieproszonego przybysza. Wszyscy skierowali wzrok w jego stronę,
potem na siebie i, nie podejmując rozmowy, wrócili do opowieści chłopaka
z długimi włosami.
- Ty, laluś z blond piórami, boisz się mnie? - zapytał
mężczyzna powtórnie, nie wyjmując peta z ust.
- Miło było pana poznać - odpowiedział wysoki chłopak.
- Ty cwaniaku, będziesz mi się w wersal bawił?! - wydzierał
się mężczyzna. - "Miło było pana poznać" - przedrzeźniał chłopaka,
wykrzywiając usta w grymasie odsłaniającym sfatygowane uzębienie.
- Gdzieś się tego nauczył? Facet z ciebie czy baba?
Chłopak chciał wrócić do swojej opowieści, ale najwyraźniej
w obecności intruza stracił na to ochotę, bo opowieść nie chciała
mu się dalej kleić, mimo że mężczyzna zamilkł i tylko stał, chwiejąc
się do przodu i do tyłu niczym wahadło.
- No co, koleś, języka w gębie zapomniałeś? - mężczyzna
odezwał się po chwili.
- Pana autobus już odjechał. Następny będzie za godzinę
- odpowiedział chłopak nieoczekiwanie.
Mężczyzna podrapał się w głowę, zatoczył ciałem niemal
cały okrąg, nie tracąc jednak równowagi (widać, że miał trening w
chwianiu), odwrócił się na pięcie i skierował swe kroki z powrotem
w stronę baru. Wtem chłopak z krótko ostrzyżoną, okrągłą głową krzyknął
za nim:
- Jak chcesz, facet, w dziób, to chodź na solo.
Mężczyzna w berecie w mgnieniu oka wrócił na swoje poprzednie
miejsce, zapominając nawet o chwiejnym kroku, i wykrzyknął radośnie:
- No, który z was, ...?!
Chłopak ostrzyżony na jeża wystąpił z szeregu i powiedział:
- Ja, no chodź tu bliżej, to potem własnej facjaty przez
tydzień nie będziesz mógł poznać!
Mężczyzna znowu wyszczerzył swoje niekompletne uzębienie,
nacisnął beret na głowę i wyjął ręce z kieszeni, zaciskając je w
pięści.
Chłopcy rozstąpili się, robiąc miejsce dla ulicznych
wojowników, którzy tymczasem stanęli naprzeciwko siebie, z podwiniętymi
rękawami. Najwyraźniej czuli się jak ryby w wodzie. Chłopak z okrągłą
głową był pewny siebie, na jego twarzy nie widać było śladu lęku.
Mężczyzna w berecie dreptał w miejscu, dodając sobie animuszu inwektywami
wykrzykiwanymi pod adresem przeciwnika, co czyniło jego widok jeszcze
żałośniejszym. Nikt nie miał wątpliwości, kto wyjdzie zwycięsko z
mającej się rozegrać za chwilę walki. W tym momencie między szykujących
się do skoku wszedł wysoki chłopak. Rozwiane wiatrem włosy zarzucił
na plecy i podchodząc do swojego kolegi, powiedział:
- Daj spokój, Marek, przecież on ledwo sam stoi na nogach.
Nie rób sobie kłopotów, wszyscy wiemy, że dasz sobie z nim radę.
No chodź, pogadamy na boku, tylko spoko, tylko spoko.
- Zejdź mi z oczu, facet z długimi piórami, bo ci je
wszystkie powyrywam! - krzyknął pijak. - Muszę powybijać zęby temu
okrągłogłowemu, a ty mi w tym nie będziesz przeszkadzał albo sam
oberwiesz.
- Ty to masz gadanę i potrafisz kota ogonem odwrócić.
Ja tak nie umiem, ale mogę za to frajerowi gębę obić. Niech wie,
kto tu rządzi - tłumaczył koledze chłopak ostrzyżony na jeża. - Jak
teraz zrezygnuję, to wyjdę przecież na tchórza. No nie?
- Wcale nie, tylko wielcy ludzie potrafią nie szukać
swego - odparł wysoki chłopak. - I nie muszą nikomu nic udowadniać,
bo sami wiedzą, kim są.
- Strasznie potrafisz nawijać, ale równy z ciebie kumpel
- powiedział ostrzyżony na jeża, siadając na ławce i zapalając papierosa.
Mężczyzna w berecie stał przez chwilę oniemiały, po czym
odezwał się swym pijackim, ochrypłym głosem:
- Ja też nie muszę nikomu nic udowadniać. Do widzenia
panom. I odszedł w stronę baru.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
