W opowiadaniu o Zesłaniu Ducha Świętego Dzieje Apostolskie
w szczególny sposób akcentują dwa momenty: Pierwszy - to cudowny
dar mówienia różnymi językami. Jest to odpowiedź Ducha Świętego na
owo "pomieszanie języków", jakie nastąpiło przy budowie wieży Babel (Rdz 11, 1-9). To był znak, jak pycha rozbija jedność między ludźmi.
Duch Boży, który teraz przychodzi, przynosi dar wzajemnej życzliwości
i zrozumienia. Wiemy także z dzisiejszych doświadczeń, jak trudno
o to porozumienie, jak rozpadają się małe i wielkie wspólnoty, gdy
im zabraknie Ducha Bożego, Ducha Miłości. Najpotrzebniejszy jest
nam język miłości, nawet w układach politycznych. Drugi - to misyjny
charakter rodzącego się Kościoła, który jest powołany przez Pana
Jezusa w Duchu Świętym, aby był Bożą Rodziną, gromadzącą pod swoim
dachem wszystkich ludzi. Wymienione są te narody, które wówczas były
znane, które stanowiły cały ówczesny świat. W tym wyliczeniu różnych
i "wszystkich narodów pod słońcem" jest wyznanie, że "katolickość,
czyli powszechność Kościoła, jest jego posłannictwem według zamiaru
Bożej Miłości. Liczba siedem pomnożona przez siedem to jest znak
dokończenia jednego, wielkiego etapu zbawienia, a Pięćdziesiątnica
- to rozpoczęcie nowego Bożego Dzieła, które jest dopełnieniem i
doskonałym dokończeniem.
Dlatego Ewangelia dzisiejsza każe nam przeżywać w Duchu
Świętym tajemnicę Wielkanocy. Te same słowa słyszeliśmy w Niedzielę
Miłosierdzia Bożego - drugą wielkanocną. Bo wtedy Jezus powiedział: "
Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone". Ta misja Ducha Świętego jest także wypowiadana przy sakramentalnym
rozgrzeszeniu: "Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze
sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha
Świętego na odpuszczenie grzechów".
Dlatego tak serdecznie modlimy się dziś w sekwencji przed
Ewangelią: "Obmyj, co nieświęte, /Oschłym wlej zachętę,/ Ulecz serca
ranę./ Nagnij, co jest harde,/ Rozgrzej serca twarde,/ Prowadź zabłąkane!".
Historia ludzkości mimo swoich dramatów jest świadkiem,
że człowiek ciągle szuka tego, co dobre, co święte. Owo doskonalenie
dokonuje się nie przez wojenne zwycięstwa, nie przez gospodarcze
i polityczne przemiany, lecz przez życie duchowe. Psalmista modli
się:
"Wznoszę swe oczy ku górom, skąd nadejść ma dla mnie
pomoc?" (Ps 121, 1). Ale wielu pyta ze smutkiem: Kto dziś patrzy
w górę?...
Dziś wielu jest przekonanych, że człowiek jest tym, co
posiada. A tak niewiele potrzeba, aby być szczęśliwym. W kapłańskim
brewiarzu na dzień św. Bedy Czcigodnego, 25 maja, jest takie wzruszające
wspomnienie z ostatniego dnia jego życia, kiedy powiedział: "Mam
nieco cennych rzeczy w moim pudełku: pieprz, chusteczki i pachnącą
żywicę. Biegnij szybko i poproś tu kapłanów naszego klasztoru. Pragnę
bowiem rozdać im te drobne upominki, które mi Bóg darował". A inny
kapłan współczesny Hans Urs von Balthasar tak podsumowuje swoje rozważanie
na dzisiejszą uroczystość: "Prawda Chrystusowa ukazywana nam przez
Ducha Świętego nie wymaga skomplikowanego procesu inkulturacji; owoce
Ducha smakują każdemu podniebieniu. Zapewne, naśladując Chrystusa
Pana, Kościół musi narażać się na prześladowania, lecz winien zważać,
by nie być prześladowanym dlatego, że nie umie Prawdy Jezusowej ukazywać
rzeczywiście w Duchu Świętym" (Światło Słowa, str. 184).
Pomóż w rozwoju naszego portalu
